e.logan
15.07.08, 11:55
JAkis czas temu pisałam ze mam klopoty wkontaktach z matka. No tak
jest nadal tylko wczoraj cos we mnie peklo. CZuje sie rozdarta ale
nie mam innego wyjscia jak sie postawic i zaniechac z nia kontaktow.
Zaczely sie wakacje i zabralam do siebie na kilka dni corke mojej
siostry . Mala jest malomowna i raczej trzeba sie nia zajmowac niz
ona sama wymysli jakas zabawe. Przyszla moja mama wmomencie gdy
starsze dziecko siedzialo z nia na husdawce i sie kolysaly nic do
siebie nie mowiac.
No i sie zaczelo, -dlaczego do niej nic nie mowisz, dlaczego sie nia
nie zajmiesz?dlaczego sie z nia nie bawisz?
Dziecko odpowiedzialo ze mala tez nic nie mowi , jakby chciala to by
przemowila no i sie zaczelo od zamknij sie po zamknij pysk. Ostatnio
zauwazylam ze ona tak odzywa sie juz nie tylko do najstarszego z
dzieci ale i do sredniego. A siednie to dziecko ktore jest uparte,
konsekwentne ale nigdy nic nikomu nie robi zlego, nie pyskuje . A na
dodatek jest bardzo ale to bardzo cieple. ON nie umie sie bronic, i
kiedy go atakuje to patrzy wielkimi oczyma i nic nie mowi. Wlasnie
to sprawilo ze sie zlamalam. Nie pozwolilam wyzywac moich dzieci
nigdy i za nic nie zgodze sie by traktowala MOJE dzieci tak jak
kiedys mnie i siostre.
NIE pozwole. Dla mnie to niedopuszczalne by babcia tak traktowala
wnuki.
A najbardziej mi wstyd gdy pomysle ze tesciowa nawet zupe w domu
ugotuje i przyniesie bo one(wnuki) ja lubia a moja matka jest taka
okropna dla moich dzieci.
Czuje bol i zlosc.Po wczorajszym jej zachowaniu. PO tym ze zawsze
szuka winy w dzieciach, a najwiekszym ich przewinieniem jest ze nie
sa tresowanymi malpkami. Ktore robia cos tylko gdy ona pozwoli lub
chodza po scianach by nie wejsc jej w droge.
Dzis nie odzywa sie demonstracyjnie do MOICH dzieci, bo z
siostrzenica gaworzy.
NIc nie zdalo egzaminu ,ani przetrzymanie dystansu, ani udawanie
gluchej. Pora sie odsunac. Czuje sie zla corka ale gdybym sie nie
postawila bylabym tez okropna matka.
PIsze to bo mi zle. Bo boje sie ze dzieci ja tez przestana
tolerowac nawet. NIe chce by ja pamietali jako zolze. A taka dla
nich jest.
Ona nie ma sobie nic do zarzucenia. Uwaza ze to dzieci wina, ze one
powinny jej ustapic a nie ona rozumiec ze np. wola bawic sie z
innymi dziecmi a nie same z soba jedynie. (i to tez jest zle bo
ganiaja po podworku).
Mam w do niej zal. A w glowie haos .
POwiedzcie mi tylko czy wiecie moze co zrobic by dzieci nie
postrzegaly jej jak jedzy pomimo ze jest dla nich jedza. JAk nauczyc
ich ignorancji dla jej zachowan , tak by nie bolalo je zachowanie
babci.
Ona nie chce nnic rozumiec a rozmow bylo juz za duzo i nie ma sensu
na kolejna bo nigdy nic nie zwniosly.