bo ja nie potrafię. Kończę grypę, za dwa tyg mam rodzić – jestem wymęczona i
mam dość wszystkiego. Pokłóciłam się z mężem i nie wiem już czy mam rację czy
nie.
Wczoraj mieliśmy pojechać na zakupy spore dla dzieci. Mąż był nabuzowany już
po drodze widziałam po nim podenerwowanie. Ostatnio ma tak cały czas bo
zmienił pracę.
Już od wejścia do sklepu gdzie poszliśmy do apteki mąż poszedł osobno w inne
miejsce bo w aptece mu się nie chce siedzieć i żebym sobie sama załatwiła. Ok.
Następnie mieliśmy iść dalej – mąż powiedział mi żebym poszła do pewnego
sklepu a on idzie zobaczyć do innego. Miał w planie na ten dzień kupić
drukarkę i poszedł do sklepu z elektroniką – sądziłam że na dłużej i że będzie
może kupować tą drukarkę.
Ponieważ w sklepie do którego miałam iść okazało się że nie ma nic dla dzieci
(mieliśmy kupić część wyprawki dla małej i trochę ciuchów dla starszej)
stwierdziłam że idę do następnego sklepu. – oboje mamy telefony więc się
zdzwonimy.
Dodam że nie raz i nie dwa tak było że się rozłaziliśmy po sklepie i
dzwoniliśmy z pytaniem gdzie jesteśmy i nie było problemu. Również nie raz i
nie dwa się zdarzyło że mąż mi znikał gdzieś a ja dzwoniłam i on nie odbierał
– po prostu wtedy albo stałam i czekałam albo szukałam i w końcu znalazłam lub
w końcu odebrał – nigdy nie było awantury z mojej strony.
Wczoraj moim błędem było to że nie wiedziałam że w sklepie do którego poszłam
nie było zasięgu . Mąż przyszedł tam gdzie miałam być, nie znalazł mnie –
poszedł do innego sklepu i też nie znalazł i się wściekł po prostu okropnie.
Ja jak tylko wlazłam do sklepu bez zasięgu to może po 2 min postanowiłam na
wszelki wypadek zadzwonić żeby wiedział gdzie jestem , zobaczyłam że zasięgu
nie ma więc pognałam tam gdzie zasięg był i zadzwoniłam. Trwało to może kilka
minut. Zadzwoniłam i od razu wysłuchałam litanii jak to on od 20 min mnie
szuka po całym sklepie (był w dwóch sklepach w kilka minut)
Powiedziałam mu gdzie jestem i przyszedł – i zrobił mi awanturę. Pojechał po
mnie totalnie – niemal krzyczał że jak ja mogę, że miałam czekać w tamtym
sklepie – nakrzyczał i stwierdził żebym sobie sama załatwiała i poszedł.
Mimo że mieliśmy razem wybrać rzeczy dla dzieci.
No ja się rozryczałam, córkę za łapę, zdzwoniłam i powiedziałam że do domu
chcę i koniec zakupów.
No i zdziwienie że o co mi chodzi i że to moja wina że nie zrobię zakupów. A
dziecku jeszcze powiedział że nic dzisiaj nie zjemy (mieliśmy obiad jeść tam)
bo mamusia chce do domu.
A w samochodzie się poryczałam już na amen bo najpierw krzyczał cały czas jak
mu próbowałam tłumaczyć czemu poszłam i że nie wiedziałam że zasięgu nie ma -
a jak ryczałam to się śmiał i sobie kpił.
Więc jak podjechaliśmy w pobliże domu i stanął żeby kupić chleb to ja
wystartowałam z auta i na piechotę poszłam bo już ani jednego słowa więcej nie
chciałam słyszeć. On to uznał za histerię i się obraził na amen.
Dzisiaj przesłałam mu że przepraszam za moje zachowanie wczorajsze (chciałam
zrobić pierwszy krok do pogodzenia się) a on mi na to –„proszę” i tyle.
No więc siedzę i popłakuję i jestem w nerwach bo nienawidzę kłótni i się
zastanawiam czy ja naprawdę dokonałam jakiejś zbrodni i powinnam się kajać czy
jednak to on zachował się jak idiota i powinien chociażby ze względu na mój
stan (a wie jak bardzo się stresuje takimi sytuacjami ZAWSZE) sobie odpuścić.
Nie mam siły na przepychanki teraz, jeśli będzie kontynuował to ja będę ryczeć
i strasznie się denerwować
Przepraszam że taki długaśny post ale jestem okropnie podenerwowana i się już
gubię. Muszę się jakoś pozbierać do kupy

((