Dodaj do ulubionych

stukanie sasiadow po suficie...

03.11.08, 08:00
wczoraj sie wkurzylam. jestesmy spokojnymi ludzmi, czasem tylko
mala slychac jak placze, jak sie smieje, biega czy krzyczy-czyli
normalka. zadko kiedy mamy odwiedziny a jak juz mamy to jest troche
glosno, to chyba normalne. przyjechal do nas wczoraj szwagier ze
swoimi synami (7 i 8 lat) wiadomo jak to chlopcy. biegali, smiali
sie, bawili autkami a pozniej jeden z nich pokazywal corce jak sie
robi przewrot w przod. gdy "ladowal" na ziemie, bylo troche glosno.
po kilku minutach sasiadka zaczela walic po suficie. dla mnie to
byl szok, bo moim zdaniem zachowala sie jak przyslowiowy burak. te
upadki byly glosne, ale w koncu to sa dzieci i wiadomo, ze
spokojnie nie beda siedzialy w kacie. poza tym to jej walenie bylo
glosniejsze niz zabawa dzieci. kiedys uwazalam, ze sasiadka jest w
porzadku, ale teraz zaczynam watpic w to. rozumiem, ze ludzie moga
sie wsciekac jak u kogos jest ciagle glosno, ale nie jak zdarza sie
to 3 razy do roku. w dodtku bylo to o godzinie 17... mialam
naszykowane ciasto dla sasiadki, ale juz jej go nie zaniose...
Obserwuj wątek
    • mathiola Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 08:06
      A ja właśnie bym zaniosła i przeprosiła za wyjątkowo głośny
      dzień "ale goście". Skoro sąsiadka nie ma tego na codzień,
      nieprzyzwyczajona pewnie jest.
      Może ją głowa bolała, a może nie usłyszała kluczowych słów w dialogu
      między aktorami telenoweli i się wściekła, może... no różnie mogło
      być. Gdyby wam stukała notorycznie, to co inego, ale raz można
      wybaczyć smile
      A dobre stosunki sąsiedzkie są nieocenione.
      Jak postuka następnym razem to ją objedź.
    • sanna.i Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 08:11
      Beniusia, ja bym była ostrożna z wieszaniem psów na sąsiadce. Kiedyś, jak
      jeszcze mieszkaliśmy pełną rodziną, mieliśmy sąsiadkę - bardzo miłą,
      uśmiechniętą, tolerancyjną straszą panią. Mieszkała pod nami of course. Mały jak
      to mały, trochę płakał, trochę biegał, śmiał się, jeździł samochodami po
      podłodze. Po pewnym czasie (dłuższym), pani nieśmiało zaczepiła nas na klatce z
      prośbą, czy nie dałoby się jednak coś zrobić, bo u niej jest bardzo głośno,
      nawet Wiadomości nie słyszy. Obiecałam pilnować dziecko, ale średnio mi to
      wychodziło.Potem, mój eks zszedł do niej pomóc naprawić pilota od tv i wtedy
      naprawdę zrozumiał o co chodzi. Niby zwykłe bieganie czy jeżdżenie autkami - jak
      to u dzieci - u niej było niczym nieustanne dudnienie. I tak dziwię się,że tak
      długo wytrzymała...Po tym położyliśmy grubą wykładzinę i dywany.No a teraz mam
      już innych sąsiadów i to ja mogłabym ponarzekać...
      • amilos Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:14
        ja zawsze ostrzegałam sąsiadkę - starsza panią, ze u mnie może być głośno, bo
        przyjdą małe dzieci lub ze urządzamy Sylwestra i nigdy nie była zła, a gdybym
        nie uprzedziła, pewnie by stukała, zresztą ja tez bym stukała gdyby ktoś
        wieczorem urządzał takie hałasy
        • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:23
          Staram się nie dopuszczać do sytuacji że dziecko biega po naszym mieszkaniu bo
          sąsiada mamy "wrażliwego" sad. Nie rozumiem jednak skarg na to że raz na jakiś
          czas (nie regularnie) w środku dnia w mieszkaniu jest trochę głośniej. W końcu
          to blok a nie domek jednorodzinny i trudno wymagać by wszyscy chodzili na palcach.
      • ciociacesia dokladnie sanna 03.11.08, 09:56
        jezdzace samochodziki, tupiace dzieci, krzatajaca sie w pantoflach pani domu i
        rozkladanie łózka daje sie niezle we znaki w starych blokach, zwłaszcza jak nie
        ma dywanów - ja np sledze zycie piska mojej sasiadki, zaskakujaco głosno słychac
        chrobot jego pazurkow o podłoge kiedy chodzi - u mnie daje to efekt jakby mi
        szczury po suficie biegały. na szczescie dziecko jest u niej raz w tygodniu...
        ale jak zacznie kobieta rozkladac kanape o 2 w nocy albo szykuje sie o 7 do
        pracy w tych swoich pantoflach. kiedys chyba do niej pojde...
        • beniusia79 Re: alescie sie rozpisaly... 03.11.08, 13:24
          blok jest betonowy, solidny. wszedzie mamy wykladziny, tylko w
          przedpokoju panele-dzieci bawily sie w pokoju. wiem jak to jest gdy
          dzieci biegaja nad kims bo nasi sasiedzi z gory czesto maja swoich
          3 wnujow u siebie na weekend. w mieszkaniu maja kafelki wiec u nas
          wszystko slychac. ich wnuki szaleja od 7 rano do 23 i sa na prawde
          glosne, ale wiem, ze to tylko dzieci i wiem, ze w niedziele
          wieczorem znow sobie pojada. trzeba byc wyrozumialym, myslalam, ze
          pani owa wlasnie taka jest bo juz nieraz przepraszalam ja za
          zachowanie bratankow meza i zawsze reka machnela i mowila, ze to
          tylko dzieci a tu nagle takie cos. dodam, ze to byla godzina 17,
          rozumiem, co innego gdyby bylo to w czasie siczy popoludniowej czy
          poznym wieczorem.
          • ciociacesia oj beniusia 03.11.08, 16:32
            skoro nigdy jej nie przeszkadzalo chyba mozna zrozumiec ze dzis jej akurat
            przeszkodzilo a isc na gore do ciebie sily nie miala - moze akurat migrenka
            chwycila i podrzemac chciala, oze miala kiepski dzien i wszystko wydawalo jej
            sie glosniejsze niz zazwyczaj, moze akurat dzieciaki dzis przegięły? sama
            piszesz ze zawsze bylo ok i miła babka
    • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:28
      No cóż. Ja mam właśnie nad sobą sąsiadów z dwoma chłopcami (trochę młodszymi) i
      doskonale rozumiem twoją sąsiadkę... Uważam także, że buractwem jest założenie
      "to tylko dzieci" i nie robienie nic z problemem. Współczuję serdecznie
      kobiecinie, widać ma już dość. W niedzielne popołudnie każdy chce odpocząć.
      • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:33
        chicarica, jeżeli hałas jest regularnie dzień w dzień to rozumiem. Ale jak do
        mnie raz na ruski rok przyjdzie ktoś dzieckiem i ono nie wiedząc że to tak
        słychać przebiegnie mieszkaniem to chyba nikt nie umrze z nadmiaru decybeli.
        Powtarzam, mieszkanie w bloku niesie za sobą pewne konsekwencje. Ja dbam o ciszę
        a jak pewnego popołudnia będzie głośniej to też chciałabym aby nikt z tego
        tragedii nie robił.
        • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:35
          A ja myślę, że tam hałas jest na codzień (przecież dzieci nie latają, nie?) i
          sąsiadka nie narzekała, ale widać tym razem był jubel nie z tej ziemi i jej szwy
          puściły.
          Nie dziwię się, ja mam to u siebie codziennie, tzn taki codzienny hałas, który
          też jest niezły. I może też kiedyś mi szwy puszczą.
          • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:37
            Zacytuje autorkę wątku:
            "jestesmy spokojnymi ludzmi, czasem tylko
            mala slychac jak placze, jak sie smieje, biega czy krzyczy-czyli
            normalka. ".

            Przyszli goście i nagle szok bo jest głośniej.
            • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:40
              No cóż - ja wiem jak słychać piętro niżej kiedy dzieciak "tylko" biega.
              I to mi wystarczy.
              Jak sąsiedzi z góry mają gości z dziećmi, to u mnie nie da się ani pooglądać tv,
              ani spokojnie posiedzieć, mało tego - na wodzie w szklance robią mi się fale wink
              Ale co, denerwować się mam? Kiedyś mi szwy puszczą i pójdę tam napierd...lać im
              w drzwi kijem, niech zobaczą jaki to łomot.
              • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:45
                Ja myślę po prostu że mieszkanie w bloku na własne życzenie ma swoje minusy i
                nic tego nie zmieni. A skoro uważasz że jest tak głośno to zgłoś to do
                spółdzielni czy na policję.
                • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:49
                  A ja myślę, że KAŻDY mieszkając w bloku, powinien brać pod uwagę że nie jest
                  sam. Ja np. nie napierniczam kinem domowym w sypialni o północy oglądając filmy
                  ze strzelaninami, bo wiem że nad i pod moją sypialnią są pokoje dzieci sąsiadów.
                  Chociaż może zacznę.
                  Nie będę z takiego powodu nasyłać policji na sąsiadów, byłam swego czasu u nich
                  poprosić o ciszę, istotnie, przez jakiś tydzień było lepiej, może nawet dwa...
                  • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:55
                    Ale zobacz, czy oni ci napierniczają koło północy? Owszem, należy żyć tak żeby
                    nie przeszkadzać innym ale w bloku często tak się do końca nie da. Mojemu
                    sąsiadowi przeszkadzało że umyłam stół koło 20 i on (stół znaczy) trzy razy się
                    przechylił i puknął o podłogę. Już walił w drzwi. Litości.
                    • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:56
                      Ano nie, ale myślę, że w okolicach godziny 21 (o tej porze ich dzieciory idą
                      spać, sądząc z tego, że tętent kopyt cichnie) byłoby w sam raz i wystarczająco
                      uciążliwe. Codziennie oczywiście.
                      • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:58
                        PS. Ja naprawdę nie mówię o tym, że coś 3x stuknęło o 20.00. Ale może to jest
                        tak, że oni tętentu kopyt własnych dzieci nie słyszą.
                        • ciociacesia nie słysza 03.11.08, 10:00
                          bo to tak wielkopłytowy sufit elegancko rezonuje ze oni nie słysza a ty słyszysz
                          • chicarica Re: nie słysza 03.11.08, 10:03
                            Zatem życzę im, żeby nad nimi wprowadził się ktoś z dziećmi, najlepiej wtedy
                            kiedy ich dzieci zaczną się uczyć do matury i na studia...
                            BTW: to (chyba) nie jest wielka płyta, nowy blok, stropy chyba lane z betonu?...
                            • ciociacesia u mnie płyta lata 70te chyba 03.11.08, 12:25
                              i tak sobie marze - wygram te 25 baniek - kupie se mieszkanie w nowiutkim bloku
                              i mieszkanie nad nim i to na gorze wynajme anemikowi i papciach smile
                        • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 10:02
                          Chciałam ci tylko dać do zrozumienia że często ludzie robią w blokach awantury
                          po tytułem hałas z głupich powodów. Jak jest u Ciebie nie wiem.

                          "Wydatki konsumpcyjne napędzają gospodarkę. Dlatego w obecnej sytuacji życie
                          ponad stan, to w obliczu spowolnienia gospodarczego patriotyczny obowiązek."
                          Peter Schiff
                          • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 10:29
                            A ja chciałam tylko dać autorce wątku do zrozumienia, że to co dla niej jest
                            słodkim tupotem małych nóżek, dla sąsiadki może być koszmarem.
                        • denea Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 10:30
                          chicarica napisała:

                          > PS. Ja naprawdę nie mówię o tym, że coś 3x stuknęło o 20.00. Ale
                          może to jest
                          > tak, że oni tętentu kopyt własnych dzieci nie słyszą.

                          Bo chyba racja jest jak zwykle pośrodku i złoty umiar też.
                          Sama mam problem z sąsiadami i jako że wiem, że rzeczywiście słychać
                          wybieguję dziecko do wyrzygania wręcz, dwa razy dziennie. Ale mimo
                          to absolutnej ciszy 24/7 nie jestem w stanie zapewnić, bo młody
                          polata 2 godziny po lesie a potem zje kolację i jednak głupawkę
                          załapuje sad Pacyfikacja jednak kilka minut też zajmuje sad
                          Z tym, że Ty chyba masz większą tolerancję niż ci moi, no i pewnie
                          normalnie żyjesz, wychodzisz z domu itd.

                          Chodzi mi o to, że dobra wola i myślenie jest konieczna po obu
                          stronach. Jak ze wszystkim zresztą. Ot, taki ogólny wniosek od
                          czapy wink
                          • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 10:38
                            Widzisz, problem w tym, że ja to odczuwam tak, że dobrą wolę wykazywać muszę
                            tylko ja - bo to ja przymykam uszy na, powiedzmy, 30-minutową głupawkę
                            (rozumiem, że dzieci tak mają i czasem wręcz złapać je ciężko, a co dopiero
                            uspokoić i zainteresować czymś innym), a oni mają w nosie to, że dziecior skacze
                            i biega od 3 godzin i że może to znak, że trzeba go zabrać na dwór, bo już nie
                            wyrabia zamknięty w domu... Sobota, piękne słońce, w pobliżu wielki teren
                            rekreacyjny (stawy, ścieżki, pagórki), a ci ludzie te biedne dzieci trzymają w
                            domu. W dni powszednie jedno dziecko idzie do przedszkola, a drugie zostaje z
                            babcią i ta babcia też tylko krótkie spacerki uskutecznia, i to bez biegania,
                            żółwim tempem. Też bym wariowała na miejscu tych dzieci.
                            Owszem, wychodzę gdzieś, ale np. dziś jestem w domu i pracuję. A dzieciak skacze.
                            • ciociacesia Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 12:31
                              > Owszem, wychodzę gdzieś, ale np. dziś jestem w domu i pracuję. A dzieciak skacz
                              > e.
                              ja poczułam bol prawdziwy jak mi sie w iazy chcialo spac strasznie po pracy -
                              wracalam i padalam na twarz w tu sasiadka tup tup tup tuz nad moim lozkiem. a
                              jak juz zwolnienie mialam to masakra - myslalam ze nie moze byc gorzej - ale
                              jest - mam smoka-pijawke i czasem dobrze byloby przespac sie z nia w dzien zeby
                              nie wychodzic ze skory w nocy, ale przez to tup tup tup nie zawsze sie da... az
                              zgrzytam zebami, kiedys sie pewnie do kobiety wybiore, ale co ja jej powiem -
                              zeby sobie dywan kupila?
                              • denea Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:39
                                A ja się dawno temu nauczyłam spać w stoperach smile A dzieć przy
                                szumiącym radiu albo kołysankach...
                                • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:40
                                  Na dziecięce skoki niestety stopery nie pomagają, bo człowiek ma jeszcze coś
                                  takiego jak "słyszenie kostne" i te wibracje nadal są odczuwalne.
                                  • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:43
                                    > Na dziecięce skoki niestety stopery nie pomagają, bo człowiek ma jeszcze coś
                                    > takiego jak "słyszenie kostne" i te wibracje nadal są odczuwalne.

                                    Przesadzasz chyba.
                                    • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:47
                                      Nie, nie przesadzam.
                                      Herbata w kubku postawionym na stole faluje od skoków bachorów moich sąsiadów.
                                      Nie przywidziało mi się. Aha, oprócz tego jeszcze coś brzęczy w kaloryferze...
                                      Zresztą, podobnie jak takie wibracje działa też np. podkręcenie basów w
                                      głośnikach. Stopery to sobie można w tyłek wsadzić.
                                      • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:50
                                        Nie wiem w jakim bloku mieszkasz ale żeby u mnie herbata w kubku postawionym na
                                        stole falowała to chyba trzęsienie ziemi musiało by być.
                                        • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 15:05
                                          No cóż. Marszczy się, nie przywidziało mi się. Zresztą, dziś po południu pewnie
                                          będzie ciąg dalszy, bo niby czemu ma nie być, codziennie jest...
                                  • denea Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:55
                                    chicarica napisała:

                                    > Na dziecięce skoki niestety stopery nie pomagają, bo człowiek ma
                                    jeszcze coś
                                    > takiego jak "słyszenie kostne" i te wibracje nadal są odczuwalne.

                                    Na sąsiadkę Ciocicesi może podziałają, skoro mnie pomagały przy
                                    wiertarkach.
                                • ciociacesia stopery 03.11.08, 16:36
                                  w ciazy mi sie zdarzalo korzystac z tego wynalazku - jak mi chrapanie
                                  wspołspacza nerwy psyło, ale ogólnie bardzo nie lubie - dyskomfort mam straszny
                                  gdy mi cos w uszach tkwi - pospie w stoperach dwie noce i uszy mnie jakos bolą.
                                  no i nie usłysze jak sie zarłoczna bestia budzi - jej na szczescie zadko
                                  sasiadka przeszkadza - chyba ze naprawde gwałtowny halas - co tylko jest dowodem
                                  ze jestem upierdliwa i nie mam podstaw zeby sasiadke odwiedzac ze skargą co
                                  tylko mą frustracje potęguje
                            • denea Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 14:51
                              chicarica napisała:

                              > Widzisz, problem w tym, że ja to odczuwam tak, że dobrą wolę
                              wykazywać muszę
                              > tylko ja

                              Mam identyczne odczucia smile Z tym że jesteśmy, że tak powiem, po
                              dwóch stronach sufitu wink Tobie tupią nam głową, ja mam nerwicę, że
                              moje nie lewituje wink Babon nie wyłazi z domu prawie nigdy, choćby i
                              maj swe wieczory rozpościerał, żadna znajoma, kino, spacer, nic. Nie
                              pracuje ofkors, od 20 lat na rencie więc ma czas pilnować porządku i
                              smarować pisma gdzie się da...


                              A nie ma szansy z nimi po ludzku pogadać ? Tymi sąsiadami ?
                              Próbowałaś ?
                              Z naszą słynną raszplą otoczenie porozumiewa się za pomocą
                              dzielnicowego i urzędów wszelkich, ale może Twoi są normalni ?
                              • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 15:04
                                Byłam pogadać, gdzieś tak z tydzień było faktycznie lepiej. Nie wiem czy jest
                                sens ciągle tam latać, do tego też trzeba mieć odpowiedni charakter.
          • beniusia79 Re: chikarica 03.11.08, 13:28
            te dzieci to chlopcy, ktorzy odwiedzaja nas sporadycznia. halas,
            ktory robi nasza corka to pikus w porownaniu z nimi. poza tym w
            tygodniu bywamy w domu tylko kilka godzin wiec nie jest glosno. od
            13 do 15 staram sie zeby bylo cicho bo mamy tzw cisze popoludniowa.
            z glupim praniem czekam do 15. chyba moge od czasu do czasu rodzine
            z dziecmi zapraszac? mialam chlopakow do sciany przywiazac zeby
            byli spkojni czy jak?
      • hellious Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 13:08
        Syn sasiadki z gory notorycznie urzadza imprezy jak mamusia na duzurze nocnym i notorycznie rzygaja nam na okna... Chlopak juz nie czeka az po niego przyjde, tylko sam ze szmata przylazi i myje po kolegach rzygowiny. Wiec nie wiem co lepsze- mamusia walaca obcasami, czy rzygajaca mlodzieztongue_out
    • wieczna-gosia Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 09:36
      wiesz co beniusia- moze i rzeczywiscie bylo glosniej niz zwykle- ale jak sama
      piszesz- rzadko tak bywa, godzina byla ludzka. Masz prawo i tyle i masz prawo
      nie rozumiec morsa, ktorego ci siasiadka wygrywa na scianie. ma problem- niech
      przyjdzie i powie jak czlowiek, tym bardziej ze jak rozumiem nie jestescie sobie
      obce.
      • lubie.garfielda Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 11:07
        a może sąsiadka należy do tych ludzi którzy uważają, że święto zmarłych to taka coroczna stypa? I zwyczajnie się wkurzyła, że pozwalacie dzieciakom szaleć podczas gdy powinny w tym szczególnym dniu udawać, że ich nie ma? Bo to dzień zmarłych a nie żywych jest.
        • kasiadud Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 11:55
          Taaa... a co ja mam niby zrobić? Moi sąsiedzi noc w noc
          napierdzielaja łózkiem tak jakby walili młotkiem w podłogę a co
          gorsza słychac to wszystko w pokoju dziecka. Normalnie szok...
          • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 13:30
            Hehe - to jest myśl! smile
        • papryczka_ag Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 13:13
          Nie ma swięta zmarłych! I nie udaję się trupa tego dnia tylko należy
          byc refleksyjnym ale nie smutnym.
          Wytłumacz dzieciakom konieczność refleksyjności, najlepiej w ujęciu
          Kierkegaarda.
        • beniusia79 Re: swieto zmarlych jest 1 listopada 03.11.08, 13:33
          w wczoraj bylo 2....
          • chicarica Re: swieto zmarlych jest 1 listopada 03.11.08, 13:41
            Oj, beniusia, beniusia...
            "Święto zmarłych", czyli Dzień Zaduszny, czyli dzień zadumy i wspomnień naszych
            zmarłych, jest właśnie 2 listopada.
            • beniusia79 Re to i tak nie ma nic do rzeczy moim zdaniem... 03.11.08, 13:54
              ...
              • chicarica Re: Re to i tak nie ma nic do rzeczy moim zdaniem 03.11.08, 13:56
                No właśnie, Twoim.
                A moim ma.
                • beniusia79 Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:03
                  • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:15
                    Żadnego. Za to uszy mam aż dwa.
                    Sugerujesz, że jak ktoś nie ma dzieci, to nie słyszy hałasu przez nie generowanego?
                    • kropkacom Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:19
                      > Sugerujesz, że jak ktoś nie ma dzieci, to nie słyszy hałasu przez nie generowan
                      > ego?

                      Skoro to jest dla ciebie taki problem (widzę po ilości wpisów) to zadzwoń na
                      policję smile Jeśli tego nie chcesz zrobić to chyba przesadzasz z problem i sama o
                      tym dobrze wiesz.
                      • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:20
                        Chyba prędzej na straż miejską, policja się takimi sprawami raczej nie zajmuje.
                        Może kiedyś zadzwonię. Na razie tłumię w sobie, bo przecież dzieci to świętość.
                        Nawet te z ADHD i karmione wyłącznie kawą i cukrem.
                        • kropkacom Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:23
                          > Może kiedyś zadzwonię. Na razie tłumię w sobie, bo przecież dzieci to świętość.
                          > Nawet te z ADHD i karmione wyłącznie kawą i cukrem.

                          Zadzwoń, zadzwoń. Niektórzy nie powinni mieszkać w bloku.
                          • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:31
                            Chodzi ci o tych co hałasują? W 100% zgoda, powinni mieszkać w lesie, skoro
                            między ludzi się nie nadają...
                            • kropkacom Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:40
                              > Chodzi ci o tych co hałasują?

                              O tych i drugich, którzy nie wiedzą że normalne życie rodziny nie polega mimo
                              wszystko na lewitowaniu nad podłogą.
                              • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:41
                                Widzisz, nie pierwszy raz mam sąsiadów piętro wyżej i gwarantuję ci, że normalne
                                życie rodziny nie polega na napierniczaniu od 7 rano do 22...
                                • kropkacom Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:48
                                  > życie rodziny nie polega na napierniczaniu od 7 rano do 22...


                                  To oni nie pracują? Nie uczą się? Dziwne.
                                  • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 15:02
                                    Napisałam już. Rodzice pracują, starsze dziecko jest w przedszkolu, młodsze w
                                    domu z babcią. Młodsze, kiedy jest samo, jest TROCHĘ spokojniejsze, za to
                                    nadrabia kiedy starsze wróci z przedszkola. W soboty i niedziele raczej siedzą w
                                    domu (dokładnie to nie wiem, bo ja rzadko siedzę).
                        • wieczna-gosia Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:27
                          policja jak najbardziej sie takimi rzeczami zajmuje a jesli zasugerujesz ze oni
                          tak tupia i wala bo moze tam przemoc domowa sie odbywa to policja w 3 minutki
                          przyjedzie.
                          Naprawde chiraca piszesz z pozycji osoby, ktora ma tak zawsze. Sasiadka beniusie
                          tak zawsze nie ma. Z tekstu o ciescie wnioskuje ze sie znaja blizej. Wiec jesli
                          glowa ja bolala/ chciala spac/ plakac po zmarlych- to nalezy walnac z buta do
                          sasiadki czyli beniusi i powiedziec- sluchaj strasznie u ciebie glosno a mnie
                          leb boli zaraz peknie.
                          Bo sorry sorry ale cisza w bloku jest o 22 i jak mi sasiad pol dnia wierci w
                          scianach to mam odruchy mordercze ale ide do niego dopiero po 22 i wtedy
                          urzadzam awanture.
                          • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 03.11.08, 14:36
                            Wiercenie to tzw. "hałasy konieczne" (bo remont jakoś zrobić trzeba), no i wcale
                            nie do 22, tylko np. w mojej wspólnocie do 20.
                            Hałasujące bachory to nie są hałasy konieczne, to raz. Dwa - wcale nie jest
                            powiedziane, że sąsiadka beniusi to tylko jeden raz tak miała, bo może np.
                            codziennie jest hałas tylko - podobnie jak ja - ona nie reaguje, a tym razem był
                            już jubel nie z tej ziemi.
                            Po trzecie, co do policji - owszem, był w Gdańsku przypadek, że sąd grodzki
                            ukarał rodziców dzieci, bo dzieci notorycznie hałasowały przy zabawie. Widać
                            sąsiedzi tamtych ludzi mieli słabsze nerwy niż ja, albo bachory wyjątkowo
                            napierniczały. W każdym razie tak, jak do niedawna uważałam takie reakcje za
                            przesadę, to od kiedy wprowadzili się moi sąsiedzi z góry, zaczynam rozumieć
                            zdesperowanych sąsiadów.
                            • beniusia79 Re: chicarica naucz sie czytac 03.11.08, 15:57
                              i nie pisz o czym co nie ma miejsca i nie wymyslaj historii. w
                              tygodniu wybywamy z domu, jest wiec spokojnie. mloda chodzi o 19
                              spac wiec jestesmy w miare cicho (nie liczac komputera i tv) bo
                              budzi ja kazdy glosniejszy odglos. sasiadka ma nasz nr telefonu,
                              nieraz pomagamy sobie wzajemnie. podczas remontowania (3 lata temu)
                              przyszla nam zwrocic uwage zebysmy krocej pracowali. to bylo moim
                              zdaniem ok. wystarczy zadzwonic, przyjsc cos powiedziec a nie od
                              razu walic po suficie. to jej walenie bylo glosniejsze niz dzieci.
                            • denea Re: chicarica ile masz dzieci? 04.11.08, 08:26
                              chicarica napisała:

                              > Wiercenie to tzw. "hałasy konieczne" (bo remont jakoś zrobić
                              trzeba),> Hałasujące bachory to nie są hałasy konieczne,

                              Ależ skąd ! Normalne użytkowanie mieszkania zakłada tak remont jak i
                              mieszkanie w nim, czyli łażenie też. I posiadanie dzieci. Oraz
                              wszelkie inne zwykłe czynności związanie z zamieszkiwaniem, o ile
                              nie są uciążliwe ponad miarę. Czyli ludzie słuchają muzyki, grają na
                              pianinach, chodzą o kulach itd. Problem zaczyna się kiedy muzyka
                              jest zbyt głośna a pianino słychać w nocy. Wtedy hałas jest
                              nadmiernie uciążliwy.
                              Generalnie jest to płynne i trudne do określenia, ale też nie jest
                              tak, że każdy dźwięk wydany przez dziecko narusza normy społeczne
                              tylko dlatego, że wygenerował je "bachor" wink
                              Oczywiście wierzę w sprawę w Gdańsku, ale nie sądzę, że sąd ukarał
                              rodziców za to, że dzieci hałasowały przy zabawie. Raczej sąsiedzi
                              udowodnili, że hałas jest nadmierny lub ma charakter złośliwego
                              nękania - np dzieci jeżdżą na wrotkach po mieszkaniu właśnie po to,
                              żeby dokuczyć sąsiadom.

                              Słowo daję, Chicarica, na Twoim miejscu pogadałabym z tymi ludźmi
                              jeszcze raz. Abstrahując od kwestii bachorów, wszędzie są ludzie,
                              którzy przeginają choćby i ze zwykłej bezmyślności. Skoro dzieci
                              Twoich sąsiadów są dla Ciebie nadmiernie uciążliwe to im to raz
                              jeszcze uświadom.
                              A policja nie takimi pierdołami się zajmuje, spokojnie możesz
                              pogadać z dzielnicowym, zaprosić go, żeby posłuchał. Albo nagraj tę
                              falującą herbatę i mu pokaż smile Jest szansa, że zwykła rozmowa z nim
                              bardziej przemówi im do wyobraźni.
                              Z tym, że osobiście zostawiłabym to jako ostateczność, najpierw
                              próbowałabym spokojnie i sympatycznie pogadać z sąsiadami osobiście.



                              wcale nie jest powiedziane, że sąsiadka beniusi to tylko jeden raz
                              tak miała, bo może np. codziennie jest hałas tylko - podobnie jak
                              ja - ona nie reaguje, a tym razem był już jubel nie z tej ziemi.

                              Nie sądzę. Beniusia pisała, że niejednokrotnie pytała sąsiadkę, czy
                              nie jest za głośno a babka wcale nie wygląda na cierpiącą w
                              milczeniu. Potrafi zwrócić uwagę nie tylko naszej foremce, ale i
                              innym sąsiadom, zatem przyjmuję, że oni po prostu są spokojnymi
                              sąsiadami. I tak się zdarza wink
                              • chicarica Re: chicarica ile masz dzieci? 04.11.08, 10:31
                                Dooobra, falującą herbatę to ja sobie mogę zrobić stukając nogą w stół. To był
                                tylko przykład.
                                Mam ciekawsze rzeczy do roboty niż latać do dzielnicowego i zapraszać go żeby
                                słuchał jak bachory sąsiadów skaczą. W gruncie rzeczy nie zaprząta to aż tak
                                moich myśli, co nie znaczy że tego nie słyszę i nie rozumiem ludzi znękanych
                                taką sytuacją, zwłaszcza jeśli ktoś np. z powodu starszego wieku czy charakteru
                                pracy spędza dużo czasu w domu.
                    • beniusia79 Re: nie, sugeryje tylko 03.11.08, 15:48
                      ze jak ktos nie ma do czynienia z dziecmi, to mu nawet
                      pierdniecie "bachora" bedzie przeszkadzalo. zakladaj sobie swoje
                      watki a nie podpinaj sie.
    • denea Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 15:06
      Beniusia, ja sobie myślę, że może warto odpuścić. W tym sensie, że
      każdy jest tylko człowiekiem, może babka miała wyjątkowo zły dzień i
      wyjątkowo jej nerwy puściły. Skoro do tej pory łączył Was
      dobrosąsiedzkie stosunki to może warto odetchnąć i zapomnieć ?
      No dobra, przyznam się, mnie też raz się zdarzyło stukać w sufit i
      wstyd mi okropnie, chociaż lata minęły. Byłam potwornie zestresowana
      jakimś egzaminem, usiłowałam zasnąć, żeby wstać nad ranem na autobus
      a dziewczyna nade mną chyba rozkładała wersalkę. W każdym razie
      łomotała czymś późnym wieczorem. W każdy inny dzień kompletnie bym
      się nie przejęła, no cóż. A sąsiedzi generalnie bardzo w porządku i
      żałuję nadal uncertain Złe wstąpiło wink

      Wzrusz ramionami i oby nadal Wam się dobrze mieszkało.
    • deela Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 16:55
      beniusia ja sadze ze to ty zachowalas sie jak burak
      ak ci sie stado dzikich dzieci bedzie przewalac po suficie to natychmiast
      zmienisz zdanie
      to TOBIE sie wydaje ze to bylo cicho
      • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 17:28
        Nic dodać, nic ująć.
      • beniusia79 Re: zachowalam sie jak burak bo? 03.11.08, 20:05
        chcialabym zebys z laski swojej roziwnela mysl. zachowalam sie jak
        burak bo zaprosilam gosci? bo pozwolilam im sie bawic? napisze
        poraz kolejny, sasiadow z gory bardzo czesto odwiedzaja wnuki,
        ktore od rana do nocy skacza i zadne z nas nie trzaska im PO
        SUFICIE:::
        • 18_lipcowa1 bo... 03.11.08, 23:24
          uwazasz ze halas dzieciecy to zaden halas, ze to normalne i ze
          sasiadka jest dziwna bo jej glosno bylo.
          dlatego jestes burakiem, bo nie szanujesz innych ludzi.
          No sorry to ty masz dzieci i to twoim obowiazkiem jest sprawic by
          nie byly uciazliwe dla innych ludzi.
          • kropkacom Re: bo... 04.11.08, 07:11
            > uwazasz ze halas dzieciecy to zaden halas, ze to normalne i ze
            > sasiadka jest dziwna bo jej glosno bylo.

            Nikt nie mówi że było cicho. Powiedz Lipcowa, jak będziesz mieć dziecko to
            przeprowadzisz się automatycznie do domku jednorodzinnego? Bo jeśli nie to
            zobaczysz że dziecko nie zawsze można powstrzymać od zachowywania się głośniej.
            Owszem można upominać, zabraniać ale mały lump i tak co pewien czas przyspieszy
            czy nagle zapragnie podskoczyć. Rozumiem że kolegów ani rodziny z dziećmi do
            domu nie zaprosisz? Nie mówiąc już o rykach niemowlaka smile No cóż, wszystko przed
            tobą.
        • deela Re: zachowalam sie jak burak bo? 04.11.08, 10:52
          bardziej sie nie da rozwinac - strzelilas focha, nie zanioslas im tego glupiego
          ciastaa wlasnie powinnas zaniesc i przeprosic
          jak tobie sie przewalaja po suficie i ci nie przeszkadza to nie zakladaj ze
          innym tez nie bedzie
          ja bym mogla za to zabic
          • kropkacom Re: zachowalam sie jak burak bo? 04.11.08, 10:57
            > ja bym mogla za to zabic

            Kolejna agresywna.
            Ja za pierwszym razem poszłam przeprosić mimo że zostałam zbluzgana wcześniej.
            Teraz nie chodzę bo jak komuś wadzi że stołek trzy razy walnął i zamiast zapukać
            wali i wyzywa to w rozmowy się nie wdaje. Kultura i zrozumienie musi iść dwutorowo.
            • deela Re: zachowalam sie jak burak bo? 04.11.08, 10:59
              ja juz mialam sasiadow zywcem ze stodoly wyjetych wiec wiem co mowie
              zabic takich to malo
      • denea Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 07:28
        deela napisała:

        > beniusia ja sadze ze to ty zachowalas sie jak burak
        > ak ci sie stado dzikich dzieci bedzie przewalac po suficie to
        natychmiast
        > zmienisz zdanie
        > to TOBIE sie wydaje ze to bylo cicho

        Wydaje mi się, że grubo przesadziłaś Deela.
        Ona wcale nie twierdzi, że było cicho, to raz. Jak byk napisała w
        pierwszym poście, że rzadko miewają gości. Zdarzyło się, że ktoś
        przyszedł, było głośniej niż zwykle. I na dodatek nie uważa się za
        skrzywdzoną niewinność, bo sąsiadce mogło to przeszkadzać, chodzi li
        i jedynie o formę zwrócenia uwagi. Mogła przyjść i poprosić o ciszę
        czy choćby zadzwonić i nie byłoby tematu.
        Słowo daję, życzę sobie samych takich "buraków" jak Beniusia dookoła.
        • beniusia79 Re:no wlasnie 04.11.08, 07:35
          zanim zaczne walic komus po scianie, zadzwonie do niego i zwroce
          uwage. dla mnie to paradoks-dzieci bawiace sie przeszkadzaly jej, a
          na to, ze jej walenie w scianie bedzie nioslo sie po calym bloku
          nie wpadla... dla mnie to niepowazne...
          • sir.vimes walenie 04.11.08, 16:11
            o , to fakt, że się nieźle niesie takie dyskretne zwracanie uwagi.

            kiedyś w czasie mojego ponurego epizodu z mieszkaniem w blokach dokładnie taka
            sama mądra uciszyła imprezę licealistów. Imprezy nie słyszałam - za to walenie w
            rury i kaloryfery mnie obudziło.
            A sąsiad zza ściany wezwał policję - i nie do imprezy tylko do tej walącej w rury.
            • e_r_i_n Re: walenie 05.11.08, 09:36
              sir.vimes napisała:

              > o , to fakt, że się nieźle niesie takie dyskretne zwracanie uwagi.

              Tia. Niedawno o 3 obudziło mnie walenie w ścianę. Sasiad z gory, ten
              sam, któremu przeszkadza moje kapiace sie dziecko, walil w sciane,
              przy ktorej stoi nasze łózko. Nie wiem, kogo uciszał, bo nic nie
              slyszalam. Za to walenie w sciane jak najbardziej...
        • deela Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:57
          kurcze jak sasiadka walac kijem od szczotki np w sufit wg slow autorki wywolalo
          wiekszy chalas niz przewalajaca sie po podlodze gównarzeia to znaczy ze
          bachorstwo z gabki jest tak minimalny halas wywolalo ?
    • marta_nie_martka Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 20:56
      beniusia, jesteś, że to sąsiadka z dołu stukała? W poprzednim domu
      też stukała nam sąsiadka z dołu. Tak przynajmniej myslałam i kiedyś
      ja o to zaczepiłam, w dość nerwowych słowach. Oakazało się, że nie
      ona, tylko sąsiedzi z parteru, ja mieszkałam na IIp.) i nawet nie z
      nazego pionu. A stukali na tych co nad nimi mieszkali. Przedziwnie
      się głos niósł po bloku.
      • beniusia79 Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 21:06
        juz kiedys nam stukala wiec wiem, ze to od niej smile gdy sie tu
        wprowadzalismy, nie wiedzielismy, ze glosne roboty mozna wykonywac
        tylko do 19. od 19 mamy ciesze nocna! wtedy tez sasiadka kolo 21
        kilka razy pukala po suficie, myslelismy ze to ktos gwozdzie wbija.
        nie skutkowalo wiec przyszla osobiscie nam powiedziec, ze jest za
        glosno. niestety, mieszkamy w bloku, w ktorym wiekszosc ludzi to
        starsze osoby mieszkajace tu od 20-30 lat, sa przyzwyczajeni do
        ciszy. nasi sasiedzi chodza spac o 19, zycza sobie zeby od 19 byl
        spokoj. mieszkamy w Niemczech, tu wyjatkowo ludzie czepiaja sie o
        kazdy halasik, szczegolnie jesli halasuje "obcokrajowiec". dwa
        pietra pod nami mieszkaja Hindusi, maja 2 dzieci, ktore czesto
        wrzeszcza po nocach. juz nieraz nasza sasiadka nasylala na nich
        policje, dlatego tez staralismy sie zawsze unikac konfliktow i byc
        w miare cicho. kiedys wymienilismy sie nr telefonow, dlatego dziwie
        sie, ze nie zadzwonila najpierw. ale widocznie taka jej natura...
        • asiam10 Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 04:51
          Czytam ten wątek i zaczyna mi się włos na głowie jeżyć.
          piszecie do beniusi per burak. I tak się zastanawiam- gdzie to
          buractwo? łomotanie sąsiadki w sufit tak- ale jej zachowanie?
          Litości, jak komuś za głośno, to odrobina kultury i rozmowa nie
          zaszkodzi. Przejście jednego piętra to chyba nie jest mega wysiłek
          dla sąsiadki. Jak już o burakach piszecie, to spójrzcie na siebie-
          czy określanie kogoś takim mianem, a dzieci- bachorami to u Was
          standard? Nawet jeśli te dzieci są wyjątkowo nieznośne, to nie jest
          powód do takich określeń. Co najwyżej pretensji do rodziców o takie
          czy inne wychowanie.
          Beniusia- uważam, że masz prawo raz na jakiś czas zaprosić gości z
          dziećmi i nie kazać im chodzić na palcach. Tym bardziej, że to był
          środek dnia. Jeśli pani wyjątkowo to przeszkadzało z jakiś powodów,
          mogła zwyczjanie przyjść i poprosić. Na Twoim miejscu poszłabym
          jednak z ciastem, z przeprosinami ale i z prośbą, by na drugi raz,
          jeśli uzna, że jest za głośno przyszła i powiedziała Ci o tym, a nie
          stukała w sufit. Mieszkam w bloku i cieszę się, że mam bardziej
          wyrozumiałych sąsiadów, niż niektóre z Was.
        • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:26
          No to mów od razu że w Niemczech.
          Na twoim miejscu siedziałabym cicho i nie podskakiwała, z tego co mi wiadomo, na
          podstawie takich zachowań mogą ci nawet załatwić konieczność wyprowadzki.
          Lepiej się dostosuj do obyczajów jakie tam panują, bo wyjdziesz na buraka.
          • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:29
            Jej, ale Ty jesteś agresywna. Jak znam życie w realu siedzisz cichutko.
            • chicarica [...] 04.11.08, 10:38
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:40
                > Oczywiście, że siedzę cichutko. Ogólnie jestem miła i sympatyczna. Niestety -
                > nie głucha.

                Czyli mam racje jadek na forum a miłe oczka w realu. Można i tak.
                • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:49
                  Ani jadek na forum, ani specjalnie "miłe oczka" w realu. Uchodzę za osobę, która
                  ma cięty jęzor, ale oczywiście jestem też sympatyczna - jak mi ktoś nie zalezie
                  za skórę.
          • beniusia79 Re: nie sadze, ze nam kaza sie wyprowadzic bo 04.11.08, 15:51
            mieszkanie kupilismy, jest nasze i nikt nam nie ma prawa kazac sie
            wynosic. sasiedzi szybciej moga wyleciec, bo to nie ich mieszkanie-
            wynajmuja...
    • 18_lipcowa1 hehehe 03.11.08, 23:19
      jestesmy spokojnymi ludzmi, czasem tylko
      > mala slychac jak placze, jak sie smieje, biega czy krzyczy-czyli
      > normalka.


      No, nie dla kazdego.JA bym miala dosc.

      . przyjechal do nas wczoraj szwagier ze
      > swoimi synami (7 i 8 lat) wiadomo jak to chlopcy. biegali, smiali
      > sie, bawili autkami a pozniej jeden z nich pokazywal corce jak sie
      > robi przewrot w przod. gdy "ladowal" na ziemie, bylo troche
      glosno.
      > po kilku minutach sasiadka zaczela walic po suficie. dla mnie to
      > byl szok, bo moim zdaniem zachowala sie jak przyslowiowy burak. te
      > upadki byly glosne, ale w koncu to sa dzieci i wiadomo, ze
      > spokojnie nie beda siedzialy w kacie. poza tym to jej walenie bylo
      > glosniejsze niz zabawa dzieci. kiedys uwazalam, ze sasiadka jest w
      > porzadku, ale teraz zaczynam watpic w to. rozumiem, ze ludzie moga
      > sie wsciekac jak u kogos jest ciagle glosno, ale nie jak zdarza
      sie
      > to 3 razy do roku. w dodtku bylo to o godzinie 17... mialam
      > naszykowane ciasto dla sasiadki, ale juz jej go nie zaniose...


      Widocznie bylo glosno, tyle bachorow skaczacych po podlodze, dracych
      sie....tragedia.Fakt nie musiala stukac tylko przyjsc sama i Cie
      zje...c porzadnie.

      Tez mialam takich spokojnych sasiadow jak tY, uwazali ze jest super
      hiper a dzieci ,,,no to przeciez takie normalne.
      Walczylam policja, urzedem miejskim, skargami i poskutkowalo.
      Czyli mozna z dziecmi troche ciszej byc,tylko trzeba chciec.
      • beniusia79 Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 07:37
        znajaca sie na "bachorach"...
        • 18_lipcowa1 Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 09:16
          beniusia79 napisała:

          > znajaca sie na "bachorach"...

          powiem Ci ze mam znajomych dzietnych ktorzy podzielaja moje zdanie
          posiadanie nie ma tu nic do rzeczy, chodzi o cisze i szacunek dla
          sasiadow
          • olunia882-to-ja Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 09:32
            czytam post od poczatku ale już nie moge i musze się wypowiedziec. skoro jestes
            bezdzietna to co robisz na tym forum? a dzieci to nie bachory, bedziesz miala
            wlasne to sie wtedy wypowiadaj, bo takich jak ty to najlepeiej do puszczy jak ci
            codzienny hałas przeszkadza i słuchaj spiewu ptaków. blok to blok i każdy ma
            prawo robic co sie chce, od 22 jest cisza nocna a o 17 to dziecko ma prawo żeby
            sie bawic i robić fikolki. a jak komus nie pasi to niech sobie domek kupi na
            wsi. albo w dzungli. juz dawno na forum nikt mnie tak nie wpienił. mam
            nadzieje że twój bachor będzie wrzeszczącym gowniarzem i ze na ciebie będą
            policje wzywac i szczotami stukać w sufity.
            • 18_lipcowa1 [...] 04.11.08, 23:01
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • kropkacom Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 23:13
                > obowiazek uczyc swoje bachory zeby byly ciszej, ze blok to nie
                > dzungla? Ze ludzi niektorzy pracuja, spia nie tylko bycza sie i
                > suwaja z kata w kat na wychowawczym?

                Buraczko lipcowa, co zrobisz jak twoje niemowlę (bo podobno starasz się o
                dziecko) zapragnie wyć o drugiej nad ranem? Zakneblujesz czy zaczniesz mu
                tłumaczyć teorie o matkach krowach i bachorach? Proste pytanie. A jak maluch
                nauczywszy się chodzić zacznie przebierać nogami po podłodze to będziesz z nim
                siedzieć cały czas w parku co by pani z dołu miała spokój?
                • 18_lipcowa1 Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 23:21

                  > Buraczko lipcowa, co zrobisz jak twoje niemowlę (bo podobno
                  starasz się o
                  > dziecko) zapragnie wyć o drugiej nad ranem?


                  Po pierwsze nie, nie staram sie o dziecko.
                  Po drugie niemowle to niemowle, watek byl o dzieciach ktore juz
                  chyba trybia co to znaczy ciszej, nie skacz, nie krzycz.
                  Prawda?


                  Zakneblujesz czy zaczniesz mu
                  > tłumaczyć teorie o matkach krowach i bachorach? Proste pytanie. A
                  jak maluch
                  > nauczywszy się chodzić zacznie przebierać nogami po podłodze to
                  będziesz z nim
                  > siedzieć cały czas w parku co by pani z dołu miała spokój?


                  Nie,watek byl o dzieciach ktore juz sa na tyle duze ze skacza,
                  biegaja, turlaja sie. Nie sadze by raczkujace dziecko bylo slychac.

                  Czyli co kazde ma swoja racje? Czy tylko dzieciom wolno byc glosno?
                  Czy jakby u mnie dudnila muzyka, albo wyl pies, oczywiscie w dzien
                  bo ja przeciez jestem spokojna ogolnie to tez by bylo ok? No bo co
                  psa nie zaknebluje, a muzyki lubie sluchac i inni musza to
                  zrozumiec. No bo wg mnie to wlasnie tak tu mysla panie.

                  JA pisalam o wzajemnym szacunku, iles tam halasu moge zniesc, ale
                  jesli kogos poprosze o cisze to oczekuje ze mnie uszanuje.
                  Pani zle zrobila ze stukala w sufit, ale sam fakt ze glosno jej
                  bylo - to sie nie dziwie.
                  • kropkacom Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 23:35
                    > Po drugie niemowle to niemowle, watek byl o dzieciach ktore juz
                    > chyba trybia co to znaczy ciszej, nie skacz, nie krzycz.
                    > Prawda?

                    Niektóre trybią inne nie. Nawet pilnując może zdarzyć się wpadka. Kurcze, byłaś
                    takim dzieckiem które w domu tylko siedziało?

                    > Nie,watek byl o dzieciach ktore juz sa na tyle duze ze skacza,
                    > biegaja, turlaja sie. Nie sadze by raczkujace dziecko bylo slychac.

                    Mi chodziło o dziecko które już chodzi a nie dopiero raczkuje.

                    > Czyli co kazde ma swoja racje? Czy tylko dzieciom wolno byc glosno?

                    Tak, każdy ma swoje racje. Ale nade wszystko blok to nie grobowiec. To miejsce
                    gdzie się mieszka i normalnie żyje. Jeśli ja pilnuje żeby na co dzień dzieci z
                    mieszkania nie robiły boiska piłkarskiego to chciałabym aby mój sąsiad to
                    docenił i nie robił chryi jak raz na jakiś czas będzie przez chwile głośniej.
                    Tylko tyle.

                    Jestem pewna że czytałam gdzieś że zdecydowałaś się na dziecko ale chyba sama
                    wiesz lepiej.
                    • kropkacom Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 23:42
                      A co do tego czy tylko dzieci mają prawo hałasować, ja nie biegnę z awanturą jak
                      któryś z sąsiadów jest głośniej. Powinnam?
                      • wilma1970 Re: No i sprawa się wyjaśniła 04.11.08, 23:56
                        Oto garść tego, co wykrzykuje do mnie przez ścianę sąsiadka:
                        Won hołoto z pegieeru, won, nie tu sr... i jeść w jednym miejscu, piszczele
                        obrośnięte tłuszczem (to o mnie), won, motłochu pie...lony.
                        Co się wyjaśniło - koło mnie mieszka lipcowa!
                        Witam w realu!
                        • sir.vimes o rany, Wilma, co to za osoba??? 05.11.08, 10:03
                          o co jej chodzi? Szczerze mówiąc ja bym się nieco bała mieszkać koło kogoś
                          takiego. I pisałabym gdzie trzeba - i do administracji, i na policję.

                          > Oto garść tego, co wykrzykuje do mnie przez ścianę sąsiadka
                          • wilma1970 Re: o rany, Wilma, co to za osoba??? 05.11.08, 11:14
                            Trochę się boję. Szczególnie teraz, na jesieni, gdy choroba się nasila.
                            Ale problem polega na tym, że ona się nie leczy, a starzy i chorzy rodzice nie
                            chcą wziąć za nią odpowiedzialności. Sami są uwikłanie i współuzależnieni,
                            między innymi od jej renty. I choć sami się boją, jak twierdzą, nie oddają jej
                            na leczenie przymusowe po ubezwłasnowolnieniu.
                            A ja obmywam samochód w jej rzygowin i moczu. Zbieram jej włosy i kupy z
                            ogródka...Takie życie.
                            Co ciekawe na naszej ulicy jest więcej takich przypadków. Może coś jest w
                            powietrzu i się zarazimy. Ha!
                            • sir.vimes Re: o rany, Wilma, co to za osoba??? 05.11.08, 11:16
                              Przykre to.

                              Szkoda tej chorej, szczególnie, ze leczenie mogłoby pozwolić jej wrócić do
                              normalności.

                              Ja bym napisała gdzie trzeba - z pewnością pomożesz sobie, a przy okazji może i
                              jej...
                  • denea Re: kolejna bezdzietna 05.11.08, 08:16
                    Wy mówicie o dwóch różnych rzeczach. Lipcowa o rodzinach, które
                    uważają, że dzieci mogą w domu robić wszystko, bo są dziećmi, a
                    sąsiedzi mają obowiązek zrozumieć, że np. nikomu nie chce się przez
                    kilka dni wyjść z dzieciakiem na spacer.
                    Kropka o sąsiadach, dla których każde stuknięcie jest powodem do
                    awantury.
                    Nie da się zapewnić absolutnej ciszy przez całą dobę. Nie jestem w
                    stanie sprawić, żeby mój pies zamierał w bezruchu na widok smyczy.
                    Żeby dziecko nie przebiegło z pokoju do pokoju, chociaż ja padam na
                    ryja po spacerze, a słów "nie biegaj", "Nie skacz", "Nie krzycz"
                    wręcz nadużywam. I masę energii wkładam w to, żeby znaleźć takie
                    zajęcie, które go utrzyma na tyłku kiedy z jakiegoś powodu na dwór
                    wyjść nie można. Żeby pralka pracowała bezgłośnie. I tak dalej.
                    Chodzi po prostu o zrozumienie, nic więcej. Z jednej strony faktu,
                    że dookoła mieszkają ludzie a mieszkanie to ani plac zabaw, ani
                    kręgielnia, ani dżungla.
                    Z drugiej strony, że fizycznie nikt nikomu nie jest w stanie
                    zagwarantować cmentarnej ciszy w bloku.

                    Jeszcze co do dzieci, to koło roku zaczynają chodzić, więc problem
                    tupania pojawia się dość wcześnie. Ale niemowlę ma to do siebie, że
                    wyje nie zważając na porę doby i nie wiem, czy to nie jest jeszcze
                    gorsze dla otoczenia ;P Nie wspominając o etapie rzucania
                    przedmiotami...
                  • e_r_i_n Re: kolejna bezdzietna 05.11.08, 09:40
                    18_lipcowa1 napisała:

                    > Po drugie niemowle to niemowle, watek byl o dzieciach ktore juz
                    > chyba trybia co to znaczy ciszej, nie skacz, nie krzycz.
                    > Prawda?

                    No cóz, ale moze sie zdarzyc, ze komu bedzie jednak przeszkadzalo to
                    niemowle wyjace co noc przez godzine, bo ma kolki. I bedzie walił w
                    sciane/rure. A Ty, skoro uwazasz, ze ma prawo, bedzisz musiala to
                    niemowle uciszyc. Inaczej bedziesz miala bachora, "buraku".
              • olunia882-to-ja Re: kolejna bezdzietna 05.11.08, 10:00
                nie, ton wypowiedzi. nie uniknione jest w bloku słuchanie codzienności, ktos się
                kłoci, ktos spiewa, ktoś gra w gry, i tyle, nie da się bloku czy 1 klatki
                uciszyć. sama mieszkam w bloku i staram się aby nie było głośno w domu, tym
                bardziej że mamy płytki i słychac wszystko. małemu rozkładam dwa koce i kołdrę
                ale jak mi walnie zabawką to poleci dalej i co mam zrobić? przywiązac wszystko?
                co innego jak ktos się bawi i baluje cały tydzien a co innego jak przychodzą
                goście raz na jakiś czas i nie wyobrażam sobie abym ich uciszała czy kazala
                mówić szeptem w dzien. sama mam sąsiadów którzy czasem są glośniej - bo ktos
                wpadl w odwiedziny, bo dziecko się rozbeczało, bo komuś garnek spadł czy
                widelec. takie odglosy w bloku to codziennośc. sama bym z chęcią mieszkała w
                domku i miala cisze nad głową, ale coś za coś. to tylko blok-zbiegowisko
                ludzi-dzieci, matek, pijaków, żuli, kazdy cicho siedziec nie będzie, bo to ich
                dom i mają prawo do robienia wszystkiego-do życia. ale jesli raz na jakiś czas
                ktos wpadnie i dziecko się bawi, to uważam że to nie nalezy do dobrego gustu
                walić w sufit. mozna wejsc i poprosic o cisze, bo to wg mnie są buraki jak to
                nazywasz.
        • ustiusza Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 09:23
          Skoro nie ma, to raczej nie musi się znać, prawda?

          Zdarza się, że matka nie zwraca uwagi na swoje krzyczące dziecko, bo
          jej to nie przeszkadza, bo to jej dziecko, bo się przyzwyczaiła. W
          tym czasie sąsiad z dołu ogarnięty jest żądzą mordu smile

          A tak odnośnie głównego wątku.
          Mnie też piszczące i krzyczące dzieci sąsiadów przeszkadzają. Wolę
          już remonty smile bo te kończą się przed 22.
          Jednak nikomu nie walę w sufit.
          Sama gdzieś tam napisałaś, że sąsiadka jest starszą osobą. Następnym
          razem, przed przyjściem tych hałasujących, zejdź i uprzedź.
          • kropkacom Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 09:34
            > Zdarza się, że matka nie zwraca uwagi na swoje krzyczące dziecko, bo
            > jej to nie przeszkadza, bo to jej dziecko, bo się przyzwyczaiła.

            Mi to przeszkadza a jestem matka. Owszem próg wytrzymałości mam duży ale z racji
            tego że mieszkam w bloku to niestety bieganie czy mecz piłki nożnej w domu nie
            przejdzie.

            > Sama gdzieś tam napisałaś, że sąsiadka jest starszą osobą. Następnym
            > razem, przed przyjściem tych hałasujących, zejdź i uprzedź.

            Nie uważam że mam obowiązek informować o gościach naszych sąsiadów. Jak oni
            robią imprezę też nie pytają się nas o zgodę.
            • ustiusza Re: kolejna bezdzietna 04.11.08, 19:48
              Moją wypowiedź kierowałam do autorki wątku.
              Odnosiłam się do jej sąsiadki, a nie Twojej smile nie wiem, czy starsza
              pani robi imprezy smile
    • wilma1970 Re: stukanie sasiadow po suficie... 03.11.08, 23:52
      W każdym naszym kolejnym mieszkaniu miałam jakąś chryję z niezadowolonymi
      sąsiadami. Ale może też być pięknie : mieszkam na osiedlu bliźniaków, moja
      koleżanka z ulicy sąsiaduje ze starszym małżeństwem, starsza pani opowiadała mi
      kiedyś, jak to lubi córeczki mojej koleżanki, opiekuje się nimi okazjonalnie i
      uwielbia hałasy i śmiechy słyszane przez ścianę.
      A my mamy pecha : nieświadomie kupiliśmy pół bliźniaka i nasi sąsiedzi są chorzy
      na schizofrenię. Na pewno jedna z córek. Gdy spuszczam wodę w toalecie po
      dwunastej w nocy potrafi walić w ściany i przeklinać siarczyście przez dwie
      godziny. Jej zdaniem żyjemy na jej koszt.
      Bardzo się staram by dzieci nie piętowały - nie waliły piętami, gdy chodzą, ale
      niewiele da się zrobić. Mnie samą męczy słuchanie na parterze domu, jak dzieci
      przewalają się z pokoju do pokoju na górze, ale to są normalne odgłosy życia i
      chciałabym, by reszta świata odnosiła się do tego wyrozumiale.
      • beniusia79 Re woda w toalecie 04.11.08, 07:42
        no wlasnie wilma, my nawet idac w nocy do toalety nie spuszczamy
        wody w ubikacji bo slychac u sasiadow. nie pierzemy prania krotko
        po poludniu, nie pierzemy po 19. jak mala zabkowala to
        przepraszalismy prawie caly blok za jej ryki. nie robimy imprez,
        nie zapraszamy znajomych. o 19 jestesmy cichutko. kazy wie, ze nie
        halasujemy i jestesmy spokojnymi ludzi. nie rozumiem wiec takiego
        zachowania sasiadki. tym bardziej, ze byl to weekend i podczas
        weekendu u nas w bloku zawsze jest glosniej.
        • alek06 Re: Re woda w toalecie 04.11.08, 15:53
          Z tymi sąsiadami to jet nielada problem,ale jesli juz o toalecie
          wspomniałas to mam coś specjalnie dla nszych maluszków i dla nas
          toaleta2012.pl/ciekawostki.html?more=44
        • sir.vimes Beniusia, przykro mi ale 04.11.08, 16:08
          dałaś sobie wejść na głowę.

          my nawet idac w nocy do toalety nie spuszczamy
          > wody w ubikacji bo slychac u sasiadow. nie pierzemy prania krotko
          > po poludniu, nie pierzemy po 19. jak mala zabkowala to
          > przepraszalismy prawie caly blok za jej ryki. nie robimy imprez,
          > nie zapraszamy znajomych. o 19 jestesmy cichutko.
          • beniusia79 Re: raczej nie 04.11.08, 16:15
            kanalizacja jest u nas akurat bardzo glosna. panuje wiec w domu
            niepisana umowa, ze w nocy wody sie nie spuszcza i wszyscy sie tego
            trzymaja. sama ide na kibelek w nocy na wpol spiaca, gdybym
            spuscila wode to sama bym sie calkowicie przebudzila smile
          • chicarica Re: Beniusia, przykro mi ale 04.11.08, 22:54
            Nie, kochana, w Niemczech na niektórych osiedlach tak jest. Nie spuszcza się
            wody po 22.00, nie bierze się prysznica po 22.00. Nie podoba się? To siedzieć w
            Polsce!
            • sir.vimes A z czego te domy? Z dykty? 04.11.08, 22:57
              Swoja drogą - ja żyję w Polsce i nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy
              zmuszać sąsiadów do obrastania brudem tylko dlatego, ze rury zaszumią...

              A w Moskwie podobno słono się płaci jak pies wieczorem zaszczekasmile) Też zabawnie.
            • beniusia79 Re: a ty bylas kiedys w niemczech? 05.11.08, 07:28
              > Nie, kochana, w Niemczech na niektórych osiedlach tak jest. Nie
              spuszcza się
              > wody po 22.00, nie bierze się prysznica po 22.00. Nie podoba się?
              To siedzieć w
              > Polsce!
              ha,ha,ha. mieszkam tu juz sporo czasu, to nie pierwsze moje
              mieszkanie i wiem, ze na ogol inaczej to wyglada. no, ale ty
              cicarica to masz ogolna wiedz o wszystkim, nawet o tym jakie zasady
              panuja w niemieckich blokach.. buaa
              • ib_k Re: a ty bylas kiedys w niemczech? 05.11.08, 09:17
                Ja co prawda nie cicarica ale mogę potwierdzić jej słowa, wiele lat temu mieszkałam w tzw socjalnym w Bawarii w Niemczech (jeszcze "zachodnich") i tak właśnie było "> spuszcza się
                > > wody po 22.00, nie bierze się prysznica po 22.00", dodatkowo zakaz wieszania prania na balkonie, kwiatów innych niż ustalono o montowaniu anten na elewacji już nie mówię.
                Może ty 79 mieszkasz w bardziej liberalnym Landzie mieszkasz?
                • beniusia79 Re: rzeczywiscie, Bawaria to co innego 05.11.08, 09:30
                  ja mieszkam w jednym z wiekszych i bardziej wyzwolonych miast,
                  gdzie widok 2 mezczyzn (pary) pchajacych wozek z dzieckiem jest
                  czyms calkiem normalny....
                • sir.vimes Zakaz wieszania prania jest w wielu krajach 05.11.08, 10:00
                  i szczerze mówiąc tak jak nic nie mam do stojących suszarek, których często nie
                  widać zza balustradki to wiszące konstrukcje suszące często naprawdę szpecą
                  budynek. Tak jak składziki na balkonach i suche wiechcie w roli "kwiatów".
                  • ib_k Re: Zakaz wieszania prania jest w wielu krajach 05.11.08, 10:09
                    sir.vimes napisała:

                    > i szczerze mówiąc tak jak nic nie mam do stojących suszarek, których często nie
                    > widać zza balustradki to wiszące konstrukcje suszące często naprawdę szpecą

                    Oczywiście że tak szczególnie gdy rozwieszone są tam gacie w rozmiarze XXXXL, ALE do diaska jeżeli to nie przeszkadza wieszającym, nie powoduje hałasu (np trzepoczące na wietrze poszwy)czy nie zlatuje mi na głowę to czy nie jest przesadą zakazywanie TYLKO ze wzg. estetycznych

                    > Tak jak składziki na balkonach i suche wiechcie w roli "kwiatów".

                    A jeżeli ja lubię suche wiechcie (wiechecie?), jestem melancholijna i smutna a one przypominają mi o marności życia, dlaczego nie mogę ich mieć?
                    • sir.vimes Re: Zakaz wieszania prania jest w wielu krajach 05.11.08, 11:20
                      Chyba inne wiechcie mamy na myśliwink) i miej je sobie na zdrowiesmile)

                      Sama nie jestem bez winy - trzymałam z miesiąc doniczkę z roślinnym trupem ,
                      która, jak się okazało, służyła mojemu kotu jako kuweta w plenerze ;PP Więc nie
                      dość, że wiecheć to jeszcze kocie bobki. To dopiero wprawia w melancholię -
                      szczególnie jeśli jest się osobą sprzątającą po kocie.

                      A co do względów estetycznych - z dwojga złego wolę zakaz wieszania ze względów
                      estetycznych niż zakaz spuszczania wody bo późno. Ten pierwszy zdaje mi się dużo
                      bardziej logiczny i humanitarnysmile
    • e_r_i_n Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 08:52
      Ech, temat rzeka.
      Chicarica - policja jak najbardziej takimi sprawami się zajmuje.
      Odbiera zgloszenie, przepytuje sasiadow, czy faktycznie ktos tam
      jest uciazliwy. I moze skierowac sprawe do sadu grodzkiego.
      Generalnie - jesli faktycznie dzien w dzien dziecko cwiczy biegi nad
      glowa - to rozumiem nerwa. Natomiast w sytuacji Beniusi walenie w
      podloge czy sufit jest to IMO przegieciem. W blokach niestety ciszy
      nie bedzie i kropka. Owszem, trzeba temperowac dzieci, zeby sobie z
      podlogi toru rolkowego nie urzadzaly. Ale bieganie, stukanie, pranie
      i wiercienie to sa normalne czynnosci domowe.
      Beniusia, wspolczuje. Ja mam sasiada, ktory wali w rury, gdy moje
      dziecko o 19, w czasie kapieli, troche glosniej sie bawi.
      • papryczka_ag Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 09:18
        Jeszcze chwile temu miałam sąsiada psychola który minutę po 22 walił
        mi w ściane jak siedziałam przy kompie i słychac było np. odgłosy z
        gg. A nie jestem głucha więc specjalnie głośno nie było.
        Sasiad naprawde niezrównoważony i raz nie wytrzymałam nerwowo -
        wzięłam kulę do ciasta, owinęłam w szmate i zaczęłam nasuwać w
        ścianę wrezszcząc "przestań walic cisza nocna jest". Poskutkowało
        na ponad 4 miesiące.
        • wilma1970 Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:41
          O raju! Zazdroszczę. Mam na to zawsze wielką ochotę, ale nie mogę się przemóc i
          gryzę palce ze złości na siebie. Powinnam sobie zwentylować napięcie taką
          porządną rozrubą. Ale weź tu dyskutuj z chorymi psychicznie.
          Jestem dość wyrozumiała dla sąsiedzkich dziwnych zachowań i zwyczajnie
          chciałabym, żeby mnie traktowano tak samo. Jak ktoś hałasuje późno wychodzę z
          założenia, że nie miał innego wyjścia, tym bardziej, że zdarza się to incydentalnie.
      • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:34
        Słuchaj, ja nie mam jakiegoś wielkiego nerwa z tego powodu, czasem mnie bardziej
        wpienia, jak mam gorszy dzień bo np. łeb mnie boli (miewam migreny full opcja, z
        rzyganiem i mroczkami przed oczami). Chciałam tylko przedstawić w tym wątku, jak
        to MOŻE wyglądać od strony tej sąsiadki, bo u mnie właśnie tak wygląda.
        Ale spoko - tak sobie myślę, że też pewnie kiedyś będę miała dziecko i wtedy
        sobie to wszystko odbiję w czwórnasób wink
        • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:39
          > Słuchaj, ja nie mam jakiegoś wielkiego nerwa z tego powodu,

          Tak? smile)

          > Ale spoko - tak sobie myślę, że też pewnie kiedyś będę miała dziecko i wtedy
          > sobie to wszystko odbiję w czwórnasób wink

          No popatrz, dobrze to o Tobie świadczy.
        • e_r_i_n Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:43
          Dla mnie rozwiązaniem jest ZAWSZE rozmowa. I Twoja sytuacje
          rozumiem - rozmowy itd byly. Natomiast sytuacji Beniusi
          niekoniecznie - takim samym buractwem, jak niedbanie o innych, jest
          walenie w podłoge/sufit/rury, a nie przyjscie i ROZMOWA (a nie
          wrzaski). Tym bardziej, że to byla sytuacja wyjatkowa.
          Takich mam wlasnie sasiadow - wala, wrzeszcza, a nie sa w stanie
          powiedziec 'glosno wasza pralka pracuje, czy mozecie nie prac po
          20'. BTW moi sasiedzi mieszkaja NAD NAMI. Ci mieszkajacy pod nami
          twierdza, ze nie ma problemu w temacie glosnosci.
          • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:50
            Nooo nie wiem - może sąsiadka w gaciach była i prościej jej było stuknąć, niż
            się ubierać i iść gadać?
            • e_r_i_n Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:54
              Może. Co nie zmienia faktu (dla mnie), że takie walenie jest
              niewłaściwym sposobem zalatwienia sprawy.
              • chicarica Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 10:59
                Dla mnie też. 4 tysiące wydałam na cekolowanie chaty, w tym sufitu... wink
                • scott123 Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 11:52
                  Ja niestety mam nad sobą studentki,które wynajmują mieszkanie!!!I przeżywamy co
                  wieczór horror!!!Laski nie dość,że chodzą chyba w butach to do tego tak tupią
                  okropnie,że masakra!Normalnie na pietach chodzą.W nocy tak słychać,jak by ktoś
                  młotem pneumatycznym walił!!Koszmar!Po zwróceniu uwagi niestety nic a nic się
                  nie poprawiło!!Już brak mi sił,wieczorami mały usnąć nie może w tym huku!!
                  • kropkacom Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 11:55
                    > nie poprawiło!!Już brak mi sił,wieczorami mały usnąć nie może w tym huku!!

                    Widocznie inaczej chodzić nie potrafią smile
                  • sir.vimes Mają prawo chodzić 04.11.08, 16:00

                    Kompletnie nie rozumiem karania pomstowania na ludzi, którzy przecież nie są
                    odpowiedzialni za budowlaną fuszerkę?? Dom powinien być tak zbudowany by można
                    było chodzić w butach, kąpać się, bawić i słuchać radia - nie lewitować,
                    przemykać się i wykładać mieszkanie tonami wykładzin.
              • beniusia79 Re: to raczej kwestia przyzwyczajenia 04.11.08, 16:12
                juz wyzej pisalam-dom jest solidny, mocny. to raczej nie o sam dom
                chodzi czy o "glosnych" sasiadow ale o przyzwyczajenia ludzi.
                wiekszosc to ludzie starsi, niektorym przeszkadza gdy moja corka w
                windzie sie zbyt glosno smieje... ludzie ci mieszkaja w tym budynkú
                od zawsze, wielu z nich po czasie przeprowadza sie do domu starcow,
                umiera, wyprowadzaja sie bo czynsz jest wysoki i te mieszkania
                kupuja mlodzi, ktorzy sa na pewno glosniejsi niz starsi ludzie. tym
                co zostali my, mlodzi przeszkadzamy. wiadomo, jak ktos przyzwyczail
                sie do tego, ze od 17 jest w bloku cicho to wkurzac go bedzie to,
                ze nowy sasiad oglada tv, czy ma gosci. mieszkanie kupilismy bo nam
                sie podobalo, sasiadow sie nie wybiera. a jak pisalam, nie sa
                najmlodsi i predzej czy pozniej "wybeda". co do informowania
                sasiadow o gosciach, gdybym robila prywatke to poinformowala bym
                wszystkich, ale nie musze chyba prosic o pozwolenie na zaproszenie
                rodziny z dziecmi na kawe, tym bardzije, ze rzyjezdzaja gdzies 3
                razy do roku.. do mnie tez nikt nie przychodzi i nie mowi, ze
                goscie na kawe przyjda.nasi goscie byli raptem 4 godziny. o 20
                jechali do domu..
                • ustiusza Re: to raczej kwestia przyzwyczajenia 04.11.08, 20:10
                  Beniusia, postaraj się zrozumieć sąsiadkę.
                  Dla Ciebie to były tylko 4 godziny przy kawce i herbatce.
                  A dla niej to pewnie były aż 4 godziny siedzeniu w hałasie, starszy
                  człowiek ma często niższy próg tolerancji, a i przyzwyczajenie też
                  robi swoje. Może chciała sobie uciąć drzemkę, czy w spokoju
                  powspominać zmarłych...

                  Nie mniej zgadzam się, że mogła zadzwonić.
                  • kropkacom Re: to raczej kwestia przyzwyczajenia 04.11.08, 20:18
                    > Beniusia, postaraj się zrozumieć sąsiadkę.
                    > Dla Ciebie to były tylko 4 godziny przy kawce i herbatce.
                    > A dla niej to pewnie były aż 4 godziny siedzeniu w hałasie,

                    Z całym szacunkiem dla osób starszych, ale blok mieszkalny to nie jest dom
                    starców. Moja babcia miała pretensje do rodziny na górze że dzieci biegają i
                    muzyka puszczana jest głośno. Zapominała jednak o tym że od 19.30 do 21 oglądała
                    telewizor z dźwiękiem podkręconym na maksa.
                    • wilma1970 Re: to raczej kwestia przyzwyczajenia 04.11.08, 22:43
                      Otóż, kurna, to!
                  • sir.vimes A dzieic mają niski próg tolerancji 04.11.08, 22:54
                    na Radio maryja na cały regulator np. Albo obrady sejmu.

                    Żyj i daj żyć innym to najlepsza zasada. Mieszkanie nie służy do lewitacji i
                    przemykania się pod ścianami. Nie służy też do nasłuchiwania życia sąsiadów.

                    Człowiek ma prawo w swoim domu pooglądać głośno serial, posłuchać radyja,
                    pobawić się z dzieckiem, przyjąć kompanów kombatantów przy kieliszeczku,
                    poturlać zabawkę kotu, spuścić wodę, zrobić pranie, stłuc talerz, śmiać się,
                    płakać, krzyknąć jak się uderzy...

            • beniusia79 Re: ale w gaciach mozna telefonowac, no nie? 04.11.08, 15:58
              w koncu ma nasz nr telefonu...
            • beniusia79 Re ale w gaciach mozna telefonowac, co nie? 04.11.08, 15:59
              w koncu ma nasz nr telefonu...
    • lifecolor Re: stukanie sasiadow po suficie... 04.11.08, 22:50
      Ja własnie jestem po takiej akcji i mnie nosi.
      Obudziło sie dziecko z płaczem i od razu walenie w rury!!!!!
      Mieszkamy tu od 2 tygodni-pieknie sie zapowiada.\Rozumiem awantury,imprezy,ale
      jak mi dziecko płacze??Mam jej knebel założyc?????
      • sir.vimes Olać z początku 04.11.08, 22:55
        a jak będą ci częściej przeszkadzać w usypianiu dziecka waleniem dzwonić do
        dzielnicowego.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka