mila32
24.10.03, 08:06
Doskonale cię rozumiem, wiem co przeżywasz. Rok temu mój mąż miał romans z
koleżanką z pracy, było to tym bardziej że zaczęło się to zaraz po moim
zajsciu w ciążę. Te 9 miesięcy były chyba moim najtrudniejszym okresem w
całym życiu. Zaczęło się niewinnie, od rozmów, wspólnych wyjazdów do banku,
spotkań (na początku spotykaliśmy się wszyscy - ja z mężem i ona z mężem),
mój mąż woził jej ciasto które piekłam itd. Zainteresowałam się tym gdy
wydawało mi się że te spotkania są zbyt częste i zbyt późne. Zapytałam go
wtedy czy aby nie za często do niej jeździ. Odpowiedział mi wtedy że
zastanawiał się kiedy mu coś na ten temat powiem. No i oczywiście pojechał.
Od tego czasu nawet nie mówił mi gdzie jedzie, dokąd, kiedy wróci. Po prostu
przyjeżdzał z pracy zjadał obiad i jechał, wracał kiedy chciał. Kiedy leżałam
w szpitalu zawiózł starszego syna do teściowej bo prawdopodobnie nie mógł się
wyrobić z czasem, a ja nie wiem czy syn nie był wtedy przeszkodą w wyjazdach,
do mnie wpadał na chwilę, i jechał gdzieś bo nie do domu (dzwoniłam do domu i
sprawdzałam). A najgorsze było to że ja byłam w ciąży z którą miałam
problemy, i nic nie mogłam zrobić. Ja siedziałam w domu a on wyjeżdzał do
niej nad jezioro.
Wydawało się że to się skończyło po urodzeniu syna, gdy nie dalej jak tydzień
temu znalazłam w jego komórce sms od niej w którym pisze o tym jak dotyka
sobie sutki które robią się sterczące, jak robi się wilgotna i czeka na niego
bo jest gotowa. zmroziło mnie. Zaczęły mi się trząść ręce i nawet nie mogłam
się rozpłakać. reakcja mojego męża była lakoniczna: to nic nie znaczy, to
tylko taki żart. Ja się chyba nie znam na żartach, bo nigdy z nikim tak nie
żartowałam i nikt ze mną nie żartował.Nie mogłam tak tego zostawić, musiałm
tym razem wiedzieć o co chodzi. Skontaktowałam się z jej mężem i
zorganizowałm konfrontację: wszyscy czworo razem. I nasłuchałm się że ona
miał problemu rodzinne, potrzebował się wyżalić, mój mąż był dyspozycyjny,
prawił jej komplementy, również się żalił jakie on ma trudne życie
(powiedział jej że go zdradzam, a ja byłam w ciąży), zaczęli się umawiać w
restauracjach, na dyskotece ( ze mną nigdy nie chciał pójść na dyskotekę bo
nie lubi takich miejsc), a później ona sobie znalazła innego i mój mąż został
zepchnięty na drugie miejsce, i zdaje się że go to zabolało, bo postanowił
się na niej odegrać. I tak się to ciagnęło dalej. Tyle się wyjasniło na
wspólnym spotkaniu. Mój mąż uważa że musimy z tym skończyć, zapomnieć, i
nigdy do tego nie wracać, bo to się już więcej nie powtórzy. Ale mnie to cały
czas boli, że mnie tak oszukiwał. Czuję się poniżona i zraniona. Cały czas
myślę o odejsciu ale szkoda mi dzieci. Powiedzcie co mam zrobić? Jak
zapomnieć? Czy w ogóle powinnam zapomnieć? Jaką mam gwarancję że to się nie
powtórzy? bardzo mu ufałam, miałam takie wewnętrzne przekonanie że wszyscy
inni tak ale mój mąż nigdy tego nie zrobi. Nigdy nie mozna do końca wierzyć.
Jak mam dalej żyć?