Nie pytam czy lubicie, czy sprzatacie. Czy u.m.i.e.c.i.e sprzatac.
Ja nie. Dom wyglada jak po tornadzie, ja latam z obledem w oczach od
pokoju do pokoju, przebiegam przez kuchnie, laduje do pralki, robie
n-ta kawe... wszystko z rozwianym wlosem. Wydzieram sie na dzieci
kota, choinke, pralke. A po wszystkim efekt jest... no, nie ma
efektu. normalny czlowiek jakby uslyszal, ze to jest posprzatane
przekrecilby sie ze smiechu. Z zasady nie sprzatam, oszczedzam
stresu sobie, dzieciom, kotu i przedmiotom martwym. Ale doszlam do
wniosku, ze trzeba zrobic miejsce na nowe rzeczy (te co Mikolaj
przyniesie). No i szaleje... juz 2 dni. Jutro wszystko czego nie
wyrzucilam poupycham do szaf i wroci spokoj

.