Od jakiegos czasu klocimy się z mężem. Klocilismy się o to ze ja jestem zmęczona, smutna, nie radzę sobie z dzieckiem (urwisek nam się trafil).. w zeszlym tygodniu z tego powodu mąż chciał wziąć rozwód. Bo się użalam, rozpieszczam małą, jestem zła.. a on juz nie wie jak mi pomoc.. kocha mnie ale się poddaje. Obiecałam mu ze pojdę do psychiatrtry. Termin na marzec. Od tamtego momentu chodzę usmiechnieta, zadowolona, on mi zaczal pomagac... ale dzisiaj, w walentynki kiedy hccial koniecznie mnie zabrac a moja mama nie mogla zostać z dzieckiem zaproponowalam wino. Upil się. Zaczela się kłótnia o konto w banku ;| (niewazne). Mąż się nagle rozpłakał.. okropnie. Okazało się że od kąd mieszkamy razem on strasznie tęskni za swoją rodizną z gdyni (my mieszkamy pod warszawą)... jego mama aktualnie mieszka w 4 pokojowym mieszkaniu tylko z tatą. Mąż nie znosi mojej mamy i siostry ktore czesto nas odwiedzają.. praktycznie dzien w dzien. Czuje sie jak intruz. Obydwie krzywo na niego patrzą .. az mi wstyd czasem za nie. Okazalo sie ze rozwod nie mial byc z mojej winy tylko z tesknoty za jego rodizna... dzis prosil mnie zebysmy sie wyprowadizli na pomorze... do jego rodizcow...albo wyprowadzimy się ja mąż i córka albo mąż.... nie wiem co robic. Wiem ze jezeli zamieszkam z rodzicami męża to w koncu sie z nimi pokloce bo sama z mezem chce wychowywac corkę.
Przepraszam ze tak się zalę ale o tej porze wszyscy spia