Dodaj do ulubionych

bo nie mogla miec dzieci

16.02.09, 10:58
historia z zycia, zaslyszana
po pieciu latach zwiazku (niesakramentalnego, bo byc moze to ma znaczenie dla
sprawy smile
facet zostawil swoja dziewczyne z powodu jej nieplodnosci, po drodze zaliczyli
leczenie i jakies nieudane in vitro. Oboje dosc mlodzi chyba nawet przed
trzydziestka. On bardzo chce miec dzieci
Co ciekawe w reakcjach - kobiety na ogol sa oburzone postawa - swinia jaki
faceci jakby rozumieja
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:02
      to dziala w obie strony.
      moja kolezanka z pracy opowiadala mi o mlodym mezczyznie, ktorego
      zona zostawila wlasnie dlatego, bo on nie moze miec dzieci.
      ona znalazla sobie innego chlopa z ktorym ma dwoje a tymczasem jej
      byly maz stoczyl sie na samo dno. zaczal pic i dzis wygloada, jak
      wrak czlowieka.
      widzialam tego faceta 8 lat temu, poniewaz kolezanka mi go
      pokazywala. wygladal na jakies 50 lat. bylam w szoku, gdy mi
      powiedziala, ze jest on w jej wieku, czyli mial tyle samo lat co
      ona, a dokladnie to 30...
      • czar_bajry Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:05
        w takiej sytuacji lepiej rozstać się wcześniej kiedy obie strony maja duże
        szanse na ułożenie sobie życia.
        • ewelsia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:06
          Szkoda mo obojga, a faceta rozumiem, rozumiem też kobiety które
          zostawiają w takiej sytuacji.
          • kropkacom Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:08
            Widać miłość nie była ponad wszystko. Bywa.
            • bsl Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:09
              nie samą miłością człowiek żyje wink
              • kropkacom Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:18
                bsl, ja to trochę idealistka jestem i ze zwykłego wyrachowania z kimś bym nie
                mogła być (bo może mi dać dziecko na przykład).
                • bsl Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:24
                  kazdy powód jest dobry żeby odejść
                • sir.vimes Kropka, 16.02.09, 11:25
                  ja też uważam,ze jak się kogoś naprawdę kocha to da się inaczej rozwiązać taki
                  problem - np. adoptować?
                  • bsl Re: Kropka, 16.02.09, 11:27
                    żeby nie było , nie usprawiedliwiam takich zachowań
                    ale nie kazdy chce adoptowac dziecko , bo nie i już
                    • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:01
                      Można też nie mieć dziecka, jeśli się nie chce adoptować a leczenie bezpłodności
                      jest niemożliwe.

                      Nie związałabym się na stałe z kimś u kogo "przeszkadzała" by mi bezpłodność,
                      bycie niewidomym, brak ręki tudzież dializy co tydzień. Miłość to w końcu nie
                      casting na najbardziej udanego rozpłodowca z bankomatem tudzież mistrza minety z
                      ciekawym hobby. Jeżeli kocham - to naprawdę w zdrowiu i w chorobie itp itd.

                      Swoją drogą - nie wiem czy w sytuacji, w której ja chciałabym urodzić dziecko
                      (czyli nie adoptować) a mąż by dzieci mieć nie mógł nie rozważałabym
                      wykorzystania jakiegoś ładnego postronnego pana, za wiedzą męża. Nie wiem, ale
                      nie odrzucam takiej opcji.
                      • bsl Re: Kropka, 16.02.09, 12:03
                        Swoją drogą - nie wiem czy w sytuacji, w której ja chciałabym
                        urodzić dziecko
                        (czyli nie adoptować) a mąż by dzieci mieć nie mógł nie rozważałabym
                        wykorzystania jakiegoś ładnego postronnego pana, za wiedzą męża. Nie
                        wiem, ale
                        nie odrzucam takiej opcji.

                        i uważasz że byłoby to bardziej ok , niz odejście od męża ?
                        • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:14
                          Tak, zdecydowanie tak.

                          Przecież ludzie wiążą się też z ludźmi dzieciatymi więc wychowywanie dziecka,
                          którego się nie zrobiło jest częste i normalne. Poza tym w takiej sytuacji de
                          facto byłoby to dziecko męża a jedynym "skrzywdzonym" byłby nieświadomy ojciec
                          bio. A odrzucić wszystkie wspólne sprawy, całą miłość TYLKO dlatego, ze ktoś nie
                          może zrobić dziecka - to znak, ze albo się nie kochało nigdy, albo, ze się
                          traktuje tą osobę jak rzecz (czyli też bez miłości).
                          • annamariamuff [...] 16.02.09, 12:19
                            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                            • bsl Re: Kropka, 16.02.09, 12:22
                              sir.vimes , nie porównuj sytuacji gdzie partner ma dziecko i
                              decydujemy sie śwaidomie na bycie z nim , a "dorobienie sobie "
                              dziecka z kimś innym

                              za zgodą współmałzonka ?? cienko widze taki związek , ale cuda sie
                              zdarzają
                              • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:28
                                No, ja prędzej zgodziłabym się na dziecko zrobione na boku niż na rozstanie.
                                Chociaż - w sytuacji mężczyzny jest trochę inaczej - nie sposób by bio matka
                                była nieświadoma, że jest w ciąży. Cóż, natura utrudnia mężowi bezpłodnej żony
                                takie załatwienie sprawy.

                                Ale jeśli ktoś tak strasznie nie chce dziecka z adopcji (co wydaje się
                                naturalnym rozwiązaniem i o czym pisałam na początku) to co mu pozostaje?
                            • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:25
                              Dziecko? Dziecko miałoby szczęśliwa i kochającą rodzinę. Faktycznie, cholernie
                              krzywdzące.
                              • bsl Re: Kropka, 16.02.09, 12:28
                                tak uważasz ??
                                • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:28
                                  Tak, tak uważam.
                                  • annamariamuff Re: Kropka, 16.02.09, 12:49
                                    sir.vimes napisała:

                                    > Tak, tak uważam.
                                    >
                                    >Zeby to bylo takie proste jak drut.Niestety (stety) natura ludzka
                                    jest czasami bardziej skomplikowana i nie da sie przewidziec
                                    niektorych zachowac, odczuc... a wtedy juz po ptokach bo dziecko
                                    jest
                                    • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 13:09
                                      To dotyczy KAŻDEJ sytuacji powołania dziecka na świat.

                                      nie da sie przewidziec
                                      > niektorych zachowac, odczuc... a wtedy juz po ptokach bo dziecko
                                      > jest
                      • moofka Re: Kropka, 16.02.09, 12:11
                        no niezle wink
                        czyli w imie tzw milosci mozna przyprawic chlopu poroże i wrobic w wychowywanie
                        nie swoich genow

                        sytuacja wprost - ty mi nie dasz czego potrzebuje wiec rozstanmy sie w pokoju
                        jest chyba nie mniej cyniczna

                        ale - w malzenstwie jest kilka plaszczyzn na ktorych jedno drugiemu musi pasowac
                        i byc po drodze
                        jak chlop przynosi marne grosze albo jest trutniem to mozna go pogonic
                        jak nie potrafi sie bzykac - albo wystepuje jakies tzw "niedopasowanie" lozkowe
                        to tez wiele osob dopuszczaloby rozstanie
                        • jowita771 Re: Kropka, 16.02.09, 12:18
                          > czyli w imie tzw milosci mozna przyprawic chlopu poroże i wrobic w wychowywanie
                          > nie swoich genow

                          może mi się zdawało, ale chyba było napisane "za wiedzą męża", więc o jakim
                          wrobieniu mówimy?
                        • liberkka Re: Kropka, 16.02.09, 12:23
                          moofka napisała:

                          > no niezle wink
                          > czyli w imie tzw milosci mozna przyprawic chlopu poroże i wrobic w
                          wychowywanie
                          > nie swoich genow

                          Mozna mozna... brat meza mojego nie moze miec dzieci, po paru latach
                          malzenstwa zona wyprowadzila sie na miesiac z domu, zrobila
                          dzidziusia ze znajomym, po czym wrocila i szczesliwa oznajmila
                          mezowi i tesciom, ze jest z nim w ciazy! Nie wiem czy uwierzyl czy
                          nie, ale wychowuje dziecko do dzis,a ona dalej mu rogi przyprawia.
                          Dziecko nie jest jego, to pewne bo inny tatus na nk przdstawia je
                          jako swoje...a ja jako swoja partnerke!Dziwna sytuacja i trudna dla
                          nas bo nie mozemy sie wtracac a meza serce boli ze nie moze nic
                          bratu powiedziec.
                        • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:24
                          Wrobić?

                          Znam dziewczynę (i paru facetów) związaną z dzieciatym. To dziecko wychowują
                          razem (mama wypisała się po roku życia dziecka). De facto ona jest matką - i
                          chwali to sobie, że przyszła na gotowe ;P chociaż bardzo bała się tej sytuacji.
                          Dziecko ją kocha, ona kocha dziecko - brak wspólnych genów im w życiu nie
                          przeszkadza. Adoptowane dziecko też nie miałoby jej genów, prawda?

                          > sytuacja wprost - ty mi nie dasz czego potrzebuje wiec rozstanmy sie w pokoju
                          > jest chyba nie mniej cyniczna

                          Moim zdaniem jest cholernie cyniczna. Bo jeżeli się kogoś naprawdę kocha to nie
                          jest istotne, że nie może dać dziecka (czy domu z wybiegiem dla kucyka tudzież
                          ekscytujących podróży).

                          I tak jak napisałam powyżej - można też po prostu pogodzić się z tym, ze dziecka
                          nie będzie.

                          Jeżeli jednak oboje chcą mieć dziecko (a tak zakładam) i to koniecznie nie
                          adopcyjne - to czemu po prostu nie z czyichś plemników?

                          > jak chlop przynosi marne grosze albo jest trutniem to mozna go pogonic

                          Z tymi marnymi groszami różnie bywa - bo jeśli facet jest nauczycielem, spełnia
                          się w tym jest szczęśliwy i zarabia marne grosze - to chyba nikt tak łatwo się
                          nie rozstaje ani tego rozstania nie doradza, no nie? A jeśli facet wyleguje się
                          z flaszką na kanapie - i dlatego rodzina przymiera głodem - to chyba problemem
                          jest brak miłości przede wszystkim. I nawet jeżeli kobieta takiego pana jeszcze
                          kocha to brak miłości z jego strony wystarcza by uznać , ze rozstanie jest
                          konieczne.

                          A bezpłodność nie jest wyrazem braku miłości czy złośliwej postawy męża czy
                          żony, no nie? Jakby mu rękę urwało to też jest powód do rozstania?

                          • bsl Re: Kropka, 16.02.09, 12:26
                            powtórzę się :
                            kazdy powód jest dobry zeby odejsć

                            jedni odchodza bo dzieci nie ma , inni maja w nosie, że dzieci są
                          • moofka Re: Kropka, 16.02.09, 12:28
                            > Jeżeli jednak oboje chcą mieć dziecko (a tak zakładam) i to koniecznie nie
                            > adopcyjne - to czemu po prostu nie z czyichś plemników?

                            no ale w druga strone juz nie jest tak latwo
                            jak ja sie zakrece to odrobine swiezej spermy moge zdobyc w ciagu gora tygodnia
                            o gotowe dziecko juz nie jest latwo
                            a w omawianej sytuacji to jednak facet chcial
                            • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 12:30
                              No, facetowi trudniej, pisałam już.
                          • lola211 Re: Kropka, 16.02.09, 13:07
                            > I tak jak napisałam powyżej - można też po prostu pogodzić się z
                            tym, ze dzieck
                            > a
                            > nie będzie.

                            Jasne,mozna.I za dajmy na to 20 lat, pan porzuci pania z zupelnie
                            innych powodow, pani zostanie samotna, bezdzietna i zgorzkniala, na
                            dziecko juz bedzie zapozno.
                            IMo zaden facet nie jest wart tego, by dla niego rezygnowac z
                            macierzynstwa.
                            • sir.vimes Re: Kropka, 16.02.09, 13:10
                              No i wcale nie trzeba. Ale taka opcja (rezygnacji z rodzicielstwa) też istnieje.

                              by dla niego rezygnowac z
                              > macierzynstwa.
            • myga Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:29
              Odpowiadasz na:
              kropkacom napisała:

              > Widać miłość nie była ponad wszystko. Bywa.
              ___________
              Milosc zaklada dobro osoby ukochanej. Jezeli dziewczyna wiedziala, ze dla
              partnera posiadanie dzieci jest sprawa priorytetowa, to gdyby go tak naprawde
              kochala, to sama by sie odeszla. Gdyby sytuacja byla odwrotna, gdyby to
              mezczyzna nie mogl miec dzieci, a kobieta byla by zdrowa, ktora z was
              zdecydowala sie na adopcje, ale tak z reka na sercu? Z tym, ze w tym wypadku
              sprawa jest oczywiscie prostsza. Mozna znalezc dyskretnie "dawce" i wszyscy beda
              zadowoleni. Statystyki pokazyja, ze znaczny odsetek mezow nie sa ojcami
              biologicznymi, ale o tym nie wiedza. Moze i dobrze?
              • moofka Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:32
                Statystyki pokazyja, ze znaczny odsetek mezow nie sa ojcami
                > biologicznymi, ale o tym nie wiedza. Moze i dobrze?
                ponoc co piate wink
              • kropkacom Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:04
                > Milosc zaklada dobro osoby ukochanej. Jezeli dziewczyna wiedziala, ze dla
                > partnera posiadanie dzieci jest sprawa priorytetowa, to gdyby go tak naprawde
                > kochala, to sama by sie odeszla. Gdyby sytuacja byla odwrotna, gdyby to
                > mezczyzna nie mogl miec dzieci, a kobieta byla by zdrowa, ktora z was
                > zdecydowala sie na adopcje, ale tak z reka na sercu?

                Gdyby oboje chcieli mieć dzieci i okazało się że jedno nie może to dąży się do
                kompromisu (adopcja, in vitro, itd) bo związek jest ważniejszy. Jak nie ma
                miłości to wymienia się po prostu wadliwy towar. I tyle.
                • sir.vimes Tak dokładnie 16.02.09, 13:12
                  > Gdyby oboje chcieli mieć dzieci i okazało się że jedno nie może to dąży się do
                  > kompromisu (adopcja, in vitro, itd) bo związek jest ważniejszy. Jak nie ma
                  > miłości to wymienia się po prostu wadliwy towar. I tyle.

                  Jeżeli jest miłość szuka się rozwiązania; nie dopuszcza się opcji, że to
                  ważniejsze od związku.
                • annamariamuff Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:16
                  kropkacom napisała:

                  > > Milosc zaklada dobro osoby ukochanej. Jezeli dziewczyna > Gdyby
                  oboje chcieli mieć dzieci i okazało się że jedno nie może to dąży
                  się do
                  > kompromisu (adopcja, in vitro, itd) bo związek jest ważniejszy.
                  Jak nie ma
                  > miłości to wymienia się po prostu wadliwy towar. I tyle.
                  >

                  Jak to fajnie teoretyzowac kiedy ma sie w domu rozkoszna gromadkewink)
                  Nie wiem ale jest taka wszystkowiedzaca tendencja na emamie nie
                  przeszedlem ale ja napewno, nigdy, nie.
                  Nie mam ani ja ani moj partner problemow z plodnoscia ale daleka
                  jestem od osadzania ludzi , ktorzy w takiej sytuacji sie znalezli.
                  Mi jest trudno sobie wyobrazic co bym czula nie mogac miec wlasnych
                  dzieci a co dopiero jak bym sie zachowala. Moge tylko miec
                  nadzieje ,ze zachowalabym sie tak a nie inaczej ale pewnosci dopiero
                  nabiore kiedy znajde sie w takiej sytuacji.Wszelki kategoryczne
                  wypowiedzi to tylko piekne slowka nie majace nic wspolnego z
                  rzeczywistoscia. Skad u Ciebie krokacom taka zarozumialosc?
                  • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:25
                    Odpowiem za kropkę.
                    Po sześciu latach związku (i roku małżeństwa) okazało się, że
                    a) urodziłam dziecko z letalną wadą genetyczną
                    b) wada dziecka spowodowana była tym, że mam niestandardowy układ chromosomów
                    Mąż wadliwego towaru nie wymienił, co więcej był przy mnie i dziecku (bardziej
                    niż ja, bo ja byłam w innym szpitalu) i problem kwestii ewnentualnej
                    bezpłodności w ogóle nie powstał - bo wiedzielismy, że jakby się nie udało mieć
                    dzieci, to zdecydowalibyśmy się na adopcję.
                    Jak się ludzie naprawdę kochają, to się w takich sytuacjach wspierają, bo
                    wiedzą, że są w tej sytuacji razem (a w końcu mógł się na mnie wypiąć i
                    powiedzieć, że jak się wiązał to nie wiedział (ja zresztą też nie), że będą
                    problemy), mimo że za problemy odpowiedzialny jest organizm jednej strony. I nie
                    ma kwestii, że któraś strona czegoś nie udźwignie.
                    • annamariamuff Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:32
                      sanciasancia napisała:
                      I ni
                      > e
                      > ma kwestii, że któraś strona czegoś nie udźwignie.
                      Czapki z glowy.
                      Tylko o czym to ma swiadczyc o tym ,ze Wam konkretnie sie udalo czy
                      udaloby sie kropce i jej mezowi moglalibysmy powiedziec gdyby taka
                      sytuacja zaistniala.
                      Ja mam nadzieje ,ze mnie mojego meza rowniez laczy wielkie uczucie
                      ale..." na tyle siebie znamy na ile nas sprawdzono..Nie potrafie
                      sie kategorycznie wypowiadac na tematy , o ktore sie nawet nie
                      otarlam.Chyba nie bardzo zrozumialas sens mojej wypowiedzi

                      • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:38
                        > Chyba nie bardzo zrozumialas sens mojej wypowiedzi
                        Zrozumiałam. Po prostu w takich sytuacjach bez zbytniego roztrząsania
                        czegokolwiek robi się to, co powinno się zrobić. Roztrząsanei głównie szkodzi.
                        Jeżeli się kocha partnera jest to jak najbardziej jasne.
                        Jeżeli kocha się myśl o bezproblemowym przekazaniu własnych genów, też.
                        • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 15:43
                          Wszystko zalezy od czlowieka i nie ma go co winic, ze akurat w
                          takiej sytuacji wybiera inna opcje.Cos, co jest do zniesienia dla
                          jednego, bedzie zbytnim ciezarem dla drugiego.Tak po prostu.
                          • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 15:51
                            Pewnie tak.
                            Acz ja jestem zdania, że jak się ma motywację, to można dużo więcej znieść niż
                            się człowiekowi wydaje.
                • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:49
                  Sie z Toba nie zgodze.Owszem, in vitro- tylko co, jesli sie nie uda
                  jednak? Adopcja- nie kazdy nadaje sie na takiego rodzica.

                  Brak dziecka powoduje frustracje i to długotrwala, brak satysfakcji
                  z zycia.Wierze, ze przez to milosc, ktora w innych warunkach by
                  trwala, po prostu umiera, mimo szczerych checi.Kwestia, jak bardzo
                  chce sie dziecka, jest IMO kluczowa, a nie głebokosc uczucia do
                  partnera.
              • asia_i_p Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 17:48
                Ja bym się zdecydowała na adopcję i przed przeczytaniem twojego
                postu do głowy by mi nie przyszło, że to może być poczytywane za
                drawmatyczny albo choćby nietypowy wybór. Co ma za znaczenie, skąd
                się wzięło dziecko, skoro już jest? Ja bym nie mogła zostawić mojego
                męża, już mi znanego i kochanego, dla dziecka, które jakkolwiek
                upragnione, w danej chwili byłoby potencjalne. A jeżeli wymyślono
                takie cudo jak adopcja i wybierać nie muszę, to sytuacja jest
                idealna.
                A ta pani, która wystąpiła w drugim poście i pan od którego wątek
                się zaczął - skąd oni mieli pewność, że drugi partner będzie płodny?
                Kazali sobie pokazywać zaświadczenie przed pierwszą randką?
                • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 18:15
                  Co ma za znaczenie, skąd
                  > się wzięło dziecko, skoro już jest?

                  Znaczenie ma ogromne.Moje geny, korzenie.Mnie nie byloby to
                  absolutnie obojetne.
                  ----------------------------------------------

                  www.zobacz-uslysz-powiedz.pl/wychowanie_bez_przemocy.html
                  • asia_i_p Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 22:38
                    A mnie to jest obojętne. Geny? Sama jestem koktajlem genów, mąż też,
                    co powstanie z tej kombinacji jest niewiele bardziej przewidywalne
                    od tego, co się trafi z adopcji. A jak się bliżej przyjrzę swojej
                    rodzinie, to może zmiana garnituru genów to nie jest taki fatalny
                    pomysł wink. A korzenie? To już kwestia wychowania.
                    • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 17.02.09, 10:40
                      Hmm, super.Ja bym jednak wolala nie wychowywac dziecka urodzonego w
                      jakiejs patologicznej rodzinie, majacego za przodkow
                      degeneratow.Duza szansa, ze dziecko odziedziczy podobne
                      slonnosci.Dziekuje bardzo.Majac dziecko biologiczne wiem, jakich ma
                      rodzicow i czego mozna sie spodziewac.
                      Jesli dla ciebie to zadna roznica, to jestes po prostu niepoprawna
                      idealistka.
                      • moofka Re: bo nie mogla miec dzieci 17.02.09, 10:47
                        > Jesli dla ciebie to zadna roznica, to jestes po prostu niepoprawna
                        > idealistka.

                        gdybanie
                        sama pisze ze ma swoje
                        jakbym nie mniala to bym adoptowala
                        latwo gadac kiedy swoje rodzisz bez problemu
                        jak sie stoi przed taka decyzja to tylko kretyn nie ma watpliwosci
                        • asia_i_p Re: bo nie mogla miec dzieci 17.02.09, 21:02
                          Moofka, my byliśmy już zdecydowani na adopcję i już zaczynaliśmy
                          zbierać informacje, tylko nie spełnialiśmy kryteriów finansowych.
                          Potem zaszłam w ciążę (do tego na szczęście nie trzeba spełniać
                          żadnych kryteriów), więc plan się przesunął, ale nie został
                          porzucony.
                          I to nie jest kwestia idealizmu, tylko świadomości, że po pierwsze
                          geny to nie wszystko, a po drugie, ja też nie jestem jakiś wzorzec
                          genetycznej doskonałości. Dziadek i wujek (syn dziadka) alkoholicy,
                          po żeńskiej lini w rodzinie mamy idzie tendencja do tętniaków mózgu -
                          nikt i nigdy mi nie zagwarantuje, co z tych mieszanek genów się
                          urodzi. I ja mam tego świadomość wobec swojego biologicznego dziecka
                          tak samo, jakbym miała wobec adoptowanego - nie oczekuję, że będzie
                          piękne i mądre, bo mu przekazałam w spadku zestaw niepatologicznych
                          genów.
                          Owszem, wątpliwości przed taką decyzją się ma, ale genów one dotyczą
                          w najmniejszym stopniu.
                        • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 18.02.09, 12:24
                          Nie przecze, pewnie wowczas rozwazalabym opcje adopcji, ale nie
                          twierdzilabym ze:

                          >Sama jestem koktajlem genów, mąż też,
                          >co powstanie z tej kombinacji jest niewiele bardziej przewidywalne
                          >od tego, co się trafi z adopcji.
    • sir.vimes mi się to nie podoba 16.02.09, 11:24
      i kiedy chodzi o faceta i kiedy chodzi o kobietę.

      Chyba, że ta druga osoba okłamała partnera/partnerkę.
    • nenia1 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:26
      Dla mnie taki facet to kompletna pomyłka.

      Nigdy nie chciałabym być w związku, gdzie druga
      osoba uzależniałaby fakt dalszego bycia razem
      od płodności/niepłodności partnera.

      Mogę jeszcze zrozumieć fakt odejścia w przypadku
      gdy druga osoba nie chce, choć może mieć dziecko.

      Ale nie w przypadku niepłodności, tym bardziej, jak
      osoba nią dotknięta stara się, leczy, ale nic z tego
      nie wychodzi.
    • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:31
      Właściwie to miała nawet szczęście - młoda jest, jeszcze pewnie kogoś znajdzie.
      A postać tego pokroju mogła ją równie dobrze zostawić dzień przed mastektomią,
      bo już nie będzie miała jednej piersi, jakby akurat udało jej się urodzić dzieci.
      • moofka Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:33
        no tu nie stawialabym znaku rownosci jednak
        • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:41
          Dlaczego? Jeżeli w trakcie związku (znienacka) okazało się, że nie może mieć
          dzieci, to sytuacja jest jak najbardziej analogiczna.
      • deodyma Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:35
        sanciasancia napisała:

        > Właściwie to miała nawet szczęście - młoda jest, jeszcze pewnie
        kogoś znajdzie.


        fakt.
        tylko czy bedzie mogla sobie ulozyc zycie na nowo, skoro nie moze
        miec dzieci?
        oto jest pytaniesmile
        • moofka Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:36
          > fakt.
          > tylko czy bedzie mogla sobie ulozyc zycie na nowo, skoro nie moze
          > miec dzieci?
          > oto jest pytaniesmile

          no ja sadze ze jak najbardziej
          nie kazdy facet ma parcie na rozrod
          szczegolnie ci po przejsciach wprost deklaruja ze dzieci juz nie chca
          • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:42
            Są też mężczyźni, którzy w ogóle nie chcą mieć dzieci.
    • mearuless Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:34
      moze to i dobrze.
      po prostu milosc nie wytrzymala problemow i proby czasu.
      tak mysle ze [ to b. egoistyczne] moze lepiej by jedno z nich bylo szczesliwe
      niz oboje nieszczesliwi.
    • babsee Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:46
      Jesetm okropną idealistką ale jakos tę sytuacje rozumiem.I wcale sie
      nie dziwie.
    • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:48
      Chyba jestem facetem.
      Rozumiem kazdego, bez wzgledu na płec, ze potrzeba posiadania
      wlasnego dziecka jest silniejsza niz wiez z partnerem.I rozumiem, ze
      ludzie rozstaja sie z takiego powodu, bardzo waznego zreszta.
    • annamariamuff Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:52
      Mysle ,ze troche uproszczacie.Niemoznosc posiadania dzieci to
      naprawde wielki dramat.Pieklo leczenia to nie" jakies tam nieudane
      invitro".Pary rozstaja sie czasami z wielu blahszych powodow a Wy
      sie bulwersujecie ,ze rozstali sie bo niemogli miec dzieci. Jesli
      sie leczyli podchodzili do in vitro tzn ,ze nie byla to sobie od tak
      pochopna decyzja podjeta pod wplywem chwili.
      Wiem ,ze latwo sie wypowiadac kiedy zajscie w ciaze przychodzi z
      latwoscia ale nie zawsze tak jest i reacja ludzi na tego typu
      dramaty moze byc rozna.
      A co do adopcji nie wszyscy maja do tego predyspozycjie i nie ma co
      na sile sie zmuszac zwlaszcza ,ze chetnych do adpocji nie
      brakuje ,wiec lepiej niech beda to Ci naprawde przekonani.
      • moofka Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 11:57
        ja rozumiem, ze nie jest
        ale zeby naszkicowac sytuacje chyba nie musze sie rozpisywac ze szczegolami
      • ewelsia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:01
        dobrze mówisz, zgadzam się
        • ewelsia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:01
          to było do annamariamuf
    • irima2 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:42
      Jak dla mnie to ten związek nie był z miłości.
      Bo prawdziwa miłośc tak nie postępuje.
      Niepłodność to tylko jeden z problemów, na który może się natknąć.
      Analogiczną sytuacją jest jak jeden z małżonków (partnerów) ciężko
      zachoruje. Oczywiście najłatwiej jest porzucić i ułozyć sobie życie
      od nowa, "bo ma się jeszcze na to czas". Ale decydując się na
      związek, ludzie obiecują sobie w zdrowiu i chorobie.
      My z moim mężem to przeszliśmy i wiem, że to najlepsze w miłości,
      jak wiesz, że na drugiej osobie możesz polegać i nie będzie z tobą
      tylko jak jesteś zdrowy, piękny i młody a wszystko sie super układa.
      • myga Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:49
        irima2 napisała:

        > Jak dla mnie to ten związek nie był z miłości.
        > Bo prawdziwa miłośc tak nie postępuje.
        > Niepłodność to tylko jeden z problemów, na który może się natknąć.
        > Analogiczną sytuacją jest jak jeden z małżonków (partnerów) ciężko
        > zachoruje.
        _________
        to nie jest analogiczna sytuacja. Porzucic osobe chora nie jest tym samym, co
        rozstac sie z powodow zasadniczych, czyli niemoznosci miec dzieci w malzenstwie.
        Inny oddzwiek moralny, przynajmniej dla mnie.
        Nie zapominaj tez, ze to nie byl jeszcze zwiazek malzenstki, to tez zmienia
        zupelnie perspektywe.

        > My z moim mężem to przeszliśmy i wiem, że to najlepsze w miłości,
        > jak wiesz, że na drugiej osobie możesz polegać i nie będzie z tobą
        > tylko jak jesteś zdrowy, piękny i młody a wszystko sie super układa.
        ________
        Czy moglabys napisac cos wiecej, czy adoptowaliscie dziecko? I ktore z was nie
        moglo miec dzieci?
        • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:18
          Istnieje coś takiego jak małżeństwo niesakramentalne.
        • irima2 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 14:14
          > Czy moglabys napisac cos wiecej, czy adoptowaliscie dziecko? I
          ktore z was nie
          > moglo miec dzieci?

          Chodziło mi o sytuację z ciężką, nieuleczalną chorobą, którą krótko
          po ślubie okazało się jedno z nas mieć. Nie przeszkodziło nam to
          mieć dzieci (na szczęście - chociaż mogło) i mamy dwulatka i drugie
          w drodze.
          A równie dobrze to zdrowe mogło stwierdzić, że nie chce spędzić
          reszty życia z chorym człowiekiem, że jest młode i może sobie życie
          od nowa urządzić.
          • sanciasancia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 14:24
            Zwłaszcza, że niepłodność to jest problem medyczny.
          • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 15:40
            A równie dobrze to zdrowe mogło stwierdzić, że nie chce spędzić
            > reszty życia z chorym człowiekiem, że jest młode i może sobie
            życie
            > od nowa urządzić.



            Nie widze analogii.Tu nie chodzi o trudy zycia z partnerem, tylko o
            brak podstawowej potrzeby , jaka jest posiadanie dziecka.
          • myga Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 15:57
            irima2 napisała:
            > Chodziło mi o sytuację z ciężką, nieuleczalną chorobą, którą krótko
            > po ślubie okazało się jedno z nas mieć. Nie przeszkodziło nam to
            > mieć dzieci (na szczęście - chociaż mogło) i mamy dwulatka i drugie
            > w drodze.
            __________
            No prosze cie, to juz zupelnie inna sprawa. Tam jest dwojka wolnych mlodych
            ludzi, nie malzenstwo, ktore sobie juz slubowalo trwac az do smierci w zdrowiu i
            chorobie. Dwoje mlodych ludzi, zdrowych, z ktorych jedno nie moze miec dzieci, a
            drugie pragnie je i nie wyobraza sobie malzenstwa bez dzieci. Czy ona miala
            prawa zadac od niego takiej ofiary? Czy z jej strony to byla milosc?
            • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 18:13
              nie malzenstwo, ktore sobie juz slubowalo trwac az do smierci w
              zdrowiu
              > i
              > chorobie

              Ejze, ale co w sumie ma do tego akt mlzenstwa? Myslisz, jak sie
              przed ołarzem tudziez urzednikiem nie slubowalo, to cos w ogole
              zmienia? Jak sie chce odejsc to i zaden slub nie pomoze, jak chce
              sie zostac, to slubu miec nie trzeba.

              Zbyt na serio widze bierzesz wszelkie ceremonie.
              • myga Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 19:12
                lola211 napisała:
                > Ejze, ale co w sumie ma do tego akt mlzenstwa? Myslisz, jak sie
                > przed ołarzem tudziez urzednikiem nie slubowalo, to cos w ogole
                > zmienia?
                ___________
                Lola, wymiar moralny jednak ze dla mnie jest zgola inny. Tak, wlasnie jezeli sie
                slubowalo przed oltarzem, ze w zdrowiu i chorobie, to tak. Chociaz slyszalam,
                nie wiem, o ile to prawdziwe, ze mozna nawet uniewaznic malzenstwo, jezeli jeden
                z partnerow jest bezplodny, chociaz nie wydaje mi sie to byc prawdziwe.
                Natomiast zupelnie inny wydzwiek ma, jezeli sa to ludzie wolni przed decyzja
                malzenstwa. A to, ze rozpadaja sie malzenstwa i sa rozwody, to juz zupelnie inna
                sprawa. tutaj rozwazam konkretny przypadek narzeczenstwa, kiedy facet chce miec
                dzieci w malzenstwie, a narzeczona ich miec nie moze. Wg mnie to ona powinna
                sama dac mu wolna reke, jezeli go prawdziwie kocha i wie, ze dla niego jest to
                sprawa bardzo wazna. Natomiast inny wydzwiek miala by dla mnie sytuacja, kiedy o
                nieplodnosci jednego z partnerow dowiedzieli by sie po slubie. W tym przypadku
                dla mnie odejscie partnera bylo by aczkolwiek zrozumiale, ale zawsze zdrada i
                zlamaniem przysiegi.
                • moofka Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 19:19
                  myga napisała:

                  > Lola, wymiar moralny jednak ze dla mnie jest zgola inny. Tak, wlasnie jezeli si
                  > e
                  > slubowalo przed oltarzem, ze w zdrowiu i chorobie, to tak. Chociaz slyszalam,
                  > nie wiem, o ile to prawdziwe, ze mozna nawet uniewaznic malzenstwo, jezeli jede
                  > n
                  > z partnerow jest bezplodny, chociaz nie wydaje mi sie to byc prawdziwe.

                  jezeli to zatail to tak - nawet sakrament mozna uniewaznic w swietle prawa
                  kanonicznego
                • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 21:51
                  Dla mnie w ogole nie ma zadnej roznicy.Czy po slubie czy przed-
                  ocenialabym jednakowo.
    • malila Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 12:52
      Znam podobną historię. Dziewczyna była w związku z facetem ze
      świetlaną, wytapetowaną kasą i dyplomami przyszłością. Ona też
      nieźle rokowała. Po czym zachorowała na nowotwór, groziła jej
      bezpłodność. Facet ją zostawił, bo już się nie nadawała na
      stanowisko jego żony. Historia bardzo dobrze się skończyła.
      Dziewczyna wyzdrowiała i zyje szczęśliwie z kimś, z kim warto żyć.
      Oraz z dwójką ich dzieci.
      • sir.vimes Czyli w sumie miała szczęście w nieszczęściu 16.02.09, 13:14
        bo gdyby nie choroba mogłaby tkwić w jakimś nieudanym substytucie związku.

        Historia bardzo dobrze się skończyła.
        > Dziewczyna wyzdrowiała i zyje szczęśliwie z kimś, z kim warto żyć.
        > Oraz z dwójką ich dzieci.
        • malila To prawda. 16.02.09, 13:19
          I chyba si pospieszyłam z tym podobieństwem. Bo o ile uważam, że
          mimo rozstania po ilus tam latach z powodu niepłodności, ludzi mogła
          łączyć miłość, to uczucie, jakie kierowało tym konkretnym
          (pierwszym) panem, kiedy wiązał sie z moją koleżanką, nie było
          miłością do niej.
          • sir.vimes Re: To prawda. 16.02.09, 13:24
            No też wątpię czy to była miłość. Może tak mu się wydawało.

            Znam ludzi, którzy przechodzili koszmar związany z bezpłodnością, nieudanym
            leczeniem itp itd - żadna z tych par (kilku, więc oczywiście to żadna
            statystycznie istotna grupasmile) się nie rozstała. Chyba nikomu nawet coś takiego
            nie przyszło do głowy. Jedno z tych małżeństw pozostała bezdzietne - reszta ma
            dzieci. Z adopcji.
            • annamariamuff Re: To prawda. 16.02.09, 13:42
              Znam ludzi, którzy przechodzili koszmar związany z bezpłodnością,
              nieudanym
              > leczeniem itp itd - żadna z tych par (kilku, więc oczywiście to
              żadna
              > statystycznie istotna grupasmile) się nie rozstała

              Ja tez mam wsrod znajomych kilka par , ktore maja ( mialy ) problemy
              z nieplodnoscia.Jedna para zaadoptowala , drudzy sie leczyli maja 2
              dzieci z in vitro , trzecia para juz 40 dziestce nie ma dzieci.
              Nie rozstali sie ale czy sa szczesliwi chyba nie wszyscy.
              Kobieta z trzeciego zwiazku jest w permanentnej depresji i przy
              kazdej mozliwej okazji wyzywa sie na mezu, emocjonalnie rozbita ( on
              mial nowotwor , on nie moze miec dzieci).
              Adopcja pierwszej pary jest za to kompletnym niewypalem dziecko ,
              ktore adoptowali zyje w cieniu ich zmarlego synka ( problemy
              genetyczne dlatego nie zdecydowali sie na kolejne dziecko) .
              Wiec czasami to rozstanie, nie jest tym najgorszym co moze kogos
              spotkac.
    • elza78 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 13:43
      ja jako meska feministka napisze tak, czmeu kobiecie przyznaje sie prawo do
      checi posiadania potomstwa wbrew wszystkiemu - patrz dyspyty o invitro, a
      facetowi sie tego odmawia?
      mezczyzni tez ludzie, chcial chlop miec dziecko, nie potrafili tego przeskoczyc
      rozstali sie, nieszczescie jest, ale z drugiej strony czy lepiej byloby trwac w
      tym zwiazku gdzie jedna ze stron czulaby niedosyt z powodu problemow drugiej?
      trudne pytania, trudne odpowiedzi, mysle ze nie ma dobrej uncertain
    • kicia031 ale bylyby jaja 16.02.09, 14:38
      gdyby sie okazalo, ze to pan, czy tez rowniez pan ma problemy z
      plodnoscia. U moich znajomych byla podobna sytuacja, leczyli sie,
      oczywiscie to jej wina, rozstali sie, ona ma dziecko z nowym mezem,
      a on nie moze miec dzieci z nowa zona...
      • na_pustyni Re: ale bylyby jaja 16.02.09, 15:53
        a może nowa żona ma problem z płodnością?
        a była żona się odblokowała psychicznie?
        a w ogóle - czy to nasza sprawa?
      • jowita771 Re: ale bylyby jaja 16.02.09, 17:44
        > gdyby sie okazalo, ze to pan, czy tez rowniez pan ma problemy z
        > plodnoscia.

        Ja tez znam taka parę. Najlepsze było to, że przez 10 lat małżeństwa ona przy
        każdej imprezie rodzinnej (typu wigilia) musiała wysłuchiwać, że jest bezpłodna
        i w związku z tym niewarta takiego cudownego faceta, jakim jest jej syn.
        Rozstali się kilka lat temu, ona ma dziecko z nowym mężem, on się jeszcze stara
        i nadal nic. Mam nadzieję, że jego matce trochę utarło to nosa, bo to wyjątkowa
        suka.
        • aandzia43 Re: ale bylyby jaja 16.02.09, 21:12
          > Rozstali się kilka lat temu, ona ma dziecko z nowym mężem, on się
          jeszcze stara
          > i nadal nic. Mam nadzieję, że jego matce trochę utarło to nosa, bo
          to wyjątkowa
          > suka.

          Eee tam utarlo. Jezdzi po nowej synowejwink
          • jowita771 Re: ale bylyby jaja 17.02.09, 16:16
            Ale nowej synowej nie wmówi bezpłodności, bo ma ona dziecko z poprzedniego
            małżeństwa. Starej tez już się nie wmówi, więc pozostaje otworzyć oczy.
    • anmoko Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 14:53
      Kurcze, dziewczyny szkoda. Po ciosie spowodowanym niemoznoscia
      zajscia w ciaze najblizsza osoba jeszcze jej dolozyla! Pewnie maz
      mial przez dlugi czas parcie na dziecko, napiecie w domu, in
      vitro...wspolczuje! Wiadomo, ze stres moze utrudniac zajscie w
      ciaze. Niewykluczone, ze z kims bardziej przyjaznym urodzi zdrowe
      dziecko! Bardzo jej tego zycze! A maz zachowal sie nieladnie:
      odrzucil zone i jako matke(bo nie mogla nia zostac) i jako kobiete.
      Cholera, jak jakis krol, ktorego dynastia jest zagrozona! Nastepnej
      kobicie bedzie pewnie wmawial, ze ma mu urodzic syna!
      • na_pustyni Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 15:50
        Niewykluczone, ze z kims bardziej przyjaznym urodzi zdrowe
        > dziecko!

        sorry, ale nie jarzę
        a co do tego ma bycie przyjaznym?
        niepłodność się leczy, facetowi się już leczyć nie chciało
        jestem w bardzo podobnej sytuacji do tej kobiety, ale nie wyciągnęłabym takich
        wniosków jak Ty
    • hrabina_murzyna Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 14:59
      Wy się tak nie ustawiajcie po dwóch stronach barykady, bo problem
      niepłodności to nie konstrukcja cepa. Kobieta zawsze przeżywa to
      bardziej. Mam w rodzinie adoptusia, bo jego mama nie mogła mieć
      dzieci. Mąż jej nie zostawił, pomimo, iż 15 lat walczyli o dziecko,
      leczenie, badania, kasa przez palce uciekała, ona miała ciężką
      depresję, dosłownie ryczała na niego od rana do nocy, wiecznie
      niezadowolona, niezadbana. Facet został, ale wcale bym się nie
      dziwiła gdyby odszedł. Ciężko żyć tyle lat z żoną, która z dnia na
      dzień staje się jędzą obrzydłą. Ich przypadek uświadomił mi tylko,
      że jeżeli odpukać miałabym ten sam problem to adopcja byłaby moją
      pierwszą myślą. Odkąd jest dziecko zmieniło się wszystko i kochają
      je bardzo, a mąż świata poza adoptusiem nie widzi.
      Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana jak problem leży po
      stronie faceta, bo w koncu kobieta może urodzić i dlaczego nie
      wybrać tej opcji.
      Wszystko zależy od ludzi i relacji jaka ich łączy. Niepłodność to
      poważny problem, ale jak się ludzie kochają to i ten problem
      rozwiążą bez głupiego nie bo nie dla adopcji czy też in vitro, bo ja
      tylko swoje. Nie zapominajmy, że w większości przypadków najpierw
      kochamy swoich partnerów a potem dzieci.
      • emigrantka34 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 16:48
        dobrze napisane hrabina!
    • insomnia0 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 15:21
      leczenie niepłodności to wielki stres..
      niestety bywa- bo znam takie pary, że ich małzenstwa- związki nie przetrwały
      tego..sad i szczerze mowiac przyczyną nie musiała byc niepłodnosc jednego z
      małzonków..a raczej stan psychiczny w którym para sie znalazła.
      To prawda wiele par nie potrafi przetrwac tego okresu.
      Oczywiscie są i takie pary, których wspolna walka o dziecko zbliża..
    • gacusia1 Moja kuzynka 16.02.09, 15:59
      Wiele lat temu rozwiodla sie bo maz byl nieplodny.Wtedy jeszcze
      rozwod byl ogromna sensacja.
    • mamabasia Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 17:33
      Znam sytuacje odwrotną- facet bezpłodny. Żona zostawiła go dla
      faceta który jej dziecko zrobił. Sa razem juz kilkanascie lat.
      Ten bezpłodny z druga zona adoptował dwoje dzieci.
      • myelegans Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 17:51
        Ludzie bardzo czesto rowniez rozstaja sie z powodu urodzenia niesprawnego, lub
        ulomnego dziecka wymagajacego duzych zabiegow pielegnacyjnych, lub smierci
        dziecka i to faceci najczesciej odchodza.

        Fajnie sie zyje, jak wszystko idzie jak po sznurku, jak zaczynaja sie problemy,
        choroby, tragedie, czesto ktores nie wytrzymuje.
        • koteczka12 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 18:12
          No, ale tym się chyba różni życie na kocią łapę od małżeństwa? Małżeństwo jest
          "w zdrowiu i chorobie" a kocia łapa "póki wygodnie", czyż nie? Wydaje mi się, że
          jak już się wzięło ślub i drugiemu obiecało stałość - trzeba wytrzymać, pomyśleć
          o adopcji itp (i tak zrobiły dwie znajome mi pary małżeńskie z tym problemem). A
          dopóki to wolny związek - cóż, przetestowali się... To chyba jednak wielka
          miłość nie była, w końcu nie każda jest.
          • lola211 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 18:23
            No, ale tym się chyba różni życie na kocią łapę od małżeństwa?
            Małżeństwo jest
            > "w zdrowiu i chorobie" a kocia łapa "póki wygodnie", czyż nie?

            No jakby nie.Mylisz sie zakladajac, ze ludzie nie biora slubu tylko
            dlatego, by w razie czego szybko sie zwinac.To bzdura jakas.Wcale
            nie trzeba uroczyscie slubowac, by czuc sie zobowiazanym do bycia z
            drugim czlowiekiem.A z drugiej strony rosnaca liczba rozwodow
            pokazuje, ze formulka " nie opuszcze cie az do smierci" mozna sie
            podetrzec.Tyle jest warta.
    • 18_lipcowa1 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 18:21
      Ja nie jestem oburzona. Mial prawo.
      Ale wbrew pozorom jest i w tym szansa dla niej. Znam tez pare ktora
      latami nie mogla miec dzieci. Kiedy sie rozstali, zaczeli byc z kim
      innym oboje wkrotce zostali rodzicami. Bardzo szybko.
    • burza4 Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 19:34
      uważam, że bezproduktywna walka o dziecko jest tak kryzysogenna czy
      destrukcyjna dla związku, że podsumowanie "zostawił bo mu nie
      urodziła" jest mocnym uproszczeniem.

      Nie my bylismy z nimi przez parę lat walki o dziecko, to już nie
      jest jedynie kwestia depresji, pretensji, wspierania się itd. To są
      również dramatyczne wybory (kasa na czynsz, czy leczenie), to
      niesamowita presja zachowań (nie tylko seksu) pod dyktando
      możliwości poczęcia. Nie każda osoba czuje się na siłach żeby
      adoptować, i nie można tematu tak upraszczać "że może sobie wziąć
      dziecko". To nie zabawka, i nie jest to pole do eksperymentów.

      słowem - nie nam to oceniać. Posiadanie własnego dziecka jest jednym
      z najsilniejszych instynktów. Podziwiam ludzi którzy adoptują, ale
      sama wiem że nie ma na świecie takiej miłości, która by mi
      zrekompensowała brak biologicznego dziecka.
      • kra123snal Re: bo nie mogla miec dzieci 16.02.09, 21:06
        Dokładnie tak.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka