Zainspirował mnie jeden z wątków poniżej(a może teraz już powyżej,huk go wie

).Czasem zżymamy się,że na Izbie Przyjęć tłok,że słabo się nami opiekują,za
wolno jedzie karetka itp.A teraz tak z ręką na sercu: czy zdarzyło wam się
wezwać karetkę do dziecka,choć nie było AŻ tak naglącej potrzeby? Z
przewrażliwienia? Mnie co prawda karetki nie zdarzyło się wzywać,bo mam auto i
niedaleko do szpitala.Ale za dwa razy tak wylądowałam na IP,choć jak się
okazało nie było takiej konieczności.Pytam,bo właśnie skończyłam czytać
"Ludzie na walizkach" Hołowni i w jednym z wywiadów (z koordynatorem
ratownictwa medycznego) padają takie słowa:
"System ratowniczy w Polsce nie zacznie działać,dopóki obywatele się nie
nauczą,że nie dzwoni się po erkę jak ma się kaszelek.Kaszelki to zajęcie dla
lekarzy rodzinnych.(...)Czy pan wie,że w Polsce każdego roku około dwóch
tysięcy ofiar wypadków drogowych ginie między miejscem wypadku a
szpitalem?Pewnie dla połowy z nich to nie był jeszcze czas. A umarli.Bo
karetka mogła być kilka minut wcześniej,ale nie była,bo pojechała do ataku
kichania..."