Dodaj do ulubionych

Wzywanie karetek

17.02.09, 12:12
Zainspirował mnie jeden z wątków poniżej(a może teraz już powyżej,huk go wie
wink).Czasem zżymamy się,że na Izbie Przyjęć tłok,że słabo się nami opiekują,za
wolno jedzie karetka itp.A teraz tak z ręką na sercu: czy zdarzyło wam się
wezwać karetkę do dziecka,choć nie było AŻ tak naglącej potrzeby? Z
przewrażliwienia? Mnie co prawda karetki nie zdarzyło się wzywać,bo mam auto i
niedaleko do szpitala.Ale za dwa razy tak wylądowałam na IP,choć jak się
okazało nie było takiej konieczności.Pytam,bo właśnie skończyłam czytać
"Ludzie na walizkach" Hołowni i w jednym z wywiadów (z koordynatorem
ratownictwa medycznego) padają takie słowa:
"System ratowniczy w Polsce nie zacznie działać,dopóki obywatele się nie
nauczą,że nie dzwoni się po erkę jak ma się kaszelek.Kaszelki to zajęcie dla
lekarzy rodzinnych.(...)Czy pan wie,że w Polsce każdego roku około dwóch
tysięcy ofiar wypadków drogowych ginie między miejscem wypadku a
szpitalem?Pewnie dla połowy z nich to nie był jeszcze czas. A umarli.Bo
karetka mogła być kilka minut wcześniej,ale nie była,bo pojechała do ataku
kichania..."
Obserwuj wątek
    • asiaiwona_1 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 12:21
      Ja się przyznam, że raz wezwałam karetkę do tygodniowego mojego
      dziecka (pierwsze dziecko, a więc przewrażliwiona mamusia smile), które
      to dziecko darło się w niebogłosy od 4 rano do 4 po południu i nie
      wiadomo było czemu. Karetka zawiozła nas do szpitala dziecięcego.
      Oczywiście w karetce dziecko się uspokoiło. Pan z karetki skwitował
      to słowami, żenyśmy sobie kupili samochód i dziecko powozili. Już
      się nie odezwałam, że mąż jechał za karetką samochodem...
      Ale na forum Szpitale jest wątek o tym jakaś dziewczyna myślała o
      wezwaniu karetki do porodu, no bo kto jej zniesie torbę jak męża nie
      będzie w domu, a sąsiada nie ma co by ją samochodem mógł zawieź.
      Można poczytać: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=588&w=91292532
      • asiaiwona_1 Re: link jeszcze raz 17.02.09, 12:21
        Jeszcze raz wklejam linka do tamtego wątku:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=91292532
        • sanna.i Re: link jeszcze raz 17.02.09, 12:33
          No niezła...uncertain
        • id.kulka Re: link jeszcze raz 17.02.09, 12:38
          Ostatni raz wzywałam karetkę, gdy miałam jakieś..11 czy 12 lat, a
          moja mama miała silne bóle w oklolicach mostka i duszności. Karetka
          nie przyjechała przez 2 godziny... Okazało się, że mama miała
          kamienie w drogach żółciowych, z tym że objawy były niezbyt typowe.
          Ostatnio byłam na tzw. nocnym dyżurze pedriatrycznym. Rodzinnie
          zapadliśmy na jelitówkę, a młodszy (niecałe 9 miesięcy) zaczął mało
          sikać i to na brązowo, więc trochę spanikowałam. Zdziwiło mnie
          natomiast, że na nocnym dyżurze pedriatrycznym przyjmowani są też
          dorośli, a w kolejce było kilka pań z "temperaturą i katarem", w
          całkiem niezłej formie, bo ta temperatura po nurofenie spadła, no
          ale lepiej się zbadać. Zdziwiłam się nieco - mnie by się po prostu
          nie chciało jechać wieczorem do szpitala, bo mam najprowdopodobniej
          zwykłą wirusówkę.
          Jak się okazało, młody odwodniony nie był, ale tego ja niestety nie
          byłam w stanie ze stuprocentową pewnością ocenić sama.
          • sanna.i Re: link jeszcze raz 17.02.09, 12:41
            No akurat objawy u twojej mamy wskazywały na zawał,a zawał jest zagrożeniem
            życia.A może ta karetka przyjechała tak późno,bo jakaś przewrażliwiona pani
            wzywała do kaszelku właśnie?
    • madameblanka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 12:32
      bo to jest taka ludzka mentalność co tu mi będzie podskakiwać pielęgniareczka
      itepe. I tak do wszystkich.

      A z drugiej strony...40 mln ludzi płaci składki, podatki przez kilkadziesiąt
      lat. To sa miliardy złotych. Są źle zarządzane i zanim dojdą do dyrektora
      szpitala który też nie omieszka sie obłowić to nic nie zostajesad Do tego żeby
      lekarz po prostu nas wyleczył trzeba zafundować koniaczek.
      • sanna.i Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 12:37
        No płacą składki,owszem,ale wszystko ma swoją kolejność,czas i miejsce.Jest
        kaszel,to najpierw lekarz rodzinny.W dużych miastach w nocy i weekendy są
        przychodnie dyżurujące (korzystałam,dobra rzecz).Szpital to jednak
        ostateczność,zwłaszcza wzywanie karetki...Wszyscy płacimy po to,żeby ratowała
        życie (no,nie sama karetka,ekipa raczej wink).Ale wzywanie do kaszlu i przeziębień
        to przesada.
        • mama-maxa Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:02
          Ostatni raz była wzywana karekta do mnie do domu jakieś 21 lat temu,
          jak mój tata leżał nieprzytomny. Przyjechała po 5 telefonach, po
          jakichś 3 godzinach, niestety juz nie miała po co przyjeżdżaćsad O
          tej pory jak się coś dzieje, wsiadamy w samochód, wzywamy
          taksówkę/sąsiada/znajomego i jedziemy do przychodni, na pogotowie.

          Ale jak małego dopadł rotawirus, nie wiedzielismy co sie dzieje,
          pojechalismy na pogotowie, bo to weekedn był, a tam dali mi zastrzyk
          na temp. i wszystko...po paru godzinach dziecko nam leciało juz z
          rąk, pojechalismy do szpitala, gdzie nie chciano nas przyjąć, tylko
          odsyłano nas na pogotowie, z tym że my tez poprosilismy o pisemne
          odmówienie udzielenia pomocy - przyjęli nas, zbadali juniroa,
          okazało się, że się odwodnił bardzo szybko i już dawno powinno
          pogotowie go wysłać do szpitala.
          • czar_bajry Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:10
            karetki raczej nie wzywam, jak coś się dzieje to jadę do przychodni lub na ostry
            dyżur.
            W swoim życiu wezwałam trzy razy, do teściowej z zawałem, do męża ze złamaną
            nogą, i przypadkowej kobiety leżącej na ulicy.
            Ale mam koleżankę która wezwała do dziecka bo go w nocy ręce i nogi bolały.
        • miedzymorze Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:27
          Jakiś czas temu było fukncjonowało coś takiego, jak opłata za nieuzasadnione wezwanie karetki- właśnie do kaszelku itego typu pierdół. I jak zaczęło przynosić efekty, to przestało funkcjonować, no bo jak to, przecież nie można ograniczać, itp itp.

          pozdr,
          mi
      • e_r_i_n Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:23
        madameblanka napisała:

        > 40 mln ludzi płaci składki, podatki


        Tia, jasne.
      • denea Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:06
        > A z drugiej strony...40 mln ludzi płaci składki, podatki przez
        kilkadziesiąt
        > lat. To sa miliardy złotych. Są źle zarządzane i zanim dojdą do
        dyrektora
        > szpitala który też nie omieszka sie obłowić to nic nie zostajesad
        Do tego żeby
        > lekarz po prostu nas wyleczył trzeba zafundować koniaczek.

        Wcale nie, samych rolników odlicz. I dzieci. I tych, co na czarno
        robią a składki płaci za nich budżet państwa. Pewnie jeszcze możnaby
        powymieniać.
        Ale fakt, że pewnie gigantyczna kwota "wyparowuje" po drodze.

        A tak w ogóle, to dawno ręce mi tak nie opadły. Torby panna nie
        zniesie, ale właściwie to nie wie, co tam ma. Pieluchy i takie tam.
        Sąsiada nie ma żadnego, albo i sąsiadki chociaż. Mąż nie może
        dowieźć rzeczy później. Przygotować sobie klapek i ręcznika na
        wierzchu się nie da, bo trzeba by z torby wyjąć.
        No szok.
        I nie mówcie mi, że to żaden problem. W moim mieście są pewnie ze
        dwie karetki na cały powiat, wystarczy że jedna pojedzie do wypadku
        a druga będzie robić za bagażówkę dla jakiejś kretynki, żeby np.
        było za późno na reanimację faceta, który się zachłysnął obiadem uncertain
        Z perspektywy Wawy karetek jest więcej, ale i większe ryzyko, że
        akurat coś się komuś stanie.
    • kasulka79 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:16
      na karetkę czekaliśmy raz ale za to bardzo długo (prawie 4 godziny) i to nie w
      domu a w szpialu, chcieli przetransportować mojego (niespełna 2-tygodniowego
      wtedy) synka do innego miasta bo było z nim bardzo źle a tu nie mieli możliwości
      żeby go uratować ... tu nie wchodził w grę czyjś kaszelek, tylko brak erki
      noworodkowej - (jak się później dowiedzieliśmy) jest (a mam nadzieję, że była)
      jedna na całe województwo i do nagłych przypadków i do planowych transportów -
      mieliśmy dużo szczęścia, że wtedy akurat była w drodze powrotnej z planowego
      transportu jakigoś malucha do Wa-wy ...
    • filipianka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:21
      Nigdy w życiu nie wzywałam karetki i mam nadzieję (o ile możliwe jest w ogóle
      tego uniknąć) nie doświadczyć.
      Myślę że najpierw próbowałabym dotrzeć do szpitala samodzielnie, ew. taksówką,
      pomijam oczywiście kwestie poważnego wypadku np. drogowego.
      • liwilla1 Re: dwa razy 17.02.09, 13:33
        raz gdy dziadke mial udar, a drugi gdy moj tata [...] w kazdym razie obu udalo
        sie uratowac, bo sytuacje byly mocno zagrazajace zyciu.
      • kropkacom Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:36
        Gdyby dziecko uległo wypadkowi (nawet w domu) lub przelewało mi się przez ręce z
        wysoka gorączką (traciło przytomność) wezwałabym karetkę bez wahania. W innym
        przypadku idę do naszej doktorki lub jadę na dyżur do szpitala.
        • id.kulka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:43
          Hmm, ale tak w zasadzie to dyspozytor/-ka decyduje, czy wysłać
          karetkę?... Zatem możliwe jest, by karetka jechała do kaszelku?...
          • sanna.i Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:46
            Najwyraźniej.Dyspozytorka reaguje na przekaz telefoniczny.Jeśli matka
            histeryzuje w słuchawkę,że dziecko w takim złym stanie,to co ona ma zrobić?Ano
            wysłać tę karetkę.A że potem okazuje się,ze jest zupełnie inaczej...
            • kropkacom Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:48
              A jeśli dziecko naprawdę jest w złym stanie? Na dwoje babka wróżyła więc woli
              wysłać i dobrze.
              • kropkacom Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:51
                Zawsze jakiś procent wezwań to wezwania jak się później okazuje niepotrzebne.
                Jednak myślę że tego się nigdy nie wyeliminuje. Nie ma jednak nic gorszego od
                zbagatelizowania pewnych alarmów i strachu przed wezwaniem pomocy.
    • lineczkaa Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 13:35
      Raz. Byłam w Zakopcu i na moich oczach chłopak wpadł pod samochód.
      Mimo późnej pory, sylwestra i wielkich śnieżnych zasp, przyjechali
      szybko.
      • yoka1 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:12
        wezwałam do mojego synka, gdy stracił przytomność i miał bezdech. Przyjechali bardzo szybko, a mieszkamy w mieście 800 tys., zawieźli nas na neurologię dziecięcą - jak się okazało bardzo słusznie.
    • kai_30 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:09
      Wezwałam karetkę raz w życiu. do dziecka "z kaszelkiem" właśnie. A dokładniej -
      do dziesięciolatka ze zdiagnozowanym dzień wcześniej na pomocy doraźnej
      zapaleniem krtani. Pan dr dyżurujący w przychodni zapisał syropek i stwierdził,
      że "nie jest tak źle", a Młody rano zaczął się dusić. Tak autentycznie dusić -
      nie mógł złapać tchu, świszczało na odległość, do tego wpadł w panikę, więc
      pogarszało mu się z minuty na minutę.

      Owinęłam go w kołdry i wystawiłam na balkon, po czym zadzwoniłam do przychodni z
      pytaniem, czy mogę liczyć na wizytę domową (bo ponoć coś takiego istnieje w
      nagłych zachorowaniach). dowiedziałam się, że owszem, ale po południu, a w ogóle
      teraz to mnie żaden lekarz nawet w przychodni nie przyjmie, bo trzeba było się
      rejestrować przed ósmą. Teraz to mogę się zarejestrować na popołudnie. Na moje
      oburzenie, że mi się dzieciak TERAZ dusi, a nie po południu, pani rejestratorka
      lekceważąco skwitowała, że jak się dusi, to do szpitala, bo oni i tak nie pomogą.

      Paranoja, nie? Bałam się zdjąć Młodego z balkonu, żeby zawieźć go taksówką na
      IP, więc zadzwoniłam na pogotowie z pytaniem, co mam robić. Pani dyspozytorka po
      wysłuchaniu historii orzekła, że wysyła karetkę. Młody zajechał na IP z rurką z
      tlenem pod nosem, dostał zastrzyk dożylny i inhalacje, miał zostać na oddziale,
      ale jak pani dr usłyszała, że mamy w domu nebulizator, to stwierdziła, że w
      zasadzie nie ma takiej konieczności i możemy wracać do domu.

      No i teraz - moim zdaniem to nie była paląca potrzeba tylko efekt bezsensownej
      organizacji pracy naszej służby zdrowia. Tzn palącą potrzebą była konsultacja z
      lekarzem i recepta na leki do inhalacji, ale w przychodni oświadczono mi, że nie
      ma opcji, żeby lekarz rodzinny obejrzał dziecko bez kolejki. Teraz jestem
      mądrzejsza i mam zapas pulmicortu...
    • e_r_i_n Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:10
      Nigdy nie wzywałam karetki do dziecka. Mimo czterech dusznosci w
      czasie zapalenia krtani. Zawsze pakowalismy Mlodego i jechalismy do
      przychodni/szpitala.
      Mam za to wujka w pogotowiu i slysze, do jakich przypadkow karetko -
      taksowka jest wzywana. Walilabym mandaty i egzekwowala je baardzo
      skutecznie.
      • kropkacom Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:18
        > Walilabym mandaty i egzekwowala je baardzo
        > skutecznie.

        Dotychczas nie musiałam wzywać karetki nigdy (odpukać w niemalowane) ale jak bym
        wiedziała że trzeba to wolałabym (mówiąc delikatnie) by nie ignorowano wezwania
        bo wszyscy pacjenci to paranoicy. Jeśli lekarz by orzekł że wezwałam bez
        potrzeby to mogę zapłacić mandat.
      • kai_30 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:29
        Erin - moi Młodzi w wieku przedszkolnym zapalenia krtani przechodzili co sezon,
        a karetki nie wzywałam nigdy, tylko jechałam taksówką na pomoc doraźną do
        przychodni (zapalenie krtani, jak wiadomo, najczęściej rozwija się nocą). A
        teraz wezwałam, bo primo, tak źle jeszcze nie było, secundo - w przychodni
        usłyszałam, że mam się wypchać. Aha - przychodnię zmieniłam po tym zdarzeniu.
        • e_r_i_n Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:00
          Znam ból zapalenia krtani uncertain.
          I nie wykluczam wezwania w hardcorowej sytuacji karetki, dlatego nie
          mam zarzutu, że Ty wezwałaś smile
          Ja na szczęscie nie musiałam, chociaz dwa razy było ciezko.
          • sanna.i Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:15
            Też to znam.Wiozłam autem na IP,ale w tej sytuacji (duszące się dziecko) to jest
            absolutnie zrozumiałe.
            • kzet69 Re: Wzywanie karetek 28.02.09, 06:53
              zapalenie krtani z dusznością JEST wystarczającym powodem do
              wezwania karetki i nigdy nie miałem pretensji o takie zgłoszenia, a
              marginesie uwaga do mam dzieci starszych powyżej 7 rż zazwyczaj
              klasyczne krtanie ze szczekaniem i dusznością nie występują,
              natomiast zdarzają się (rzadko bo rzadko ale jednak) zapalenia
              nagłośni a to naprawdę stan zagrożenia życia
      • id.kulka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:35
        e_r_i_n napisała:

        > Nigdy nie wzywałam karetki do dziecka. Mimo czterech dusznosci w
        > czasie zapalenia krtani. Zawsze pakowalismy Mlodego i jechalismy
        do
        > przychodni/szpitala.
        > Mam za to wujka w pogotowiu i slysze, do jakich przypadkow
        karetko -
        > taksowka jest wzywana. Walilabym mandaty i egzekwowala je baardzo
        > skutecznie.

        Tyle że rodzic naprawdę nie zawsze jest w stanie obiektywnie ocenić,
        czy karetka jest konieczna, czy nie.
        Jedno jest pewne: system nie działa tak, jak powinien smile
        W przypadku nagłego zachorowania popołudniu może się okazać:
        1. W przychodni pomocy się nie uzyska, bo o tej porze "już nie
        rejestrują".
        2. Przychodnie tzw. "nocnej i świątecznej pomocy" - są nocnej i
        świątecznej pomocy smile
        3. Na pogotowiu/ze szpitala odeślą do przychodni, bo przecież jest
        jeszcze czynna - tak się przytrafiło mojej koleżance, która w pewien
        sobotni poranek trafiła na pogotowie z 40 stopniową gorączką i
        potwornym bólem brzucha; w przychodni dr powiedział, że bez usg i
        badania moczu niczego nie stwierdzi, a te można zrobić dopiero w
        poniedziałek i odesłał do domu z lekami p-gorączkowymi... Dzięki
        znajomej lekarce zrobiono koleżance te badania w szpitalu jeszcze w
        sobotę - i wyszło ostre zapalenie nerek. Ta koleżanka twarda jest, a
        płakała jak dziecko i nie mogła się utrzymać na nogach. To nie jest
        najlepszy moment na pielgrzymki od szpitala do szpitala, od
        przychodni do przychodni...
        • e_r_i_n Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:02
          Ale nie mowimy o takich niewiadomo jakich bolach czy innyc
          niepokojacych sytuacjach.
          Mowimy o wezwaniu karetki, bo kobieta w ciazy USG powinna zrobic,
          a w przychodni kolejka albo dziecko ma przepisane zastrzyki,
          a taksowka, panie, tyle kosztuje. Karetka i lekarze za to w ogóle.
          Pacjenta.
          • id.kulka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:21
            e_r_i_n napisała:

            > Ale nie mowimy o takich niewiadomo jakich bolach czy innyc
            > niepokojacych sytuacjach.

            Pytanie, czy pacjent zawsze jest w stanie ocenić, czy sytuacja jest
            dosć niepokojąca smile A opisując historię koleżanki (która karetki
            nie wezwała, tylko pojechała na pogotowie) chciałam pokazać coś
            innego: że system nagłej pomocy nie działa tu jak trzeba.Bo pacjent
            jest odsyłany z miejsca na miejsce, a jak już gdzieś zechcą go
            przyjąć, to się okazuje, że i tak doopa, bo nie są w stanie wykonać
            na miejscu niezbędnych badań. Badań, dodam, w tej sytuacji
            nieskomplikowanych, bo analizy moczu i usg.
            Co do zapalenia krtani - też przeszliśmy kilka ze starszym synem i
            jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może spanikować, szczególnie,
            jeśli sytuacja go zaskoczy.
            • e_r_i_n Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:30
              No wiec moze zadzwonic na pogotowie, powiedziec, co sie dzieje i
              przyjac informacje 'prosze o pojechanie na NPL'. A nie robic afere,
              ze ona tu i teraz karetke chce.
          • kzet69 Re: Wzywanie karetek 19.02.09, 01:42
            moje panie 50% wezwań dla karetki pediatrycznej brzmi : "wysoka
            temperatura, po lekach nie spada" albo "w trakcie leczenia
            antybiotykiem, nadal gorączkuje" lub "niespokojne, płacze od 4
            godzin" itp itd, ostatni dyżur w pogotowiu właśnie w karetce
            pediatrycznej od 15-7 18 wizyt z tego 1 słownie jedno dziecko
            kwalifikowało się do hospitalizacji ( z powodu odwodnienia), karetka
            pediatryczna ma taką fajną ksywkę: nocny dystrybutor czopków
            przeciwgorączkowych
        • vibe-b Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 20:43
          > Tyle że rodzic naprawdę nie zawsze jest w stanie obiektywnie
          ocenić,
          > czy karetka jest konieczna, czy nie.

          W przewazajacej jednak czesci niepotrzebnych wezwan nawet rodzic o
          obnizonym IQ wiedzialby ze karetka jest niepotzrebna. Jak jestem na
          forumie od kilku lat, tak watkow o tresci "moje dziecko ma 38,5, jak
          myslicie, wzywac karetke?" widzialam na peczki.
          • id.kulka Re: Wzywanie karetek 18.02.09, 09:04
            vibe-b napisała:

            > > Tyle że rodzic naprawdę nie zawsze jest w stanie obiektywnie
            > ocenić,
            > > czy karetka jest konieczna, czy nie.
            >
            > W przewazajacej jednak czesci niepotrzebnych wezwan nawet rodzic o
            > obnizonym IQ wiedzialby ze karetka jest niepotzrebna. Jak jestem
            na
            > forumie od kilku lat, tak watkow o tresci "moje dziecko ma 38,5,
            jak
            > myslicie, wzywac karetke?" widzialam na peczki.

            Pewnie masz racje. Ja pisałam o tych konkrentch przypadkach z
            napadem duszności przy zapaleniu krtani. Gdy syn pierwszy raz
            dorobił się takiej infekcji, pediatra uprzedziła nas, jak może
            wyglądać taki atak i co wtedy robić - nie chciała nas wystraszyć,
            tylko uprzedzić, byśmy byli przygotowani. Wiedza przydała się rok
            później, gdy młody w środku nocy zaczął się dusić. Małż zapakował go
            w samochód i zawiózł do szpitala, ale gdyby nas to zaskoczyło, nie
            wiem, czy bym w ekspresowym tempie nie wzywała karetki, bo wierzę,
            że w takiej sytuacji można spanikować.

            Rozbawiło mnie natomiast wezwanie do wypisania recepty na postinor
            czy piguły anty (jeden z wcześniejszych postów)... W takich
            sytuacjach rzeczywiście przydałyby się mandaty - jeśli ktoś
            ewidentnie ściemniał dyspozytorowi, by tylko lekarz przyjechał...
            • jowita771 Re: Wzywanie karetek 18.02.09, 14:23
              I aby oduczyć takich praktyk, lekarz nie powinien w żadnym wypadku takiej
              recepty wypisać.
    • deela Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:21
      nie
      nigdy nie wezwalam karetki
      wychodze z zalozenia ze taksowka jest szybsza i tansza :o
      • oli.nek Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:44
        nie osobiście, bo wezwał teściu. ja resuscytowałam wtedy jeszcze nie męża, bo
        przestał oddychać. byłam już po 3 kursach pierwszej pomocy, ale i tak byłam
        zdziwiona, że wtłaczane powietrze ucieka nosem i trzeba, go dobrze zatkać. mąż
        tracił jeszcze 2 razy oddech. na OIOMie jeszcze się z nim do północy męczyli -
        ciągle przestawał oddychać - gdy w końcu wszystko się ustabilizowało. to był
        wieczór jak mąż za dużo wódki wypił gdzieś tam i przyszedł do mnie. jak sobie
        pomyślę, że gdyby tam został i do mnie nie przyszedł to nikt by mu pomocy nie
        udzielił. dostał jakiegoś wstrząsu. lekarze mówili, że na jakieś ulepszacze w
        wódce, może jakaś taniocha. dodam, że zanim robiłam mężowi sztuczne oddychanie,
        m wcześniej wymiotował... a ratownicy przyjechali i walnęli go w klatkę
        piersiową, by przywrócić oddech. może są tu jakieś przeszkolone i wiedzą o co
        kaman. w szpitalu robili to samo.
        • sanna.i Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 14:47
          O rany,nie wiem co to mogło być,ale teściowie to cię chyba uwielbiają teraz,co? wink
          • oli.nek Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 18:25
            nie powiem, że nie. ogólnie to mam super teściów. moja mama mówi, że teściowa
            bardziej mi się trafiła niż mąż smile
    • protozoa Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:05
      Kiedyś napiszę do czego ludzie wzywaja karetki. Jeżdziłam kiedys w Pogotowiu . I
      jesli karetka jechała 10 minut to była awantura. Jeziłam juz na sygnale do
      ...drzazgi, do płaczącego dziecka, do przestraszonego faceta, do rodzących, do
      bezsenności, do starości, po to, aby wypisać recepte, do szumu w uszach ( od
      kilku dni), do temperatury 37,2 - u dorosłego, do upojenia alkoholowego, do
      bólow korzonkowych, do uczulenia, do błędow dietetycznych, do skręconej kostki,
      do bólu zeba...........lista długa.
      • reszka2 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:29
        no to chyba mieliście głupiego dyspozytora...

        w Krakowskim Pogotowiu ratunkowym jest na odwrót. Jest problem z wezwaniem
        karetki, nawet jeśli to robi to lekarz.
        Przykład z ostatniego tygodnia.
        Pacjentka z bólami w klatce piersiowej, plus zmiany w EKG niedokrwienne.
        dzwonimy na KPR. Pani dyspozytorka twierdzi usilnie, żebysmy wezwali Scanmed, z
        którym owszem, mamy podpisaną umowę na transport, ale sanitarny, planowy.
        Dopiero dokładne wyłuszczenie sytuacji, że to nie planowy transport, tylko stan
        zagrożenia zycia powoduje, że karetka pojawia się (z obrażoną pani doktor
        zresztą na pokładzie).
        Oj, cuda-wianki widziałam już w ramach pogotowia - po obu stronach, i jako
        pracująca na PR i wzywająca... Epopeję można napisać.
      • kawka74 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 19:29
        Można jeszcze dorzucić do listy nagłą potrzebę wypisania zwolnienia z WFu.
      • vibe-b Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 21:15
        protozoa napisała:

        > do upojenia alkoholowego,

        hm, rozumiem, ze moze sie zdarzyc, iz karetka przyjedzie do osoby
        upojonej alkoholem, bo dyspozytor zostanie wprowadzony w blad. Ale
        nie rozumiem, dlaczego wozi sie uje....ego goscia karetka jak
        taxowka? Kiedys wyladowalam na pogotowiu z krwotokiem. Po otzrymaniu
        pomocy nie moglam sie doprosic o odwiezienie mnie do domu (prosze
        wracac na nogach albo wziac taksowke) ; na szczescie okazalo sie ze
        sie zalapalam na karetke z innym "pacjentem", wiec postanowiono mnie
        podrzucic "przy okazji". Tymze pacjentem byl zalany gostek, a
        karetka jezdzila po calym miescie bo gosciu byl taki denat ze nie
        zapomnial gdzie mieszka. A ja nie smialam zwroci uwagi, z moze by
        najpierw mnie zawiezli, skoro i tak mi sie karetka "nie nalezala".
        Cyrk.
        • kzet69 Re: Wzywanie karetek 19.02.09, 01:49
          bo widzisz przez takich zaprutych meneli masa doktorow i ratowników
          z SOR zaliczyło bliski kontakt z prokuratorem, hihihii.... więc
          chronią własne szanowne tyłki, ostatnio w jednym z miast menel
          odesłany z SOR na wytrzeźwiałkę pojazdem straży miejskiej był łaskaw
          zadławic się po drodze na smierc własnymi wymiocinami, zarzut
          (niedochowanie należytej staranności i nieświadome narażenie
          pacjenta na utratę życia) ma postawiony... dyżurny lekarz SOR
      • queen_elizabeth Re: Wzywanie karetek 19.02.09, 08:46
        Podpisuję się pod tym wszystkim, co napisała protozoa. Moja mama
        całe zycie jeździła "erką", pracowała tez trochę na dyspozytorni.
        Jej mąż jest z kolei kierowcą karetki dla maluchów. Nasłuchałam się
        też trochę. Dodam jeszcze, że w okresie przedświątecznym
        odnotowywany jest nagły wzrost wezwań do ludzi starszych - karetki
        wzywają dzieci, aby swoich starych ropdziców na czas świąt ulokować
        w szpitalu... Cuda wymyslają, aby tylko mamę/tatę/babcię/dziadka
        karetka zabrała z domu.
    • patrycja25.live Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:17
      Ja ostatnio wzywalam karetke do mojej ciotki. Od jakiegos dluzszego czasu jest chora robi badania, przeswietlenia i nikt nie umie jej pomoc. Ktoregos dnia zaczela miec dusznosci, nie umiala zlapac tchu, prawie mdlala i dostala jakis dziwnych drgawek. Wiec ja za telefon i dzwonie (chyba z 10 minut dzwonilam zanim sie dodzwonilam), mowie co sie dzieje, ze chce zeby karetka przyjechala, a o mi 100 pytan o dokladny opis sytuacji, co jej jest, dlaczego ma drgawki, czy na pewno nie umie zlapapac tchu, mowie, ze nie wiem co sie dokladnie dzieje, umiem tylko opisac co widze, a nie zdiagnozowac przyczyne. Mowie mu, ze nikt jej nie umie pomoc, ze chodzi od lekarza do lekarza i nic, i znowu cos sie dzieje zlego i nie wiemy co mamy robic. A on mi gdzie byla u lekarza, ktorego, kiedy, co jej przepisal, jakie leki bierze. Ja sie juz potwornie wscieklam i mowie, ze przeciez nie mam listy lekow od niej itp. a on mi haslo ja zadaje pytania pani odpowiada, i tak mi powiedzial kilka razy, we mnie znowu zagotowało i mowie to my sie w taki quiz teraz pobawimy, a on mi: tak, jak zadaje pytania, pani odpowiada wrrrrrrrr. Karetka w koncu przyjechala. Lekarz dokladnie zbadal, zapisal leki, zlecil badania. Nikt nie wspomnial o tym, ze wezwanie bylo nieuzasadnione. Mysmy nie wiedzialy co zrobic, auta nie mialam, nie bylo jak jechac. Jedyne wyjscie jakie wtedy widzialysmy to bylo wezwanie karetki, a dyspozytora gdybym spotkala do w ryj bym mu dala, rozmawial ze mna chyba z 15 minut, przeciez w tym czasie mogl tez ktos dzwonic proszac o pomoc. Przeciez placimy na sluzbe zdrowia, nam sie nalezy, mamy prawo do oczekiwania pomocy z ich strony.
      Inna historia. Dostalam ostrego zapalenia ucha, myslalam, ze mi leb rozerwie, pol nocy sie meczylam. W koncu pojechalam rano na pogotowie, na pogotowiu, owszem przyjeli, doktor leki przepisal, ale zasugerowal wizyte w szpitalu, u laryngologa, ale nie dal mi skierowania, a ja pitoma bo wysoka goraczke do tego mialam, nie zajazylam. Pojechalam do szpitala, a tam mi mowi pielegniarka, ze mnie laryngolog nie przyjmnie, bo nie mam tego cholernego skierowania, a ja jej mowie co mi jest, a ona, ze nie i tyle, wiec ja sie pytam: wiec, zadnej POMOCY nie uzyskam, a ona mi: NIE.
      Moim zdaniem tragedia z ta nasza sluzba zdrowia, calym systemem. Wiem, ze nie wszystkich mozna mierzyc jedna miara, ale mile osoby w sluzbie zdrowia, to u nas rarytas, mozna liczyc na palcach jednej reki. Przynajmniej w naszym miescie uncertain.
    • demonii.larua Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:26
      Nie, pogotowie mam 150 m od domu oraz przychodnię. Szpitala w moim pięknym
      mieście nie uświadczam big_grin

      ...Wyobraźnia, gdy przymiera głodem
      Zaprzestaje prowadzenia wojen...
    • ez-aw Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:37
      Do dziecka nie wzywałam, na ręce i do samochodu. Najpierw przychodnia (jeszcze mi się nie trafiło żeby lekarka nie przyjęła, nawet gdy nie było numerków. Ale fakt że najczęściej idę z dzieckiem naprawdę chorym. I niestety na ogół kończyło się to skierowaniem do szpitala).
      Ale można powiedzieć że tak "bezzasadnie" (przynajmniej z punktu widzenia dyspozytora) wzywałam do taty. Miał raka płuc i nagle w ciągu paru godzin nastąpiło znaczne pogorszenie. Byliśmy zapisani do hospicjum, ale na lekarza czeka się długo. 1 listopad, długi weekend, tata zwija się z bólu od paru godzin, a ci twierdzą że karetki nie przyślą. Więc w dość dosadnych słowach wytłumaczyłam człowiekowi, że byłam w przychodni dyżurującej - morfiny nie przepiszą, bo nie mogą. Świąteczna wyjazdowa pomoc lekarska - to samo. To co mamy jest za słabe. To co mam robić? Szukać jakiegoś dilera, aby kupić morfinę?
      Przyjechali, zabrali do szpitala, po 8 godzinach wypisali. Oczywiście bez recepty. 5 godzin później wzywałam ich ponownie.
    • asia_i_p Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:37
      Na szczęście jeszcze nigdy nie musiałam wzywać karetki do dziecka.
      Raz wezwałam na dworcu i nie byłam pewna czy słusznie: jedna z
      siedzących tam bezdomnych złapała się nagle za serce z krzykiem, a
      potem spadła z siedzenia i nie dało się z nią nawiązać kontaktu.
      Ocknęła się, zanim przyjechała karetka, ale ja nie potrafiłam sama
      ocenić, czy potrzebuje tej pomocy czy nie.
    • angazetka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 15:42
      Raz rodzina wzywała karetkę do mnie (dorosłej już), bo zwijałam się
      z bólu - bolało mnie WSZYSTKO. Rozrywało od środka. Dzięki temu
      wiem, że jestem uczulona na coś tak idiotycznego, jak paracetamol.
      Wielokrotnie wzywałam karetkę do mojej ciotki, kiedy miała szalejące
      ciśnienie i puls i nie dawało się tego zbić lekami.
      Nigdy w mojej rodzinie nie wzwywało się karetki do pierdół.
      • azile.oli Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 17:32
        Wezwałam raz, do 2-miesięcznego syna z temp. ponad 40 stopni i
        drgawkami gorączkowymi. Byłam sama w domu z dziećmi, drugie dziecko
        13 miesięcy, była 3 nad ranem. Nie miałam jak dojechać do szpitala,
        dziecko leciało mi przez ręce. Nawet dość szybko przyjechali. Co
        prawda usłyszałam od lekarki, że dziecko pewnie miało dreszcze, a
        nie drgawki, bo jak przyjechali, to mały był ledwie przytomny. Na
        szczęście dobrze się skończyło.
        Natomiast moja teściowa traktowała pogotowie niemal jak pomoc
        doraźną, dopiero gdy zaczęto przebąkiwać o opłatach za
        nieuzasadnione wezwanie to odpuściła, bo skąpa. Lubiła po prostu jak
        koło niej było dużo szumu, a to przecież rewelacja, jak karetka
        przed domem stoi. Później przylatywały ciekawe sąsiadki , a ona była
        w centrum zainteresowania i opowiadała, jak to z nią źle było. Tyle,
        że przyjazd karetki kończył się na wizycie w szpitalu i powrocie do
        domu tego samego dnia.
        • guderianka Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 18:24
          Zależy co rozumiesz pod pojęciem :nie było naglącej potrzeby? Czy
          to, że gdyby karetka z jakiegos powodu nie przyjechała pacjent by
          nie umarł ?
          Raz wzywałam karetkę do 7mc córka która zachłysnęła się jabłkiem-
          sama przeprowadzałam akcję ratunkową, która nie dawała efektów.
          Dyspozytorka z pogotowia była po drugiej stronie słuchawki
          instruowała męża. Moje działania nie odniosły rezultatu więc w
          przebłysku geniuszu i desperacji wsadziłam młodej palce w gardło i
          wydrapałam z krwią i flegmą cholerne jabłko. Karteka przyjechała gdy
          było już po wszystkim-ale mimo to zabrano nas do szpitala i zrobiono
          odpowiednie badania.
          Drugi raz wzywałam gdy ta sama panna mając 8-9mc miała tak gęstą
          wydzielinę (flegma,gile itp),że zaczęła przez sen tracić oddech.
          Karetka przyjechała, zostałam zrypana za syrop który podałam (który
          dziecko zaflegmił), pokazano co robic i pojechali
          W obu przypadkach dziecko przeżyło i miało sie dobrze. Mimo to
          uważam,że nie były to przypadki błahe
    • kawka74 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 19:26
      Troje moich przyjaciół pracuje na SORze, dwoje z nich jeździ również karetką. W
      pale się czasem nie mieści, do kogo muszą jeździć i po co.
    • fergie1975 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 19:41
      z drugiej strony: jak sie wezwie karetke i stwierdza ze stan wskazuje na jazde
      do szpitala, to maja obowiazek jezdzic dotad az sie szpital i wolne miejsce
      znajdzie. Natomiast jak czlowiek sam siebie zbagatelizuje i postanowi szukac
      szpitala na wlasna rek, to go nigdzie nie przyjma, a jak w koncu przyjma w
      10-tym szpitalu, to jeszcze swoje na izbie odsiedzi. Wiec jakby w ogole sie nie
      oplaca nie wzywac karetki.
      Znam kilka przypadkow, ale napisze tylko o ostatnim, kolezanka w ciazy, zaczela
      dosyc mocno krwawic, jakby zadzwonila po karetke to by moze dziecko uratowali
      (bo by ja szybko do wlasciwego zawiezli), ale nie, ona bohaterka, bo z
      "plamieniem" po karetke dzwonic? objechala ze 4 szpitale, a w 5 zemdlala..., no
      zabrali ją z tego korytarza, ale juz za pozno było.
      • bsl Wyzywanie krewetek czytam za kazdym razem 17.02.09, 19:43
        ide wezwać karetke , cos ze mną nie halo ;/
    • jkk74 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 19:43
      Mój syn swego czasu miał kłopoty z układem oddechowym, łatwo łapał zapalenie
      oskrzeli lub płuc i miał wtedy ostre duszności. Raz - mimo naszych prób oddech
      był bardzo płytki- zadzwoniłam na pogotowie z prośbą o radę, a pani zamiast coś
      podpowiedzieć wysłała karetkę. Moim zdaniem niepotrzebnie. Od tamtej pory
      dzwonie do szpitala na Wołoską (warszawianki wiedzą który to), nawet w nocy.
      Wiem, że wtedy ta karetka mogła być potrzebna komuś innemu bardziej niż nam.
      To był, póki co, mój jedyny raz, kiedy dzwoniłam na pogotowie. Obym dłuuugo
      czekała na następny.
    • figrut Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 19:48
      Raz wzywałam karetkę do półrocznego syna. Nie należę do panikujących (wręcz
      przeciwnie, wiele osób ma mi za złe, że z gorączką do lekarza nie chodzę, a
      większość chorób w domu leczę). Młody miał zapalenie oskrzeli o czym nie
      wiedziałam i mi się dosłownie dusił. Wymiotował bo nie mógł odkaszlnąć i robił
      się siny na twarzy. Pojechałabym z nim sama gdyby nie to, że trzeba go było
      podczas wymiotów przechylać nieco do przodu, czyli cały czas pod kontrolą.
      Właściwie, to tą karetkę wezwała teściowa, która w takich sytuacjach zwykle też
      zimną krew zachowuje, ale to duszenie ją przeraziło. Dwa razy jechałam w środku
      nocy do szpitala, ale już własnym samochodem. Raz z plamicą która wydawała mi
      się posocznicą (siniaczki i plamki które pojawiły się w ciągu godziny "znikąd")
      i kiedy młody do babcinej apteczki się dobrał. Nie panikuję przy gorączce,
      kaszelku, katarku, sikającym rozwolnieniu itp.
      • figrut Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 19:50
        Wystarczy poczytać forum "niemowlę" aby się dowiedzieć ile mam wzywa pogotowie
        do dziecka z gorączką, kaszelkiem, rozwolnieniem i do noworodka, bo katar ma.
    • kra123snal Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 20:14
      Nigdy nie wzywałam. Raz, gdy córka się dusiła (zakrztuszenie) a nic
      nie pomagało, to nawet pomyślałam o tym, ale bałam się ją wypuścić z
      rąk. Ostatnio jak się dusiła (alergia), to braliśmy pod uwagę
      wsadzenie w samochód.
      • twix52 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:09
        Raz wzywałam do teściowej jak miała krwotok.
    • vicky1 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 20:40
      Ja wzywałam do Babci - silny ból głowy, wymioty, splątanie, utrudniony kontakt. Okazało się, że to było przytkanie tętnicy, zaraz wylądowała na neurologii
      Za to znajomy jeździ w pogotowiu jako lekarz - kaszelki i stany podgorączkowe to nic smile Lepsze było wezwanie aby lekarz wypisał postinor i aby wypisał tabletki antykoncepcyjne (bo się skończyły). Oczywiście dyspozytor słyszał o wiele inne uzasadnienie dlaczego to lekarz jest konieczny
    • vibe-b Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 20:46
      "System ratowniczy w Polsce nie zacznie działać,dopóki obywatele
      się nie
      > nauczą,że nie dzwoni się po erkę jak ma się kaszelek.


      > karetka mogła być kilka minut wcześniej,ale nie była,bo pojechała
      do ataku
      > kichania..."


      no wlasnie..nic dodac nic ujac.
    • koleandra Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 21:00
      Zdarzyło mi się wezwać karetkę bez potrzeby ale nie z mojej winy. Sytuacja była
      dość dziwna. Mój tata przestał się odzywać, nie było z nim w ogóle kontaktu, nie
      mówił nic, tylko patrzył w jedno miejsce, nie chciał wstać. Jak przyjechała
      karetka tata zachowywał się już zupełnie normalnie. Głupio mi było strasznie ale
      to mama wtedy spanikowała.
      Wezwałam też raz do dziecka. Zaczęło się dusić przy zapaleniu oskrzeli.
      Przyjechali w ciągu 10 minut ale już było wszystko dobrze.
      Poza tym wszystkie inne były raczej uzasadnione. Czasami w strachu o bliską
      osobę ciężko jest właściwie ocenić sytuację. Teraz 3 razy zastanowię się zanim
      chwycę za telefon.
      • mamaemmy Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 21:07
        Nie,raz wzywałam,bo Emka dopiero co wyszła ze szpitala (wczesniak) i dostała
        goraczki-wiec w sumie uzasadnione.
        I raz moja mama wzywała do mnie-jak miałam atak woreczka i to taki,że
        myslałam,ze to mój ostatni dzień..
        Teraz do głowy by mi nie przyszlo wzywac karetke,chyba ze byłaby to sytuacja
        baardzo powazna.A i tak jak cos-to wsiadamy w auto i jedziemy na ostry dyżur..

        Chyba sobie przeczytam to Życie na walizkach bo juz widze ze kolejna osoba
        chwali tę ksiazkę ,a Hołownie lubię smile
        • montechristo4 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:01
          wezwałam, jak Młody zwalił na siebie półkę. Leżał blady, z
          nieruchomymi oczami, a z dziurki nagłowie sączyła się krew. Na
          szczęście dobrze się skończyło, ale kiedy rozmawiałam z
          dyspozytorką, nie mogłam sobie przypomnieć ulicy na której
          mieszkam sad
    • wieczna-gosia Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:16
      ja przejawiam tendencje odwrotne- tzn. kiedy ja dochodze do wniosku ze moze
      jednak szpital/ ostry dyzur/ karetka to lekarze najchetniej widzieliby mnie pod
      kroplowka od doby conajmniej.

      Moim tesiom zdarzylo sie wezwanie karetki do drgawek goraczkowych u niemowlaka-
      to yl ich pierwszy niemowlak od dluzszego czasu, pierwsze drgawki goraczkowe w
      ogole, a moja tesciowa sypia z 3 tomowa encyklopedia zdrowia pod poduszka i z
      glupiej wysypki wg objawow wychodzi jej sepsa- zawsze smile
    • wieczna-gosia dlaczego rodzilam w domu :) 17.02.09, 22:23
      no wiec dlatego ze gdy doszlam do wniosku ze rodze RODZE- a skurczy dstalam z 15
      minut wczesniej po schemacie kino- wino- seks smile to skurcze juz yly co 5 minut.
      I niestety powiedzialam ze rodze- a pani dyspozytorka uznala ze kolejna
      histeryczka rodzi smile wiec karetka przyjechala po 15 minutach i to z
      laryngologiem w srodku. Ja mialam wtedy skurcze co minute a on mnie nie zbadal
      tylko przez 10 minut mi tlumaczyl ze to niemozliwe ze ja juz tu rodze i co ja
      moge wiedziec (a wiedzial ze to moje 3 dziecko). W efekcie nabluzgalam podobno
      na niego straszliwie a on w ramach odwetu wypisal mi rachunek za niepotrzebne
      wezwanie karetki (byl taki okres w stolicy ze sie tak robilo). W szpitalu
      zdarzylam nawiazac kontant wzrokowy z polozna na izbie przyjec, powiedziec ze
      rodze i chyba mam parcie i ukucnac- ze spodni rozbierali mnie juz w kucki smile
      Jedna polozna przyjela porod, z oddzialu schodzil lekarz a druga poszla i
      facetowy na oczach podarla ten mandat- bo nawet nie zdarzyl odjechac.
      I wtedy postanowilam ze porody 40 minutowe nie nadaja sie do szpitala i karetki smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka