mama_kotula Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:23 Do mnie karetka była wzywana jednego dnia 2-krotnie, jak dostałam napadu ... niewiadomo czego - zesztywniałe mięśnie, uczucie makabrycznej duszności, drętwiejące całe ciało, palce układające się w "rękę położnika" i kompletna niemożność ruchu. Wzywał właściciel mieszkania, w którym wynajmowałam pokój. Za pierwszym razem przyjechali przyjechali mili panowie i dali mi zastrzyk z Relanium, po czym sobie pojechali, a ja - ponieważ nie dostałam żadnych zaleceń, brawo dla panów - poszłam sobie na kolokwium. Po dwóch godzinach jechałam już kolejną karetką do szpitala na neurologię, gdzie stwierdzono, że jest to reakcja polekowa (po ibuprofenie). Do tej pory nie mam pojęcia, co to było tak naprawdę. Do dzieci nie wzywałam jeszcze, nota bene pewnie bym nie wzywała, pogotowie mam w sąsiedniej klatce bloku i szpital jakieś 150m od domu. Odpowiedz Link Zgłoś
vibe-b Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:45 ma_kotula napisała: > Do mnie karetka była wzywana jednego dnia 2-krotnie, jak dostałam napadu ... ni > ewiadomo czego - zesztywniałe mięśnie, uczucie makabrycznej duszności, drętwiej > ące całe ciało, palce układające się w "rękę położnika" i kompletna niemożność > ruchu. atak paniki? Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:49 Jasne, Vibe. Panika przedkolokwialna. Zwłaszcza, że identyczny atak dostałam po kolokwium Bez jaj, z powodów "mam za godzinę kolokwium" nie wpadałam w panikę nigdy. Odpowiedz Link Zgłoś
vibe-b Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:52 mama_kotula napisała: > Bez jaj, z powodów "mam za godzinę kolokwium" nie wpadałam w panikę nigdy. > Atak paniki moze nadejsc nawet gdy siedzisz u cioci na imieninach. Twoje symptomy pasuja do ataku paniki jak ulal. Ale oczywiscie moge sie mylic, do czego mam prawo. Odpowiedz Link Zgłoś
vibe-b Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:54 vibe-b napisała: > mama_kotula napisała: > > > > Bez jaj, z powodów "mam za godzinę kolokwium" nie wpadałam w > panikę nigdy btw. "atak paniki" to termin medyczny a nie synonim okreslenia "panicznie sie boje". Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: Wzywanie karetek 18.02.09, 19:33 Pomyślałam o tym samym co vibe_b Zwłaszcza, że sama miewałam podobne ataki kilkanaście razy. W końcu trafiłam na panią neurolog, która sie za mnie wzięła i zleciła wykonanie MRI głowy oraz eeg by...w efekcie doradzić wizytę u psychologa Odpowiedz Link Zgłoś
kzet69 Re: Wzywanie karetek 19.02.09, 01:59 u studentki przeuczonej przed kolokwium po wypitym wiaderku kawy stawiałbym na tężyczkę, chociaż skoro rolka pomogła to może guderianka ma rację Odpowiedz Link Zgłoś
morgen_stern Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:51 Kotula, coś takiego znalazłam: www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/7871,r%C3%B3%C5%BCnicowanie,leczenie,t%C4%99%C5%BCyczki.html Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:53 Nie mam pojęcia, co to mogło być. W szpitalu nie otrzymałam żadnych informacji. W kazdym razie już się nie powtarzało. Odpowiedz Link Zgłoś
mami2 Re: Wzywanie karetek 20.02.09, 21:23 Kotula, miałam to samo. Pierwszy raz w wieku 18 lat, drugi raz cztery lata temu. Też podawali mi relanium, ale do szpitala i tak zabierali- za każdym razem diagnoza: tężyczka. Odpowiedz Link Zgłoś
bebe52 Re: Wzywanie karetek 17.02.09, 22:52 Mój M dwa razy wzywał do mnie jak dostałam ataku duszności i traciłam przytomność byli po 2-4minutach i raz do dziecka córa jak rozbiegła się w przedpokoju to zatrzymała się na zamku od drzwi wejściowych,zamek jest na wysokości główki mojej 2letniej córy ,mała straciła przytomność i zrobiła sie sina karetka przyjechała wciągu 2.5minuty z 4 ratownikami. Mimo że u nas nie ma problemu z pogotowiem tzn. przyjeżdżają nawet do kaszlu to mam nadzieję że więcej jej potrzebować nie będziemy. Odpowiedz Link Zgłoś
mamand Re: Wzywanie karetek 18.02.09, 13:37 miałam dokłanie taki sam napad (teraz już wiem, że to tężyczka) mąż zadzwonił po karetkę, ale dyspozytorka nie wiedziała jak do nas dojechać i stwierdziła, że lepiej niech mnie przywiezie samochodem Odpowiedz Link Zgłoś
mruwa9 odwrotnie 17.02.09, 23:10 zawiezlismy dziecko z rozwijajaca sie sepsa i zapaleniem opon mozgowo-rdzeniowych wlasnym pojazdem do szpitala, a tam krecili nosem, ze bez skierowania. No, ale pomocy udzielili. A kilka miesiecy pozniej, w podobnych okioliznosciach i z tym samym dzieckiem, w rownie dramatycznym stanie autentycznie nie chciano nas przyjac, a dziecko w stanie bardzo ciezkim. Stwierdzili, ze bez skierowania przyjmuja tylko wtedy, gdy przywozi pogotowie. Nasza riposta: czy w takim razie mamy z izby przyjec zadzwonic na pogotowie z prosba o pomoc i transport to szpitala? Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Wzywanie karetek 18.02.09, 11:38 Wzywałam karetke kilkukrotnie do dziecka w ciagu 10 lat.Zawsze przyjezdzali szybko i kilka razy dziecko zostalo skierowane do szpitala.Czyli przypadki uzasadnione. Ostatnio moja 10 latka zachorowała- mega weekend, podejrzenie szkarlatyny.Nie zdazylam podac jej antybiotyku,wziela jakis lek na bolace gardło i niedlugo pozniej bardzo spuchły jej usta.Zadzwonilam na pogotowie, opisalam sytuacje i dyspozytorka bez jakichkolwiek moich naciskow przyslala karetke.Pojechalysmy nia do szpitala. Na izbie przyjec lekarka skomentowała tez sytuacje, ze powinnam z uwagi na bardziej potrzebujacych karetki nie wzywac.coz, wytlumaczylam, ze po pierszenie damagalam sie bezwglednie karetki, po drugie dokladnie opisalam dyspozytorce sytuacje, po trzecie puchniecie okolic twarzy jest niebezpieczne dla zycia, a ja nie jestem w stanie ocenic czy ta opuchlizna przypadkiem nie przeniesie sie na tchawice.gdyby spuchla jej reka, to bym sie tym tak nie przejmowała.Lekarka orzekla ze to jakies uczulenie, np na cytrusy, a wlasciwie na chemia, jaka sa pryskane, bo faktycznie zjadla. Opuchlizna zeszla, szkarlatyne leczylysmy 2 tygodnie. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Wzywanie karetek 18.02.09, 12:06 Wzywałam karetke kilkukrotnie do dziecka w ciagu 10 lat.Zawsze przyjezdzali szybko i kilka razy dziecko zostalo skierowane do szpitala.Czyli przypadki uzasadnione. Ostatnio moja 10 latka zachorowała- mega weekend, podejrzenie szkarlatyny.Nie zdazylam podac jej antybiotyku,wziela jakis lek na bolace gardło i niedlugo pozniej bardzo spuchły jej usta.Zadzwonilam na pogotowie, opisalam sytuacje i dyspozytorka bez jakichkolwiek moich naciskow przyslala karetke.Pojechalysmy nia do szpitala. Na izbie przyjec lekarka skomentowała tez sytuacje, ze powinnam z uwagi na bardziej potrzebujacych karetki nie wzywac.coz, wytlumaczylam, ze po pierszenie damagalam sie bezwglednie karetki, po drugie dokladnie opisalam dyspozytorce sytuacje, po trzecie puchniecie okolic twarzy jest niebezpieczne dla zycia, a ja nie jestem w stanie ocenic czy ta opuchlizna przypadkiem nie przeniesie sie na tchawice.gdyby spuchla jej reka, to bym sie tym tak nie przejmowała.Lekarka orzekla ze to jakies uczulenie, np na cytrusy, a wlasciwie na chemia, jaka sa pryskane, bo faktycznie zjadla. Opuchlizna zeszla, szkarlatyne leczylysmy 2 tygodnie. Odpowiedz Link Zgłoś
asieksza Re: Wzywanie karetek 20.02.09, 15:13 Wezwałam raz do syna który miał lat wtedy chyba 3 , połknął nasiona groszku pachnącego. Byłam spokojna dopóki nie wyczytałam w książce, ze to trucizna. Podałam wodę z solą, zwymiotował jedno a uparcie twierdził, że połknął pięć. Dalsze płukanie nic nie dawało więc spanikowałam i zadzwoniłam na pogotowie żeby spytać co mam robić. Dyspozytorka stwierdziła, ze wysyła karetkę z lekarzem. Zabrali nas na Izbę przyjęć , młody miał płukanie żołądka i po konsultacji z toksykologią w Poznaniu został na oddziale kilka dni.To było sporo lat temu , teraz skorzystałabym pewnie z nocnej przychodni, wtedy nie wiedziałam co robić. Ostatnio w szpitalu na SORze byłam z moją 2 tygodniową córcia, miałam opory żeby tam jechać, byla sobota, młoda miała silny katar, kaszel, stan podgorączkowy. Po badaniu lekarka stwierdziła, ze nic nie słyszy ale skierowała na prześwietlenie płuc. Ponieważ na zdjęcie trzeba było długo czekać stwierdziliśmy , że zabieramy małą i tylko mąż podjedzie po zdjęcie i do lekarza po leki. I co się okazało mała miała zapalenie płuc, od razu szpital, nie wiem jak by się skończyło gdybyśmy poczekali do poniedziałku albo i dłużej. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś wzywa karetkę do chorego dziecka zwłaszcza, że o wizytę lekarza rodzinnego czasem nielekko ( u nas w sezonie grypowym mi kazali się zapisać na za dwa dni z gorączkującym niemowlęciem )brak auta, brak pieniędzy na taksówkę, a sąsiedzi czasem szkoda gadać. www.niunie.babies.pl Odpowiedz Link Zgłoś
andaba Re: Wzywanie karetek 20.02.09, 17:40 Do dzieci nigdy, do siebie dwa razy - za każdym razem przy przedwczesnym porodzie i braku męża w domu. Ostatnio mi straszną łaskę zrobili, że karetkę przysłali - była 4 w nocy, a do odchodzących wód dołączyło sie krwawienie (same wody bym przeczekała, licząc się nawet z porodem w domu, ale juz krwotoku się wystraszyłam). Raz wzywałam do teściowej - miała 280 ciśnienia i też łaskę zrobili. Odpowiedz Link Zgłoś
asientos Re: Wzywanie karetek 20.02.09, 18:44 wczoraj po wizycie u rodzinnego, który stwierdził przeziębienie i poszedł do domu musieliśmy wezwac pogotowie, bo się dusiła bida ( w rejonie juz żadnego lekarza nie było). Przyjechali, powiedzieli, że nic nie jest i pogotowie niepotrzebne, ale zajrzeli do gardła i chcieli zabrac do szpitala - pojechaliśmy sami, a tam wir wokół małej - inhalacje, zastrzyki, syropy - bo debilka pomyliła przeziębienie z ostrym zapaleniem krtani i nagłośni. Julka miała juz obrzęk krtani... Odpowiedz Link Zgłoś
madame_edith Re: Wzywanie karetek 20.02.09, 22:42 Nigdy karetki nie wzywałam. Ale raz miałam podobny przypadek jak Mruwa powyżej.Z dzieckiem ciężko chorym pojechałam do szpitala, gdzie usłyszałam, że bez skierowania nie przyjmą, chyba żeby karetka nas przywiozła. Na szczęście w następnym przyjęli i leżał tam biedak prawie 2 tygodnie. A ja durna myślałam, że my jeszcze nie tacy potrzebujący i zawiozę sama. Odpowiedz Link Zgłoś
burza4 Re: Wzywanie karetek 28.02.09, 16:16 karetkę wzywałam raz, jak moja córka miała niecały rok, dostała w nocy temperatury - czułam że jest gorąca, ale chciałam doczekać do rana i lecieć do przychodni. Dostała drgawek, a ja prawie zawału z przerażenia, okazalo sie że ma ponad 40 stopni. Dziecko rzuciłam w biegu mamie, ojcu kazałam lecieć po ręczniki z zimną wodą i robic okłady, sama rzuciłam się na telefon, brrr... trzydniówkę miała. a moja sp. babcia pogotowie wzywała nagminnie i z upodobaniem do wszystkiego, z rozwolnieniem na czele. Uważała że "od tego jest", nic do niej nie docierało. Uważam, że obligatoryjnie pogotowie w takich wypadkach powinno wystawiać rachunek bo to jedyny sposób na ograniczenie takich wyjazdów, podobnie jak bezmózgowcom którzy idą w góry w klapkach a potem trzeba ich ściągać. Nawet jeśli takie opłaty byłyby umarzane, to część idiotów jednak by się zastanowiła Odpowiedz Link Zgłoś
aetas Re: Wzywanie karetek 28.02.09, 16:45 nie, nie miałam takich sytuacji, natomiast trudno ocenić, zwłaszcza przy małym dziecku, czy potrzeba jest, czy nie, bo przy małym dziecku wszystko groźnie wygląda. jak widzę, że dzieje się coś konkretnego, idę na nocny dyżur do przychodni albo na dyżur specjalistyczny, jak to jest konkret, np. oko, czy coś tam Odpowiedz Link Zgłoś
zebra12 Rzadko wzywam 28.02.09, 18:25 Zdarzyło mi się może ze 3-4 razy w ciągu mojego życia. Zwykle sama idę do szpitala, bo ma stosunkowo blisko. Ale ostatnio, gdy naprawdę potrzebowałam karetki, to nie przyjechali... Ale o tym już tutaj sporo pisałam. Odpowiedz Link Zgłoś
fajka7 Re: Wzywanie karetek 01.03.09, 12:43 Nie wzywam karetki do dziecka, bo znacznie szybciej jest wsiasc w samochod i pojechac samemu na izbe przyjec. Do tego do wlasnego auta moge wziac zapas rzeczy na wszelki wypadek i dodatkowa obstawe. Natomiast bez skrupulow bym wezwala karetke do rodzenia: kompletnie nie czuje akcji, ze prowadze auto, gdy mam co chwile skurcz, ktory pozbawia mnie widzenia i myslenia i do tego z tylka mi leci niagara. Ale to moze dlatego, ze ja zaczelam rodzic od razu na calego, nie bylo zadnych skurczykow przepowiadajacych co kilka godzin. Odpowiedz Link Zgłoś
zebra12 Hehe, do porodu... 01.03.09, 13:05 Przy pierwszym porodzie byłam dość odważną i nieświadomą matką. Pojechałam tramwajem przez całe miasto... Jakoś nie pomyślałam o możliwości odejścia wód Siedziałam sobie i liczyłam skurcze. dziś minęło 12 lat od tego zdarzenia A co do tego, co piszesz o własnym aucie: to jasne, że tak jest najlepiej, najszybciej i najpewniej. Ale ja np nie mam auta... Wiem, że zostaje taksówka. Czasem tak musiałam zrobić. Nie zawsze jednak tak się da. Ale największym jak dla mnie problemem byłaby konieczność jazdy w nocy z dzieckiem do szpitala. Dobrze, że nigdy nie było takie potrzeby. Raz, że musiałabym wezwać wtedy taxi, a dwa, że nie wiem, co bym zrobiła z pozostałą dwójką dzieci. Budzić, brać wszystkie? Ale jak sprawa pilna, to nie ma na to czasu! A zostawić same w domu? Też nie bardzo. No, nie wiem, co bym zrobiła. Obym się nie musiała przekonywać! Odpowiedz Link Zgłoś