Dodaj do ulubionych

a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu...

10.03.09, 12:00
To tak: ja jak rodziłam, to zawsze czekałam czortwie ile, żeby te bóle jakoś się boląco-zaczęły, coby do szpitala darmo nie jechać...i zawsze mnie śmieszy (i małża też), że na filmach jak pokazują, to bohaterka zawsze zaczyna rodzić np tak: idzie sobie do kuchni robić arbatkę i nagle jak nie chwyci, jak nie rozboli, że biedna musi zaraz siadać, kłaść się, bo z bólu to wytrzymać nie może...tak też można zaczynać rodzić?
Jak u Was było?
Moim zdaniem te porody z deka przerysowane, tylko nie wiem po co, bo tylko straszą te nierodzące wcześniej dziewuszki, że to zaraz strasznie boli i NATYCHMIAST do szpitala trzeba jechać...
A kinga z MJM to jak zaczęła rodzić, też tak NAGLE? czy może w końcu realistycznie pokazali, powoli akcja bólowa rozwijała się?
Obserwuj wątek
    • w_miare_normalna Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:03
      Ja akurat rodziłam 16 godzin w tym 2 godziny bóle parte,więc
      tymbardziej jestem zła,że życie nie jest jak w filmiewinkPoród na
      szybko;d
    • tabakierka2 mnie skutecznie przestraszyli 10.03.09, 12:04
      jesli chodzi o poródtongue_out

      jak usłyszałam, że kuzynka po odejściu wód, siedziała sobie jeszcze
      w domku, umarłam prawie z nerwów o nią - taka bezmyślna, tak dziecko
      naraża. Później mi powiedzieli, że po odejściu wód, jeszcze
      hoho...To jak to jest w końcu???
      • matysiaczek.0 Re: mnie skutecznie przestraszyli 10.03.09, 12:07
        z młodym najpierw wody mi odeszły o ....21 (?) bóle zaczęły się o 2 w nocy, urodziłam o 9.20. A jak te wody odeszły, to lekarka powiedziała, żeby poczekać (jak nie ma skórczy) aż odejdą wszystkie i wtedy jechać (miałam 1,5 godz do szpitala), bo zalać mogę samochód nawet z pampersem między nogami. Pojechaliśmy o 24
      • mamajulusi Re: mnie skutecznie przestraszyli 10.03.09, 12:10
        Mi pierwsze lekkie skurcze zaczęły się o 5 rano i tak się powoli
        nasilały,wzięlam kąpiel,oglądałam tv a do szpitala poszłam o 13.Kinga się darła
        że ma skurcz,leci do niej Magda a ona mówi,że skurcz łydki.Za chwilę się drze że
        teraz ma już skurcz porodowy.I wg mnie to za bardzo się darła jak na początkowe
        skurcze,no ale może niektórzy tak mają,ja tak nie miałam.Darłam się dopiero
        przed samymi skurczami partymismileale jaksmile
        • hellious Re: mnie skutecznie przestraszyli 10.03.09, 12:12
          mamajulusi napisała:

          > Darłam się dopiero
          > przed samymi skurczami partymismileale jaksmile

          Hmm, ja tam sie wcale nie darlam...
      • marzena_okurowska Re: mnie skutecznie przestraszyli 11.03.09, 10:50
        Mi wody zaczęły odchodzić ok godz.19-tej. Za jakieś 2 godziny byłam
        w szpitalu, gdzie Panie położne mnie zbadały i stwierdziły, że
        wydawało mi się chyba. Zostawiły na szczęście na obserwacji. Ok 1.30
        już porządnie chlusnęło, ale bóle nie pojawiły się. Powiedziały że
        poczekamy do rana. Około 9-tej podłączyły kroplówkę na wywołanie
        bóli sad Nikomu nie życzę tego, bo bolesna jak cholera, a każdy kto
        ma porównanie twierdzi, że naturalne są owszem bolesne, ale dużo
        mniej. I o 17.10 miałam moją Kruszynkę na brzuszku - wtedy wszystko
        momentalnie odeszło.
        Także jak widzicie co organizm jest inaczej. Nawet u jednej osoby
        może być różnie przy kolejnych ciążach.
        Pozdrawiam.
    • hellious Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:05
      Ja to wcale nie nagle. bole zaczely sie 12 godzin wczesniej. Od malutkich, takich ze tylko dziwnie sie czulam. Nawet malzowi nie mowilam, coby go nie stresowac. Powiedzialam dopiero wieczorem i momentalnie zbladl. Pojechalismy na porodowke, podpieli mnie pod KTG i odeslali do domu.... Kazali wejsc pod prysznic i powinno przejsc. siedziala z godzine pod tym prysznicem i jakos nie przeszlo! Jak za drugim razem dojechalismy na oddzial, mialam 9 cm rozwarcia... Zajebisci ci lekarze, nie ma co. Moglam sobie w domu pod prysznicem urodzic.
    • dragica Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:11
      Mnie nagle i spektakularnie odeszly wody.Wstalam o 7h,poszlam do
      lazienki i wracajac do lozka wody chlusnely.
      Boli porodowych nie mialam,po 6 godzinach moczenia podlogi swojej
      najpierw a potem szpitalnej dziecie wyciagnieta droga ciecia
      cesarskiego.
      • oli.nek Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:22
        2 porody zaczynaly sie odejsciem wod. z tym, ze podczas pierwszego
        po 12h od odejscia wod rozwarcie bylo dalej na 2cm i robili cesarke,
        bo dziecko juz sie dusilo i by nie doszlo do zakazenia. drugi - na
        30h przed odejsciem wod byly pierwsze regularne skorcze, ale gdy
        odeszly to dopiero zaczelo bolec, po godzinie na szczescie cesarka i
        koniec meczarni.

        zycie to nie film, ale znam tylko jedna osobe - kolezanke - ktora
        pierwsze dziecko urodzila w 3h, drugie jeszcze szybciej i byla w
        panice, jak i lekarze w karetce, czy dojedzie do szpitala. mowila,
        ze jak sie zaczelo to po prostu tak szybko szlo do finalu. ale
        zdecydowana reszta rodzi po kilkanascie godzin.
      • mama-tyma Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:27
        moje pierwsze skurcze były co 20 minut, a skubane od razu takie, że
        nawet z łóżka zejść nie mogłam, nie było mowy o żadnym ruchu, no ale
        do szpitala pojechałam rano po 6 godz od początku, bo nadal były
        tylko co 20 minut
      • kupidynio Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:28
        U mnie nagle puścił baniak z wodami. Zero skurczów w trakcie.
        Przepowiadających też nie miałam w ciąży. 4 cm rozwarcia zaraz po
        dojechaniu do szpitala ok. godziny później. Jak w filmach tylko bez
        stękania z bólu. Po 3h uzgodnione wcześniej cc. Dziecko było wysoko.
        Zawsze mnie ciekawiło jak by to naturalnie wyglądało.
    • mama-maxa Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:31
      a u mnie się zaczęło potwornymi bólami krzyzowymi i one trwały całą
      noc, cała reszta to był pikuś i trwał ze dwie godziny (zaczęło się
      na dobre ok 7 rano, a młody wyskoczył o 9.10)
    • paskudek1 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:55
      ee tam, nagle. Skurcze mie złapały wieczorem i trzymały cały czas. Tylko ja głupia tego nie rozpoznałamsmile ot boli co kilka minut. No kretynka dennasmile maż przeczuwał i siedział spokojnie przy kompie czekając na sygnał. Po 1 w nocy poszłam sie umyc i ... poleciała ze mnie wodasmile Nawet niedużo, ot jakas szklanka. Powiedziałam męzowi, zadzwoniliśmy po taksówkę (bo nie mieliśmy samochodu), ubrałam się, bez żadnego zipania, ziania i tym podobnych kretyństw "oddychaj, oddychaj". Taksówkarz chyba nawet nie do końca wiedział że zaczełam rodzićsmile A i tak była cesarka bo mały się pośladkowo usadził. Skurcze potem były częstsze i silniejsze ale tez nie wyłam tak jak Kingasmile
      A jeszcze mnie zastanowiło - czy GDZIEKOLWIEK rodzącą ze skurczami kładą na łózko na salę???? bo chyba nigdzie, jedzie na porodówkę i tyle, jeszcze musi podac wszystkie pesele, nipy, ostatnie badania, i temu podobne bzdety. Generalnie na filmach zabardzo przerysowują, wody takiej odejdą albo pierwszy skurcz złapie i juz ktoś obok razem znią oddycha.
      • basia0212 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 22:20
        paskudek1 napisała:
        > A jeszcze mnie zastanowiło - czy GDZIEKOLWIEK rodzącą ze skurczami kładą na łóz
        > ko na salę???? bo chyba nigdzie, jedzie na porodówkę i tyle,

        u nas kładą na salę. jak leżałam na patologi ciąży to jedną ze skurczami
        położyli (tzn chodziła i jęczała)bo na porodówce nie było miejsca i co chwila
        chodziła do niej położna, ktg jej podłączyli i jak już poród jej po paru
        godzinach nabrał tempa to ją zabrali. co to była za noc dla nas przyszłych mam z
        patologii...Przerażone porodem że szok!
        • basia0212 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 22:22
          i ja też najpierw leżałam godzinę na sali potem na porodówkę i potem z
          dzidziusiem z powrotem na to swoje łóżko na sali
    • przeciwcialo Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 12:58
      W filmach ramówka za waska na poród 24 godzinny smile
    • dzika41 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 13:04
      ja od razu miałam dość silne bóle i do końca były o niemal takim samym
      natężeniu (trochę silniejsze pod koniec, ale zganiam to na podaną oxy)
      Zaczęło się spektakularnym odejściem wód po tym jak wstałam z łóżka w celu
      doczłapania do wc (a obudził mnie silny skurcz)
      A potem się kurczyłam, bardzo nieregularnie.
      Zaczęło się o 3 nad ranem, a Majkę wyparłam o 11:20.
      • alesio23 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 13:29
        Mi w ogóle wody same nie odeszły. urodziłam w 42 tyg i pęcherz
        jakiś tam mi przebijali. masakra, Niby poród krótki bo 3h a trauma
        na całe życie
    • gacusia1 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 15:16
      Ja mialam troche jak na filmie z moim pierwszym porodem. W drugim
      zaczely sie delikatne skurcze i wtedy zaczelam obserwowac,znaczy
      patrzec na zegarek. Jak sie uregulowaly i byly co 5min to
      pojechalismy po szpitala ale i tak nas odeslali,bo rozwarcia nie
      bylo.Wrocilismy po 2h. Na dobra sprawe od pierwszych skurczow o
      16.00 do porodu o 3.46 nad ranem to 12h. Gdybym spanikowala,to
      spedzilabym tyyyle godzin na porodowce.
    • alexandra74 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 15:20
      moje 3 porody - zaczynały się kazdy jak z innej bajki. Rózne
      natężenie i długośc trwania bólu.

      Ale dla mnie to wszystko przysłowiowy pikuś i nawet nie staram sie
      zrozumieć tego przeżywania.
    • tym08 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 15:38
      u nas chyba szybko bylo: polozylam sie spac okolo 1 (wczesniej w
      dzien cosik mnie pobolewalo), ale nie zasnelam. kolo 3 zaczelam
      liczyc czas i chociaz skurcze byly co 3,5 - 5 min to jakos mi sie
      wydawalo ze to jeszcze nie towink po jakims czasie zadzwonilam do
      szpitala, powiedzieli zeby przyjechac jak skurcze beda regularnie co
      3 min, kazali wziasc kapiel, ew paracetamol (do wanny chyba bym nie
      weszla bo wymiotowalam jak kot, prochow przeciwbolowych w domu nie
      bylo). w koncu kolo 6 bylismy juz na porodowce z rozwarciem na 8
      cm,a po 8 urodzila sie mlodasmile
    • driadea Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 15:46
      No u mnie było jeszcze inaczej: pojechałam do szpitala na termin ustalony kilka
      miesięcy wcześniej, bez żadnych bólów, skurczów ani innych atrakcji. Nazajutrz
      poszłam na salę operacyjną, wyjęli mi dziecko z brzucha, zaszyli i już byłam
      matką. Też coś wink
      • attiya Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 15:55
        bóle miałam dzień przed porodem ale myslałam że to przepowiadające. Jak się już
        ciut gorze czułam to pojechałam do kliniki gdzie po niecałych 30 minutach
        okazało się, że muszę mieć cesarke....Trochę szkoda, to tak wszystko szybko
        poszło i zal troche tego, że nie słyszałam "jeszcze jeden skurczi dzieć będzie
        na zewnątrz"
    • amagdacz Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 15:59
      Oglądałam sobie po południu w niedziele jaki film i tam w kierunku babki w
      zaawansowanej ciazy zaczęto strzelac i jej z wrazenia odeszły wody.ja na to do
      męza tonem ekspertki(z pierwszym dzieckiem w ciazy!!!!)Popatrz ale nierealnie
      pokazuja.ja czytałam ze jak się stoi to wody tylko pokapuja a najbardziej leca w
      pozycji leżącej.Przed 198 siedziałam sobie na kompie i gadałam z siostra przez
      skypa.Smiałysmy sie a ja miałam w ciazy ze popuszczałam troche np.jak się
      smiałam.Więc jak poczułam troche wilgoci to do głowy mi nie przyszło ze to
      wody.Do terminu było 3 tyg!!!Ale w końcu zdecydowałam się na pójście do
      ubikacji.Wstaje a tu ze mnie dokładnie jak na tym filmie woda leci jak z
      wiadra!!!!Siostra myslała ze sobie robie jaja!!!Wołam męza ale zamiast mu
      powiedziec co jest grane to wołam kochanie choć coś zobaczyć.Męzowi się średnio
      chciało wstawac z kanapy (Oglądał sobie film)po to zeby jak myślał zobaczyc co
      mi siostra przesłała na gg.W koncu do szpitala.A ma zcąły czas powtarzał ze
      przeciez nie ma skurczów co 5 min.Tak mu to utkwiło w głowie ze szkoły
      rodzenia.skurcze przyszły dopiero w nocy i to nieregularne.o 12 połozna mnie
      badała i było rozwarcie na 1.To pojechała do domu.Lekarka się pytała czy chce
      znieczulenie ja dzielna ze nie nie chce.W ciągu półtorej godziny bóle się
      nasiliły i naprawde zaczeło bolec ale cały czas były nieregularne.lekarka mnie
      bada a tu juz całe rozwarcie.Połozna myslała ze nie zdązy.Maz też szybko jechal
      z domu bo ja zostałam w szpitalu a on wrócił.Była 1,30.Ja do lekarki ze teraz
      chce znieczulenie a ona na to ze teraz to za pózno.ja przerazona sama do siebie
      w myślach KOBIETO COŚ TY NAROBIŁA!!!Bolało jak cholera skurcz szedł za
      skurczen.Wyłam ale zgodnie z zasadami nauczonymi w szkole rodzenia.0 4,10 nasz
      maleńki cud był z nami smile)))))))))))))))))))
    • denea Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 16:01
      No, przepraszam bardzo, ale nagłe bóle bohaterek w filmie to nie
      jest cały smaczek smile To jest 5 minut, bohaterka pada na glebę,
      wydaje ryk oraz dziecię na oko mniej więcej miesięczne, z lekka
      wymazane keczupem, o przytomnym spojrzeniu ;P

      Ja rodziłam jak większość, jakieś 12 godzin od samego początku do
      finału, z czego tylko przez ostatnie 2-3 godz z bólu wylatywałam na
      orbitę. Wcześniej nuuudyyy smile
      Chociaż pamiętam jak już zasypiałam między skurczami w niemym
      przekonaniu (nie miałam siły krzyczeć), że zaraz umrę, wpadła
      położna, zbadała mnie o radośnie rzekła:
      - O, jak pięknie ! No jeszcze godzinka i urodzisz !
      Słowo daję, gdyby okoliczności były inne, to chyba bym ją co
      najmniej poddusiła, chociaż fajna babeczka była wink

      Tak sobie poczytałam powyższe wypowiedzi i jeszcze jedno powiem:
      cholernie, ale to cholernie i zajebiaszczo zazdroszę tym, które
      sobie spokojnie z domu pojechały urodzić sad Ja byłam po terminie,
      tydzień sterczałam w syfiastym szpitalu, na oddziale z jednym
      zagrzybionym kiblem, z wielkimi oknami bez zasłon (środek upalnego
      lata), usiłując nie słuchać histerycznych opowieści i dożywiając się
      w szpitalnym sklepiku sad
      W domu miałabym czysto, święty spokój i pewnie bym coś przekąsiła i
      wypiła - może gdybym ponad dobę nie była o suchym pysku to jeszcze
      szybciej by poszło ? Może nie miałabym krwotoku po porodzie z
      niewiadomych przyczyn ? Może organizm reagowałby na leki ?
      A tak to boję się drugiego porodu, boję się, że tym razem bym
      umarła sad
      • hellious Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 16:09
        heh, mi to nawet nie zaproponowali znieczulenia bo i tak by chyba nie zdazylo zadzialactongue_out
        • denea Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 16:13
          No, w w naszym powiatowym znieczulenia z reguły nie proponują, bo to
          takie... niebiblijne jest, fuj wink !
      • memphis90 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 11.03.09, 10:53
        > Chociaż pamiętam jak już zasypiałam między skurczami w niemym
        > przekonaniu (nie miałam siły krzyczeć), że zaraz umrę
        Ech, a ja zazdroszczę tego zasypiania... U mnie szedł skurcz za
        skurczem, nie miałam nawet kilku sekund wytchnienia od bólu- rany, ale
        mnie to wymęczyło! Samo nasilenie skurczów nie bylo takie złe. I
        największy żal do losu miałam właśnie o to, że inne babki sobie spią,
        spacerują między skurczami, a mnie boli cały czas big_grin
        • amagdacz Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 11.03.09, 12:41
          memphis90 napisała:
          Ech, a ja zazdroszczę tego zasypiania... U mnie szedł skurcz za
          > skurczem, nie miałam nawet kilku sekund wytchnienia od bólu- rany, ale
          > mnie to wymęczyło!
          Ja tez miałam własnie skurcz za skurczem i strasznie mnie to wymęczyło.W trakcie
          nie mysląłam nawet o tym żeby komus czegoś zazdroscic bo byłam po prostu
          nieprzytomna z bólu.A potem jak ja juz miałam mojego dzidziusia na sale obok
          mnie trafiła kobieta która miała tak klasycznie jak w szkole rodzenia mówili
          wszystko ksiazkowo ,powoli.I nawet po schodach chodziła zeby przyśpieszyć
          poród.To ja sobie myslałam ze już wole tak jak ja intensywnie i szybko a nie
          tyle czasu czekać az się zacznie coś dziać.
    • agamama123 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 16:19
      No to rodziłam filmowosmile
      ŁĄCZNY czas 3 porodów to 8 godzin z tego pierwszy najdłuższy bo aż 5godzinny.
      Za pierwszym razem dziecko mi wypchnęli bo po zzo nie czułam NIC, za drugim do 7
      cm rozwarcia nie czułam nic a potem zaczęła się taka jazda, że słyszała mnie
      cała Karowa chybasmile Za trzecim było najbardziej filmowo - wody odeszły mi równo
      o północy bo... kichnęłamsmile Nawet pół skurczu nie miałam ale pojechaliśmy do
      szpitala znając moje temposmileTam sielanka, tylko ciekło ze mnie troszkę. No i
      poszłam siusiu. Poszłam, usiadłam i w tej jednej sekundzie stwierdziłam, że
      urodzę do kibelka... Nie ma bata, nie wstanęsmile
      Jednak wstałam, doczłapałam się do łózka, wpadła położna, założyła mi nogę na
      swoje ramię, krzyknęła: zamknij oczy i przyj i....ruda klucha była na świeciesmile
      Przy porannym obchodzie siedziałam na łózku po turecku i czytałam książkęsmile
      • lady_sphinx Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 17:08
        Ja nie filmowo.
        Pierwsze wywołanie porodu oxytocyną - ponoć skurcze piękne (ja nic nie czułam), brak rozwarcia.

        Drugie wywołanie porodu - też oxytocyna - po 40 min od podłączenia kroplówki, KTG było bardzo kiepskie, natychmiastowe przeniesienie na salę operacyjną i cc.
    • smerfetka8801 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 17:06
      coś około 5 nad ranem powiedziałam ,ze coś mnie troszkę boli i przysnęłam o 5 30
      poszłam jednak do toalety i okazało się ,ze krwawię w związku z czym
      zadzwoniłam do lekarza ,ze nie przyjadę do niego na ktg tylko zaraz na IP smile
      (ginekolog kazał dzwonić jakby coś) pojechałam spokojnie na izbę zostałam
      zbadana potem dłuuuuuugo nie działo się nic ciekawego jak skurcze zaczęły
      zanikać dostałam oksytocynę i mniej więcej od 14 do 16 parłam i się spociłam
      potwornie tongue_out
      • ala_bama1 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 19:07
        O północy odeszly mi wody. Zero rozwarcia, dostałam oxy no i po bagatela 13
        godzinach młody wyskoczył. W miedzyczasie skurcze potworne, (niech mi jeszcze
        kto powie że podobne do okresowych) Megawysiłek, pot, bol. Na pewno nie było jak
        w filmie...
        • kassandra77 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 19:30
          No właśnie jakiś szaleniec ból porodowy może porównać do miesiączkowego. Byłam nastawiona na największy ból a i tak skurcze przeszły wszelkie moje oczekiwania tongue_out. Pierwszy poród prowokowany zakończył się podaniem znieczulenia ZO i mogę powiedzieć ,że to komfort rodzenia. Co innego walka z szytym kroczem przez następne 1,5 miesiąca. Już myślałam że nigdy nie siądę normalnie na du***e. Przy drugim byłam mądrzejsza czekałam aż samo się zacznie i tak ok 0.30 odeszły mi wody bez jakichkolwiek skurczy, wykąpałam się i w auto..ok 1.30 akcja się rozkręciła i jak już myślałam,że oszaleję mały wyskoczył 2.30- poród ekspresowy i najważniejsze bo bez nacięcia.smile
          • alexandra74 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 11.03.09, 07:37
            > No właśnie jakiś szaleniec ból porodowy może porównać do
            miesiączkowego.

            Jestem więc szaleńcem. Który przed porodami boleśnie miesiączkowałwink
            • memphis90 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 11.03.09, 10:59
              Ja też, ja też! Miałam koszmarne miesiączki...
    • canarinos Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 19:45
      hehe smile
      u nie bóle zaczęły sie o 2" w nocy... o 6' dopiero byłam w szpitalu
      z 2,5cm rozw., a urodziłam o 13:55 - bąbel jeszcze nie chciał sam
      wyjść ;/ vakum było potrzebne.

      a co do ciekawostek:
      NA KANALE ZONE REALITY olądałam program - "Cud Narodzin" i tam była
      sytuacja że kobieta rodziła 3 dziecko z koleji i od bóli porodowych
      do narodzin mineło tylko 27min. To się działo gdzieś w Stanach.
      Kobieta urodziła w samochodzie niedaleko szpitala... bo nie zdążyli
      dojechać smile
      • kassandra77 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 19:53
        Mnie powiedzieli,że z trzecim mogę nie dojechać. Trzecie? tongue_out hehe
        • alicja.sunshine Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 20:59
          w sobotę miałam mieć KOLEJNE kontrolne ktg (bo już 11dni po terminie) i od
          2,5tygodnia latałam co drugi dzień na badania, skurczy brak, rozwarcia brak,
          wszystko okej, lekarz mówi że już może bym została w szpitalu jak nic się nie
          będzie dziać to w poniedziałek pomyślimy co dalej...
          ja:ale jak to dziś
          lekarz: no dziś, chyba że pani nie pasuje...
          ja:no ale ja torby nie wzięłam, wykąpać się muszę...
          lekarz:no to może pani wrócić do domu tylko żeby pani po Krakowskim nie
          spacerowałasmile[krakowskie przedmieście-deptak w Lublinie]
          ja: no dobra to ile mam czasu na kąpiel?!
          lekarz: no tak za 3-4 godziny chce Panią widzieć już w szpitalu
          ja: okej
          dojechaliśmy do domu, mówię do chłopa że muszę się wykąpać i zjeść obiad i włosy
          wyprostować( co wypomina mi do dziś...-no zaraz zaczniesz rodzić ale
          nie...przecież Ty MUSISZ włosy wyprostować)
          Po południu leżałam w szpitalu na patologii ciąży, w nocy tak co 10 minut miałam
          straszne bóle krzyżowe nie mogłam się ruszyć, wstawałam ledwo, poszłam do
          pielęgniarki- mówię że mnie boli, zawołała lekarza- zero rozwarcia, szyjka długa
          i daleko, kazali wracać do łóżka i sali jakiś syropek, noc jako tako
          przeleżałam, pochodziłam po korytarzu, czytałam po milion razy informację na
          tablicach i noc minęła...
          niedziela rano znów ktg znów nic a boli jak cholera, stać nie mogę siedzieć nie
          mogę leżeć nie mogę...przyszedł lekarz powiedział że w poniedziałek wywołujemy,
          no to do poniedziałku hoho kupa czasu a mnie boli...dzień minął-chodziłam,
          kucałam, robiłam delikatne skręty tułowia, nic nie pomagało...
          niedziela w nocy- ból nie do wytrzymania...a że ktoś powiedział że bóle porodowe
          podobne do menstruacyjnych, a że akcji zero no to idę do pielęgniarki
          ja: czy mogę sobie zrobić tak jak przy okresie butelka z ciepłą wodą pod plecy?!
          pielęgniarka: absolutnie wykluczone
          ja: ale mnie boli
          pielęgniarka: dobrze że boli, poród się zaczyna
          ja: oo się zaczyna dobrze, szybko pójdzie...
          3 godziny później i wydeptana ścieżka na korytarzu....
          pielęgniarka: aż tak panią boli?!
          ja: no boli ale do rana chyba przeżyję
          pielęgniarka: pani niech bierze najpotrzebniejsze rzeczy i idziemy rodzić
          ja : jupi!!
          na porodówce położyli mnie na trakcie porodowym, zbadali szyjka długa i
          daleko...dali dolargan przespałam noc, rano obudzili na badanie podłączyli ktg
          nic nie było, przyszedł chłop pogadałam z nim poprzytulałam się, przyszła
          położna zawołała na kolejne ktg,mówie do chłopa: to ja pewnie za jakąś godzinkę
          wrócę...
          jak mi jakaś lekarka wepchała z całej siły paluchy w...aż zawyłam z bólu-mówię
          że boli a ta do koleżanki swojej-oj bo ja pierścionków nie zdjęłam...tak badała,
          tak gmerała że przebiła pęcherz, wody odeszły, przebrali mnie w ich koszulę, i
          cały czas podpięta do ktg,tętno dziecka mieszało się z moim bo się tak
          wierciłam, lekarz zadecydował o cc, nie mieli pewności czy dziecka spada czy to
          moje wskakuje...położyli na sali operacyjnej wysmarowali plecy chcieli się
          wkłuwać i nagle ktoś wchodzi i mówi: to pani zejdzie z łożka bo tu mamy drugą
          rodzącą i ona ma mniej czasu...poczekałam jeszcze godzinę położyli na salę znów
          wysmarowali plecy, wyjęli bobaska powiedzieli że dziewczynka( do końca nie
          wiedzieliśmy co to będziesmile )i jak powiedzieli że dzieć zdrowy, że ładny dali
          przytulić do policzka, i jak czyścili brzuch to poprosiłam od razu o odsysanie
          tłuszczu bo podobny dźwięk był...ale nie chcielisad położyli na sale, przyszedł
          chłop...
          on: jak badanie-kiedy rodzisz?!
          ja:kochanie nie widzisz że nie mam już brzucha i leżę na plecach?!
          on: o kurde...
          pielęgraniarka przniosła dziecko
          popłakałam się, chłop dopiero jak wyszedł ode mnie z sali się rozpłakał, przy
          mnie udawał twardego ale i tak go kocham...
          więc jeśli liczyć poród od poniedziałku to rodziłam od 9-13:50

          przepraszam że takie długiesad
    • wieczna-gosia Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 21:02
      zaliczylam porod 40 minutowy i naprawde skurcze parte mialam gdzies po pol
      godzinie, takie popieranie.

      Pozostale byly dluzsze ale od poczatku konkretne, takie ze to byl porod a nie
      zastanawianie sie czy sie rozkreci czy nie.

      Natomiast nigdy mnie nie gielo z bolu bo mnie tak po prostu nie boli
    • ewcia1980 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 21:23
      no u mnie drugi porod to w sumie był własnie taki mega ekspresowy smile
      2,5 godziny trwało ABSOLUTNIE WSZYSTKO.

      po 16 zaczeły mi sie saczyc wody płodowe.
      dopiero o 17 zorientowalam sie, ze to TO (pecherz pekł gdzies z boku
      wiec tylko po ... zapaszku zorientowałam sie, ze to wody)
      po 17.oo zaczeły sie skurcze a w szpitalu (ok 18) okazalo sie ze mam
      rozwarcie na 5 cm.
      niezle smile biorac pod uwage, ze własciwie niewiele sie nacierpialam
      o 19 kolejne badanie - i "saprajs" - 10 cm - rodzimy smile

      pół godziny pózniej synek był na swiecie.
      • mamamira Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 21:32
        Pierwszy poród koszmar. Drugi poród ok 6 godz odeszły wody,na porodówce byłam
        ok 12 a syn urodził się o 13.20
    • emigrantka34 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 21:48
      U mnie porod zaczal sie wlasnie w sposob, ktory cie tak smieszy, a
      mianowicie filmowy. Nagle odejscie wod jak na filmie i skurcze co
      trzy minuty.
      Myslalam, ze do szpitala nie dojade.
    • twix52 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 22:01
      Przy pierwszym porodzie bóle zaczęły się o 5 rano w domu o 11 poszliśmy do
      szpitala, o 13 odeszły mi wody a o 21 urodził się drogą cc ( bardzo duży był).
      Przy drugim bóle miałam od 23 a o 11 urodziła się mała też przez cc.
      • basia0212 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 22:08
        ja miałam skurcze przez całą dobę nie postępujące i nie wiedziałam czy to JUŻ
        czy nie...jak pojechałam do szpitala to było lekkie rozwarcie ale że to tak
        długo już trwało i było po terminie to miałam poród wywoływany...okropieństwo!
        ale MOJA PRZYJACIÓŁKA URODZIŁA W DOMU!!! TAK SZYBKO I PIERWSZY PORÓD, KARETKA
        NIE ZDĄŻYŁA...
        • mamajulusi o oksytocynie 10.03.09, 22:17
          Dziewczyny a czy wy miałyście podaną oksytocynę?Bo u mnie poród dobrze się
          rozwijał,wszystko szybko szło do przodu,bolało ale jakoś wytrzymywałam.na krótko
          przed ostatnią fazą porodu dali mi oksytocynę i wtedy to się dopiero zaczęło,ból
          okropny.Czułam się o wieeele gorzej.Nawet nie powiedziały,że będą mi to
          dawać.Czy to było w ogóle potrzebne?Tak myślę czy nie podały żeby przyspieszyć i
          szybciej mieć ten poród z głowy.Może bez tego ból byłby mniejszy.
          • basia0212 Re: o oksytocynie 10.03.09, 22:29
            Tak ja miałam poród wywoływany czyli dostałam kroplówę oxy do tego masaż szyjki
            mi położna co chwila robiła okropieństwo!!! i przebijany pęcherz i leżałam na
            łóżku przez 4 godziny podłączona albo do ktg albo do kroplówy. i jeszcze jakieś
            2 zastrzyki mi zaserwowali...
            I jak wspominam poród to mi się nie chce więcej dzieci...
          • wieczna-gosia Re: o oksytocynie 11.03.09, 08:24
            oczywiscie ze bylby mniejszy i oczywiscie ze podaly zeby miec porod z glowy.
            • mamajulusi Re: o oksytocynie 11.03.09, 11:21
              a to france,tak myślałam.Mogę następnym razem się nie zgodzić?
              • paskudek1 Re: o oksytocynie 11.03.09, 14:01
                obawiam sie że g..zik mozesz a nie niezgodzić się. W naszych szpitalach ładuje sie oxytocynę w ciężarne i rodzące ile chcąc bo IM tak wygodniej. Ja miałam cały czas ułozenie pośladkowe, leżałam kilka dni na patologii ciąży i tez robili mi próbę oxytocynową. Tyle że zawołali mnie na nią bez uprzedzenia ot "pani .... na badanie proszę" a potem dopiero powiezieli co będzie. Kuecze jak ja się bałam ze zacznę rodzic po tej cholernej oxytocynie. Tym barziej że w tym szpitalu (na Madalińskiego w Warszawie) nie widzieli problemu zeby pierworódka z 30 na karku rodzila pośladkowo. CO tam, "takie są trendy na Karowej" to usłyszał mąż od doktorka.
                • fiolka_o Re: o oksytocynie 11.03.09, 14:28
                  Położenie pośladkowe u pierwiastki to wskazanie do cięcia cesarskiego. Dziwię
                  się,że wam coś takiego zaproponowali. Włos się na głowie jeży.
    • mathiola Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 10.03.09, 22:38
      Od rana pobolewał mnie brzuch, poszłam na wizytę kontrolną o 10.30, lekarz
      powiedział, że zaczęła się akcja porodowa. Wróciłam na piechotę do domu, zaszłam
      do kwiaciarni, kupiłam 2 reklamówki z sadzonkami kwiatów, dwie skrzynki i 20 l
      ziemi do kwiatów, zaniosłam toto do domu, posadziłam te kwiatki, potem
      zadzwoniłam do męża, że mnie zaczyna jednak przypierać, przyjechał z pracy,
      poszliśmy do sklepu, zrobiliśmy zakupy, taksówką pojechaliśmy do szpitala.....
      potem biurokracja, przebieranie, czopki, sropki i ine takie... Pamiętam, że
      jeszcze o 19 obejrzeliśmy Fakty, a potem przyszedł lekarz, wyłączył nam tv i
      powiedział: no dobra, koniec relaksu zaczynamy! O 20 myślałam, że nie dożyję
      rana, o 22.30 miałam syna smile
      • matysiaczek.0 o bólach partych 11.03.09, 08:38
        przy pierwszym tak nie miałam (podobno źle parłam "na twarz" a nie na brzuch), ale przy drugim, to parte nie odczuwałam jako ból. Trochę trudno to wytłumaczyć...raczej jako bardzo bolesny orgazm (?), to było pomieszanie przyjemności (ulgi?) z bólem. Zresztą małż powiedział, że i krzyczałam tak jakby mi ktoś maksymalnie dobrze zrobił, a nie jak z bólu...smile komedia...miał któraś z Was podobnie?
        • franczii Re: o bólach partych 11.03.09, 08:56
          Urodzilam dwojke ale w ogole nie wiem co to wysilek przy parciu lub zle parcie,
          a porody nie byly blyskawiczne, rzczej przecietnej dlugosci. Przy drugim
          porodzie wcale nie parlam. Czulam parcie ale sama nie parlam, polozna kazala sie
          powstrzymywac i dmuchac ale pod koniec skurcz bral gore i popuszczalam i wtedy
          czulam jak dziecku sie przesuwa ale ja w tym nie bralam udzialu. A w pierwszym
          parlam na poczatku partych ale nie wyparlam na nich dziecka. Ciesze sie,ze nikt
          mnie nie popedzal bo po jakims czasie zaczely sie prawdziwe parte, na ktorych
          dziecko samo wychodzilo, co tak mnie przerazilo, ze staralam sie je zatrzymac a
          nie wypierac. Skurcze parte zapamietalam jednak jako bolesne i pozwolenie
          dziecku wyjsc tez jako bardzo bolesne przyzwolenie.
        • alexandra74 Re: o bólach partych 11.03.09, 09:32
          to było pomieszanie przyjemności (ulgi?) z bólem.

          Żadnej ale to żadnej przyjemności nie odczuwałam.

          Nadal nie rozumiem, dlaczego tak przeżywasz ten poród.
          • matysiaczek.0 Re: o bólach partych 11.03.09, 10:52
            nie rozumiem o jaki poród ci chodzi? że przeżywam kingi poród? czy że przeżywam swoje przyjemne skórcze parte?...tak czy siak niczego nie przeżywam...jak reszta rodzących..hmm wspominam i tyle.
            • franczii Re: o bólach partych 11.03.09, 11:02
              A nawet jesli przezywasz to co w tym dziwnego? Porod to takie niezwykle
              wydarzenie pod wzgledem doznan, ze zasluguje na przezywanie. Ja tez czesto
              przezywam i analizuje swoje porodowe wspomnienia.
    • memphis90 Re: a jeśli już chodzi o zaczynanie się porodu... 11.03.09, 10:48
      U mnie zaczęło się około 8 rano- lekkie, regularne skurcze co 7
      minut. Koło południa wzięłam kąpiel, skurcze się nasiliły i stały
      się częstsze- co 5 minut. Po południu ojechałam na IP na ktg- bo a
      nuż to już (nie miałam ŻADNYCH objawów przepowiadających). No i
      okazało się, że to rzeczywiście poród. Wybłagałam miejsce w
      szpitalu, posiedziałam na korytarzu do 17-18 (wszystkie sale
      porodowe były zajęte), męża wysłałam do domu po laptopa i jedzenie
      (żeby się nie zanudził i nie umarł z głodu); skurcze były co 3-4
      min. Potem dostałam zzo i musiałam leżać do końca porodu- przez co
      tempo spadło, buu... ZZO puściło o połnocy, kolejna dawka nie
      zadziałała, więc końcówka porodu była bez znieczulenia- ale raczej
      się nie wydzierałam, trochę pomarudziłam i pojęczałam, bo już
      zmęczona byłam. Błony pękły przy 7-8cm rozwarcia. Urodziłam o 3.22
      smile

      Ale też śmieszą mnie filmy i książki, gdzie bohaterka robi się
      czerwona, łapie za brzuch, drze się jak opętana, a w następnym
      skurczu pcha się główka.
      • tabakierka2 a jak długo 11.03.09, 10:54
        dochodziłyście do siebie po takim porodzie?
        tzn. głównie fizycznie.
        aha...i do czego porównujecie ten ból porodowy, skoro bóle
        miesiaczkowe nie są podobne uncertain
        • memphis90 Re: a jak długo 11.03.09, 11:06
          Ja po porodzie miałam niesamowitą energię smile Od początku byłam b.
          aktywna, sama zajmowałam się małą (mąż miał akurat deadline'y w pracy,
          więc był mocno zapracowany), trzy dni po jechałam do sklepu na zakupy,
          czwartego dnia- do pracy z dokumentami... Tylko krocze trochę mnie
          ciągnęło podczas zmiany biegow, bo byłam nacięta. Trzy tygodnie po
          porodzie zdawałam egzamin zawodowysmile No i jak pisałam- moje bóle
          miesiączkowe były porównywalne do porodowych, parte nie bolały w
          ogóle.
        • beata132 Re: a jak długo 11.03.09, 11:13
          U mnie tym razem poszło szybko (pierwszy poród po terminie
          wywoływany). Od 14.00 lekkie skurcze co 10 min. Od 16.00 silniejsze,
          więc pojechaliśmy na IP. Rzeźnia czaczęła się o 17.10 gdy kazali mi
          leżeć, bo podłączyli mnie do KTG. O 17.30 poskakałam na piłce, a o
          18.10 Lena się urodziła. Dzisiaj ma już 2 tygodniesmile
          W sumie wszystko co bolesna trwało około godziny.
          Nie wyobrażam sobie kilkunastogodzinnych męczarni, dlatego podziwiam
          wszystkie Kobiety, które przez to przeszłysmile
        • matysiaczek.0 porównanie bólu 11.03.09, 11:24
          jednak do miesiączkowych, jeśli chodzi o bóle w I fazie. Ale do takich 100000000000 razy mocniejszych.
          • tabakierka2 Re: porównanie bólu 11.03.09, 11:29
            ale chyba kazda kobieta m inne bóle miesiączkowe?
            ja np. nie mogę wtedy wstać ( tylko pierwszy dzień), muszę leżeć
            skulona...niemożliwe jest nawet dwukrotne natężenie bólu, jeśli o
            mnie chodzi, oczywiście.
            • matysiaczek.0 Re: porównanie bólu 11.03.09, 11:34
              no racja...sprecyzuję: u mnie bóle porodowe I fazy można porównać do moich bólów miesiączkowych ale tysiąckrotnie silniejszych smile pasi tabakierka? i dodam, że pierwsze dwa dni miesiączki bez przeciwbólowych ani rusz...chyba, ze biorę anty..to lajcik wtedy
    • gaskama Może być prawie jak w filmie 11.03.09, 11:05
      Ja miała pierszy lekki skurczo 22.00. Poszłam spać. Obudziłam się z
      bólu o 1.00 w nocy. o drugiej skurcze były co 5 minut. Ja
      postanowiłam siedzieć w domu. O 3.00 w nocy, jak były co 3 min.,
      niemąż spanikował i zabrał do szpitala. Tam po wypełnianiu różnych
      gó...anych papierów niedowierzająca położna (w końcu pierwsze
      dziecko, więc pewnie symuluję poród), zechciała łaskawie zbadać
      mnie. no i o 5.30 urodziłam syna.
      • jurk-owa Re: Może być prawie jak w filmie 11.03.09, 11:14

        Wody mi odeszły o 10 w drodze na zakupy, więc sie wróciłąm.Wypiłam
        kawę.W szpitalu byłam ok 12-13.A o 15:45 mój synek przyszedł na
        świat.
        https://img146.imageshack.us/img146/8489/baran7rq.gif
        • mamajulusi Re: Może być prawie jak w filmie 11.03.09, 11:38
          a czy miałaś podaną oksytocynę?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka