Dodaj do ulubionych

Dzieci adoptowane

26.05.09, 09:19
Są tutaj mamy takich?
Jak wyglada Wasze zycie? miłość do maluchów?
Podzielicie się doświadczeniami?

Generalnie intersuje mnie tematwink
Obserwuj wątek
    • chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:36
      Nasze życie nieróżni się zupełnie niczym od innych , jestem mama taką samą jak
      inne mamysmileKocham swoje dziecko miłością bezgraniczną tak samo ja Ty kochasz
      swojesmileTworzymy normalną ,kochającą się rodzinę i na co dzień w ogóle nie
      myślimy o tym ,że nasze dziecko jest adoptowanesmile
      • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:43
        chmurka_257 napisała:

        > Kocham swoje dziecko miłością bezgraniczną tak samo ja Ty kochasz
        > swojesmile

        ja nie mam jeszcze dzieckasmile
        pamietam Cię chmurko, kiedyś rozmawiałyśmy o Waszej coreczcewink

        To dlaczego ludzie patrzą na pary, które decydują się na adopcję jak
        gdyby decydowali się na strzał w plecy z łuku?? albo jakby
        zdecydowali o samobójstwie?
        Jak mówię, że być może adoptujemy dziecko ( jeśli nie bedziemy mieć
        własnego, że tak powiem albo jeśli zechcemy) to reakcje są tego
        typu "no co Ty! na pewno się Wam uda mieć własne" albo "nie no,
        takiego adoptowanego to nie kocha się tak samo" - ale to chyba może
        stwierdzić tylko ktoś, kto ma i wlasne i adoptowane, prawda???
        • kachna79 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:50
          "nie no,
          > takiego adoptowanego to nie kocha się tak samo" - ale to chyba
          może
          > stwierdzić tylko ktoś, kto ma i wlasne i adoptowane, prawda???

          Ja mam dwie biologiczne córki i obydwie kocham nad życie, ale nie
          kocham ich tak samosmile
          Ogólnie jeśli ktoś ma takie obiekcje jak opisałaś to znaczy, że
          adopcja nie dla niego.
          • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:54
            kachna79 napisała:


            > Ogólnie jeśli ktoś ma takie obiekcje jak opisałaś to znaczy, że
            > adopcja nie dla niego.


            To raczej osoby odradzające adopcję.
            Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, która ma 30lat i próbuje
            bezskutecznie zajść w ciążę od dłuższego czasu. Męża już
            zterroryzowała, że facet ma dość starańuncertain pytam, czy nie biorą pod
            uwagę adopcji, a ona na mnie wielkie oczy - no co ty! nawet mnie nie
            wkurzaj, nidgy w życiu. Bedziemy próbować do skutku. Powiedziałam
            jej, że my myślimy o adopcji i to nie tylko w sytuacji jeśli
            mielibyśmy nie doczekać własnego potomka - już przed slubem
            ustaliliśmy, że chcemy. O mało mnie nie zabiła. Teksty 'nie możesz
            tak myśleć' ' musisz mieć nadzieję'... Przykre to i jakieś
            takie...no nie wiem. Widzę po sobie, że potrafię kochać nawet cudze
            dzieci ( siostrzencow i bratanków męża), więc chyba żaden problem
            pokochać dziecko adoptowane?
            • moofka Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:57
              > Kiedyś rozmawiałam z koleżanką, która ma 30lat i próbuje
              > bezskutecznie zajść w ciążę od dłuższego czasu. Męża już
              > zterroryzowała, że facet ma dość starańuncertain pytam, czy nie biorą pod
              > uwagę adopcji, a ona na mnie wielkie oczy - no co ty! nawet mnie nie
              > wkurzaj, nidgy w życiu. Bedziemy próbować do skutku.

              uwazam ze to duzy nietakt osobie ktora boryka sie nieplodnoscia i walczy o
              wlasne dziecko sugerowac adopcje
              to nie jest to samo
              • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:03
                moofka napisała:


                > uwazam ze to duzy nietakt osobie ktora boryka sie nieplodnoscia
                i walczy o
                > wlasne dziecko sugerowac adopcje
                > to nie jest to samo

                wszystko jest z nimi OK - nie ma żadnych fizycznych powodów, dla
                których nie mogliby mieć dzieci. Nie sugerowałam jej adopcji,
                pytałam, czy bierze taką opcję pod uwagę - wynikło to w zupełnie
                luźnej rozmowie, w której powiedziałam, że dla mnie to nie problem -
                my też staramy się o dziecko.
              • leli1 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:58
                uwazam ze to duzy nietakt osobie ktora boryka sie nieplodnoscia i walczy o
                > wlasne dziecko sugerowac adopcje
                > to nie jest to samo

                a ja wcale tak nie uwazam.
                Moja walka o dziecko trwała długo, bo az 13 lat i dłuuugo nie brałam pod uwagę adopcji, bo jakoś tak zaślepiona byłam i możliwość taka mi umknęła. To własnie ktos otworzył mi oczy, za co jestem bardzo wdzieczna. A kiedy ogłosiłam nowine w domu to rodzina skwitowała, ze juz dawno chcieli mi to zaproponowac, ale uwazali ze to moze byc zle odebrane przeze mnie.

                A czy macierzynstwo adopcyjne to nie to samo co biologiczne, tego nie wiem, ale moofka tez tego nie wie smile.
                Ja tylko moge powiedziec, że czuje sie 100% mamą, mimo ze nie pisane mi bylo wydac swojego syna na swiat tradycyjna droga smile
                Pozdrawiam wiec dzis szczegolnie wszystkie mamy.
            • mama_kotula Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:41
              CytatPrzykre to i jakieś takie...no nie wiem. Widzę po sobie, że potrafię kochać nawet cudze dzieci ( siostrzencow i bratanków męża), więc chyba żaden problem pokochać dziecko adoptowane?

              Uruchom wyobraźnię nieco i spróbuj zrozumieć, że są osoby, które mimo gigantycznej miłości do całego tabunu siostrzeńców i bratanków (w ogóle porównanie od czapki, to nie są TWOJE dzieci, to jest zupełnie coś innego) chcą mieć dziecko biologiczne, a nie adoptowane.
              I tak, jest dla nich problemem pokochać dziecko adoptowane.
              I nie, nie jest to powód do potępienia.
              • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 11:09
                mama_kotula napisała:


                >
                > Uruchom wyobraźnię nieco i spróbuj zrozumieć, że są osoby, które
                mimo gigantycz
                > nej miłości do całego tabunu siostrzeńców i bratanków (w ogóle
                porównanie od cz
                > apki, to nie są TWOJE dzieci, to jest zupełnie coś innego)

                no własnie o to chodzi, że POMIMO, ŻE TO NIE SĄ MOJE DZIECI TO JE
                KOCHAM.

                chcą mieć dziecko bi
                > ologiczne, a nie adoptowane.
                > I tak, jest dla nich problemem pokochać dziecko adoptowane.
                > I nie, nie jest to powód do potępienia.
                >

                Ja pisałam o sobie, a nie o tabunie innych ludzi, OK?
                Dla mnie to nie jest problem,a czy dla innych tak - to już jakby
                inna historia.
                • mama_kotula Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:12
                  CytatJa pisałam o sobie, a nie o tabunie innych ludzi, OK?
                  Dla mnie to nie jest problem,a czy dla innych tak - to już jakby
                  inna historia.


                  Tabakierko, ale jednak uogólniłaś, zadając pytanie retoryczne "czy to taki problem pokochać adoptowane?" (w domyśle: no przecież nie moze być problemem, skoro ja kocham moich siostrzeńców).

                  Można kochać setki dzieci "nieswoich", a mimo to mieć watpliwości, czy dziecko adoptowane tak luźno i z marszu pokocha się jako SWOJE - bo to już nie będzie jakimś tam kochanym siostrzeńcem, tylko twoim synem/córką. I tak, wiem, to truizm, ale obce dzieci (mam na mysli siostrzeńców, kuzynów i całe to tałatajstwo powiązane rodzinnie/spowinowacone/dzieci znajomych) jednakoż kocha się inaczej niż dziecko swoje (adoptowane=swoje).
                  • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:21
                    mama_kotula napisała:


                    >
                    > Tabakierko, ale jednak uogólniłaś, zadając pytanie retoryczne "czy
                    to taki prob
                    > lem pokochać adoptowane?" (w domyśle: no przecież nie moze być
                    problemem, skoro
                    > ja kocham moich siostrzeńców).

                    jesli tak to odczytałaś, to faktycznie można powiedzieć, że
                    uogólniłam, ale cały czas pisałam o sobie -> czy to taki problem
                    pokochać adoptowane dziecko - raczej miało formę pytania
                    retorycznego do mnie samejwink za bardzo analitycznie podeszłaś do
                    mojej wypowiedziwink


                    >
                    > Można kochać setki dzieci "nieswoich", a mimo to mieć watpliwości,
                    czy dziecko
                    > adoptowane tak luźno i z marszu pokocha się jako SWOJE

                    nie no, oczywiście, podejrzewam, że każda para ( albo większość)
                    zanim zdecyduje się na adopcję bedzie przeżywać rozterki i zadawać
                    sobie pytanie 'czy pokocham'. Dlatego, zapewne, nie dla wszystkich
                    par adopcja jest dobrym rozwiązaniem.

                    - bo to już nie będzie j
                    > akimś tam kochanym siostrzeńcem, tylko twoim synem/córką. I tak,
                    wiem, to truiz
                    > m, ale obce dzieci (mam na mysli siostrzeńców, kuzynów i całe to
                    tałatajstwo po
                    > wiązane rodzinnie/spowinowacone/dzieci znajomych) jednakoż kocha
                    się inaczej ni
                    > ż dziecko swoje (adoptowane=swoje).
                    >
                    >

                    każdego kocha się inaczej - inaczej kocham mamę niż tatę, inaczej
                    kocham męża niż rodziców i pewnie inaczej kocham
                    sisotrzeńców/bratanków i w tym każdego z nich z osobnawink różne
                    miłości, ale czy gorsze/mniejsza ta miłość?smile <to są pytania
                    retoryczne, nie mające na celu uogólniaćsmile >
                • bri Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 15:43
                  Siostrzeńcy i bratankowie to są nadal po części Twoje geny, Twoja
                  rodzina. Ja nie jestem pewna czy byłabym w stanie pokochać dziecko
                  adoptowane, tak jak własne czy mojej siostry.
        • chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:05

          > ja nie mam jeszcze dzieckasmile

          Bardzo ,bardzo przepraszam!!Nie wiem dlaczego ,ale byłam święcie przekonana ,że
          masz już dziecko.


          Temat adopcja to nadal temat tabu ,choc w dzisiejszych czasach jest już lepiej
          niż kilka lat temu.
          Ludzie bardzo często nie znając "tematu" wypowiadają się tylko z tego co gdzieś
          usłyszeli drogą pantoflową .To bardzo mylne i bardzo krzywdzące dla takich
          dzieci ,z góry już wiekszośc zakłada ,że z takich dzieci wyrosną tylko łobuzy
          ,alkoholicy,narkomani itp. tylko dlatego,że geny zrobią swoje.Owszem ,geny mają
          duże znaczenie ,ale wychowanie i miłośc rodziców też dużo znaczą.Zawsze ,kiedy
          słyszę tego typu teksty kwituję tylko jedną odpowiedzią " jaką masz pewnośc
          ,że twoje dziecko będzie idealne, że nie odziedziczy genów po pradziadku co był
          alkoholikiem ,albo po prababci co się łajdaczyła..."Zazwyczaj pomaga smile
          Co innego jest z miłością do takiego dziecka, to zrozumiałe ,że nie kady potrafi
          pokochac dziecko ,które nie jest jego własnym rodzonym.Dlatego ,aby adoptowac
          dziecko trzeba byc tego pewnym w 100%,że jest się na to gotowym .
          • annamariamuff Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 12:02
            chmurka_257 naze
            >
            .
            > Ludzie bardzo często nie znając "tematu" wypowiadają się tylko z
            tego co gdzie
            dzieci wyrosną tylko łobuzy
            > ,alkoholicy,narkomani itp. tylko dlatego,że geny zrobią
            swoje.Owszem ,geny mają
            > duże znaczenie ,ale wychowanie i miłośc rodziców też dużo znaczą.
            Chmurko mysle ,ze to nie chodzi o geny chyba ,ze w sensie
            przekazanie twojego materialu genetycznego przyszlym dzieciom
            biologicznym dla wielu jest to bardzo istotne i nie ma co sie dziwic
            (TO INSTYNKT)
            Jest rowniez wiele zaburzen ktore moga sie pojawic u dzieci
            adopcyjnych i z ktorymi nie kazdy moze czuc sie na silach zmierzyc
            pisze o RAD, FAS .Mnie by bardziej przerazaly te zaburzenia niz
            jakies tam geny

            • chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 12:12
              nie mówię tu o wszystkich lecz o większoścismile
              Pierwsze co słyszysz od ludzi na wieśc o twojej adopcji to " nie boisz się,
              przecież nie wiesz z jakiej ono rodziny będzie pochodzic ,nie wiesz co z niego
              wyrośnie..." Ja na własnej skórze przekonałam się, że tu chodzi tylko o geny uncertain

            • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 12:25
              annamariamuff napisała:


              > Jest rowniez wiele zaburzen ktore moga sie pojawic u dzieci
              > adopcyjnych i z ktorymi nie kazdy moze czuc sie na silach zmierzyc
              > pisze o RAD, FAS .Mnie by bardziej przerazaly te zaburzenia niz
              > jakies tam geny
              >

              ok, ale jaką masz pewność jakie choroby może mieć Twoje własne
              dziecko???
              dla przykładu wśród rodzeństwa mojej babci pojawiły się chyba
              wszystkie możliwe nowotwory - w tym czerniak, rak szyjki macicy, rak
              okręznicy (babcia miała b.liczne potomstwo), mukowiscydoza (ciotka
              dozyła 50tki z chorobą) + nadciśnienie tętnicze -> to choroby o
              których wiem. Od strony mamy - > żylaki, otyłość
              Mąż -> cukrzyca ( w kazdym pokoleniu przynajmniej jedno z dzieci ma
              cukrzycę - w tym mąż i jego brat)...

              Jaką mam pewność że moje dzieci nie zachorują na którąs z tych
              chorób?
              Co do FASu możesz mieć pewność, jak nie pijesz, to OK, ale poza tą
              chorobą jest wiele wiele innych.
              Nie wiadomo, czy geny męża i żony połączone w dziecku nie kryją za
              sobą jakichś strasznych chorób.
              • annamariamuff Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:59
                tabakierka2 napisała:

                > annamariamuff napisała:
                >
                >
                > > Jest rowniez wiele zaburzen ktore moga sie pojawic u dzieci
                > > adopcyjnych i z ktorymi nie kazdy moze czuc sie na silach
                zmierzyc
                > > pisze o RAD, FAS .Mnie by bardziej przerazaly te zaburzenia niz
                > > jakies tam geny
                > >
                >
                > ok, ale jaką masz pewność jakie choroby może mieć Twoje własne
                > dziecko???
                Nie mama zadnej pewnosci tylko przypuszczeniawink) ale w przypadku
                dziecka adaptowanego moge miec jeszcze o te dwa zaburzenia wiecej.
                Pomijajac fakt ,ze w Polsce leczenie zaburzenia wiezi jest jeszcze w
                powijakach i trudno znalezc opracowania na ten temat nie mowiac juz
                o porzadnym specjaliscie.
                Nie neguje adpopcji jako takiej uwazam jednak ,ze wiele osob
                podchodzi do adopcji ze zbytnia lekkoscia nie zdajac sobie sprawy z
                czym tak naprawde trzeba bedzie sie zmierzyc.



                • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 14:11
                  annamariamuff napisała:


                  > Nie mama zadnej pewnosci tylko przypuszczeniawink) ale w przypadku
                  > dziecka adaptowanego moge miec jeszcze o te dwa zaburzenia wiecej.

                  niekonieczniesmile

                  > Pomijajac fakt ,ze w Polsce leczenie zaburzenia wiezi jest jeszcze
                  w
                  > powijakach

                  ale masz na myśli tzw. przywiązanie do obiektu ( od ok.6mc zycia
                  dziecka)? generalnie najnowsze badania ( niestety nie mam źródła
                  przy sobie) pokazują, że jednak ten okres krytyczny nie jest aż
                  istotny jak kwestia stałości obiektu ( żeby dziecko mogło nawiązać
                  więź z jednym i tym samym opiekunem < ewentualnie z dwoma, trzema,
                  ale stałymi>wink

                  i trudno znalezc opracowania na ten temat nie mowiac juz
                  > o porzadnym specjaliscie.

                  No co Ty. Jak to trudno? Jak będę w domu, poszperam w materiałach i
                  Ci prześlę, jeśli chcesz.

                  uwazam jednak ,ze wiele osob
                  > podchodzi do adopcji ze zbytnia lekkoscia nie zdajac sobie sprawy
                  z
                  > czym tak naprawde trzeba bedzie sie zmierzyc.
                  >

                  hmm...wiele osób decyduje się OGOLNIE na dziecko nie zdając sobie
                  sprawy z czym trzeba się zmierzyć, tyle, że przyszli rodzice
                  adopcyjny przechodzą mnóstwo 'badań' i spotkań z psychologami i
                  pedagogami, więc można się pokusić o stwierdzenie, że są lepiej
                  przygotwani do roli rodziców niż 'przeciętni' rodzice ( nie poparte
                  badaniami, to wyłącznie moje tezy i nie zgeneralizowane na ogół
                  populacji)i bardziej świadomi własnych potrzeb i ograniczeń.
                  Przecież nikt nie przygotowuje 'zwykłych' rodziców do tej roli; są
                  szkoły rodzenia, ale wychowania już nieuncertain a ci adopcyjny są dość
                  dokładnie przecież weryfikowani.
                  • annamariamuff Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 14:39
                    Tabakierko napisalam "moga miec" co nie znaczy musza ale jest to
                    bardzo prawdopodobne zwlaszcza przy adopcji dziecko starszego ale
                    nie tylko.Mama fajne strony na temat zaburzenia wiezi RAD tylko
                    niestety moj laptop nie kopiuje linkow.
                    O specjaliste dobrego specjaliste jest trudno. Wiekszosc opracowan
                    jest w jezyku angielskim.
                    Tu wklejam fragment
                    wystapienia Danuty Platek Flasz jesli Cie to interesuje jak wrzucisz
                    w google jej nazwisko i haslo wywolawcze wyskoczy caly artykul
                    RAD: Reactive Attachmen Disorder - Zespół Zaburzenia Więzi

                    Kiedy człowiek przychodzący na świat , skazany jest na rozwój
                    biologiczny , psychospołeczny,moralny,intelektualny , emocjonalny
                    itp...
                    Powszechnie wiadomo ,że w życiu człowieka mają znaczenie , tak
                    pragnienia popędowe, jak i relacje z innymi ludźmi. Bez nawiązania
                    relacji , kontaktu z jedna osobą , a potem i innymi osobami , nie
                    jest możliwy prawidłowy rozwój jednostki.
                    W wieku niemowlęcym zależność dziecka od osób opiekujących jest
                    niezwykle ważna dla wielu czynników rozwoju dziecka nie tylko
                    fizjologicznego, ale również psychicznego w tym emocji. Wpływ
                    czynnika emocjonalnego stanowi olbrzymią siłę sprawcą dla dalszego
                    rozwoju dziecka. Natomiast urazy tego okresu rozwojowego powodują
                    poważne konsekwencje dla dalszych etapów rozwoju psychofizycznego.
                    Im te urazy zdarzają się wcześniej tym skutki dla dalszego rozwoju
                    są poważniejsze.
                    Pozbawienie dziecka uczuć matki, ciepła opieki, symbiozy dziecka z
                    matka prowadzi do deprawacji uczuciowej.Matka może tu oznaczać
                    wszelkie osoby znaczące, które mogą tę role pełnić, tej funkcji nie
                    musi pełnić matka biologiczna, jednak musi to być jakaś jedna,
                    odpowiedzialna osoba np. babcia, czy rodzic adopcyjny czy
                    zastępczy.. najczęściej jest to kobieta. z kobietą łączy się
                    opiekuńczość, serdeczność, ciepło.
                    Uczucia, którymi matka obdarza dziecko stanowi dla dziecka rodzaj
                    emocjonalnej stymulacji.
                    Ta sfera emocjonalna odgrywa bardzo ważną rolę w rozwoju.
                    Nastawienie dziecka do matki i stosunek uczuciowy jest prototypem
                    wszystkich relacji dziecka w późniejszym życiu, prototypem kontaktów
                    interpersonalnych człowieka.
                    Matka i dziecko wymieniają między sobą komunikaty. Początkowo
                    dziecko wydaje dźwięki nie artykułowane, potem są to dźwięki o
                    wyraźniejszej artykulacji takie jak gaworzenie, mimiczno-emocjonalne
                    (uśmiecha się). Jest to repertua odczuwania w zakresie uczuć
                    wyższych. Poprzez kontakt mimiczny, emocjonalny, wokalny tworzy się
                    ten repertuar, który rzutuje na sferę uczuciową. W zachowaniu matki
                    mogą występować takie elementy zachowania, które dają dziecku
                    poczucie bezpieczeństwa (to jest przede wszystkim stała obecność
                    matki fizyczna lub wzrokowa - matka kontroluje dziecko).
                    Gotowość matki do wymiany sygnałów- matka to ujawnia tonem głosu
                    mimika, gestem. Tworzy się więź między matką a dzieckiem.
                    Konsekwencją tego kontaktu jest wyróżnienie matki z otoczenia i
                    wyrażanie uczuć do matki.
                    Dziecko również prowokuje matkę do takich reakcji.
                    Psychiatra John Bowlby opisał takie reakcje dziecka i nazwał je
                    społecznymi wyzwalaczami. Uważał, że są to reakcje wrodzone.

                    Pięć społecznych wyzwalaczy:

                    1) Uśmiech - niemowlęcia specyficzny dla gatunku ludzkiego (3
                    miesiąc).
                    2) Krzyk - wyzwalacz społeczny; on sygnalizuje potrzeby dziecka,
                    wyzwala instynkty opiekuńcze (mało która osoba jest obojętna na
                    krzyk dziecka).
                    3) Przywieranie - wrodzona potrzeba kontaktu fizycznego, szczególnie
                    u bardzo małych dzieci (b. małe dzieci 2-4 m. - jest im obojętne kto
                    ich przytula). Natomiast powyżej 6- miesiąca życia dziecko zaczyna
                    różnicować miedzy matką a innymi osobami. Śledzi gdzie idzie matka.
                    Dzieci w tym wieku źle znoszą rozłąkę, silnie reagują na
                    pozostawienie ich samym sobie. Dziecko na różne sposoby próbuje
                    zwrócić na siebie uwagę: poprzez gaworzenie, stukanie klockiem,
                    mimiką, gestami. gdy bierze je ktoś obcy dziecko nieruchomieje
                    (około 9-miesiaca pojawia się wyraźny strach, dziecko wyróżnia obraz
                    matki od innych osób).
                    4) Podążanie i nie odstępowanie wzrokiem (7-8 miesiąc)
                    5) Ssanie - kwitek reakcji wrodzonych. W pierwszym etapie życia
                    nazywamy etapem przywiązania. Jest to etap kiedy buduje się związek
                    matki z dzieckiem
                    A tu kilka przykladow zachowan dziecka z zaburzeniem wiezi
                    Każde dziecko jest inne, niektóre symptomy zależą od wieku.


                    - negująca postawa wobec najbliższych ( matka, opiekun, rodzice)
                    - bardzo nieregularne spanie, jedzenie, agresywna mimika nawet u
                    niemowlaków
                    - szukanie w nienaturalny sposób kontaktu fizycznego
                    - posiadają nienaturalne, ekstremalne poczucie własności
                    - niektóre z tych dzieci nie chcą być dotykane, próby przytulenia
                    wywołują lęk lub agresję. Trudniej tutaj załagodzić sytuację gestem,
                    przygarnięciem dziecka do siebie
                    - niektóre dzieci wywołują sztuczną wesołość wcielając się w
                    role "domowego klauna"
                    - inne znowu są ciche , przyjmują postawę wyczekiwania, bliską
                    apatii
                    - jeszcze inne są hałaśliwe i niedelikatne Wciąż szukają powodu do
                    kłótni
                    - mają nieskoordynowane ruchy, przewracają różne przedmioty, niszczą
                    je
                    - w razie konfliktu nie można dotrzeć do dziecka, nic nie robi na
                    nich wrażenia- ani łagodne podejście ani poważniejsze kary nie dają
                    żadnego efektu
                    - dziecko prawie nigdy nie okazuje skruchy.

                    Sumienie o podwójnej naturze.


                    - dziecko nieprawidłowo odróżnia rzeczy ważne od błahych , podłe od
                    niegrzecznego zachowania
                    - brak sumienia
                    - dziecko nigdy samo nie przyznaje się do popełnienia jakiegoś
                    przekroczenia , na drugi dzień lub jeszcze wcześniej zapomina o nim
                    - dziecko pamięta , że rodzice byli wściekli / dostało lanie,
                    reprymendę/, ale nie pamięta powodu ich reakcji
                    - " jeśli znowu będziesz kłamać mamusia będzie znowu wściekła"- za
                    takim tokiem myślenia dziecko nie nadąża i nie lokuje go w pamięci.

                    • annamariamuff link 26.05.09, 14:50
                      www.misjanadziei.org.pl/artykuly/rad_flasz.htm


                      Co do opracowan mozna cos znalezc w necia w formie definicji
                      natomiast gorzej z wyjasnieniej jak dziecku pomoc ,jak sie do tego
                      zabrac jak postepowac z zaburzonym dzieckiem.Dlatego hurra optymizm
                      w stosunku do adopcji mnie zawsze rozklada na lopatki
    • agnieszka2012 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 09:52
      Witaj
      Jestem mama adopcyjna od 2003 roku i jak każda mama kocham dziecko
      nie zastanawiając się nad tym skąd się wzieło i jakie ono jest jakie
      ono będzie w przyszłości, choć się mówi o genach to i tak wiemy, że
      zależy to od tego co my damy jak my wychowamy, co przekażemy, co
      ztłumimy, a co wzmocnimy, nie da się przewidzieć rekcji na
      100% .Poprostu w życiu, dzieje się i toczy, czasami przymykamy oczy
      aby zobaczyć świat uroczy. A całym moim światem sa moje dzieci.
      • tabakierka2 agnieszka 26.05.09, 09:55
        a w jakim wieku masz dzieci? wszystkie adopcyjne?
        I jakie reakcje otoczenia?
        ( moi rodzice ' my chcemy mieć WŁASNEGO wnuka'sad )
        • chmurka_257 Re: agnieszka 26.05.09, 10:13
          >moi rodzice ' my chcemy mieć WŁASNEGO wnuka


          Moja mama również odradzała mi adopcję tylko dlatego,że byliśmy jeszcze młodzi
          (ja 23,mąż 24 lata i 2 lata po ślubie).Zawsze mówiła nam ,że na pewno nam się
          uda ,że warto poczekac itp.Dziś ,nasza córka jest oczkiem w głowie dziadków
          ,całym ich światem , choc nie jest jedyną wnuczką i nie najmłodsząsmile
          • tabakierka2 chmurka 26.05.09, 10:16
            a to nie jest tak, że trzeba być 5 lat po ślubie, żeby móc adoptować
            dziecko?

            A Wy nie możecie/nie chcecie mieć 'własnych' dzieci? (jesli pytanie
            jest niekulturalne albo niegrzeczne to udajmy, że go nie bylo, OK?).
            • chmurka_257 Re: chmurka 26.05.09, 10:23

              niektóre ośrodki mają wymagania co do stażu ,nasz akurat takiego nie miał i nie
              ma do dziś smile


              > A Wy nie możecie/nie chcecie mieć 'własnych' dzieci? (jesli pytanie
              > jest niekulturalne albo niegrzeczne to udajmy, że go nie bylo, OK?).

              Nie ,dlaczego niekulturalnesmile Z nami jest tak ,że nikt nam nidy nie
              powiedział,żę dzieci miec nie możemy miec ,zawsze słyszeliśmy tylko ,że możemy
              miec "małe " problemysmileJak widac ,problem jest chyba znacznie większy bo przez 8
              lat tylko raz udało mi się zajś w ciążę ,którą poroniłam sadAle ,tak naprawdę nie
              myślę już o ciąży ,nawet nie wiem do końca czy chciałabym w niej bycsmile Cieszę
              się z tego co los mi dał i czuję się już spełniona jako mamasmile
            • kasiakasienka1981_2 Re: tabakierka2 26.05.09, 10:42
              Witam!
              Ja mogę się wypowiedzieć z drugiej strony czyli jako dziecko z rodziny zastępczej.
              Mam najwspanialszą Mamę pod słońcem, która kocha mnie nad życie zapewniła mi wspaniałe dzieciństwo i do dziś jest najukochańszą najwspanialszą mama na świecie, na którą zawsze mogę liczyć. Koleżanki zawsze zazdrościły mi mojej mamy. Nigdy nie odczułam ze nie jestem jej biologicznym dzieckiem ani z jej strony ani ze strony rodziny.
              Od zawsze wiedziałam, że nie jest moja biologiczną mama i kiedy zdarzało, że np. w szkole dokuczano mi z tego powodu to Mama zawsze mnie wtedy przytulała i mówiła "Pamiętaj kochanie mimo tego, że cie nie urodziłam to kocham cię najbardziej na świecie i zawsze będę cie kochać" i wszystkie smutki znikały smile

              Kocham Cię Mamokiss
        • agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:24
          Mój syn ma 6 a moja córka 2 właśnie kończymy adopcję, mojej rodziny
          sie nie bałam i nie zależałomi co powiedzą ponieważ wiedziałam, że
          oni mają swoje życie i nie mieszkam z nimi, poza tym jak mi mogą
          odradzać dzieci jak sami je posiadali i pragęli posiadać, Ja
          wiedziałam że chcę mieć wesoło w domu, czasem strasznie , czasem
          głośno a czasem ciszę, nie przeraża mnie otoczenie co powiedzą bo to
          co ja chce to moje
          • tabakierka2 Re: agnieszka 26.05.09, 10:29
            a jak długo trwa taka procedura?
            i w jakim wieku były maluchy kiedy do Was trafiły?
            Co oznacza, że procedura adopcyjna się kończy?
            Jestem zielona w temacie, a jest dla mnie interesujący i chciałabym
            poznać spojrzenie osób, które adoptowały.
            I jak to wyglada praktycznie? określa się w jakim wieku chciałoby
            się adoptować dziecko i jakiej płci?
            • agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:37
              Syn do nas trafił jako 2 miesięczne dziecko, a córka jako 18
              miesięczna dziewczynka, przy pierwszej adopcji trwało to 18miesięcy
              a przy drugiej 3 lata, tylko dlatego ze tak dużo rodzin się zgłasza,
              a do tego, jak wiadomo kto lepiej stoi finansowo i co posiada ma
              dobrze i szybko, później zależy do jakiego ośrodka sie trafi czy
              poństwowy czy katolicki, to wszystko zależy od ale
            • chmurka_257 Re: agnieszka 26.05.09, 10:48

              > a jak długo trwa taka procedura?

              Jeśli chodzi procedurę sądową,to może trwac różnie ,zależy to wszystko od
              sądu.Czasem trwa to miesiąc ,czasem rok.
              Jeśli zaś o procedurę adopcyjną to zależy to wszystko do jakiego ośrodka
              trafisz,zazwyczaj jest to od 6 mies. do 3 lat.

              > Co oznacza, że procedura adopcyjna się kończy?
              To znaczy to,że znalazło się już dziecko lecz nie odbyła się jeszcze końcowa
              sprawa adopcyjna.


              > I jak to wyglada praktycznie? określa się w jakim wieku chciałoby
              > się adoptować dziecko i jakiej płci?

              Możesz określic i płec dziecka i wiek oraz narodowośc a także pochodzenie. Ale
              powiem Ci z własnego doświadczenie (chcieliśmy dziecko do 6 mies. dostalismy
              prawie 2-letnie),żę tak naprawdę nikt na to nie patrzy i jeśli jest jakies
              dziecko gotowe do adopcji to dzwonią z propozycją do Ciebie ,możesz sie zgodzic
              lub odmówic jeśli proponowane dziecko nie spełnia Twoich oczekiwań.Dla mnie to
              straszne ,ale uwierz mi są tacy ludzie ,którzy potrafią powiedziec " NIE
              DZIĘKUJEMY ,POCZEKAMY JESZCZE"


              • aandzia43 Re: agnieszka 26.05.09, 12:39
                jeśli jest jakies
                > dziecko gotowe do adopcji to dzwonią z propozycją do
                Ciebie ,możesz sie zgodzic
                > lub odmówic jeśli proponowane dziecko nie spełnia Twoich
                oczekiwań.Dla mnie to
                > straszne ,ale uwierz mi są tacy ludzie ,którzy potrafią
                powiedziec " NIE
                > DZIĘKUJEMY ,POCZEKAMY JESZCZE"
                >


                A nie przyszło ci do głowy, że może ktoś zdaje sobie sprawę, że nie
                podoła leczeniu, rehabilitacji i wychowawniu dziecka chorego, z
                licznymi dysfunkcjami? Z grubsza każdy zna swoje możliwości. Z
                grubsza, rzecz jasna. Czy to takie straszne?
                • tabakierka2 Re: agnieszka 26.05.09, 12:41
                  aandzia43 napisała:


                  > A nie przyszło ci do głowy, że może ktoś zdaje sobie sprawę, że
                  nie
                  > podoła leczeniu, rehabilitacji i wychowawniu dziecka chorego, z
                  > licznymi dysfunkcjami? Z grubsza każdy zna swoje możliwości. Z
                  > grubsza, rzecz jasna. Czy to takie straszne?
                  >


                  ale mówimy o opcji "wiek, płeć"wink więc spokojnie. Nie mówiłyśmy o
                  dysfunkcjachsmile to inna inszość i trzeba być odpowiednio
                  przygotowanym i świadomym.
                  • aandzia43 Re: agnieszka 26.05.09, 12:49
                    aaaaa..., to co innegosmile
                • chmurka_257 Re: agnieszka 26.05.09, 13:25

                  A nie przyszło ci do głowy, że może ktoś zdaje sobie sprawę, że nie
                  podoła leczeniu, rehabilitacji i wychowawniu dziecka chorego, z
                  licznymi dysfunkcjami? Z grubsza każdy zna swoje możliwości. Z
                  grubsza, rzecz jasna. Czy to takie straszne?

                  ja tu pisałam o wieku i płci dziecka ,a nie chorych dzieciach bo to jest inny
                  temat i tu akurat nikt kto pragnie zdrowe dziecko nie wciśnie chorego .
                  • agnieszka_gk Re: agnieszka 27.05.09, 12:46
                    Kwestia wieku też nie jest taka oczywista - bo to duża róznica
                    adoptować dziecko 2-miesięczne a 6 letnie.
                    A jeśli chodzi o miłość do dziecka adoptowanego, to warto wiedzieć,
                    że kochać to jedno, a radzić sobie z licznymi dysfunkcjami
                    rozwojowymi i emocjonalnymi dziecka to drugie. Większośc znanych mi
                    dzieci adoptowanych to dzieci zdrowe, normalnie się rozwijające, w
                    niczym nie odstające od rówieśników, ale bywają też dzieci na prawdę
                    trudne, z dużą traumą odrzucenia, z zaburzeniem więzi, którym sama
                    miłośc nie wystarcza, a o profesjonalną, specjalistyczną poradę i
                    opiekę psychologiczną też bardzo trudno.
                    Warto to wszystko wiedzieć, bo jakie dziecko trafi do nas nigdy nie
                    wiemy.
                    • chmurka_257 Re: agnieszka 27.05.09, 12:55
                      agnieszka_gk napisała:
                      > Warto to wszystko wiedzieć, bo jakie dziecko trafi do nas nigdy nie
                      > wiemy.

                      ale przecież rodząc własne dziecko, też nie wiesz nigdy z jakimi problemami
                      będziesz musiała się borykac w przyszłości .Dziecko to wielka niewiadoma ,nie
                      ważne czy adoptowane czy biologiczne .
                      • agnieszka_gk niezupełnie 27.05.09, 14:40
                        "ale przecież rodząc własne dziecko, też nie wiesz nigdy z jakimi
                        problemami będziesz musiała się borykac w przyszłości .Dziecko to
                        wielka niewiadoma ,nie ważne czy adoptowane czy biologiczne"

                        To częsty argument podnoszony w dyskusjach o adopcji i prawdziwy
                        tylko do pewnego stopnia. Oczywiście, że nasze biologiczne dziecko
                        może mieć rózne problemy zdrowotne czy sprawiać przeróżne problemy.
                        Ale prawdopodobieństwo, że będzie mieć chorobę sierocą, traumę
                        porzucenia, zaburzenia więzi ze wszelkimi tego konsekwencjami jest
                        juz raczej minimalne. Nie znaczy, że kazde dziecko dziecko
                        adoptowane jest "trudne" - jak juz mówiłam, zdecydowaną większośc
                        dzieci jaką znam są to "normalnie" rozwijające się dzieci, ale
                        czytam i znam z opowieści własnie takie trudniejsze historie.
                        • chmurka_257 Re: niezupełnie 27.05.09, 14:52
                          I właśnie dlatego nie każdy może stac się rodzicem adopcyjnym .Na adopcje
                          trzeba byc gotowym w 100% ,taka decyzja musi byc bardzo dobrze przemyślana
                          ,trzeba pomyślec nie tylko o tym dobrym co nas spotka ale też o tym "złym".Taki
                          rodzic musi przejśc szereg badania i testów psychologiczne oraz szkolenia .Na
                          tych szkoleniach właśnie dostajesz podpowiedzi jak się wychowuje takie dziecko
                          ,co trzeba robic w sytuacjach kiedy dziecko ma chorobę sieroca ,co trzeba
                          dziecku mówic aby odzyskało swoje poczucie wartości...Nie mówię ,że to są
                          banalnie proste sprawy ,ale uwierz mi ,jeśli kocha się to dziecko całym sercem
                          to jest to do pokonaniasmile
                          • agnieszka_gk Re: niezupełnie 27.05.09, 15:48
                            Jestem mamą adopcyjną i przechodziłam przez wszystkie szkolenia,
                            badania testy. OAO, jeśli podchodzą do swojej pracy profesjonalnie,
                            przekazują przyszłym rodzicom adopcyjnym wiele potrzebnych
                            informacji i teoretycznie r.a. są bardziej przygotowani do
                            rodzicielstwa generalnie niż przecietni rodzice biologiczni. Ale są
                            poruszane z reguły najbardziej powszechne problemy występujace w
                            rodzinach adopcyjnych - jawnośc adopcji, budowanie tożsamości,
                            poczucia wartości itd. To ważne, ale gama i skala probelmów mogą
                            znacząco wybiegać poza "standardowe" problemy. Proponuję zajrzeć na
                            nasz-bocian.pl i poczytać o róznych problemach malych i nastoletnich
                            dzieci na Adopcyjnych dylematach.
            • agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:49
              Co do tego jakie dziecko i w jakim wieku to wszystko zależy od
              ośrodka, od pań jak na to patrzą jakie są wasze wymagania, choć
              czasem im sie nie podoba że ktoś konkretnie chce mieć syna albo
              córke i sie tu z nimi zgadzam bo to wieksze ryzyko rozczarowania a
              miało być tak pięknie, a tak byłam w ciąży adopcyjnej inie
              wiedziałam co urodze to było piękne i już tak chciałam i tak mam tak
              wybrałam i los mi szczęscie dał, dwa razy 100% marzeń
        • agnieszka2012 Re: agnieszka 26.05.09, 10:56
          Gdyby mi mama tak powiedziała to ja bym jej jedno zadała pytanie czy
          ty mnie chciałaś, a gdybyś nie mogła to co byś zrobiła jakie ty
          miałaś pragnienia, czy ty byś potrafiła żyć bez dziecka, czy ty mnie
          się wstydzisz, ja mam takie samomażenie jak ty mamo Kocham i szanuję
          cię za to ze ty mnie chiałaś ja też tego chcę doświadczyć, nie
          odbieraj mi tego mówiąc chce mieć własnego wnuka
      • leli1 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:50
        patrze na mojego mlodego i mowie do męża "ale on sliczny, z nas by taki ładny nie był" smile), to oczywiscie w formie zartu, ale jakos tak nie mam sczegolnego pędu do przekazywania walsnych genów, a dziecko do kochania, troszczenia sie o nie, wprowadzania w zycie juz mam. I to jest MOJE dziecko, WLASNY wnuczek swojej babci i dziadka i nie wyobrazam sobie ze urodzone przeze mnie moglabym kochac bardziej.

    • agnieszka2012 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 10:42
      a co do zakończenia adopcji to mi chodzi o to, że Pani sędzia
      pozwoliła sobie na głębsze badanie naszej chćei adopcji, więc
      postanowiła że nam da czas na zastanowienie się czy nadal chcemy
      adoptować małą i do tego jeszcze raz musieliśmy przejśc procedurę
      badań psychologicznych i pedagogicznych, ale jest wszystko na dobrej
      drodze myślę ze w czerwcu będzie koniec i córa będzie nosić wkoncu
      nasze nazwisko zdązyła już sie jego nauczyć
      szczęśliwa rodzinka
      • verdana Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:08
        Moja matka ma adoptowanego brata. Został adoptowany, gdy miał 7 lat -
        owszem, byly problemy z nauka (ja ze swoimi rodzonymi mam o wiele
        wieksze...), ale skonczył studia, ma wlasne dzieci.
        A najsmieszniejsze, ze jeśli chodzi o zachowanie, wady , zalety i
        sposób mowienia - jest po prostu kopia mojego dziadka...
        • tabakierka2 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:26
          u mnie na osiedlu była podobna historiawink
          para adoptowała chłopca. Chłopiec nie bardzo do nich podobny, no
          bywa.
          Ożenił się i ma dwójkę dzieci obecnie.
          Synek jest tak podobny do dziadka, że jest nieprawdopodobne! te same
          ruchy, gestykulacja, sposób chodzeniasmile Jak to możliwe??? możliwe,
          że adoptowany syn przejał ruchy/gestykulację na zasadzie obserwacji
          <nieświadomie> a jego syn odziedziczył?
          • chmurka_257 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:45
            jasne ,że możliwesmile
            U nas jest identycznie ,różnimy się bardzo,bardzo wyglądem .My- ciemne włosy
            ,ciemna karnacja ,ciemne oczy ,a nasz córcia -blondyneczka ,malutka i drobna jak
            calineczka ,oczka błękitne ,cera jasna ,ale za to ruchy,gestykulacja,sposób
            wysławiania się ma nasze ,uwielbia lody za tatą ,uwielbia wodę za mamą,nawet ma
            pieprzyk na buzi w tym samym miejscu co tatasmile
    • smerfetka8801 Re: Dzieci adoptowane 26.05.09, 13:53
      rozmawialiśmy z mężem o adopcji choć mamy własne dziecko i chcemy jeszcze jedno
      sęk w tym,ze jeśli tylko będzie nas stać na zapewnienie godnego życia większej
      ilości dzieci to zapewne zdecydujemy się na adopcję.
      oboje uważamy ,ze każde dziecko zasługuje na miłość
      • phantomka Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 13:08
        O adopcji mysle dlugo, ten temat wraca co jakis czas w rozmowach z
        moim partnerem. I rowniez nie raz slyszalam oburzenie, jak mozna
        brac cudze dziecko, przeciez to sa obce, zle geny, ze z takich
        dzieci nic dobrego nie wyrasta, itd. Wtedy szukam w glowie jakiejs
        znajomej rodziny, ktora ma problemy z bilogicznymi dziecmi. Podaja
        jako przyklad bzdury nt. tych zlych genow (chodzi im z reguly o
        alkoholizm, przestepczosci, itp.) i wtedy faktycznie ciezko znalezc
        kontrargumenty.
        Moja ciocia kilkadziesiat lat temu zdecydowala sie na adopcje,
        dostali najpierw dziewczynke na jakis czas. Byla to Rumunka. Ciotka
        twierdzi, ze z malej wychodzily zle nawyki i zrezygnowali z adopcji.
        Ciotka mocno to przezyla i wiecej nie zdecydowala sie podejmowac
        prob. Cale zycie zaluje, ze nie ma dzieci, bo je kocha. I widze, ze
        ma poczucie bezsensu zycia odkad przeszla na emeryture, bo wczesniej
        uciekala mocno w prace, zeby nie myslec o tym pustym gniezdzie.
        • lacitadelle Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 15:52
          Też rozmyślam o adopcji, właściwie od zawsze (mam rocznego synka), chyba
          dlatego, że chciałabym pomóc nieszczęśliwym dzieciom, odmienić ich świat na
          lepsze. Brzmi to strasznie patetycznie i chyba głupio? Nie wiem, jak to lepiej
          wyrazić, jestem bardzo szczęśliwą osobą, doświadczyłam w życiu wiele dobrego i
          chcę się tym podzielić. Może to jest kiepski powód do adopcji... jeżeli bym się
          kiedyś na nią (z moim mężczyzną oczywiście) zdecydowała, to mam nadzieję, że
          odpowiednie procedury pomogą to zweryfikować. Aha, gdybym się już na to
          zdecydowała, to raczej chciałabym adoptować takie dziecko, którego większość
          rodziców mogłaby nie chcieć z jakichś przyczyn, świadoma spowodowanych tym
          trudności. Mam znajomych, którzy po urodzeniu własnego dziecka adoptowali
          rodzeństwo z FAS, bardzo ich podziwiam.
          To jest poważna decyzja, więc poważne argumenty przeciw na pewno starałabym się
          poważnie rozpatrywać, ale tekst w stylu "chcemy mieć własnego wnuka"
          skomentowałabym z właściwym sobie brakiem oporów.
    • protozoa Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:13
      Są ludzie, którzy chcą adoptować dzieci, potrafia pokochać je jak własne i tacy,
      którzy nie nadają się na rodziców adopcyjnych. Nie oznacza to, że ci pierwsi są
      lepszymi ludxmi niz ci drudzy. Sa po prostu inni.
      Rzadko się o tym mówi, ale najczęściej ludzie decydują się na adopcje DLA SIBIE
      nie żeby uszczęśliwić dziecko, ale dla zaspokojenia własnych potrzeb
      macierzyństwa i ojcostwa - i to też nie jest naganne.
      Czy miłość rodzi się od pierwszego wejrzenia - najczęściej nie, i z tego powodu
      potencjalni rodzice adopcyjni nie powinni się obwiniać.
      Problemy z dziećmi adoptowanymi - są. Podobnie jak są z biologicznymi, tylko
      rodzice biologiczni nie szukają "złych genów", a w przypadku BARDZO POWAŻNYCH
      PROBLEMÓW występujących u dzieci adoptowanych - zwykle w wieku dojrzewania lub
      gdy dowiedzą się, że nie są dziecmi biologicznymi, rodzice adopcyjni szukają
      własnie tych "złych genów" i skłonności po rodzinie biologicznej.
      Bywa, że pojawiają się problemy zdrowotne wynikające z zaniedbań matki w czasie
      ciąży (np. nadużywania alkoholu) i wtedy też nie zawsze rodzina adopcyjna sobie
      z tym radzi.
      I są to rzeczy realne, występujące, z których trzeba sobie zdawać sprawę. Nie
      oceniac, nie potępiać, nie koloryzować, nie zmuszać ani siebie ani partnera do
      niczego, ale zrobić uczciwy, rzetelny rachunek - czy podoła się wychowywać,
      kochac dziecko, którego się nie urodziło, dziecko obce genowo. I mniejszym złem
      jest uczciwe przyznanie się, że nie, zaniechanie adopcji niż robienie
      czegokolwiek na siłe lub "odwracanie" całego procesu adopcyjnego.
      • kawka74 Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:19
        > Rzadko się o tym mówi, ale najczęściej ludzie decydują się na adopcje DLA SIBIE
        > nie żeby uszczęśliwić dziecko, ale dla zaspokojenia własnych potrzeb
        > macierzyństwa i ojcostwa - i to też nie jest naganne.

        Powiem więcej - to znakomita motywacja.
        "Pomoc sierotce" to krok w przepaść.
        • wieczna-gosia Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:22
          w koncu na wlasne dzieci tez sie czlowiek decyduje dla siebie, wiec adopcja "dla
          siebie" to motywacja najblizsza naturalnej.

          Ja bym zalozyla rodzinny dom dziecka najchetniejm, tylko nie mam z kim smile juz
          nawet kiedys kurs zaczelam. Ale adoptowac dziecka bym nie chciala.
    • wieczna-gosia Re: Dzieci adoptowane 27.05.09, 17:25
      Cudna w Ostatnicj Obcasach byla opowiesc o Henryce Krzywonos- pare lat temu mi
      cos przebieglo po oczach ze tramwajarka co strajki zaczela wziela sie za dom
      dziecka, ale nie wiedzialam nic blizej. Swietna opowiesc na Dzien Matki- taka do
      bolu zwyczajna, kazda z nas taka opowiesc by mogla strzelic o wlasnych dzieciach smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka