figrut
03.08.09, 18:16
Rodzice koleżanki mojej córki wyjechali na wczasy. Dzieci mają troje -
dziewczyna 19 lat, dwóch chłopaków 16 i 18 lat. Odkąd tylko pamiętam,
dziewczyna zawsze miała obowiązki w domu i nie były one tylko obowiązkami
podziałowymi. Od zawsze ona, jako dziewczyna i jako starsza musiała sprzątać
po braciach, wyprawić ich do szkoły kiedy rodzice byli w pracy. Rodzice
pojechali sami, chłopaków i dziewczynę zostawili w domu.
Wieczorem córa z koleżankami (między innymi tą dziewczyną) wybrały się
rowerami nad jezioro zrobić grilla. Musiałam zawieźć im tego grilla i węgiel
samochodem. Nie zdążyły jeszcze go rozpalić, kiedy zadzwonił telefon TEJ
dziewczyny. Dzwoniła jej matka (moja dawna koleżanka z podwórka) robiąc jej
awanturę o to, że pojechała się bawić, a bracia są bez kolacji i nie mają
zrobionych łóżek. Dziewczyna się rozpłakała, więc wpakowałam ją z rowerem do
samochodu i podwiozłam do domu. Szlag mnie trafił, bo już kiedyś ścięłam się z
tą moją dawną koleżanką o tą dziewczynę, jak zaganiała ją do pieczenia na
urodziny jej brata (dziewczyna świetnie piecze i gotuje), zamiast pozwolić jej
przygotować się do klasówki. Usłyszałam wtedy, że jej wyższa szkoła nie będzie
potrzebna, bo jest kobietą, a skoro jest kobietą i potrafi dobrze gotować, to
jej to w życiu wystarczy. Dziewczyna orłem w szkole nigdy nie była, ale też
zawsze dawano jej do zrozumienia, że umiejętność gotowania, sprzątania i
pieczenia w zupełności jej w życiu wystarczą, więc i nikt jej do nauki nie
motywował. Po za tym trafia mnie, jak rodzice decydują się na kolejne dzieci,
a starsze musi obsługiwać młodsze "z obowiązku" starszeństwa. Czy to kurna
średniowiecze ???