W zeszłym roku przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Jako jedyni
posiadamy duży taras (mieszkanie na parterze - inne mają już zwykłe balkony).
Od razu chcieliśmy go zadaszyć (z wyższych pięter wszystko do nas leci - pety,
klamerki, zabawki psa, nawet się zdarzały puszki i butelki). No a poza tym nie
chciałam aby z góry ktoś patrzył co robię albo oglądał moje suszące się gacie.
No i od razu zaczął się problem z sąsiadem z I piętra. Stwierdził, że nie
wyraża zgody, że sobie nie życzy, że nie chce mieszkać na strychu i że trzeba
to było brać pod uwagę jak się kupowało mieszkanie z tarasem. Najpierw mnie
zamurowało a potem wdałam się z nim w dyskusję (wojownicza byłam - w 5 m-cu
ciąży

) - że to nie on będzie decydował co mogę
u siebie zamontować a
czego nie i że trzeba było brać pod uwagę taką ewentualność jak się kupowało
mieszkanie na I piętrze. Poza tym twierdził, że będzie miał nieestetyczny
widok bo wszystkie śmieci, liście itp. będą się na daszku zbierać i że łatwiej
jest przecież pozamiatać niż z dachu usuwać. Odpowiedziałam, że mu na pewno
łatwiej bo to nie on codziennie lata z miotłą tylko ja. Poza tym powiedział,
że pójdzie na skargę do administracji. No to wystosowaliśmy pismo do
administracji o zgodę - nie dostaliśmy. Ale zaproponowali nam markizę (co od
razu mi się nie spodobało bo skoro leciały nam na taras pety to byśmy zaraz
mieli dziury). A że była już jesień to się wstrzymaliśmy i na wiosnę
postanowiliśmy coś zrobić. No i w kwietniu mąż wyhaczył markizę wolnostojącą,
idealnie dopasowana rozmiarami - zakrywa prawie cały taras. Sąsiad nie
omieszkał zaraz stwierdzić, że "a jednak postawiliście". No jednak tak...
Tylko, że już nastepnego dnia mieliśmy wypaloną dziurę po papierosie, po 3
dniach kolejną. Mąż nawet chodził do sąsiadów z pionu i prosił, żeby uważać z
papierosami - pominął tych z I piętra bo wydawało nam się, że oni nie palą.
Wczoraj pojawiła się kolejna dziura. Mąż poszedł ją oglądać i zauważył na
balkonie sąsiadkę z I piętra, która paliła i bezczelnie strzepywała popiół na
markizę. Zapytał ją czy mogłaby uważać a ona mu na to... NIE. Mąż należy
raczej do wygadanych osób ale wtedy go po prostu zamurowało. Mnie potem tez
jak mi zdał relację.
No i co my mamy z nimi zrobić? Babka jest niesympatyczna, nawet na moje "dzień
dobry" zawsze coś odburkiwała. Od innych sąsiadów wiemy, że oni tacy się
stalki po śmierci córki (miała 18 lat i zmarła na raka). Ja rozumiem ludzką
tragedię ale czy jest to powód do niszczenia cudzego mienia? Bo to jest nie
tylko chamstwo i bezczelność ale i przestępstwo.
Żadne "grzeczne argumenty" nie przemawiają. Mam ochotę dać jej z liścia