No to nie wiedziałam, że mam Yeti w domu

Mąż przeszedł na "pełnoetatowy"
wychowawczy jak córka miała 5,5 miesiąca. I mi, i jemu wydaje się, to zupełnie
normalne, aczkolwiek czasem reakcje nawet tzw. nowoczesnych znajomych na
informację, że to mąż a nie ja "zawiesił" pracę zawodową przypominają mi, że
tak nie jest. Powiedziałabym, że zainteresowanie czasami miesza się tutaj
jednak z leciutką kpiną wyrażaną w niby-żartach. Jakby jednak te zajęcia
domowe były mniej godne mężczyzny. Co innego gdyby to mąż "zarabiał na dom" a
ja byłabym w domu. Z naszej domowej perspektywy przekonywanie, że mężczyzna
TEŻ potrafi zająć się dzieckiem jest co najmniej dziwne - przecież to
oczywiste, po co więc o tym w ogóle mówić. Nie wspominając o robieniu
wielkiego halo wokół dwóch tygodni tzw. urlopu tacierzyńskiego. Cóż to jest
dwa tygodnie? w jakim świecie my żyjemy, skoro po dwóch tysiącach lat -
przepraszam za określenie - płodzenia dzieci, ojcowie przez dwa tygodnie
uprzejmie mogą się nimi zająć?