Dodaj do ulubionych

Dokąd uciec...

08.08.06, 20:22
mam dosyć... szlag mnie trafia i nienawidzę każdego powrotu do domu. Wieczne
pretensje, urąganie, docinanie.
Utrzymuję rodzinę, żyjemy na jako takiej stopie i za grosz szacunku..???

Wracam do domu, nawet nie zjem w spokoju obiadu a moja "Lady" już na miasto
po zakupska- a ja w tym czasie zajmuje się małymi dziećmi - nierzadki do
wieczora. jak już waćpanna wróci do siedliska to pretensje że w domu ....
brudno i naczynia źle pozmywane.

....... mammmmmmmmm dosyćććććć.....!!!!

przestałem już nawet szanowac siebie i .... nie wiem co myśleć.
wystrzegajcie się "toksycznych" żon

uciekam do...nikąd.

ps
nie sprawdziłem się

Obserwuj wątek
    • karol.01 Re: Dokąd uciec... 09.08.06, 19:29
      Do kochanki.
      • tata_tomek Żadnej kochanki! Mało użerki z jedną? 10.08.06, 14:21
        > Wracam do domu, nawet nie zjem w spokoju obiadu
        A kto gotuje? Bo jak ja wracam do domu, to żona czasem pyta co będzie na obiad i
        kiedy go ugotuję i czy zrobiłem zakupy.

        > a moja "Lady" już na miasto po zakupska
        Za czyją kasę te zakupy? Jeśli za jej, to nic nie zrobisz; jesli nie, to
        przeanalizuj gruntownie wydatki (żarcie + czynsz + wszelkie opłaty + rachunki za
        telefony itp.) i szlaban na kasę w razie potrzeby. Co do wydatków jedzeniowych,
        to luksusy przede wszystkim dla dzieci, bo one nie mogą cierpieć (póki was na to
        stać).

        > a ja w tym czasie zajmuje się małymi dziećmi - nierzadki do wieczora.
        Ja bym się chętnie córką zajmował... niestety w okresie wakacyjnym matka
        profilaktycznie wychodzi z nią z domu w porze mojego powrotu i wraca w
        porzekładzenia dziecka spać (

        > przestałem już nawet szanowac siebie i .... nie wiem co myśleć.
        Masz dzieci? więc o nich myśl, dla nich trzeba (i warto) wiele znieść a nie
        uciekać. Byle do matury (ich) smile

        > wystrzegajcie się "toksycznych" żon
        One się takie stają dopiero po ślubie (z toksyczną narzeczoną nikt normalny się
        nie ożeni), więc porada raczej bezwartościowa smile
        • tofik991 Re: Żadnej kochanki! Mało użerki z jedną? 10.08.06, 14:48
          Czyli jak to jest z tymi "toksycznymi" żonami i ich poszkodowanymi mężami?
          Nie da się wypracować korzystniejszego układu dla obojga?
          Tak czy tak, spróbować zawsze warto!

          Pozdrawiam!
        • karol.01 Re: kochanka lub skok w bok, 10.08.06, 23:46
          metoda sprawdzona już przez naszych dziadków smile.

          A poza tym luzik, pełny luz - no i faktycznie pomaga przykręcenie śruby
          (finansowej).
    • ik_ecc Re: Dokąd uciec... 10.08.06, 19:26
      Hm, u mnie jest podobnie - maz wraca z pracy, to ja "na zakupska" (czy do
      kompa, czy z kumpela na kawe, czy do fryzjera, czy do pracy), a on z roczna
      corka na plac zabaw - i robi to z radoscia. Sam tez sobie gotuje, wieczorem
      zmywa naczynia z calego dnia, podgarnia w kuchni, wynosi smieci, czasami konczy
      pranie, wychodzi z psem na dwor. Niedawno pies byl chory i wypadl mu ten
      godzinny nocny spacer, to sie pytal czy cos jeszcze jest do zrobienia w
      domu. wink

      Roznica tylko, ze ja szanuje jego prace, a on szanuje moja. Pretensji do siebie
      nawzajem nie mamy, nie przyjmujemy tez w niczym postawy roszczeniowej, staramy
      sie docenic to co druga strona robi, nawet jesli to sa oczywistosci. I jest to
      cos czego oboje pilnujemy, bo wiemy ze jesli jedna strona zacznie umniejszac
      wklad drugiej strony, to wszystko pojdzie w dol.

      Tak wiec moze nie jest to jednak kwestia "zakupsk" tylko jednak wzajemnego
      szacunku?
      • karol.01 Re: niestety ten szacunek 10.08.06, 23:43
        do pracy drugiej "połówki" ma większość mężów i nieliczne żony.
    • johnnysixcannons Re: Dokąd uciec... 15.08.06, 11:34
      Nie uciekniesz,bo masz dzieciaki.A rada z przykręceniem śruby wydaje się
      sensowna.Zacznij jednak od powiedzenia,że masz tego dość.Możesz też trzsnąć
      drzwiami.Ale uwazaj,żeby odbyło się to bez dzieci.Jak nie powiesz żonie ,że
      zaraz wybuchniesz i wszystko ochlapiesz to skąd ma to do niej dotrzeć?A może ona
      ma swoje pretensje,ze cos tam cos tam?Trzeba pogadać i to tak poważnie.kolejna
      awantura nic nie rozwiąże.Może kilka takich argumentów
      1 Ja dziś idę z dzieciakami gdzieś tam a ty sprzątasz.
      2 Ja dziś idę na spotkanie z kumplami z roku/podwórka/podstawówki bo dawno nie
      wychodziłem i dziś mam okazję.
      3 może trzeba dzieciaki komuś dać na przechowanie wieczorem i pójść razem na spacer?
      Co ja ci będę sciemniał.Musisz starej powiedzieć że tak dłużej być nie może,bo
      się zawali
      • skurczybyczus Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 10:44
        Pewnie zabrzmi to okropnie, ale mozna dlugo... chyba u Fromm'a w "Ucieczce od
        wolnosci" ten mechanizm jest opisany. Ale tym bardziej istotne jest to przerwac
        jak najszybciej, stawiajac stosunki miedzy wami na tory ktore dla obojga beda fair.
        Notabene, pamietaj ze dopoki nie powiesz jej tego wprost, ona moze szczerze
        uwazac ze tobie jest z tym dobrze.
    • tata_maz Re: Dokąd uciec... 16.08.06, 14:07
      Może Ona też jest przemęczona. Może warto podrzucić dzici dziadkom i wybrać się
      na kilka dni na wyjazd, aby przypomnieć dawne czasy.
      To nie prawda, że się nie sprawdziłeś, zmęczenie i monotonia robią swoje -
      puszczają nerwy.
      Wiesz czasami warto zagryść zęby i kupić jej kwiatka (bez okazji), wysłać na
      siłę do kina. To jest system naczyń powiązanych, wówczas i ona trochę odpuści.
    • yauokim Re: Dokąd uciec... 31.08.06, 22:44
      Wyluzuj, znajdź se laskę na boku które Cię doceni i zostaw obecną zołze niech
      się sama w swoim sosie męczy.
      • ak70 Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 08:55
        Typowy meski (egoistyczny) punkt widzenia.
        Chyle czoła przed panami, którzy potrafia spojrzeć na obie strony tego medalu.
        Żona po całym dniu zasuwania w domu i opieki nad dziećmi po prostu ma ochotę na
        czas dla siebie. I być może gdyby autor wątku - jak radzi kilka osób -
        zorganizował opieke nad dziećmi, wybrałaby sie z radościa razem z nim. Może ta
        sytuacja jej tez ciąży? Nie zostało napisane nic na temat czy on rozmawiał z
        żoną czy nie na ten temat? Bo u facetów częste jest trzymanie w sobie uraz i
        pretensji, zamykanie się w sobie (jaskinia). Dużo lepszym rozwiązaniem jest
        przeprowadzenie spokojnej (!) rozmowy o tym co czujesz - a nie o tym co ona -
        Twoim zdaniem - powinna robić.
        Powiem Ci, że nie dziwie sie Twojej żonie i wiem, że robiąc tak walczy o siebie
        i swoje prawo do odpoczynku, relaksu. Ja tak nie robiłam kiedy siedziałam w
        domu z dziećmi i to był mój błąd. Liczyłam na to, że mąż po powrocie z pracy
        zajmie sie dziećmi, a ja bede mogła choc troche odpocząć, nawet nie wychodząc z
        domu, poczytac książkę czy choćby spokojnie zrobic zaległe prasowanie, bez
        dzieci czepiających sie nogawek i przeszkadzających co chwila. Tak się nie
        stało niestety... Mój mąż po pracy zjadał obiad i kładł sie spać lub włączał
        TV/komputer - no bo przecież on musi odpocząć i zrelaksować sie po pracy!!!
        Kompletnie nie zauważał mojego zmęczenia, nie docierało do niego, że choć nie
        zawodowo to przeciez ja tez pracuję i nie kosztuje mnie to wcale mniej wysiłku.
        Efekt? Sprawa rozwodowa w drodze....
        Życzę owocnych przemyśleń i mądrych decyzji. Pozdrawiam
    • pio-78 Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 09:14
      Rozumieme Cię.

      Mam to samo w domu, z tą różnica, że moja "lady" nie robi zakupów, ja muszę jak
      wracam z pracy. Ugotować - teni nie da rady, bo podobno dziecko nie pozwala i
      wymaga zainteresowania.
      Tak więc moja "Lady" siedzi w domu, nic nie robi. a z resztą jes taka sama -
      czepia się o wszystko, byle tylko siedzieć obrażona i pogniewana.
      • darek12345 Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 10:03
        pio-78 napisał:

        > Rozumieme Cię.
        >
        > Mam to samo w domu, z tą różnica, że moja "lady" nie robi zakupów, ja muszę
        jak
        >
        > wracam z pracy. Ugotować - teni nie da rady, bo podobno dziecko nie pozwala i
        > wymaga zainteresowania.
        > Tak więc moja "Lady" siedzi w domu, nic nie robi. a z resztą jes taka sama -
        > czepia się o wszystko, byle tylko siedzieć obrażona i pogniewana.


        Opieka nad dzieckiem dla mnie jest często cięższa niż praca, ja częściej
        zostaję z moim synem (1,5 rocznym), więc odczuwam to często na własnej skórze.
        A mówienie, że nic nie robi w domu tylko opiekuje się dzieckiem (zwłaszca w
        wieku do 2-3 lat) jest bez sensu. Dla potwiedzenia tego proponuję Ci, żebyś
        został z małym dzieckiem kilka dni sam. W pracy jest się zazwyczaj 8 godzin
        (czasmi dłużej lub krócej) a potem koniec, a dziecko dopóki nie zaśnie to
        raczej spokoju nie da. Oczywiście obiad da się ugotować, ale to wymaga naprawdę
        sporo wysiłku. Tak więc podziwiam kobiety, które wychowują dziecko, lub dwoje,
        troje albo więcej i utrzymują wszystko w porządku (sprzątają, prasują, piorą) i
        jeszcze gotują obiad dla męża i dzieci.
        • adelheid Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 10:29
          bardzo madra wypowiedz. ja nie mam dzieci jeszcze ale slucham co moja mama opowiada co przechodzila ze mna. i nie rozumiem jak matka z malym dzieckiem ma gotowac obiad albo innymi pie..mi ma sie zajmowac. z takiego "dbania o dom" sa pozniej: dzieci wypadajace przez okno, poparzone, utopione itp. male dziecko wymaga nieustannej opieki! wie to dziewczyna ktora nie ma dziecka a faceci jakos nie moga tego pojac... no normalnie inny gatunek...
        • lady.godivia Re: Dokąd uciec... 03.09.06, 09:20
          i jeszcze czasami pracuja zawodowosmile
        • jj27 Re: Dokąd uciec... 15.09.06, 14:12
          Docenic to co robi. Bo jak jej nie docenisz to frustracja z kazdej strony
          bedzie narastac. Ale musisz jej powiedziec ze ty tez chcesz czasmi odpocząc i
          ze tez chcesz zeby doceniło twój wysiłek i prace. co mam ci powiedziec mam 2 i
          pól letnie dziecko i wychowuje je sama, poniewaj jego tatus podobnie jak ty
          przychodził z pracy i burczał ze jest głodny ze jest nie poprane i kład sie i
          odpoczywał i zamiast bawic sie z dzieckiem wkładał je do kojca. NO moze z ta
          róznica ze ja tez pracuje 8h dziennie i po pewnym czasie jak słyszałm ze moja
          praca jest niewazna bo to on pracuje fizycznie a ja tylko intelektualnie( to
          ja przynosiłam wiecej kasy do domu), ze jest nieposprztane itp. po prostu
          wystwiłam mu walzki. I muszze ci powiedziec ze teraz jestem sliczną młoda
          szczesliwa kobieta, a zamieniałam sie we wredną sfrutrowaną jedze.
      • dzida133 Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 12:28
        Wiesz co, jak czytam takie posty to mi się nóż w kieszeni otwiera...przydałoby
        Ci się posiedzenie w domu z dzieckim przez parę dni i " nic nierobienie "
        zobaczyłbyś to swoje " podobno " !
        • x-man66 Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 13:31
          Każda praca (a za taką trzeba uznać opiekę nad dzieckiem) wymaga odpowiedniej
          organizacji. Wtedy można również wykonać kilka czynności takich jak ugotowanie
          obiadu, zakupy itp. I jest tu wymagana pomoc z zewnątrz (nie zawsze można te
          zakupy zrobić itd.) - czyli współpraca.
          I nikt mi nie powie,że przez cały czas ktoś wychowuje dziecko (choć jest to
          czynność ciągła) tak jak,że ktoś pracuje 10godz non stop !!!!!
          Nie dziwię się kobiecie, że jak partner przyjdzie z pracy to ona też by chcaiła
          "wyjść z pracy". Czy to będą "zakupska" czy kawa - to jest relaks po pracy !!!!
          A to, że nie masz obiadu - tak sobie "wychowałeś" żonę. Z kochanką wcale nie
          będzie lepiej - będą wyjścia do restauracji, czyli w konsekwencji też nie będzie
          gotować.
          Temat szeroki i głęboki.
    • dzida133 Re: Dokąd uciec... 01.09.06, 12:29
      Sorki, to było do pio-78 !
    • platoon11 Re: Dokąd uciec... 06.09.06, 08:16
      .... jest taka indonezyjska wyspa w archipelagu Małych Wysp Sundajskich,
      nazywa się Bali, osobiście tam nie byłem, ale podobno gwiazdy dosłownie spadają
      na łeb smilesmile są też tam fantastycznie zimne driny i piękne kobity, a jeśli
      któraś wkurza to jest tam też czynny wulkan Agung do którego można sekutnice
      wrzucić smilesmilesmile....."i tak powiem" smilesmile...brać walize i spadać smilesmilesmile

      P.S.
      Kiedyś sam tam wyjadę smile
      pozdro
      • liweczka1 Re: Dokąd uciec... 12.09.06, 13:40
        Ciekawi mnie w jakim wieku są dzieci autora wątku. Niemowlę kilkumiesięczne
        wymaga duzo uwagi i pracy (jedzonko na okrągło,przewijanie, pranie,
        prasowanie). Jestem kobietą i wychowuję jedno dziecko,mąż pracuje. Corka ma 16
        miesięcy. Rano wstajemy (mąż już w pracy), jemy i wychodzimy na dwor, potem ja
        sprzatam i gotuję obiad dziecku i nam. W południe kładę corcię i czytam lub
        przeglądam info na necie, ogolnie wypoczywam te połtora-2 godz.Dziecko wstaje,
        karmie je i kończę obiad. Jak meżuś wraca, podaję gorący obiad, pijemy wspolnie
        kawusię i jemy ciasteczka oraz pogaduszki. Po 16-ej wychodzimy na spacer dp
        parku, dziecko biega a my pogaduszki. Po drodze ja robie zakupy a oni wracają
        do domu ok. 18. Potem ja robie kolacje dziecku i karmie dziecko, a mąż szykuje
        cos dla nas. Potem czas dla nas na tv,komp, zabawe z dzieckiem itp. Kapiel,
        bachorek o 21 lulu a my do łóżka, piwko, tv....Myslę że można tak
        zagospodarować czas, by spędzac go razem i jednocześnie jakoś wypocząć. Mąż nie
        raz mowi,że on w pracy odpoczywa (jak nie ma co robić ha ha)...pozdrawiam
        • wake Re: Dokąd uciec... 14.09.06, 13:08
          No to ja przedstawię się w świetle powyższych informacji jako żona idealna. W
          100% zgadzam się z jednym z przedmówców, że wszystko zależy od tego jak się
          organizuje czas. Kiedy byłam w domu, zajmowałam się dzieckiem czyli zanim
          wróciłam do pracy nigdy nie sprawiało mi problemu ugotowanie obiadu, oddzielnie
          dla nas i synka. Oprócz tego codziennie sprzątałam(nienawidzę bałaganu),
          robiłam pranie, prasowanie. No i przedewszystkim zajmowałam się synkiem. Po
          całym dniu takich atrakcji padałam na twarz. Ale, że mam cudownego męża nigdy
          się nie skarżyłam. Paweł zaraz po powrocie z pracy zajmował się małym, kąpał go
          i kładł spać. Ja miałam cały wieczór wolny. No i synek spał już o 19.30smile))
          Teraz, kiedy wróciłam do pracy dzielimy się z mężem obowiązkami. Ale
          niewyobrażam sobie prowadzić domu, zajmować się dzieckiem i teraz jeszcze pracą
          bez pomocy męża.
          • agmo1 Re: Dokąd uciec... 15.09.06, 12:01
            A ja marzę o pracy zawodowej!!!! Niestety w tej chwili związane by to było z
            12-godzinnym pobytem dzieci z nianią, a na to nie jesteśmy gotowi.
            Na początek mam wspaniałego męża (16lat po ślubie, 19 razem mieszkamy). Dwie
            pierwsze ciąze bez zakłócenień, książkowo itd. Kiedy byłam trzeci raz w ciąży
            (jak często bywa...nieplanowanej)w 32 tyg. nagle, dwa dni przed świętami
            wylądowałam w szpitalu. Mój mąż musiał sam (z moją tylko ustną
            pomocą)zorganizować "sobie życie" jak się okazało na TYLKO 2 tyg. Bez wnikania w
            szczegóły prawdziwie mnie docenił. Przez rok od porodu nie mieliśmy często czasu
            porozmawiać. Myślę, że kluczem do szczęścia jest słowo "RAZEM". Wakacje to był
            nasz czas rozmów, urywania się z domu, trochę odpoczynku. Znależliśmy sposób na
            wspólne, cykliczne wyjścia - raz w tyg. o stałej porze, czasmi kino czy teatr,
            czasmi kolacja w knajpce itd.
            Kocham swoje dzieci, ale chciałabym też móc rozwijać się i rozmawiać nie tylko o
            przysłowiowej kupcesmile)) Po trzech latach siedzenia w domu nie cieszą mnie nawet
            zakupy, bardziej marzę o np. książce. Moim zdaniem idealne wyjście dla rodziny,
            gdzie (powiedzmy żona) nie chce robić kariery zawodowej to praca zawodowa na pół
            etatu. Wtedy będzie czas tez dla dzieci, domu i męża.
            Kochanka (jak mówi mój mąż) też kiedyś będzie chciała założyć rodzinęsmile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka