Dodaj do ulubionych

Do wędkarzy.....

IP: *.* 06.07.01, 12:03
U emam nie znalazłam odzewu, więc piszę do Was. Jestem żoną doskonałą, bo na widok czterech dorodnych dżdżownic w lodówce nie narobiłam rabanu na pół miasta (było rano i nie wiedziałam, czy to jawa, czy sen),tylko słabym głosem zawołałam męża. A ponieważ jedno zwierzę siedziało na żółtym serku, komentarz brzmiał - o, patrz, serek lubią! Pewnie bedzie miał mężuś przyczynek do nauk zoologicznych. I tak Go kocham. A lodówkę umył. O 7 rano.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Do wędkarzy..... IP: *.* 06.07.01, 13:17
      Jestes wspanialomyslna ... ja kazalabym kupic nowa lodowke :))
    • Gość: guest Re: Do wędkarzy..... IP: *.* 11.07.01, 09:55
      Ja też jestem chyba dobrą żoną. Ostatnio mój mąż zakomunikował mi, że jedzie na rybki z kolegą. Ja chciałam być dobrą żoną, i poszłam do sklepu po robaki. A w sklepie pełn ludzi.(czytaj - pełno chłopów!). Zaczęłam podpatrywać, co kupują. Gdy przyszła moja kolej, kupiłam to, co przed chwilą facet (coś do wyciągania haczyków i ołów), parę haczyków, 2 spławiki, i ... tutaj poszło mi troszkę gorzej. Do tej pory uchodziłam chyba, w oczach panów stojących za mną za ideał baby - nie dość, że pozwala chłopowi jechać, to jeszcze mu robi zakupy !!! Poprosiłam sprzedawce o robaki. A ten do mnie pytanie: -Jakie??? A ja mu, że na ryby, chyba że nie na obiad. I tutaj wymienił mi masę rodzajów: że są białe i czerwone, to wiedziałam, ale że są jeszcze inne??? Więc sprzedawca spytał mnie na jakie ryby, na jaką wodę, na jaki grunt i jeszcze kilka pytań, których nie zdążyłam zapamiętać. Odpowiedziałam, że ja tylko chciałam być dobrą żoną i zrobić mężowi niespodziankę... Wyszłam ze sklepu obładowana cennymi radami, udzielonymi przez facetów. Ale w mojej torbie z niespodzianką znalazła sie dodatkowa: zanęta, żyłka, kukurydza!!!, płatki i jeszcze parę rzeczy. Ale powiem jedno - opłacało się- w oczach męża i jego kolegi uchodzę teraz za super babkę. Niech tak sądzą dalej, ale ja nie cierpię jak mi przynosza ryby. Skrobac to świństwo ??? To nie dla mnie...
      • Gość: guest Re: Do wędkarzy..... IP: *.* 12.07.01, 08:32
        Hahaha ! Ja też jestem żoną wędkarza, córką wędkarza, synową wędkarza, siostrzenicą wędkarza, wnuczką wędkarza i ostatnio mamą wędkarki(?)! U mnie w rodzinie to już zakrawa chyba na jakąś tradycję. Kiedy poznałam hobby mojego przyszłego męża, poczułam się dosłownie rozłożona na łopatki :-)Więc po pierwsze: ryb nie skrobię, bo nie cierpię. Skoro lubi łowić, musi lubić skrobać hihih.Po drugie: ryb nie smażę, bo robię albo za słone, albo wręcz przeciwnie :-)Po trzecie: ryby jem, bo mój mąż przyrządza je znakomicie.A po czwarte, ja w zasadzie lubię wędkarstwo, bo mam wtedy dzień wolności od rodzinki i mogę sie pobyczyć w spokoju.Ha! Kiedys kupiłam mojemu ślubnemu kołowrotek na gwiazdkę, który sobie osobiście wybrał w sklepie. Tylko kupiłam go dwa dni póżniej. No i okazało się, że sprzedawca sprzedał mi nie ten, który on wybrał wcześciej, ale znacznie gorszy, lecz o identycznym (dla mnie) wyglądzie. Szkoda, że nie widzieliście jego i mojej potem miny, kiedy wyjął prezent... Na szczęście wymieniono go w sklepie na ten właściwy :lol:To był mój ostatni zakup w sklepie dla wędkarzy. Teraz bywam tam tylko kupują pokarm dla rybek w akwarium :benetton:
      • Gość: guest Re: Do wędkarzy..... IP: *.* 12.07.01, 11:54
        Ja ewentualnie mogę zjeść połów, ale generalnie nie lubię ryb. Od skrobania jest mąż, od smażenia też. Poza tym, zabijanie tych nieszczęsnych stworzeń od zawsze jest punktem zapalnym w naszym stadle i mąż z wyrzutem mawia, że od kiedy mnie poznał, czuje sie jak notoryczny morderca, więc przewaznie ryby wracaja do akwenu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka