cmd26
20.08.01, 16:18
Za GW:
"Cumujący na Motławie "Sołdek" to już nie tylko muzeum. Teraz to także hotel.
Bez luksusów, bo wszystko zostało tak jak dawniej: skromny marynarski standard
i niepowtarzalny klimat pierwszych lat PRL.
Brązoworuda - zwana w żargonie "tikową" - farba na mostku kapitańskim wyschła
dopiero w piątek. Tak zakończył się kolejny etap przywracania historycznego
wyglądu statkowi parowemu "Sołdek", pierwszej po wojnie pełnomorskiej jednostce
zbudowanej w Polsce.
Na "Sołdku" działają prawie wszystkie urządzenia - grzejniki, windy na sprężone
powietrze, koło sterowe. W łazienkach i kuchni płynie ciepła woda, a wąskie
korytarze oświetlają leciutko mrugające żarówki.
Kotwiczący od 20 lat przy nabrzeżu Centralnego Muzeum Morskiego statek-muzeum
jest w pełni przygotowany na przyjęcie zwiedzających. - I nie tylko - uzupełnia
inż. Władysław Knap, zastępca dyrektor ds. technicznych CMM. - Od
niedawna "Sołdek" zarabia na siebie również jako hotel. Wygód tu nie ma.
Gwarantujemy za to jedno: wszystko - od lampek naftowych w mesie, przez pralki
typu "Frania" w pralni, po kafelki w łazienkach - wygląda tak, jak przed laty.
Pomalowane żółtą farbą ściany, cztery okrągłe okna, czerwona wykładzina,
narożna kanapa, biurko, drewniana szafka, łóżko i łazienka - w sumie 18 mkw.
Takie warunki na "Sołdku" mieli tylko oficerowie. Tych kabin jest niewiele -
jedna, należąca niegdyś do starszego mechanika znajduje się na dolnym
pokładzie, obok siłowni. Pozostałe - kapitańska, radiooficera i nawigatorów -
są wyżej, w nadbudówce pod mostkiem kapitańskim. Najgorzej los potraktował
majtków. Za drzwiami z tabliczką "Jungowie" stoi tylko piętrowe łóżko i malutka
szafka. Najbliższa łazienka, wspólna dla całej załogi i hotelowych gości, jest
na korytarzu.
- Dla nas wszyscy są równi - śmieje się bosman "Sołdka" Jerzy Szajko. - I za
kabinę majtków, i za kapitańską płaci się tyle samo - latem 25 zł, a po sezonie
15 zł. Zależy, co kto lubi.
Gospodarze "Sołdka" są elastyczni na pomysły gości. Do hotelu można wrócić o
każdej porze dnia i nocy, w byłej sali wykładowej da się przyrządzić każdy
posiłek, czynna jest także pralnia. Nie funkcjonuje tylko stary projektor w
oficerskiej mesie, którym kiedyś wyświetlano odcinki Polskiej Kroniki
Filmowej. - Ale atrakcji i tak nie brakuje - twierdzi Knap. - Jeśli ktoś nie
może zasnąć, wystarczy, że pójdzie na górny pokład. Nigdzie nie ma takiego
widoku na Główne Miasto..."
Moim zdaniem jest to bardzo dobry pomysl - nic dodac, nic ujac - oby tylko
takich pomyslow wiecej.