dociekliwa3
28.02.08, 20:48
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Najpierw minusy:
1. Uszkodzony osmalony filar mostu, bałągan na ulicy, moze korek chwilowy,
koszt interwencji straży pożarnej i policji.
Reszya to same plusy:
1. Jednego wariata mniej. 200 km/godz w miejscu gdzie wolno 50 km/godz. Ten co
zginał juz nigdy swoją szaleńczą jazdą (czy to pierwsza taka jazda była tego
"kierowcy"?) nie rozjedzie niewinnych przechodniów, innych kierowców, zwierząt
(niepotrzebne skreślić)
2. Optymalnie się stało - szczęście w nieszczęściu że żadnej niewinnej osoby
nie pozbawił życia (współpasażer tak samo winien jak kierowca, chyba że był
pijany ale też go nie zwalnia od współodpowiedzialności)
3. Gratulacje dla TVN turbo - takie nieodpowiedzialne dziennikarzyny są tam
zatrudniane - pospolici piraci drogowi. Żałosne zainteresowanie mediów)
Dodatnia strona tego wypadku jest taka sama gdy pijany kierowca zabije się sam
w samotnie prowadzonym przez siebie aucie, pod warunkiem że bez szwanku dla
osób postronnych, niewinnych itd. Gdy taki pijany kieroweca przejedzie bez
wypadku to jest gorszy przypadek, bo ciągle bomba-niewybuch zagraża innym.
Wybuchnie na pewno, tylko kiedy... Jak wybuchnie bez strat dla innych to OK.
Zdanie to opieram, na ocenie znajomego kierowcy który prawo jazdy zrobił w
1966 roku i wypadku zadnego nie powodował jeszcze, nie mówiac o jeżdzie po pijaku.
Reasumując - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.