Dodaj do ulubionych

Pytanie natury formalnej:)

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.07, 10:57
Mam pytanie. Ile mialyscie /mieliscie lat kiedy zaczeliscie gotowac? I od
czego zaczynaliscie? Ja mam 24 lata, niedawno wyszlam za maz i dopiero
zaczynam swoje kroki w kuchni (mieszkalam z mama i babcia wiec chcac nie chcac
obiad zawsze byl...).Przyznam szczerze,ze roche sie boje co z tego bedzie (maz
wiedzial kogo bierze:>)
Obserwuj wątek
    • kirkwall Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:07
      Nie martw sie, jak tylko masz ochote i zainteresowanie, nauczysz
      sie. Wyjechalam z Polski majac 20 lat i bylam zmuszona nauczyc sie
      gotowac...poczatki byly oplakane - kladlam mieso na zimna patelnie,
      czerwone wino trzymalam w lodowce i wsypywalam pol kilo maki do
      zupy :-(
      Zacznij od podstaw, opanowania techniki smazenia, gotowania i
      pieczenia. Nie porywaj sie od razu na suflety...:-)))

      Zycze powodzenia!
    • ilekobietamalat Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:09
      hmm ciekawe, mieszkajac z mama i babcia powinnas wlasnie gotowac jak
      najwiecej.. moja babcia jak przyjezdza w weekendy,to najwieksza
      frajda dla mnie jest wlasnie gotowanie z nia:) takich cudownych
      szarlotek,pierogow, i roznych innych cudow od nikogo innego nie
      mozna sie nauczyc:))
      u mnie obiad w domu tez zawsze byl,ale to mi nie przeszkadzalo w
      gotowaniu;>
      w wieku hmm, 11lat upieklam ciasto w mikrofalowce.. chyba nie musze
      mowic jak to smakowalo;> ale taki fajny chlopak ktory akurat nam
      remontowal dom,byl zachwycony tym ciastem;>
      gotowanie nie jest straszne... coz napewno wyjdzie;))
      • Gość: poczatkujaca Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.07, 11:13
        Dziekuje za dobre slowo:) Chodzi o to,ze ja zajmowalam sie jedynie nauka- 2
        kierunki studiow rownoczesnie + kurs jezykowy i niestety nie mialam czasu na
        robienie innych rzeczy:)
    • fettinia Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:13
      Mialam 16 lat:)Mama byla miesiac w szpitalu a rodzina musiala cos jesc:)Jasne,ze
      poczatki sa trudne,ale bac sie nie ma czego:)
    • Gość: zadumana Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.daewoo.lublin.pl 28.11.07, 11:17
      Nikt tego specjalnie nie rozważa, ale kiedyś sobie pomyślałam (na
      tle mojego kilkuletniego pobytu na tym forum), że panowie wykazują
      się jednak na ogół spokojem i pierwsze (nalepsze przecież) lata
      małżeństwa mają osłodzone jakby inaczej niż wrażeniami
      gastronomicznymi, o które zwykle jednak trudno, bo... panie się
      dopiero uczą gotować:) Sytuacja analfabetyzmu kulinarnego u pań jest
      niemal powszechna:)
      Do tego w każdym domu, przy najlepszych chęciach i umiejętnościach,
      stosuje się inne receptury, co powoduje, że nawet jeśli oboje
      pochodzą z tego samego środowiska zupa pomidorowa może mieć inny
      smak niż u mamy. Niż u mamy chłopaka i niż u mamy dziewczyny też:)))
      Ta pomidorowa może po prostu nie wyjść tak od razu:))))

      Ja pojęcia nie miałam o gotowaniu, ale mi to jakoś przeszło z
      czasem...:)
      W każdym razie gotować jest się znacznie łatwiej nauczyć niz zdać
      trudne egzaminy, skończyć studia. Umiejętność myślenia święci
      sukcesy wszędzie:)
    • vandikia Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:19
      Na poważnie zaczęłam gotowac jak mialam 23 l. i wyszlam za maz.
      Poczatki bywają trudne, nie przejmuj sie niepowodzeniami, wyciągaj
      wnioski, ...plus fantazja realizowana w garach.. ja to kocham ;)
    • loola_kr Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:27
      To ja ta najgorsza - ja zaczęłam gotować jak urodziła się nasza
      córeczka - miałam 31 lat i byliśmy 6 lat po ślubie :)))
      A teraz uwielbiam gotowanie!!!

    • Gość: senin Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.for.connect.net.au 28.11.07, 11:28


      moja pracujaca mama zaczela oczekiwac ode mnie gotowania zup i
      takich innych juz kiedy bylam nastolatka, ale z gotowaniem zaczelam
      eksperymentowac, gy mialam z 7-10 lat chyba. Chcialam oczaroaac mame
      i zrobic zacierki na mleku (moje ulubione)- nie mialam niestety
      pojecia jak. Wiedzialam, ze jajko, ze maka, ze woda...zabralam sie
      do roboty, zarobilam ciasto, wyszlo wspaniale, zupelnie jak na
      makaron czy pierogi. Rwalam, szczypalam, ukrecalam niedzy palcami
      ale za nic nie moglam uzyskac konsystencji zacierek - leko wykipialo
      ajawciaz sie mecze ;(((. Skonczylo sie na wywaleniu ciasta do
      smieci,coby ukryc przed mama moja porazke
    • Gość: poczatkujaca Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.07, 11:37
      Dzieki,ze sie wypowiadacie, widze,ze nie jestem osamotniona, ze wiele z Was
      rownie pozno zaczelo swoja przygode z gotowaniem:) A myslalam,ze zaraz spadnie
      na mnie deszcz kpiny, na zasadzie "taka stara a gotowac nie umie"...naprawde
      dzieki:)
      • ewa9717 Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:45
        Gotować całkiem samodzielnie zaczęłam jako dwudziestoparolatka, ale
        wcześniej gnębiono mnie w kuchni różnymi czynnosciami pomocniczymi,
        więc po prostu wiedziałam co, jak i dlaczego. To, co wcześniej było
        pańszczyzną, na swoim okazało się dość przyjemne i teraz lubię nie
        tylko zjadanie efektu nfinalnego, ale i pichcenie. Spokojnie, dasz
        radę! Powoli!
      • fettinia Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:55
        Alez wiek nie ma tu nic do rzeczy:)Jesli chcesz gotowac i bedzie sprawialo ci to
        przyjemnosc to szybko nadrobisz zaleglosci:)Powodzenia:)
    • kingaolsz Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:43
      Mialam 14 lat jak zaczelam swoja przygode z kuchnia - Mama byla w
      sanatorium i ktos musial cos przygotowac.
      Maz jak zamieszkalismy razem, byl po paru latach zycia kawalerskiego
      kiedy to jadal w knajpach lub co popadnie ( np. kopytka z paczki z
      ketchupem) wiec wybredny nie byl, a ja juz cos ugotowac i upiec
      umialam.

      Kinga
    • kwik Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 11:52
      moj pierwszy samodzielny popis (oczywiscie pod czujnym okiem Mamy) w wieku 5 lat
      - byly to karmelki (przepis z "plomyczka", o ile sie nie myle :))
      pozniej jakies drobiazgi w miedzyczasie (ochotnicza podkuchenna zdobywajaca
      doswiadczenie), regularnie gotuje od 17 roku zycia.
      • kingadpl Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 14:45
        tak naprawde zaczelam uczyc sie gotowac jak pomyslalam o moim
        chlopaku jako o przyszlym mezu (chociaz do zareczyn bylo jeszcze
        daleko), mialam wtedy chyba 22 lata. Wczesniej to jakies tam pomoce
        w kuchni, ale nigdy nic specjalnego. A teraz, musze sie pochwalic i
        powiedziec ze moj maz stwierdzil ze gotuje lepiej od jego
        matki :)))
    • momas Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 15:10
      Od "zawsze" pomagalam mamie w kuchni...
      Samodzielne próby w wieku 10-11 lat.
      W tym wieku uczęszczałam na kurs gotowania do Praktycznej Pani (hi,
      hi, kto jeszcze coś takiego pamięta?). Co prawda, kurs przeznaczony
      był dla dorosłych pań, ale żadna się nie zgłosiła. Zgłosiły sie za
      to dzieciaki, które nie miały zbyt wiele do roboty - kurs był
      jesienno-zimową porą, miejsce nowe osiedle bez specjalnej
      infrastruktury... za zimno było na rower, czy trzepak :))
      qale do dzisiaj pamiętam sporo teorii na temat witamin, etc....
      Miałam chyba z 10 lat jak przeczytałam opis Lisy z Dzieci z
      Bullerbyn), co mnie natchnęło do upieczenia ciasta :)
      No a w wieku 15-16 samodzielnie gotowałam już
      :)
      • qubraq Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 20:10
        Od 9.roku zycia; trzecia klasa juz miala dyzury "na kuchni" w domu
        dziecka i siostry uczyly nas gotować ale poczatki zawsze byly trudne.
        Tylko najlepsi z nas mieli szanse na wspolgotowanie z kucharkami; ja
        wolalem prace w warsztacie stolarskim i u ogrodnika. Wszystkie
        dzieci uczyly sie wszystkiego co jest potrzebne w gospodarstwie -
        szycia cerowania łatania robienia na drutach prania prasowania
        zmywania naczyń sprzatania naprawiania odziezy obuwia, pracy na
        gospodarstwie rolnym należącym do domu dziecka - no wszystkiego!
        a poza tym oczywiscie uczylismy sie w szkole bawilismy uczylismy sie
        muzyki spiewali i grali w piłkę, tańczylismy w zespolach ludowych...
        A na samodzielne gotowanie dopiero przyszedl czas w górach...
        • matylda1001 Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 20:48
          To znaczy, że dom dziecka często przygotowuje do życia lepiej niż
          dom rodzinny. Moja babcia była znakomitą kucharką, gotowała
          przepysznie i bez wysiłku, z prawdziwa przyjemnościa. Dzięki
          temu...ja niczego się nie nauczyłam. Gdyby mniej lubiła gotować to
          wzywałaby moją mamę i mnie do kuchennej pomocy a tak to nawet nie
          lubiła jak ktoś Jej się plątał po kuchni. Dobrze, że chociaz został
          po babci zeszyt z przepismi. Samodzielnie zaczęłam gotować po ślubie
          i zamieszkaniu w swoim mieszkaniu, w wieku 22 lat. Teraz wyobrażam
          sobie że mój mąż musiał mnie jednak bardzo kochać skoro zjadał to,
          co przygotowałam. Pierwsze pierogi zrobiłam dopiero w dziesięć lat
          po ślubie, po śmierci babci. Wcześniej nie było potrzeby bo babcia
          na odleglość czuwała nad moim mężem i podrzucała smakołyki. Teraz
          członkowie rodziny, którzy pamiętaja kuchnię babci twierdzą, że
          odziedziczyłam po Niej talent do gotowania. Czyli? wszystko w swoim
          czasie.
          • qubraq Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 22:58
            matylda1001 napisała:

            > To znaczy, że dom dziecka często przygotowuje do życia lepiej niż
            > dom rodzinny.

            Ale to bylo 60 lat temu!!! :-)
            • matylda1001 Re: Pytanie natury formalnej:) 29.11.07, 09:50
              No właśnie, bo coś mi sie tu nie zgadzało. Moja znajoma ma
              adoptowanego synka. Gdy zaczęła zabierć go do domu chłopczyk miał
              juz 5 lat i z przerażeniem opowiadala jak dziwił sie wszystkiemu co
              jest w kuchni. Okazało się, że chłopiec popadl w zdziwienie na widok
              całego chleba. Widocznie w Domu Dziecka widywał ten chleb tylko pod
              postacią kanapek. Starsze dzieci i teraz pewnie mają jakieś dyżury w
              kuchni ale maluchy muszą dużo nadrobić z takich oczywistych spraw.
              • kocia_noga Re: Pytanie natury formalnej:) 30.11.07, 20:11
                matylda1001 napisała:

                chłopczyk miał
                > juz 5 lat i z przerażeniem opowiadala jak dziwił sie wszystkiemu
                co
                > jest w kuchni.



                Ja pamiętam sytuację z pewnego Domu Dziecka.Moja koleżanka
                prowadziła z dziecmi rozmowy.Pyta : co to jest? Jajko! mówią chórem
                dzieci.Dobrze, znakomicie.A kto znosi jajka? Pyta dalej. Dusiowa!
                Chórem mówią dzieci.
                Dusiowa to była kucharka.
    • westina Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 20:47
      Juz jako dziecko podstawialam sobie taborecik w kuchni jak mama lub tato
      gotowali.Moja ciekawosc wynagradzali drobnymi pracami pomocniczymi i mysle,ze
      tym wzbudzili moje zainteresowanie gotowaniem.
      Ale miedzy patrzeniem a samodzielnym gotowaniem wielka przepasc, wiec i moje
      mielone robily wgniotki w scianie...
      Najwazniejsze to miec serce do gotowania. Jesli bedziesz "odwalac" to ani ty nie
      bedziesz miec radosci ani ci co jedza efekty twojej pracy.
      Zycze powodzenia, upartosci, otwartego serca i ...uszu...:)
    • wiedzma30 Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 21:29
      Przeczytalam Wasze wspomnienia i stwierdzilam, ze zaczynalam bardzo wczesnie...
      "Zycie" mnie zmusilo do rozpoczecia samodzielnego gotowania/pieczenia w wieku 11
      lat. Wczesniej oczywiscie np. lepilam z Babcia pierogi, pomagalam w
      przygotowaniu ciast itd.
      Jestem juz niezla "weteranka" ;))))
    • sabrossa zaczęłam gotować w wieku 27 lat i paru m-cy 28.11.07, 21:38
      czyli całkiem niedawno :). Zaczynałam od prostych dań kuchni włoskiej, a ponadto
      - od kotletów mielonych, rosołu i zupy pomidorowej oraz zupy z zielonego groszku
      :).
      Na początku byłam nieźle wystraszona ew. porażką kulinarną, ale tych na
      szczęście nie było wiele (np. zrazy o konsystencji pustaka, nie do ugryzienia:),
      przesmażone steki z polędwicy wołowej !! (też twarde, do dzisiaj sobie nie mogę
      darować), i moje..ekhm medaliony cielęce w sosie musztardowym.. tylko dałam za
      dużo musztardy francuskiej i generalnie potrawa smakowała..ową musztardą. To już
      łatwiej było zjeść ją łyżeczką ze słoika:D ).Aaa i jeszcze gulasz w kolorze
      sinym, bo pewno za krótko mięso obsmażałam.
      Nie zrażaj się, podchodź do gotowania z humorem i bez stresu!! Powodzenia
    • marghe_72 Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 22:34
      jakies 16 - 17..
      chociaż "gotowanie" to za duże słowo
      coś tam pitrasiłam
    • Gość: majla Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.rzeszow.mm.pl 28.11.07, 22:48
      Zaczęłam gotować dość późno. W domu często pomagałam, ale to mama decydowała co,
      ile, do czego, z czym. Ja najwyżej dodawałam, mieszałam, kręciłam itp. Ale
      zawsze sądziłam, że jak będzie trzeba to nie ma sprawy, dam rade. Po wyjściu za
      mąż (25 lat), przez dwa lata chodziliśmy na obiady tzw. "abonamentowe" do
      różnych barów, stołówek, restauracji. Mnie to odpowiadało bo szybko, sprawnie
      zawsze na czas, nie trzeba myć naczyń. Ale po dwóch latach ja jadłam obiad, mąż
      czekał i po przyjściu do domu musiałam gotować coś dla niego. Po prostu zaczął
      mu wysiadać żołądek. Na dłuższą metę było to bez sensu. Zaczęłam na dobre
      kucharzyć. Mimo, że to lubiłam nie szło mi najlepiej. Właściwie wiedziałam co do
      czego, z czym, ale to było mało. Bywało, że owszem, panieruje sie kotlet w mące,
      jajku i bułce, ale czy na pewno w takiej kolejności? Pomagał telefon do
      teściowej (mama nie miała wtedy telefonu). Zresztą często korzystałam z pomocy
      mam, koleżanek znajomych, książek, gazetowych przepisów. Najdłużej bo jakieś
      sześć, siedem lat trwało nauczenie się robienia dobrego ciasta na pierogi. Nie
      to, że ciągle to ciasto robiłam i nic. Próbowałam od czasu do czasu, zawsze z
      marnym efektem, nie umiałam wyczuć "miękkości " ciasta. Dopiero rady koleżanek z
      pracy, żeby do ciasta użyć gorącej wody, sprawiły, że wreszcie się udało. Teraz
      nie potrzebuję już gorącej wody, ciasto wychodzi znakomite. Mogę powiedzieć, że
      jestem specjalistką od pierogów, robię hurtowe ilości w zawrotnym tempie.
      Jeszcze dłużej uczyłam sie gotować dobry żurek. Najlepiej wychodził mi choć nie
      najlepiej smakował, żurek z torebki. Dopiero mała podpowiedź znajomej
      spowodowała, że teraz mój żurek nie ma konkurencji. Dzieci zmuszają do nowych
      prób, podsuwają przepisy a ja próbuję.
      Nie zrażaj się, korzystaj z rad bardziej doświadczonych znajomych i próbuj,
      próbuj, wszak praktyka czyni mistrza. Warto korzystać ze sprawdzonych przepisów,
      ale warto też eksperymentować. Nikt nie umie wszystkiego od razu. Bardzo lubię
      młode, starające się gospodynie i sama chętnie im udzielam porad. Powodzenia i
      pozdrawiam.
    • roseanne Re: Pytanie natury formalnej:) 28.11.07, 23:21
      podstawowe dania typu rosol, zupy, ziemniaki, makaron
      pieczen , schabowe, mielone, golabki - umialam przed ukonczeniem podstawowki
    • Gość: ania Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.nokia.com 29.11.07, 10:48
      Jakos od wieku ok. 12 lat gotowalysmy z siostra codziennie zupe po powrocie ze
      szkoly, a gdy mama przyszla z pracy, robila drugie danie. A teraz moj facet
      gotuje (i to swietnie), a ja mam zakaz wstepu do jego kuchni, wiec gotuje tylko,
      jak jestem we wlasnym mieszkaniu i faceta nie ma w poblizu.

      No dobra, czasem mi pozwoli ryz wstawic. ;)
    • alinka_li Re: Pytanie natury formalnej:) 29.11.07, 12:18
      Hej, Początkująca, miałam tak samo. Do 22 roku życia zrobiłam ze 3 ciasta, a
      poza tym nie umiałam nawet chleba ukroić, nie wspominając o czymś bardziej
      skomplikowanym. Miałam silną awersję do surowego mięsa, zarzekałam się, że w
      życiu go nie tknę choćby końcem palca. Mama nie miała ochoty ani cierpliwości
      uczyć mnie czegokolwiek( wszystko robiłam tak woooolno), a ja się nie garnęłam.
      15 kg później- kocham jeść, więc muszę gotować, uwielbiam piec ciasta,
      aczkolwiek za pracą z surowym mięsem nadal nie przepadam- ale czego nie robi się
      z miłości. Mąż nie narzeka, chyba że na zbytnie "udziwnienia" potraw. A co
      najciekawsze, w domu rodzinnym nie gotowałam, ale wyniosłam sporo wiedzy
      kulinarnej, tak mimochodem jakoś. Coś w tej głowie jednak zostaje. Pozdrawiam!
    • Gość: elfkamsm Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.07, 19:04
      Nie martw się na zapas. Przechodziłam to samo ponad rok temu. W domu
      nic nie gotowałam, bo albo jadłam u babci albo tata gotował. Nigdy
      mnie to nie interesowało, a surowego mięsa się brzydziłam. Ale po
      ślubie, krok po kroku - zaczynając od schabowych- doszłam do
      normalnych a nawet eksperymentalnych obiadów. Oczywiście, nie obyło
      się bez telefonów do babć i taty, typu: jak się obiera i czy w ogóle
      fasolkę szparagową, jak powinien wyglądać gotujący się krupnik. Nie
      ma głupich pytań, jeśli czujesz się niepewnie, lepiej pytac niz się
      drećzyć, że jest coś nie tak.
      Teraz chętnie szukam nowych przepisów, może kup jakąś przystepną
      książkę kucharską (raczej cieńszą od 'Kuchni polskiej') - znajdż coś
      co nie moze być trudne, zrób, posłuchaj pochwał i to Cię zmotywuje.
    • chill Re: Pytanie natury formalnej:) 29.11.07, 19:12
      Od 12 roku zycia zaczełam samodzielnie gotować obiady-mama pracowała
      a mi się gotowanie zawsze podobało :) Mój brat zaczął jeszcze
      wcześniej, tylko specjalizacja inna-ciasta na wszelkie okazje ;)
      • paczka111 Re: Pytanie natury formalnej:) 30.11.07, 09:25
        Kaszę manną dziecku gotowałam z ksiązką kucharską w ręku. Dokładnie
        32 lata temu. Mama była świetną kucharką i przeganiała nas z kuchni,
        teraz prypominam sobie niektóre dania i próbuję odtworzyć,ale to nie
        takie proste. Uczyłam się metodą prób i błędów długie lata, piękne
        wtopy pamiętam do dziś.
        • Gość: gruby Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.aster.pl 30.11.07, 09:35
          od zawsze lubiłem siedziec z mama w kuchni, jak pikła czy gotowała.
          pierwszego murzynka upiekłem majac 6 lat,mama mowiła mi przez tel co mam
          robic,(a w tamtych czasa było trudno o tel ;) pozniej juz z gorki serniczek nie
          wspominajac o nalesnikach czy racuchach.
          teraz 90% posiłkow w domu przygotowuje sam, zona wiecej pracuje, chociaz sama
          mowi ze ja robie to lepiej.a tak na margimesie to nigdy nie robiłem niczego z
          przepisu z kartki, no moze poza ciastem do pizzy,tak to wszystko na tzw. oKo.
    • Gość: majala Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.rzeszow.mm.pl 30.11.07, 19:43
      Jeśli rzeczywiście niewiele umiesz i boisz się, spróbuj znaleźć "Książkę
      kucharską dla samotnych i zakochanych", może gdzieś w antykwariacie, bo była
      wydana chyba w latach 70-tych, choć może były wznowienia. Powiedziała bym, że to
      książka dla początkujących z prostymi ale dobrymi przepisami. Taki elementarz
      gotowania. Często z niej na początku korzystałam. Ale pamiętaj, ze nie ma to jak
      dobre rady i nieustające próby.
    • Gość: ania_m Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.pools.arcor-ip.net 02.12.07, 00:30
      pomagalam w kuchni "od zawsze". pichcic samodzielnie zaczelam w wieku
      przedszkolnym. musze jednak dodac, ze obie babcie i mama byly (i sa) swietnymi
      kucharkami uwielbiajacymi eksperymenty i uzywajacymi mnostwo "egzotycznych" w
      latach mojej mlodosci przypraw, w tamtych czasach dostepnych glownie w herbapolu
      i od rodziny na zachodzie.
      do niedawna uwazalam, ze jesli panna, a moze i pan - w koncu mamy
      rownouprawnienie, w wieku lat dwudziestukilku nie moze samodzielnie przygotowac
      sobie posilku ze swiezych skladnikow bez polfabrykatow i chemii, MUSI pochodzic
      z rodziny ciezko patologicznej - alkoholicy, biedota, ogolnie dno i margines
      spoleczny, bo naprawde nie wyobrazalam sobie, aby dziecko stojac przy
      matce/babci/ ojcu/czy tam kims innym w kuchni kompletnie nic przez lata nie
      podlapalo, jesli w domu sie gotowalo.
      widze jednak z wypowiedzi na tym forum, ze z roznych powodow ludzie faktycznie
      gotowaniem sie dluugi czas nie interesowali, wiec widze, ze sie myllilam. z
      pewnoscia nigdy nie jest za pozno, aby zaczac przygode w kuchni. gotowanie to
      bardzo kreatywny proces sprawiajacy mase satysfakcji. zycze wiec wszystkim,
      ktorzy dopiero w doroslym zyciu zaczynaja sie nim interesowac powodzenia i
      smacznego :)
      no i zadbajcie koniecznie o to, aby waze dzieci nie zostaly "kuchennymi kalekami"
      • liloom Re: Pytanie natury formalnej:) 04.12.07, 17:27
        Nie pomagalam, nie gotowalam, mialam inne zainteresowania;)
        Jak bylam glodna, albo ktos wpadal, to cos tam sie wspolnie pichcilo i jakos
        wychodzilo. Zaczelam tak jak ty gdy wyszlam za maz tzn ok. 25-26 i okazalo
        sie, ze mnie to bawi, sprawia przyjemnosc i wogole jest fajne;)
        Zatem nie kazda/-y zaczyna w wieku przedszkolnym;), bez przesady, bywaja talenty
        obudzone nieco pozniej;)
        Wazne, zeby ci sprawialo przyjemnosc, wtedy nauka pojdzie szybko, zobaczysz.
        Powodzenia;)
    • Gość: marikas Re: Pytanie natury formalnej:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.07, 12:15
      ja to lubie gotowac a zaczełam takie proste rzeczy w podstawówce robic, potem
      studia akademik wiadomo...trzeba samemu było, siłą rzeczy się nauczyłam,
      szczegolnie zupy bo bardzo lubię, więc robie je szybko i sa bardzo dobre albo
      zwłasnych składników albo posiłkuję sie zupami gotowymi tylko dodaje własne
      skladniki do tego. no a w totalnym braku czasu zawsze mam pod ręka gorący kubek.
      Nie bój się gotować i bardziej sie wyluzujesz i zaczniesz eksperymentować tym
      lepsze bedzie to co zrobisz!
      powodzeni!
      • morusika Re: Pytanie natury formalnej:) 05.12.07, 15:49
        od małego pomagałam prababci lepić pierogi, uszka, robić gołąbki
        itp, a wszystko na węglowym piecu.... do dziś cieszę się że wiem jak
        powstaje makaron, kopytka, do czego służy stolnica itp...Pierwsze
        ciasto upiekłam samodzielnie (pod nieobecność rodziców - jako
        niespodziankę) gdzieś w 6-tej klasie. I do dziś mi zostało - bardzo
        lubię gotować i piec.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka