nowako-wa
22.04.10, 18:35
Piszę chyba bardziej zeby sie wyżalić niż po radę...bo słów że jeszcze mogę nauczyć dziecka efektywnie ssać już słuchać nie mogę...
Córka ma miesiąc i jest tylko na odciąganym mleku...a tak chciałam karmić piersią , bo ze starszym też były problemy od szpitala i sie poddałam...
Zresztą gdyby nie laktator i mój upór - mleka dawno by już nie było...
Już po urodzeniu chciałam jak najszybciej dostawić małą - no ale niestety polskie szpitale są jakie są - ledwo doprosiłam się o małą po 6 godz...przystawianie nie bardzo nam wychodziło...Przez dni pobytu w szpitalu zgłaszałam kilkakrotnie że mała ma problemy z uchwyceniem brodawki i że mleka jeszcze nie ma ...oczywiście połozne mnie olały , a jedna po kilku próbach stwierdziła tylko - jak chce pani mozemy dopoić...wiec dostała 20 ml bo nie miałam sił słuchać jak płacze...przy wyjściu usłyszałam że takiemu maluszkowi wystarczy na jedno posiedzenie łyżeczka- uznałam że tyle wypija...
W domu postanowiłam "nauczyć " ją ssania- byłam zdeterminowana- ona ryczała a ja przystawiałam i tak dwie doby , po których nie zmoczyła pieluszki...wylądowałyśmy w szpitalu - birbulina 300 - żółtaczka i naświetlania - a ona ciągle spała - zeby z głodu nie umarła musiałam dać butlę z odciągnietym a sama nabawiłam sie zastojów- 3 dni walki o mleko, obkładanie kapuchą i masę bólu przy masażu...
Po dwóch tygodniach wróciła ledwo waga i zaczęła objawiać apetyt- już w szpitalu znów próbowałam dostawiac - były albo nerwy i pręzenia po których głodna zasypiała- nie chciałam ryzykować ze spadkiem wagi więc butla- i tak błędne koło..
W efekcie przygryzła mi brodawkę - krew z ropą , ból straszny i niemoznosć odciągania ...znów mniej mleka w tej piersi...
Najgorsze że ona ma tak zaburzone ssanie że nawet z butlą trzeba cierpliwości żeby dobrze chwyciła i ciągła, bo memla i rozlewa a co dopiero pierś- karmie TT w nadziei ze sie przestawi...
Kilka razy udało się że dobrze chwyciła po wielu próbach ale jeśli wypuściła brodawkę- drugi raz juz nie złapała...
Była położna w domu- rozłożyła ręce- a w szpitalu nie mogłam na nikogo liczyć- nawet kiedy miałam zastoje - usłyszałam : proszę dostawiac ...i nic wiecej...
Jest mi przykro- bo nikt mi nie pomógł z personelu szpitalnego ...a tyle sie pisze chocby na forum ze nalezy sie udać do poradni laktacyjnej...
A dziś nie mam siły bić sie małą o ssanie- kobietom które mają wzorcowa laktację cięzko zrozumieć te które katusze przeszły i po prostu nie mają siły walczyć ...a gdzie uroki macierzyństwa?
i czy kazde karmienie to ma być stres: chwyci czy nie? A jak nie to co z piersiami? Odciągać czy nie, bo jak nie to laktacje szlag trafi- a jak się odciągnie to co zrobic z odciągniętym?
I mało si mówi ze masę kobiet traci mleko z powodów że dziecko zle ssie i laktacja zanika...
Ten wpis to chyba do kobiet które się tu mądrzą - ze zawsze i każde dziecko mozna nauczyć obsługiwać pierś...gdybym moze nie miała takich problemów też bym nie uwierzyła.
I jeszcze jedno- moze to i realne nauczyć maleństwo być dobrym ssakiem- tylko jakim kosztem? I czy naprawdę warto?
Mam nadzieję ze uda mi sie w ten sposób karmić przynajmniej 6 miesięcy...
Pozdrawiam wszystkie mamy po przejściach "cyckowych" i hołd oddaje...