zajaczek79
28.05.10, 17:19
Witajcie :-)
Mam nadzieję, że będziecie mogły mi doradzić. Jestem mamą 9-dniowego synka, którego karmię piersią. Po raz pierwszy przystawiony został tuż po porodzie i orzeczono wówczas, że pierś łapie prawidłowo. Pomimo to podczas karmienia bardzo bolały i bolą mnie brodawki - nie są wprawdzie poranione, ale gdy synek ssie, czuję kąsanie i pieczenie. Synek ma bardzo mocny chwyt ssący. Siłą rzeczy z tych względów karmienia nie zaliczam do przyjemności, tym bardziej, że po 20-30-minutowym wiszeniu na piersi synek domaga sie jeszcze jedzenia - wówczas przystawiam go jeszcze raz do tej samej, już obolałej, piersi (tak poradziła mi położna środowiskowa). Po lekturze forum wnioskuję, że jednak nie łapie piersi prawidłowo, robi to zbyt płytko, skutkiem czego dziąsłami przygryza brodawkę. Wprawdzie na pierwszy rzut wygląda to tak, jakby obejmował buzią większą część otoczki, ale nie ma wywiniętych warg. Inne oznaki ssania wydają mi się prawidłowe: nie słychać mlaskania ani ciamkania, słychać przełykanie. W szpitalu synek był dokarmiany butelką, dostawał również smoczek, ja także podaję go okazjonalnie (teraz wiem, że to błąd). Niestety czasami po dłuższych maratonach karmienia z obu piersi (np. ponad godzinę z kilkuminutową przerwą na bezskuteczną próbę usypiania) nie wytrzymuję bólu i ratuję się butelką ze ściągniętym mlekiem, jeśli synek nadal sygnalizuje potrzebę jedzenia.
Co robię źle (poza butelką i smoczkiem) i co mogę poprawić? Czy można skorygować sposób łapania piersi u noworodka? Jak powinnam się do tego zabrać? Dziękuję za wszystkie podpowiedzi.
Dodam, że synek urodził się spory (3800 g, 58 cm) - czy większe dzieci potrzebują większych ilości pokarmu i stąd te maratony piersiowe?
Pozdrawiam,
Z.