malaidka
10.03.14, 00:33
Witam serdecznie.
Od jakiegoś czasu przeglądam forum, ale pierwszy raz się wypowiadam. Proszę o pomoc.
Mam problem z karmieniem dziecka. Córka ma 3miesiące, od samego początku jest nerwowa, płaczliwa. Zdrowa, karmiona piersią na żądanie. Jadła chętnie, czasem nawet zbyt łapczywie. Odkąd zaczęła lepiej widzieć zawsze wszystko ją ciekawiło i nie było łatwo jej nakarmić, ale głód zawsze wygrywał z ciekawością. Pomagało odizolowanie od nadmiaru bodźców. Kłopot zaczął się około 10 dni temu. Nie łączę tego niestety z żadnym konkretnym wydarzeniem, które mogłoby być przyczyną. Nakarmienie jej jest rzeczą wręcz niemożliwą. Płacze, kiedy ją zbliżam do piersi, mimo że daje wszelkie objawy głodu. Nie pomaga "wkroplenie" jej do buzi pokarmu, czy żaden podobny sposób na zachętę. Działa wręcz rozdrażniająco. Jakby chciała jeść, ale nie mogła z jakiegoś powodu. Jedynym sposobem jest karmienie jej na "śpiocha". Pomimo moich wielokrotnych starań, potrafi mieć nawet 8h przerwy! Oczywiście płacząc, wręcz wyjąc, chrypiąc, ssąc wszystko, co popadnie. I je dopiero, kiedy dobrze uśnie. Inaczej nie ma szans. Płacze, pręży się, nie można jej uspokoić przez około 30minut. Dopiero noszenie, kołysanie, aż uśnie. I sytuacja się powtarza. Tak samo jest, kiedy brodawka jej wypadnie, czy zachłystnie się. Nie ma możliwości przystawienia jej ponownego. Noce ładnie przesypia, początkowo budziła się co 3-4 godziny, potem czas zwiększył się do 6-8h. Rano, kiedy się jeszcze dobrze nie obudzi, je. Potem jest walka. Ja się denerwuję, ona płacze. Bardzo chciałabym ją karmić, próbowałam już tylu sposobów. Zmiana pozycji, otoczenia, wyciszenie, zaciemnienie pomieszczenia, pielucha tetrowa na buzię(pomaga jej to usnąć). Moja frustracja narasta, wiem, że nie jest to dobre dla dziecka, ale nie mam pojęcia co mam robić! Czasem mam wrażenie, jakby moja pierś "parzyła". Odrzuca przy samej próbie dostawienia - ułożeniu jej w jakiejkolwiek pozycji kojarzącej się z karmieniem.
Jako że dziecko lubi ssać, wszystko poza smoczkiem i butelką(starałam się jej podać kilkukrotnie herbatkę koperkową na kolki, próby zakończone fiaskiem) postanowiłam odciągnąć pokarm i spróbować dać jej butelką. Ku mojemu zdziwieniu sukces. Córka zjadła bez najmniejszego problemu... Więc tym bardziej nie wiem, co mogło to powodować. Wiem przynajmniej, że wina nie leży w moim pokarmie.
Ma stwierdzoną skazę białkową, całkowicie z diety wyeliminowałam nabiał. Wysypka zniknęła. Kupki dużo ładniejsze, niż były, choć nadal wodniste, kwaskowate i ze śluzem, ale dużo mniej i nie zielone. Sprawdzałam, czy nie ma pleśniawek, które uniemożliwiałyby jej jedzenie. Nie ma. Mydła czy kosmetyków nie zmieniałam, proszku do prania itp. też nie. Myślałam też o problemie z noskiem, z oddychaniem. Ale przecież nocą je normalnie. Zapomniałam dodać, neurolog stwierdził u niej wzmożone napięcie mięśniowe. Zaobserwowałam kilka, jak się potem okazało, typowych objawów. Między innymi takie, że wyginała się w łódkę, najłatwiej można było ją nakarmić na leżąco, chociaż i tam wyginała główkę. Czy to może być przyczyną?
Proszę o pomoc, co mam robić? Na prawdę chciałabym karmić piersią. Tak zazdroszczę mamom dzieci, dla cycuś jest lekiem na całe zło...