kaeira
11.06.07, 17:33
Uwaga, będzie baaardzo długie, mega elaborat, bo chcę wyczerpująco opisać
sytuację, a jednocześnie mi to pomaga poukładać myśli. Zresztą ja już mam
niestety taką tendencję, że się rozpisuję. Ostrzegałam! :-)
Noszę się z tym tematem już długo, dotychczas nie napisałam, no a teraz stało
się to PILNE.
W skrócie:
Córka zawsze dotąd spała w naszym łóżku, gdzie także usypia (tylko) przy
piersi. Śpi w nim także w dzień, i także wtedy usypia przy piersi. Często się
wybudza i potrzebuje znowu piersi, aby zasnąć. Chciałabym żeby wspólne spanie
trwało jeszcze długo. Teraz jednak zaczęła być na tyle ruchliwa, że boję się o
jej bezpieczeństwo.
Dłuuużej:
Nasza mała Z. (8m2t) prawie od urodzenia śpi z nami w łóżku. Na początku
mieliśmy także kosz na kółkach, ale okazało się, że wspólne spanie jest o
niebo lepsze. (Mamy bardzo szerokie i długie łóżko, a z kolei oprócz niego
bardzo niewiele miejsca w sypialni, w ogóle małe mieszkanie, 2 pokoje) .
Innego łóżeczka nie mamy. Kiedy była malutka, w dzień spała także w wózku. Od
wielu miesięcy w nocy praktycznie się nigdy budzę, mała się sama zasysa i już.
Świetne na wysypianie się.
Na początku nie planowałam co będzie dalej (bo my zresztą w ogóle mało
planujemy). Ale im dalej, tym bardziej zaczęłam myśleć, że przedłużymy chyba
"wspólne gniazdo" aż do przeprowadzki do "dorosłego" łóżka, może nawet pewnie
tak jakoś jednocześnie z zakończeniem karmienia (bo zaczęłam także myśleć, że
moje karmienie może potrwać i ze 2 lata). Z tego co czytałam, wielu osobom
takie rozwiązanie się świetnie sprawdza.
Z. zasypia tylko piersi. Także w ciągu dnia śpi na naszym łóżku i także
zasypia przy piersi. Kilka razy owszem zasnęła kołysana przez Tatę albo kogoś
innego, ale zazwyczaj nie ma takiej potrzeby. Tak więc nawyk zasypiania przy
piersi jest totalnie ugruntowany.
Samo usypianie przy piersi zazwyczaj nie trwa zbyt długo. Wieczorem zasypia
różnie, od 20 do 22 (najczęściej kolo 21), bez problemów. Ale zanim ja pójdę
spać ok. 12, budzi się niestety kilka razy (co najmniej 3, często 5), i
potrzebuje dość długiego ssania. Czasami jest ono odżywcze, czasami nie. Ale
często (i wydaje mi się, że to jest coraz częstsze, ale może się mylę) to
ssanie trwa dłuuugo, mała śpi, ale nie wypuszcza. Kiedy usiłuję zabrać pierś,
budzi się, płacze, muszę się kłaść znowu. Zresztą często sama wypuszcza, ale
kiedy wstaję i usiłuję (na palcach) wyjść, budzi się ponownie (nie zawsze,
oczywiście).
[W ogóle wydaje się, że bardzo łatwo ją obudzić (moja mama oczywiście oskarża
nas o doprowadzenie do tego i „rozpuszczenie” , ale słowo daję, że wcale od
początku nie „chodziliśmy na palcach”. Wręcz przeciwnie, jak była malutka,
spala przy nas na kanapie czy w wózku, my normalnie rozmawialiśmy, różne
rzeczy się działy, i nic. Hmm, chociaż może kolo 4 miesiąca, kiedy miała ten
„kryzys” i zaczęła bardziej odbierać bodźce, „przestymulowywac się”, budzić
się częściej - my faktycznie zaczęliśmy starać się być ciszej, kiedy spała.]
W każdym razie teraz wieczorem często budzą ją rożne dźwięki, ja muszę iść,
kłaść się, i leeeeżeć, i dawać się ssać. Czytam w ten sposób masę książek,
głównie czytadeł, niby się relaksuję, odpoczywam, fakt; ale jednocześnie
strasznie marnuję czas. Prawie zawsze budzi się, kiedy partner kładzie się
(zazwyczaj wcześniej niż ja), itp., itd. W dzień zwykle śpi lepiej, często się
nie budzi w ogóle, a najwyżej raz, i to raczej z głodu.
W nocy jak pisałam wyżej zero problemów, rano raczej też OK., raczej daje się
spacyfikować biustem i dalej spać.
Jak pisałam łóżko duże, Z. asekurowana była zawsze od strony partnera albo od
strony brzegu łóżka wałeczkiem. Kiedy zaczęła się przemieszczać, dodałam z
boku poduszki. Ona zresztą na tym łóżku spędzała zawsze dużo czasu bawiąc się,
także sama, z czasem coraz bardziej obłożona poduszkami i kocami ze wszystkich
stron.
Problemem w tej sytuacji jest oczywiście spanie poza domem. Kiedy była
malutka, w gościach spała spokojnie na łóżkach. Teraz od dłuższego czasu jest
to niemożliwe. U mojej mamy, gdzie czasami bywamy, jest łóżko gościnne spore ,
ale też nie tak duże jak nasze.
Ostatnio Z. ma jakiś skok rozwoju ruchowego, zaczyna raczkować, sama z
łatwością siadać (z pleców). Wczoraj stało się to, czym od jakiegoś czasu się
martwiłam – spadła z łóżka! Nabiła sobie guza! Prawie rozcięła czoło! Było to
akurat z powodu nieuwagi tatusia (WRRRRR!!!!) , który zostawił ją na chwilę
bawiącą się na niezupełnie zabezpieczonym poduchami itd. łóżku (!!!!) Ale tak
naprawdę zdaję sobie sprawę, że równie dobrze mogłaby "przeskoczyć" te
poduchy, a jak nie teraz, to za kilka dni.
Jednocześnie od wczoraj, kiedy zaglądam do niej, bo się wybudza/budzi z
dziennej drzemki, znajduję ją siedzącą, albo na brzuchu z głową w kierunku nóg
łóżka. Zazwyczaj kiedy usłyszałam jej płacz, albo inne wołające mnie dźwięki,
i przychodziłam do sypialni, leżała sobie spokojnie w swoim "gniazdku". Teraz
ją wzięło na nagłą ruchomość zaraz po obudzeniu. Prosty wniosek – lada chwila
może przemieścić się do brzegu, przejść przez "wał ochronny" i !!spaść!! zanim
do niej przyjdę.
No więc – coś z tym trzeba zrobić. Ale co?! Niby proste wyjście – kupić
łóżeczko. Ale jak ma wyglądać usypianie (a tym bardziej to ponowne usypianie,
kiedy ona się tyle razy budzi) – przecież przy wkładaniu do łóżeczka będzie
się za każdym razem budzić! A poza tym nadal chcemy spać razem!
Inne wyjście – spróbować, czy materac naszego łóżka nie da się odłączyć od
ramy i położyć na podłodze. (Normalnie jest przytwierdzony na stałe) Albo
kupić materac typu futon. Na pewno rozwiąże to problem bezpieczeństwa (w
każdym razie do momentu, kiedy Z. nie zacznie w pełni sprawnie raczkować,
czyli też raczej nie na tak długo) Problemy z takim rozwiązaniem:
- kurz;
- niewygodnie wstawać;
- być może niedobrze dla pleców (za miękko, a mam problemy z kręgosłupem);
- a co ze spaniem na wyjeździe czy u mojej mamy? Problem pozostaje.
Myślałam o rozwiązaniu zwanym co-sleeper bed, (czyli łóżeczko bez jednej
ściany przysunięte do łóżka rodziców, o takie:
www.minitots.com/i/res/AR8200_165_197.jpg
ale po pierwsze, w Polsce ich nie ma, trzeba by specjalnie zamawiać u
stolarza robione, albo adaptować normalne, jeśli w ogóle się da, no i
wydatek), a po drugie, to chyba głównie dla malutkich dzieci. Bo duże to i
tak zaraz zacznie wyraczkowywać na duże łóżko, no i na podłogę. Z drugiej
strony, może to jakieś lepsze „przejściowe” wyjście.
Czyli wychodzi na to, że przynajmniej na spanie dzienne (jak na razie co
najmniej raz dziennie, przed południem, druga popołudniowa drzemka bywa albo
w łóżku, albo w wózku na spacerze, albo w ogóle nie ma czasami) powinno być
normalnie łóżeczko. Ale jak to zrobić, jak ją przyuczyć, skoro ona często się
budzi nawet przy moim wstaniu i odejściu?? To co tu mówić o odkładaniu do
łóżeczka... Czy ma ktoś na to jakieś techniki?!
Kolejne wyjście, zmienić sposób usypiania. Ale właściwie mi się to usypianie
przy piersi podoba, wiem że inni na przykład muszą chodzić i bujać, albo
siedzieć po ciemku i trzymać za rączkę. W porównaniu leżenie i czytanie wydają
się całkiem OK.
Dodam, że czasami, kiedy po jej wybudzeniu próbowałam ja uśpić bez piersi,
tylko np. przytulając gładząc, nucąc – totalne zero reakcji. Jakby mnie w
ogóle przy niej nie było! Mega rozpacz. Natomiast kiedy pierś znajdzie się w
ustach – natychmiast cisza, i po sekundzie zasypia (choć dalej ssie, nie
puszcza, dopiero po jakimś czasie, jak wyżej pisałam). Raz czy drugi zadziałał
zamiast piersi smoczek, ale przestałam próbować, bo co to z wyjście, jeżeli
przyzwyczai się spać ze smoczkiem, który potem będzie wypadał, itd?
Jak widać, jestem strasznie wygłupiona i rozkojarzo