Rządzi?

12.12.12, 11:19
Ostatnio pytałam z ciekawości, ale teraz juz chyba potrzebuję konkretnej rady, bo powoli repertuar pomysłów mi się wyczerpuje i sama nie wiem czy dawanie tego czego "rzada" jest właściwe?
Mała za miesiąc kończy 3 lata- jest wesoła,otwarta, "do kochania" ale jednocześnie bardzo uparta, łatwo sie złości, często wrzeszczy wściekając się, bo nie dostała czegoś co sobie akurat wymyśliła. Jej zachowanie doprowadza mnie czasem do białej gorączki. Bo w trakcie tych nielicznych chwil kiedy skupiam na czymś uwagę ona akurat czuje przemożna potrzebe przytulenia, ale nie tak po prostu, tylko TU (nie ma kompromisów) albo na rączkach i chodzi o to, ze tylko na sposób jaki ona sobie wymyśliła, nie ma półśrodków. Jeżeli odpowiadam, ze jestem zajęta, że za chwilę, oczywiscie wpada w histerię, która trwa dość długo, w czasie której wykrzykuje "nie nie!" i nie da sie dotknąć. Dopiero jak chmury burzowe przejdą to da sie pogadać.
Inny przykład. Wpada w histerię jak powiedzmy wyrzucę cos do śmieci, normalna czynność, ona po 5 mn przypomni sobie, że to ona chciała wyrzucić. Histeria, bo ona chciała i zaczyna grzebac w śmieciach. Tak jest z większościa rzeczy. pozwalam jej na samodzielność, proszę, żeby sie sama rozbierała, ubierała buty, podnoszę, zeby zgasila, czy włączyła światło, wurzucała śmieci, sprzatała, ale czasami wyrzuca tez coś sama. Czasem "mam do tego prawo" i jest to niezauważone a czasem jest histeria. Czasami w takich sytuacjach (jak ze śmieciami) mówię, że ja wyrzuciłam i amen, że ja też mogę coś wyrzucić (niech bedzie ten nieszczęsny przypadek, ale to sie tyczy wszystkiego)ona wyrzuci następnym razem. Nie pomaga, nie pomaga że dam inny smieć, żeby wyrzuciła, nie, ma być tamten i koniec i jak film chce cofnąć czas. Nieraz wygląda to śmiesznie, bo ja cos biore odruchowo, ona nagle ryczy, ze ona chciała i jak na cofniętym filmie odstawia sok na miejsce, po czym bierze go spowrotem.
Moje watpliwości dotyczą słuszności pozwalania jej na takie "cofanie czasu"- czy słuszne to, czy raczej uświadamiać, że to juz było, następnym razem zrobi ona (ale to wiążę sie nie raz z półgodzinna histerią) Wiem, że to brzmi smiesznie z jakimi "problemami" się borykam, ale czasami mam ochote wyjśc z siebie i stanąć obok. Normlanie nie da sie nic zrobić. wszystko wymusza rykiem i wścieka się. A to pogłaskać a to pokilać a to znowu wyrzuciłam cos nieopatrznie.... Dom wariatów mam czasami. Pewnie minie... ale chciałabym lepiej ja zrozumieć, lub nie popełniać błędów, bo już sie gubię.
    • el_elefante Re: Rządzi? 12.12.12, 12:22
      Jeżeli tylko możesz, spełniaj te prośby, co ci szkodzi. Mniej fatygi i nerwów jest z zaspokojenia potrzeby niż z niekończących się wrzasków i prób uspokojenia - najpierw siebie, potem dziecka. Takie pragmatyczne podejście. Przytulania nie odmawiaj, nawet gdy robisz coś pilnego, lepiej jest przytulic, i za chwilę powiedzieć ok, wystarczy, teraz muszę pilnie coś tam skończyć, niż odmówić i nie móc skupić uwagi przez najbliższą godzinę. Taki kompromis.
      To "cofanie czasu" nie dotyczy czasu, tylko kolejności czynności. Czasu jako takiego trzylatek jeszcze nie czuje, nie wie ile to jest 5 minut i czy to więcej niż godzina. Dlatego, jeżeli czegoś chce, to chce to teraz i natychmiast. "Za chwilę" to jest dla niego pojęcie kompletnie abstrakcyjne, poza możliwościami pojęcia. Łatwiej posługiwać się następstwem czynności. Fajnym pomysłem są klepsydry, można sobie kupić różne czasy, i takie do mycia ząbków i takie do oglądania bajek i takie do poczekania aż mama coś dokończy robić. Wtedy czas "widać".
      Jednak aby nie podporządkować się całkowicie zachciankom dziecka i nie zwariować przez to, potrzebne są jakieś granice. Te musisz sobie wymyślić sama i się ich trzymać. Np. że przytulenie zawsze, choćby na chwilkę, ale inne rzeczy muszą poczekać gdy sprawdzam pocztę na komputerze albo rozmawiam przez telefon albo smażę placki. I trudno, w tych trzech przypadkach jesteś gotowa na histerię i znosisz ją spokojnie, jak opady atmosferyczne. Może za trzecim razem, a może za dwudziestym trzecim młoda zajarzy, że wrzask tu jest bez sensu, bo nie powoduje tego, czego ona oczekuje.
      Może to zadziała. Ale nie zadziała wtedy, gdy - tak jak dotychczas - tym rykiem egzekwuje wszystko. To można spróbować przerwać, stawiając jasne granice. Rozsądnie i pragmatycznie, ze świadomością, że to małe nie jest złośliwe, ale po prostu tak ma, tak działa, bo tak jest zbudowane. I że siłowanie się z nim jest bez sensu, bo to ty jesteś mądrzejsza i bardziej doświadczona i na tobie ciąży wymyślenie jak uniknąć konfliktu. Kłócenie się z trzyletnim dzieckiem jest niepoważne, czyż nie?
      Dlatego wyciągnij ten papierek z kosza, niechże sobie go wyrzuci po swojemu i spokój. Ale jak smażysz placki, to powiedz że pobawisz się chętnie, ale jak skończysz smażyć, postaw klepsydrę 15' i basta.

      Aha, i jeszcze jedno: z tą konsekwencją, jak ze wszystkim też przeginać nie można, bo jak mówi poeta, tylko nieboszczyk jest stuprocentowo konsekwentny ;)

      Powodzenia, dobrze będzie.
      • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 12:48
        Dzięki, liczyłam na dobre słowo.
        Do tej pory jasne, że ustepowałam, przytulałam jak tylko moglam, jeśli nie moglam, znosiłam wrzask. Ale przytulałam jak tylko miałam wolne ręce, albo nie bylam zajęta, bo wiem, ze kiedyś ta silna potrzeba na przytulanie jej tez zaniknie, a wtedy i ja za tym zatęsknie ;o) To potrzeba która moge spełnić. Ale problem widze w tym, ze ona RZĄDA, WYMUSZA, WŚCIEKA SIĘ, STAWIA WARUNKI, ZE TAK A NIE INACZEJ, precyzuje miejsce i sposób. Czasami sama jestem wściekła jak diabli, ale przytulam. Rząda, a jak nie dostaje tego co chce to histeryzuje. naturalnie we mnie budzi sie jakis wewnętrzny hamulec, coś mi mówi, że tak byc nie moze. Że nauczy się, że wszystko dostanie na tej zasadzie. Myslę, że granice wyznaczam jakos zupełnie naturalnie. Do tej pory nie obstawałam przy swoim tylko dla zasady. Ze śmieci nie pozwoliłam wyciągnąć, bo grzebanie w śmieciach wydało mi sie niestosowne, ale.. moze faktycznie powinnam machnąc ręką?
        Zwykle też "cofam czas", pozwalam jej na to, ale ze śmieci nie pozwoliłam wyciagać. Mama wyrzucila i basta. Kropka, następnym razem wyrzucisz Ty. kiedys bylam z nia u psychologa z innego powodu. Rozmawiałam też o tych sprawach. Też doradziła umożliwiać spełnianie zachcianek, tyle, ze wtedy tak bardzo nie wymuszała, nie miałam takich wątpliwości, czy robię słusznie. Teraz wymyśla najgłupsze rzeczy, np. czasem zabrania mi nucić pod nosem, albo następnym razem "każe" spiewać a jak nie dzieje się tak jak chce wścieka sie i histeryzuje. I to budzi mój naturalny opór. Ale ja niestety też należę do tych upartych stąd moje watpliwości. Nie chcę przeciez z nia walczyć, ale z drugiej tez strony nie chce przecholowac w druga stronę. Jasne że wyczuwam, kiedy przytulenie jej jest ponad wszystko, a kiedy nie, bo mam "sprawy". Czasami jej przytulenie jest sposobem na coś: odwrócenia mojej uwagi od komputera, przeciągnięcia czasu kiedy chcę, zeby juz sie szła kapać (protestuje i wymysla wtedy co sie da, jak jestem stanowcza, to "przytulić") Itd
        Ech, gdzie mozna kupić cierpliwośc na kg??
        • el_elefante Re: Rządzi? 12.12.12, 13:47
          > [...] I to budzi mój naturalny opór.
          Myślę, że słusznie budzi. Masz prawo nie mieć ochoty na śpiewanie. Jest jednak różnica pomiędzy propozycja zaśpiewania a kategorycznym nakazem. Do prośby powiedzianej normalnie należy przychylić ucha, na krzyki zaś zareagować w stylu: nie będziemy rozmawiać tym tonem. Normalnie, w naturalny sposób, podobnie jak zachowałabyś się wobec dorosłego. Mam na myśli treść, bo formę trzeba dostosować do trzyletnich możliwości. I na spokojnie, bez nakręcania się, czasem lepiej poświęcić te pół minuty na kilka głębszych wydechów, niż wyjść z siebie.
          Chodzi o to, aby spełnić prośbę zanim młode użyje histerii jako narzędzia perswazji. Żeby pokazać, że "zaśpiewaj mamo" działa, a "śpiewaj mi tu natychmiast!!!" nie chce działać nijak. Nie liczyłbym na szybkie efekty, ale w perspektywie dłuższej, w połączeniu z rozwojem małego rozumku i spodziewanym (wedle różnych książkowych przesłanek) wyciszeniem w okolicach 5 lat, powinno sprawić, że zaczniecie się z córką lepiej dogadywać. A co jest po 5 latach, to ja jeszcze nie wiem, ale wkrótce się niechybnie dowiem :)
          Jest tez i druga strona medalu. Od czasu do czasu warto jednak pokazać emocje, mama i tata to tylko ludzie, też im się zdarza zezłościć. Ważne jednak, by z tej złości wyjść z twarzą. Rozładować się, uspokoić i doprowadzić temat do końca. Ktoś, kto w ogóle nie okazuje emocji, jest niewiarygodny i niepokojący. Niemniej złość powinna być incydentem, a nie rutyną. Od kogo dziecko ma się tego nauczyć, jeżeli nie od ciebie?
          • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 14:07
            Mądrze prawisz. Zawsze z zaciekawieniem czytam Twoje wypowiedzi, bo sa po prostu madre. Masz duzo dystansu do rzeczywistości, a to chyba ważne. ja czasem ten dystans zatracam, wiadomo, zmęczenie materiału. okazuję emocje i wierzę, że to nic złego, bo tym samym mała widzi gdzie sa granice, że nie wyznaczam ich sztucznie, ze tak ma byc i koniec, tylko są naturalne. I wierzę, że więcej dobrego tym robię niz odwrotnie. jednak kiedy czuję, że przeginam pałę, albo gdy za dużo we mnie negatywnej energii po prostu biore małą na stronę i przepraszam. Tłumaczę co i jak, ale krótko bez zbędnych ceregieli. Widzę, ze to przynosi efekt, bo mała tez przeprasza. Wie kiedy robi cos nie tak i potrafi przyjść i przeprosić. To jest rozczulające.
            Tak, owszem, masz rację, sposób wypowiedzenia tej zachcianki jest bardzo ważny. Staram sie jej to uswiadamiać, ale czasami nic do niej nie trafia i bardzo szybko przechodzi do broni ostatecznej jaka jest histeria. Najczęściej nie negocjuje w takich wypadkach, pozwalam jej na wyladowanie emocji i utwierdzasz mnie w tym, że robie słusznie. Każda sytuacja jest nieco inna i nie ma jednej metody- klucza na wszystko. Wszystko wskazuje na to, że postepuje słusznie, choć czasami brakuje mi do tego dystansu i zaczynam sie gubić. Warto wtedy posłuchać ludzi z podobnym doświadczeniem :o)
            • joshima Re: Rządzi? 12.12.12, 15:52
              olcia71 napisała:

              > Tak, owszem, masz rację, sposób wypowiedzenia tej zachcianki jest bardzo ważny.
              > Staram sie jej to uswiadamiać, ale czasami nic do niej nie trafia i bardzo szy
              > bko przechodzi do broni ostatecznej jaka jest histeria.
              No bo robisz to w złum momencie? Próbujesz wymusić na niej określone zachowanie (tak tak, ty też wymuszasz ;)) wtedy gdy konflikt wisi na włosku. To się nie może udać. O takich rzeczch można rozmawiać z dzieckiem, kiedy ono jest spokojne i zrelaksowane. Można wykorzystać do tego jakieś bajki czy inne opowiastki, bo do dzieci łatwiej trafia kiedy historia o złym zachowaniu nie dotyczy ich, nie są wtedy pod presją.
              • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 20:24
                Nie wiem czy o to chodzi, bo jest tak (przykład):
                -mamo choć ze mną! (rządanie i już sie pręży ze złości w momencie wypowiadania tego rządania)
                Jak jej zwrócę uwagę, ze jak ładnie poprosi to pójdę, to czasem jest w stanie sie uspokoić i słodko poprosić. wtedy ide i chwalę. A czasem nie mówię nic i nie minie kilka sekund a ona już wpada w histerię. Więc nie wiem.
                • joshima Re: Rządzi? 12.12.12, 23:24
                  Ja bym nie zważała w danym momencie na ton, a "pogadankę" o tym że można inaczej zostawiła na bardziej sprzyjające okoliczności. Inaczej to jest tak, że Twojemu dziecku nie wolno wymuszać, ale Tobie już tak :)
                  • olcia71 Re: Rządzi? 13.12.12, 12:17
                    joshima napisała:

                    > Ja bym nie zważała w danym momencie na ton, a "pogadankę" o tym że można inacze
                    > j zostawiła na bardziej sprzyjające okoliczności. Inaczej to jest tak, że Twoje
                    > mu dziecku nie wolno wymuszać, ale Tobie już tak :)
                    >
                    Mhm rozumiem. Ale czy w tym momencie spełniłabyś "rządanie" czy postawiła na przetrzymanie reakcji? dzisiaj np. mała juz przeszla samą siebie. Ja pomywam, ona oglada swoja ulubiona bajkę. Nagle ryk, wpada do kuchni jakby ja goniło stado os i ryczy "mamo, spiewaj!!!" Nie śpiewałam oczywiście, bo czułabym się idiotycznie w tej sytuacji. Budzi to mój sprzeciw naturalny zupełnie, więc się sprzeciwiłam (zwykle robie to co czuję), ze nie mam ochoty spiewać , że co to za rozkazy. Mówię: jak ja bym Ci tak powiedziała? Śpiewaj! Ona- nie! -No właśnie. Powtórzyłam, że nie mam ochoty śpiewać jak tak do mnie mówi. Chwile poryczała, ale bez wielkiej histerii.
                    Myślę, ze robię słusznie, postepujac naturalnie, ale nie przekraczając pewnych granic. Okazuje emocje, to też ważne, zachowuję się naturalnie. Brak efektu to tylko kwestia wieku, trzeba powtarzać i powtarzać do znudzenia az w koncu zaskoczy, albo... samo przejdzie.
                    • joshima Re: Rządzi? 13.12.12, 15:03
                      olcia71 napisała:

                      > Mhm rozumiem. Ale czy w tym momencie spełniłabyś "rządanie" czy postawiła na pr
                      > zetrzymanie reakcji?
                      Jeśli bym mogła to bym spełniła wychodząc z założenia, że z jakiegoś powodu nie może/nie potrafi inaczej o to poprosić.

                      dzisiaj np. mała juz przeszla samą siebie. Ja pomywam, ona
                      > oglada swoja ulubiona bajkę. Nagle ryk, wpada do kuchni jakby ja goniło stado
                      > os i ryczy "mamo, spiewaj!!!" Nie śpiewałam oczywiście, bo czułabym się idiot
                      > ycznie w tej sytuacji.
                      Może się czegoś przestraszyła i Twój śpiew pomógłby jej się uspokoić?

                      > Budzi to mój sprzeciw naturalny zupełnie
                      Naturalny, ale może wynikający z błędnego założenia ;) Ja bym wzięła na ręce i spokojnie zapytała: "Chcesz, żebym Ci zaśpiewała? Czemu? A co? Siadaj obok ja będę dalej pracować i Ci zaśpiewam."
                    • aqua48 Lęki rozowojowe 13.12.12, 15:21
                      olcia71 napisała:

                      dzisiaj np. mała juz przeszla samą siebie. Ja pomywam, ona
                      > oglada swoja ulubiona bajkę. Nagle ryk, wpada do kuchni jakby ja goniło stado
                      > os i ryczy "mamo, spiewaj!!!" Nie śpiewałam oczywiście, bo czułabym się idiot
                      > ycznie w tej sytuacji. Budzi to mój sprzeciw naturalny zupełnie,
                      > Myślę, ze robię słusznie, postepujac naturalnie, ale nie przekraczając pewnych
                      > granic. Okazuje emocje, to też ważne, zachowuję się naturalnie.

                      Z jednej strony to dobrze, jeśli postępujesz naturalnie, ale z drugiej być może przeraziło ją coś w oglądanej bajce, albo tylko Twoja nieobecność w pokoju, a Twój śpiew mógłby jej pomóc się uspokoić i upewnić, ze wszystko jest w porządku? Spójrz na to z tej strony.
                      Ja spróbowałam jednak ponucić coś (przy myciu absolutnie by mi to nie przeszkadzało) dla uspokojenia dziecka, a potem (ewentualnie wieczorem, przy kładzeniu się do łóżka) delikatnie wypytać dlaczego chciała, żeby jej zaśpiewać. Powiedzieć, że bardzo ja kochasz i że chętnie jej śpiewasz, ale nie zawsze sama masz na to ochotę, za to zawsze ją możesz przytulić, czy pocałować. Te żądania dziecka jednak wyglądają z opisu na jakieś lęki rozwojowe i próby uspokojenia obaw, a nie na klasyczne wymuszanie jako próba stawiania granic przez dziecko.
                      • olcia71 Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 15:54
                        aqua48 napisała:

                        Te żądania dziecka
                        > jednak wyglądają z opisu na jakieś lęki rozwojowe i próby uspokojenia obaw, a n
                        > ie na klasyczne wymuszanie jako próba stawiania granic przez dziecko.
                        Możliwe, ze jest jak piszesz, tym bardziej, ze wczesniej zmagaliśmy sie z nocnymi histeriami (też sie radziłam tu na forum, ale byłam tez z tego powodu u psychologa). Ta sytuacja ze śpiewaniem nie była objawem lęku, tylko akurat leciała piosenka, którą koniecznie chciała, zebym zaśpiewała. To ttylko przykład, ale sytuacji takich roszczeniowych jest wiele, co chwila. Ja wiem, serwujecie mi takie pokojowe rozwiazania i staram się nie byc negatywnie do niej nastawiona (choć być moze teraz to znowu zmęczenie materiału, bo nastapiła ostatnio znowu jakas eskalacja) ale ona jest charakterna, naprawdę. jednoczesnie tez bardzo wrażliwa, więc pewnie jest troche tak, ze jakaś burza sie w niej toczy i sama sobie z tym nie daje rady, wiec zachowuje sie absurdalnie z zewnątrz. Tak czy siak powinnam jej w tym pomagać. Postaram się!
                        • joshima Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 18:23
                          olcia71 napisała:

                          > ale ona jest charakterna, naprawdę.
                          Widzisz. Piszesz tak jak byś sądziła, że to zachowanie wynika ze złego charakteru Twojej córki. Z chęci uprzykrzenia Ci życia.
                          • olcia71 Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 19:19
                            joshima napisała:

                            > olcia71 napisała:
                            >
                            > > ale ona jest charakterna, naprawdę.
                            > Widzisz. Piszesz tak jak byś sądziła, że to zachowanie wynika ze złego charakte
                            > ru Twojej córki. Z chęci uprzykrzenia Ci życia.
                            >
                            >
                            Ale gdzie napisałam, ze charakterna= zła cecha charakteru? Chodziło mi o to, ze ktos z zewnatrz moze mój opis powyższy zinterpretować, że czegos sie wystraszyła, natomiast gdyby ktos był świadkiem tej sceny to nie miałby zadnej wątpliowści. Upór i mocna osobowość to dobre cechy pod warunkiem jesli nie zdominują posiadacza takich cech i otoczenia do reszty. I chyba moja rola w tym, zeby jakos tym pokierować, zeby nie była taka dzika, a troche ja oswoić, oswoic te emocje. To trudne zadanie i czasami mam chwile słabości. Ale nie twierdzę raz- że to złe cechy charakteru, a dwa, ze ma je po to, zeby uprzykrzyć mi zycie ;o)
                            • joshima Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 19:26
                              olcia71 napisała:

                              > Ale gdzie napisałam, ze charakterna= zła cecha charakteru?
                              Dla mnie ma to pejoratywny wydźwięk i napisałam Ci tylko jak to dla mnie brzmi.

                              > I chyba moja rola w tym, zeby jakos
                              > tym pokierować, zeby nie była taka dzika, a troche ja oswoić, oswoic te emocje.
                              Poniekąd tak. Twoją rolą jest dać jej oparcie, żeby czuła się bezpiecznie nawet wtedy kiedy nie może wyhamować. A w korzystnych warunkach możesz jej mówić w jaki lepszy, bardziej akceptowalny sposób może postępować. Próbowałaś ją kiedyś tak bez okazji zapytać czemu Ci tak rozkazuje? Rozmawiałaś z nią o tym ale tak zupełnie na luzie nie przy okazji awantury?
                              • olcia71 Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 19:42
                                Tak, próbowalam. Odpowiada, ze ona chce po prostu żebym spiewała (idźmy dalej tym przykładem) czyli po prostu chce uzyskac cel. I oczywiscie mówiłam, zupełnie na spokojnie jak moze inaczej to wyrazić, jak zresztą milion razy wcześniej.
                                A charakterna moze mieć znaczenie negatywne, oczywiscie dla mnie tez czasami ma, bo to to znaczy, ze nie jest łatwa w obejściu ;o) Ale nie interpretuje tego tak jak napisałaś, tylko jest trudne do zaakceptowania.
                                • olcia71 Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 19:45
                                  I miałam jeszcze napisać, że skoro ona takim sposobem chce uzyskać cel to do znudzenia trzeba po prostu ten kamień szlifować i pokazywac jej inne sposoby. Widać te milion razy wcześniej to ciągle za mało. Bo ona to rozumie i coraz częściej ładnie o coś poprosi. Z tym, ze ona czasami już kończąc tą "ładną prośbę" już zaczyna krzyczeć i stękać ;o)
                                  • joshima Re: Lęki rozowojowe 13.12.12, 20:23
                                    A może poprostu sama nie rozumie co się z nią dzieje a więc i nie potrafi tego wyrazić nawet w spokojnej rozmowie.

                                    Aha. Ja Ci nie wpieram jak Ty coś tam interpretujesz. Zwracam Ci tylko uwagę co przebłyskuje stale w Twoich wypowiedziach. Jako postronny i obserwator. A Ty z moimi spostrzeżeniami zrobisz co zechcesz.
    • forumowiczka.to.ja Re: Rządzi? 12.12.12, 15:09
      Jakbyś pisała o moim synku, za miesiąc również skończy 3 latka. Jest z nim po prostu cyrk, chodząca bomba zegarowa (odbezpieczona!), nigdy nie wiadomo co go zdenerwuje, a co zignoruje. Ostatnio syn wpadł we wściekłość bo zgodnie ze wskazówką wrzuciłam jego kupę z nocnika do sedesu i spuściłam wodę (a na spuszczenie zgody nie było) i ryk, i "wyjmij ją" itp. Tutaj, jakby z racji faktu nie było rady, histeria z kopaniem, krzykiem, płacz od razu z krokodylimi łzami.
      W kąpieli ząbki myje tata, włosy mama, wyjmuje z kąpieli tata a ubiera w piżamkę mama. I tak w kółko, jakby mógł to by nas poustawiał w równym szyku. Tak, 3-latek chce rządzić, a nasza rola żeby go za bardzo nie stłamsić w tych próbach, oddać pole tam gdzie można (łatwo powiedzieć!).
      Jak wchodzi do domu to rytuał: musi zapalić światło na klatce (nie wiadomo po co, bo mieszkamy na parterze) i zadzwonić dzwonkiem do drzwi. Śmiało mogę powiedzieć, że moje dziecko to teraz jedna wielka niewiadoma, ma być wszystko tu i teraz, natychmiast. Koleżanki córka, w podobnym wieku, nie wsiądzie do auta jeśli jest zaparkowane tyłem....;-)
      Co robię? Różnie, tam gdzie mogę ustępuję, tłumaczę, chwalę pozytywne zachowania, spelniam zachcianki. Jak jest przegięcie, bo np 6-y raz w ciągu godziny o coś wyje, to krzyknę. Czasami działa, czasami nie.
      Wg mnie porównać wychowanie 3 latka (i nie tylko) można do balonika. W baloniku jest nasze dziecko, ma dużo swobody, skacze gdzie chce, jednak granice balonika trzymają mocno rodzice (popuszczając lub dodając powietrza).
      3-lata to straszny, okropnie trudny wiek. Dla obu stron. Myślę, że po prostu trzeba go z godnością przeczekać. Ale jak bardzo to jest ciężkie - wiem sama, walczę codziennie, kilka razy dziennie.

      • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 15:44
        Heh, dzieci sa smieszne.... poniekąd ;o))
        Dobrze to ujęłaś. Pół biedy, że ma swoje rytuały. Ale ona czasami właśnie wpada w histerię, a czasami na to samo kompletnie nie zareaguje, ciężko przewidzieć. I do pewnego momentu tez jestem jak oaza spokoju, ale po kilku dniach takiej jazdy jest eskalacja i powoli sie zatracam, bo obie jesteśmy jak bomby zegarowe. I wtedy łatwo o porażki (wychowawcze ;o)) Stąd mój post. Bo reaguję normalnie- jak Ty, albo inny zdrowy człowiek. Ale czasami sa takie dni, ze mam wrazenie, ze nic nie skutkuje, a wrzask jest bez przerwy. Wtedy zadaje sobie pytanie: co robię nie tak? To tez chyba normlane.
        Mała ostatnio jak przyszłyśmy z mroźnego podwórka od razu na klatce chciała zdjąć kurtkę- ale od razu natychmiast i wrzask na cały dom. Tłumaczyc zaczęłam, że ją przewieje, ale że sytuacji takich wczesniej było kilka, machnęłam ręką i rób co chcesz- szczęśliwa. Pod samymi drzwiami jak juz wdrapałyśmy sie po schodach bez kurtki- ona w ryk bo chce założyć kurtkę... Kazałam wejść do domu, a tam mogła wrzeszczec do woli, az sie wywrzeszczała i potem przyszła do mnie i powiedziała "przepraszam, ze tak krzyczałam" Starałam sie wytłumaczyc co i jak- co z tego dotarło, nie wiem.
        Trudny wiek, racja. I widzę, ze takie rzeczy pojawiają się falami. Zmagalismy sie już z kolkami (takimi, że ho ho), potem nocnymi histeriami (takimi, ze hej) a teraz dziennymi widzimisię (takimi, ze ojej) Co nas nie zabije, to pewnie wzmocni ;o) Pytanie: co, jesli nas zabije? ;o))
    • joshima Re: Rządzi? 12.12.12, 15:39
      olcia71 napisała:

      > Mała za miesiąc kończy 3 lata- jest wesoła,otwarta, "do kochania" ale jednocześ
      > nie bardzo uparta, łatwo sie złości, często wrzeszczy wściekając się, bo nie do
      > stała czegoś co sobie akurat wymyśliła.
      Nic nadzwyczajnego. Właściwie to zachowanie typowe dla wieku, czasem tylko podkręcone u bardziej temperamentnych dzieciaków.

      > Bo w trakcie tych nielicznych chwil kiedy skupiam na czymś u
      > wagę ona akurat czuje przemożna potrzebe przytulenia, ale nie tak po prostu, ty
      > lko TU (nie ma kompromisów) albo na rączkach i chodzi o to, ze tylko na sposób
      > jaki ona sobie wymyśliła, nie ma półśrodków. Jeżeli odpowiadam, ze jestem zajęt
      > a, że za chwilę, oczywiscie wpada w histerię, która trwa dość długo,
      A cóż może być tak bardzo ważnego, żeby nie można było przytulić dziecka i zapobiegnąć bardzo długiej i nieprzyjemnej dla wszystkich histerii?


      > Inny przykład. Wpada w histerię jak powiedzmy wyrzucę cos do śmieci, normalna c
      > zynność, ona po 5 mn przypomni sobie, że to ona chciała wyrzucić.
      Trudno. Trzeba przeczekać jeśli nie da się w tym czasie przytulić. Przeczekać milcząco jedynie z komuikatem, że jak chce to może się przytulić.

      > Histeria, bo
      > ona chciała i zaczyna grzebac w śmieciach.
      W zależności od tego jakie to śmieci pozwoliłabym albo nie.

      > Czasem "mam do tego prawo" i jest to niezauważone a
      > czasem jest histeria.
      No cóż, taki to jest wiek niestabilności emocjonalnej i za bardzo nie da się nic z tym zrobić. Jak grypa. Można jedynie łagodzić objawy ;)

      > Czasami w takich sytuacjach (jak ze śmieciami) mówię, że
      > ja wyrzuciłam i amen, że ja też mogę coś wyrzucić (niech bedzie ten nieszczęsny
      > przypadek, ale to sie tyczy wszystkiego)ona wyrzuci następnym razem. Nie pomaga
      Ale co? Oczekujesz natychmiastowych efektów? Takie rzeczy to tylko w Erze ;)

      > Moje watpliwości dotyczą słuszności pozwalania jej na takie "cofanie czasu"- cz
      > y słuszne to, czy raczej uświadamiać, że to juz było, następnym razem zrobi ona
      Przecież wiesz, że to się tylko skończy histerią. Zupełnie nikomu nie potrzebną. Czemu chcesz tak dziecko musztrować? Dla zasady? Tytuł Twojego posta nasuwa mi niestety smutną myśl, że toczysz z dzieckiem wojnę o władzę, a to jest bez sensu, bo moim zdaniem więź z dzieckiem nie powinna się opierać na relacjach władca-podwładny.

      > Wiem, że to brzmi smiesznie z jakimi "problemami" się borykam,
      Dla mnie to nie brzmi wcale śmiesznie. Sama mam córkę o bardzo dużym temperamencie i w dodatku bardzo wrażliwą, emocjonalną. I właśnie wchodzimy w fazę "buntu czterolatka"

      > Normlanie nie da sie nic zrobić. wszystko wymusza rykiem i wścieka się
      A czy uczysz ją że można inaczej? Oczywiście taka nauka nie może się odbywać w czasie kiedy już jest awantura, bo nic nie wskórasz. Po prostu w czasie dobrego nastroju można sobie porozmawiać o różnych niefajnych sytuacjach i zachowaniach i powiedzieć dziecku jak można inaczej.
      • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 15:57
        joshima napisała:


        > Nic nadzwyczajnego. Właściwie to zachowanie typowe dla wieku, czasem tylko podk
        > ręcone u bardziej temperamentnych dzieciaków.
        >

        Dobrze wiedzieć, bo czasem sie gubię i dlatego min mój wątek, żeby po raz kolejny sie w tym upewnić.

        > A cóż może być tak bardzo ważnego, żeby nie można było przytulić dziecka i zapo
        > biegnąć bardzo długiej i nieprzyjemnej dla wszystkich histerii?

        Wiesz to już moze nawet nie chodzi o to co ja robie waznego (choc sa takie sytuacje, ze nie mogę w danej chwili, sama wiesz), ale mój opór budzi sposób w jaki ona to robi. Rząda, wścieka się..

        > Trudno. Trzeba przeczekać jeśli nie da się w tym czasie przytulić. Przeczekać m
        > ilcząco jedynie z komuikatem, że jak chce to może się przytulić.

        OK tak robię (też)

        > W zależności od tego jakie to śmieci pozwoliłabym albo nie.

        Ja nie pozwoliłam, bo wpadlo to w jakies maziste coś.

        > No cóż, taki to jest wiek niestabilności emocjonalnej i za bardzo nie da się ni
        > c z tym zrobić. Jak grypa. Można jedynie łagodzić objawy ;)

        > Ale co? Oczekujesz natychmiastowych efektów? Takie rzeczy to tylko w Erze ;)

        Nie no, bez przesady. Opisuję tylko sytuację i chcę usłyszeć, czy popełniam jakis karygodny błąd. To chyba naturalne, ze zastanawiam się w pewnym momencie, kiedy mnożą sie takie sytuację i czuje się jakbym zapadała się głęboko, że chcę skonsultowac się z doświadczeniami innych.

        > Przecież wiesz, że to się tylko skończy histerią. Zupełnie nikomu nie potrzebną
        > . Czemu chcesz tak dziecko musztrować? Dla zasady? Tytuł Twojego posta nasuwa m
        > i niestety smutną myśl, że toczysz z dzieckiem wojnę o władzę, a to jest bez se
        > nsu, bo moim zdaniem więź z dzieckiem nie powinna się opierać na relacjach wład
        > ca-podwładny.

        Tytuł mojego posta jest ze znaczacym znakiem zapytania. Bo jak widzisz sama mam wątpliwości, a walki nie chcę prowadzić. Wpływa czasami na mnie mój mąż, który sugeruje czasem, że nie powinnam jej pozwalać na zbyt wiele. A moim zdaniem jej chęć do samodzielności mimo wszystko jest dobra, choć trudna do rozgryzienia czasem w naszym świecie pełnym pośpiechu... Dlatego radzę się. Jak tez napisałam prowadząc rozmowe z el nie chcę walczy z dzieckiem. Chcę je lepiej rozumieć. Sytuacje są różne i jak napisałam nie ma jednej dobrej lub złej metody na wszytsko. czasem trzeba postawic na swoim bo taka sytuacja, anie na zasadzie "nie bo nie"a czasem ( w większości przypadków) dać dziecku szansę.
        >

        > Dla mnie to nie brzmi wcale śmiesznie. Sama mam córkę o bardzo dużym temperamen
        > cie i w dodatku bardzo wrażliwą, emocjonalną. I właśnie wchodzimy w fazę "buntu
        > czterolatka"

        To dobrze. Wiem, że za 10 lat powiem: chciałabym mieć takie problemy ;o)
        >

        > A czy uczysz ją że można inaczej? Oczywiście taka nauka nie może się odbywać w
        > czasie kiedy już jest awantura, bo nic nie wskórasz. Po prostu w czasie dobrego
        > nastroju można sobie porozmawiać o różnych niefajnych sytuacjach i zachowaniac
        > h i powiedzieć dziecku jak można inaczej.
        >

        Tak staram się. I jak tylko ładnie powie "choć tutaj mamusiu, proszę" to nigdy tego nie ignoruję i chwalę i daje przykład jakie to skuteczne. Jak już awantura w toku, wtedy pasuję i pozwalam jej na wyładowanie emocji. Rozmawiam z nia o takich sytuacjach, czasem przepraszam, a czasem ona mnie przeprasza.
        • sebalda Re: Rządzi? 12.12.12, 16:43
          Nieodmiennie mnie dziwi, że ludzie do wszystkich rzeczy starają się przygotować, edukują się, zgłębiają wiedzę, a w przypadku własnych dzieci zachowują się, jakby wychowanie było rzeczą najprostszą, niepotrzebującą dokształcenia.
          Jest tak wiele książek i stron o etapach rozwojowych dziecka. Zamiast pytać, dlaczego dziecko reaguje tak, a nie inaczej i zachodzić w głowę, co to znaczy, nie lepiej poczytać fachowe piśmiennictwo???
          Nie rozumiem, skąd taka niefrasobliwość i dyletanctwo u rodziców?
          Może powinno się gdzieś propagować takie działania? Obowiązkowe kursy dla przyszłych rodziców? Może razem ze szkołą rodzenia???
          • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 20:19
            A myslisz, ze wiedza fachowa rozwiązuje wszystkie problemy? Ja nie mam powaznych problemów wychowawczych, jedynie chwile wahania. Wystarczy mi konsultacja forumowa, Konsultacje z innymi rodzicami (bo teraz w sezonie zimowym nie ma zbyt wiele okazji, zeby porozmawiać z innymi rodzicami- np na placu zabaw) żeby upewnic się czy wszystko gra. Wiele rozumiem i zawsze dochodze do wniosku po konsultacji tutaj, ze wszystko toczy się zgodnie z naturą, nie odbiegamy od normy, postępowałam słusznie lub trzeba trochę zmienić postępowanie.
            Jak jestes taką zwolenniczką fachowej wiedzy to naprawde nie wiem jak tylu pokoleniom udało się wychowac dzieci i wyjść na ludzi. Tym bardziej, ze co książka i co autor to inna metoda. Nie jestem zwolennikiem metod a jedynie mądrego i otwartego na dziecko wychowania. Cóż w tym złego, ze zapytam o zdanie forumowiczów czy eksperta?
            W szkole rodzenia nie bylam i urodziłam. Nie jakis wielki wyczyn. Jakos tak naturalnie wyszło ;o). I podejrzewam, mając za soba to doświadczenie, że nawet jakbym miała jakieś teoretyczne przygotowanie, to wszystko wzięłoby w łeb w momencie krytycznym porodu.
        • joshima Re: Rządzi? 12.12.12, 18:24
          olcia71 napisała:

          > Wiesz to już moze nawet nie chodzi o to co ja robie waznego (choc sa takie sytu
          > acje, ze nie mogę w danej chwili, sama wiesz), ale mój opór budzi sposób w jaki
          > ona to robi. Rząda, wścieka się..
          No ale Ty jesteś dorosła i możesz jakoś sobie wytłumaczyć, że ona zwyczajnie w tym momencie inaczej nie potrafi i nie wynika to z jej złych intencji. Dziecko w tym wieku nie ma złych intencji. To trochę jak wściekanie się na niemowlę, że płaczem domaga się nakarmienia ;)

          > Ja nie pozwoliłam, bo wpadlo to w jakies maziste coś.
          No to jasne. Ja mam po prostu różne kosze na różne śmieci i w niektórych da się grzebać bez ryzyka.

          > Nie no, bez przesady. Opisuję tylko sytuację i chcę usłyszeć, czy popełniam jak
          > is karygodny błąd.
          Moim zdaniem jakichś poważnych błędów to raczej nie popełniasz. Jeśłi zaś próbujesz w momencie gdy ona jest na granicy wścieku tłumaczyć jej, że ma inaczej się zachowywać to jest już jak dolewanie oliwy do ognia :)

          > To chyba naturalne, ze zastanawiam się w pewnym momencie, kiedy mnożą sie takie sytuację i czuje się jakbym zapadała się głęboko, że chcę s
          > konsultowac się z doświadczeniami innych.
          Przecież nie mówię że nie. Tylko napisałaś w taki sposób jak byś oczekiwała, że powiesz coś dziecku i ono natychmiast zrozumie i zmieni sposób postępowania.

          > Tytuł mojego posta jest ze znaczacym znakiem zapytania. Bo jak widzisz sama mam
          > wątpliwości, a walki nie chcę prowadzić.
          Ale ja nie twierdzę, że chcesz. Ja po prostu napisałam jak mi się to kojarzy. Inna sprawa, że jeśli komuś do głowy takie określenia przychodzą o może też w taki sposób traktuje pewne sytuacje.

          > Wpływa czasami na mnie mój mąż, który
          > sugeruje czasem, że nie powinnam jej pozwalać na zbyt wiele.
          A czy on zadał sobie choć trochę trudu, żeby dowiedzieć się czegokolwiek na temat rozwoju dziecka? Faceci lubią drogi na skróty.

          > To dobrze. Wiem, że za 10 lat powiem: chciałabym mieć takie problemy ;o)
          Oj tak. Zaczną się jazdy hormonalne u nastolatki. To dopiero jest kanał ;) Mam tylko nadzieję, że teraz ucząc się komunikacji z własnym dzieckiem i budując relacje uda mi się ten okres przetrwać bez armagedonu.
          • olcia71 Re: Rządzi? 12.12.12, 20:09

            > No ale Ty jesteś dorosła i możesz jakoś sobie wytłumaczyć, że ona zwyczajnie w
            > tym momencie inaczej nie potrafi i nie wynika to z jej złych intencji. Dziecko
            > w tym wieku nie ma złych intencji. To trochę jak wściekanie się na niemowlę, że
            > płaczem domaga się nakarmienia ;)

            Tak, masz rację. Tylko tracę siły i wiare we własne mozliwosci kiedy sytuacje sie mnożą i mamy za soba trudny tydzień, albo i dwa. Wtedy potrzebuje wsparcia. I uczę, że mozna inaczej, nie tylko krzykiem i złością. Nie w trakcie kiedy ona jest nakrecona bynajmniej.
            >

            > No to jasne. Ja mam po prostu różne kosze na różne śmieci i w niektórych da się
            > grzebać bez ryzyka.

            My też, ale to akurat nie były te smieci ;o) Ale już kiedys miałam dom wybudowany z surowców przetwarzalnych ;o)
            >

            > Moim zdaniem jakichś poważnych błędów to raczej nie popełniasz. Jeśłi zaś próbu
            > jesz w momencie gdy ona jest na granicy wścieku tłumaczyć jej, że ma inaczej si
            > ę zachowywać to jest już jak dolewanie oliwy do ognia :)
            Nie, raczej w fazie histerii nie prowadzę dialogu a jedynie wysyłam krótkie komunikaty, ze może przyjść do mnie jak przestanie sie złościć (no bo dotknąć sie nie da) tyle wiem.
            >

            > Przecież nie mówię że nie. Tylko napisałaś w taki sposób jak byś oczekiwała, że
            > powiesz coś dziecku i ono natychmiast zrozumie i zmieni sposób postępowania.
            Nie nie oczekuje tego od razu, być moze źle sie wyraziłam, bo miałam napisać, że sytuacje sie ostatnio powtarzaja i powtarzają, a wciąż efektu nie ma. Widac trzeba jeszcze i jeszcze ;o)
            >

            > Ale ja nie twierdzę, że chcesz. Ja po prostu napisałam jak mi się to kojarzy. I
            > nna sprawa, że jeśli komuś do głowy takie określenia przychodzą o może też w ta
            > ki sposób traktuje pewne sytuacje.

            Walki nie chcę prowadzić, ale wcale nie znaczy, ze ona chce "rządzić" Wzięłam w cudzysłów. Bo chodzi o to o czym już wyżej pisałam. Rządzić, czyli miec wpływ na to kiedy śpiewam lub nie, co śpiewam... to tylko przykład, ale zawsze wiąże się z kategorycznym rządaniem. No, o to chodziło. Mechanizm rozumiem oczywiscie.
            >

            > A czy on zadał sobie choć trochę trudu, żeby dowiedzieć się czegokolwiek na tem
            > at rozwoju dziecka? Faceci lubią drogi na skróty.

            Tak. Może nie tyle chodzi o droge na skróty. On po prostu dużo mniej z nia przebywa i nie zdaje sobie sprawy, że ukrócenie jej rządań nie jest wcale droga na skróty. Ale jak tylko jest okazja i jest z nia więcej to zaraz zmienia zdanie na różne tematy ;o)
            >

            > Oj tak. Zaczną się jazdy hormonalne u nastolatki. To dopiero jest kanał ;) Mam
            > tylko nadzieję, że teraz ucząc się komunikacji z własnym dzieckiem i budując re
            > lacje uda mi się ten okres przetrwać bez armagedonu.

            Ja też, choć mając na względzie mój charakter w jej wieku i w okresie dojrzewania, wiem, że nie będzie łatwo ;o)) Choc teraz mam świetny kontakt z własną matką.
            >
            • joshima Re: Rządzi? 12.12.12, 23:32
              olcia71 napisała:

              > Tak, masz rację. Tylko tracę siły i wiare we własne mozliwosci kiedy sytuacje s
              > ie mnożą i mamy za soba trudny tydzień, albo i dwa.
              Tak wiem, też czasem bywam skołowana. Moja starsza córka co chwila się na mnie obraża i ucieka za szafę wrzeszcząc, że wcale się nie chce do mnie przytulić, a po chwili robi awanturę o to, że jej nie przytuliłam :)

              > Nie, raczej w fazie histerii nie prowadzę dialogu a jedynie wysyłam krótkie kom
              > unikaty, ze może przyjść do mnie jak przestanie sie złościć
              A to nie jest moim zdaniem najlepszy komunikat. Nie lepiej jej zaproponować, żeby przyszła do Ciebie to pomożesz jej poradzić sobie ze złością? Wiesz, jak ona się przestanie złościć, to znaczy, że już sobie poradziła, to po co ty jej wtedy będziesz potrzebna?

              > Nie nie oczekuje tego od razu, być moze źle sie wyraziłam, bo miałam napisać, ż
              > e sytuacje sie ostatnio powtarzają i powtarzają, a wciąż efektu nie ma.
              Bo tu mało od Ciebie zależy. Się dziecku w główce poukłada i za jakiś czas, niemal z dnia na dzień dostaniesz nówkę sztukę :) Chodzi głównie o to, żeby się nie naszarpać i nie zaprogramować dziecku w tym czasie jakchś głupot.

              > Walki nie chcę prowadzić,
              Wiesz, ja też nie chcę. Jednak to w jaki sposób ja byłam wychowywana przebija często w moich relacjach z dziećmi. Niby nie chcę, ale pewne mechanizmy mam nieźle wdrukowane. Niestety takie, których nie lubię i dla swoich dzieci nie chcę. Wię c ja nie mówię, ze chcesz, ale gdzieś Ci się tam to kołacze.


              > Ja też, choć mając na względzie mój charakter w jej wieku i w okresie dojrzewan
              > ia, wiem, że nie będzie łatwo ;o))
              Oj tak...
    • Gość: domza2 Re: Rządzi? IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.12.12, 16:42
      Też tak miałam, piszę w czasie przeszłym, bo dziecko ma 3,5 roku i to "rządzenie" powoli się zmienia, ustępuje. Milion razy powtarzane, że nie reagujemy na rozkazy - tu przykład, ale na próśby, milion razy poprawiane. Dziecko coraz lepiej się w tym orientuje. W przypadku idiotycznych zachcianek, które nie są związane z żadną potrzebą, a raczej jedynie z próbą kontrolowania życia domowego - nie ustępowałam i nie ustępuję. Jeśli ustępowałam , następowała eskalacja żądań. Lepiej było przerwać żądania w zarodku, nawet za cenę histerii niz biegać i spełniać x kolejnyych, wypowiedzianych coraz bardziej rządzącym tonem, rozkazów. Przykład z tymi śmieciami, u nas wyglądał by tak, że gdybym uległa, córka wyrzuciłaby sama papier, po czym krzyczała, że jeszcze muszę coś wyciągnąć, szukałybyśmy, ona by krzyczała, że nie ten, nie taki, a potem kolejne i kolejne żądania, wycie. Więc ja ucinałam w zarodku, bo jak piszesz, to że spełniam wykrzyczane żądanie trzylatki budziło mój naturalny sprzeciw. Na szczęście jest coraz lepiej, czego i Wam życzę.
      • aqua48 Ja nie pozwalałam na rządzenie. 12.12.12, 21:52
        Ja nie ustępowałam na takie próby zachowania moich dzieci. Po prostu nie widziałam powodu dla którego miałabym dawać się wkręcać w jakieś przedziwne irracjonalne, zajmujące czas i moją cierpliwość, która nie jest święta "rytuały". Tłumaczyłam spokojnie, że nie będę czegoś robić, że chętnie pozwolę dziecku na coś (wyrzucenie pustego pudełka, skasowanie biletu), ale jak poprosi wcześniej i w odpowiedni sposób. Żadne rozkazy, ani grzebanie w śmieciach w ogóle nie wchodziło w grę. Na moje dzieci to działało, widać przekazywałam zasady dość jasno, często obracając ich nadmierne życzenia w żart, czy zamieniając we wspólną zabawę. Np na kategoryczne życzenie: śpiewaj! odparłabym, dobrze, ale ty zaśpiewaj najpierw, albo: dobrze, ale będziemy śpiewać razem. Albo: ja zacznę a ty będziesz kończyć. Tak, żeby dziecko też musiało coś od siebie dać.
        Koleżanka z kolei pozwalała swemu dziecku na wszystko, łącznie z tym, że wizyta w sklepie łączyła się z bieganiem za nim w dwie osoby i układaniem na półkach tego co dzieciak w histerycznym amoku zrzucał. Nikt nie mógł mu zwrócić uwagi, czy powiedzieć, że czegoś nie może zrobić bo od razu była dyskusja: ale dlaczego nie, bo ja chcę i już. Ona dla świętego spokoju ulegała i prosiła, żeby jej dziecku uwagi nie zwracać, bo zaraz zacznie wyć, toczyć pianę z pyska i rzucać się na podłogę. Skutek niestety jest opłakany. Dziecko do tej pory ( już nastolatek) kompletnie nie potrafi zachować się w towarzystwie, jest nielubiane przez rówieśników, co jest dla niego dramatem, bo zabiega o akceptację, tylko w niewłaściwy sposób. W domu nadal robi nadal co chce i kiedy chce, bo żadnych granic nie ma prócz tych, które sam sobie postawi, czy ustanowi. Rodzice stracili nad nim kontrolę (o ile kiedykolwiek ją mieli), kłamie, niszczy nie należące do niego przedmioty narażając opiekunów na koszty i problemy prawne. Jednym słowem wcale nie wyrosło z podobnych zachowań, a wręcz przeciwnie, nadmierna tolerancja spowodowała ich eskalację i wymknięcie się sytuacji spod kontroli. Z bardzo negatywnym skutkiem przede wszystkim dla samego dziecka, co podkreślam.
        Więc ja bym była ostrożna z tym pozwalaniem na wszystko i zawsze. Dziecko MUSI się nauczyć, że otoczenie nie zawsze podda się jego woli, a zwłaszcza nie dla świętego spokoju, i że histerią oraz wymuszeniem nie osiąga się celu.
        • joshima Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 12.12.12, 23:39
          aqua48 napisała:

          > Więc ja bym była ostrożna z tym pozwalaniem na wszystko i zawsze. Dziecko MUSI
          > się nauczyć, że otoczenie nie zawsze podda się jego woli, a zwłaszcza nie dla ś
          > więtego spokoju, i że histerią oraz wymuszeniem nie osiąga się celu.
          Owszem musi. Ale dlaczego ma się tego uczyć akurat w okresie, który jest dla niego (z powodów rozwojowych) koszmarnie trudny? I czy to musi się odbywać przez rozwiązania siłowe? Poza tym to, że Twoi znajomi maja takie a nie inne dziecko nie oznacza, że my ustępując swoim dzieciom będziemy się borykać s podobnymi problemami.

          Ja już jestem po okresie buntu trzylatka i formułowania żądań i wierz mi, moje dziecko nie demoluje sklepów i potrafi się zachować, mimo, że ustępowałam mu przez pewien czas jak tylko mogłam. Z tym, że poza tym to dużo z córką rozmawiam i tłumaczę, ale zawsze starannie dopieram moment na takie pogaduszki.
          • sebalda Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 10:00
            > Ja już jestem po okresie buntu trzylatka i formułowania żądań i wierz mi, moje
            > dziecko nie demoluje sklepów i potrafi się zachować, mimo, że ustępowałam mu pr
            > zez pewien czas jak tylko mogłam. Z tym, że poza tym to dużo z córką rozmawiam
            > i tłumaczę, ale zawsze starannie dopieram moment na takie pogaduszki.

            To jest właśnie klucz do sukcesu:) Ustępowanie w granicach rozsądku, w jak najszerszych ramach, bo toczenie batalii o wyrzucenie czegoś do kosza na przykład zakrawa na kpinę, a równolegle rozmowy, ale w dobrym momencie, a nie w trakcie ataku histerii.
            A o poradnikach pisałam nie w kontekście porad, jak wychowywać, bo to jest rzeczywiście rzecz względna, ale w kontekście doszkalania się w zakresie etapów rozwojowych dziecka, by nie dziwić się głupio, że 2-3 latek urządza histerie z błahych wydawałoby się (nam, nie jemu) powodów. I nie wpadać w panikę, że mamy wyjątkowo nieznośne i chcące rządzić dziecko:)
            • olcia71 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 10:57
              sebalda napisała:

              > To jest właśnie klucz do sukcesu:) Ustępowanie w granicach rozsądku, w jak najs
              > zerszych ramach, bo toczenie batalii o wyrzucenie czegoś do kosza na przykład z
              > akrawa na kpinę, a równolegle rozmowy, ale w dobrym momencie, a nie w trakcie a
              > taku histerii.
              > A o poradnikach pisałam nie w kontekście porad, jak wychowywać, bo to jest rzec
              > zywiście rzecz względna, ale w kontekście doszkalania się w zakresie etapów roz
              > wojowych dziecka, by nie dziwić się głupio, że 2-3 latek urządza histerie z bł
              > ahych wydawałoby się (nam, nie jemu) powodów. I nie wpadać w panikę, że mamy wy
              > jątkowo nieznośne i chcące rządzić dziecko:)

              Nie nie dziwi, ze urządza histerie z błahych powodów, troche wiem na ten temat i trochę już razem przeszłyśmy. Po prostu mam chwile słabosci, bardzo charakterne dziecko i sytuacje spiętrzające się raz za razem tygodniami, pomimo, ze wydaje mi się, ze postępuję słusznie. Stąd pojawia się myśl co robię nie tak i chcę sie skonsuktować z innymi rodzicami/ ekspertem. Nawiasem mówiąc nie wszystkie dzieci przechodza to tak samo, u jednych eskalacja to lajcik w porównaniu z innymi, wiec naprawde może niektórym rodzicom brakować sił, choć jedno i drugie to bunt dwulatka, czterolatka czy co tam aktualnie przechodzą. I najmądrzejsza książka tego nie rozwiąże. Potrzeba mi tylko wsparcia. A poczytac zawsze warto. Tylko czasu mi trochę brakuje...
          • aqua48 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 10:08
            joshima napisała:

            > aqua48 napisała:

            > histerią oraz wymuszeniem nie osiąga się celu.
            > Ale dlaczego ma się tego uczyć akurat w okresie, który jest dla ni
            > ego (z powodów rozwojowych) koszmarnie trudny? I czy to musi się odbywać przez
            > rozwiązania siłowe?

            Nigdzie nie pisałam o rozwiązaniach siłowych ?!? Nie wiem skąd to Ci się wzięło. Wróć jeszcze raz do mojego poprzedniego wpisu, bo tam pisałam o odwracaniu uwagi, oraz o przesuwaniu ciężkości kategorycznego "żądania" dziecięcego: zrób to teraz, zaraz i natychmiast, częściowo,również i na to dziecko - czyli proponowałam odpowiedź, dobrze, ale zróbmy to razem, będzie fajna nowa zabawa.
            Moi spryciarze przekalkulowali sobie szybko, że to się bardziej opłaca niż leżenie z wrzaskiem na podłodze w wyniku czego i tak nic nie osiągną. Zgadzając się na MOJĄ propozycję nie "tracili twarzy", a jednocześnie to JA narzucałam reguły gry, czyli DOROSŁY "rządził", a nie dziecko..

            > Ja już jestem po okresie buntu trzylatka i formułowania żądań i wierz mi, moje
            > dziecko nie demoluje sklepów i potrafi się zachować

            Dzieci są różne i może być tak, że co jednemu nie zaszkodzi, to drugiemu wypaczy charakter. Być może sensownie wyłapałaś moment kiedy Twoje dziecko zaczęło dojrzewać i można było przestać mu ulegać, być może mojej znajomej tak bardzo zależało na tym spokoju osiąganym wyłącznie kiedy dziecko dostawało to co chciało, że stanęła wraz z dzieckiem w takim trzylatkowym momencie ekspresji.
            • olcia71 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 11:04
              No to gratuluje tak układnych dzieci. Moje niestety takie nie jest. Wierz mi napisałam ten watek dlatego, ze próbowałam wszytskiego i repertuar mi sie skończyl. Dla mojej Hani nie ma kompromisów ani półśrodków. Ma być tu i teraz w taki i taki sposób. Napisałam przecież w 1 poście. Mama ma przyjść tu, w to miejsce i tu się przytulić. Albo na rączkach, albo pokilaj mnie tu (rządanie) albo zaśpiewaj, albo nie śpiewaj, albo jak leci piosenka w radio i sobie nucę to mi zabrania i ona sama bez niczyjego udziału teraz spiewa... Wiem, ze to taki etap rozwoju, ale brakuje mi pomysłów na pokojowe załatwienie sprawy. No i... tez znowu troche obawiam się, że jej się utrwali, że sie nauczy... itp
              • aqua48 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 14:26
                olcia71 napisała:

                > No to gratuluje tak układnych dzieci. Moje niestety takie nie jest. Wierz mi na
                > pisałam ten watek dlatego, ze próbowałam wszytskiego i repertuar mi sie skończy
                > l.

                ŻADNE dziecko takie nie jest "z urodzenia" i każde zdrowe przechodzi okres buntów. Nie raz w życiu..

                Dla mojej Hani nie ma kompromisów ani półśrodków. Ma być tu i teraz w taki i
                > taki sposób.

                No to masz dwa wyjścia, albo się na to zgadzać i rzucać wszystko, albo jednak próbować przetrzymać niezadowolenie i narzucić własne zasady, tam gdzie ustąpić nie chcesz, albo nie możesz. Łagodnymi środkami na początek, czy proponowaniem kompromisów i zaciskaniem zębów kiedy dziecko reaguje złością. Ma prawo być niezadowolona, a nawet sie obrazić i możesz jej o tym mówić, ale potem pytaj czy już jest gotowa na zgodę i pobawienie się czy zrobienie czegoś razem z Tobą.
                • joshima Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 18:24
                  aqua48 napisała:

                  > ŻADNE dziecko takie nie jest "z urodzenia" i każde zdrowe przechodzi okres bunt
                  > ów. Nie raz w życiu..
                  Wiesz co to jest temperament? Wydaje mi się, że przypisujesz sobie więcej zasług niż powinnaś ;)
                  • aqua48 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 20:34
                    joshima napisała:

                    > Wiesz co to jest temperament? Wydaje mi się, że przypisujesz sobie więcej zasług niż powinnaś ;)

                    Owszem, wiem co to jest temperament, oboje z mężem jesteśmy z tych co to łatwo się irytują i zapalają, mocno dymiąc, przy czym jemu para dość szybko schodzi ja potrzebuję na to trochę więcej czasu. Dzieci są emocjonalnie podobne do nas. I nie myśl, że nie mieliśmy w domu bójek między chłopcami, buntów, awantur, a kłótnie między rodzeństwem zdarzają się nadal. To chyba naturalne.
                    Zasług żadnych sobie nie przypisuję, starałam się wychowywać dzieci jak najlepiej i natrafiałam po drodze na rozmaite problemy, z mnóstwa oczywistości nie zdawałam sobie sprawy i na pewno nie jestem najlepszą matką, jestem tylko tak dobra jak potrafię.

            • joshima Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 15:10
              aqua48 napisała:

              > Nigdzie nie pisałam o rozwiązaniach siłowych ?!?
              Dla mnie takie stawianie ultimatum dziecku (ja bym to nazwała temperowaniem, brrr) to sa rozwiązania siłowe. To znaczy zmuszanie go do określonego zachowania poprzez ignorowanie jego płaczu i jak by nie patrzeć jego poważnych kłopotów z którymi w takim układzie musi sobie poradzić sam.

              > Moi spryciarze przekalkulowali sobie szybko, że to się bardziej opłaca
              Ciekawe, czy tak samo się będziesz cieszyć, kiedy Twoi spryciarze w wieku nastu lat będą sobie próbowali ze swoimi problemami radzić sami... Ja wolę, żeby dziecko wiedziało, że może na mnie polegać nawet wtedy gdy nie za bardzo mi się podoba jego zachowanie w danej chwili.

              > Dzieci są różne
              Wiem, zapewne stwierdzisz, że moje jest po prostu spokojne i łatwe w obsłudze :P
              • aqua48 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 13.12.12, 15:34
                joshima napisała:

                > Ciekawe, czy tak samo się będziesz cieszyć, kiedy Twoi spryciarze w wieku nastu
                > lat będą sobie próbowali ze swoimi problemami radzić sami... Ja wolę, żeby dzi
                > ecko wiedziało, że może na mnie polegać nawet wtedy gdy nie za bardzo mi się po
                > doba jego zachowanie w danej chwili.
                >
                Moi spryciarze już nie mają nastu lat... Cały czas dużo rozmawiamy. I tak, cieszyłam się i cieszę kiedy ze swoimi problemami próbowali i próbują sobie radzić sami. Nastolatki i starsze dzieci czy to się rodzicom podoba, czy nie, często są postawione wobec problemów w sytuacji kiedy rodziców przy nich nie ma, a jakąś decyzję podjąć trzeba. Muszą polegać na własnym rozsądku, systemie wartości i ocenie sytuacji. Odpukać, moje dzieci mnie nie zawiodły. A na moje wsparcie zawsze mogły i mogą liczyć, często z resztą pytają mnie o moją opinię. Ale pozwalam im podejmować decyzje, nawet takie, których ja bym nie podjęła, nie mówię: nie rób, mówię: chcesz, to spróbuj, zobaczymy co z tego wyjdzie. To ich życie i ich wybory. I muszę przyznać, że czasami wyniki decyzji, które dla mnie byłyby kontrowersyjne, są zaskakująco pozytywne, co mnie bardzo cieszy, bo znaczy, że moje dzieci mają lepszą wizję rzeczywistości niż ja.
                • sebalda Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 14.12.12, 10:54
                  Rozumiem, że trzeba szukać rozwiązań, gdy dziecko zachowuje się naprawdę karygodnie, gdy jego zachowania zagrażają bezpieczeństwu jego lub otoczenia, gdy kogoś celowo rani, gdy jest ewidentnie agresywne. Ale na Boga, dlaczego nie można mu ustępować w sprawach błahych? Dlaczego nie śpiewać lub przestać śpiewać, gdy się tego domaga? Nie wziąć na ręce, tak jak tego chce, choćby nawet zbyt stanowczo się tego domagało (może musi tak się domagać, bo inaczej tym bardziej nie zostaną zaspokojone jego potrzeby, które matce mogą się wydawać bezsensowne, ale takie nie są w pojęciu dziecka)? Jeśli dziecko ciągle jest strofowane, porusza się w gąszczu zbyt licznych nakazów i zakazów, doznaje kompletnego pomieszania, właśnie wtedy wpada w histerię. Dzieci często karcone zaczynają działać na przekór: i tak na mnie nakrzyczą, i tak dostanę lanie (nie piszę, że autorka bije dziecko, ale ogólnie), to mogę już iść na całość, na złość zbyt restrykcyjnym rodzicom.
                  Im mniej zakazów i nakazów, tym lepiej. Dziecko wyrasta z fazy manii i rytuałów, czy nie lepiej mu na nie pozwolić, ale dzięki temu wychować mniej nerwowe dziecko, a i sobie zaoszczędzić tych wszystkich stresów. Ustępowanie dzieciom nie jest ujmą na honorze.
                  • olcia71 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 14.12.12, 13:13
                    Wiesz co, ustępuję. Nie jestem zwolenniczką teorii wielu rodziców "nie, bo nie", bo tak ma być i koniec, bez żadnego logicznego uzasadnienia. Ale po 1 pomimo wiedzy, ze to taki etap i kiedys minie, jednak nie mam takiej pewności jakoś, irracjonalnie boję się gdzies tam w środku, ze pewne mechanizmy sie utrwalą, przyznaję sie do tego. szczególnie wtedy kiedy te rzadania się nasilają. Nie dlatego, że to jakas ujma na honorze dla mnie, ale zwyczajnie mam watpliwosci. gdzies we mnie w środku są. pytanie : czy to głos intuicji, czy sposobu w jaki wychowali mnie moi rodzice np? Ja naprawdę nie walczę ze swoim dzieckiem, albo przynajmniej tego nie chcę. Nigdy potrzeba przytulenia lub wzięcia na ręce nie wydawała mi sie bezsensowna, ale wierz mi, sa sytuacje kiedy o to trudno. Nie ma sytuacji czarno-białych. Oceniasz po krótkim poście, nie znasz całokształtu, nie wiesz jak u nas wygląda dzień, dlatego objaśniam. Zwyczajnie sie zastanawiam. Czy spełniać te "rządania", czy moze ambitnie tłumaczyć mimo protestu. Odpowiedź jest prosta: zależnie od sytuacji. jesli nijak się rządań spełnić nie da, bo tak bywa, to tłumaczyć, być z dzieckiem, ale byc przygotowanym tez na protest. A poza tym spełniać rzadania, w przerwach uświadamiać, że mozna inaczej, nie krzykiem, co dotrze to dotrze, a pewnie prędzej samo minie. I tyle. Dzięki za rady;o) Biore wszystkie możliwości pod uwagę.
                    tak naprawdę cieszę się, ze nie mamy poważnych zmartwień :o)
                    • sebalda Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 14.12.12, 14:39
                      Olciu, cieszę się, że bierzesz pod uwagę niektore opinie. Ja nie miałam na celu oceniania Cię, ale uświadomienie pewnych mechanizmów i tego, co warto, a czego nie warto.
                      I jeszcze mała uwaga, nie gniewaj się:) Piszemy: Żądania, a nie RZądania:)
                      • olcia71 Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 15.12.12, 18:38
                        sebalda napisała:

                        > Olciu, cieszę się, że bierzesz pod uwagę niektore opinie. Ja nie miałam na celu
                        > oceniania Cię, ale uświadomienie pewnych mechanizmów i tego, co warto, a czego
                        > nie warto.
                        > I jeszcze mała uwaga, nie gniewaj się:) Piszemy: Żądania, a nie RZądania:)
                        Tak, słuszna uwaga. cały czas o rzadzeniu i mi sie pomieszało jedno z drugim. Wybaczcie błędy. Mnie też rażą. To wszystko przez pośpiech ;o)
                    • joshima Re: Ja nie pozwalałam na rządzenie. 14.12.12, 17:25
                      olcia71 napisała:

                      > Zwyczajnie sie zastanawiam. Cz
                      > y spełniać te "rządania", czy moze ambitnie tłumaczyć mimo protestu.
                      IMO bez sensu. Dziecko z tego nic nie zrozumie, bo jest w tym momencie zamknięte na to co chcesz mu powiedzieć i zrozumie całą sytuację zupełnie opacznie.
      • olcia71 Re: Rządzi? 17.12.12, 00:07
        Gość portalu: domza2 napisał(a):

        P
        > rzykład z tymi śmieciami, u nas wyglądał by tak, że gdybym uległa, córka wyrzuc
        > iłaby sama papier, po czym krzyczała, że jeszcze muszę coś wyciągnąć, szukałyby
        > śmy, ona by krzyczała, że nie ten, nie taki, a potem kolejne i kolejne żądania,
        > wycie.

        Nie, U nas nie. Wyrzuciłaby ten śmieć wg własnego "widzimisię" i kropka, byłby spokój. Ale czasem nijak się nie da, bo zrobię już coś "bezpowrotnie" i nijak nie da się tego odwrócić. Czasami idzie żadanie za żądaniem, ale zauważam, że jest wtedy niewyspana, zmęczona itd.
        • na_forum_na Re: Rządzi? 21.12.12, 11:15

          wydaje ci sie, ze bylby spokoj. po pewnym czasie na 100%nastąpilaby eskalacja dziwnych żądan i niezadowolen. poczytaj sobie 'małego tyrana' i historię z karmieniem

          olcia71 napisała:


          > Nie, U nas nie. Wyrzuciłaby ten śmieć wg własnego "widzimisię" i kropka, byłby
          > spokój. Ale czasem nijak się nie da, bo zrobię już coś "bezpowrotnie" i nijak n
          > ie da się tego odwrócić. >
          >
          • olcia71 Re: Rządzi? 21.12.12, 12:25
            na_forum_na napisała:

            >
            > wydaje ci sie, ze bylby spokoj. po pewnym czasie na 100%nastąpilaby eskalacja d
            > ziwnych żądan i niezadowolen. poczytaj sobie 'małego tyrana' i historię z karmi
            > eniem
            >
            Nie mówię na podstawie hipotezy, ale własnych doswiadczeń. Ona zrobi cos po swojemu i spokój, jest zadowolona. Eskalacje wrzasku i dziwnych żądań zauwazam własnie jak z jakichs powodów nie mogę ustapić, albo to czego żada minęło bezpowrotnie, czego niestety nie jest w stanie zrozumieć, a substytutu nie chce.
    • Gość: tuszeani Re: Rządzi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.12, 17:44
      U nas też nie ma kompromisów. Dużo zastanawiam się ostatnio nad kwestią lęków separacyjnych, ale u nas żądania "na ręce" to jednak chyba nie to a przynajmniej nie tylko. Ma być "na ręce" tu i teraz, nie wchodzi w rachubę przytulenie na siedząco, nie wchodzi w rachubę wsadzenie w chustę albo nosidło (a długo jeździł w chuście), nie wchodzi w rachubę ustawienie się w miejscu choć trochę dla mnie wygodniejszym, czasami nawet w ogóle nie wchodzi w rachubę ustawienie się gdziekolwiek, tylko trzeba chodzić "na rękach". I to "na ręce" też jest nieuchronnie w nielicznych momentach kiedy zajmuję się czymś innym.
      Najczęściej próbuję tak jak radzi joshima: na chwilę wziąć na te ręce, przytulić i potem wrócić do pilnych spraw. Najczęściej to nie działa, powoduje tylko eskalację żądań.

      "Na ręce" to zresztą tylko jeden z chwytów. Drugi, ostatnio mój ulubiony to "mam gila" poprzedzone potężnym smarkiem bez chusteczki, takim żeby faktycznie jakaś imponująca treść z tego nosa wyleciała ;) Jakoś tak się składa, że tego gila ma na ogół wtedy kiedy ja mam ręce w mięsie mielonym, cieście czy czymś równie łatwym do błyskawicznego oczyszczenia ;)

      Ja się staram podchodzić do takich żądań w zależności od sytuacji. Jeśli widzę że to czysta chęć kontroli i wskoczenia w centrum zainteresowania, zwykle nie ustępuję automatycznie tylko w inny sposób staram się okazać swoje zainteresowanie. Ale czasami to jednak objaw jakiejś konkretnej potrzeby i wtedy staram się ją zaspokoić.

      Teraz Młody jest od kilku dni chory i w domu i jest dużo trudniej niż wtedy kiedy chodzi do żłobka. Strasznie się kwasimy i mam wrażenie, że nawzajem nakręcamy. Widzę wyraźnie, że nabranie oddechu od siebie też sprzyja jakości dogadywania się.
      • olcia71 Re: Rządzi? 15.12.12, 18:48
        Dzieki i za Twoją opinię.
        Ja myślę, ze mała ma taki charakter, przez płacz i wrzask wyraża wiele. Wczoraj w nocy np. obudziła się jak za dawnych czasów z wrzaskiem przemoznym nie do ukojenia. Tzn ona wrzeszczy i wścieka się, chce sie przytulić a jednoczesnie nie chce, widac , ze walczy ze sobą. Chwilę przytulałam, chciała się przytulić, ale cały czas płakała (myślę: co to? Znowu nocne histerie wróciły?) A za chwilę wstała i kręci pupą.. okazało się, ze chce po prostu sikać. Wybudziło ją, wybiło z rytmu, no w taki burzliwy sposób moje dziecię reaguje na tak błahą sprawę. Wydawałoby się, że ja kto ze skóry obdziera. Wysikała się, przytuliłam jeszcze raz i poległa w naszym juz łóżku i spokojnie zasnęła. Przedwczoraj w nocy zaczęła wrzeszczeć, że mam ja pogłaskać! Na śpiocha głaskałam tak jak mi wygodnie a ona zaczęła ryczeć, ze nie tak! No, wszystko sprecyzowane, z której strony w jakim miejscu i kto ma to robić ;o)
        Właściwie logiczna sprawa, ze wszystko robie w zalezności od sytuacji, jak mogę to spelniam jej życzenia i różne najbardziej idiotyczne zachcianki, ale jak nie moge to nie i kropka. I wtedy musze liczyc się z protestem. Niby logiczne a jednak czasami mnie też dopadają watpliwości ;o)
        • Gość: linde-lu Re: Rządzi? IP: *.bielskobiala.vectranet.pl 15.12.12, 19:33
          Hej, nie czytałam wszystkich odpowiedzi, bo widzę, że mnożą się przykłady i rady jak masz to przetrwać, więc zjechałam od razu na ostatni wpis, żeby odpowiedzieć. Moja córcia kończy 3 lata za 3 miesiące, więc podobnie jak Twoja i jeszcze w wakacje miała takie akcje z histerią jak Twoja, szczególnie to, kiedy wrzeszczała i płakała jak jej coś się nie podobało, a ja chciałam załagodzić sytuację, wtedy ona powtarzała tylko jak mantrę "nie, nie , nie" i nie dała nic zrobić, bo już nie było tak, jak chciała. Doszłam do wniosku, że jest po prostu trudna, koleżanki mi współczuły, aż któregoś dnia zaczepiła nas babka na ulicy, bo Mała tak się darła, (Chciała mnie chwycić za rękę, a ja miałam obie zajęte, więc powiedziałam, że "za momencik", a ona za momencik już nie chciała, więc powiedziałam, nie, to nie i ona w ryk, no to ja chcę ją chwycić za te rękę, a on, że nie i tak w kółko, w końcu chce loda, powiedziałam, że jak się uspokoi to odstanie, a ona w ryk... I tak to wyglądało) że postanowiłam tylko czym prędzej wrócić do domu, szła za nami jakaś starsza babka i zaczepia mnie, czemu to dziecko tak płacze, ja głupia zaczynam jej tłumaczyć sytuację, no i dowiedziałam się, że jestem złą matką, macochą a nie matką..., że nie nadaję się itp... Od tego momentu postanowiłam, że taka sytuacja absolutnie nie może się powtórzyć i zmienię podejście do Małej. Zaczęłam być chodzącą cierpliwością, przy każdej konfliktowej sytuacji kucałam przy niej i mega spokojnym i ciepłym głosem starałam się tłumaczyć, nie ulegałam tak, jak tu niektóre mamy radzą. Dlatego rozumiem, ze czujesz, ze coś tu jest nie tak, bo tak nie powinno być, żebyś czuła się źle czy bezradnie przy własnym dziecku. Ten spokój, który sobie wmawiałam wszedł mi w nawyk, Mała zaczęła mnie słuchać, w ogóle uspokoiła się wprost niesamowicie. Jest kochana, otwarta, pięknie skupia sie na zabawie, teraz jak jej tłumaczę , ze czegoś nie mogę teraz zrobić albo zrobimy coś razem za chwilę, to zajmuje się sobą i czeka, aż skończę, ale zawsze dotrzymuję słowa, poświęcam jej dużo czasu, czytamy bardzo dużo książek, staram się sprawiać jej małe przyjemności. Codziennie zaskakuje mnie jak bardzo czuję miłość do niej, a wcześniej mnie wkurzała - taka jest prawda. czasem czuję, ze jesteśmy same na świecie, ze mamy swój tajemniczy miły świat, to jest super uczucie:-) Polecam spokój, i wmawiaj sobie, ze jest kochana, po prostu nastawiaj się z góry pozytywnie. Nie bój sie jej, Ty jesteś starsza, mądrzejsza, Twoje dziecko Cie kocha - po prostu bądź pewniejsza siebie, zrób sobie pranie mózgu, a atmosfera wokół Ciebie zarazi dziecko - tak myślę, bo u mnie się sprawdziło. Głowa do góry i nie daj się zjeść trzylatkowi:-)
          • domza2 Re: Rządzi? 16.12.12, 15:58
            Jezuuuu, a ja od zawsze uwielbiam moją małą zwariowaną córcię, od zawsze mnóstwo się z nią bawię, mnie babcie z psami mówiły na polu, że jestem mega cierpliwa, że bardzo się staram i że rzadko się to widzi, a i mną córka rządziła i próbowała rządzić jak chciała. Nie ma to nic wspólnego z podejściem do dziecka, moim zdaniem. Ot, rozwojowe "rządzenie" i rozstawianie wszystkich po kątach. Zalezy kto jaki jest i jakie ma dziecko. Ja nie lubię, żeby trzylatka mnie ustawiała, rozkazywała mi, tak jak zresztą nie lubię jak robi to w takiej formie trzydziestolatek. Po prostu takiej formy ustawiania mnie nie akceptuję u nikogo. Nie spełniam czyiś rządań lub wyimaginowanych fanaberii, które mają na celu jedynie zwrócić moją uwagę i wprawić mnie w ruch. Każda mama lepiej lub gorzej odróżnia potrzeby ( te dziecięce, chciała zobaczyć , chciała wyjąć, chciała dotknąć, chciała spróbować) od próby terroryzowania otoczenia. Jak ktoś lubi być terroryzowany we własnym domu to będzie godzinami babrać się w śmieciach - ja w takich żądaniach nie widzę potrzeb, tylko fanaberie, które ukrócam. U nas okres bezsensownych żądań trwał krótko. Dziecko zobaczyło, że takim a takim rządzeniem niczego z nami nie osiągnie. Jeśli to utniecie, wkrótce będzie lepiej i u Was.
            • olcia71 Re: Rządzi? 16.12.12, 23:56
              No i nie będę mądra ;o)) Dwa zupełnie różne podejścia i rady. Co gorsza mój mąż wychodzi z podobnego założenia co Domza. Dzisiaj właśnie usłyszałam, że mam jej tak nie ulegać, bo to się nigdy nie skończy (te histerie). Powiedziałam, że ona ma taki okres, że samo minie, ale w głębi ducha sama nie wiem czy postępuję słusznie, bo moja rogata dusza też się buntuje gdzieś tam przeciwko takiemu "ustawianiu" trzylatka. Ale czuję się w tym trochę zagubiona, bo wiem, ze sama mam trudny charakter i nie chcę, żeby to zamgliło mi rzeczywisty obraz jej świata. Na razie staram się spełniać jej prośby, czy też żądania, ale kiedy nie mogę to nie mogę i kropka. I wtedy czasami już dawno po fakcie przychodzi do mnie i mówi "przepraszam cię mamusiu,że tak krzyczałam" Normalnie wymiękam. Zawsze zapewniam, że ją kocham, obojętnie czy krzyczy, czy się śmieje.
              Przykład z nocy mówi mi, że to jednak coś w niej się dzieje, kotłuje, nie są to do końca, albo nie wszystkie jedynie jej fanaberie. Wachlarz możliwości jednak jest duży i czasami "przytul mnie" oznacza wiele: pokaż, że nie przestałaś mnie kochać, nie chcę jeszcze isc się kąpać, nie złość się na mnie, co się ze mną dzieje, pokaż mi czy zrobisz o co cię poproszę, zostaw juz ten komputer lub po prostu chcę się przytulić.
              • el_elefante Re: Rządzi? 17.12.12, 08:49
                Rzecz nie w tym, żeby dla potrzeby wychowania dziecka być kimś, kim się nie jest. Twoje dziecko ma swój temperament a ty masz swój. I dobrze. A to że jesteś większa i mądrzejsza ma pomóc tylko w tym, żeby te wasze charakterki jakoś zgrać nie doprowadzając do wojny za każdym razem gdy macie inne zdanie. Trochę trzeba ustąpić, a trochę się postawić, normalnie, jak z ludźmi.
                Opinie już znasz, teraz pozostaje patrząc na swoje dziecko, wymyślić swoją własną metodę, która będzie najbardziej adekwatna.

                Warto obserwować i zadawać sobie pytania. Jak reaguje, kiedy, na co, jakim tonem, grymasem itd. Może uda ci się dostrzec coś, co pomoże w wypracowaniu dobrego postępowania. Jeśli nie, nie szkodzi. Samo takie podejście pomaga choćby w zachowaniu spokoju, a to już jest sukces.
              • aqua48 Re: Rządzi? 17.12.12, 13:15
                olcia71 napisała:

                > No i nie będę mądra ;o)) Dwa zupełnie różne podejścia i rady. Co gorsza mój mąż
                > wychodzi z podobnego założenia co Domza. Dzisiaj właśnie usłyszałam, że mam je
                > j tak nie ulegać, bo to się nigdy nie skończy (te histerie).
                > w głębi ducha sama nie wiem czy postępuję słusznie,

                Niezależnie od Twoich rozterek, dla dziecka dobrze jest jeśli OBOJE rodzice prezentują podobne wymagania, lepiej mu się jest dostosować do nich i nie wygrywa jednego przeciwko drugiemu. Może uzgodnijcie z mężem na osobności na co i kiedy będziecie pozwalać, a na co nie i starajcie się tego trzymać przez najbliższe trzy miesiące. Sama zobaczysz, czy jest rezultat.
                • olcia71 Re: Rządzi? 17.12.12, 13:39
                  aqua48 napisała:


                  > Niezależnie od Twoich rozterek, dla dziecka dobrze jest jeśli OBOJE rodzice pre
                  > zentują podobne wymagania, lepiej mu się jest dostosować do nich i nie wygrywa
                  > jednego przeciwko drugiemu. Może uzgodnijcie z mężem na osobności na co i kiedy
                  > będziecie pozwalać, a na co nie i starajcie się tego trzymać przez najbliższe
                  > trzy miesiące. Sama zobaczysz, czy jest rezultat.

                  Tak, tez słuszna uwaga. No, nie ma większych konfliktów miedzy nami, generalnie jesteśmy jednomyslni, ale kiedy sa takie dni jak mała ma ostatnio (kiedy co chwila coś, ma absudalne żadania + w nocy), a mąż jak wczoraj jest cały dzień w domu, bywa, ze ma odmienne zdanie. Ale racja, ze powinniśmy coś uzgodnić. Śmiesznie, bo ryk zaczyna się z samego rana, jak tylko otworzy oczy. Ja zaczynam cierpliwie, ale naturalnie pod koniec dnia brak mi juz do niej siły, jestem zmeczona rykiem ( od razu wyjaśniam, ze ona ryczy, pomimo, ze staram się spełniać jej prośby, czy żadania raczej)
                  Ziarno prawdy jest w tym co napisała linde-lu. Zauważam to, ze generalnie jeśli poswiecam sie w 100% dla małej, to to procentuje, ona potem odwdziecza się tym samym, mam więcej swobody, nie ma tyle ryku. Jednak nie zawsze tak mogę, musze czasem posiedziec nad czymś, popracować, poświecić uwagę czemus innemu i to powoduje efekt kuli snieznej, która do wieczora tylko narasta, a czasem nawet przez kilka dni i wtedy jest źle, trudno to powstrzymać. Ale to takie moje luźne spostrzeżenia, bo czasem jej zachowania nie da sie pod nic podpiąć.. ;o)
              • pade co prawda to już stary wątek 25.02.13, 10:57
                ale może autorka jeszcze tu zajrzy:)
                Intuicja dobrze Ci podpowiada. Moja córcia była "charakterna" od urodzenia i tak jej zostało. A ma teraz prawie 10 lat.
                Psycholog zaleciła nam jedynie surową konsekwencję. Nie pomogło.
                Nie zwróciła uwagi na coś o wiele ważniejszego, na co dopiero niedawno wpadłam.
                Chodzi o rozpoznawanie i wyrażanie emocji. Przez przypadek pozyczyłam w bibliotece bajkę terapeutyczną dotycząca złości i przeczytałam córce. Potem pożyczałyśmy kolejne i czytała sama, bardzo chętnie. Na końcu tych książeczek są wskazówki dla rodziców.
                Nam te bajki bardzo pomogły. Ja sama (stara baba) zrozumiałam, że złość nie jest niczym złym, tylko jest kwestia tego jak się ją wyraża.
                Gazeta Zwierciadło sprzedawała swego czasu archiwalny numer z Kayah na okładce, do którego dołączone były Bajki z sensem. Bardzo gorąco je polecam.
                Może pójśc tym tropem?
                • ewa-ef Re: co prawda to już stary wątek 25.02.13, 11:02
                  A możesz podać dokładny tytuł tej bajki i autora?
                  • Gość: pade Re: co prawda to już stary wątek IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.02.13, 16:33
                    Bajek jest mnóstwo. Obszerny spis oraz bajki do wydrukowania tutaj:
                    www.abcbaby.pl/?page=Structure&page=Structure&id=149&_id_sess=ijf8r4ar2qf13obais6a7tr0h4&cX_S=1348261042794554283967&cX_P=13482610427951122590997&bbnaut=d9ac944c41c6469a&ps_page=2
                    • olcia71 Re: co prawda to już stary wątek 04.04.13, 11:53
                      Ostatnio rzadko zaglądam, ale dobrze, ze ktos podzielił się sensowną radą. Bardzo bardzo dziękuję, bo temat wciąż aktualny. Żądania żadaniami, ale ostatnio coraz większym problemem staje się właśnie sposób wyrazania przez nią złości. A w złość wpada bardzo łatwo i szybko, ale nie moge przecież chodzić na paluszkach. Co wolno to wolno, ale wszystko ma granice. Czasami wpada w furię zupełnie bez powodu po drzemce-znowu! (pewnie jakis kłopot z wybudzeniem, z przejsciem ze stanu snu do jawy itp) Te sceny mnie czasem dosłownie przerazają! Ona wygląda jakby opętana przez diabła, a ktoś próbował egzorcyzmy nad nia odprawiać. Kopie na oślep, krzyczy okropnie, wyrzuca z siebie ten krzyk jak wymiociny, ze tak obrazowo to przedstawię. Sceny dantejskie po prostu. Nic nie da sie zrobić, jedynie czekac spokojnie aż jej przejdzie. Potem sama sie przytula , jeszcze jakieś konwulsje nią potrząsają, ale zmienia się, przeobraża w kochane dziecko jak w jakimś thrilerze.....
                      O bajkach terapeutycznych nie wiedziałam i bardzo dziękuję Ci za tą radę. Poszukam! Wypróbuję, bo bardzo lubi czytanki na dobranoc i nie tylko.
            • tully.makker Re: Rządzi? 19.12.12, 12:17
              W duzym stopniu zgadzam sie z domza. Uwazam, ze 3 lata to czas, kiedy dziecko jednak powinno poznawac granice miedzy soba, a inymi i uczyc sie, ze inni to nie zabawki stworzone do uslugiwania i wykonywania polecen. Gdyby ktores z moich dzieci kazalo mi wyciagac papier z kosza, to zabilabym smiechem. Z zasady nie wykonuje czynnosci ktore uwazam za bezsensowne.
              Oczywiscie przytulanie to co innego, ale tu tez proponowalabym kompromis i nie ustepowala, gdybym byla w sytuacji kiedy spelnienie prozby oznacza znaczacy dyskomfort (nos 20 kg dziecka przez 10 minut, dla przykladu).
              • sebalda Re: Rządzi? 19.12.12, 14:43
                Mam jedno dorosłe, a drugie prawie dorosłe dziecko. Ustępowałam im, jak były małe (a trzylatka to jeszcze bardzo małe dziecko) w kwestiach, które nie zagrażały bezpieczeństwu ani ich, ani otoczenia, pozwalałam na małe fobie i rytuały, dzięki czemu było znacznie mniej punktów zapalnych, których w tym wieku jest wyjątkowo dużo. Przeszło im, ani się obejrzałam. Nigdy potem nie były nadmiernie roszczeniowe ani rozwydrzone, wręcz przeciwnie, były mniej nerwowe, spokojniejsze. Nigdy, nawet w okresie dojrzewanie nie miałam z nimi poważnych problemów wychowawczych, wręcz przeciwnie, zawsze mieliśmy i mamy bardzo dobry kontakt.
                Obserwuję rodziny, które wychowują według różnych modeli i zawsze, ale to zawsze widzę, że dzieci w rodzinach, gdzie postępuje się zgodnie z tezami rodzicielstwa bliskości i nie robi się problemu z tego, że dziecko w pewnym wieku musi, PO PROSTU MUSI pierwsze otworzyć drzwi albo samo wyrzucić coś do kosza, są spokojniejsze, bardziej twórcze, przyjacielskie i stwarzają znacznie mniej problemów niż te wychowywane w dyscyplinie i którym za nic nie można odpuścić w imię tego, by nie wychować rozwydrzonych bachorów. Bo korona z głowy spadnie, jak rodzic ustąpi? Nie rozumiem tego podejścia.
                Drogie mamy, może tego nie wiecie, ale macie jeszcze bardzo małe dzieci, nie wymagajcie od nich dyscypliny, nie łamcie im kręgosłupów już od najmłodszych lat. Za kilka lat zrozumiecie, że trzylatek to naprawdę jeszcze maluszek, ale wtedy może być za późno:(
                • olcia71 Re: Rządzi? 19.12.12, 15:46
                  Rozumiem Sebaldo Twój apel i na szczęście nie stosuję bzdurnych metod typu "nie, bo nie". Przytulam, pozwalam na małe fanaberie ( z mojego punktu widzenia), śpi z nami część nocy, choć przeciez "POWINNA JUZ DAWNO SPAC SAMA". Co z tego wyniknie? Okaże sie za lat parę. Czasami tylko czuje zmeczenie materiału i moje dziecko jest o tym swietnie powiadomione, przy czym uważam, ze to też na plus. To naturalne reakcje i nigdy takich nie ukrywałam, udając, ze wszystko gra (jeśli mała juz naprawde przegina pałę)
                  Widzę, ze mała jest bardzo otwarta, wesoła, szczera w stosunku do innych dzieci- ile w tym zasługi "bliskiego rodzicielstwa" nie mam pojecia, ale wierzę, ze postepuje słusznie.
                  • Gość: sebalda Re: Rządzi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.12, 20:38
                    I tak trzymaj Olciu:) Zaręczam Ci, że mała z tego wszystkiego wyrośnie, wytrzymaj jeszcze trochę, dasz radę:) Wiem, że Ci trudno, ale będzie dobrze, zobaczysz.
                    Mój syn, jak był malutki, do roku, dopóki nie nauczył się chodzić, za nic nie dawał się odłożyć do łóżeczka czy wózka. Jak nie spał, musiałam go nieustanie nosić lub po prostu trzymać na rękach. Było to bardzo męczące, czasami nie mogłam nic w domu zrobić, najgorzej było obierać ziemniaki, bo do tego potrzebne są dwie ręce:) Teściowa się śmiała, że ze swoim synem, moim mężem, miała tak samo i wypracowała sobie system trzymania go między kolanami i tak obierała te ziemniaki:)))
                    Niektórzy mówili, żeby syna nie przyzwyczajała do noszenia, żebym go przetrzymała, niech sobie płacze, żebym nie dała się terroryzować (dziecko nie miało roku, co to za terrorysta, na Boga?). Ale przyjechała do nas kuzynka i powiedziała: noś go, wytrzymaj, do roku niedużo zostało, zleci, a przynajmniej będziesz miała takiego wykochanego, spokojnego niuniusia:) Posłuchałam jej, mam takiego właśnie synka:) Dziś 190 cm wzrostu, spokojny, dowcipny, asertywny, błyskotliwy i kochany. Uwielbiam go i jestem z niego wyjątkowo dumna. Nie tylko go kocham, ale bardzo lubię. A to miłe uczucie, bo nie każdy rodzic może to powiedzieć o swoim dorastającym dziecku:)
                    • olcia71 Re: Rządzi? 19.12.12, 23:15
                      To dobrze slyszec takie słowa, wiesz? Bo w dzisiejszym świecie za dużo jest "szumów", które przytłumiają, zagłuszają naszą naturalna intuicję. Musiałabym znowu zagłębic się w filozoficzne wywody. Kiedys nawet w kilku podobnych watkach na "małym dziecku" uczestniczyłam, ale tam też sporo szumu i jadu, a ja mam dosyć angazowania sie w wirtualne wycieczki personalne, mało co tam zaglądam. Chodzi o to, ze niektóre ludy nie potrzebują cywilizacji, opracowań naukowych, metod opracowanych przez specjalistów od dzieci, żeby móc dać dziecku czego potrzebuje najbardziej (nosza stale przy sobie w chustach lub np. w Indonezji śpią z dzieckiem do ukończenia przez nie 6 rż lub dłużej? potem zwykle samo z tego wyrasta) Na tamtym forum od razu zaroiło sie od tekstów "jak takas podobna do małpy to właź na drzewo" itp. A ja uważam, ze tzw cywilizacja niesie ze sobą sporo dobra oczywiście, ale i robi wielkie spustoszenie, przede wszystkim w naszych głowach. No, temat-rzeka ;o)
                      P.S. Moja mała też przechodziła kolki (chusta nieodzowna i wiem jak trudno w niej zrobic obiad ;o))- nie raz mąż przychodził o 18 z pracy a tu obiad nie zrobiony, a ja zapchana jakąs kaszką niemowlęcą na szybko (bardzo dobrze zapycha) leżę a mała na moim brzuchu. Potem były nocne histerie i zlości- tez sie tu radziłam, bo 1 nerwy mi siadały i zdarzało mi sie zareagowac nieadekwatnie, 2 wydawało mi się, że specjalista mogłby nam pomóc lub przynajmniej uspokoić. Wygladało fatalnie a minęło, po prostu minęło.Mała długo karmiona piersią, mamulinka przytulinka i tak samo jak jest kochana, tak samo wkurzająca ;o)
                • tully.makker Re: Rządzi? 21.12.12, 14:36
                  Alez masz calkowita racje. Poswiecam spora ilosc czasu na to, by zrozumiec potrzeby moich dzieci i je w miare tylko moich mozliwosci zaspokoic. Ale... tego zsamego trzeba uczyc dziecko od najmlodszego w 2 strone. dzieko, ktore oczekuje zeby matka grzebala w koszu bo jemu sie cos przypomnialo, nie jest dzieckiem, ktore ma dobre wzorce. bardzo chetnie obiecam i sie zastosuje do obietnicyy, ze na przyszlosc to dziecko wyrzuca smiec do kosza. nawet tak wole ;-)
                  Ale trzeba postawic granice traktowaniu innych jak zabawki sluzacej do zaspokajania kaprysow.
                  • sebalda Re: Rządzi? 21.12.12, 15:37
                    Tully, ale to nie chodzi o zaspakajanie zachcianek i o służenie. Małe dzieci mają swoje fobie i rytuały, nie miałeś tego ze swoimi? One z tego wyrastają, przechodzi im to szybko, ale w tym okresie to dla nich jest śmiertelnie poważne i ważne. Codziennie kruszyć kopie o takie drobiazgi? To kruszenie kopii jest milion bardziej męczące i frustrujące dla obu stron niż te drobne ustępstwa w stronę takiego malucha. Są ważniejsze sprawy, na które trzeba zwracać uwagę, związane z bezpieczenstwem dziecka i tu trzeba być stanowczym i konsekwentnym, ale jeśli do tego dołożymy utarczki o te duperele, które nam wydają się fanaberią, a dla dziecka mają zupełnie inną wagę, to wszyscy oszalejemy, i dzieci, i my. Po co, w imię czego?
                    • domza2 Re: Rządzi? 22.12.12, 17:52
                      A ja się nie zgadzam. Bo jeśli się godzinami grzebie w śmieciach, bo tak szalenie ważne w tym wieku to mało zostaje czasu, cierpliwości , radości u matki do tych innych, ważniejszych spraw.
                      Osobiście nie wychowuję dziecka w straaasznej dyscyplinie, ale znajomość granic uważam nie za pożytyecze, co konieczne
                      • sebalda Re: Rządzi? 23.12.12, 23:16
                        domza2 napisała:

                        > A ja się nie zgadzam. Bo jeśli się godzinami grzebie w śmieciach, bo tak szalen
                        > ie ważne w tym wieku to mało zostaje czasu, cierpliwości , radości u matki do t
                        > ych innych, ważniejszych spraw.
                        > Osobiście nie wychowuję dziecka w straaasznej dyscyplinie, ale znajomość granic
                        > uważam nie za pożytyecze, co konieczne

                        Jak fajnie tak uogólnić. Kto pisze, że godzinami się grzebie? Nie przesadzasz?
                        I czy ktoś pisze, że ma nie być granic. Jasne, że mają być, ale tylko te naprawdę ważne, a nie kruszenie kopii o byle duperel. W imię wykazania dziecku, kto tu rządzi. No to jak się tak chce wykazać dziecku, to potem niech się jedna z drugą mamusia nie dziwią, że albo dziecko zahukane i nieśmiałe, albo wręcz przeciwnie, agresywne w grupie, bo odbija sobie to ciągłe strofowanie i zakazy w domu. Proste.
                      • joshima Re: Rządzi? 23.12.12, 23:51
                        domza2 napisała:

                        > A ja się nie zgadzam. Bo jeśli się godzinami grzebie w śmieciach, bo tak szalen
                        > ie ważne w tym wieku to mało zostaje czasu, cierpliwości , radości u matki do t
                        > ych innych, ważniejszych spraw.
                        > Osobiście nie wychowuję dziecka w straaasznej dyscyplinie, ale znajomość granic
                        > uważam nie za pożytyecze, co konieczne
                        Sęk w tym, że tzw. granice nie są wartością uniwersalną. Każdy ma inne. Wyjęcie czegoś z kosza na śmieci w celu zażegnania niepotrzebnej histerii nie narusza moich granic. Co więcej osoba, która ma takie żelazne granice i nie jest skłonna do ustępstw i kompromisów ma z wychowaniem dziecka problem, bo jak ma go nauczyć ustępstw i kompromisów? To po pierwsze.

                        A po drugie pisząc "jeśli się godzinami grzebie w śmieciach" niepotrzebnie wyolbrzymiasz i dramatyzujesz nie wnosząc tak naprawdę nic do dyskusji poza komunikatem o najmojszej prawdzie ;)
                  • Gość: tuszeani Studium przypadku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.12, 15:41
                    Zgadzam się w pełni.

                    I tak całkiem na serio, bez ironii ani żadnych podtekstów proszę o podpowiedź, jak w duchu rodzicielstwa bliskości rozwiązać przykładową sytuację z dziś (temat konfliktów bywa różny, ale schemat jest w sumie najczęściej podobny, ja coraz bardziej wkurzona kolejnymi próbami forsowania granic a Młody coraz bardziej rozbawiony i wkręcony w fajną zabawę z Mamusią). Specjalnie piszę o takiej głupocie jak masło rozsmarowane na meblach, bo większość sytuacji rzeczywiście jednostkowo dotyczy głupot, a wagi nabierają dopiero poprzez swoją intensywność i nagromadzenie w krótkim czasie. I ten szelmowski wyraz na twarzy Młodego, satysfakcja że znowu udało się Mamę przechytrzyć.

                    Masło. Młody (2l4m) dobrał się do lodówki, wyjął kostkę masła, rozpakował ją na sofie i zaczął rozpaćkiwać po siedzeniu. Poinformowałam: "To jest jedzenie a nie zabawka, poza tym brudzisz sofę, trzeba ją będzie prać a nie ma zdejmowanej tapicerki. Możesz obejrzeć masło na swoim stoliku, a potem odłóż do lodówki". W odpowiedzi ryk, że on musi na sofie. Na to ja pytam, co chciał zrobić z tym masłem, po co mu ono. Na to mamrotanie pod nosem "Nie powiem!". Na to ja, że masło brudzi sofę i na sofie nie można. W odpowiedzi ryk j.w. Na to ja z pytaniem, czy woli sam odłożyć, czy ja mam to zrobić. Młody stracił słuch. Na to ja że w takim razie sama odkładam, wzięłam tę kostkę, zapakowałam z powrotem i włożyłam do lodówki. Na to ryk "ja chce masło!" i Młody siłuje się z przyblokowaną przeze mnie lodówką, próbując dostać się do tego masła. Ja na to pytam, czy pozwoliłam bawić się masłem, odpowiedź: "nie ale ja chcę masło!" i dalszy ciąg siłowania. Na to ja ponawiam pytanie, po co mu masło ale nadal bez odpowiedzi, zatem nadal blokuję dostęp. Po chwili zrezygnował i poszedł do swoich zabawek, więc odeszłam w drugi kąt kuchni. Po chwili słyszę: "telaz!" i Młody już z powrotem z szelmowskim uśmiechem, zerkając na mnie, dobiera się do lodówki ;)

                    Co powinnam zrobić w duchu rodzicielstwa bliskości? No naprawdę pytam bez ironii i podtekstów, bo w takich sytuacjach jedyne co potrafię to nie wybuchnąć i scenariusz podobny do powyższego zrealizować na spokojnie, co nie zmienia faktu, że wychodzi bezsensowne siłowanie się z dwulatkiem i w zasadzie obie strony przegrane.

                    Pytam tym bardziej, że kiedy czytam spokojnie i ze zrozumieniem "Mądrych rodziców", widzę że jednak dopuszczają i nagrody i kary, i fotel przemyśleń, a nawet w pewnych sytuacjach i pod pewnymi warunkami odesłanie do innego pokoju, o co bym już tej metody zupełnie nie podejrzewała. I ignorowanie ryku też dopuszczają, jeśli ma się przekonanie że to ryk "małego Nerona" a nie wyraz jakiejś potrzeby.
                    Ta strona metody mi zupełnie wcześniej umknęła i dotychczas rozumiałam hasło "rodzicielstwo bliskości" tylko jako czyste podążanie za głosem dziecka, a metody dyscyplinowania jedynie łagodne. Pytam zatem, jak rozwiązać sytuację tego typu w duchu tej metody?
                    • joshima Re: Studium przypadku 21.12.12, 16:24
                      Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                      > Masło. Młody (2l4m) dobrał się do lodówki, wyjął kostkę masła, rozpakował ją na
                      > sofie i zaczął rozpaćkiwać po siedzeniu.
                      I tu przerwę czytanie. Jakim sposobem mu się to udało? Skoro wiesz, że go stać na coś takiego to powinnaś mu takie akcje w ogóle uniemożliwić zamiast się potem głupio użerać.

                      > Poinformowałam: "To jest jedzenie a n
                      > ie zabawka, poza tym brudzisz sofę, trzeba ją będzie prać a nie ma zdejmowanej
                      > tapicerki. Możesz obejrzeć masło na swoim stoliku, a potem odłóż do lodówki".
                      Naprawdę taki wywód strzeliłaś i czekałaś na reakcję? A wystarczyło podnieść cztery litery podejść wziąć na ręce dziecko, wziąć masło i powiedzieć: "Choć obejrzymy je w innym miejscu" albo "Posmarujmy chleb masłem". A bezsensowną dyskusją na którą dziecko było głuche od początku tylko eskalowałaś konflikt.
                      • Gość: tuszeani Re: Studium przypadku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.12, 19:49
                        Nie dodałam istotnej informacji: całość odbywała się w momencie kiedy ja siedząc przy stole jadłam śniadanie (czyli: poświęcałam czas na coś innego niż zabawa z dzieckiem). Widziałam całą akcję, ale tu dochodzimy do punktu który dla mnie też jest bardzo interesujący: dlaczego mam zakładać z góry że dziecko będzie chciało zrobić coś na co mu nie będę chciała pozwolić? Nawet jeśli zwykle tak robi, aż taką prewencję uważam za hamowanie naturalnej ciekawości. Bo tak naprawdę, widząc co się święci, powinnam nie pozwolić mu już nawet na zajrzenie do lodówki. A potem na wyjęcie tego masła (zakładam że jeszcze nie wiem w jakim celu). Ruszyłam od stołu w momencie kiedy usadzał się z nim na sofie i uwierz, że pokonanie spokojnym krokiem tych 5m zajęło mi więcej niż jemu odwinięcie papierka i wykonanie pierwszego smarowania sofy. Drugiego już nie było bo od tego momentu wkroczyłam.

                        Czy powinnam zakładać że zawsze dziecko chce coś zbroić i ucinać to już na etapie kiedy jeszcze nie jest to pewne? Pytam serio, to jest pytanie które zadaję sobie często, czy lepiej niesprawiedliwie skasować w zarodku jakiś niewinny zamiar w imię prewencji przed czymś poważniejszym czy czekać aż będę pewna że to o to coś poważniejszego chodzi. Co oznacza, że nie zawsze zdążę zapobiec, bo Młody jest naprawdę szybki.
                        • joshima Re: Studium przypadku 21.12.12, 21:48
                          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                          > dlaczego mam zakładać z góry że dziecko będzie c
                          > hciało zrobić coś na co mu nie będę chciała pozwolić? Nawet jeśli zwykle tak ro
                          > bi, aż taką prewencję uważam za hamowanie naturalnej ciekawości.
                          Bez przesady. Chcesz powiedzieć, że Twoje dziecko ma nieskrępowany dostęp do ostrych noży, leków i chemii czyszczącej? Że sobie może samo dla zaspokojenia własnej ciekawości wyjść z domu i pójść gdzie mu się podoba?

                          > Czy powinnam zakładać że zawsze dziecko chce coś zbroić i ucinać to już na etap
                          > ie kiedy jeszcze nie jest to pewne?
                          To zależy od tego jak bardzo Tobie przeszkadza sofa umazana masłem. A poza tym chyba znasz swoje dziecko i potrafisz stwierdzić na co się zanosi.

                          > czy lepiej niesprawiedliwie skasować w zarodku jakiś niewinny zami
                          > ar w imię prewencji przed czymś poważniejszym czy czekać aż będę pewna że to o
                          No ale naprawdę nie potrafisz przewidzieć co oznacza rozpakowywanie masła na sofie? A poza tym czy możliwe zachowania o których napisałam są duszeniem w zarodku? A może jednak jest to przekierowanie dziecka na aktywność, która zaspokoi naturalną ciekawość ale w sposób, który nikomu nie wadzi?

                          A teraz wyobraź sobie, że w rękach dziecka jest nie masło tylko żyletka? Będziesz miała takie same wątpliwości?
                        • Gość: sebalda Re: Studium przypadku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.12, 23:45
                          Tuszeani, mylisz pojęcia. Ty piszesz o bezstresowym wychowaniu, ktorego jestem wielka przeciwniczką, a ja o niestaczaniu z dzieckiem nieustających bitew o duperele, a to jest ogromna różnica. Wychowanie bezstresowe to wychowanie bez żadnych granic, a rodzicielstwo bliskości to granice, ale te niezbędne, sensowne, ważne. Gdy stosuje się minimum zakazów i nakazów, dziecku łatwiej się w tym połapać, gdy z byle powodu karci się dziecko albo mu się czegoś zabrania, rodzi się bunt, a potem przekora.
                          U takiego małego dziecka lepiej działają krótkie komunikaty, tłumaczenie przyczynowo-skutkowe zachowaj na przyszłość:) Prosisz o odłożenie masła, gdy młody odmawia, wstajesz i mu je zabierasz z krótką informacją dlaczego. Ryk ignorujesz. I pamiętaj, to nie jest jego wrodzona złośliwość, przypisujesz mu kompetencje emocjonalne grubo ponad jego wiek. To klasyczne testowanie granic, najbardziej typowy objaw w tym wieku. Klasyka gatunku:)
                          • olcia71 Re: Studium przypadku 22.12.12, 13:49
                            Ja tylko dopiszę, ze rozwiazanie Joshimy u mnie nie miałoby zastosowania w większości wypadków. Z prostego powodu, ze ona ma ściśle sprecyzowany cel ;o) Jak juz pisałam wyżej substytuty, półśrodki jej nie interesują, ma byc tak jak ona chce, albo spotykam sie z ostrym protestem. No, w nielicznych przypadkach przemówiłoby "chodź, pokażę Ci co możemy z masłem zrobić", pokazac jej jak rozsmarowuje sie na kromce, po czym ona próbowałaby zrobić to samo i to zajęłoby ją przez moment. no ostatecznie mogłabym ja przekonać tez na zasadzie przekory: - chodż pokażę ci co mozna z masłem zrobić,- NIE!, -OK, jak nie chcesz zobaczyć to sama rozsmaruje masło. Taak, wtedy by ja ruszyło. Taki wiek. taki okres.
                            • sebalda Re: Studium przypadku 22.12.12, 14:03
                              Widziałam kiedyś o u znajomych wielką histerię z powodu nieodpowiednio podzielonej na cząstki mandarynki:) Krzyk na cały dom. Co robić, mandarynka już podzielona, na nowo się jej nie sklei? Wytłumaczyć, co oczywiście nie trafia do dziecka w trakcie na dobre rozkręconej histerii, i zostawić w spokoju, niech pokrzyczy, za jakiś czas przestanie:) Jak nie będziemy zwracać uwagi, szybko mu się znudzi. To samo z masłem, tłumaczymy, dlaczego nie można niszczyć kanapy, ale bardzo krótko i w prostych żołnierskich słowach, po czym masło zabieramy i kompletnie nie zwracamy uwagi na krzyki.
                              Córka mojej znajomej dostawała takiej histerii, że wyglądało to jak atak padaczki niemal albo jak dziecko w egzorcyście:))) Z reguły jak była zmęczona i niewyspana. Wyrosła, taki typ temperamentu, taka kara:P
                              • olcia71 Re: Studium przypadku 22.12.12, 14:10
                                sebalda napisała:

                                > Widziałam kiedyś o u znajomych wielką histerię z powodu nieodpowiednio podzielo
                                > nej na cząstki mandarynki:) Krzyk na cały dom. Co robić, mandarynka już podziel
                                > ona, na nowo się jej nie sklei? Wytłumaczyć, co oczywiście nie trafia do dzieck
                                > a w trakcie na dobre rozkręconej histerii, i zostawić w spokoju, niech pokrzycz
                                > y, za jakiś czas przestanie:) Jak nie będziemy zwracać uwagi, szybko mu się znu
                                > dzi. To samo z masłem, tłumaczymy, dlaczego nie można niszczyć kanapy, ale bard
                                > zo krótko i w prostych żołnierskich słowach, po czym masło zabieramy i kompletn
                                > ie nie zwracamy uwagi na krzyki.
                                O to to. Świetny przykład sytuacji nieodwracalnej. tez miałam sceny z takiego powodu. Śmieszne dla kogos z zewnątrz, pomyśli- matko, ale mają problemy, ale jesli na kazdym kroku napotykasz na takie przeszkody, to już masz wrazenie, że zwariujesz. No nic, kilka zdań, propozycja rozłożenia następnej, jesli nic nie pomaga, to pozwalam na wyżycie się, mówię "dobra to pokrzycz sobie jak to ci pomoze". najczęściej mija i nawet potem przeprosi, ze tak krzyczała ;o)
                                • Gość: tuszeani Re: Studium przypadku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.12, 15:40
                                  Dobra, dziewczyny, dzięki za wszystkie podpowiedzi. Odniosę się tylko krótko, bo czas wybrałam na swoją wątpliwość kiepski, wśród przygotowań przedświątecznych.

                                  1. Masło a żyletki/noże itp. - wiadomo że reakcja będzie inna i w innym czasie, jeśli dziecko dobiera się do czegoś czym może sobie zrobić krzywdę a inna jeśli może tylko coś pobrudzić.

                                  2. Przegadanie komunikatu - faktycznie trochę przesadziłam i krótszy komunikat byłby lepszy na tym etapie wiekowym. To w sumie mnie utwierdza w sceptycyzmie co do trafności komunikatu "ja" (na tym etapie wiekowym) jakiego nas uczyli na warsztatach rodzicielskich w FDN. Zgodnie ze schematem teoretycznie powinnam powiedzieć coś w stylu: "Widzę że masło brudzi sofę. Mama jest zła kiedy je rozsmarowujesz, bo pranie naszej sofy jest bardzo trudne. Oczekuję, że będziesz bawić się masłem tylko na swoim stoliku." Lepiej? Mnie komunikat "ja" doprowadza do szału, mam wrażenie że Młody ma podobnie do mnie i mówienie o jego uczuciach tylko go dodatkowo rozwściecza.

                                  3. Odwracanie uwagi i proponowanie zamienników. U nas również najczęściej to nie działa, bo Młody ma ściśle sprecyzowane co chce osiągnąć i zamienniki w najlepszym razie odwodzą go od tego celu na chwilę, po czym ryk wraca ze zdwojoną siłą. Nie działa też zwykle branie pod włos, tzn. już nie działa, bo wcześniej działało przez jakiś czas, mam wrażenie że przejrzała bestia nasze intencje ;)

                                  Od kilku dni mamy w domu zupełnie nowe dziecko, na które nie działają wcześniej wypracowane metody i z którym jest dużo trudniej się dogadać niż z poprzednią wersją. Tak naprawdę to myślę, że za kilka tygodni już będę dużo mądrzejsza, bo musimy na nowo wypracować sobie metody współpracy, mam też nadzieję że to jakiś skok rozwojowy (choć dotychczas nie było aż tak wyraźnych) a nie całkiem nowa faza.
                                • joshima Re: Studium przypadku 23.12.12, 23:37
                                  olcia71 napisała:

                                  > O to to. Świetny przykład sytuacji nieodwracalnej.
                                  Oczywiście. Często sa takie sytuacje, że naprawdę nie da się nic poradzić, bo każde proponowane rozwiązanie dla dziecka będzie nieakceptowalne. Jednak nie zgadzam się z tym, że krzyk należy olać i nie zwracać na niego uwagi. Dla dziecka to jest często bardzo trudna sytuacja a krzyk jest przejawem tego, że sobie z nią nie radzi. Dlaczego ma jeszcze na dodatek dostać od matki sygnał, że ją to nie obchodzi?

                                  Rozmawiałam kiedyś, po jakiejś awanturze, z moją córką. To był właśnie taki typowy atak histerii gdzie ja nie miałam żadnego manewru i musiało dojść do "wykrzyczenia" tych nagromadzonych u córki emocji. No i właśnie w rozmowie powiedziałam jej, że bardzo nie lubię kiedy ona tak krzyczy. Na co usłyszałam: "Ale mamo. Ja nie krzyczę, ja płaczę." Wmurowało mnie.

                                  > nawet potem przeprosi, ze tak krzyczała ;o)
                                  To smutne.
                                  • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 13:37

                                    > > nawet potem przeprosi, ze tak krzyczała ;o)
                                    > To smutne.
                                    >
                                    Dlaczego? Jak ja się wścieknę nieadekwatnie do sytuacji to też przepraszam. Dlaczego mała ma nie wiedzieć, ze jej wrzask nie jest przyjemny dla otoczenia? Dlaczego mam udawać coś? To nie w moim stylu. Nazywam rzeczy po imieniu, nawet jesli ona inaczej nie potrafi, to musi wiedzieć, ze uderzenie czy uszczypniecie boli, woda jest mokra, a głośny nieustanny wrzask nie jest przyjemny. nie dorabiajmy do tego filozofii. Nie jestem nadczłowiekiem i nieustanny krzyk mnie tez wnerwia. jak napisałam wyżej okazuję emocje i zniecierpliwienie, mówię, ze np. bola mnie uszy/głowa, co tez jest dopuszczalne.I nie próbuj wywoływać u mnie dodatkowych wyrzutów sumienia
                                    • joshima Re: Studium przypadku 27.12.12, 14:10
                                      olcia71 napisała:

                                      >
                                      > > > nawet potem przeprosi, ze tak krzyczała ;o)
                                      > > To smutne.
                                      > >
                                      > Dlaczego?
                                      Doczytaj mój post do końca.
                                      • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 17:07
                                        joshima napisała:

                                        > olcia71 napisała:
                                        >
                                        > >
                                        > > > > nawet potem przeprosi, ze tak krzyczała ;o)
                                        > > > To smutne.
                                        > > >
                                        > > Dlaczego?
                                        > Doczytaj mój post do końca.
                                        >
                                        >

                                        Wiesz co, ja jej nigdy nie zmuszałam do przepraszania, natomiast zawsze ja ją przepraszam jak cos zrobię wg mnie nie tak. Nie zawsze jest tak jak w przypadku Twojego dziecka, choć, fakt, czasem dzieci potrafia tak zasunąć, ze nam w pięty pójdzie. powtórze się jednak, ze nie dorabiałabym do tego filozofii.
                                  • ewa-ef Re: Studium przypadku 03.01.13, 12:51
                                    Dlaczego smutne? Sama napisałaś, że mówisz swojemu dziecku, że nie lubisz, kiedy krzyczy. Czy gdyby Cię przeprosiła, uznałabyś to za smutne? Dlaczego? Bo nie rozumiem.
                                    • olcia71 Re: Studium przypadku 03.01.13, 13:10
                                      Ja się pokusze o odpowiedź, bo też o to zapytałam. Skoro autorka postu poprosiła o doczytanie, to chyba chodzi o to, ze dziecko samo odpowiedziało, że nie krzyczy tylko PŁACZE. No i trudno przepraszać za to, ze sie płacze. Bo skoro przeprasza to czuje sie winna, źle, ze okazała emocje. Jednak nie kazda sytuacja jest taka sama i jest to zbytnie uproszczenie,idealizowanie i generalizowanie, bo chodzi o sytuacje kiedy moja mała sie wyraźnie złości i krzyczy, wścieka się i potem przeprasza. Ja robię tak samo, kiedy sie uniosę i nie widzę w tym nic smutnego. Tak samo jak nie jest to smutne dla mnie, że moje dziecko mnie za cos takiego przeprasza. Nigdy na niej przepraszania nie wymuszałam. Gdybym to robila to by było rzeczywiscie smutne.


                                      ewa-ef napisała:

                                      > Dlaczego smutne? Sama napisałaś, że mówisz swojemu dziecku, że nie lubisz, kied
                                      > y krzyczy. Czy gdyby Cię przeprosiła, uznałabyś to za smutne? Dlaczego? Bo nie
                                      > rozumiem.
                                      • ewa-ef Re: Studium przypadku 03.01.13, 13:44
                                        Ale Ty napisałaś, że dziecko przeprosiło, że krzyczało. I ja też o to pytam, o przeprosiny za krzyk, nie za płacz. Moje dziecko nie tylko płacze, ale też krzyczy i pokrzykuje na nas. To są 2 różne zachowania. Ja również przeprosin nie wymuszam. Sama czasem podniosę głos za dużo i wtedy przepraszam, że krzyczałam. Tak samo, jak przepraszam męża, gdy na niego napadnę ;)
                                        • olcia71 Re: Studium przypadku 03.01.13, 14:02
                                          Autorce chyba chodziło o to, że my możemy to błędnie interpretować (nam sie wydaje, ze dziecko krzyczy, uprzykrza nam życie, a ono w jego mniemaniu płacze, nie daje sobie z czyms rady itp) Tak myślę, ale może sama Joshima wyjasni to lepiej. Jednak ja nie mam problemu z interpretacją ani z drugiej strony nie oczekuję przeprosin. I tak jak napisałam i zgadzam się z Tobą, że nie mozna każdej takiej sytuacji podciągnąć pod ten przykład Joshimy, bo kazdy jest inny i dzieci też są różne. Nie raz pewnie jest tak jak pisze Joshima, ale nie zawsze i nie za każdym razem moje dziecko mnie przeprasza. I gdyby przepraszała mnie za płacz (i tak się kilka razy zdarzyło) to od razu powiedziałabym, że nie ma za co mnie przepraszać, wyjaśniłabym (wyjasniłam) dlaczego. Są jednak sytuacje kiedy ewidentnie sie zlości i wścieka, jest zła. Pozwalam jej na to, nie karcę, nie ganię, ale nie ukrywam też tego, że nie jestem tym zachwycona. Podobnie byłoby vice versa prawda? I wtedy tak samo jak ona przeprosiłaby mnie, ja przeprosiłabym ją. Moim zdaniem naturalne i nie ma powodu do smutku ;o)
                                          • ewa-ef Re: Studium przypadku 03.01.13, 14:08
                                            Ale czasem dziecko ewidentnie tylko "krzyczy", przynajmniej moje. Zakładanie, że wszystkie dzieci, tak jak dziecko joshimy, krzycząc płaczą, jest nadinterpretacją. Oczywiście moje dziecko też nie zawsze przeprasza, ale zdarza mu się, robi to ze swojej potrzeby, czasem już wieczorem, gdy leżymy w łóżku. Fajny wątek, znalazłam tu rady dla siebie, ale czasem forma przekazywania tych rad jest przygnębiająca ;)
                                            • olcia71 Re: Studium przypadku 03.01.13, 16:03
                                              ewa-ef napisała:

                                              > Ale czasem dziecko ewidentnie tylko "krzyczy", przynajmniej moje. Zakładanie, ż
                                              > e wszystkie dzieci, tak jak dziecko joshimy, krzycząc płaczą, jest nadinterpret
                                              > acją. Oczywiście moje dziecko też nie zawsze przeprasza, ale zdarza mu się, rob
                                              > i to ze swojej potrzeby, czasem już wieczorem, gdy leżymy w łóżku. Fajny wątek,
                                              > znalazłam tu rady dla siebie, ale czasem forma przekazywania tych rad jest prz
                                              > ygnębiająca ;)

                                              Zgadzam się :o)
                                          • joshima Re: Studium przypadku 15.01.13, 14:59
                                            olcia71 napisała:

                                            > Autorce chyba chodziło o to...
                                            Autorce chodziło o to, że tak jak niemowlę nie panuje nad wypróżnianiem tak samo dwulatek nie panuje nad swoimi histeriami i nad tym, że krzyczy. I tak jak od niemowlęcia nie oczekuję przepraszania za to, że znów mu muszę pieluchę zmieniać tak od małego dziecka nie będę oczekiwać przeprosin za to, że jeszcze czegoś nie umie. Paniała?

                                            > Podobnie byłoby vice versa prawda?
                                            Podobnie. Tylko wydaje mi się, że jesteś od niej nieco starsza i dojrzalsza (a przynajmniej powinnaś być dojrzalsza).
                                            • olcia71 Re: Studium przypadku 15.01.13, 15:30
                                              joshima napisała:

                                              I tak jak od
                                              > niemowlęcia nie oczekuję przepraszania za to, że znów mu muszę pieluchę zmieni
                                              > ać tak od małego dziecka nie będę oczekiwać przeprosin za to, że jeszcze czegoś
                                              > nie umie. Paniała?
                                              Paniała, paniała, na pa ruski ja toże paniala. I dalej nie rozumiem co w tym widzisz smutnego. Smutne by było gdybym oczekiwala od dziecka przeprosin, a tego nie oczekuję. Czy Ty równiez widzisz subtelna różnicę? Przeprasza sama od siebie. Widocznie dlatego, ze ja za swoje wybuchy tez przepraszam, widać widzi analogie. To chyba dobrze? Nie że przeprasza za coś czego nie rozumie co sie z nią dzieje, ale byc może zdaje sobie sprawę, że krzyczy niepotrzebnie i że moze się to komus niespecjalnie podobać? Wpadlaś na to? Czy uważasz że dziecko na to za głupie? Ja nad pewnymi odruchami tez nie panuję (przynajmniej do pewnego stopnia- widac nie jestem na tyle dojrzala). Wiem, zaraz napiszesz- to jak moge tego oczekiwać od 3-latki. Mianowicie tez nie oczekuję. Pytam jak sobie z tym radzić, jak zachować by nie pogrążyć jej całkowicie. O to rzecz.
                                              ak samo jakby sama od siebie przeprosiła mnie, ze w porywie złości mnie uderzyła. Widziałabyś w tym coś smutnego??

                                              >
                                              > > Podobnie byłoby vice versa prawda?
                                              > Podobnie. Tylko wydaje mi się, że jesteś od niej nieco starsza i dojrzalsza (a
                                              > przynajmniej powinnaś być dojrzalsza).
                                              Widać niezupełnie jestem heh, bo zdarza mi sie wybuchnąć a potem za to przeprosić. Tobie nigdy?
                                              >
                    • olcia71 Re: Studium przypadku 21.12.12, 16:31
                      Odpowiem, ale stosownie do mojego przypadku mojego dziecka, które mozna wziąć pod włos i sposobem. mianowicie jest przekorna i udaje mi sie to w większości wypadków wykorzystać.
                      Mianowicie w pewnym momencie kiedy trzeba byloby stanowczości powiedziałabym jak Ty, bez dyskusji: Ty zanosisz masło, czy ja mam to zrobić? Młoda by krzyczała :ja ja ja!!! Gdyby nie byłoby reakcji zrobiłabym to ja. Potem przewiduje ryk nieziemski pod lodówką, krzyczałaby: " chcę masło", ale teraz już wiem, ze nie chodziłoby jej żeby to masło dostać i wysmarować sofę, tylko, zebym jej dała, ona SAMA wręczyłaby mnie, zebym włozyła do lodówki lub SAMA by włożyła i byłby spokój.
                      Na tyle moje dziecko jest przewidywalne. Ale było to rozpracowywane miesiacami. Gdy była w wieku Twojego malucha chyba jeszcze nie wszystko miałam tak rozpracowane. Kontakt był utrudniony, bo niewiele mówiła.
                      Wydaje mi się, że nie mozna mylic pojęć. Rodzicielstwo bliskości to nie jest pozwalanie na wszystko i włażenie jeden drugiemu na głowę. To rozumienie pewnych mechanizmów, dotarcie do własnego dziecka i nie rozpatrywania wszystkiego kategoriami dorosłych. Są granice, nakazy i zakazy przecież.
                    • olcia71 Re: Studium przypadku 22.12.12, 14:06

                      > Poinformowałam: "To jest jedzenie a n
                      > ie zabawka, poza tym brudzisz sofę, trzeba ją będzie prać a nie ma zdejmowanej
                      > tapicerki. Możesz obejrzeć masło na swoim stoliku, a potem odłóż do lodówki". W
                      > odpowiedzi ryk, że on musi na sofie. Na to ja pytam, co chciał zrobić z tym ma
                      > słem, po co mu ono. Na to mamrotanie pod nosem "Nie powiem!". Na to ja, że masł
                      > o brudzi sofę i na sofie nie można.

                      Moim zdaniem taka argumentacja kompletnie do takiego dziecka nie trafia. Nie lepiej powiedziec po prostu " Masło ubrudzi sofę a jak sofa bedzie brudna to będę bardzo smutna" Na moja małą to działa. Chyba lepiej moze to sobie wyobrazić. I dobrze pokazać jeśli masz akurat warunki jak mozna faktycznie to masło spozytkować, jakoś to dziecko ukierunkować, to chyba politycznie poprawne ;o)
                      • Gość: domza2 Re: Studium przypadku IP: *.rzeszow.vectranet.pl 25.12.12, 17:07
                        Osobiście nigdy nie stosowałam zapowiedzi, że będę smutna ... z powodu masła na sofie... Smutna to ja byłam jak mi ojciec zmarł, a masło może mnie tylko wkurzyć. Ja zawsze mówię zgodnie z prawdą, że teraz będę to musiała sprzątać, więc będzie mniej czasu na zabawę z tobą (czyli dzieckiem),a czyli nie opłaca ci się brudzić, chociaż przyznać muszę, że moje dziecko takich rzeczy nie robiło, a teraz jest w wieku kiedy musi już posprzątać po sobie samo, ja mogę co najwyżej pomóc, więc tym bardziej nie opłaca się brudzić, skoro zna się już smak sprzątania (chociaż moja córka lubi sprzątać, szczególnie odkurzać:) pozdr
                        • joshima Re: Studium przypadku 25.12.12, 20:41
                          Gość portalu: domza2 napisał(a):

                          > Osobiście nigdy nie stosowałam zapowiedzi, że będę smutna ...
                          No, też uważam, że to trochę głupie. I trąci szantażem.
                          • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 13:50
                            joshima napisała:


                            > No, też uważam, że to trochę głupie. I trąci szantażem.
                            >

                            Nigdy nie mowisz dziecku co czujesz lub co wywola jaką reakcję? To oczywiście był przykład w zależnosci od tego jaką reakcję moze wywołać zabrudzenie sofy, bo chodziło o prosty komunikat, a nie wglebianie się w meandry akcji i reakcji. Nie czepiajmy się, dobra? Mozna równie dobrze powiedzieć, że bedę zła, wkurzona czy co tam jeszcze, jednych wkurzy, innych zasmuci, matko jedyna.
                            • joshima Re: Studium przypadku 27.12.12, 14:12
                              olcia71 napisała:

                              > Nigdy nie mowisz dziecku co czujesz lub co wywola jaką reakcję?
                              Mówię, ale nie kłamię i nie szantażuję dziecko emocjami no i akurat zabrudzona sofa mnie nie zasmuca. Co znaczy, że nie szantażuję dziecka? Nie mówię mu: jak tak zrobisz to będę smutna lub zła. Nie. Informuję o stan ie faktycznym: jestem zła, jestem zdenerwowana, nie podoba mi się to. Widzisz subtelną różnicę.
                              • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 17:15
                                Może Ciebie nie zasmuca, niewazne, myślę, że łapiesz o co mi chodziło. I ze taki, jak to nazywasz, szantaż jeszcze nikomu nie zaszkodził. moim zdaniem to zaden szantaż. informuję w ramach prewencji co bedzie jeśli mnie nie posłucha- jakie beda tego następstwa, zupełnie naturalne. Rozsmarujesz masło- sofa bedzie brudna- ja bedę zła (smutna, zdegustowana, cokolwiek). Jakie kłamstwo? jaki szantaż? Naturalne następstwo.
                                mozna odwrócić sytuację i powiedzieć jak ja nieraz mówiłam małej, żeby pokojowo rozwiazać sytuacje w piaskownicy jak cos komuś podwędziła i zaczynała się walka. Mówiłam "oddaj to XXX, bedzie sie cieszyć, zobaczysz" I faktycznie tak było i to małej tez sprawiało radość.
                                • joshima Re: Studium przypadku 27.12.12, 18:43
                                  olcia71 napisała:

                                  > Może Ciebie nie zasmuca, niewazne, myślę, że łapiesz o co mi chodziło. I ze tak
                                  > i, jak to nazywasz, szantaż jeszcze nikomu nie zaszkodził.
                                  Mylisz się. Chcesz, żeby w przyszłości Twoje dziecko zachowywało się poprawnie bo uważa to za normalne, czy dlatego, żeby mamie nie było smutno?
                                  • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 20:47
                                    joshima napisała:

                                    > olcia71 napisała:
                                    >
                                    > > Może Ciebie nie zasmuca, niewazne, myślę, że łapiesz o co mi chodziło. I
                                    > ze tak
                                    > > i, jak to nazywasz, szantaż jeszcze nikomu nie zaszkodził.
                                    > Mylisz się. Chcesz, żeby w przyszłości Twoje dziecko zachowywało się poprawnie
                                    > bo uważa to za normalne, czy dlatego, żeby mamie nie było smutno?
                                    >
                                    Po 1 generalizujesz. po 2 jeżeli czyms sprawia mi przykrość, złości mnie lub smuci to niech o tym wie i tyle. Jeżeli z tego powodu czegoś nie zrobi to OK. O innych skutkach też jest poinformowana, zależnie od sytuacji. Zaznaczam, ze uzywam danej argumentacji w chwilach kiedy zwykłe nie rób tak czy siak nie działa. chodzi o skutek. Wywód o praniu czy o braku czasu dla 2,4 dziecka jest dla mnie trochę wydumany. I znowu proszę o to, zeby nie dorabiac filozofii + nie generalizować, bo każda sytuacja jest inna.
                                    • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 22:58
                                      Jak juz też tak dyskutujemy o skutkach w wychowywaniu, to idac tym tropem tak samo powinno nie mieć sensu ustępowanie dziecku przy kazdej pierdółce i spełnianie jego najdziwniejszych żądań, bo a nuż się mu to utrwali. No, albo przeciez powinno wiedzieć, że śmieci sie z kosza nie wyciaga i już, czasu cofnąć nie mozna i kropka, a niech sie uczy za młodu. A jednak pozwalamy na to, dla jego dobra. tak samo jak ja stosuję argumentację, która do niej trafi. Bo co to dla niej za argument, ze sofa będzie brudna, albo, ze trzeba będzie ja prać. Mówimy o 2,4 rocznym człowieku. Mozna to nazwać szantażem, choć początkowo nie myślałam o tym w ten sposób. Nie mówię, ze jak zrobisz tak to przestane cie kochać, albo gdzieś tam zostawię. Mówię, ze sofa będzie brudna i to mnie rozzlości czy co tam. Ale rozumiem Twój przekaz. Tylko ja bym do tego nie dorabiała takiej filozofii.
                              • ewa-ef Re: Studium przypadku 03.01.13, 20:59
                                No dobrze, więc nie mówisz, "Będę zła, jak rozlejesz mleko na kanapę", bo to szantaż i dziecko nie zrobi tego, żebyś nie była zła, a nie dlatego, że mleka nie powinno się rozlewać na kanapę. A jak już rozleje mleko na tę kanapę, to powiesz "Jestem zła, że rozlałeś mleko na kanapę, nie podoba mi się to". Po co to powiesz?
                                • joshima Re: Studium przypadku 15.01.13, 16:34
                                  Nic nie powiem. Jeśli dziecko znalazło się z mlekiem na kanapie na której mi zależy to będę zła wyłącznie na siebie, że go nie dopilnowałam. Ot co.
                                  • ewa-ef Re: Studium przypadku 16.01.13, 12:23
                                    W takim razie, dlaczego w innych sytuacjach informujesz dziecko, że jesteś zła, jesteś zdenerwowana, nie podoba Ci się to. I jakie to są sytuacje, gdy taką informację dopuszczasz?

                                    joshima napisała:

                                    > Mówię, ale nie kłamię i nie szantażuję dziecko emocjami no i akurat zabrudzona
                                    > sofa mnie nie zasmuca. Co znaczy, że nie szantażuję dziecka? Nie mówię mu: jak
                                    > tak zrobisz to będę smutna lub zła? Nie. Informuję o stan ie faktycznym: jestem
                                    > zła, jestem zdenerwowana, nie podoba mi się to.
                                    Widzisz subtelną różnicę.
                                    >
                                    • joshima Re: Studium przypadku 16.01.13, 12:53
                                      ewa-ef napisała:

                                      > W takim razie, dlaczego w innych sytuacjach informujesz dziecko, że jesteś zła,
                                      > jesteś zdenerwowana, nie podoba Ci się to. I jakie to są sytuacje, gdy taką in
                                      > formację dopuszczasz?
                                      Mam po prostu trochę starsze dziecko i czasem robi coś mimo iż przed chwilą prosiłam, żeby tego nie robiło.
                        • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 13:42
                          Gość portalu: domza2 napisał(a):

                          > Osobiście nigdy nie stosowałam zapowiedzi, że będę smutna ... z powodu masła na
                          > sofie... Smutna to ja byłam jak mi ojciec zmarł, a masło może mnie tylko wkurz
                          > yć. Ja zawsze mówię zgodnie z prawdą, że teraz będę to musiała sprzątać, więc b
                          > ędzie mniej czasu na zabawę z tobą (czyli dzieckiem),a czyli nie opłaca ci się
                          > brudzić, chociaż przyznać muszę, że moje dziecko takich rzeczy nie robiło, a te
                          > raz jest w wieku kiedy musi już posprzątać po sobie samo, ja mogę co najwyżej p
                          > omóc, więc tym bardziej nie opłaca się brudzić, skoro zna się już smak sprzątan
                          > ia (chociaż moja córka lubi sprzątać, szczególnie odkurzać:) pozdr

                          Nie uwazasz, ze trochę to zawiłe tłumaczenie dla dziecka w wieku 2,4? to powiedz po prostu zgodnie z prawda, że bedziesz zła lub wkurzona i tyle. po co taka gadanina do tak małego czlowieka? Ja tez małej mówię, ze sie wkurzę. Chcesz, zebym była zla?- pytam malej. odpowiedź nie. No to tak nie rób. trafia. żaden szantaż.
                          • joshima Re: Studium przypadku 27.12.12, 14:14
                            olcia71 napisała:

                            > Chcesz, zeb
                            > ym była zla?- pytam malej. odpowiedź nie. No to tak nie rób. trafia. żaden szan
                            > taż.
                            To własnie jest szantaż...
                            • olcia71 Re: Studium przypadku 27.12.12, 17:36
                              Jak zwał tak zwał. ja w tym nie widzę nic złego i u mnie działa. Zreszta taki sam szantaż jak opowiastka o tym co będzie trzeba potem z ta sofa dalej robić (prać, nie bedę mieć czasu dla ciebie itd) chodziło mi o prostote sformułowania. Niech bedzie szantaż. nie czuję grzechu ani poczucia winy jakoś.
                    • domza2 Re: Studium przypadku 22.12.12, 17:57
                      W opisanej sytuacji bardzo mi brakuje informacji dla dziecka, że tego nie wolno robić. Cokolwiek powiedzą psychologowie, że słowo "nie wolno" takie fee itd. dziecko dzięki temu uczy się zasad. Zaprowadzenie dziecka w inne miejsce, żeby sobie mogło pooglądać masło, jak proponuje Joshima, bez zwrócenia uwago na to, co dziecko tym masłem narobiło to przyczynek do kolejnej sytuacji, w której dziecko rozpakuje coś podobnego na sofie. Bo nie pojawiła się żadna iformacja, że tego się po prostu nie robi!
                      • joshima Re: Studium przypadku 23.12.12, 23:45
                        domza2 napisała:

                        > Zaprowadzenie dziecka w inne miejsce, żeby s
                        > obie mogło pooglądać masło, jak proponuje Joshima, bez zwrócenia uwago na to, c
                        > o dziecko tym masłem narobiło to przyczynek do kolejnej sytuacji, w której dzie
                        > cko rozpakuje coś podobnego na sofie. Bo nie pojawiła się żadna iformacja, że t
                        > ego się po prostu nie robi!
                        Widzisz, moja propozycja wynikała z założenia, że rodzic zareaguje zanim dziecko narozrabia ;) A poza tym faktycznie. Jak się już zażegna niebezpieczeństwo rozsmarowania masła na kanapie to potem "badając" je w sposób i w miejscu akceptowalnym warto powiedzieć dziekcu dlaczego tak a nie na kanapie :)
    • asienka95 Re: Rządzi? 27.12.12, 14:33
      Jak czytam Cię Olciu71 to mam dziwne wrażenie, jakbym czytała o sobie. :)
      Zgadzam się, że w błahych sprawach odpuszczamy, a co z tym ważniejszymi?
      Babcia pyta, czy zje coś tam, a on krzykiem: nie chcę tego jeść!
      Chcę czekoladkę! - też krzyk. Mówi się: poproszę czekoladkę. Nie umiem tak mówić! - podniesionym głosem. Rytuały to jego specjalność ostatnio (pierwszy wejdę do domu, masz zejść z łóżka tyłem, tata ma zaczekać za drzwiami itp). Uff... ;-)
      Oprócz tego przytulak, słodziak, maminek itp.
      • olcia71 Re: Rządzi? 27.12.12, 17:44
        Zejśc z łózka tyłem a to dobre ;o)) Moja mała tylko otworzy oczy rano i juz chce odsłaniac zasłony (rolety- mozliwe tylko ze mną)/ ja mam z nią isc siku i być przy niej (mama ma byc TU!) zaczyna się z samego rana, od razu rykiem. Ostatnio obudzila sie i w środku nocy wrzask nieziemski przez 10mn bo ona chce odsłaniac zaslony, bo jest rano. Nie wytłumaczysz, nic nie dociera. No, trudny okres. tym bardziej trudny, ze mało kto z najbliższego otoczenia (choc sami mieli dzieci lub mają) rozumie, ze to taki okres i wywołują poczucie winy. Ze to moja wina, że ono takie jest- bo je rozpieściłam, sama sobie na to zapracowałam itd.. pomimo, ze wierzę, że to taki okres i pewnie minie to wywołuje to u mnie watpliowści. Stąd min mój post o takiej tematyce na tym forum.
        • asienka95 Re: Rządzi? 28.12.12, 12:33
          W mojej rodzinie tez pojawiają się stwierdzenia, że nie stawiam granic lub za mało granic...i stąd to "fisiowanie", bo dziecko być może jest zagubione. A ja zawsze starałam się tłumaczyć, cierpliwie, dużo rozmawiać itp. Z innej beczki: pozwalam np. bawić się mąką na tapczanie (to jest śnieg, który pada na pociągi). Nie wiedzę w tym problemu, można przecież odkurzyć po zabawie. :-) Staram się pozwalać na to, co nie zagraża jego bezpieczeństwu. Niech doznaje, poznaje świat.
          Może to taki etap po prostu.
          • ewa-ef Re: Rządzi? 03.01.13, 20:48
            U nas za śnieg robi ryż, polecam, łatwiej się sprząta i nie kurzy tak :D
    • olcia71 Re: Rządzi? 28.12.12, 23:36
      Tekst linka

      Nie wiem czy link sie dobrze wklei, ale szukam różnych artykułów, żeby dokształcić sie nieco. I przy okazji polecam ten. Nic nowego właściwie, ale warto sobie poczytać.
      Jestem ciekawa zdania eksperta. Czy wychowawcze jest ulegać dziecku w jego "fanaberiach" (jak tylko otworzy oczy: mama wstań- wrzask/ odsłonic zaslony-wrzask/ robic śniedanko/wrzask, z mamą siku- wrzask i inne różne różniste pomysły)czy znosic krzyki protestu i przez to dawać mu lekcję, że nie kazda jego zachcianka zostanie spełniona? Co na to ekspert?
    • Gość: mamusia Re: Rządzi? IP: *.dynamic.chello.pl 28.12.12, 23:45
      Moja Droga, to nie brzmi śmiesznie, mam dokładnie to samo, dziecko i my, nerwy napięte jak postronki, cofanie czasu, każe wracać do tej samej pozycji i miejsca i powtarza od nowa kadr z filmu. Histerie trwają tak ok pol godzimy, w szczegoilnosci np przed wyjsciem, kiedy trzeba sie ubierac i ona sama zaklada spodnie, odwrotnie oczywiscie, wiec pomagam zamienic nogi jest wrzask, ze ona sama, albo np przy spodniach zimowych na szelkach dotknę w ostatnim momenci szelki, aby pomoc, ona zdejmuje calkowicie spodnie tzn cofa klatke i sama od poczatku zaklada, aby nie pomagac jej w niczym, a czas leci, leci, ja mokra, maz mokry etc Albo np kaze mi wyjsc , bo jest zla, a jak wychodze dostaje histerii, ze mam nigdzie nie isc i tak kolko.
      • olcia71 Re: Rządzi? 29.12.12, 00:34
        Oj normlanie jakbym o swoim dziecku czytała!
        Jeszcze jeden artykuł znalazłam, tym razem o apodytycznych dzieciach. Hmm no właśnie odnosze wrazenie, że mała jest apodyktyczna własnie, choć moze na to za mała? Ona żąda w kazdym razie. Moze powinnam cos z tego artykułu jednak wynieść dla siebie?
        Tekst linka
        • asienka95 Re: Rządzi? 31.12.12, 13:01
          Olciu, u nas w weekend był casus ze śmieciami!!!
          Od razu przypomniał mi się Twój wpis.
          Wyjęłam te, które wyrzuciłam i pozwoliłam synkowi wrzucić.
          Mamma mia. ;-)
          • olcia71 Re: Rządzi? 31.12.12, 13:24
            Heh u nas troche gorzej ostatnio, bo chodziło o zawartośc nocnika... ;o))
            • sebalda Re: Rządzi? 01.01.13, 14:38
              Małe dzieci nie są apodyktyczne! Nimi miotają sprzeczne uczucia, ktorych nie potrafią ogarnąć, a tym bardziej wyrazić, stąd histerie. Kurcze, dla mnie to takie oczywiste, nie wiem, dlaczego niektórzy rodzice nie potrafią tego zrozumieć.
              Może jak miałam pierwsze dziecko nie rozumiałam tego tak dobrze, ale po jakimś czasie, gdy obserwowałam swoje dzieci i widziałam, jak z tego wyrastają bezpowrotnie i mimo to, że im pozwalałam na ich małe/wielkie problemy i fanaberie, nigdy potem nie miały zapędów władczych, wiedziałam, że to wszystko jest niegroźne i przemijające.
              Dziewczyny, spróbujcie może zrozumieć swoje dzieci, wczuć się w ich emocje, bardzo silne, gwałtowne, dla nich szalenie trudne, i nie oceniajcie tego jako rysu tyrana, a jako przejściowy, trudniejszy okres w ich życiu. Radzi doświadczone matka:)))
              • olcia71 Re: Rządzi? 01.01.13, 20:38
                Dzięki, przypominaj mi o tym tak co 2 godziny. To też moje pierwsze dziecko, więc w takich etapach czasami czuje sie zagubiona, tym bardziej, ze środowisko potrafi niele namieszać. Nie chodzi o to, że chcę zadowolić najblizszych a nie dziecko, tylko zaczynam zadawać sobie pytanie czy aby na pewno dobrze postepuję. Bo "radzą" też dowiadczeni rodzice,tylko mający zgoła inne wzorce i "metody". Sieją wątpliwości, bo moje postepowanie zdaje sie nie mieć efektów, a ich przeciez od razu przynosi efekt. Wiele czytałam na ten temat, jednak jest dużo sprzecznych komunikatów. Jak np. w tych dwóch artykułach przytoczonych przeze mnie. osobiscie skłaniam się ku temu pierwszemu. Wiem, ze mała walczy sama ze sobą, to widać. Wczoraj miała takie jazdy, ze musiałam wyjść, powiedziałam mężowi, zeby nia sie zajął, choć ona nie chciała go widzieć, chciała gadać z mamą, ale ja już wyczerpałam zasoby cierpliwości. Wczoraj diabeł wcielony, dzisiaj anioł. Nawet noc u siebie przespała do białego rana, co nie zdarzyło się od chyba 2 lat! Wiem wiem, wszystko wiem, tylko cierpliowść czasem mi wysiada.....
                • sebalda Re: Rządzi? 02.01.13, 12:29
                  Dla mnie guru psychologii dziecięcej jest Alice Miller. Przeczytałam dziś w książce o przemocy psychicznej (innej znanej i dobrej terapeutki), w rozdziale o ofiarach przemocy takie zdania: "Alice Miller pokazała, jak represyjne wychowanie, nastawione na "utemperowanie" dziecka "dla jego dobra", łamie jego wolę, doprowadzając do tłumienie w nim prawdziwych uczuć, kreatywności, wrażliwości i buntu. Jej zdaniem ten typ wychowanie predysponuje jednostkę do sytuacji kolejnego jarzma. Indywidualnego, gdy pochodzi ono od osobnika narcystycznego, lub kolektywnego, gdy w grę wchodzi sekta lub partia polityczna o profilu totalitarnym. Przygotowana w ten sposób w okresie dzieciństwa jednostka będzie następnie manipulowana w wieku dorosłym".
                  Alice Miller mówiła o prawdziwej przemocy wobec dzieci, stosując niekiedy dość mocne porównania, ale sens jej wypowiedzi i poglądów jest w moim odczuciu bardzo ważny: nie możemy łamać naszym dzieciom kręgosłupa moralnego. Nie twierdzę, że ktoś tutaj piszący tak robi, ale może te wszystkie refleksje pomogą zrozumieć, że czasami nasze chęci tego "utemperowania" dziecka mogą być zbyt restrykcyjne, niepotrzebnie tłumiące buzujące w dziecku emocje.
                  Rozumiem z całego serca trudności i brak cierpliwości wobec wyjątkowo temperamentnych dzieci (celowo nie używam słowa "trudnych"), ale to my jesteśmy odpowiedzialni za nie, to my mamy je kochać ponad wszystko i bezwarunkowo. Dziecko kochane bezwarunkowo, często chwalone, rozwija się dużo lepiej niż dziecko często strofowane. Ma też w przyszłości dużo lepsze relacje z otoczeniem, buduje solidniejsze związki.
                  Pozdrawiam:)
                  • sebalda Re: Rządzi? 02.01.13, 12:33
                    W poprzednim poście próbowałam wkleić linka z wywiadem z Alice Miller, który się ukazał w Charakterach, ale odrzuciło jako spam, szkoda.
                    Może wkleję treść, choć sporo tego jak na jeden post:
                    Iga Kiniorska, Dorota Krzemionka-Brózda: - Przełamuje Pani mury milczenia, pisząc o cenie wyparcia urazów dzieciństwa, o dramacie dobrze wychowanych dzieci. Co zapisuje się w życiu dziecka jako uraz?
                    Alice Miller: - Wszystko, co przeżywamy w pierwszych miesiącach i latach życia, zapisuje się naszym ciele. Jeśli dziecko jest bite, opuszczone, zaniedbane, traktowane z ironią czy wyśmiewane, nie może się rozwinąć jego indywidualność. O urazie mówimy, gdy dziecko nie jest w stanie poradzić sobie z tym, co go rani.

                    - Dlaczego tak często ranimy nasze dzieci?
                    - Bo sami byliśmy ranionymi dziećmi. Nieświadomie bierzemy za to odwet na własnych dzieciach. Bijemy je i poniżamy, by zatrzeć wspomnienie tego, co wyrządzili nam rodzice. Sytuację małego dziecka, które od pierwszego dnia jest wychowywane do posłuszeństwa rodzicom, można porównać z sytuacją więźnia w obozie koncentracyjnym. Gdy to mówię, ludzie oburzają się. Lecz od więźnia nikt nie oczekuje, że będzie kochał swoich prześladowców. A dziecko ma szanować ojca, który je bije. W obozie koncentracyjnym ludzie cierpiący nie byli sami. Mieli wokół innych, którzy też cierpieli i byli świadkami ich cierpienia. Dziecko jest samotne ze swoim cierpieniem.

                    - Nic dziwnego, że rodzicom trudno przyjąć takie porównanie. Większość rodziców chce dobrze dla swojego dziecka.
                    - Dziecko też w to wierzy i tu jest źródło urazów. Chroni ono rodziców, których kocha i potrzebuje. Nie może świadomie pamiętać, co się stało, bo by umarło z bólu. Musi stłumić złość, zaprzeczyć bólowi. Wypiera doznaną krzywdę, idealizując swoich prześladowców. Wszystko, co dostaje od rodziców, uznaje za dobre: troskę, pokarm matki, również lanie. Przyjmuje, że skoro jest bite, zasługuje na lanie.

                    - Dlaczego rodzice biją?
                    - Bo sami byli bici. Nie wszyscy, którzy byli bici, biją. Ale wszyscy, którzy biją swoje dzieci, sami kiedyś tego doznali. Jak się czegoś uczy wcześnie, to zostaje na całe życie. Eksperymenty Harlowa pokazały, że małpa, która była wychowywana z atrapą i sama nie doświadczyła ciepła, nie interesuje się potem swoimi małymi, nawet może je zabić. Gdy bite dziecko staje się rodzicem, tępi w swoich dzieciach to, czego się obawia w sobie: spontaniczność, uczucia. Bijąc dzieci, pokazuje, co jemu kiedyś zrobiono. To przymus powtarzania swego losu. Badania pokazują, że 90 proc. rodziców w Stanach bije dzieci.

                    - Biblia mówi: kto kocha, nie żałuje rózgi.
                    - Wiele osób nadal w to wierzy. Dawniej sądzono, że człowiek rodzi się zły. Freud też dołączył do tej tradycji, mówiąc o instynkcie śmierci. Psychoanaliza utrwaliła obraz złego dziecka, które musi się nauczyć panowania nad popędami. Twierdzę, że nienawiść to nie przejaw instynktu śmierci, lecz reakcja dziecka na wcześniejsze cierpienia. Katharina Rutschky w „Czarnej pedagogice” pokazuje, jak byli wychowywani nasi rodzice, dziadkowie. Krzyk i płacz dziecka to fanaberie. Należy je wyplenić biciem - zalecał dr Schreber, którego podręczniki miały 40 wydań. Jeden z jego synów popełnił samobójstwo, drugi był pacjentem Freuda. Dorośli są władcami dziecka, oni decydują, co jest dobre, a co złe. Dziecku jak najwcześniej należy odebrać własną wolę wszystkimi możliwymi sposobami: kłamstwem, manipulacją, siłą. Czułość jest szkodliwa, to małpia miłość. Tylko chłód i bicie przygotowują dziecko do życia. Całe pokolenia wychowano według tych zasad.

                    - A w efekcie ukształtowano przyszłych tyranów i zbrodniarzy, jak twierdzi Pani w książce „Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”.
                    - Wśród przywódców Trzeciej Rzeszy nie ma ani jednego, który nie byłby bity. Ojciec Rudolfa Hessa chciał biciem wychować go na misjonarza. Bite dziecko tłumi gniew, rozpacz, lęk i bezsilność. Zakazany gniew przeradza się w nienawiść do siebie lub innych, np. mniejszości narodowych. Hitler miał szczególne powody, by przelać swą nienawiść na Żydów. Jego ojciec Alois bił synów pejczem. Wyładowywał na nich złość za poniżenia z własnego dzieciństwa. Za biedę, brak ojca, wątpliwe pochodzenie. Babka Hitlera zaszła w ciążę, gdy pracowała jako służąca u pewnego Żyda z Grazu. Nie wiadomo, kto był ojcem dziecka: czeladnik młynarski, którego babka poślubiła pięć lat po narodzinach dziecka, jego kuzyn, ubogi rolnik, któremu oddała dziecko na wychowanie, czy wspomniany Żyd. Choć Alois zrobił karierę jako urzędnik celny, nie zapomniał poniżeń. Brał odwet na rodzinie. Mały Adolf codziennie dostawał porcję batów. Pozostawało mu zacisnąć zęby, wyprzeć się siebie i identyfikować się ze swym prześladowcą, którego w „Mein Kampf” nazywa „panem ojcem”. Wyparty gniew wrócił jako nienawiść do Żydów, którzy uosabiali upokorzoną część jego „ja”. Badania pokazują, że 60 proc. terrorystów niemieckich pochodzi z domów pastorów. Gdy możemy odczuć gniew jako integralną część siebie, nie mamy potrzeby skakać innym do gardła.

                    - Czy bicie wszystko wyjaśnia? Dziś mówi się o genetycznym uwarunkowaniu zachowań.
                    - Dlaczego zatem tylu Niemców ze złymi genami urodziło się właśnie trzydzieści lat przed Hitlerem? Żeby mógł zrobić tę robotę? Miliony ludzi pozwoliły się zdominować ideologii, tak jak byli zdominowani w dzieciństwie. Nawet intelektualiści niemieccy ulegli urokowi Hitlera. Zdolność do przeciwstawienia się otaczającej rzeczywistości nie wynika z inteligencji, lecz z dostępu do swego prawdziwego „ja”. Wychowani w pruskim chłodzie Niemcy musieli stłumić swój ból i współczucie. Wyparte uczucia musiały gdzieś znaleźć ujście. I znalazły na Żydach. To był genialny pomysł Hitlera. Jak powiedział Himmlerowi: „Gdyby nie było Żydów, należałoby ich wymyślić”. Niszczono bezbronnych Żydów, uosobienie budzącej lęk części własnej psychiki.

                    - Nie każde bite dziecko wyrasta na tyrana. Od czego to zależy?
                    - Jeśli dzieci są traktowane okrutnie przez rodziców, ale mają przy sobie choćby jedną współczującą osobę: babcię, nauczycielkę czy sąsiadkę, nie staną się w przyszłości oprawcami. Jeśli nie ma nikogo, nie pozostaje dziecku nic innego, jak zepchnąć ból w podświadomość i idealizować gwałt. Natomiast świadek oświecony to ktoś, kto wie, co znaczą urazy dzieci. Terapeuta. Jego zrozumienie pozwala doświadczyć, jak byliśmy niezrozumiani, jego uczciwość ujawnia dotychczasowe kłamstwa, jego szacunek pozwala uświadomić sobie pogardę dla siebie. Mówię o tym, by powiększyć liczbę świadków oświeconych.

                    - Czy jest różnica między klapsem i biciem? Czy każdy klaps jest urazem?
                    - Każde uderzenie jest poniżeniem dziecka. Gdy pytam matki, czy biją swoje dzieci, mówią, że tylko dają im klapsy. Wiele z nich mówi: „Nie biję dziecka, gdy jest starsze, tylko gdy małe, daję mu klapsy”. Im wcześniej, tym gorzej. Właśnie w pierwszych trzech latach życia kształtuje się nasz mózg. Dziecko, które dostaje od kochanej matki czy ojca klapsy, nie umie sobie z tym poradzić. Klaps boli. Ponieważ dziecko nie może przestać ufać tym, których kocha, uczy się nie ufać własnemu cierpieniu. W jego mózgu utrwalają się fałszywe informacje. Prowadzono badania nad maltretowanymi dziećmi rumuńskimi. Tomografia komputerowa ujawniła, że w tych rejonach ich mózgów, które kierują uczuciami, mają one o 20-30 proc. mniej połączeń nerwowych.

                    - Matka daje klapsa, by uchronić dziecko przed zagrożeniem, by nie wpadło na przykład pod samochód.
                    - Jeśli uderzymy małe dziecko, by nauczyć je, że auta są niebezpieczne, to ono nic nie będzie wiedziało o autach, tylko będzie się nas bało. Dziecko nie rozumie związku bicia z autem. Wszystkie badania na temat kary, szczególnie cielesnej, pokazują, że prowadzi ona do wzrostu agresywności u dziecka. Trzeba ratować dziecko przed samochodami, ale w inny sposób. Gdy jest starsze, trzeba z nim rozmawiać, jeśli małe - wziąć w ramiona, przytrzymać. We Francji, po spotkaniu z matk
                    • sebalda Re: Rządzi? 02.01.13, 12:35
                      Ciąg dalszy
                      We Francji, po spotkaniu z matkami karmiącymi piersią, podeszła do mnie młoda kobieta z 15-miesięcznym dzieckiem i mówi: „Daję klapsy, ale bez przemocy”. Pytam: „Czy to możliwe?” „Tak - ona mówi - bo kocham synka, nie chcę mu zadawać bólu. Ale bez klapsów on nie może się nauczyć”. „Czy nie ma pani z nim kłopotów?” - pytam. „Czasami kurczowo się mnie trzyma i nie chce bawić się z innymi dziećmi. Czy możliwe, że on się boi?” „A jeśli mąż uderzy panią, czy będzie się pani obawiała, że zrobi to ponownie?” Wtedy się okazało, że ona była strasznie bita. Musiała przestać czuć. Teraz wszyscy w rodzinie powtarzają jej, że bez klapsów nie można wychować dziecka. Powiedziałam jej: „Niech pani kocha syna tak, jak pani chce go kochać”.

                      - Były już próby wychowywania bez klapsów, bez stresu. Liberalne wychowanie nie sprawdziło się. Pokazało, że dzieci muszą znać granice.
                      - Po pierwsze, to, co nazywamy stawianiem granic, jest często naszą potrzebą. Po drugie, nie wolno mylić zaniedbania z wychowaniem w poszanowaniu wolności i godności dziecka. Nie jest wolnością, jeśli nikt nie interesuje się dzieckiem i na wszystko mu się pozwala. Rodzice w różny sposób ranią dziecko. Są obojętni, zajęci sobą. Opuszczają je w trudnych sytuacjach. Zaniedbanie jest czasem gorsze niż trauma. Czterdzieści lat temu Spitz opisał dzieci umierające w najlepszych warunkach z powodu opuszczenia przez matkę.

                      - Jak zatem uczyć dzieci, pokazywać im granice?
                      - Odwiedziła mnie znajoma z dwuletnią córką. Mała wszystkiego dotykała. Matka nie zabraniała jej tego. Uprzedziła mnie, że dziecko jest ciekawe. Schowała ostre rzeczy. Po zabawie odłożyła je na miejsce. Gdy wróciłyśmy po spacerze, mała brała rzeczy, a potem odkładała je, tak jak wcześniej matka. Dziecko uczy się obserwując zachowanie dorosłych. Gdy zabraniamy mu, zabijamy jego naturalną zdolność organizowania życia. Najważniejsza jest niewymuszona obecność matki. Obecna w ten sposób matka uważa, co robi dziecko, reaguje na jego potrzeby, zapewnia mu bezpieczeństwo, ale szanuje jego wolność i ciekawość.

                      - Jak przerwać tę klątwę pokoleń, przymus powtarzania przemocy?
                      - Pierwszym krokiem jest rozpoznanie, że to, czego sami doświadczyliśmy w dzieciństwie, nie zawsze było dobre. Wtedy przeżywamy ból, że nie można tego zmienić. Ale ten ból już coś w nas zmienia. I nie powtarzajmy, że to jest dobre. Dziś nikt nie może twierdzić, że bicie dziecka daje dobre rezultaty.

                      - Czy jest Pani za wprowadzeniem zakazu bicia dzieci?
                      - Zdecydowanie tak. W Niemczech w 1997 roku była taka inicjatywa, ale 4/5 parlamentarzystów głosowało przeciw temu.

                      - Głosowali dorośli, nie dzieci.
                      - Właśnie. W szkołach nie wolno bić obcych dzieci, ale w domu własne dziecko nadal możemy uderzyć.

                      - Najbliższe dziesięciolecie ma być wychowaniem dla pokoju. Jakie to wychowanie?
                      - Bez gwałtu i przemocy, by dzieci wierzyły, że można porozumiewać się bez bicia. Możemy mieć piękne konferencje rozbrojeniowe, ale jak długo bijemy dzieci, tak długo uczymy je przemocy i tak długo będą na świecie wojny.
    • olcia71 Re: Rządzi? 15.01.13, 13:53
      A no i szkoda, ze w moim watku nie wypowiedział sie ekspert.
      Ostatnio mamy dość często do czynienia z jej baaardzo konkretnymi żądaniami. NP. w nocy: budzi sie i wrzeszczy (oczywiście na pełny regulator) Pokazuje jak mam ją głaskać. Głaszczę więc. -Nie tak! Tak mnie głaszcz (pokazuje). Staram sie tak głaskać, ale to nie to. - Tak mnie głaszcz! - wrzeszczy wściekła ( i głaszcze się po policzku). Cały czas sie starałam robic to co mi pokazuje, ale ona cały czas była wściekła, ze nie tak. Śmieszne to aż było..
      Wczoraj np. wpadła w szał, bo ona chce sie przytulić, ale ja mam usiąść w okreslony sposób. Siadam, a ona (wszystko w ryku i trudno ja zrozumieć) mi tłumaczy jak mam trzymać nogi.... Śmiac mi sie chciało i płakać jednoczesnie. Kiedy miarka sie przebiera to stanowczo jej odmawiam. Tłumaczę, że nie ma znaczenia jak siedzę, ze najwazniejsze sie przytulić. Chodź, przytulę Cię, od razu Ci przejdzie. Jeszcze troche potrwało zanim się przekonała.
      Hmm... moze jednak wypowie sie p. psycholog, chętnie sie czegoś dowiem odnośnie takiego zachowania. Postepuje intuicyjnie, tzn z reguły ulegam, wykazuje max cierpliwosci, ale sa takie dni kiedy mam wyraźnie dość tego, ze normlane czynnosci ida jak po grudzie, nie da sie najprostszych rzeczy zrobić normalnie.
      • scher Re: Rządzi? 15.01.13, 16:19
        Opisane zachowania dziecka jak najbardziej mieszczą się w normie rozwojowej, są typowe, nie masz się czym martwić. Trzeba przeczekiwać cierpliwie te ataki histerii, pocieszać dziecko, ale nie ulegać jego dyktatowi.
        • olcia71 Re: Rządzi? 15.01.13, 17:55
          scher napisał:

          > Opisane zachowania dziecka jak najbardziej mieszczą się w normie rozwojowej, są
          > typowe, nie masz się czym martwić. Trzeba przeczekiwać cierpliwie te ataki his
          > terii, pocieszać dziecko, ale nie ulegać jego dyktatowi.
          >
          Wiesz, w sprawach błahych ulegam, natomiast kładę nacisk na sposób w jaki cos ode mnie chce wyegzekwować, uczę jak moze to inaczej powiedzieć (nie krzykiem). I kiedy mogę ulegam. Kiedy widzę, że coś dla niej jest wazne (oświecenie światła, otworzenie drzwi, głaskanie w nocy) ale w sprawach typu usiądź tu (5 cm dalej niż miejsce w którym siedzę) albo ułóż nogi tak a nie tak nie ulegam. Awantura jest, ale trudno, staram sie wytłumaczyć, że tak nie można, nie podoba mi się to i że jej pewnie by sie to tez nie podobało gdybym tego samego chciala od niej. Tu udaje nam sie w większości wypadków dogadać, podaje jej przykład i ona rzeczywiscie przyznaje, ze ona też tego by nie chciała. Ale ogólnie... ciężki okres ;o)
          • scher Re: Rządzi? 15.01.13, 21:42
            Moim zdaniem dobrze robisz. M.in. odróżniasz potrzeby dziecka od jego zachcianek.
            • sebalda Re: Rządzi? 16.01.13, 11:24
              Nadal stoję na stanowisku, że takie "żądania" dziecka nie są wyrazem jego prób rządzenia, ale jakiejś frustracji. To próba poradzenia sobie z czymś głębszym w dziecku, czymś, czego nie umie wyartykułować. Bardzo często dochodzi do takich akcji, gdy dziecko jest zmęczone albo przebodźcowane, nadmiernie pobudzone. Histeria nie jest obliczona na efekt, ale czymś, nad czym dziecko nie jest w stanie zapanować, stąd potem przeprasza, bo po czasie wie, że to jest nie ok. Ale w trakcie nie umie inaczej wyrazić frustracji. Tak myślę i tak obserwowałam w pewnej rodzinie. Dziecko już 5-letnie nadal tak się zachowywało. W ataku histerii z najbardziej błahego powodu, potrafiło wić się, wyginać w łuk, wywracać oczy do góry (matka porównywała to do scen z Egzorcysty;). Ataki następowały najczęściej, gdy dziecko budziło się nagle w nocy, tudzież po powrocie z przedszkola, bo bardzo wcześnie wstawało rano, w przedszkolu nie spało, zasypiało w samochodzie i po wyjęciu z samochodu budziło się kompletnie wytrącone z rytmu. Sama tak mam, jak mnie coś wybudzi z takiego snu;) Przemęczenie, stres, to wszystko odbija się na dziecku. Ale to nie znaczy, że ono jest rozwydrzone, roszczeniowe, nieznośne.
              A jak sobie z tym radzić? Nie wiem, siedziałam z dziećmi po 3 lata w domu, nie musiałam ich rano zrywać, miały ustabilizowane życie, dużo swobody i mojej uwagi, nie było większych problemów. Obawiam się, że jeśli nie da się wprowadzić większej stabilizacji i luzu w życiu dziecka (rzadki obecnie luksus), to pozostaje przeczekać. Z każdym rokiem dziecko samo dojrzewa, uczy się stosować inne sposoby wyrażania emocji i problemów. Oby nie gorsze:)))
              • olcia71 Re: Rządzi? 16.01.13, 12:03
                Ja wybrałam życie w domu. Zrezygnowalam z pracy, poki co jestem na wychowawczym, ale w sierpniu będe musiala zdecydować o powrocie do pracy. Na razie skłaniam sie do pozostania w domu, ale to jeszcze duzo czasu, zobacze co los przyniesie. Min dlatego, ze własnie nie chcialam życia w pośpiechu i nerwach, wiecznego niewyspania, spędzania ze sobą garstki czasu (właściwie pracujac do 17-tej pozostaje go tylko na przygotowania do snu, baaaardzo mało na wspólna zabawę). Wiem, ze są tacy, którzy sobie to chwalą. Mnie to nie uszczęśliwia. Mala ma duzo swobody. Dopiero w tym roku zaczęła uczęszczać na zajęcia w klubie malucha (od 2,5 roku) i teraz rytmiki (od 3 lat), wiec od pon do czwartku chodzimy na zajęcia i zawsze jest problem z ubieraniem, choc bardzo lubi te zajęcia. Wczesniej tez wyznawalam zasadę- nie chcesz iśc na dwór to nie idziemy, nigdy nie było tak, ze to niezbedny punkt programu kazdego dnia. Jka była cudna pogoda to starałam si przekonać małą. Jak musiałam wyjść to i tak wyszłyśmy, ale jak nie, to nie zmuszałam małej. W nocy cały czas jej poswięcałam, pozwalałam spać u siebie, nie wyzanawałam nigdy zasady, ze od pewnego wieku dziecko musi spać samo, co najwyzej tylko miałam wątpliowści czy postepuje słusznie, bo oczywiście spotkałam się z róznymi opiniami na ten temat. Długo karmiłam piersią. Hania ma wszytsko czego potrzebuje. Mimo to zderza się z uczuciami, z którymi wiem, ze sobie nie radzi. Wiem o tym, bo czasami az widać jak walczy ze sobą, jak w trakcie ataku histerii bardzo chce to opanować i powiedzieć "mamo, usiądź tak, Proszę" (słodkim glosikiem, ale już głos jej się łamie i zaczyna wrzeszczeć, bo nie potrafi tego opanować). Wtedy właśnie mam wyrzuty sumienia. Chcę przytulic, ale ona tego nie chce, wścieka się. Wykazuję max empatii, więcej niż mój mąż, który spędza z nią mniej czasu. Ale jestem człowiekiem, nie aniołem. Mam dość czasami. Pocieszam się, ze to dla niej tez lekcja. To, ze ona sobie nie radzi z emocjami to natura, ale to, ze ja mam tez swoją wytrzymałość, tak samo jest naturalne. I to, ze o tym wszystkim o czym napisałaś wiem, nie sprawia niestety, ze mnie tez nie puszczaja czasem nerwy. Ale jeżeli teoria na ustepowanie jest sluszna, to myslę, że i tak mamy większe szanse niż pokolenie do tyłu, bo wtedy dostałaby w d..ę i musiała byc cicho, bo takie królowaly wtedy metody, tak byłam wychowana ja (choć z drugiej strony matka spała przy mnie zebym mogła potrzymać choc za palec), bo takie wtedy metody byly uznawane za słuszne. Nie skrzywilo mnie to specjalnie. To z tego wynika, że moje dziecko powinno dobrze kojarzyć dzieciństwo.. ;o)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja