sylwia0318
20.03.04, 22:15
Nie zrozumcie mnie źle, ale o niczym tu nie czytam tylko o tym jak wykończyć
faceta, jak pozbawić go praw do dziecka i jak ściągnąć od niego najwięcej
kasy. Nie tylko wam jest ciężko. Mój mąż płaci alimenty na syna, jego ex
pozbawiła go praw do dziecka o nic innego jej nie chodzi tylko o kase. Ją i
sąd nie obchodzi to że nie mamy pieniędzy, że nie starcza nam na życie.
Niedawno urodziło nam się dziecko, straciłam pracę. Mąż zarabia 800 zł. na
ręke i z tego mam zapłacić 250 alimentów, kredyt za mieszkanie 350, rachunki
za światło i wodę i jeszcze przeżyć miesiąc. To graniczy z cudem. A ona ma
wychowawczy 500 zł. + alimenty. Mieszka z rodzicami, wspierają ją finansowo
moi teście. Ona zaczęła się uczyć zaocznie a ja musiałam przerwać naukę. To
ona ciągle jest ta biedna, to jej trzeba pomagać - tak wszyscy uważają. A
gdzie jestem ja, moje dziecko i mój mąż. To, że im się nie udało to przecież
nie moja wina, nie rozbiłam ich związku a wszyscy traktują mnie jak wroga,
jak tą co zabrała dziecku ojca. I ciągle słyszę od niej i "i tak będziecie
płacić" i co pół roku wnosi sprawę do sądu, a kto za to płaci - ojciec. A
przecież do zrobienia dziecka potrzeba dwojga. I co wy na to?