Witajcie!
Piszę pierwszy raz na tym forum "samodzielna mama". Szczerze mówiąc miałam
nadzieję ze nigdy nie dołączę do grona samotnych matek, że stworzę mojej
córeczce pełną i kochającą rodzinę jaką sama mam... niestety. Mimo staran
nadziei(a może mojej naiwności) nie udało się.
We wrześniu 2003r rozstałam się z mężem i nie żełuję tej decyzji. Od kiedy
go nie ma jestem spokojniejsza, nie boję się zyć we własnym mieszkaniu.
Dziecko też zyskało bo nie widzi awantur, a coraz więcej rozumie i mogłoby to
miec na nią tragiczny wpływ; nie patrzy na tatusia który całe dnie nic nie
robi tylko śpi albo go nie ma bo idzie się bawić; nie śpi w dymie
papierosowym; nie patrzy na wiecznie niewyspaną zmeczoną i zgnojoną mamę
itd...
Mieszkam z córką sama we własnym mieszkaniu, ale kozystam z pomocy rodziców i
nie widzę w tym nic złego szczególnie ze gdy byłam z mężem tez nas w całości
utrzymywali, a tak przynajmniej mają tylko nas dwie na głowie.
Teraz walczę by się z tym (...) jak najszybciej rozwieść, ale oczywiście robi
problemy.
Najchętniej pozbawiłabym drania praw rodzicielskich, ale ty chyba nie możliwe
bo nie wyządził bezpośrednio żadnej strasznej krzywdy dziecku. Żałuję że
wogóle mu powiedziałam o dziecku gdy się dowiedziałam że jestem w ciąży.
Wiem... napisałam wcześniej ze chciałam córce stworzyć prawdziwą rodzinę i
może się wydawać że sama sobie przeczę ale wierzcie mi ON JEST PSYCHOPATĄ, a
ja o tym wiedziałam wcześniej i naiwnie IDIOTKA wierzyłam że po ślubie z dala
od moich rodziców to się zmieni... i zmieniło się... na jeszcze gorzej.
Wyszło wszystko to co ukrywał przez pięć lat naszego związku
A i jeszcze jedno...
Po rozstaniu z mężem postanowiłam, że nigdy więcej nie związę się z
mężczyzną. Że wolę sama wychowywać dziecko i żeby było szczęśliwe niż narażać
ją na obcowanie z osobnikami tego pokroju co jej tatuś (tak wpisałam
wszystkich mężczyzn pod jedną linijkę!). Powiedziałam nigdy więcej i....
sprawdziło się powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" bo po latach cierpienia przy
draniu spotkałam człowieka dojrzałego odpowiedzialnego i opanowanego.
Myslałam, a nawet byłam pewna że tacy ludzie nie istnieją. Nawet moja mama
jak go poznała stwierdziła, że on urodził sie chyba nie w tej epoce. Pokochał
nie tylko mnie, ale co najważniejsze moja córeczkę jak swoją własną. Wreszcie
moje kochane malenstwo ma szanse na normalną rodzine, ale oczywiście jak się
o tym dowiedział mój jeszcze mąż to przyszedł i zaczął się żucać. Wystraszył
tym nie tylko nas ale przede wszystkim małą. Zaczął nam grozić. Skonczyło się
na tym, że wezwałam policję i powiedziałam sobie " o nie dosyc tego dobrego,
skonczyła się moja cierpliwośc". Do tej pory chciałam załatwić wszystko
polubownie bez dociekania o winie i ograniczania praw rodzicielskich.
Chciałam w sądzie pewne sprawy przemilczeć dla dobra wszystkich stron i
szybkiego rozwiązania sprawy, ale teraz już koniec dobroci, naiwności i
lekkomyślności.
Przede wszystkim zależy mi na tym żeby moja córka była szczęśliwa ZA WSZELKĄ
CENĘ nale niestety nasze prawo jest tak skonstruawane ze nie mam pojęcia jak
się do tego zabrać
Proszę POMÓŻCIE
wiem że to wszystko co chcę zrobić może wyglądać bardzo drastycznie a moje
myślenie jest nieco haotyczne ale już nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić
zeby wreszcie było dobrze bo w swoją intuicję już nie wierzę
pzdrawiam i proszę o ratunek w rospaczy
Eniga