Dodaj do ulubionych

POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHOPATĄ

08.04.04, 22:56
Witajcie!

Piszę pierwszy raz na tym forum "samodzielna mama". Szczerze mówiąc miałam
nadzieję ze nigdy nie dołączę do grona samotnych matek, że stworzę mojej
córeczce pełną i kochającą rodzinę jaką sama mam... niestety. Mimo staran
nadziei(a może mojej naiwności) nie udało się.
We wrześniu 2003r rozstałam się z mężem i nie żełuję tej decyzji. Od kiedy
go nie ma jestem spokojniejsza, nie boję się zyć we własnym mieszkaniu.
Dziecko też zyskało bo nie widzi awantur, a coraz więcej rozumie i mogłoby to
miec na nią tragiczny wpływ; nie patrzy na tatusia który całe dnie nic nie
robi tylko śpi albo go nie ma bo idzie się bawić; nie śpi w dymie
papierosowym; nie patrzy na wiecznie niewyspaną zmeczoną i zgnojoną mamę
itd...
Mieszkam z córką sama we własnym mieszkaniu, ale kozystam z pomocy rodziców i
nie widzę w tym nic złego szczególnie ze gdy byłam z mężem tez nas w całości
utrzymywali, a tak przynajmniej mają tylko nas dwie na głowie.
Teraz walczę by się z tym (...) jak najszybciej rozwieść, ale oczywiście robi
problemy.
Najchętniej pozbawiłabym drania praw rodzicielskich, ale ty chyba nie możliwe
bo nie wyządził bezpośrednio żadnej strasznej krzywdy dziecku. Żałuję że
wogóle mu powiedziałam o dziecku gdy się dowiedziałam że jestem w ciąży.
Wiem... napisałam wcześniej ze chciałam córce stworzyć prawdziwą rodzinę i
może się wydawać że sama sobie przeczę ale wierzcie mi ON JEST PSYCHOPATĄ, a
ja o tym wiedziałam wcześniej i naiwnie IDIOTKA wierzyłam że po ślubie z dala
od moich rodziców to się zmieni... i zmieniło się... na jeszcze gorzej.
Wyszło wszystko to co ukrywał przez pięć lat naszego związku

A i jeszcze jedno...
Po rozstaniu z mężem postanowiłam, że nigdy więcej nie związę się z
mężczyzną. Że wolę sama wychowywać dziecko i żeby było szczęśliwe niż narażać
ją na obcowanie z osobnikami tego pokroju co jej tatuś (tak wpisałam
wszystkich mężczyzn pod jedną linijkę!). Powiedziałam nigdy więcej i....
sprawdziło się powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" bo po latach cierpienia przy
draniu spotkałam człowieka dojrzałego odpowiedzialnego i opanowanego.
Myslałam, a nawet byłam pewna że tacy ludzie nie istnieją. Nawet moja mama
jak go poznała stwierdziła, że on urodził sie chyba nie w tej epoce. Pokochał
nie tylko mnie, ale co najważniejsze moja córeczkę jak swoją własną. Wreszcie
moje kochane malenstwo ma szanse na normalną rodzine, ale oczywiście jak się
o tym dowiedział mój jeszcze mąż to przyszedł i zaczął się żucać. Wystraszył
tym nie tylko nas ale przede wszystkim małą. Zaczął nam grozić. Skonczyło się
na tym, że wezwałam policję i powiedziałam sobie " o nie dosyc tego dobrego,
skonczyła się moja cierpliwośc". Do tej pory chciałam załatwić wszystko
polubownie bez dociekania o winie i ograniczania praw rodzicielskich.
Chciałam w sądzie pewne sprawy przemilczeć dla dobra wszystkich stron i
szybkiego rozwiązania sprawy, ale teraz już koniec dobroci, naiwności i
lekkomyślności.
Przede wszystkim zależy mi na tym żeby moja córka była szczęśliwa ZA WSZELKĄ
CENĘ nale niestety nasze prawo jest tak skonstruawane ze nie mam pojęcia jak
się do tego zabrać

Proszę POMÓŻCIE sad

wiem że to wszystko co chcę zrobić może wyglądać bardzo drastycznie a moje
myślenie jest nieco haotyczne ale już nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić
zeby wreszcie było dobrze bo w swoją intuicję już nie wierzę

pzdrawiam i proszę o ratunek w rospaczy
Eniga
Obserwuj wątek
    • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 04:51
      Fakt, duzo tu intenszwnzch emocji... Najpierw ochlon i pomysl cyego teray
      naprawde chcesz....
      Jesli nie mozesz pozbawic go praw to na pewno mozesz je znacznie ograniczyc _
      sama wiesz co robil, moze masz paru swiadkow.
      Z nimi sie niestety czesto nie da polubownie _ tez chcialam...

      Wiesz co mnie martwi?
      > Przede wszystkim zależy mi na tym żeby moja córka była szczęśliwa ZA WSZELKĄ
      > CENĘ
      Za wszelka cene to sie nic nie da zrobic. Odpusc troche ten temat to na pewno
      lepiej sie wszystko ulozy _ presja niczemu nie sprzyja, a juz na pewno nie
      szczesciu. Nie zawsze moze byc super _ wazne zeby bylo prawdziwie.
      Skonsultuj sie z jakims prawnikiem _ prawo nie jest takie straszne i nas
      chroni, trzeba tylko wiedziec jak to ruszyc i byc pewnym celu.
      • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 12:04
        mój mąż pochodzi z rozbitej rodziny. Ojciea prawie nie było w domu, znikał na
        parę dni, a jak wracał to i ch (mojego męża i jego młodszego brata... no i
        swoją żonę) katował. Matka alkocholiczka.
        Mój mąż nie skonczył praktycznie żadnej szkoły... chociaż nie wiem czy to ma
        jakieś znaczenie. Znając jego sytuację miałam nadzieję że doceni prawdziwą
        rodzinę, której nigdy nie miał. Wszyscy tak myśleli nawet jego znajomi i
        rodzina, ludzie którzy znają go znacznie dłużej niż ja. jakaż wielka była moja
        pomyłka. Bo jak docenić i pielęgnować mozna coś czego się nie zna, z czym nigdy
        nie miało się do czynienia.
        nie mógł nawet brac przykładu z rodzin swoich kolegów bo wychowywał się w
        internacie i to szkoły baletowej a wiadomo jakie tam zachodzą często relacje
        miedzy ludźmi.
        Przed ślubem już było źle i mogłam już wtedy się zorientować, ale zaslepiona
        miłością wierzyłam, że gdy wreszcie będziemy mieszkać we własnym mieszkaniu z
        dalea od wszystkich to sytuacja się poprawi. Niestety tak się nie stało. Od
        początku było źle. Potem jak się urodziła Mała przez pierwsze 2 miesiące było w
        miarę dobrze, ale potem tatusiowi znudziła się "laleczka" jak małemu dziecku
        nudzą się zabawki. Oczywiście obwiniał o to mnie mówiąc że go zniechęcam do
        opieki nad dzieckiem ciągle krytykując jego sposób zajmowania się nią. Może i
        tak żeczywiście było, ale robiłam to tylko po to żeby nie miał potem wyżutów
        sumienia jeśli dziecku coś sie stanie.

        Mijały miesiące i działo sie coraz gorzej. Zaczęły się ostre kłutnie groźby i
        pruby wyprowadzenia się z domu przez niego. Płakałam błagałam by tego nie robił
        by nas nie zostawiał. Twierdziłam, że na początku wspólnej drogi dużo małżeństw
        przechodzi przez piekło, że muszą się dotrzeć.
        Przed wakacjami znowu usłyszałam: " ja tu widzę tylko jedno rozwięzanie -
        musimy się rozstać na pewien czas. Wyprowadzę się i nie ważne czy w tym czasie
        będę kogoś miał czy nie bo to tak jakbyśmy nie byli ze sobą...".
        Zaprotestowałam, ale w wakacje wyjechałam na działkę żebysmy spokojnie mogli
        wszystko przemyśleć bez podejmowania radykalnych środków. Gdy wróciłam już
        wiedziałam, że on kogoś ma. Powiedziałam mu że trudno tylko niech się więcej z
        nią nie spotyka i wszystko będzie dobrze... otrzedł, a właściwie w końcu
        doprowadził mnie do tego, że sama go wyżuciłam.

        Świadków? nie mam ... zadbał o to by nie było nikogo kto to wszystko mógłby
        potwierdzić. Teraz widzę, ze te wszystkie lata to była tylko gra z jego strony
        by módz się wreszcie urządzić cudzym kosztem... już nie chce mi się nawet pisac
        ile nakradł i jakich długów narobił które moi rodzice spłacają do tej pory.
        Teraz patrzę na siebie tak: głupia naiwnadziewczynka z dobrego domu, która
        chciała pomódz facetowi z rynsztoka oczywiście na koszt swoich rodziców.

        Piszę to w całkowitym spokoju, wreszcie patrzę na tą cała sprawę z dystansu
        trzeźwym okiem. Nie ma tu żadnej nienawiści, żalu bo sama sobie tego piwa
        nawazyłam. Jest tylko strach nie o mnie lecz o małe bezbronne dziecko które
        jeszcz enie wie co się w koło niej dzieje. Nie chcę by miała taką psychikę jak
        jej tatuś. Ma szanse na normalną rodzinę. Mężczyzna z którym teraz jestem też
        pochodzi z pożądnej rodziny, zna i szanuje te wartości. Jest człowiekiem
        wierzącym praktykującym czego nie można było powiedzieć o moim mężu...

        znowu się rozpisałam przepraszam
        pozdrawiam Eniga

        ps. jeśli któraś z was wie jak z tym wszystki m sobie poradzić jak walczyć
        proszę napiszcie.
        a jeśli będziecie mieć trochę czasu na pogadanie to mój nr gg: 7845381
      • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 12:27
        droga e-milio,
        > Jesli nie mozesz pozbawic go praw to na pewno mozesz je znacznie ograniczyc _
        ale powiedz jak je ograniczyć, on będzie walczyć... tak na prawde nie wiem po
        co bo pojawia sie u Małej średnio raz w miesiącu na góra 20 min ze strasznie
        zbolałą mniną. żachowuje się tak jakby znowu chciał mnie wziąć na litość. Za
        każdym raze mówi ze nie ma pieniędzy na jedzenie na zapłacenie za mieszkanie,
        na początku dawałam mu pieniądze, ale on jest dorosłym człowiekiem przed 30 o
        niczego jeszcze w życiu nie dokonał wciąż tylko żeruje na kazdym kto się da
        nabrać.
        Prosze powiedz jak mu ograniczyć prawa do dziecka i żeby nie mógł jej nigdzie
        zabierać bo boję się ze ją gdzies wywiezie... obrazak jak z jakiegoś dramatu
        psychologicznego, ale nie przesadzam taka jest ta moja rzeczywistość
        Pozdrawiam Eniga
        • ewa.agnieszka1 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 12:53
          Krótka rada: cokolwiek by się nie działo, wzywaj policję. Będziesz miała
          protokoły, że cos było nie tak, w sądzie nie będą to już tylko Twoje słowa. Nie
          bój się, Facet jest pewnie odważny kiedy ma za przeciwnika Ciebie i dziecko,
          jak zobaczy że się nie wachasz zwrócić o pomoc, będzie musiał się zastanowic
          (chciałam napisać, że będzie miał pełne gacie). Jeśli potrzebujesz porady
          prawnej możesz zwrócić sie do różnych organizacji kobiecych, oni przez telefon
          udzielą Ci bezpłatnej porady, czasem nawet można się umówić na BEZPŁATNE
          spotkanie z prawnikiem. Jeśli nie znajdziesz telefonów, ja Ci je znajdę i
          przekażę po Świętach. Wszystkiego dobrego, głowa do góry, nie jesteś sama.
          • tata_malolata Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 14:13
            Ewo!
            Po co doradzasz w ten sposób - to eskalowanie konfliktu.

            Wiem - przeżyłem to co piszesz. Przy okazji - policjanci też ślepi nie są i
            czasem są w stanie wyłapać, że wezwanie jest "grubymi nicmi szyte". I to nie
            tylko mężczyźni policjanci - gdybyś chciała powiedzieć coś o męskiej
            solidarności. Miałem do czynienie z dwiema policjantkami. Jedna z nich
            powiedziała - niech sie pan nie martwi. My wiemy, że tak postepują kobiety,
            które chcą mieć dobre "papiery" do rozwodu.

            Teraz coś bardziej konstruktywnego. Do miłej Pani, autorki tego wątku.
            Zamiast na policję, zamiast do "organizacji kobiecych" i innego rodzaju
            niemądrych instytucji, zamiast do prawnika (który za pieniądze zrobi z Twego
            meża pijaka, narkomana i zboczeńca) zastanów się gdzie pójść po PRAWDZIWĄ POMOC
            W ROZWIĄZANIU PROBLEMU.

            A rozwiązaniem problemu nie jest "EKSTERMINACJA" Twojego męża.

            Tak, tak. Ty byś chciała by on nie istniał, chciałabyś go zapomnieć, co gorsza
            chciałabyś by nie było go dla dziecka.

            Nie myśl, że nie zauważyłem w tytule, że uzywasz zwrotu: "ojciec mojego
            dziecka". A co do licha: nie jest to Twój mąż? Po drugie czy to Twoje dziecko
            czy Wasze? A może warto by zdać sobie sprawę, że to właściwie to nie ono jest
            Wasze ale Wy jesteście dla niego. Lepsi czy gorsi, piekni czy brzydcy, mądrzy
            czy nie bardzo. Ale jesteście dla niego RODZICAMI, których oboje bardzo mu
            potrzeba, i dziś, i przez kilkanaście najbliższych lat.

            Jesteś w stresie, depresji, nerwach, emocjach i to widać. Ale ZACIERANIE i
            WYMAZYWANIE przeszłości jest po prostu niemożliwe. Nie da się.

            Piszesz: "...Najchętniej pozbawiłabym drania praw rodzicielskich..."
            A co byś powiedziała gdybyś to Ty była ich pozbawiona. Pomyśl gdybyś była w
            odwrotnej sytuacji i Twój mąż powiedziałby: to prawda - "nie wyządziła
            bezpośrednio żadnej strasznej krzywdy dziecku" ale....

            Zresztą nie o prawa ojca w tym wszystkim chodzi. Chodzi O PRAWO DZIECKA DO
            POSIADANIA OJCA.

            Piszesz: "po rozstaniu z mężem postanowiłam, że nigdy więcej nie związę się z
            mężczyzną.(...) Powiedziałam nigdy więcej i.... spotkałam człowieka dojrzałego
            odpowiedzialnego i opanowanego"

            No to długo trwało to "nigdy" - mamy dziś kwiecień 2004 więc od września 2003
            całe SZEŚĆ MIESIĘCY.
            Powiem tyle: Zastanów się. Z Twojej strony - choć możesz zarzekać się, że tak
            nie jest - może to być tylko sposóbn na zapomnienie. Z jego strony zobaczysz,
            oby nie - znam takiego człeka, który chętnie pocieszał zostawione dziewczyny
            (na koncie miał dwie) ale zobowiązać się na dłużej ? Co to to nie. Tu dodatkowo
            jest przecież dziecko.

            Piszesz: "Myslałam, a nawet byłam pewna że tacy ludzie nie istnieją. Nawet moja
            mama jak go poznała stwierdziła, że on urodził sie chyba nie w tej epoce"
            No i masz babo placek. Jeśli najważniejszym autorytetem jest "mamusia" to mamy
            klasyczny do bólu przypadek zależności córki od matki.

            No a wracając do ROZWIĄZANIA PROBLEMU.
            Radzę Ci - w każdym większym mieście są tzw. Ośrodki Interwencji Kryzysowej.
            Siedzą tam psychologowie - porady są bezpłatne.
            Można iśc we dwójkę. Weź swojego męża.

            Można iść do psychologa nawet nie po to by się pogodzić i wrócić do siebie .
            Można tam iść by "jakoś" się porozumieć nawet gdy nie będziecie już razem.

            Radzę Ci - unikaj konfrontacji. Unikaj porad organizacji kobiecych i adwokatów.
            To będzie prowadzić do tego, że podtrzymają Cię oni w Twoim stanie wściekłości
            i nienawiści, zrobią z Was (z Ciebie i męza) przeciwników. Gdy Ty wyciągniesz
            rękę - łatwiej będzie Twojemu mężowi postarać się zrobić także coś lepiej. Może
            będzie umiał się postarać.

            A Twoim zwycięstwem nie będzie likwidacja męża a wręcz przeciwnie - zapewnienie
            dziecku ojca i dobrych z nim relacji. Za to Twoja córka za 20 lub 30 lat będzie
            Ci wdzięczna.
















            • iwona3 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 14:39
              Jezus Maria, mam tylko jedno pytanie: czy ty jesteś normalny?
            • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 14:51
              Tato malolata - jestem oburzona!!!
              Organizacje kobiece nie podtrzymuja w stanie wściekłości, ale w stanie zdrowego
              postanowienia walki o siebie!!!
              Najlepiej, żeby kobieta całe zycie znosiła drania obiboka, bo jak zapragnie być
              szczęśliwa to jest ta zła. Oburzajace!
              Ojciec, który krzywdzi matke, krzywdzi tak samo dziecko - związek kobiety z
              dzieckiem jest tak silny, że ich emocje wpływają na siebie nawzajem -
              porozmawiaj na ten temat z psychologiem, których tak cenisz - stres wpływa na
              jakość pokarmu, również odżywczą (to wie każdy pediatra).
              Nikt nie ma obowiązku znoszenia chorego układu, a "dla dobra dziecka" jest
              stworzenie spokojnego szczesliwego domu, co czasami oznacza 2 osoby a nie 3.
              Poza tym terapia trwa. Latami. A przypadek opisanego tu oana jest dość ciężki.
              Niech sie leczy to dobry pomysł, tylko niech sie sam doprowadzi do porzadku,
              niekoniecznie kosztem i w obecnosci malego dziecka i kobiety, ktora juz dosc
              przez niego wycierpiala.
              A powoływanie sie na opinie matki nie swiadczy o uzaleznieniu od niej
              (klasycznym przykladem jest raczej pepowinka laczaca z mama duzego synusia niz
              corke). Choc faktycznie ja uwazam, ze w tym wieku nie powinno sie juz byc
              zaleznym finansowo od rodzicow.
              • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 15:07
                Eniga!
                Ojciec dziecka, o ktorym piszesz ze pochodzi z rozbitej rodziny, moze nie tyle
                nie docenil tego co chcialas mu dac, ale po prostu nie potrafil. Czasami wbrew
                szczerym checiom niuemiejetnosc jest tak duza, ze uniemozliwia stworzenie z
                kims partnerskiego ukladu - podswiadomoscia czlowieka rzadza rozne kody,
                doswiadczenia z dziecinstwa, wzorce lub ich brak i trzeba naprawde ogromnie
                duzo pracy zeby to zmienic. Ale podstawowy warunek - trzeba tego chciec! I to
                nie dla kogos a dla siebie - dostrzec swoje wlasne deficyty by moc to
                przepracowac i zyc pelniej, lepiej. A czy on chce - tego nie wiem... To wymaga
                ogromnego i dlugotrwalego wysilku, ale nie nie jest niemozliwe - wiem z
                autopsji - chciec to móc smile
                Ograniczyc prawa mozesz juz poprzez samo sadowne ustalenie kontaktow ojca z
                dzieckiem - warto to zrobic jesli facet jest nieobliczalny - piszesz ze sie
                boisz ze moglby wywiezc mala. Wtedy poza ustalonymi terminami wizyt dziecko
                przebywa domyslnie pod Twoja opieka i mozesz to egzekwowac rowniez przy pomocy
                policji. Moja rada - zrob to i nie zyj w strachu. To nie sluzy ani Tobie ani
                malej - dziecko potrzebuje spokoju i ustabilizowanych warunkow zycia.
                Nie daj sie wziac na litosc ze on nie ma kasy! To oburzajace! To dorosly facet,
                ktory powinien zapewnic bezpieczenstwo swojej rodzinie, a nie przychodzic do
                matki swojego dziecka, ktora zostawil, po pieniadze. Mial szanse, niech sobie
                radzi sam i dorosnie - i nie zwalniaj go z alimentów - do urodzenia dziecka
                potrzeba 2 osób, a nie jednej.
                Jesli jestes z wARSZAWY MOGE PODAC cI KILKA TELEFONOW POD KTORE MOZESZ
                ZADZWONIC I KTOS NIEODPLATNIE UDZIELI CI POMOCY - ups, capslok mi sie
                wlaczyl... wink
                Mysle tez ze nie zaszkodzila by Ci wizyta u psychologa - taka rozmowa moglaby
                pomoc Ci uporzadkowac swoje emocje w stosunku do niego i pomogla pewniej
                walczyc o swoje prawa i spokoj Twoj i dziecka.
                • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 15:09
                  Jesli masz takie obawy, ze on ja gdzies wywiezie, to nie zostawiaj ich samych,
                  albo wystap o wizyty w obecnosci kurator. Jesli zdecydujesz sie na zalozenie
                  sprawy o ustalenie kontaktow mozesz wystapic o bieglego psychologa i badania
                  (niw wiem jak to dokladnie z tym jest - moze ktos inny Ci podpowie, ale wiem,
                  ze jest taka mozliwosc)
            • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 15:14
              Tata malolata pisze:

              "Nie myśl, że nie zauważyłem w tytule, że uzywasz zwrotu: "ojciec mojego
              dziecka". A co do licha: nie jest to Twój mąż? Po drugie czy to Twoje dziecko
              czy Wasze?"

              Ktoz kto sie zachowuje tak jak ten pan to nie jest maz. Moze ma obraczke, ale
              mozna byc mezem i bez niej. A on najwyrazniej nim nie jest. Nie zachowuje sie
              jak maz i nie spelnia tej roli.
              Nie zachowuje sie rowniez jak ojciec. To ze jest biologicznym ojcem nie daje mu
              prawa do szarpaniny emocjonalnej z matka i dzieckiem. Ojciec ma nie tylko
              prawa, ale i obowiazki. A on tej roli rowniez nie spelnia.
              Zamiast chronic i wspierac - rani. Ani to maz ani ojciec.
            • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 15:59
              drogi Tato_małolata,
              z tego że czesto udzielasz się na tym forum, pytasz o różne żeczy i odpowiadasz
              innym wnioskuję ze jesteś normalnym odpowiedzialnym ojcem tylko po prostu nie
              dogadywałeś sie ze swoją zoną...
              wedz więc że nie wszyscy męzczyxni są tacy. Zdażają sie dranie tacy na jakiego
              właśnie ja trafiłam i nie pisze tego w złości czy z nienawiści. Po prostu taka
              jest prawda i koniec kropka bez dyskusji (chciałabym żebyś go poznał i sam
              ocenił)

              Teraz odpowiedź na twoje złosci wrrrrrrrr:
              > Wiem - przeżyłem to co piszesz. Przy okazji - policjanci też ślepi nie są i
              > czasem są w stanie wyłapać, że wezwanie jest "grubymi nicmi szyte".
              wezwałam policję bo przyszedł o 5.45 nad ranem i groził że nas pozabija.
              Wezwałam ale o tym ze groził nic policji nie powiedziałam bo nie zależy mi na
              tym żeby dziecko miało tatusia w więzieniu.
              Obudził nas DZIECKO! a mała musiała patrzeć jak się tatuś awanturuje i się
              przestraszyła i zaczęła płakac (dobry ojciec który troszczy się o dziecko? nie
              sądzę)

              > Nie myśl, że nie zauważyłem w tytule, że uzywasz zwrotu: "ojciec mojego
              > dziecka". A co do licha: nie jest to Twój mąż? Po drugie czy to Twoje dziecko
              > czy Wasze?
              czepiasz się słówek z tym nasze wasze moje jego ...
              fakt jest taki: żeby być tatusiem nie wystarczy zrobić. Nie odrazu go
              skreśliłam. Wmawiałam sobie, że to wina jego sytuacji rodzinnej, a właściwie
              jej brak; że niektórych mężczyzn przeraża gdy pojawia się dziecko ale potem
              jest dobrze; wmawiałam sobie ze to okres przejściowy związany z brakiem pracy i
              tym że utrzymóją nas moi rodzice; wiele innych rzeczy sobie wmawiałam zeby
              tylko wytłumaczyć jego zachowanie... obwiniałam siebie swoich rodziców, cały
              świat bo on był biedny i nieszczęśliwy przez całe życie
              nie robie z siebie ofiary bo wiem ze w tym wszystkim też zawiniłam co zresztą
              tam piszę

              A może warto by zdać sobie sprawę, że to właściwie to nie ono jest
              > Wasze ale Wy jesteście dla niego. Lepsi czy gorsi, piekni czy brzydcy, mądrzy
              > czy nie bardzo. Ale jesteście dla niego RODZICAMI, których oboje bardzo mu
              > potrzeba, i dziś, i przez kilkanaście najbliższych lat.
              tak my jesteśmy dla niego i tu jest problem - uświadomić to mojemu mężowi. On
              wszystko co robi działa przeciwko dziecku... nawet nie chce mi się o tym pisać
              ale mały przykład (bił mnie po twarzy gdy trzymałam dziecko na rękach, nie
              mocno ale dziecko na to patrzyło)(pomijając fakt jakim prawem wogóle mnie
              uderzył); jego stwierdzenie "odchodze nie będę przychodził nie będę się
              dzieckiem interesował a jak w przyszłosci będzie jej zależeć zeby mnie poznać
              to sama mnie znajdzie". Uważam to za karygodne, co by było gdybym tak samo
              powiedziała wtedy śpiewałbyś drogi Tato_malolata inaczej.

              > Jesteś w stresie, depresji, nerwach, emocjach i to widać. Ale ZACIERANIE i
              > WYMAZYWANIE przeszłości jest po prostu niemożliwe. Nie da się.
              powtażam jeszcze raz NIE KIERUJĘ SIE ŻADNYMI NEGATYWNYMI ODCZUCIAMI!!! a z tą
              przeszłością to wiem że sie jej nie da wymazać a szkoda

              > Piszesz: "...Najchętniej pozbawiłabym drania praw rodzicielskich..."
              > A co byś powiedziała gdybyś to Ty była ich pozbawiona. Pomyśl gdybyś była w
              > odwrotnej sytuacji i Twój mąż powiedziałby: to prawda - "nie wyządziła
              > bezpośrednio żadnej strasznej krzywdy dziecku" ale....
              człowieku zastanów się co Ty piszesz bo mam wrażenie że kąpletnie Ci odbiło
            • kruszynka301 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 15:59

              > Jesteś w stresie, depresji, nerwach, emocjach i to widać. Ale ZACIERANIE i
              > WYMAZYWANIE przeszłości jest po prostu niemożliwe. Nie da się.

              > Zresztą nie o prawa ojca w tym wszystkim chodzi. Chodzi O PRAWO DZIECKA DO
              > POSIADANIA OJCA.
              >
              > Piszesz: "po rozstaniu z mężem postanowiłam, że nigdy więcej nie związę się z
              > mężczyzną.(...) Powiedziałam nigdy więcej i.... spotkałam człowieka dojrzałego
              > odpowiedzialnego i opanowanego"

              Enigo!
              Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale już zrobiłaś bardzo dużo, aby twoja córa miała normalny dom i prawdziwego tatę. Poznałaś odpowiedniego człowieka, który opiekuje się Wami. Gratulacjewink)).
              jestem zdania, że jeżeli w przeszłości było źle, to trzeba ją zostawić w diabły i NIE OGLĄDAĆ SIĘ ZA SIEBIE. To, co było, nie wróci.


              Tato-małolata, możesz mi wytłumaczyć, po co próbować jeszcze raz z facetem który się nie sprawdził???? Jaki to ma sens? Przeceniasz rolę biologicznego ojca.
              Prawo dziecka do posiadania ojce jest święte. Zgadzam się w 100%. Ale ojcem jest ten, który jest z dzieckiem na co dzień, który go odprowadza do przedszkola, który pomaga odrabiać lekcje, a nie ten, który 1-2 razy w miesiącu zabierze dziecko do zoo.

              Enigo.
              Co do rozwodu, to jeśli razem nie mieszkacie, jeśli Ty kogoś masz to nie sądzę, abyś miała jakiekolwiek kłopoty w sądzie. Może wystarczy Ci rozwód bez orzekania o winie, wtedy żadne "dowody" nie będą potrzebne. U mnie skończyło się na 1 rozprawie.

              pozdrawiam




              • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 14.04.04, 22:38
                droga Kruszynko,
                napisałaś mi przed świetami:
                > Co do rozwodu, to jeśli razem nie mieszkacie, jeśli Ty kogoś masz to nie
                sądzę,
                > abyś miała jakiekolwiek kłopoty w sądzie. Może wystarczy Ci rozwód bez orzekan
                > ia o winie, wtedy żadne "dowody" nie będą potrzebne. U mnie skończyło się na
                1
                > rozprawie.
                powiedz mi proszę jak tego dokonaliście , że wystarczyła tylko jedna rozprawa.
                Słyszałam, ze sądy nie są specjalnie przychylne ludziom którzy się rozwodzą tym
                bardziej jeśli jest dziecko. Słyszałam również że sędziami w tych spawach
                często są kobiety, i że nie są specjalnie przychylne innym kobietom
                pozdrawiam serdecznie
                eniga
                • kruszynka301 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 15.04.04, 16:16
                  Witam!
                  U mnie skończyło się na 1 rozprawie (nie liczę wstępnej). eks w pozwie napisał, że powodem rozwodu było pobicie (tzn ja go strasznie pobiłam). Kiedy sędzina spytała się go, w jakich okolicznościach nastapiło pobicie, on beznamiętnie wyjaśnił, że wtedy, kiedy byłam w 3 miesiącu ciąży a on mi oznajmił, że chce odejść do kochanki. No i dostał w twarzwink)).
                  Sędzina tak na niego naskoczyła, że ja właciwie nic nie musiałam mówić.Potwierdziłam tylko jego wersję.

                  Sąd uznał, że nie ma szans na uratowanie związku, powiedział, że jeszcze się nie spotkał z takim kretynem i - orzekł o rozwodzie.
                  rozprawa trwała jakieś 30 minut.
                  Dodam, że mieliśmy rozwód bez orzekania o winie, bez adwokatów, wysokość alimentów wcześniej sobie omówiliśmy. Oboje chcieliśmy rozwodu, i nic ponad to.

                  Jeżeli Ty z kimś już mieszkasz, no to wg mojego sądu (Katowice), występuje trwały rozpad i nie ma szans na powrót. U mnie eks sam się przyznał, że mieszka z kochanką.
                  Co do przychylności kobietom - na szczęście pierwszy był przesłuchiwany eks, a on, delikatnie mówiąc, nie potrafi sobie zjednać ludzi. Kiedy powiedział, że ma już drugie dziecko, poczęte w dniu, gdy leżałam po porodzie w szpitalu i że nie widzi nic w tym dziwnego, no to był załatwiony.
                  Ja naprawdę nie byłam przesłuchiwana, sędzina się tylko współczująco spytała, czy kogoś mam, no i życzyła mi szczęścia.
                  Za "drastyczność" opisów eks dostał 3.000 kosztów sądowych - a dużo nie zarabiał.

                  kiedy czytam opisy innych dziewczyn, dotyczące rozwodu, no to mam dość. W moim przypadku rozwód nie był taki straszny, a gdy przypomnę sobie minę eksa, nie wiedzącego, dlaczego na biedaka wrzeszczy Wysoki Sąd, do tej pory się śmieję. Jeszcze dzień rozwodu zaczął się tym, że eks przyszedł do mnie do domu, bo mu.... uciekł autobus..... No i na rozprawę jechaliśmy razem, w sumie w dobrych humorachwink))) I w jeszcze lepszych wracaliśmy..... też razem.


                  pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, wszystko będzie dobrze
            • mayka_g Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 16:01
              Nie wiem czy wiesz, że w "organizacjach kobiecych" to prawnicy zwykle
              nieodpłatnie udzielają porad [wiem, bo korzystałam].

              Czyżbyś miał jakiś uraz??

              Kobieta przestaje się wreszcie bać i wie że nie musi na pewne zachowania
              pozwalać. Można też dowiedzieć sie jak sie bronić skutecznie.
              A jeśli chodzi o psychologa to jak najbardziej się zgadzam. Ale prawnik
              również. Jedno drugiego nie wyklucza.

              A swoją drogą, dlaczego on nie miałby ręki wyciągnąć??

              Pozdrwiam,
            • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 16:37
              > Zresztą nie o prawa ojca w tym wszystkim chodzi. Chodzi O PRAWO DZIECKA DO
              > POSIADANIA OJCA.
              posiadac to można samochód a ojciec to człowiek a człowiek to istota myśląca,
              chociaż mam pewne co do tego wątpliwości

              > Piszesz: "po rozstaniu z mężem postanowiłam, że nigdy więcej nie związę się z
              > mężczyzną.(...) Powiedziałam nigdy więcej i.... spotkałam człowieka
              dojrzałego
              > odpowiedzialnego i opanowanego"
              >
              i dalej sama dodałam ze może się to wydawać dziwne i mi sie to wszystko też
              jeszcz w głowie nie mieści, ale co mam na to poradzić ... powiedzieć nie to
              jeszcze za wcześnie? a jeśli juz nikogo takiego nie spotkam?

              > No to długo trwało to "nigdy" - mamy dziś kwiecień 2004 więc od września 2003
              > całe SZEŚĆ MIESIĘCY.
              > Powiem tyle: Zastanów się. Z Twojej strony - choć możesz zarzekać się, że tak
              > nie jest - może to być tylko sposóbn na zapomnienie. Z jego strony zobaczysz,
              > oby nie - znam takiego człeka, który chętnie pocieszał zostawione dziewczyny
              > (na koncie miał dwie) ale zobowiązać się na dłużej ? Co to to nie. Tu
              dodatkowo
              wiem że nie długo to trwało, ale cóż życie lubi płatać figle i przeczyć temu
              czego człowiek niby jest pewien
              Z mojej strony nie jest to sposób na zapomnienie NAPEWNO!!!
              A co do mojego obecnego partnera to on chce sie ze mną związać. Ni edla kożyści
              materialnych, nie dla seksu, nie dla tego że jetem ładna... ale dla tego ze
              jestem sobą, ze jestem silna, kochająca, opiekuncza i szanuję drugiego
              człowieka. Dla tego że widzę i potrafię doceniać
              aaa i kocha też moją córeczkę i sie nią zajmuje tak jak prawdziwemu tatusiowi
              sie nie chciało

              > Piszesz: "Myslałam, a nawet byłam pewna że tacy ludzie nie istnieją. Nawet
              moja
              >
              > mama jak go poznała stwierdziła, że on urodził sie chyba nie w tej epoce"
              > No i masz babo placek. Jeśli najważniejszym autorytetem jest "mamusia" to
              mamy
              > klasyczny do bólu przypadek zależności córki od matki.
              pomyłka. Zawsze robiłam wszystko na odwrót do tego co mówiła moja mama. I teraz
              tego żałuję. To mądra kobieta i tak jak inni odradzała mi małżeństwa z moim
              mężem. Miała rację.

              > No a wracając do ROZWIĄZANIA PROBLEMU.
              > Radzę Ci - w każdym większym mieście są tzw. Ośrodki Interwencji Kryzysowej.
              > Siedzą tam psychologowie - porady są bezpłatne.
              > Można iśc we dwójkę. Weź swojego męża.
              jasne tylko kto go nakłoni do pójścia do psychologa. On tego typu tudzi wyzywa
              od idiotów debili a im bardziej człowiek wykształcony to dla niego jest to tym
              większy kretyn, moze dla tego ż esam nie skończył nawet średniej szkoły
              Ja jestem bardzo chętna do kontaktów z każdym kto może w tej sytuacji pomódz
              ale nie on. On uważa siebie za wyrocznię

              > Radzę Ci - unikaj konfrontacji. Unikaj porad organizacji kobiecych i
              adwokatów.
              > To będzie prowadzić do tego, że podtrzymają Cię oni w Twoim stanie
              wściekłości
              > i nienawiści, zrobią z Was (z Ciebie i męza) przeciwników. Gdy Ty wyciągniesz
              > rękę - łatwiej będzie Twojemu mężowi postarać się zrobić także coś lepiej.
              Może
              >
              > będzie umiał się postarać.
              aha, a świstak siedzi i zawija je w sreberka...
              nawet nie wiesz ile razy wyciagałam rękę, nawet po rozstaniu zeby zachęci go do
              kontaktłów z dzieckiem, żeby jak przychodzi atmosfera była miła i zeby go nie
              zrazac. Wybacz ale jeśli po tym wszystkim on grozi mi śmiercią używając słów "
              odwal sie bo Ci w gębę przypierdolę suko, bo cie zabiję szmato..." to wybacz
              ale koniec tego dobrego. Tym bardziej, że mówił a właściwie wrzeszczał szarpiąc
              się ze mną przy dziecku

              > A Twoim zwycięstwem nie będzie likwidacja męża a wręcz przeciwnie -
              zapewnienie
              >
              > dziecku ojca i dobrych z nim relacji. Za to Twoja córka za 20 lub 30 lat
              będzie
              >
              > Ci wdzięczna.
              nie będę mówić za co moja córeczka może mi być wdzięczn z albo nie bo nie lubię
              mówić za kogoś a ona jest jeszcze malutka i sama nie potrafi więc przemilcze tą
              sprawę a za 20 czy 30 lat jak jeszcze będzie istnieć to forum to sama Ci napisze
              pozdrawiam serdecznie i bez urazy
              eniga
              • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 17:02
                dziękuje bardzo wam wszystkim za wsparcie. Czuję dzieki wam że sobie poradzę.
                Nawet wbrew pozorom tata_malolata też mi pomógł - utwierdził mnie w przekonaniu
                że mam rację.
                Dziękuję wam jeszcze raz i piszcie do mnie jakbyście jeszcze coś wiedziały co
                mogłoby pomódz.
                Teraz na święta jadę do rodziców a oni nie mają komputera ale jak wrócę to
                napewno sie odezwę.

                A wszystkim życzę zdrowych spokojnych porodnych i pełnych ciepła rodzinnego
                świąt
                Eniga
                • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 17:50
                  i o to chodzi... smile
              • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 09.04.04, 17:49
                Eniga!
                Jesli facet Cie bil po twarzy jak trzymalaś dziecko na rekach... Nie bede tego
                komentowac, bo cisna mi sie na usta w duzej ilosci same niecenzuralne slowa.
                On nie jest warty zadnej Twojej uwagi, ani nerwow, to zwykly sku....
                A jak Ci grozi o 5 rano, ze cie zabije to jak najbardziej zglaszaj to na
                policji - wlasnie ze wzgledu na dziecko, zeby nie bylo wiecej swiadkiem takich
                awantur - nie twoja wina jak trafi do wiezienia, tylko jego. a wy bedziecie
                bezpieczne. nie stworzysz malej na sile pozytywnego wizerunku ojca - lepiej
                zeby tatus byl w wiezieniu niz zabil mamusie, albo nawet grozil i obrazal.
                On nie ma prawa Cie tak traktowac!!!
                Nie przejmuj sie tym co pisze tata malolata - moze on po prostu nie zrozumial
                co to za facet... Po tym jak cie traktowal masz prawo do negatywnych emocji -
                to jak najbardziej zdrowa reakcja. nie wolno nikogo bic, grozic ani obrazac.
                chron sie przed tym
                • tata_malolata Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 21.04.04, 10:09
                  e-milia44 napisała:
                  > Nie przejmuj sie tym co pisze tata malolata - moze on po prostu nie zrozumial
                  > co to za facet...
                  -----------------

                  Może taki jest, może to prawda i wówczas przepraszam, zgadzam się i ustępuję.

                  Ale może nie do końca tak jest...

                  Trzeba rozróżnić dwie formy tzw. przemocy.

                  Jedną - sadystyczną, przejawiającą się długotrwałym znecaniem się zarówno
                  psychicznym jak i fizycznym. Sadystyczną - bo bez powodu, dla "przyjemności",
                  dla wyżycia się i zrzucenia z siebie swoich stresów itp.

                  Drugą - impulsywną, wywołaną sytuacją, stresem, czasem prowokacją. Gdy zanika
                  przyczyna - zanika agresja.

                  Myślę, że w tym przypadku mamy do czynienia z tym drugim wariantem. Nie
                  usprawiedliwiając jakiejkolwiek formy przemocy (bo nawet gdy faceta szlag
                  trafia to powinien panować nad sobą), myślę że trzeba także z drugiej strony
                  spojrzeć na takie sytuacje.
                  Pomyślcie: gdyby Wam, ktos zabrał dziecko, uniemożliwił widzenie go to co
                  czułybyście, czy potrafiłybyście panować nad rozpaczą, gniewem, tęsknotą ???

                  Oczywiście trudno teraz po tym co się wydarzyło uniknąć negatywnych emocji.
                  Jest jednak ZAWSZE szansa na choćby na "jakie takie" porozumienie i dogadanie
                  się.
                  Trzeba się nie obrażać tylko próbować. Nie jest w sumie ważne KTO MA RACJĘ lub
                  CZYJA WINA. Ważne jest by WYPROSTOWAĆ życie dziecka i jego relacje z rodzicami.



                  • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 21.04.04, 21:56
                    tatomalolata
                    każdy z nas ma w życiu stresujące sytuacje - i mężczyźni i kobiety. To nie
                    usprawiedliwa agresji - trzeba ją odróżnic od złości i gniewu. Nie sztuką być
                    milym gdy jest latwo, ważne jest jak czlowiek reaguje w sytuacjech
                    ekstremalnych. A w opisanym tu związku ich przyczyna był własnie ów broniony
                    tatus. Nie widze dla niego usprawiedliwienia. Krzywdzil swoja zone i dziecko.
                    • tata_malolata Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 22.04.04, 10:33
                      Napisałem przecież - nie usprawiedliwiam przmocy.
                      Chciałem tylko by spojrzeć na to z innej strony.
                      To nie sadysta, który nie nadaje się do "resocjalizacji". To niezbyt może mądry
                      facet, któremu zabrano rodzinę, dom...

                      A jeśli sytuacja wyglada tak właśnie to jest szansa na poukładanie wszystkiego.
                      Choćby nawet nie byli razem to mają OBOJE obowiązek schować juz teraz swoje
                      żale, pretensje i postarać się by jakoś dać dziecku to co się mu należy od
                      rodziców.
                      • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 23.04.04, 10:24
                        Nie tylko dziecku sie nalezy, ale rodzicom rowniez. Niekt mu nie zabral rodziny
                        i domu - to on chcial zniszczyc swoja rodzine, zone i dziecko.
                      • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 23.04.04, 10:26
                        Schoeac zale. Czyli zgodzic sie na to samo i dalsze takie traktowanie. Bo facet
                        sie nie zmienil i nie zmienia. I nie chce. Wiec jakie zale. Beda nowe. I po co.
                        Bzdura. Wybaczyc mozna komus kto si o to stara i nie chce juz krzywdzic. W
                        innym wypadku tez mozna - ale wtedy nie mozna juz z taka osoba zyc.
                      • eniga Re: nikt nie zabrał mu rodziny, to on nas zostawił 27.04.04, 18:19
                        Drogi tato_malolata,
                        pisałeś ze trzeba rozróżnić dwie formy tzw. przemocy:
                        Jedną - sadystyczną, przejawiającą się długotrwałym znecaniem się zarówno
                        psychicznym jak i fizycznym. Sadystyczną - bo bez powodu, dla "przyjemności",
                        dla wyżycia się i zrzucenia z siebie swoich stresów itp.

                        Drugą - impulsywną, wywołaną sytuacją, stresem, czasem prowokacją. Gdy zanika
                        przyczyna - zanika agresja.

                        tak sobie to na początku tłumaczyłam że to stres, niewiara w siebie, a nawet
                        prowokacja z mojej strony. Wmawiałam to sobie i innym. Jednak choćbym bardzo
                        chciała to nie jestem aż tak ślepa i naiwna.
                        Jemu nikt rodziny nie odebrał. Sam nas zostawił... dla innej i ona mu daje sobą
                        manipulowac.
                        Właściwie to on chciał nas zostawić już dawno temu, ale ja go błagałam żeby
                        został więc zaczął robić coraz gorsze rzeczy i badał ile wytrzymam. W sumie to
                        chyba dopiero kiedy pojawiła się ona to przejrzałam na oczy. I to nie samo
                        pojawienie się jej ale to jak zaczął traktowac dziecko.
                        Po tym wszystkim zaczęłam dostrzegać ta pierwszą formę przemocy o której
                        wsomniałeś: sadystyczną bezwzględną i cholernie dobrze przemyślaną i tu nawet
                        nie chodziło o zrzucanie z siebie stresów. On czerpał z tego niesamowitą
                        przyjemność i nadal czerpie. Jest to człowie bardzo inteligentny, potrafiący
                        bardzo zręcznie manipulować wszystkimi nie tylko mną.
                        Nie zabrałam mu dziecka wręcz przeciwnie starałam się by mimo rozstania miał z
                        nią jak najczęstrzy kontakt. Gdy przychodził zawsze go przyjaxnie witałam zeby
                        nie miał powodu czuć się źle i w ten sposób zachęcić go do częstrzych wizyt
                        (ale nie po to zeby się zejść). On sam zrezygnował z częstych kontaktów z
                        dzieckiem i jak przychodzi to zaczyna się teraz nią posługiwać żeby mnie dalej
                        niszczyc. Nie wiem o co mu chodzi. Ostatnio wszedł i zaczął mi grzebać w moich
                        rzeczach, a jak mu zabroniłam to był bardzo niezadowolony i chciał iść.
                        Zapytałam sie czy nie chce zostać i pobawić sie z małą? Wtedy postanowił wmówić
                        mi że zabroniłam mu zbliżac się do dziecka i wyszedł. Nigdy nic takiego nie
                        powiedziałam nawet w złości ani nic co mogłoby takie stwierdzenie sugerowac. A
                        biedne maleństwo stało zdziwione dlaczego tatuś nie chce nawet na nią spojrzeć.
                        Czy uważasz to za normalne zachowanie dorosłego człowieka? Czy powinno sie
                        wplątywać dziecko w waśnie rodziców? Posługiwać się dzieckiem?

                        STARAŁAM SIĘ Z NIM POROZUMIEĆ na wszelkie sposoby,
                        Nie twierdzę ze tu jest tylko jego wina i że ja mam rację, ale nawet gdybym
                        baaaardzo chciała usprawiedliwiać jego zachowanie to po prostu się nie da.
                        Pytanie do Ciebie... CZEMU STARASZ SIĘ BYĆ TAKI ŚLEPY I NIE DOSTRZEGAĆ ŻE SĄ NA
                        ŚWIECIE ŹLI FACECI BO SĄ TAK JAK ZŁE KOBIETY. ZOSTAŁA URAŻONA TWOJA MĘSKA DUMA.
                        NIE WIEM JAKI BYŁ POWÓD ALE Z TWOICH WYPOWIEDZI WNIOSKUJĘ ŻE ZOSTAŁEŚ BARDZO
                        ZRANIONY. MOŻE TY NALEŻYSZ DO TYCH DOBRYCH ALE NIE BRON NA SWOIM PRZYKŁADZIE
                        INNYCH MĘŻCZYZN BO LUDZIE RÓŻNIĄ SIĘ OD SIEBIE. POWTARZAM SĄ LUDZIE DOBRZY I
                        ŹLI. mAJĄ ROZUM I MUSZĄ SIĘ NIM POSŁUGIWAĆ. nIE SĄ BEZMYŚLNYMI ZWIERZĘTAMI
                        KIERUJĄCYMI SIĘ TYLKO INSTYNKTEM. ZROZUM WRESZCIE

                        ale jesli nie chcesz to trudno. Nie będę więcej wracać do tematu obrony mojego
                        męża. Dla mnie rzecz jest jasna i nie widze powodu by Ci coś więcej w tej
                        sprawie tłumaczyć. Myśl sobie co chcesz
                        Pozdrawiam szczerze i serdecznie
                        eniga
                        • tata_malolata Re: nikt nie zabrał mu rodziny, to on nas zostawi 28.04.04, 09:30
                          eniga napisała:
                          "STARAŁAM SIĘ Z NIM POROZUMIEĆ na wszelkie sposoby"

                          w wcześniej napisałaś:
                          "najchętniej pozbawiłabym drania praw rodzicielskich"

                          --------------------

                          Nie bronię nikogo "ślepo". Jak znalazł inną - to osioł. Jak zaniedbał rodzinę -
                          sam winien.

                          Staram Ci sie jedynie uzmysłowić, że porozumienie to nie narzucanie własnych
                          warunków. Staram się Ci uzmysłowić, że dopuszczanie do siebie uczuć nienawiści,
                          złości powoduje że różne rzeczy wydają się gorsze niż są. Działanie w stanie
                          skrajnych emocji - obu stron - powoduje łańcuch akcji i kontrakcji, całkiem
                          nieracjonalnych i zupełnie niepotrzebnych.

                          Życzę powodzenia i USPOKOJENIA.









                          • eniga Re: nikt nie zabrał mu rodziny, to on nas zostawi 28.04.04, 10:18
                            owszem napisałam że pozbawiłbym go najchętniej praw rodzicielskich i
                            podtrzymuję to szczególnie po ostatniej wizycie.
                            Starałam się z nim jakoś dogadac, ale tylko wtedy jest dobrze jak jest tak jak
                            on chce. Z resztą, widzę że potrafisz wyłapywać z całości tylko fragmenty.
                            Jakośnic nie mówisz na temat tego że on stara sie mną nadal manipulować
                            POSŁUGUJĄC SIĘ DO TEGO DZIECKIEM. Co ona jest mu winna?
                            Znalazł sobie inną kobietę... trudno nie zawsze ludzie do siebie pasują. Życzę
                            mu wszystkiego najlepszego i jej też ale po co w tej chwili chce nadal nas
                            krzywdzic a przede wszystkim dziecko? Czy musi wciągać córkę w swoje intrygi?
                            Czy nie uwazasz ze to jest chore?
                            Odpowiedz sobie na TE pytania i moze wreszcie zrozumiesz dlaczego chcę POZBAWIC
                            GO PRAW RODZICIELSKICH LUB JE OGRANICZYĆ...
                            CHCĘ PO PROSTU CHRONIĆ MAŁE NIEWINNE DZIECKO!!!
                            podsumujmy:
                            - próbowałam się z nim dogadać
                            - on to wykożystywał i nadużywał
                            - w pewnym monencie przegioł
                            - chcę chronić dziecko
                            - nie nie nawidzę go, MAM GO GDZIEŚ I TO CO SIĘ Z NIM DZIEJE. niech sobie żyje
                            spokojnie i przestanie krzywdzić!!!
                            - nie nażucałam mu żadnych warunków, wręcz przeciwnie... ulegałam wszystkiemu
                            byle by chciał kontaktować się z dzieckiem

                            konczę te wywody poraz ostatni. nie będę Ci więcej niczego tłumaczyć
                            pozdrawiam
                            eniga
                          • e-milia44 Re: nikt nie zabrał mu rodziny, to on nas zostawi 28.04.04, 16:15
                            eniga napisała:
                            "STARAŁAM SIĘ Z NIM POROZUMIEĆ na wszelkie sposoby"

                            w wcześniej napisałaś:
                            "najchętniej pozbawiłabym drania praw rodzicielskich"

                            tatomalolata jedno nie wyklucza drugiego. eniga wykazala dobra wole a jesli
                            facet okazam sie draniem i krzywdzi corke to nie dziwie sie reakcji. zeby sie
                            dogadac dobra wola musi byc z dwoch stron, nie z jednej - wiem bo probowalam
                            • eniga Re: nikt nie zabrał mu rodziny, to on nas zostawi 29.04.04, 11:50
                              Dziękuję Ci Emilio za te słowa.
                              Taka jest niestety smutna prawda, ze dobra wola była tylko z jednej strony.
                              Tylko że ja już mam dosyć wyciągania ręki na zgodę, która ciągle jest
                              odpychana, ale jeśli on kiedyś wykaże się chęcią porozumienia to na pewno tego
                              nie odtrącę. Nie mam w stosunku do niego złych uczuć. Traktuję go jak kazdego
                              człowieka i jak przed każdym kto atakuje staram bronić dziecko i siebie
                              pozdrawiam
                              eniga
                              • e-milia44 Re: nikt nie zabrał mu rodziny, to on nas zostawi 01.05.04, 20:16
                                bardzo slusznie - daj sobie spokoj, zyj wlasnym zyciem, chron siebie i
                                corke.nie musisz go skreslac, sle nie daj sie niszczyc.
                                powodzenia

                                p.s. co do braku zlych uczuc - moze sie myle, ale chyba warto sie z nimi
                                skonfrontowac
    • marco2002 Jak się pożegnać? 09.04.04, 18:19
    • marco2002 Jak się pożegnać ? 09.04.04, 18:20
    • marco2002 Dwa razy kliknąłem enter 09.04.04, 18:30
      te emocje bijące z ekranu udzieliły mi się bardzo.
      Uważam jednak że Tata_malolata ma sporo racji pisząc o dążeniu do pokojowego
      rozwiązania tego związku.
      Natomiast jak to zrobić to jest inna sprawa.
      Moja droga starasz się bardzo ale jesteś mało konsekwentna.
      Wzywasz policję a nie mówisz o groźbach bo nie chcesz żeby mąż wylądował w
      więzieniu. Wysyłasz przez to sprzeczne sygnały i mąż je odbiera.
      Zresztą Twój gniew jest odwrotną stroną miłości i świadczy o istniejącej dalej
      silnej więzi.
      Czy więc nie najwyższy czas podjąć decyzję?
      Pozdrawiam ciepło
      M

      • chalsia Re: Dwa razy kliknąłem enter 09.04.04, 22:56
        Niekoniecznie gniew tutaj jest odwrotną stroną miłości. Może być kilka innych
        powodów - np. poczuciem bezsilności albo ze strachu z powodu naruszenia granic
        (fizycznie i słownie).
        Ja eksa już dawno nie kocham, a ciągle zdarzają się sytuacje, gdy jego
        zachowanie lub słowa potrafią mnie mocno wyprowadzić z równowagi - bywam wtedy
        wściekła. Na przykład gdy jego poczynania świadczą o tym, że innym ludziom (w
        tym przypadku mnie czy dziecku) nie przyznaje takich praw jak sobie.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • eniga Re: Dwa razy kliknąłem enter 14.04.04, 22:55
          dokładnie taka sama sytuacja jak u mnie. On po prostu uważa się za lepszego od
          innych a przede wszystkim ode mnie. Zawsze podkreśla że miał takie straszna
          dzieciństwo, że tyle przezył więc ja rozpieszczona jedynaczka, której rodzice
          przez całe życie wszystko ułatwiali jestem dla niego tylko głupią małą
          dziwczynką, a nie godnym kompanem do rozmów i partnerstwa. Swoją niedolą nie
          stara się wzbudzac zalu w innych ludziach lecz podziw że mając taką przeszłość
          nie wylądował w rynsztoku, ale czy napewno?...
          ja się też na to nabrałam i trwało to 5 lat. Podziwiałam go żałowałam a czasem
          współczułam. Udało mu się wmówić mi że jestem płytka i nie rozumiem jego
          sposobu myślenia. Teraz z dystansu gdy emocje opadły widzę, ze tak na prawdę on
          nigdy z tego rynsztoka nie wyszedł, przybrał go tylko kwiatkami i poperfumował,
          a ludzie się na to nabierają
    • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 13.04.04, 18:50
      Witajcie,
      Już po świętach i z powrotem jestem w domu. Zanim pojechałam do rodziców
      zadzwoniłam do mojego męża żeby go poinformować gdzie będę przez parę dni (to
      tak na wszelki wypadek żeby nie mówił potem w sądzie, ze gdzieś wywożę dziecko
      bez jego wiedzy). Oczywiście miał wyłączony telefon, następnego dnia to samo.
      Nie próbował się ze mną kontaktować przez całe święta. Może to i dobrze bo
      przynajmniej było spokojnie.

      Przed weekendem pisa…łam trochę w pośpiechu i nie zdążyłam o wszystkim wam
      powiedzieć. A więc:
      - kontaktowałam się już z adwokatem. Najpierw poszłam tam sama, długo
      rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku że najlepiej będzie nie pisać pozwu o
      rozwód lecz namówić jego by napisał pozew o powództwo (żeby sam się tam
      przyznał że kogoś poznał traktuje obecny związek bardzo poważnie i dlatego chce
      się rozwieźć). Wszystko ok., rozmawiałam potem z moim mężem i zgodził się na
      coś takiego. Drugi raz poszliśmy do tego adwokata razem i wspólnie napisaliśmy
      pozew. Mój mąż zobowiązał się przepisać pismo na czysto i zanieść do sądu w
      ciągu kilku dni. Moja rodzina zdeklarowała się że poniesie wszystkie koszty
      związane z rozwodem. Od tamtego czasu minął już ponad miesiąc, a on do tej pory
      nie dotarł do sądu i teraz to już widzę dlaczego. To jest cały czas gra z jego
      strony, bo gdybym to ja składała pozew to byłoby to już i może niedługo
      zaczęłyby się rozprawy, a on jak zaraz nie złoży to będzie się wymawiał, że
      teraz już nie ma czasu bo zaczął się sezon i ma kupę roboty na głowie (jako
      artysta pracuje głównie wiosną i latem). Nie mam pojęcia dlaczego tak
      postępuje, chyba tylko przez zwykłą złośliwość w stosunku do mnie, a może
      zostawia sobie margines bezpieczeństwa w razie gdyby mu się noga pośliznęła i
      tamta by go kopnęła w przysłowiową d... . Może właśnie dlatego tak się wkurzył
      jak zobaczył, że ja już kogoś mama, że to jest poważne i nie będzie miał dokąd
      wracać. Nie wiem i pewnie nigdy nie zrozumiem sposobu myślenia tego człowieka.
      Nie wiem jednak czy oby na pewno mogę być pewna, ze akurat ten
      adwokat dobrze pokieruje moją sprawą. Jak byłam u niego pierwszy raz
      rozmawialiśmy między innymi o ograniczeniu praw rodzicielskich, a podczas
      drugiego spotkania na oczach mojego męża on się do mnie zwraca: „... no to co,
      nie będziemy chyba tatusia pozbawiać praw rodzicielskich bo wygląda na
      porządnego człowieka...”, a pode mną się nogi ugięły. Jasne ze wygląda na
      porządnego i ma niezłą gadkę w końcu jest „aktorem” tzn. uważa że nim jest.
      Poza tym jak facet mógł coś takiego powiedzieć w jego obecności...
      - nie kontaktowałam się jeszcze w prawdzie z żadnym psychologiem, ale
      też się nad tym już wcześniej zastanawiałam. Tylko gdzie znaleźć naprawdę
      dobrego i niedrogiego psychologa. Miałam już wcześniej z kilkoma do czynienia
      (ale nie jako pacjentka) i odniosłam wrażenie, poszli na takie studia i zajmują
      się problemami innych tylko dla tego, że nie radzą sobie z własnymi. Wiem, że
      nie dotyczy to wszystkich bo czytałam książki napisane przez innych psychologów
      i wiem, ze naprawdę dobrzy fachowcy zaangażowani w swoją pracę też się zdarzają
      tylko... gdzie ich znaleźć.
      - Piszecie o różnych organizacjach kobiecych. Gdzie ich szukać?
      - Napisałam wcześniej, że mój mąż pochodzi z rozbitej rodziny. To mało
      powiedziane bo są ludzie którzy się rozstają i potrafią żyć szanując się
      wzajemnie. U jego rodziców tego nie było, opowiadał mi o swoim ojcu jak się
      zachowywał, a sam zaczął stosować takie metody w stosunku do mnie. Jego rodzice
      nie mieli również żadnego szacunku do własnych dzieci i chociaż bezpośrednio
      nie robi nic złego jeszcze naszej córce to nigdy nie wiadomo kiedy zacznie.
      Wystarczy mi za dowód że może zacząć to jak obecnie zachowuje się w stosunku do
      mnie i ze pozwala na to żeby dziecko na to patrzyło. Co do zmieniania siebie to
      nie ma o tym mowy. On uważa się za ideał, za „najmądrzejszego” człowieka więc
      jakiekolwiek zachęty by się zmienił prowadza do nikąd, a o psychologach nie ma
      nawet co wspominać bo wszystkich ma za idiotów.
      - Nie chcę żeby przy jego wizytach był kurator po co? Dziecko będzie
      wtedy patrzeć na własnego ojca jako na przestępcę. Jeśli nie daje się pozbawić
      go całkowicie praw rodzicielskich niech córka nie patrzy na chorą sytuację.
      Może się wydać dziwne to co piszę, ale chcę żeby moje dziecko patrzyło na jak
      najbardziej normalną sytuację na tyle na ile jest to możliwe. Niestety poza
      kontaktami z małą w jej rodzinnym domu i przy mojej obecności chciałabym
      załatwić to w sądzie tak by nie miał prawa zostawać z nią sam. Chociażby dla
      tego żeby nie mógł gdzieś się z nią ulotnić, ale to są tylko moje domniemania
      że mógłby tak zrobić. Jestem natomiast pewna że pozostawiony z córka sam na sam
      namieszałby jej nieźle w małej podatnej jeszcze na wszelkie sugestie główce. Na
      pewno nastawiałby ją przeciwko nie i pewnie by mu się to udało. Jestem z nią
      cały czas i nie jestem zawsze super mamą. Czasem muszę krzyknąć gdy dziecko
      broi lub nie chce jeść a mama wmusza i jest wtedy zła be. Tatuś pojawiający się
      na chwilkę i robiący wszystko to na co dzidzia ma ochotę nawet rzeczy które są
      fajne i zabawne ale nie koniecznie dobre bezpieczne dla dziecka staje się tym
      dobrym najukochańszym rodzicem. Ja nie chcę małej nastawiać przeciwko niemu i
      na pewno tego nie będę nigdy robić, ale wiem że on nie będzie grał uczciwie.
      - Co do alimentów... jeśli miałoby się to równać święty spokój to
      jestem gotowa ponieść ten koszt. Jeśli będę żądać alimentów on może zacząć
      robić się złośliwy. Tak jak było z konfrontacja jego z moim obecnym partnerem.
      Wcześniej za każdym razem gdy przychodził byłam grzeczna, miła aż moi znajomi
      twierdzili że zachowuję się tak jakbym chciała żeby do mnie wrócił. Tak się
      zachowywałam, ale tylko po to by zamydlić mu oczy, albo może po to żeby nie
      miał sumienie robić czy mówić niczego złego. Tylko po to, a każdy punkt zapalny
      on wykorzystuje żeby się wyżyć (słownie), mścić tylko nie wiem za co.
      - Co do rękoczynów: nie tłukł mnie. W trakcie kłótni doszło 3 razy do
      lekkiego klepnięcia mnie w policzek. Raz nie wytrzymałam i też mu oddałam RAZ i
      baardzo tego żałuję, nerwy mi puściły. Znęcał się nade mną głównie psychicznie
      i ewentualnie groził, że coś zrobi, ale na szczęście nigdy do niczego poważnego
      nie doszło.
      - Nie kieruję się emocjami co już wielokrotnie powtarzałam, nie mam
      żalu, nie czuje nienawiści, nie mam pretensji. Ja jemu po prostu współczuję, a
      strach który odczuwam jest związany z tym żeby moją córkę wychować w takiej
      atmosferze żeby potem nie powtarzała schematu swojego tatusia i dziadka a nawet
      pradziadka (bo u mojego męża to zło się dzieje on wielu pokoleń, chcę to
      przerwać). Nie chcę by patrzyła na chore relacje

      Chciałabym móc przestać oglądać się na to co było, ale muszę się najpierw
      rozwieźć i zrobić coś jeszcze żeby było dobrze tylko nie wiem po prostu co i
      jak dlatego zwróciłam się z tym do Was. Wy już wiecie jak tym wszystkim
      pokierować by wreszcie uzyskać spokój.

      Pozdrawiam serdecznie
      eniga
      • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 14.04.04, 04:13
        Nie zmienisz faktów i nie ybielisz na siłę ojca w oczach dziecka. On jest jaki
        jest i kurator moze Cię uchronić przed ewentualnymi problemami, poza tym facet
        jak zobaczy, może sie troche opamięta. Spójrz na rzeczywistość. Boisz sie, ze
        może zaczać robic córce krzywde, ale nie chcesz kuratora, bo co ona sobie
        pomysli. A co sobie pomysli jak ja ojciec skrzywdzi? Chron ją i siebie.
        Dla dziecka, tak jak dla kazdego najlepsza jest prawda - oczywiście przekazana
        w odpowiedniej dawce i w odpowiedni sposób.
        I nie odpuszczaj mu alimentów itp. bo to bez sensu. Idąc takiemu człowiekowi na
        reke nic nie zyskasz, bo on i tak zrobi swoje i będzie Ci utrudniał życie, bo
        taki ma po prostu styl bycia. A Ty tylko na tym stracisz. Egzekwuj to co Ci się
        należy. Nie wchodź z nim w zadne układy bo jak widzisz sie nie da. Znam troche
        jego schemat działania. Z ludźmi nieobliczalnymi trzeba postępować twardo i
        konkretnie, nie odpuszczać i walczyc o swoje.
        I moze rzeczywiście zmień adwokata - ja na Twoim miejscu bym mu nie ufała po
        tym tekście - to jak działanie przeciwko Tobie.
        Nie rozumiem dlaczego żałujesz że mu oddałaś. I dlaczego tak bardzo
        przekonujesz, ze nie masz w stosunku do niego negatywnych emocji. To troche
        niepokojące. Jeśli ktoś Cie krzywdzi i to w taki sposób, złość jest jak
        najbardziej wskazaną reakcją - potrafi byc konstruktywna jeśli wykorzystasz ja
        w kierunku wyswobodzenia sie z danej sytuacji i swiadczy o zdrowym instynkcie
        samozachowawczym!
        • chalsia Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 14.04.04, 08:27
          Się podpisuję po Emilią.
          Rzeczywiście, z postów jak dla mnie wynika, że starasz się przede wszystkim
          siebie przekonać, że tych wszystkich negatywnych emocji w Tobie nie ma, ale
          niestety to widać (=czytać), że są i to jak.
          Jak by ich nie było, zupełnie inaczej pisałabyś o kontaktach ojca z córką,
          alimentach, etc.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 14.04.04, 22:30
          droga E-milio44,
          napisałaś przed świętami
          Jesli jestes z wARSZAWY MOGE PODAC cI KILKA TELEFONOW POD KTORE MOZESZ
          ZADZWONIC I KTOS NIEODPLATNIE UDZIELI CI POMOCY
          Jestem z Warszawy i proszę podaj mi te telefony, bo szukałam ale chyba nie wiem
          za bardzo jak się do tego zabrac bo nic nie znalazłam
          dziękuję Ci i pozdrawiam
          eniga
          • betina25 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 15.04.04, 11:49
            kruszynka napisala

            Ale ojcem jest ten, który jest z dzieckiem na co
            dzień, który go odprowadza do przedszkola, który pomaga odrabiać lekcje, a nie
            ten, który 1-2 razy w miesiącu zabierze
            dziecko do zoo.

            dziekuje ci za to zdanie!
            i kazdy rodzic,zarowno ojciec jak i matka powinni zdac sobie z tego sprawe!!!
            • kruszynka301 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 15.04.04, 16:35
              Hej!
              Czytając wątek Stynki, dużo myślałam przez Święta.
              Nie wiem, czy nadejdzie taki dzień, w którym moja mała Myszka spyta się, dlaczego nie mamy taty.
              Jak na razie ma 3,5 roczku i potrafi spytać się eks, dlaczego do niej przychodzi, przecież ma gdzie mieszkać, (ja NIGDY z malcem na ten temat nie rozmawiałam). Natomiast zwykle w niedzielę wczenym rankiem o 10.00 budzi męża rozkosznym pytaniem - "no to cio dzisiaj lobimy?????", "gdzie jedziemy?" albo konspiracyjnie: "nie ma ciekolady, musimy iść BEZ MAMY do sklepu"smile))
              Intuicyjnie wyczuwa, kto pełni jaką rolę, jak na razie, jest to dla niej naturalne.

              pozdrawiam wiosennie

              • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 16.04.04, 01:46
                na razie też nie mam tego problemu bo moja słodka Kruszynka ma dopiero 1,5 roku
                i jeszcze nie orientuje się co sie w koło niej dzieje (a może mi się tylko tak
                wydaje). Poznaje oczywiście kto to jest jej biologiczny tata jak go widzi,
                chodziaż zdarza się to rzadko. Nie wiem jak natomiast uczyć ją jak mówić do
                mojego obecnego partnera. Na razie jak się do niej zwracam mówię idź do wójka
                tyko przecież on nie jest takim zwyczajnym wójkiem jak inni np. mój brat. Mam
                nadzieję że w przyszłości zaobserwuje jak inne dzieci mówią do mężczyzn którzy
                są zawsze przy nich, troszczą się, dbają... i sama zadecyduje jak to ma być w
                jej przypadku

                pozdrawiam
                eniga
                • e-milia44 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 17.04.04, 00:57
                  wysłałam Ci telefony na eniga@gazeta.pl
                  • maminka_wiktorynki Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 20.04.04, 11:07
                    czy ja też mogłabym poprosić???
                    Pozdrawiam!
                  • eniga Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 27.04.04, 18:22
                    dziękuje bardzo za telefony, niedługo z nich skorzystam
                    Pozdrawiam
                    eniga
                    • angieblue26 Re: POŻEGNAŁAM SIĘ Z OJCEM MEGO DZIECKA... PSYCHO 11.05.04, 10:49
                      Eniga, mam wrazenie, ze piszesz o moim bylym mezu... Strasznie Ci wspolczuje,
                      wiem, przez co przeszlas.
    • gabsiella rzuciłam drania i czuje sie zwycięzcą! 10.05.04, 21:46
      ja byłam z moim ex 1,5 roku, tylko dlatego, ze mamy dziecko(1rok), okazał sie
      nałogowym idiotą, nierobem i bokserem...damskim. zostawiłam go po tym jak
      próbowałmnie pozbawic zycia. prokuratura uznała, ze nie wsadzi go do więzienia,
      bo jego czyn był mało szkodliwy dla społeczeństwa... litości!!!!!!
      • eniga Re: rzuciłam drania i czuje sie zwycięzcą! 14.05.04, 16:27
        droga Gagsiello,
        wiele osób nie wyobraża sobie jak kobieta może dopuścić do tego żeby związek z
        mężczyzna zagrażał jej życiu. Często słyszy się ..."nie mogłabym być z facetem
        który mnie bije"... "nie rozumiem jak kobieta może być tak zapatrzona w faceta
        że jest z nim mimo bicia"... itp
        też kiedyś tak myślałam
        a jednak... mój wprawdzie mnie nie tłukł aż tak, ale jednak
        kiedyś dawno temu powiedziałam sobie ze nie pozwolę zeby facet mnie udeżył... i
        stało sie
        chociaż przede wszystkim znęcał sie psychicznie
        teraz jednak to rozumiem, ze można chcieć mieć nadzieję i trzymać się jej
        kurczowo szczególnie kiedy jest dziecko


        współczuję Ci z całego serca choć nie powiem mimo wszystko że wiem co
        przeżywasz bo nie wiem
        nikt nie wie co się dzieje z człowiekiem który cierpi...

        droga angieblue,
        gdzie się podziały dobre czasy kiedy ludzie potrafili się dogadać?
        Kiedyś też były rozwody, ale chyba było ich mniej, mniej cierpienia, co się
        dzieje z tym światem?
        Dlaczego ludzie sie w tej chwili tak potwornie krzywdzą?


        pozdrawiam Was gorąco i miejmy już za sobą złe doświadczenia (które pewnie nas
        wiele nauczyły), wykożystajmy to teraz na przyszłość zeby być szczęśliwe i
        dawać szczęście
        eniga

        jeśli chcecie pogadać na gg to podam jeszcze raz mój numer: 7845381

        • pysia-2 Re: rzuciłam drania i czuje sie zwycięzcą! 14.05.04, 16:42
          > gdzie się podziały dobre czasy kiedy ludzie potrafili się dogadać?
          > Kiedyś też były rozwody, ale chyba było ich mniej, mniej cierpienia, co się
          > dzieje z tym światem?
          > Dlaczego ludzie sie w tej chwili tak potwornie krzywdzą?

          NIeprawda. Owszem, bylo mnie rozwodoow, ale tylko dlatego ze wszystko odbywalo
          sie w 4 scianach. Kobieta nie dopuszczala do siebie mysli, ze moze sie
          rozwiesc, bo "co ludzie powiedza", ewentualnie "nie dam sobie rady sama".
          Cierpiala w samotnosci i ciszy i trzymala sie meza tyrana, dla dobra dzieci,
          dla dobra siebie samej, zeby nie byc napietnowana przez spoleczenstwo.
          Teraz, kiedy kobiety nauczyly sie glosno moowic o tym, co je spotyka, nie
          pozwalaja sie krzywdzic. Teraz mozna glosno powiedziec: nie chce byc z mezem
          tyranem i nikt cie za to nie potepia!
          • gabsiella małe sprostowanie 16.05.04, 22:48
            chciałam tylko dorzucić, ze wiem, co znaczy znęcanie psychiczne i próba
            wtłoczenia kogoś w ramy np. matki, byłej zony.... to potrafią wszyscy, ale
            faceci najlepiej! i jeszcze jedno: nie poddałam się bez walki! on równiez
            wyladował na pogotowiu...smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka