cholera_ciemna
15.09.11, 11:48
Chciałam opisać pewną historię, dla przestrogi, przemyślenia, zerknięcia w głąb siebie. Jest sobie pewne małżeństwo... rozwód odbył się kilka lat temu. Syn urodzl się im już w zasądzonej separacji. Kobieta nigdy nie wybaczyła, ciągle zapiekle hodowała w sobie żal i ból. Mężczyzna przez kilka lat po rozwodzie otrzymywał dzień w dzień dziesiątki esemesów o tym, że nie nadaje się na ojca, że nie zasługuje na tego małego człowieka, że jest gnojem nie znającym ludzkich uczuć. Syn był dla niego największą świętością, nie kochał żony jednak nigdy nie przestał kochać syna. Jak się skończyła ta historia ? U mężczyzny rozwineła się głęboka depresja, aktualnie znajduje się w Szpitalu Psychiatrycznym walcząc z chęcią popełnienia samobójstwa i budując swoje poczucie wartości od samego początku. Kobieta zdecydowanie odżyła i cieszy się z osiągniętego celu...