todilla
22.10.12, 17:23
W piątek 19.10 odbyło się pasowanie na zerówkowicza mojej córki. Oczywiście ojciec też był. Jak tylko zakończył się występ, ojciec zagarnął dziecko, przez chwilę nie wiedziałam kompletnie gdzie są, bo mi nic nie powiedział. Gdy ich ujrzałam ponownie (jak się okazało - byli w toalecie), moja córka miała oczy pełne łez. Pytam - co się stało? No niech ci dziecko powie! Bo ona chce ze mną wracać do domu (a to był mój weekend). Gdybyś się liczyła z dobrem dziecka, to byś jej pozwoliła - grzmi rodziciel. Czy do ciebie nie dociera, że "ona" woli mnie od ciebie?
... no jakoś nie mogę sobie wybaczyć, że złośliwie i uporczywie ciągle dążę do kontaktów z naszym dzieckiem. Powinnam przecież się zwinąć na Madagaskar albo jeszcze dalej i zostawić ich w spokoju!
A tak na poważnie, nie zgodziłam się. Powiedziałam, że nie ma powodu, żeby ot tak sobie zmieniać ustalone zasady. Szkoda, że dziecko miało zepsutą uroczystość, ale nadrobiłyśmy tu potem na lodach.
Jak oceniacie tę sytuację?