elaw2
17.08.04, 19:18
Miałam już wychodzić z roboty, ale że się rozpadało, to jeszcze posiedzę. Co
u mnie? Jutro mam trzecią sprawę rozwodową i bardzo bym chciała żeby to już
był koniec. Wiem jednak, że nie będzie. Pisałam już trochę o sobie, więc nie
chcę się powtarzać. Sytuacja na dziś wygląda tak: mój mąż a ojciec naszej
córeczki pije wciąż i chyba już do końca życia nie przestanie. A przecież po
wyjściu ze szpitala, zarzekał się że alkoholu do ust nie weźmie. No i jak
było do przewidzenia od kilku dni chleje na umór. Wiem, bo dzwoni do mego
domu bez przerwy a wczoraj kiedy byłam w robocie, musiałam z tego powodu
wyłączyć komórkę. Mam nadzieję, że do jutra wytrzeźwieje, choć prawdę
powiedziawszy może lepiej by było żeby do Sądu nie przychodził (robię z
orzekaniem o winie, to sprawa i tak się odbędzie). A pić zaczął, kiedy dostał
wezwanie od komornika, że ma zasądzone alimenty i ma je zapłacić. Ściągać
było z czego. Zaniosłam pozew do komornika przed wyjazdem i spokojnie
pojechałam na wakacje i już dwa dni później miałam odzew. Dzwonił i prosił
żeby wycofać bo komornikowi musiałby zapłacić 490 zł. Powiedziałam, że teraz
i tak nic nie zrobię, bo wypoczywamy z Kaśką na wakacjach. Po przyjeździe
poszłam do komornika i dowiedziałam sie co i jak. Potem umówiłam się, że
wycofam pozew, jeśli da choć połowę z tego co mu się nazbierało. Dał raptem
200 zł bo stwierdził, że po chorobie jeszcze mu ciężko. A ja głupia zgodziłam
się i egzekucja alimentów została wstrzymana.No i mam rezultat. Teraz wątpię,
by w stanie "ciężko wskazującym" w ogóle był w stanie pracować. Olałabym te
jego alimenty, bo w końcu od półtora roku sama utrzymuję się z Kaśką a tatuś
grosza przez ten czas nie dał, ale podpisałm mu kredyt na samochód (wtedy
przez rok nie pił) i teraz on odgraża się, że będę go spłacać. Najgorsze jest
to, że nie chce mi dać żadnych namiarów, gdzie mam się dowiadywać o ten
kredyt (nie mieszkamy już razem od półtora roku). Próbowałam sama bawić się w
detektywa i obleciałam hipotetyczne banki ale tam nic nie wiedzą... Może
jutro na sprawie czegoś się dowiem. Najważniejsze jednak, żeby pan sędzia
ustosunkował się do moich wniosków o pozbawienie lub chociaż o ograniczenie
mu praw rodzicielskich, bo przecież musiałabym być niespełna rozumu by dać mu
dziecko na spacer! Teraz zabroniłam kontaktów ale co jutro powie sędzia. Tu
pewnie usłyszę od Griffona, że powinnam dać się wysterylizować albo i co
gorszego...mam jednak jego uwagi głęboko.... Proszę trzymajcie za mnie kciuki.