Sprawa wygląda tak:
Złożyłam pozew o ustalenie ojcostwa i alimenty, kiedy Syn miał pół roku.
Wcześniej wierzyłam w zapewnienia jego ojca, że dobrowolnie ureguluje sprawę
w USC, ale w końcu straciłam cierpliwość.
W odpowiedzi na mój pozew, pozwany zażądał badań DNA, ponieważ wg niego, nie
jest ojcem dziecka, a ja jestem chora psychicznie.
Moja "choroba" objawia się podobno: "...między innymi tym, że chorzy na tę
chorobę są w pewnych jej fazach skłonni do robienia rzeczy, których w
normalnym stanie by nie zrobili. Jest więc możliwe, że powódka pomimo
utrzymywania kontaktów z pozwanym współżyła również z innym mężczyzną."
Swoją drogą wyobraźnia mężczyzn, chcących uniknąć odpowiedzialności chyba nie
ma granic.
Sprawa ciągnie się już pół roku, choć na dobre się jeszcze nie rozpoczęła
ponieważ pozwany uchyla się jak może od złożenia wyjaśnień (zwolnienia
lekarskie itp.). Były do tej pory 3 rozprawy i wciąż jest to samo.
W razie gdyby Sąd przychylił się do wniosku pozwanego i zdecydował o
wykonaniu badań DNA kto będzie za nie płacił?
W jednym z postów na tym forum przeczytałam, że ja jestem ustawowo zwolniona
z wszelkich kosztów. Dodam, że pozwany został również zwolniony od "kosztów
sądowych" (dostarczył dokument, że nie ma żadnych dochodów i jest na
utrzymaniu matki emerytki - ma 34 lata).
Wiem, że żadne z Was nie jest jasnowidzem

i nie jest w stanie przewidzieć
decyzji Sądu, ale może macie jakieś doświadczenia w tej kwestii.
Pozdrawiam,
Ania z rocznym Aleksandrem