Dodaj do ulubionych

Spotkanie z Tatą......

10.09.04, 12:15
Mój ex co jakis czas zabiera małą do siebie na całą sobotę.Właściwie nie
jesteśmy razem dopiero 4 miesiące a on miał ją u siebie 2 razy.Jutro ma po
nią przyjechać trzeci raz.NIenawidzę tych godzin , kiedy jej nie ma.MYślę czy
wszystko jest ok, czy nic jej sie nie dzieje, czy dostatecznie dobrze się nią
zajmuje ..... no i mogłabym tak wymieniać i wymieniać.Ex mieszka z inną
kobietą i na samą myśl ,że ona dotyka moje dziecko ogarnia mnie szał.Jakbym
ją w tym momencie mogła dorwać to nie wiem do czego bym się posunęła!!!
Nienawidzę jej.Rozbiła naszą rodzinę.CZy ja kiedykolwiek będę mogła sie z tym
pogodzić i spokojnie czekać na powrót dziecka wieczorem???Ex kilka razy
wspominała ,że chciałby córkę zabrać do siebie na noc.NIe zgodziłam się.Mała
ma dopiero roczek i uważam ,że nie mogę jej narażać na takie
zmiany.TYmbardziej ,że źle się czyje w innym miejscu.Wiem bo jeszcze przed
rozstanie byliśmy 2 tyg. u teściowej i miała wielkie kłopoty z zasypianiem i
przesypianiem nocy pomimo tego ,że w domu było ok.KIedy nadejdzie dla mnie
ten odpowiedni moment aby pozwolić ją zabrać na noc. CHYBA NIGDY NA TO NIE
POZWOLĘ.a JAK JEST U WAS?Poratujcie radą.POzdrawiam.
Obserwuj wątek
    • karolcia2005 Re: Spotkanie z Tatą...... 10.09.04, 13:17
      Mój synek miesiąc temu skończył roczek, a z moim ex nie mieszkam od marca czyli
      pół roku. Zdziwiłam się jak przeczytałam, że dajesz swoje dziecko na całą
      sobotę. Mój były spotyka się z małym w sobote, ale na 3 godziny. I współczuje
      ci, jak ty wogole mozesz wytrzymac caly dzien. A co do tego aby twoe dziecko
      zostawalo na noc to sie nie zgadzaj, w zadnym wypadku! Współczuje ci rónież, że
      twoim dzieckiem opiekuje sie baba, ktorej ty nienawidzisz. Pozdrawiam. Kacperek
      i Karolina
      • ulkar Re: Spotkanie z Tatą...... 10.09.04, 14:36
        Niech przyłazi i widzi się z dzieckiem "pod twoim okiem" i nie ciąga nigdzie
        małego dzieciaka. Koniec kropka. A jak nie, to wystąp do sądu o ustalenie
        sposobu kontaktów z dzieckiem .
    • mamaniuni Re: Spotkanie z Tatą...... 10.09.04, 15:17
      Podziwiam Cię Emilciu! Nie wiem dlaczego pozwalasz zabierać tak maleńkie
      dziecko. W dodatku na tak długo. Rozumiem, że wynika to z tego, że pomimo
      wszystko chcesz tak robić. Jeżeli nie, to wystąp o uregulowanie kontaktów przez
      sąd.
      Moja córka ma prawie dwa lata i sąd orzekł kontakty w miejscu zamieszkania
      córki, raz na tydzień przez 2 godziny i raz w miesiącu możliwość zabrania
      dziecka, też na 2 godziny.
      Moim zdaniem kontakt z kochanką męża jest dla dziecka zbędny.
      Jeżeli Ci to nie odpowiada, po prostu nie zgadzaj się na to.
      Pozdarwiam Ciebie i twoją Kruszynkę.
      Ania i Zosia
    • chalsia Re: Spotkanie z Tatą...... 11.09.04, 01:16
      Psychologowie twierdzą, ze dzieci poniżej 3 roku życia nie powinny nocować po
      za domem bez matki.

      I, tak jak Przedmówczynie, dziwie się, ze zgadzasz się na zabieranie rocznego
      dziecka na cały dzień.
      Jeśli czujesz, to co czujesz, to jak najszybciej wystąp do sądu o ustalenie
      kontaktów (im dłużej eks będzie zabierał dziecko do siebie, tym trudniej to
      będzie sadownie zmienić).
      Ewentualnie odmów mnu zabierania dziecka do niego i jeśli jemu zależy - niech
      wystąpi do sadu o ustalenie kontaktów.
      Ja z dwojga, wybrałabym pierwsze rozwiązanie.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • chalsia Re: Spotkanie z Tatą...... 11.09.04, 01:24
        Tu link do mojego wątku na podobny temat

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=7642585&a=9902997
        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • emilciaaa2003 Re: Spotkanie z Tatą...... 11.09.04, 11:23
          Na początku jak ex mówił ,że będzie chciała zabrać małą do siebie to się nie
          zgodziłam.OCzywiście pokłóciliśmy się z tego powodu.POtem obydwoje troszeczkę
          ochłoneliśmy.MOje zdanie w tej sprawie jest takie:możesz zabrać małą do siebie
          w ciągu dnia (od godz. ok 10 do 17-18)ale w zadnym wypadku nie na noc!Jak na
          razie nic o nocach znowu nie wspomina.Mam cichą nadzieję ,że zrozumiał.Szczerze
          powiedziawszy nie chciałabym występować do sądu o czas i miejsce widzeń exa z
          córką.Moje dziecko i tak już nie ma pełnej rodziny tak jak to powinno być i nie
          chciałabym aby jeszcze musiała się stresować kłótniami rodziców dotyczącymi jej
          małej osóbki.Bądź co bądź ON jest jej ojcem i krzywdy jej nie zrobi napewno.Ale
          jerzeli zauważyłabym ,że mała ma opory przed kontaktem z tatą to wtedy napewno
          bym jej nie dała zabrać na cały dzień.Wcale bym jej nie dała zabrać gdześ gdzie
          ja jej nie widzę.A co do nocy to mam nadzieję,że mała kiedyś jak będzie starsza
          to sama zdecyduje czy chce tam zostać na
          noc.....Pozdrawiam
          • samodzielny Re: Spotkanie z Tatą...... 11.09.04, 22:44
            emilcio..
            niew sluchaj tych czarownic
            ja wiem, niepokoj, stres, zabiera Ci cos Twojego.
            ale czy tylko Twojego?
            Sama piszesz, nie krzywdzi, to w czym problem?
            Wykorzystaj ten wolny dzien, pojdz na zakupy, do fryzjera..
            Dopoki umiecie sie porozumiec, zadne sady nie sa potrzebne.
            Jakas madra napisala, ze nie wyobraza sobie, aby partnetka meza ...itd
            A czy to nie jest normalnym nastepstwem rozwodu??
            To i Ty juz nie masz prawa z nikim sie zwiazac.. bo ojciec nie bedzie sobie
            wyobrazal, ze jakis obcy facet dotyka..itd...?
            przeciez zwiazesz sie kiedys z jakims mezczyzna i ojciec WASZEGO dziecka ,
            jesli normalny, zaakceptuje to.
            Badz tez normalna, zaakceptuj jego prawo do ulozenia sobie zycia na nowo i jego
            prawo do kochania dziecka.
            Chyba ze sama sobie tez odmowisz tego prawa do ulozenia sobie zycia na nowo.

            Nie sluchaj niektorych kobiet na tym forum z takimi pogladami. Moj nowy
            partner, obcy dla dziecka ma prawo je dotykac, ale nowa partnerka ojca dziecka
            nie ma takiego prawa.

            Daja sasiadce wiecej praw do dziecka, niz ojcu.
            kryterium powinno byc takie, jak Ty mowisz.
            >.Bądź co bądź ON jest jej ojcem i krzywdy jej nie zrobi napewno
            Rodzynkiem jestes na tym forum.
            Pozdr



            • berkot Re: Spotkanie z Tatą...... 12.09.04, 00:25
              Samodzielny, dlaczego Jej obawy tłumaczysz na jego korzyść?
              Gdyby nie miała problemu nie byłoby zwątpienia...........
              Co robisz jak Ciebie coś uwiera?
              • emilciaaa2003 Re: Spotkanie z Tatą...... 12.09.04, 11:54
                Samodzielny w sensie ma rację.Ja liczę się z tym że mój ex układa sobie życie
                na nowo..... i nie bronie mu tego. Jego wybór.Choć jest mi z tym bardzi ciężko
                i źle to przecierz nie mam już wyjścia.Muszę się z sytuacją pogodzić i żyć
                dalej.Oczywiście nie wykluczam,że po pewnym czasie ja także zwiąże się z jakimś
                mężczyzną.NO i faktycznie wtedy ten mój nowy partner też będzie się zajmował
                MOIM dzieckiem.JA to wszystko wiem!!!Tylko poprostu w tej chwili jestem na
                cholernym zakręcie swego życia i właśnie nową kobietę mojego exa za to
                obwiniam!!!Jego też ,ale ją bardziej.Wiem ,że to nie rozsądne i nie
                sprawiedliwe ale cóż.......Pomimo wszystko jak potoczy się nasze życie nie mam
                zamiaru ograniczać Ojcu mojego dziecka spotkań.Wydaje mi się ,że oboje tego
                potrzebują.Wiadomom,że nie pozwolę póki co na noc spędzoną w jego nowym
                domu.Chciałabym wierzyć ,że robię dobrze,że moje dziecko nigdy nie będzie miało
                do mnie żalu.Ale czasem WĄTPIĘ w to!!.......Pozdrawiam serdecznie.
                P.S. wiem ,że niektóre panie na forum mogą pomyśleć ,że jestem kopnięta, ale ja
                naprawdę chcę dobrze!
                • zilka Re: Spotkanie z Tatą...... 12.09.04, 14:32
                  To chyba naprawdę staje się forum czarownicsmile)))

                  Posłuchaj samodzielnego, wyluzyj, zorganizuj sobie jakoś fajnie tą sobotę i
                  ciesz się, że możesz odsapnąć. Sama piszesz, że głównie bierze Cię cholera na
                  koniec waszego związku i nową kobietę exa a on tatą jest fajnym, dzieckiem chce
                  się zajmować więc o co chodzi??? Bez przesady, od 10:00 do 18:00 to nie jest
                  wieczność, zwłaszcza że mała pewnie jeszcze śpi w ciągu dnia.
                  Na noce rzeczywiście możesz się narazie nie zgadzać bo jest malutka i nie
                  załapie o co chodzi.
                  Moja Flo ma 2 lata i ja powoli dorastam do oddania jej na noc. Chociaz bardziej
                  chodzi tutaj o mnie bo oni z tata dogadują się bosko. No ale w tym przypadku
                  nie ma żadnej "trzeciej" a ja nie mam poczucia, że się muszę na nim za coś
                  odegrać...

                  Powodzenia,

                  zilka
                  • new_live Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 09:22
                    Zilka- psychologia dziecka.. kazde dziecko jest inne i ma inna dojrzalosc
                    emocjonalna..
                    jedno dziecko moze byc bardzo samodzielne i swietenie sobie dawac rade- ale z
                    nocowanie poza domoem moze miec klopoty...
                    Kazde dziecko w innym teapie swgo zycia dochodzi do tegop. Zanm 2 latki ktore
                    nie amaj z tym problemu i znam 8 latki dla ktorych stanowi to pewne wydarzeni i
                    musza sie do tego dobrze przygototwac...


                    Pozdrawiam
    • samodzielny jedno pytanie.. 12.09.04, 21:42
    • samodzielny jedno pytanie.. 12.09.04, 22:02
      Wyobrazmy sobie, ze nadal jestescie razem.
      Piatek wieczor. Telefon.
      Musisz wyjechac w trybie pilnym, ktos bliski zachorowal, wypadek. Daleko.

      Czy wowczas tez obawialabys sie zostawic dziecko z ojcem nawet do niedzieli
      wieczor? Czy wowczas tez...? Czy wowczas tez....?
      Niw sadze. Owszem, zadzwonilabys kilka razy, uspokoilby Ciebie, ze wszystko w
      porzadku. Normalnie, jak w rodzinie.
      Mysle, ze wiekszosc kobiet na tym forum nie mialaby z tym problemow. Nie
      mialaby watpliwosci, ze ich maz, partner bedacy ojcem dziecka zadba o nie
      nalezycie.
      Zaczynaja watpic, gdy zostaje tylko ojcem.
      Byl ze mna, umial, potrafil.
      Odszedl, wraz z odejsciem zapomnial jak zaopiekowac sie dzieckiem.
      A przeciez to ten sam mezczyzna
      Moze porozmawiajcie, moze uzgodnijcie 2-3 telefony w czasie tych wizyt.
      Moze bedzie Ci latwiej, gdy uslyszysz smiech dziecka, moze Cie to uspokoi?

      Pozdr
      • kamila77 Re: jedno pytanie.. 12.09.04, 22:08
        Wez pod uwage jedna podstawowa rzecz: w przypadku, ktory opisujesz, dziecko
        zostaloby w swoim wlasnym domu. Dla takiego malucha to naprawde wazne. A tu
        chodzi nie dosc, ze o inny dom, to jeszcze i o nowa pania tatusia.
        • chalsia Re: jedno pytanie.. 12.09.04, 22:30
          Dokładnie o to chodzi - dla dziecka w tym wieku poczucie bezpieczeństwa jest
          najwazniejsze. I to poczucie jest zapewnione w następujących sytuacjach:
          - w domu lub po za własnym domem - ale z matką
          - ewentualnie bez matki, ale we własnym domu

          Jak eks odchodził, zamierzał mi pomóc w zyciu zawodowym. Miał nocować z małym u
          mnie w domu, jak będę wyjeżdżać służbowo. Jak przyszło co do czego, ja
          poprosiłam by został z małym (rocznym) na noc u mnie - eks się z tego wykręcił.
          Zaoferował, ze owszem - może się nim zająć u siebie w domu (nie podał
          swojej "wizji" tegoż, ale rozumiem, że widział to tak - niania wieczorem odwozi
          dziecko dzieści km do niego, ewentualnie on sam to robi, a rano niania od niego
          dziecko zabiera i jedzie dzieści km do mojego domu. Świetny, buahaha, pomysł).
          Jak przyjeżdżał na sobotnie 6 godz. wizyty, nie raz zostawiałam ich samych. Ale
          była jedność miejsca.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • samodzielny Re: jedno pytanie.. 12.09.04, 22:39
          Biore to pod uwage, nie zalecalbym "terapii wstrzasowej" pierwszy wizyta,
          pierwsze odwiedziny i od razu na 12 godz.
          Po kroczku, ale te kroczki ma juz za soba.

          O nowej pani nie wypowiadam sie. To jest problem doroslych i oni musza sobie z
          nim poradzic nie angazujac w to dziecka. Tatus bez nowej pani-"dam". tatus
          pania-"nie dam". A jakie to ma znaczenie dla dziecka????

          • chalsia Re: jedno pytanie.. 12.09.04, 23:07
            > nim poradzic nie angazujac w to dziecka. Tatus bez nowej pani-"dam". tatus
            > pania-"nie dam". A jakie to ma znaczenie dla dziecka????

            A może mieć. Bo wielu ojców ma tendencję do spychologii. A to on ma się
            dzieckiem zajmować, chocby po to , by tę więź budować.

            Pzdr,
            Chalsia
            • samodzielny Re: jedno pytanie.. 12.09.04, 23:53
              He?????????
              Mozesz przetlumaczyc z Chalsiowego na polski?
            • lideczka_27 Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 00:00
              chalsia ma rację. Samodzielny, znaczy to tyle, że ojciec dziecko przywozi do
              domu, a następnie maluchem zajmuje się jego partnerka (jak za starych
              dobrych/niedobrych czasów: baba do dzieci, facet przed kompem).


              pozdrawiam
              lidka
              • chalsia Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 00:18
                Ja myślałam (myślał indyk o niedzieli ....), ze po polsku piszę. A tu widzę, że
                piszę po babsku, skoro kobieta od razu zrozumiała, a facet wcale.

                smile)

                Pozdrówko,
                Chalsia
              • samodzielny Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 00:28
                A skad Wy to wiecie, kto sie zajmuje?
                Czy ojciec dziecka tez ma prawo ingerowac w Wasze zycie?? Jak sobie je
                organizujecie?
                To znaczy co? Przypuszczam, ze ojciec dziecka nie zajmuje sie nim przez caly
                czas osobiscie wiec nie dam?
                A jezeli nawet nie zajmuje sie przez caly czas, to co??????
                Dziecko na tym cierpi???
                Czy Wasza urazona duma?
                Przenosicie konflikty doroslych na dziecko. Dziecko sluzy Wam do ukarania ojca
                za krzywdy ktore byc moze wyrzadzil Wam maz, partner.
                Rozumiem, ze ojciec moze przypuszczac, ze Wy nie zajmujecie sie caly czas
                osobiscie i powie, zabiore jej. Smieszne.
                A co Wy macie do dania? Samo to slowo jest nie na miejscu. Dam, nie dam.
                Wam sie tylko WYDAJE ze macie az taka wladze, zeby dac lub nie dac. A macie jej
                tyle, na ile pozwala Wam ojciec dziecka majacy pelnie wladzy rodzicielskiej.
                Jakim prawem chcecie te wladze jednostronnie ograniczac?
                Bo...
                >maluchem zajmuje się jego partnerka.???
                To jeszcze chcecie decydowac o stosunkach panujacych w domu Exa?
                Dziecko wraca zadowolone, usmiechniete to malo? To jeszcze pewnie przesluchanie
                dziecka, z jakiego powodu i czy Pani go "dotykala".
                To choreeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!
                Pozdr




                • chalsia Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 00:41
                  Wiesz co, Samodzielny, pieprzysz jak potłuczony.
                  Zadałeś pytanie - dostałeś odpowiedź.
                  Jest zasadnicza różnica w sytuacji matki mieszkającej z dzieckiem a ojca
                  mającego dziecko u siebie raz na tydzień czy dwa tygodnie. A w tym konkretnym
                  przypadku mówimy o bardzo małym dziecku i okresie budowania więzi.
                  Ale nie chce mi się już Tobie tłumaczyć. Nie chce mi się z Tobą gadać.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                • new_live Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 09:15
                  Nie , ale od wychowywanie dzieci sa rodzice. Ojc9iec ktory nie widzi dziecka
                  codzienni i tak bardzo pragnie kontaktu z Nim powinien spedzac z nim czas.
                  fakt, ze tak kobieta go dotknie itd.. nie ma znaczenia , ale ze zacznie
                  stosowac swoje metody wychowawcze MA... Pocztaj sobnie watek na maochcach -
                  gdzie Pani opisuje jak zajmuje sie dzieckiem swego obecnego parterna stosujac
                  klaspy...

                  I tu juz jest roznica -0 bo zadna z nas nie zamierza ingerowac w sprawy tamtego
                  domu , ale zadna z nas nie zgodzi sie by OBCY dla nas czlowiek wychowywal wg.
                  swoichzasad dziecko , ktorego rodzicami jestesmy MY...
                  I nie ma Co tu debatowac. W momencie w ktorym opiekunka ktora ja zatrudnie nie
                  pododba sie mojemu ekswoi - moze wniesc weto..
                  Tak samo weto moze wniesc matak...

                  Pozdrawiam
                  • lubstej Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 09:27
                    widze mag, ze dalej widzisz tylko to, co chcesz zobaczyc
                    to odnosnie aluzji do watku na macochach, ktory mial zupelnie inny kontekst,
                    zupelnie inne okolicznosci, ale jakie to ma znaczenie, prawda?
                    • new_live Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 09:30
                      Lubste-
                      Po pierwsze juz to ktorejscpowtazalam: new_live
                      Co do kontekkstu.
                      Samodzielny odnisol sie do naszych obaw zwiaznych z zajmowaniem sie dzieckiem
                      przez druga kobiete jak do rozgrywania dzieckiem i platania go w sprawy
                      doroslych.
                      Podalam mu konkretny przykald. Gdzie wychowanie i sposb wychwanai matki moze
                      byc inny niz kobiety i moze przyniesc krzywde dziecku .
                      Bo zadal pytanie czy to sie zdzieje z krzywda dziecka.
                      Do tego sie ustosunkowalam.
                • new_live Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 12:36
                  Jeszcze troche sprzecznosci w Twojeje wypowiedzi Samodzielny.
                  Piszesz , ze my nie mamy niczego do dawani. Wlasciwie sie z Toba zgadzam.. Ale
                  piszesz dalej :
                  "Wam sie tylko WYDAJE ze macie az taka wladze, zeby dac lub nie dac. A macie
                  jej
                  tyle, na ile pozwala Wam ojciec dziecka majacy pelnie wladzy rodzicielskiej.
                  Jakim prawem chcecie te wladze jednostronnie ograniczac? "

                  A ja zapytam jakim prawem ty chcesz i co komu ograniczac???
                  Bo prawa rodzicielskie nie ronwaja sie waldzy absolutnej smile)))
                  I On nam tez nie ma nic do dawania..
                  Wogole Twoje dyskusje na temat dawani, zabierania, wladzy - pokazuja , ze
                  wogole nie myslisz o dziecku jako o istocie ludzkiej - ktora jako taka ma
                  PODSTAWOEW PRAWA czlowieka.
                  Ma PRawa - ktorych Ty nie mozesz niszczyc A Ty jaki imatak macie glownie
                  OBOWIAZEK dbac o jej dobrop. Prawa - sa tu na miejscu ostatnim po obowiazku
                  wobec dziecka ( zadbanie o dobre warunki orzowju, dobry konatak z obojgiem
                  rodzicow, dobry kontakt - lub poporawny miedzy rodzicami) i nie wiem czy nawet
                  na kocu wpisac walke o Twoje ego...
                  Zastanow sie nad tym. Bo co innego deklarujesz, a co innego potem piszesz. I w
                  kazdym Twoim poscie przebija chcec walki o "moje prawa, moje na wierzchu, ja tu
                  rzadze". Moze tWoja wiedza wskazuje na co innego i elokwencja - ale pod koniec
                  zawsze przebija to...
                  Zastanow sie nad tym. Bo wyslyslasz sprzeczne informacje.
                  • samodzielny Re: jedno pytanie.. 13.09.04, 19:16
                    jej, musze odpowiedziec, zareagowac..
                    > A ja zapytam jakim prawem ty chcesz i co komu ograniczac???
                    Alez ja nigdy nie mialem takiego zamiaru!! Nawet przez mysl...
                    > wogole nie myslisz o dziecku jako o istocie ludzkiej - ktora jako taka ma
                    > PODSTAWOEW PRAWA czlowieka.
                    Czyz nie jest podstawowym prawem, prawo do rodzicow?? Obojga?
                    >Bo co innego deklarujesz, a co innego potem piszesz
                    Nieprawada, w ktoryms napisalem ze dziecko jestprzyznawane matce (i dobrze)
                    Uwazam, ze dziecko powinno mieszkac z matka (o patologii nie mowimy)
                    Jestem gleboko przekonany, ze w zyciu nie zadbalbym o dzieci tak jak ONA ich
                    matka. Iszanuje ja za to.
                    Co do reszty, praw, to przydalby sie oddzielny watek smile
                    Pozdr
                • amfenix do samodzielnego 13.09.04, 13:11
                  samodzielny napisał:

                  > A skad Wy to wiecie, kto sie zajmuje?

                  Ja wiem, bo mój dziewięciolatek po powrocie od taty, po prostu siada i
                  opowiada, nawet nie pytany co robili razem.I czy wogóle byli razem. To samo
                  robi po powrocie od kolegi, ze szkoły, od babci.Sugerujesz, ze mam go nie
                  słuchać, czy zabronic w tym przypadku zdawania relacji z tego co robił?

                  > Czy ojciec dziecka tez ma prawo ingerowac w Wasze zycie?? Jak sobie je
                  > organizujecie?

                  Żadna strona nie ma takiego prawa.
                  Ja osobiście w nosie mam to jak sobie organizuje życie mój ex,do momentu kiedy
                  życie to nie zajmuje go tak bardzo, ze zapomina na półtora miesiąca o dziecku
                  i na moje pytanie dlaczego nawet nie zadzwoni, odpowiada, że nie wie.Przypomnę
                  wszystkim że mieszkamy w tym samym małym mieście i ex pracuje 50 m od naszego
                  mieszkania.

                  > To znaczy co? Przypuszczam, ze ojciec dziecka nie zajmuje sie nim przez caly
                  > czas osobiscie wiec nie dam?
                  > A jezeli nawet nie zajmuje sie przez caly czas, to co??????
                  > Dziecko na tym cierpi???
                  > Czy Wasza urazona duma?

                  Czasem, a nawet często cierpi dziecko.Dziecko, które czeka na spotkanie z
                  tatusiem jak na wielkie wydarzenie, a jest przez tego tatusia zwyczajnie
                  olewane, a wizyta odbębniana jak nudny wykład, który trzeba zaliczyć,żeby mieć
                  święty spokój.

                  Ja nie przypuszczam tylko wiem.
                  Wmusiłam exowi małego na 7 dni wakacji, z czego spędził z nim tylko trzy bo
                  akurat w tym czasie musiał wyjechać za granicę sprowadzić wujkowi narzeczonej
                  samochód.Narzeczona, siedziała więc z małym sama.Zaznaczam, że słowem się nie
                  odezwałam gdy się wydało.
                  Zabiera małego do kina, po czym puszcza go samego lub z 7 letnim kolegą na salę
                  kinową i idzie ze znajomymi na film dla dorosłych bo na bajkę mu się nie
                  chce.Młodzi czekają potem w holu na dorosłych, sami w obcym mieście, bez
                  opieki.Też nic się nie odzywam.
                  Wmusiłam mu młodego na 5 dni ferii zimowych, po czym po powrocie zdał relację,
                  że fajnie było, bo najpierw narzeczonej taty ukradli nowe narty i jeżdzili na
                  policję i policjant dał im inne jeszcze lepsze które ukradziono komus innemu i
                  się nie zgłosił.Potem tatuś zastawił jego kijki (prezent ode mnie) w
                  wypożyczalni w zastaw ale ich nie odebrał bo cos tam i mały jeżdził bez kijków,
                  a wogóle to już jest dzielny bo z czerwonej trasy jeździ sam bo tata jeździ z
                  czarnej,i tylko jedno mu się nie podobało, bo narzeczona taty w nocy wchodziła
                  tacie do łóźka i jemu było przykro bo on chciał spać z tata.....Dodam tylko ,
                  że było to w czasie gdy byliśmy dopiero po rozprawie
                  pojednawczej.Zaprotestowałam wtedy.Efekt - powiedział, że jak mi się nie p
                  [odoba, to wcale nie będzie małego nigdzie zabierał.
                  Rzeczywiście samodzielny, dziecko nie cierpi wogóle.A ile dobrych rzeczy się
                  przy tym uczy....... i wogóle nie jest wystawiane na niebezpieczeństwo.A tatuś
                  oddany jest mu bezgranicznie.Powiedizałabym nawet , ze oddaje mu całego siebie
                  hihihi.
                  I mimo wszystko daję mu małego.Wręcz wpycham go na siłę.Ale Bóg mi świadkiem ,
                  że sama się zastanawiam czy dobrze robie.
                  A dumę to ja już dawno schowałam do kieszeni, bo zależy mi tylko na synu i jego
                  szczęściu.

                  > Przenosicie konflikty doroslych na dziecko. Dziecko sluzy Wam do ukarania
                  ojca
                  > za krzywdy ktore być może wyrzadzil Wam maz, partner.

                  Bzdury gadasz.Zachowujesz się tak jakby cały świat był czarno - biały, albo
                  istniał złoty srodek na kłopoty i sytuacje wszystkich.Nie patrz na sytuacje
                  innych przez pryzmat swojego związku bo to do niczego nie prowadzi i nikomu nie
                  pomaga.

                  > Rozumiem, ze ojciec moze przypuszczac, ze Wy nie zajmujecie sie caly czas
                  > osobiscie i powie, zabiore jej. Smieszne.

                  Czasami mam ochotę podwieźć mu małego na dwa trzy miesiące i zobaczyć co
                  będzie,jak pogodzi pracę z obowiązkami przy dziecku, jak młody będzie umyty,
                  nakarmiony, ile razy spóżni się do szkoły, jak szczęśliwie będzie rozwalać się
                  sielanka jego i narzeczonej gdy trzeba będzie wstać rano, zrobic małemu
                  sniadanie,zmusić go do zjedzenia czegokolwiek bo ma jadłowstręt psychiczny od
                  wielu lat i każdy posiłek trwa 2 godziny i jest wielokrotnie odgrzewany,
                  zawieźć go do szkoły, przywieźć, odrobić z nim lekcje, zawieźć na zajęcia
                  dodatkowe,na terapię ( ma ADHD), do ortodonty, stomatologa ( co miesiąc- ma
                  wade szkliwa),na basen, zapewnić mu wszystkie potrzebne rzeczy, poczytać
                  wieczorem, obdzwonic codziennie kilka osób bo nigdy niczego nie wie i niczego
                  nie pamięta......... ale mały to nie przedmiot i tylko dlatego to pozostaje w
                  sferze marzeń.

                  > A co Wy macie do dania? Samo to slowo jest nie na miejscu. Dam, nie dam.
                  > Wam sie tylko WYDAJE ze macie az taka wladze, zeby dac lub nie dac. A macie
                  jej tyle, na ile pozwala Wam ojciec dziecka majacy pelnie wladzy rodzicielskiej.

                  NIe nam się nie wydaje.Wiele z nas, zaznaczam, wiele, nie wszystkie, maja prawo
                  dać albo nie dac, bo uwierz mi że przypadków, gdy matka złośliwie i zawistnie
                  ogranicza kontakty nie jest znowu tak dużo tu na samodzielnej.Ja przynajmniej
                  nie znam.Choć z prywatnego doswiadczenia wiem , ze są, ale baaardzo
                  sporadycznie.WIęc pisze mamy prawo, mysląc o tych samodzielnych, które przeszły
                  piekło ze swoimi exami, których dzieci przeszły to piekło i które kierują się w
                  swoim postępowaniu dobrem dzieci właśnie.To tobie się wydaje że twoja prywatna
                  wojenka to wojna ogólnospołeczna.POwiem ci jeszcze raz,każda historia jest inna
                  i generalizacja jest conajmniej nie wskazana.

                  > Jakim prawem chcecie te wladze jednostronnie ograniczac?
                  > Bo...
                  > >maluchem zajmuje się jego partnerka.???
                  > To jeszcze chcecie decydowac o stosunkach panujacych w domu Exa?
                  > Dziecko wraca zadowolone, usmiechniete to malo? To jeszcze pewnie
                  przesluchanie
                  >
                  > dziecka, z jakiego powodu i czy Pani go "dotykala".
                  > To choreeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!

                  Objawy chorobowej nienawiści do kobiet to ja niestety widze u ciebie i to coraz
                  wyraźniej
                  >Też Pozdr
                  >
                  >
                  >
                  >
                • lideczka_27 Re: jedno pytanie.. 14.09.04, 01:43

                  samodzielny napisał:

                  > A skad Wy to wiecie, kto sie zajmuje?
                  > Czy ojciec dziecka tez ma prawo ingerowac w Wasze zycie?? Jak sobie je
                  > organizujecie?
                  > To znaczy co? Przypuszczam, ze ojciec dziecka nie zajmuje sie nim przez caly
                  > czas osobiscie wiec nie dam?
                  > A jezeli nawet nie zajmuje sie przez caly czas, to co??????
                  > Dziecko na tym cierpi???
                  > Czy Wasza urazona duma?
                  > Przenosicie konflikty doroslych na dziecko. Dziecko sluzy Wam do ukarania
                  ojca
                  > za krzywdy ktore byc moze wyrzadzil Wam maz, partner.
                  > Rozumiem, ze ojciec moze przypuszczac, ze Wy nie zajmujecie sie caly czas
                  > osobiscie i powie, zabiore jej. Smieszne.
                  > A co Wy macie do dania? Samo to slowo jest nie na miejscu. Dam, nie dam.
                  > Wam sie tylko WYDAJE ze macie az taka wladze, zeby dac lub nie dac. A macie
                  jej
                  >
                  > tyle, na ile pozwala Wam ojciec dziecka majacy pelnie wladzy rodzicielskiej.
                  > Jakim prawem chcecie te wladze jednostronnie ograniczac?
                  > Bo...
                  > >maluchem zajmuje się jego partnerka.???
                  > To jeszcze chcecie decydowac o stosunkach panujacych w domu Exa?
                  > Dziecko wraca zadowolone, usmiechniete to malo? To jeszcze pewnie
                  przesluchanie
                  >
                  > dziecka, z jakiego powodu i czy Pani go "dotykala".
                  > To choreeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!
                  > Pozdr
                  >
                  >
                  >
                  samodzielny, wypraszam sobie. Zapytałeś o co chodzi - odpowiedziałam Ci. I to
                  była informacja, a nie moja wizja życia faceta emilcii ani tego, kto się w
                  tamtym domu zajmuje dzieckiem.

                  A teraz, jako macocha (!), powiem Ci (z autopsji - więc sprawa niepodważalna
                  oraz z lektury forum „macochy”, gdzie, jak się domyślasz, piszą żony/partnerki
                  rozwodników) - często gęsto podczas kontaktów ojca z dzieckiem, partnerka się
                  tym dzieckiem zajmuje. A powody są skrajnie różne: od spychologii i skrajnego
                  lenistwa ojca tudzież chęci "odbębnienia" widzenia aż do wyższych konieczności.
                  Zapraszam na forum, będziesz miał okazję się przekonać.

                  Gdzieś poniżej napisałeś listę „rozkazów”, gdzie raczyłeś mnie uwzględnić. W
                  tej sytuacji i kontekście mojej odpowiedzi jest to po prostu spore nadużycie,
                  że o przekłamaniu i przekręceniu sensu mojej wypowiedzi nie wspomnę.

                  dobranoc
                  lidka
    • vialle Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 17:21
      na pewno nie jest Ci latwo emocjonalnie w tej sytuacji, bo jest ta kobieta, jak
      sama piszesz to kontakty dziecka z nia sa zrodlem Twojego najwiekszego stresu -
      umiem to sobie wyobrazic. Nie mowie, ze uwazam ze to madre ale emocje zwykle
      maja niewiele wspolnego z madroscia... Mowie tylko, ze umiem sobie wyobrazic,
      ze cholera Cie bierze, ze chodzisz po scianach, umierasz. Bardzo Ci wspolczuje,
      ze przez to przechodzisz.
      Nie wiem czy roczniaka nalezy oddawac tacie na caly dzien - w sumie mysle, ze
      dlaczego nie? Z noca, zwlaszcza poza domem, bym sie mocno wahala. Ale caly
      dzien z tata? Roczne dziecko? Odnosze to do mojego - nie wiem czy slusznie -
      ktorego tata swietnie sie nim zajmowal no i nie widze problemu. To brzmi jak
      sztuczne pocieszenie, ale taka sobota to naprawde jest czas dla Ciebie. Na
      pewno nie masz go za wiele!!! Wykorzystaj go dla siebie tak zebys miala z tego
      pozytywna energie, zebys miala powody do polubienia siebie - zadbaj o siebie
      albo poucz sie czegos zebys czula ze sie rozwijasz. Albo spedz ten czas z kims
      bliskimi cieplym, niekoniecznie caly czas gadajac o dziecku i calej tej
      sytuacji.
      A co do kontaktow partnerki eksa z dzieckiem - mysle ze tu gwarantem czy
      kontakty beda takie jak bys chciala, jest Twoj eks. Jesli znasz go na tyle, ze
      mozesz mu zaufac ze osoba, ktora wybral bedzie dobra dla Twojego dziecka i ze
      mozesz zaufac, ze nie pozwoli na zachowania wobec dziecka na jakie Ty bys nie
      pozwolila - to perspektywicznie mysle, ze nalezy pozwolic na jej kontakty z
      Twoim dzieckiem. Wazne jest zeby ojciec nie zapomnial o dziecku, zeby na sile
      nie oslabiac, nie utrudniac ich relacji. A jesli eks i ta babka sie pobiora, to
      powiem ze ta kobieta takze wrecz powinna miec kontakty z Twoim dzieckiem - zeby
      obraz swiata jaki pozna dziecko bylo jak najbardziej normalny. Jest dom w
      ktorym jest mama i dom taty, w ktorym jest nowa rodzina i w niej miejsce dla
      Waszego dziecka.

      Wszystko sie komplikuje jesli nie masz zaufania do eksa albo masz powody
      przypuszczac ze dziecko bedzie w jakimkolwiek sensie zle traktowane przez jego
      partnerke. czy taka masz sytuacje? Tak czy owak - na teraz, na czas kiedy
      sprawa jest tak swieza, tak niedawno sie rozstaliscie i Twoje emocje sa takie
      drastyczne - umow sie moze z eksem ze bedzie spedzal dzien z corka w Twoim
      domu? Ty idz "w miasto", zorganizuj czas tak by ich zostawic samych, w domu
      ktory dziecko zna, bez nextki. Powiedz eksowi po prostu otwarcie , ze za jakis
      czas bedziesz zapewne na to gotowa zeby kontakty obejmowaly nowa partnerke,
      byly poza domem - a teraz nie jestes i cierpisz i popros po ludzku niech to
      uszanuje, w imie Waszych wzajemnych relacji, ktorych jakosc jest sprawa
      absolutnie podstawowa dla Waszego dziecka. Wytlumacz mu dlaczego to dla Ciebie
      wazne, postarajcie sie zrozumiec.
      Jeszcze jedna sprawa - z Twojego posta odnioslam wrazenie, ze traktujesz nextke
      jak zjawisko przemijajace. Czy slusznie? Byc moze nalezy potraktowac ja jako
      partnerke zyciowa? Moze wkrotce nia bedzie, pobiora sie? Jesli tak, to nalezy
      sie przygotowac na to ze bedzie relacja dziecko - macocha. Jesli natomiast
      raczej bedzie to przelotna historia - to jest to powazny argument przeciw
      poznawaniu z nia dziecka. To czasem trudno ocenic a czasem bardzo latwo, ale
      mysle ze warto sie nad tym zastanowic w rozwazaniach kiedy pozwalac na
      spotkania z tata poza miejscem zamieszkania, a zwlaszcza w towarzystwie osob
      trzecich. No chyba ze w obecnosci dziecka oni sie zachowuja wobec siebie jak
      luzni znajomi?

      To niewyobrazalnie trudne. Probowac zaufac eksowi w Twojej sytuacji, probowac
      sie z nim dogadac. Wiem cos o tym, znam podobny bol i cwicze go chcac nie chcac
      kazdego dnia. Czasem mi sie rzygac chce od bolu zmagania z wlasna zloscia, ze
      swiadomoscia ze ZAWSZE juz bede musiala sie z nim probowac dogadac, a w kazdym
      razie przez calkiem dlugie lata. Ale nie sadze, zeby bylo inne wyjscie, ktore
      jest optymalne dla dziecka.

      Przepraszam ze chaotycznie. Pisz na gazetowego priva jesli chcesz pogadac.
      Pozdrawiam!
      • chalsia Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 17:30
        Tak, tylko trzeba miec z kim rozmawiać. Niestety w wielu przypadkach odpowiedź
        jest "przesadzasz" albo "nie obchodzi mnie co myslisz na ten temat, mam swoje
        zdanie i po swojemu zrobię".

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • vialle Re: Spotkanie z Tatą...... 14.09.04, 11:04
          napisalam to Chalsiu - ze trzeba miec partnera do rozmowy. Ja nie mowie ze
          zawsze sie da, niestety - tylko apeluje o to, zeby nie zakladac z gory ze tego
          partnera nie ma. Wiem, ze czasem po prostu po drugiej stronie jest troglodyta
          nie czlowiek - i nie wnikam jak to sie stalo ze wlasnie z nim ma sie dziecko bo
          mam naprawde wielka pokore w ocenianiu dlaczego i z kim ludzie maja dzieci. Ale
          opierajac sie na obserwacjach i na wlasnych doswiadczeniach troche tez (troszke
          znasz moja sytuacje, Chalsiu) mysle, ze czesto przez zale pomiedzy doroslymi
          nakrecamy spirale zlosci, zacietrzewienie, zlych slow ktore zapadaja nam w
          pamiec - az do poziomu, kiedy nie widzimy juz nic pozytywnego w tym drugim
          czlowieku, no i goodbye szansa na dogadanie sie. Chce powiedziec tyle, ze zanim
          podsumujemy "z tym sie nie da dogadac" powinnysmy zajrzec w siebie i upewnic
          sie, ze rzeczywiscie sie nie da dogadac czy tez my same stwarzamy czesc muru -
          bo to w interesie naszych dzieciakow. Te probe dogadania sie warto podjac nawet
          jesli poczatkowa reakcja jest odpychajaca czy glupkowata.

          Nie mowie ze latwo. Co wiecej - nie wiem co bym zrobila gdyby moj eks byl takim
          typem, jak tu czasem opisujecie, typowego troglodyty (ja naprawde wiem ze tacy
          sa!!!). Przyznaje - nie wiem co bym wtedy zrobila. Zapewne gdybym miala
          pewnosc, ze szkodzi (nastawia negatywnie dziecko etc., nie mowiac o alkoholu
          czy burdach w domu) - pewnie wowczas bym dazyla do minimalizacji kontaktow
          dziecka z takim ojcem i absolutnie zabronila ich poza moim domem i bez mojej
          obecnosci.

          A elaboraty pisze rzeczywiscie dlugasne bo 1) jestem gadula, 2) chce byc dobrze
          zrozumiana, 3)szybko pisze smile
    • samodzielny Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 18:57
      emilciuuu, wczytaj sie w post vialle.
      trzy razy czytalem i jestem pelen podziwu. vialle uklony.
      Jak trzeba byc zarozumiala, ilez tupetu posiadac, swiadomosci zjedzonych
      rozumow, zeby doradzac na podstawie jednego postu w trybie rozkazujacym.
      Nie znajac emilcii, jej exa, nie wiedzac jak ukladaja sie stosunki miedzy nimi.
      Czy to ze Wasz partner byl draniem, daje Wam prawo do takich rad, jakby same
      dranie zyly na tym swiecie?

      >nie zgadzaj, w zadnym wypadku (karolcia)
      >Niech przyłazi i widzi się z dzieckiem "pod twoim okiem" (ulkar)
      >nie wiem dlaczego pozwalasz zabierać tak maleńkie dziecko. (mamaniuni)
      przynajmniej przyznala sie, ze nie wie. To sie dowiedz!!!
      >wystąp do sądu o ustalenie kontaktów (chalsia)
      >cryingim dłużej eks będzie zabierał dziecko do siebie, tym trudniej to
      będzie sadownie zmienić).(chalsia) A dlaczego to zmieniac???Jak eks odchodził,
      zamierzał mi pomóc ???????
      >Ewentualnie odmów mnu zabierania dziecka do niego.... (chalsia)A co ma Twoj ex
      do emilciii?? Moglas wziac nianke i robic kariere europejska.!!
      >A to on ma się dzieckiem zajmować, (chalsia) a z postu emilcii wynikalo, ze
      nie zajmuje sie???
      >maluchem zajmuje się jego partnerka (lideczka77).czy tak napisala emilciaaa?
      >pieprzysz jak potłuczony.. no comment smile))))))))))))))))))))))

      Zauwaz, to nie sa rady, to nakazy. Zrob tak i tak, ja wiem, nie znam Twojej
      syt. ale wiem.
      Jak tak mozna???
      Maja gotowe recepty, szablony na tyle elastyczne, ze moga je zastosowac w
      ciemno, pasuja do kazdego ukladu.
      Tak im sie wydaje.
      Ty nie np. chalsia i Twoj ex nie EX chalsi. Dla chalsi drobiazg.
      Jak nie bedziecie pasowali do szablonu, gorzej dla Was. Wasza wina.

      Wiesz, rzadko doradzam, ale mysle, ze wiecej Ci da rozmowa na priv z vialle,
      niz dziesiatki postow doradzajacych w trabie rozkazujacym.
      Chyba ona jedna zrozumiala Ciebie, Twoje leki..
      Powodzenia
      pozdr
      • kamila77 Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 19:21
        Czy pan byłby uprzejmy, panie samodzielny (tryp przypuszczajacy) zamknac
        paszcze chociaż w kwestiach gramatycznych? Ewentualnie przygotuj nam (tryb
        rozkazujacy)jakis edytor tekstowy, ktory zamienialby nasze proste zdania na
        łamance językowe, np.:

        "wystąp do sądu"

        na:

        "co prawda nie znam twojej sytuacji i nie jestem tobą, ale na podstawie twoich
        informacji (przyznaje, ze niepelnych, zatem wybacz, jesli cos zle rozumiem),
        sklonna jestem mniemać, że gdybym byla na twoim miejscu (ale oczywiscie nie
        jestem, o czym pamietam w kazdej sekundzie żywota swego), to rozważalabym
        możliwosc wystąpienia na drogę sądową w celu prawnego uregulowania kwestii
        zasad i terminów spotkan ojca twojego dziecka z tymże potomkiem".

        O to chodzi?
        • samodzielny Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 21:15
          przeciez wiesz, ze nie o to, przeciez wiesz..
          Przeciez wiesz, co innego porady prawne, nie wyplacil Ci za urlop, do sadu
          dziada. Krotko.
          Tu materia bardziej delikatna.
          Tu nie ma §§ , nie mozna per analogicum, moj taki byl, to i kazdy taki.
          Ja nie odwazylbym sie udzielac takich rad, co najwyzej, "ja zrobilbym tak i
          siak" a nie "zrob tak i tak"
          u mnie 4:5
          u Ciebie 3:47
          smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
          Pozdr

          • kamila77 Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 21:38
            Też i nie rob z pytajacych o porade dziewczyn jakichś bezwolnych cieląt, ktore
            posłusznie wypelnia kazdy 'rozkaz' forumowy (zwlaszcza, ze czasem sa to rady
            sprzeczne ze soba). Wiadomo, sie poczyta, sie pomysli, sie cos wybierze. Tak to
            tu mniej wiecej dziala, od dluuuugiego czasu.


            PS: Te cyferki to jakis strasznie zabawny dowcip? Bom nie pojęła nic a nic.
            • samodzielny Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 22:23
              toz nie o pytajace idzie, a o radzace (nie mylic z rodzace).
              o rady z pozycji medrca skonczonego.

              cyferki wyjasnie.

              "zrob tak i tak" 4 mezczyznie wystarczy
              "ja zrobilbym tak i siak" 5 i juz inaczej brzmi, jakis przyjazniej

              a kobieta

              "wystąp do sądu" 3 wyjasnia
              "co prawda nie znam twojej sytuacji i nie jestem tobą, ale na podstawie twoich
              informacji (przyznaje, ze niepelnych, zatem wybacz, jesli cos zle rozumiem),
              sklonna jestem mniemać, że gdybym byla na twoim miejscu (ale oczywiscie nie
              jestem, o czym pamietam w kazdej sekundzie żywota swego), to rozważalabym
              możliwosc wystąpienia na drogę sądową w celu prawnego uregulowania kwestii
              zasad i terminów spotkan ojca twojego dziecka z tymże potomkiem".

              policzylem.. 43 smile))

              "Aby jezyk gietki powiedzial wszystko, co pomysli glowa"
              Moze jezyk mam mniej gietki, moze glowa mniej mysli ..

      • chalsia Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 23:40
        Samodzielny, nie ma to jak żonglerka.
        Zapomniałeś zacytować poczatku zdania z mojej PIERWSZEJ wypowiedzi w tym wątku.
        A brzmi ono tak:
        "Jeśli czujesz, to co czujesz, to"
        i dopiero potem było "wystąp do sądu, itd".
        Nie mam czasu doszukiwac się innych celowych "niedopatrzeń" tego typu w Twoim
        poście.
        Goebbels mi się tak na myśl nasunął.
        I Kamilla ma trochę racji - może byś sobie przypomniał co to jest tzw.tryb
        warunkowy?
        Jakoś inne kobiety nie mają problemów z odczytaniem skrótu myślowego i nie
        traktują tego typu/formy wypowiedzi jako nakaz. To jest po prostu najkrótsza
        forma pisania. Ja widać nie mam tyle czasu co np.Vialle na elaboraty (bez
        urazy). A może to kwestia kosztów podłączenia do netu?

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • samodzielny amfenix, masz racje, ale...... 14.09.04, 00:01
        ale Ty mowisz o ojcu TWOJEGO dziecka.
        i ja Ci wierze, ze tak bylo, ze tak jest.
        Czy z Twoich doswiadczen z ojcem TWOJEGO dziecka wynika, ze ojciec dziecka
        emilciiii tez jest taki????
        Wieksza czesc Twego postu jest o ojcu Twego dziecka, rozzalenie, gorycz, ja to
        naprawde rozumiem. Tylko ze, ojciec dziecka emilcii to nie ten sam facet.
        >Czasami mam ochotę podwieźć mu małego na dwa trzy miesiące i zobaczyć co
        >będzie,jak pogodzi pracę z obowiązkami przy dziecku, jak młody będzie umyty,
        >nakarmiony, ile razy spóżni się do szkoły, jak szczęśliwie będzie rozwalać się
        >sielanka jego i narzeczonej gdy trzeba będzie wstać rano, zrobic małemu
        >sniadanie,zmusić go do zjedzenia czegokolwiek bo ma jadłowstręt psychiczny od
        >wielu lat i każdy posiłek trwa 2 godziny i jest wielokrotnie odgrzewany,
        >zawieźć go do szkoły, przywieźć, odrobić z nim lekcje, zawieźć na zajęcia
        >dodatkowe,na terapię ( ma ADHD), do ortodonty, stomatologa ( co miesiąc- ma
        >wade szkliwa),na basen, zapewnić mu wszystkie potrzebne rzeczy, poczytać
        >wieczorem, obdzwonic codziennie kilka osób bo nigdy niczego nie wie i niczego
        >nie pamięta.......
        Wiesz, w jakims poscie wypowiedzialem sie, ze slusznym jest "przyznawanie"
        dzieci matkom.
        Ja chyba bym sobie nie poradzil z polowa tego co wymienilas. Po trzech dniach
        zadzwonilbym do Ciebie "RATUJ".
        Szczerze mowiac, wdzieczny jestem Panu Bogu, ze to wlasnie kobiety posiadaja
        cos takiego jak -instynkt macierzynski-.
        Ja szanuje moja ex, bo to jest MATKA MOICH DZIECI i to dla mnie wystarczajacy
        powod. Dlaczego nie mozna tak powiedziec o ojcu dziecka? Bo lobuz?
        Przeciez to dziecko nie jest owocem gwaltu!! Same wybralyscie tego faceta na
        ojca dziecka.
        >NIe nam się nie wydaje.Wiele z nas, zaznaczam, wiele, nie wszystkie, maja
        >prawo
        Prawo ktore same ustanowily??
        Tylko nie mow prosze jak chalsia , ze""jest też w prawie takie coś jak "osoba
        sprawująca bezpośrednią opiekę".I ta osoba ma jakby więcej do powiedzenia.""
        Wrzucilem te osobe w Google. Ma racje, jest cos takiego w prawie. Mowa o
        opiekunie dzieci np. na koloniach. To jest osoba sprawujaca bezposrednia
        opieke smile)))
        Nie jestem zwolennikiem sadow. Post wyzej. Bez wyroku, to masz prawo.. nie
        wieksze niz ojciec dziecka. Pomijam prawo moralne.
        Pozdr




        • chalsia Google :-)) 14.09.04, 00:31
          > Tylko nie mow prosze jak chalsia , ze""jest też w prawie takie coś jak "osoba
          > sprawująca bezpośrednią opiekę".I ta osoba ma jakby więcej do powiedzenia.""
          > Wrzucilem te osobe w Google. Ma racje, jest cos takiego w prawie. Mowa o
          > opiekunie dzieci np. na koloniach. To jest osoba sprawujaca bezposrednia
          > opieke smile)))

          No nie wiedziałam, że mamy nową alfę i omegę prawniczą czyli Google. To może
          zamiast naszych prawników i sądów tam będziemy się udawać po wyroki.
          Widać jestem bardziej tradycyjna, bo mam większe zaufanie do prawniczki z
          dziestoma latami praktyki w prawie rodzinnym.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
      • chalsia Re: Spotkanie z Tatą...... 14.09.04, 00:25
        > Ty nie np. chalsia i Twoj ex nie EX chalsi. Dla chalsi drobiazg.
        > Jak nie bedziecie pasowali do szablonu, gorzej dla Was. Wasza wina.

        Przeciez to oczywiste, ze Emilcia i jej eks to inni ludzie i sytuacja. Jak
        widac z powyższego Tobie jednak nie wydaje sie to tak oczywiste, skoro musisz
        to tłumaczyć.
        A czegokolwiej Emilcia i jej eks nie zrobią lub zrobią, zawsze to będzie "ich
        wina", bo to ich życie.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • iziula1 Re: Sens zycia! 13.09.04, 22:20
      Jakiś cel w zyciu trzeba mieć.Ciesze sie Samodzielny,ze w końcu to odkryłeś.
      Tylko prawda Nas wyzwoli!
      Pozdrawiam.



      ps.A wredna jestem i zawsze bede!
    • porannarosa Re: Spotkanie z Tatą...... 13.09.04, 23:12
      Ja tam nie wiem, ale swojemu ex nie pozwololam na zabieranie corki z domu na
      spacery etc. jakos nie wykazywal przedtem(czyt. kiedy mieszkalismy razem)
      wiekszego zainteresowania dzieckiem wiec jak moglam mu zaufac i oddac dziecko
      pod opieke jesli nie potrafil sie nia zajac, nakarmic, zabawic, zrozumiec itd.
      kiedys domagal sie tego zeby mogl z nia spacerowac i zabierac ja do swojej
      matki i siostry, ale jakze tu pozwolic jak tam regularnie wzywana jest policja
      celem uspokojenia rodzinki...do teraz "pan maz" odwiedza corke u mnie w domu,
      umowilismy sie na 2 godziny w soboty jednak on nawet tego czasu nie
      wykorzystuje i przy pierwszej lepszej sposobnosci "ucieka" z wizyty, czasem
      sadze, ze przychodzi tylko dlatego zeby ludzie nie gadali, przestal sie domagac
      wspolnych wyjsc bo tak chyba jest mu lepiej, przynajlmniej nie bedzie sie
      musial wstydzic, ze nie potrafi zainteresowac dziecka rozmowa czy zabawa, bo
      kazda jego wizyta polega na tym, ze niunka biega po calym domu i wynajduje
      sobie zajecie, a on "odsiaduje" na kanapie swoj czas, a potem wychodzi, wiec
      jak tu mozna dac dzieco takiemu facetowi?? nie zabraniam mu kontaktow, jego
      rodzinie rowniez, rozumiem, ze moze to byc jakis tam dyskomfort dla nich, bo
      nie maja prywatnosci itd., ale swoja droga nawet pod moim "okiem" corka slyszy
      os szanownego tatusia, ze to mama nie pozwala na cos, a tata by pozwolil, ze on
      by chcial ale nie moze bo jego czas na wizyte sie konczy etc., ciekawe co by
      bylo gdybym puscila go samego z dzickiem?? czego bym sie dowiedziala o swojej
      nic nie wartej osobie??
      wiec reasumujac: jesli jestes pewna, ze twoj ex nie bedzie nastawial dziecka
      nagatywnie w stosunku do twojej osoby, a ponadto istnieje dobry kontakt
      pomiedzy nim a dzieckiem to ja bym pozwolila na umiarkowane kontakty poza twoja
      osoba, ale jesli chociaz jedna rzecz by mnie zaniepokoila powrocilabym do wizyt
      pod swoim okiem, i koniec i kropka!!
    • samodzielny new_live, moja droga... 13.09.04, 23:13
      new_live
      >Nie , ale od wychowywanie dzieci sa rodzice.
      Masz racje, to oczywiste
      >zadna z nas nie zgodzi sie by OBCY dla nas czlowiek wychowywal wg.
      >swoich zasad
      I znowu masz racje, tylko czy juz mozesz twierdzic, ze tak jest na podstawie
      postu emilciiiii???
      Czy to nie jest domiemanie na podstawie wlasnych doswiadczen???
      >A ja zapytam jakim prawem ty chcesz i co komu ograniczac???
      Alez ja nie mam najmniejszego zamiaru ograniczania czyjejkolwiek wladzy!!
      Uwazam, ze w moiuch wypowiedziach przewaza dobro dziecka!!
      >w kazdym Twoim poscie przebija chcec walki o "moje prawa, moje na wierzchu, ja
      >tu rzadze"
      Wprost przeciwnie.
      Uwazam, ze jezeli rodzice potrafia sie dogadac, to (jak juz wspomnialem) zadne
      sady nie sa potrzebne.
      Ja bylem raz w sadzie, rozwod i zadne inne ustalenia. Ustalalismy miedzy soba.

      Jesli kiedykolwiek mowilem o sadach, to w zasadzie zeby Wam uzmyslowic, ze bez
      wyroku w garsci to wladza mam jest uzurpowana sobie mrzonka.
      I nie wynika to z mojego "nielubienia" samodzielnych mam, wprost przeciwnie.
      Wyobrazmy sobie syt, bardzo prawdopodobna (toz ojcowie to lobuzy)ze dziecko nie
      wraca z "wizyty" u taty.
      Co wowczas?
      Policja??
      No i co?
      Ojciec ma pelnie praw, dziecko nie ma ustalonego miejsca pobytu, nie sa
      ustalone spotkania.
      Policja przeprasza ojca za zaklocenie spokoju, do widzenia, lub niewidzenia i
      co zrobisz?
      Niewiele.
      A zwlaszcza gdy jestescie jeszcze malzenstwem, lub zyjecie w konkubinacie.
      Potrafisz sobie wyobrazic Twoja bezradnosc w takiej sytuacji???
      >w kazdym Twoim poscie przebija chcec walki o "moje prawa,
      Uwierz mi, NIGDY nie musialem walczyc o "swoje prawa", wprost przeciwnie z
      czesci zrzekalem sie dobrowolnie. Moze wlasnie dlatego szokuja mnie wypowiedzi
      niektorych mam.
      Pozdr






      • chalsia Re: new_live, moja droga... 13.09.04, 23:48
        > Uwierz mi, NIGDY nie musialem walczyc o "swoje prawa", wprost przeciwnie z
        > czesci zrzekalem sie dobrowolnie. Moze wlasnie dlatego szokuja mnie
        wypowiedzi
        > niektorych mam.

        Czyli robisz dokładnie to samo, za co nas ganisz, czyli patrzysz na sprawy
        innych przez pryzmat swoich doświadczeń. A przecież to jest właśnie normalne,
        bo każdy człowiek jest kształtowany przez swoje doświadczenia. Nikt nie potrafi
        całkiem wyjść ze swojej skóry.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • samodzielny chalsia..na Boga... 14.09.04, 00:14
          "wystąp do sądu"
          to byl cytat z postu kamili, jak i nastepny, z kamila wymienialem poglady.
          Dowod.
          kamila77 13.09.2004 19:21
          (....) "wystąp do sądu"

          Gdybym Ciebie cytowal, to wygladaloby to tak:
          >Wiesz co, Samodzielny, pieprzysz jak potłuczony.
          >Zadałeś pytanie - dostałeś odpowiedź.
          Tak w zaufaniu Ci powiem, ze pytanie bylo do emilciii
          >Goebbels mi się tak na myśl nasunął

          brak slow

          • chalsia Re: chalsia..na Boga... 14.09.04, 00:19
            Samodzielny, na Boga, ty chyba masz straszną sklerozę
            Oto dowód:

            samodzielny 13.09.2004 18:57 odpowiedz na list odpowiedz cytując


            emilciuuu, wczytaj sie w post vialle.
            trzy razy czytalem i jestem pelen podziwu. vialle uklony.
            Jak trzeba byc zarozumiala, ilez tupetu posiadac, swiadomosci zjedzonych
            rozumow, zeby doradzac na podstawie jednego postu w trybie rozkazujacym.
            Nie znajac emilcii, jej exa, nie wiedzac jak ukladaja sie stosunki miedzy nimi.
            Czy to ze Wasz partner byl draniem, daje Wam prawo do takich rad, jakby same
            dranie zyly na tym swiecie?

            >nie zgadzaj, w zadnym wypadku (karolcia)
            >Niech przyłazi i widzi się z dzieckiem "pod twoim okiem" (ulkar)
            >nie wiem dlaczego pozwalasz zabierać tak maleńkie dziecko. (mamaniuni)
            przynajmniej przyznala sie, ze nie wie. To sie dowiedz!!!
            >wystąp do sądu o ustalenie kontaktów (chalsia)
            >cryingim dłużej eks będzie zabierał dziecko do siebie, tym trudniej to
            będzie sadownie zmienić).(chalsia) A dlaczego to zmieniac???Jak eks odchodził,
            zamierzał mi pomóc ???????
            >Ewentualnie odmów mnu zabierania dziecka do niego.... (chalsia)A co ma Twoj ex
            do emilciii?? Moglas wziac nianke i robic kariere europejska.!!
            >A to on ma się dzieckiem zajmować, (chalsia) a z postu emilcii wynikalo, ze
            nie zajmuje sie???
            >maluchem zajmuje się jego partnerka (lideczka77).czy tak napisala emilciaaa?
            >pieprzysz jak potłuczony.. no comment smile))))))))))))))))))))))


            A Kamila zacytowała cytat z cytatu.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
      • jogo2 mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 00:07
        jakoś mi nie chce się uruchomić opcja cytowania, więc wybacz, że bez tego. Do
        mojej poprzedniej odpowiedzi w innym wątku ustosunkowałeś się celną ripostą, iż
        moim zdaniem, sądy są omylne, matki nie, mającą wykazywać brak logiki w tym co
        napisałam. No cóż, znów mogę tylko dodać banalne już trzy słowa, że niestety
        taka jest prawda, a twoja wiara w sądy powala mnie, co się tyczy natomiast
        pragnienia dobra dziecka, jakie się wyłania z twoich wypowiedzi, to zaczyna
        trochę przerażać. Jakoś łatwo ci pisać lekkim tonem o sytuacjach, które
        naprawdę się zdarzają, to że nie zdarza się często, nie znaczy, że nie należy
        tym dzieciom i matkom gorąco współczuć, mówię tu o przykładach podawanych przez
        ciebie: odebranie dziecka z przedszkola bez powiadomienia o tym matki, teraz
        piszesz sobie lekkim tonem w stylu, a co byście zrobiły, gdyby ex wam nie oddał
        dziecka i z całą satysfakcją opisujesz, że bez jakiegoś tam wyroku (swoją drogą
        ty to słowo sąd i wyrok odmieniłeś przez wszystkie przypadki już chyba ze dwa
        razy, ja ci życze, żeby twoje życie osobiste tak regulowały te sądy i wyroki, w
        które tak wierzysz) mogłaby taka matka, której dziecko zostało porwane (bo to
        jest porwanie) stać bezsilnie.
        mam dla ciebie dwie rady:
        1. Zamiast rozrabiać po urzędach (por. twój wątek: zapis pewnej rozmowy
        telefonicznej) i na tym forum, zadaj sobie wreszcie trochę trudu (bo widać że
        czasu masz w nadmiarze) i pochodź po kilku adwokatach specjalizująchch się w
        prawie rodzinnym i zapytaj się ich, czy nie spotkali się z w swojej karierze
        zawodowej z wyrokami sądów rodzinnych, które były krzywdzące i co to były za
        orzeczenia. Ja już ci raz o tym pisałam, ale nie raczyłeś się do mojej rady
        ustosunkować, czyli ją zrealizować;
        2. Z każdego zdania, jakie piszesz wprost bije, że żadnego dziecka nigdy nie
        wychowywałeś, co najwyżej pełniłeś taką rolę, jaką pełni bardzo wielu ojców,
        zwłaszcza rozwiedzionych, więc nie wiesz, co to za harówka (chociaż, gdyby ci
        się chciało przeczytać, co w tym wątku piszą niektóre dziewczyny, to byś
        nabrał choć bladego i niejasnego pojęcia) i dlatego lekkim tonem piszesz, że
        wliczenie w koszty tego przedsięwzięcia ryzyka uprowadzeń z przedszkola lub
        wręcz porwania to takie nic, które należy dopuścić, zeby zaspokoić
        pana "samodzielnego" widzimisię. Mam więc radę. Nic straconego. O ile,
        rzeczywiście jesteś "samodzielny", a nie żyjesz z jakąś babeczką, która odwali
        za ciebie lwią część tej roboty, w co ją wrobisz z tej racji, że jest babeczką,
        to zaadoptuj jakąś 6-tygodniową sierotkę i jak głoszą słowa piosenki : przeżyj
        to sam (oczywiście masz jednocześnie zarabiać na utrzymanie swoje i dziecka).
        Nie wiem po co to piszę, bo do ciebie i tak nic nie dotrze. Pozwól że teraz ja
        nieszkodliwie pofantazjuję. Dotarłoby to wszystko o czym piszę tu i ja i inne
        przedmówczynie do ciebie dopiero w wypadku przymusowej resocjalizacji w
        charakterze: a) ciężarnej (ciąża z powikłaniami), a następnie samotnej matki od
        noworodka. Biedne tylko byłoby to dziecko, tego mu bym nie życzyła.

        Jogo
        • samodzielny Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 01:32
          jogo2 napisała
          >twoja wiara w sądy powala mnie
          A skad taki wniosek, ze ja wierze w nieomylnosc sadow? Sam w ktoryms poscie
          cytowalem wypowiedz pewnego w-ceprezesa sadu " Niezbadane sa wyroki sadow"
          > nie znaczy, że nie należy tym dzieciom i matkom gorąco współczuć,
          Alez ja wspolczuje, naprawde.
          >co byście zrobiły, gdyby ex wam nie oddałdziecka i z całą satysfakcją
          >opisujesz, że bez jakiegoś tam wyroku
          Bez satysfakcji. Przyznasz, ze takie sa realia, ja nie zycze zadnej
          matce "porwania dziecka".
          Moze spojrz na to z innej strony. Przyznasz, ze wiele matek jest swiecie
          przekonanych, ze samo macierzynstwo i to ze dziecko mieszka z nimi, ze sie nim
          opiekuja daje im jakies specjalne prawa. Owszem, moralne.
          Zgodzisz chyba sie ze mna, ze jedynie orzeczenie sadu okreslajace miejsce
          pobytu dziecka, regulujace spotkania ojca z dzieckiem, daje matkom
          gwarancje "odzyskania" dziecka bezzwlocznie. Oczywiscie mowimy o ojcach
          lobuzach, inni nie przewijaja sie w tych postach.
          Moje opisy, podane przyklady nie mialy mnie satysfakcjonowac, bo i czym, ale
          uzmyslowic tym swiecie przekonanym kobietom, ze pewnego dnia te ich przekonanie
          diabli moga wziac.
          Wiesz, gdybym mial corke w takiej sytuacji ktora nie ufalaby ojcu jej dziecka
          to sam bym nalegal.
          1. Sadowne ustalenie miejsca pobytu dziecka
          2, Sadowne ustalenie kontaktow ojca z dzieckiem
          A teraz corko mozesz spac spokojnie. Problem przedszkola, czy samowoli ojca
          (lobuza) rozwiazany.
          ad1.
          >pochodź po kilku adwokatach specjalizująchch (.....)
          Odpowiedzialem. Odpowiedzialem, ze jeden krzywdzacy wyrok na sto, tysiac (nie
          wiem) nie powinien powodowac zaniechania przez kobiety dochodzenia ta
          droga zapewnienia sobie gwarancji, pewnego komfortu, nic bez mojej zgody!!
          ad2.
          A tu Cie chyba zaskocze. Kiedys, moje dziecko bylo jedynym wsrod
          piwrwszoklasistow ktore przyprowadzil ojciec. Tylko ojciec. I wiesz, chyba
          bylem bardziej dumny, bardziej to przezywalem niz to dziecko. smile))
          I guwniuszko z pieluch tez splukiwalem, takich wynalazkow jak pampersy wowczas
          jeszcze nie bylo smile) Jak ten czas leci, to guwniuszko tak niedawno wydawaloby
          sie, a juz po maturze smile))
          >to zaadoptuj jakąś 6-tygodniową sierotkę
          Polsierotke, razem z samodzielna mama wink))))
          Pozdr
          pora spac

          >a) ciężarnej (ciąża z powikłaniami), a następnie samotnej matki od
          > noworodka. Biedne tylko byłoby to dziecko, tego mu bym nie życzyła
          Wiem, ze biedene, dlatego nigdy nie zajde w ciaze smile))




          • new_live Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 08:41
            Widzis samodzielby i daltego wiekszos z nas radzi jej by poszla do sadu i
            sadownie ustalila - miejsce pobytu dziecka i ososbe ktora bedzie
            sprawowala "opiekke bezposrednia" radze zapoznac sie jednak z tym terminem.
            Ja mami ustalone miejsce pobytu i opieke bezposrednia i wizyty tez sa ustalane
            zawsze na pismie.
            Choc ostatnio nasze stosunki z eks nie sa najgorsze...

            Ale radze tez zamiast a bawic sie w dzielenie wlosa na czworo i zabawe w kto ma
            prawo - zabawic sie w co dobre dla dziecka , dla jego rozwoju i jak go
            chronic...
            Dziecko ma prawo do Obojga rodzicow- ale podstawowe prawoto poczucie
            bezpieczenstaw , spokuj i oboje rodzicow ale nie w walce o "PRAWA'
            W twoim wykonaiu pseudoprawai walak kto wygra..
            Smutne - bo chce ci pokazac , ze nie prowadzisz do zgody - ale Twoja walak -
            zamiast spokojna rozmowa- prowadzi do niezgody....


            I wiele matek ktore moze bwachaly sie czy wystapic do sadu- po przeczytaniu
            Twoich wypowiedzi - moga dojsc do wniosku , ze niewarto sie dogadywac jesli tak
            ma to wygladac..
            Pozdrawiam
            • samodzielny Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 19:13
              new...
              > Widzis samodzielby i daltego wiekszos z nas radzi jej by poszla do sadu
              a ja nie radze, dogaduja sie, ona ma wlasne poglady, on je respektuje, Po jaka
              cholere sad? jesli potrafia sie porozumiec ( a tak wynikalo z postu) to po co
              sad?
              > Choc ostatnio nasze stosunki z eks nie sa najgorsze...
              I chwala Wam za to. Znaczy, oboje staneliscie na wysokosci zadania.
              >ze niewarto sie dogadywac jesli tak
              >ma to wygladac..
              Zawsze warto, o tych ojcach, matkach ktorzy potrafia ze soba rozmawiac, to nie
              to forum.
              > Dziecko ma prawo do Obojga rodzicow
              Tak, tak, tak, i jrszcze raz TAK!!
              >I wiele matek ktore moze bwachaly sie czy wystapic do sadu- po przeczytaniu
              > Twoich wypowiedzi - moga dojsc do wniosku , ze niewarto sie dogadywac jesli
              >tak
              new
              posluchaj
              Gdy matka umawia sie z ojcem dziecka, gdy te umowy sa dotrzymywane, gdy ufaja
              sobie, to po jaka cholere sady???
              Warto sie umawiac! Naprawde warto.
              Ale umawiac moge sie z kims, komu ufam, ze dotrzyma tej umowy.
              Nawiazujac do przedszkola, gdyby matka ufala, to ojciec bylby na tej liscie
              Skoro go nie ma , nie ufa mu. Tym nieufajacym matkom poradzilbym..sad,
              ustalenie pobytu dziecka, spotkan, spokoj.Jej spokoj.

              Z emilciii postu nie wynikalo, ze nie potrafia dogadac sie, porozumiec.
              Wprost przeciwnie, ona mowila, on rozumial.
              Jej obawy byly innej natury.
              Pozdr





            • samodzielny Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 15.09.04, 01:32
              jeszcze raz..
              > Widzis samodzielby i daltego wiekszos z nas radzi jej by poszla do
              >sadu
              I to mnie zadziwia. Porozumiewaja sie. Dogaduja. On prosi, ona nie decyduje
              sie, on respektuje jej wole. Co ma ustalac sad? Dopoki potrafia sie porozumiec
              sad nie jest potrzebny.
              > sprawowala "opiekke bezposrednia" radze zapoznac sie jednak z tym >terminem
              Znam. Naprawde. I rozumiem go aczkolwoek nie wystepuje w zadnym kodeksie.
              > Ja mami ustalone miejsce pobytu i opieke bezposrednia i wizyty tez sa
              >ustalane
              Rozsadnie. przeciez o tym mowilem, jezeli matka nie ma zaufania do ojca
              dziecka , powinna dazyc do takich sadownych ustalen.
              Nawiazujac do watku przedszkolnego, przyznasz, ze brak upowaznienia ojca do
              odbierania dziecka swiadczy o braku zaufania do niego, a z drugiej strony o
              nadmiarze wiary w tego typu jednostronne zakazy.
              > Dziecko ma prawo do Obojga rodzicow
              W tym jestesmy zgodni
              >ale podstawowe prawoto poczucie bezpieczenstaw
              znowu jestesmy zgodni.
              >spokuj i oboje rodzicow
              i jeszcze raz.
              >ale nie w walce o "PRAWA'
              Oczywiste, jesli obie strony respektuja swoje prawa, to o co walczyc?
              > W twoim wykonaiu pseudoprawai walak kto wygra..
              Nieprawda. Ja tylko wyrazam sprzeciw przeciwko jednostronnemu, arbitralnemu,
              ograniczaniu praw rodzicielskich ojca przez matke dziecka.
              Ja wierze, ze czesc ojcow to dranie, powiedzialbym inaczej, ale nie chce sie
              wyrazac na forum. Znam takich. Nawet takich , przed ktorymi powinno sie dziecko
              chronic, przed jakimkolwiek kontaktem.
              Ale czy to nie powinno odbywac sie przy pomocy orzeczenia sadu dajacego matce i
              dziecku wlasnie to poczucie bezpieczenstwa o ktorym tyle sie rozprawia na tym
              forum?? Czy zakazy matki sa wystarczajaca ochrona?
              > I wiele matek ktore moze bwachaly sie czy wystapic do sadu- po przeczytaniu
              > Twoich wypowiedzi - moga dojsc do wniosku , ze niewarto sie dogadywac jesli
              >tak
              Mysle, ze nie do wniosku, ze nie warto sie dogadywac, ale do takiego, ze gdy
              nie mozna sie dogadac, to to jest jedyna droga do zapewnienia sobie spokoju,
              spokoju dziecku, ze nie bedzie zaskakiwane nieodpowiedzialnymi, chwilowymi
              zachciankami ojca.

              Pozdr












          • new_live Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 09:16
            I jeszcze jedna prosba - nie ustosunkowales sie do wypowiedzi - kto ma zajmowac
            sie dzieckiem. Dalam przyklad - gdzie zajmowala sie macocha.
            Pytalas czy matak ma prawo ingerowac- Tak w kto zajmuje sie dzieckiem ma. Bo MA
            PELNE PRAWA RODZICIELSKIE - tak samo jak ojciec. I moze powiedziec ze ta ososba
            nie powinna zajmowac sie jej dzieckiem.
            Tak samo jak ojciec moze zazadac zmiany szkoly itd...
            Pamietaj ze pelnia praw rodzicielskich jest dana rowniez matce i to nie( tu
            Twoj cytat:". A macie jej
            tyle, na ile pozwala Wam ojciec dziecka majacy pelnie wladzy rodzicielskiej.
            " - ale na rowni- a teraz skoro dodknalism tak dla ciebie waznej spray -
            "podzilu wladzy". Moze wkoncu zrozumiesz , ze jesli dwoj ludzi ma opiekowac sie
            jednym czlowiekiem - to musi dojsc do kompromisu.. A nie wqlki o prawa. Bo
            prawa rozszarpia to dziecko, a kompromis pozwoli mu zyc.
            • emilciaaa2003 Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 11:19
              HEj kochani!!Dziękuję WAm bardzo serdecznie za wszystkie odpowiedzi.A
              samodzielny nie ma racji ,że posty te są odbierane jako tryb rozkazujący.MOże
              tak są napisane, ale to przecież logiczne,że tak się tego nie odbiera.Prosiłam
              o rady.Dostałam je.I bardzo sie cieszę ,ze dziewczyny piszą mi także jakie
              miały doświadczenia w tej kwestii.JA nie odebrałam tego źle.A co do nex to
              kompletnie nie znam tej baby i szczerze powiedziawszy nie wiem kto się zajmuje
              moja córką w ich domu.Prosiłam exa aby to był on.Na to pokiwał tylko
              głową.Zdaję sobie sprawę ,że przynajmiej na chwilkę podczas pobytu małej tam
              zajmuje się niuńką ktoś inny niż Tatuś.Z przyczyn oczywistych. jak nazie mała
              yła tam tylko 3 razy i przyjeżdżala cała , zdrowa i uśmiechnięta.Wieć nie mam
              powodu sądzić ,ze dzieje jej sie tam krzywda.Wiadomo,że wieczorem przy kąpaniu
              dokladnie oglądam jej ciałko i sprawdazm czy nie ma jakiś siniaków.POzdrawiam
              serdecznie i dzięki za tak duzo odzew.Wszystkie Wasze rady są naprawdę dla mnie
              cenne,Choć wiado ,że ze wszystkich nie skorzystam>PApapa
            • samodzielny Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 14.09.04, 19:28
              nevw___
              ustosunkowalem sie
              >jesli dwoj ludzi ma opiekowac sie jednym czlowiekiem - to musi dojsc do
              >kompromisu.
              Ja to od dawna rozumiem, naprawde
              Czy z postow Samodzielnych wynika, ze tez to zrozumialy?
              > A macie jej tyle, na ile pozwala Wam ojciec dziecka
              A wiecej?? Albo mniej?
              Mowiac, "na ile pozwala Wam ojciec dziecka" mowilem o prawach "uzurpowanych
              sobie"
              Chcialem uswiadomic, ze nie to jest prawem co Wam sie wydaje, co ojciec
              toleruje dla swietego spokoju, ale to co macie w garsci.
              • new_live Re: mój drogi ulubiony samodzielny inaczej 15.09.04, 09:01
                Ogolnie sie z Toba zgadzam samodzielny . Choc kilka szegolow:
                1. "Chcialem uswiadomic, ze nie to jest prawem co Wam sie wydaje, co ojciec
                toleruje dla swietego spokoju, ale to co macie w garsci." - vice wrersa - rowne
                prawa. Tak nie jest prawem ojca. Zrozum w momencie konfilktu- jesli maja rowne
                prawa- powstaje problem nie do rozwiazania- jesli tak stawioamy sprawe. Bo
                takie slowa jakieich uzywasz podwoduja chec walki- to Ci sie stram usiwadomic.
                Nie na ile tata toleruje- bo rownie dobrze moge powiedziec na ile mama toleruje.
                Taka postawa - prowokuje do zachowan typu - nie zgadzaja sie miedzy soba z
                niczym- ojciec moze zlozyc weto - np. na to w jakim koloze matak kupuje dziecku
                majtki. matak ma przeciwne zdaniei sprawa trafia do sadu. Nie na ile ojciec dla
                seitego spokoju , ani nie na ile matak dla swietego spokoju- bo nie o swiety
                spokuj w wychowaniu i opiece nad dzieckiem chodzi- ale na ile jedno czy druhgie
                troszczy sie o dobry rozwoj dziecka. O zapewnienie mu spokoju, bezpieczenstwa i
                dobrego rozwoju.
                Bo uwierz mi- jeden sygnal od mojego dziecka- ze tam cos jest nie tak- i ma w
                d... siwety spokuj. Bede sprawdzac- dochodzic - - walczyc - jesli bedzie taka
                potrzeba- by tam wszystko bylo OK.

                Ale jesli wszystko wyglada spokojnie - oczywisce trzeba spokojnie do tego
                podchodzic i dbac o dobro malego..

                zrozum - nie ma na ile ojciec pozwoli , nie ma na ile matka pozwoli - jesli nie
                walcza o siebnie.
                Jest na ile jest cos dobre dla dziecka- jesli ono jest wazne.

                Pozdrawaim
                Ps. czasem matki aja ograniczone zaufanie- mysle , ze trzeba dojsc dlaczego i
                czy maja podstawy do takiego zachowania, jesli tak to moze dac czas ( nie
                ograniczajac kontaktow)- by to zaufanie molo wrocic, lub powstac.

    • krzysztof2004 Re: Spotkanie z Tatą...... 15.09.04, 09:06
      emilciaaa2003 napisała:

      > Ex mieszka z inną
      > kobietą i na samą myśl ,że ona dotyka moje dziecko ogarnia mnie szał.


      Polecam więcej dla zainteresowanych tematem.

      Oddajcie dzieciom tatusia!
      www.tata.pl

      W stronę ojca!
      www.wstroneojca.ngo.pl

      Prawo do ojca!
      www.zycie.com.pl/akcjapdo.php

      Forum w stronę ojca!
      users.nethit.pl/forum/forum/tata/

      Dla zainteresowanych tematem.

      Oddajcie dzieciom tatusia!
      www.tata.pl

      W stronę ojca!
      www.wstroneojca.ngo.pl

      Prawo do ojca!
      www.zycie.com.pl/akcjapdo.php

      Forum w stronę ojca!
      users.nethit.pl/forum/forum/tata/


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka