laur-etta
08.03.15, 11:28
Witam serdecznie,
No i stało się....po 10 latach zakończył się mój związek.Zakończył się, bo mój mąż postanowił odejść ,praktycznie porzucił mnie i naszego 8 letniego syna.
Początek naszej znajomości -jak to zwykle bywa-fascynacja,zauroczenie, rodząca się miłość.
Później narodziny naszego syna i początek piekła.Moje próby odejścia, jego błagania o powrót i obietnice,że wszystko się zmieni,że on bardzo nas kocha i nie może bez nas żyć.
No i ja, która wybaczała kolejne akty agresji, wyzwiska i upokorzenia ,bo tak bardzo chciałam wierzyć,że może się uda, że i my będziemy normalną szczęśliwą rodziną.
Mąż jest obcokrajowcem, zadeklarował,że przeprowadzi się do Polski ,że dla niego ważne jest to byśmy byli razem.Obietnicy dotrzymał, przeprowadził się i niestety na tym zmiany się skończyły.Znowu wcielił się w "Pana i władcę", wiecznie niezadowolony, despotyczny i chorobliwie zazdrosny.Zabraniał mi mówić zwykłe dzień dobry sąsiadom( bo w jego mniemaniu sąsiad mówiąc mi dzień dobry chce nawiązać romans), nie miałam prawa zwrócić mu uwagi,że źle odnosi się do syna.Oj długo,by mówić ....
Z każdą awanturą mówił :" tym razem to już koniec,wyjeżdżam,męczysz mnie ,trujesz, nie chce mi się z tobą gadać, możesz iść do swoich kochanków".Gdy na spokojnie pytałam co ma mi do zarzucenia twierdził,że jestem świetną matką i gospodynią,że umiem sobie radzić w życiu,że jedyne co mam robić to nie zwracać mu uwagi jak on rozmawia z dzieckiem, bo on jest ojcem i NIKT nie ma prawa go oceniać ( nawet jeśli krzyczy na syna,czy wymierza mu nieadekwatną do winy karę).Co jeszcze... mam nie rozpoczynać rozmów ,bo należy rozmawiać jedynie o rzeczach ważnych a nie o duperelach, mam nie oczekiwać ciepłych słów czy przytulenia, bo to nie w jego stylu, itd.
Dwa tygodnie temu zrobił kolejną awanturę, pakował walizki i wrzeszczał: "nie chcę Cię już więcej widzieć,na rozwód nie przyjadę, alimentów na dziecko nie będę płacił i co mi zrobisz?
Nie boję się nikogo nawet policji, zobaczysz jeszcze cię urządzę".Do syna powiedział:" nie jesteś moim synem i jeszcze raz to powtórzę nie jesteś moim synem".
Dziecko płakało, a ja w tym momencie zrozumiałam ,że nie ma o kogo walczyć.
Po tym wszystkim co dla niego zrobiłam,po wielu , wielu szansach jakie dostał porzucił nas jak niepotrzebną rzecz.Wyjechał ,nie mam do niego ani adresu , ani telefonu .Nie wiem co ze sprawą rozwodową i alimentami, czy mogę założyć sprawę w sądzie jeśli nie potrafię wskazać adresu zamieszkania?Jak pomóc dziecku uporać się z tym co usłyszał od ojca?Jak pomóc samej sobie?Ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego tak wybrał?Dlaczego taki był?
Przecież mogliśmy być normalną ,szczęśliwą rodziną.Jak to bardzo boli, nie daję sobie rady z myślami , z samą sobą.
Proszę o rady wskazówki co robić.