Dodaj do ulubionych

Porzucenie dziecka

08.03.15, 11:28
Witam serdecznie,

No i stało się....po 10 latach zakończył się mój związek.Zakończył się, bo mój mąż postanowił odejść ,praktycznie porzucił mnie i naszego 8 letniego syna.
Początek naszej znajomości -jak to zwykle bywa-fascynacja,zauroczenie, rodząca się miłość.
Później narodziny naszego syna i początek piekła.Moje próby odejścia, jego błagania o powrót i obietnice,że wszystko się zmieni,że on bardzo nas kocha i nie może bez nas żyć.
No i ja, która wybaczała kolejne akty agresji, wyzwiska i upokorzenia ,bo tak bardzo chciałam wierzyć,że może się uda, że i my będziemy normalną szczęśliwą rodziną.
Mąż jest obcokrajowcem, zadeklarował,że przeprowadzi się do Polski ,że dla niego ważne jest to byśmy byli razem.Obietnicy dotrzymał, przeprowadził się i niestety na tym zmiany się skończyły.Znowu wcielił się w "Pana i władcę", wiecznie niezadowolony, despotyczny i chorobliwie zazdrosny.Zabraniał mi mówić zwykłe dzień dobry sąsiadom( bo w jego mniemaniu sąsiad mówiąc mi dzień dobry chce nawiązać romans), nie miałam prawa zwrócić mu uwagi,że źle odnosi się do syna.Oj długo,by mówić ....
Z każdą awanturą mówił :" tym razem to już koniec,wyjeżdżam,męczysz mnie ,trujesz, nie chce mi się z tobą gadać, możesz iść do swoich kochanków".Gdy na spokojnie pytałam co ma mi do zarzucenia twierdził,że jestem świetną matką i gospodynią,że umiem sobie radzić w życiu,że jedyne co mam robić to nie zwracać mu uwagi jak on rozmawia z dzieckiem, bo on jest ojcem i NIKT nie ma prawa go oceniać ( nawet jeśli krzyczy na syna,czy wymierza mu nieadekwatną do winy karę).Co jeszcze... mam nie rozpoczynać rozmów ,bo należy rozmawiać jedynie o rzeczach ważnych a nie o duperelach, mam nie oczekiwać ciepłych słów czy przytulenia, bo to nie w jego stylu, itd.
Dwa tygodnie temu zrobił kolejną awanturę, pakował walizki i wrzeszczał: "nie chcę Cię już więcej widzieć,na rozwód nie przyjadę, alimentów na dziecko nie będę płacił i co mi zrobisz?
Nie boję się nikogo nawet policji, zobaczysz jeszcze cię urządzę".Do syna powiedział:" nie jesteś moim synem i jeszcze raz to powtórzę nie jesteś moim synem".
Dziecko płakało, a ja w tym momencie zrozumiałam ,że nie ma o kogo walczyć.
Po tym wszystkim co dla niego zrobiłam,po wielu , wielu szansach jakie dostał porzucił nas jak niepotrzebną rzecz.Wyjechał ,nie mam do niego ani adresu , ani telefonu .Nie wiem co ze sprawą rozwodową i alimentami, czy mogę założyć sprawę w sądzie jeśli nie potrafię wskazać adresu zamieszkania?Jak pomóc dziecku uporać się z tym co usłyszał od ojca?Jak pomóc samej sobie?Ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego tak wybrał?Dlaczego taki był?
Przecież mogliśmy być normalną ,szczęśliwą rodziną.Jak to bardzo boli, nie daję sobie rady z myślami , z samą sobą.
Proszę o rady wskazówki co robić.
Obserwuj wątek
    • tulcymea Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 13:06
      Witaj,
      A pan nie jest przypadkiem muzułmaninem? Tak mi ten opis pasuje. Powiem tak, takie typy się nie zmieniają. Raczej potrafią dobrze grać, by osiągnąć to na czym im zależy np. Wiza. W tym wszystkim szkoda dziecka, że takie słowa usłyszało. Niemniej lepiej, że ten związek się już zakończył. Może i szkoda, że nie wcześniej. Szkoda straconych lat, zawiedzionych nadziei i dziecka, które było pod wpływem takiego człowieka. Coś wiem na temat porzucenia przez obcokrajowca. Z perspektywy czasu stwierdzam, że nie nadawał się na głowę rodziny i mimo żalu w sercu uważam, że nie było dla nas przyszłości. Zwłaszcza w jego kraju. Co do adresu, nie masz nic? Do rodziny, rodziców? Przecież gdzieś mieszkał zanim do Ciebie przyjechał. Chociażby do paszportu czy wizy musiał podać. No to pozostaje kurator sądowy, niestety tutaj nie znam szczegółów. Trzymaj się. Pozdrawiam.
      • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 16:17
        Tulcymea masz rację ,takie typy się nie zmieniają.Mąż jest Marokańczykiem i niepraktykującym muzułmaninem, a jednak okazuje się,że mimo to jest przesiąknięty kulturą swojego kraju.
        Czuję się oszukana, bo od początku naszej znajomości twierdził,że akceptuje mój wybór co do religii i tzw.europejskiego stylu życia.W praktyce wyszło inaczej, ktoś kogo kochałam stał się moim dręczycielem.Wiem ,że dobrze się stało,iż nastąpił koniec.Dobrze i dla mnie i dla dziecka , pozostaje tylko taki wielki żal, do samej siebie i do niego.Co do adresu, to on wrócił do Włoch,bo tam spędził 12 lat.Nie mam adresu,bo po przeprowadzce do Polski zwolnił wynajmowane mieszkanie.Teraz pewnie zatrzyma się u któregoś z kolegów.Jedyny adres jaki mam to ten w Maroku,ale on tam bywa średnio co 2-3 lata.Wiem,że muszę porozmawiać z prawnikiem, tylko jestem jeszcze w jakimś amoku po tym co się stało.Dzięki za radę.Pozdrawiam.
    • altz Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 14:30
      laur-etta napisała:
      > No i stało się....po 10 latach zakończył się mój związek.Zakończył się, bo mój
      > mąż postanowił odejść ,praktycznie porzucił mnie i naszego 8 letniego syna.

      Dobrze, że się w końcu stało, bo to nie jest normalne środowisko dla dziecka.
      Oboje jesteście jednakowo winni, bo w takich sytuacjach są ochotnicy, a nie bezwolne ofiary.
      Skup się na konkretach, przestań przeżywać jakieś wieloletnie zabagnione układy rodzinne.
      • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 16:29
        Altz w jednym się z Tobą zgodzę, a mianowicie w tym,że dobrze się stało,bo to nie jest normalne dla dziecka.Jeśli chodzi o moją winę,to tutaj bym polemizowała.Jedyną moją winą jest to,że zakochałam się w niewłaściwym dla mnie człowieku.Czy byłam w tej sytuacji ochotnikiem, tak jak piszesz? Otóż nie, na samym początku znajomości jasno określiłam ,że dla mnie związek opiera się na partnerstwie i zaufaniu i ex bez mrugnięcia okiem przyznał,że dla niego również.Później czynami pokazał,że jednak nie.Jeśli myślisz,że łatwo jest wyjść z takiego związku , to się mylisz.
        Doskonale wiem,że dziś muszę się skupić na konkretach i zapewne to zrobię, nie jestem jednak jakimś bezdusznym robotem,żeby zaledwie po 2 tygodniach od dramatycznych wydarzeń w życiu moim i syna nie przeżywać tego w jaki sposób zostaliśmy potraktowani przez człowieka,który miał być nam tym najbliższym , a po raz kolejny zachował się jak drań.
        • altz Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 17:33
          laur-etta napisała:
          > Doskonale wiem,że dziś muszę się skupić na konkretach i zapewne to zrobię, nie
          > jestem jednak jakimś bezdusznym robotem,żeby zaledwie po 2 tygodniach od dramat
          > ycznych wydarzeń w życiu moim i syna nie przeżywać tego w jaki sposób zostaliśm
          > y potraktowani przez człowieka,który miał być nam tym najbliższym , a po raz ko
          > lejny zachował się jak drań.

          Piszesz o latach problemów a jednocześnie o dwóch tygodniach od dramatu. Dziwne, że tego nie widzisz. Mniejsza z tym, to już nie jest ważne, dziecko w końcu będzie miało spokój w domu, odchoruje obecną sytuację i będzie lepiej, dzieci się przyzwyczajają o ile się ich nie dręczy i nie rozbudza traumy.
          • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 18:59
            Altz uwierz mi,że ja od bardzo dawna widziałam te problemy i wielokrotnie próbowałam odejść.Jednak w toksycznym związku nie jest to łatwe, w pewnym momencie tracisz kontrolę nad wieloma rzeczami, w szczególności jak żyjesz w obcym kraju i nie masz oparcia w rodzinie a na dodatek partner skutecznie separuje cię od znajomych. Kto nie był w takim związku ten nie wie jak to jest i szczerze,nikomu tego nie życzę.Dlaczego piszę o dwutygodniowym dramacie, bo po raz kolejny zostałam zmamiona obietnicami ,ba nawet faktycznie były jakieś przesłanki,że może być dobrze i tu nagle znowu dostajesz po głowie.Dramatem są zawiedzione nadzieje moje i dziecka,świadomość że mimo wszelkich starań z mojej strony ex nie chciał zawalczyć o nas, a jedynie stać go na walkę ze mną.
            Wiesz masz rację najważniejsze, że syn ma spokój w domu .Widzę u dziecka taką wewnętrzną równowagę i to mnie cieszy, no i ja czuję się wolnym człowiekiem,wolną kobietą i wolną matką a jednoczeście mam ogromny żal ,że nie dane mi było mieć fajną rodzinę, z normalnymi relacjami.
    • ann.k Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 15:39
      Idź do prawnika a nie na forum samodzielna mama.
      Złożysz o rozwód, napiszesz, że nie możesz ustalić miejsca pobytu męża, bo nie wiesz dokąd wyjechał. Jesli wiesz, że do rodzinnego kraju to podaj jakikolwiek adres jaki tam znałaś. Jeśli nie wyjechał, a w Polsce pracuje, składasz adres do pracy. W ostateczności, może się odwlecze, ale zaocznie rozwód tez można otrzymać.
      • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 16:37
        Ann.k zdecydowanie moje kroki powinnam skierować do prawnika, tak też zrobię.
        Na forum napisałam, bo nie mogę sobie z tym wszystkim co się stało dać rady.Sama nie wiem na co liczyłam pisząc tu, może na poradę, może na słowa otuchy.Wiem ,że ex wrócił do Włoch, bo tam spędził ostatnie 12 lat, ale nie mam pojęcia gdzie mógł się zatrzymać.Mam taką nadzieję,że uda mi się otrzymać zaocznie rozwód ,choć chyba nie będzie to proste.Tak po prostu, po ludzku boję się.Pozdrawiam.
        • ann.k Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 18:26
          Dlatego musisz iśc do prawnika, żeby Ci powiedział jak sformułować wniosek do sądu. Ja też miałam ten dylemat. Omawiałam temat z prawnikiem, była możliwość uzyskania rozwodu nawet nie znając adresu męża. Gdyby nie było takiej możliwości ludzie by zrywali kontakt, porzucali żony / mężów, a ci byliby w czarnej d*** do końca życia, bo nie mogli by się nigdy rozwieść.

          PS. Mnie ex ostatecznie podał nowy adres zameldowania, więc rozwiodłam się "normalnie".
          • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 19:05
            Mam szczerą nadzieję,że uda mi się uzyskać rozwód zocznie.Mój ex jest osobą bardzo mściwą i złośliwą, więc muszę przygotować się na wszystko i chyba dlatego dobrze byłoby gdybyśmy nie musieli spotykać się w sądzie.
            • koronka2012 Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 20:39
              Ty czym prędzej wystąp o ten rozwód i powierzenie wylącznej opieki nad synem tobie. Może i eks twierdzi, że ma was gdzieś, ale jest ryzyko że pod wpływem rodziny zmieni zdanie.
              Pisz do niego maile - może odpisze, że nie chce mieć z wami nic wspólnego, to może pomóc w sądzie.
              • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 21:11
                Koronko niestety istnieje realne ryzyko,że ex zmieni zdanie,bo swoim postępowaniem pokazał to wielokrotnie.Stąd te niekończące się rozstania i powroty, zapewnienia o miłości i później nienawiści, błagania i groźby, a przecież można rozstać się jak cywilizowani ludzie: nie wyszło nam , zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, zatem pójdźmy każde w swoją stronę i pozostańmy w możliwie jak najlepszym kontakcie już nie jako kobieta i mężczyzna, ale jako rodzice.
                Niestety niektórych na to nie stać.
                Nie mam możliwości pisanie maili, bo ex uważał tą formę komunikacji za bezsensowną i nigdy nawet nie założył konta.Ech życie..
                • tulcymea Re: Porzucenie dziecka 08.03.15, 21:51
                  Laur-etta,
                  Teraz już nie ma co ubolewać na rozlanym mlekiem. Wiem jak to jest jak się naiwnie zaufało, a to opowiadanie, że są tacy europejscy, że moja religia jest w moim sercu, twoja religia w twoim to między bajki włożyć. Teraz musisz się, mówiąc kolokwialnie ogarnąć i zadbać o przyszłość. Swoją i dziecka. Tak jak Ci tutaj radzą idź do prawnika i spytaj się, aby od początku nie dobrze zacząć pozew itd. Na pewno dziecko musi mieć miejsce pobytu ustalone przy Tobie. Znam te odgrażania i straszenia. Nie daj się zastraszyć. Bo najpierw będzie gadanie, że jak pójdziesz do sądu to nic nie zobaczysz, potem odgrażanie, że wezmę ci dziecko. Gadanie! Stąd dobrze iść do prawnika i znać swoje prawa oraz jakie masz dostępne ruchy manewru. Na pewno nie odkrywaj się za dużo co do tego co planujesz i jak. Natomiast zbieraj dowody przeciwko. Wszystko, co ukazuje jego podłe zachowanie, groźby itd. Smsy, maile, listy itp. Przyda się do Pozwu. I nie daj się zastraszać. I mimo tego wszystkiego myśl pozytywnie. Będzie lepiej dla Ciebie i dziecka. Wszystkiego dobrego.
                  • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 09.03.15, 22:19
                    Tulcymea, bardzo Ci dziękuję za słowa wsparcia.Wiem,że teraz nie ma co ubolewać ,stało się i kropka.Mam do siebie wielki żal,że byłam taka naiwna.Cóż teraz muszę płacić, tylko niesprawiedliwe jest to,że największą cenę płaci niewinne dziecko.
                    Muszę to wszystko jakoś ogarnąć, żeby tak jak powiedziałaś dobrze zacząć.Teraz czuję się jak dziecko we mgle,wiem że muszę iść dalej ale nie wiem dokąd i tak szczerze boję się tego wszystkiego,bo wiem ,że ex jest złym człowiekiem i może mi zrobić wiele złego.Mam złe przeczucia.
                    • tulcymea Re: Porzucenie dziecka 09.03.15, 22:36
                      Też byłam naiwna i kilka kobiet na tym forum też pewnie. Ale! Trzeba działać, właśnie po to by uchronić siebie i dziecko przed ewentualnym niebezpiecznym działaniem ze strony ex. Niestety ja rozwodu nie przeprowadzałam zatem nie doradzę, ale idź do prawnika. Zbieraj dowody. Może należy odebrać władze rodzicielską ojcu? Nie daj się zastraszyć, bo człowiek w panice i emocjach robi głupoty. Rozumiem Twoje obawy, jeśli uzasadnione to zabezpiecz się od strony prawnej. Natomiast nie wpędzaj się w defetyzm. Nie czekaj na coś złego. Jeśli on wyczuje Twój strach to tym bardziej będzie Tobą psychicznie manipulował, straszył. Wiem, że teraz strzelę truizm, ale musisz być silna dla siebie i dziecka.
                      • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 09.03.15, 22:46
                        Wiem , kochana masz całkowitą rację.Muszę szukać w sobie siły , przede wszystkim dla syna.On od dnia kiedy ojciec odszedł codziennie mi mówi:" mamuś ja cię tak bardzo ,bardzo kocham", lub " mamuś nie martw się, teraz ja będę ci pomagał przynosić cięższe zakupy, przecież jestem silnym chłopcem" , Boże jak mi żal mojego dziecka.
                        • ann.k Re: Porzucenie dziecka 09.03.15, 22:50
                          I to nim sie zajmij w pierwszej kolejnosci. Nie pozwol dziecku zastapic mszczyzny w domu. Dziecko musi pozostac w roli dziecka.
                          • tulcymea Re: Porzucenie dziecka 09.03.15, 23:01
                            Ann.k ma rację. Nie ma nic gorszego niż synek, który ma stanąć na wysokości zadania i zastąpić "ojca" - matce.
                            Z całą dozą empatii, ta historia jest prawdziwa czy "wkrętka"?
                            Ty z nim brałaś ślub w 2014? Po tym wszystkim? Po co?
                            Jeśli to prawda to naprawdę zadbaj o syna i idź do prawnika, przeryj internet, kodeksy, paragrafy, nie wiem cokolwiek by mieć jak najwieksza wiedzę w sprawie.
                            • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 10.03.15, 09:08
                              Tulcymea, ja nawet przez moment nie pomyślałam,że syn ma zastąpić mężczyznę w domu.Tylko napisałam , że syn coś takiego powiedział, ale to absolutnie nie znaczy ,że ma wchodzić w rolę dorosłego.Historia choć wydaje się niewiarygodna jest jak najbardziej prawdziwa.Szkoda by mi było tracić czas na " wkręcanie" forumowiczów", no i mam poczucie szacunku do drugiego człowieka, więc nigdy bym sobie na to nie pozwoliła.Jestem Wam wdzięczna za wszystkie wpisy i rady.
                              Tulcymea,teraz to widzę,że nie powinnam decydować się ani na "kontynuację związku", ani tym bardziej na ślub.Dlaczego to zrobiłam? Bo uwierzyłam,że tym razem "może się udać", bo były ku temu przesłanki.Przecież ex tam we Włoszech zostawił wynajmowane mieszkanie, pracę, tego się nie robi jeśli myśli się,że to tylko " na chwilę".Nie przyjeżdża się do obcego kraju nie znając języka by po kilku miesiącach wracać tam skąd się przyjechało.Mnie się wydawało,że to są poważne kroki,że może w końcu zrozumiał.Okazało się,że jednak nie...
                              Wiem ,że czeka mnie dłuuuga i ciężka droga .
                              Pozdrawiam.
                              • tulcymea Re: Porzucenie dziecka 10.03.15, 11:37
                                Laur-etta, z czasem minie. Musisz tylko odzyskać właściwą perspektywę. Coś mi się wydaję, że ex Cię zmanipulował. Że to jego słowa, tyle dla Ciebie zrobiłem, wszystko zostawiłem. A Ty? Przecież też zostawiłaś jadąc tam. No chyba to normalne, że jak dwoje ludzi chce być razem a są z innych miejsc to ktoś coś zostawia. Kraj, rodzine, przyjaciół, prace. Taki urok związków na odległość, ale nie róbmy z pana bohatera. Pan nie raz pokazał jaki jest i tylko się cieszyć, że w końcu się to zakończyło. Rozumiem Twój żal, rozczarowanie. Niemniej to często żal za straconymi marzeniami a nie faktycznie za osobą. Trzymaj się dzielnie. Podejmij działania. Sprawdź swoje prawa i możliwości to daje poczucie siły. Pozdrawiam
                                • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 10.03.15, 20:06
                                  Tulcymea myślę,że na tytuł bohatera ex zdecydowanie nie zasługuje.Trochę mnie zmyliło to ,że był gotowy pozamykać wszystkie swoje sprawy i przyjechać do Polski.Zazwyczaj jak podejmuje się takie kroki, to tak na poważnie. Jednak on pokazał,że wcale poważny nie jest i odpowiedzialny też nie.Wiesz , masz całkowitą rację, w moim przypadku to żal za utraconymi marzeniami, bo za nim to ja na pewno nie tęsknię.
                                  Tak jak radziłyście przeglądam internet w poszukiwaniu dobrego adwokata od rozwodów międzynarodowych.Jeszcze raz dziękuję za wsparcie .Pozdrawiam.
                              • ann.k Re: Porzucenie dziecka 10.03.15, 13:42
                                aur-etta napisała:

                                > Tulcymea, ja nawet przez moment nie pomyślałam,że syn ma zastąpić mężczyznę w d
                                > omu.Tylko napisałam , że syn coś takiego powiedział,

                                Bo on tak myśli. Nawet jeśli Ty tak nie myślisz smile. To że Ty nie będziesz go wpychała w rolę mężczyzny, nie oznacza, że on jej nie będzie chciał przejąć. Wiem co mówię, też to przeszłam i odbyłam wiele rozmów z psychologiem dziecięcym. Dziecko trzeba wręcz na siłę wpychać z powrotem w rolę dziecka. To bardzo miłe jak synek mamie mówi, że jej nigdy nie opuści i zawsze będzie się nią opiekował, ale któregoś dnia natura weźmie górę i będzie chciał odejść od matki, a jednocześnie będzie czuł odpowiedzialność za nią. Prosta droga do sfrustrowanego, nieszczęśliwego dorosłego.
                                • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 10.03.15, 20:15
                                  Ann.k przestraszyłam się tą myślą,że mój syn może próbować zastąpić mi mężczyznę.Muszę Go bacznie obserwować pod tym kątem.Nie chcę,żeby to co się stało w naszym życiu w jakikolwiek sposób rzutowało na Jego dorosłe życie.Dzięki,że zwróciłaś na to moją uwagę.Pozdrawiam.
                                • danaide Re: Porzucenie dziecka 11.03.15, 21:19
                                  Absolutnie się zgadzam, tyle że jak "wepchnąć" dziecko z powrotem w rolę dziecka? I ile wolno, odwołując się np. do dziecięcej empatii? Wybieram się w weekend na wolny wykładzik o parentyfikacji, choć obawiam się, że bez zakupu promowanej książki z wiedzą ani rusz.
                              • danaide Re: Porzucenie dziecka 11.03.15, 21:36
                                Rozumiem, że do Włoch pojechał znając biegle włoski? Cóż, jeśli człowiek nie jest zakorzeniony i porusza się po życiu z jedną, no, dwiema walizkami to widocznie należy mieć na uwadze, że może się w każdej chwili znów zawinąć. Spoko, też nie wiedziałam;D
                          • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 10.03.15, 08:46
                            Ann.k syn jest najważniejszy, dużo rozmawiamy o tym co się stało i myślę ,że dziecko mimo ogromnego żalu do ojca całkiem nieźle znosi sytuację.Staram się spędzać z synem jak najwięcej czasu, organizować wolny czas i przede wszystkim dużo rozmawiać.Na to by syn zastępował mężczyznę w domu oczywiście nigdy nie pozwolę, tak jak piszesz dziecko musi pozostać dzieckiem.Przy synu staram się "jakoś trzymać", ale wieczorem nie mogę powstrzymać łez. No cóż, mam różne myśli.Czasami myślę,że to kiedyś minie, a czsami po prostu nie daję rady.
    • danaide Re: Porzucenie dziecka 11.03.15, 21:33
      Znam to uczucie. Na razie przejdziesz rodzaj żałoby po swoich zawiedzionych nadziejach i oczekiwaniach. Z czasem dotrze do Ciebie, że to co piszesz: "Przecież mogliśmy być normalną ,szczęśliwą rodziną." to nieprawda. Potem pozostanie tylko przepracowanie poczucia krzywdy i odbudowanie zaufania. Robota na parę lat, może na całe życie.

      Rzecz nie w tym dlaczego taki był i tak wybrał tylko kim Ty jesteś, że tak wybrałaś (przemocowca, człowieka niedojrzałego, kogoś z kim nie dzieliłaś wspólnych wartości - co wyszło po urodzenia dziecka, zapewne)?
      Opłacz (siebie, nie jego), a potem weź się do pracy, Nad sobą. Powodzenia.

      I tak dla porządku - rozwód i odebranie praw nad dzieckiem. I pod żadnym pozorem nie wywozić dziecka do żadnego kraju, który nie jest stroną Konwencji Haskiej o uprowadzeniach dzieci (a żaden kraj muzułmański nie jest), bo jeśli rodzina zechce zobaczyć wnuka, to się go nie napatrzy do jego pełnoletniości albo przynajmniej okresu, w którym zacznie sprawiać naprawdę duże problemy - np. jako nastolatek.
      • laur-etta Re: Porzucenie dziecka 12.03.15, 21:44
        Danaide, ex wrócił do Włoch,bo zawsze mówił,że w swoim kraju nie widzi przyszłości.Język włoski powiedzmy,że zna dość dobrze ,bo tam spędził 12 lat , ale według mnie to on sam nie wie czego chce.
        Mam szczerą nadzieję,że nie wpadnie na pomysł powrotu do nas, bo raczej wolałabym trzymać się od niego z daleka.Jego czas już minął .Danaide ,zastanawiam się nad tym ,kim ja jestem(tak jak mi poradziłaś) i jakoś trudno mi to zrozumieć, bo dzieciństwo miałam szczęśliwe, rodzice zawsze mnie wspierali, brak problemów w nawiązywaniu kontaktów, satysfakcjonująca praca. No jakoś nic mi tu nie pasuje, a ciekawa jestem dlaczego dlaczego tak wybrałam.No cóż...Jeśli chodzi o wyjazd syna do krajów muzułmańskich, to na szczęście zawsze byłam ostrożna, syn nie był i nie będzie ( przynajmniej do uzyskania pełnoletności) w żadnym z muzułmańskich krajów.
        • ann.k Re: Porzucenie dziecka 13.03.15, 09:09
          Myślę, że nie dojdziesz do odpowiedzi na pytanie Danaide bez pomocy psychologa. To nie jest proste równanie, że złe dzieciństwo = złe małżeństwo. Mogłaś mieć super dzieciństwo, ale mimo to toksycznych rodziców.

          Ja też mam za sobą małżeństwo z przemocowcem. I fajne dzieciństwo (we wspomnieniach). Tylko nie zauważyłam ani wtedy ani przez kolejne 20 lat, że tak naprawdę cale życie musiałam walczyć o uwagę, uczucie i akceptację. Dobrze było tylko wtedy kiedy byłam taka jak oni chcieli - od ocen w szkole, po ubiór (och, jaka grzeczna panienka). Więc całe życie wchodziłam w związki, gdzie trzeba było walczyć, zwłaszcza o zainteresowanie mężczyzny. Pomimo tego, że osobą, o którą walczyłam od dziecka była matka, a nie ojciec. Ale tego wszystkiego dowiedziałam się dopiero na terapii.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka