ninka80
24.09.04, 16:56
Rok temu rozpoczęłam nową pracę. To była całkowta zmiana środowiska, nowa
branża, nowi fascynujący ludzie. Atmosfera w firmie była rodzinna i bardzo
sympatyczna, a ludzie młodzi. Byłam wtedy w związku, który niewiele dla mnie
znaczył, i który zamierzałam rozwiązać, więc właściwie bez zobowiązań. Mój
szef był dla mnie chodzącym autorytetem. Sympatyczny 29-latek, który był dla
mnie wyrocznią w sprawach służbowych, a w końcu, jak to zwykle w mydlanych
operach bywa, stał się dla mnie najpierw przyjacielem, później kochankiem. W
międzyczasie poznałam niesamowitego faceta, niezwykle przystojego,
inteligentnego i wrażliwego, 28 letniego menedżera. On jednak nie wydawał mi
się typem dla mnie. Nie miał ciekawej opinii. Miał wieloletnią dziewczynę w
innym mieście, z którą chciał się wkrótce ożenić, dziewczynę z pracy, z którą
się spotykał i przyjaciółkę, z którą konakty nie były mi znane. Poza tym
starał sie zbliżyć jeszcze do mnie. Było w nim cos, czemu nie potrafiłam się
oprzeć, ale co wiedziałam, że nie ma przyszłości. W końcu to "coś"
zwyciężyło. Postanowiłam byc z nim nawet gdyby ten układ miał trwać tylko
jedną noc. Zakochałam się i byłam nieszczęśliwa, bo nie ufałam mu. Wiedziałam
o jego innych związkach, a on nie deklarował ich zakończenia. Dlatego i ja
nie pozostawałam mu dłużna. Mimo swojego zakochania nie zakończyłam romansu z
szefem. W święta sytuacja miała się rozwiązać. On wyjechał ze swoją
dziewczyną, ja z moim oficjalnym chłopakiem. Dostawałam od niego sporadyczne
smsy, jak bardzo mnie kocha i teskni. Kiedy odpisałam na takiego smsa,
otrzymałam krótką informację, że mam do niego więcej nie pisać, bo smsa
odczytała jego dziewczyna i wszystko mu się wali na głowę. To mnie strasznie
zabolało, uważałam, że to koniec, że mnie oszukał, że twierdził, że mnie
kocha, a jednak nie zamierzał w swoim życiu niczego zmieniać. Postanowiłam
dać sobie z nim spokój. Mój szef natomiast nie zaniedbywał mnie wówczas.
Często dzwonił poprawiajac mi humor, nie wstydził się mnie (mimo, że miał
rodzinę), mówił jak tęskni. Wtedy podjęłam decyzję o uporządkowaniu swoich
spraw. Postanowiłam zakończyć układy z moim "oficjalnym" i z tym, kóry nie
mógł się zdecydować, któremu popsułam układy z narzeczoną. Tak też zrobiłam.
Powrót do pracy w styczniu okazał się jednak trudny. Moj szef zdawał się mnie
unikać, nie miał dla mnie czasu, nie pisał i nie dzwonił, widywałam natomiast
człowieka, którego kochałam i ból rozdzierał mi serce. Chodził smutny,
wyniszczony przez zmartwienia,zdołowany, a ja czułam, że to moja wina. Trwało
to jakieś dwa tygodnie. W końcu postanowiliśmy porozmawiać. Spotkałam się z
nim, powiedział, że mnie kocha, że skończył ze swoją dziewczyną, że chciałby
byśmy byli razem. Czułam sie wtedy strasznie samotna, brakowało mi go i tak
bardzo pragnęłam być z nim, ale nie wierzyłam mu. Sądziłam, że po prstu
spalił inne mosty i daltego chwilowo chce być ze mną do odzyskania sił i
wiary w siebie. Mimo to nie mogłam mu się oprzeć - kochałam go. Od tatego
dnia (dosłownie) zamieszkaliśmy razem. Było nam cudownie mimo, że cały czas
drżałam o to czy nie wróci do narzeczonej lub nie spotyka się z któras ze
swoich przyjaciółek. Niesety po jakims czasie przyszla pora by sie ujawnić w
firmie, a więc przyszła pora na trudną rozmowę z szefem. Powiedziałam mu o
wszystkim i dowiedziałam się, że wcale mnie nie unikał, tylko ratował naszą
firmę, a ja potraktowałam go podle, że chciał dla mnie zmienić całe swoje
życie, a ja co? I to z kim?
Czułam się okropnie, w końcu on nigdy mnie nie skrzywdził, chronił mnie gdzie
tylko się dało, był przyjacielem, a od tamtego doznałam przykrości i
upokorzenia. Mimo to skończyłam ten związek i starałam się żyć normalnie
oddzielając życie zawodowe i prywatne. Wtedy dowiedziałam się, że mój
ukochany już kochając mnie przespał się ze swoją koleżanką, a to bardzo
zabolało i zachwiało wątłe i tak zaufanie. Mimo wszystko kochałam go jednak
coraz mocniej i tłumiłam brak zaufania, obawy i lęki ciesząc się z każdej
chwili tak jakby miała ona być ostatnią. Nie potrafiłam mu wyznać prawdy o
swoim romansie, mimo, że o to pytał wprost i błagałam o wybaczenie, gdy w
końcu sam się dowiedział. Niestety póżniej kilka razy jeszcze ja i mój szef
spotaliśmy się. Myślę, że bałam się, że mojemu ukochanemu i tak się znudzę i
chciałam mieć kogoś w czyich ramioach będę mogła się wtedy ukryć.Czułam też
ogromne poczucie winy z powodu swoich zdrad i postanowiłam to zakończyć.
Przez trzy miesiące byłam ideałem, chciałam mu wszystko wynagrodzić mimo, że
nie miałam odwagi wyznać co wynagradzam. Potwornie bałam się go stracić. W
końcu się dowiedziałam, że jestem w ciąży. Byłam najszczęśliwszą istotą na
świecie, cieszyłam się, że będę miała cudowną rodzinę, taką jakiej ja nigdy
nie miałam. Niestety tuż po zaręczynach i wielkim szczęściu przyszedł czas na
wielkie łzy, cała prawda wyszła na jaw i wszystko przepadło. On odszedł,
zlikwidowaliśmy mieszkanie, podzieliliśmy wszystko co nas łączyło... on nie
chce mnie już więcej znać. Chciał nawet zrobić badania genetyczne, bo nie ufa
mi, że to jego dziecko. Straciłam miłość mojego życia, a wiem, że mieliśmy
szansę być szczęśliwi. W tej chwili jestem w 4 m-cu i nie wiem co dalej.
Zrobiłabym wszystko, by go odzyskać, wytłumaczyć, zacząć od nowa, wiem, że on
mnie kocha i bardzo cierpi, ale nie pozwala mi się zbliżyć, dla niego
umarłam. Wiem, że to wszystko moja wina. I to, że nie rozmawialiśmy, że nie
mówiłam o swoich wątpliwościach, lękach i niepokojach wtedy, gdy mógł to
wszystko wyjaśnić i rozwiać, że wolałam mieć swój własny spadochron na
wypadek rozpadu związku i w końcu do niego doprowadziłam. Z moim szefem się
nie spotykam od dawna (od czasu, gdy podjęłam decyzję, że już nigdy...
jeszcze zanim wszystko wyszło na jaw, zanim zaszłam w ciążę), nie
skorzystałam ze spadochronu, choć pewnie mogłabym, bo on odszedł od rodziny.
Zmarnowalam życie i szczęście zarówno swoje jak i normalne dzieciństwo
swojego dziecka. Teraz staram się żyć tak, żeby nigdy sie już tego nie
wstydzić, by nikt przeze mnie nie cierpiał i modlę się by mój ukochany kiedyś
wrócił i byśmy znowu byli rodziną. Jeśli macie jakieś pomysły co jeszcze
mogłabym zrobić by go odzyskać - pomóżcie, tak bardzo za nim tęsknię.