Dodaj do ulubionych

upadam na duchu

13.12.04, 23:08
Z eksem widuję się jakieś 4 razy w tygodniu - jest na chorobowym i nie
spieszy mu się z powrotem do pracy (obawiam się, że prawda jest taka, że już
tej pracy nie ma). Sprawa sądowa trwa - dopiero co skierowano nas do RODK,
więc jeszcze szmat czasu zanim tam trafimy.
A mnie podłamuje coraz bardziej to, jak ja mam się porozumiewać z tym
człowiekiem w kwestii naszej córki - nie wyobrażam sobie walczyć z nim
sądownie całe życie, poszłam już na wiele ustępstw, chociaż wiem, że jest
wedle moich kryteriów nieodpowiedzialny, ale córka tęskni za nim bardzo i
chce z nim być. Staram się myśleć, że słowo to tylko słowo i nie przejmować
się tym sosem nienawiści, który wylewa na mnie przy co trzeciej wizycie albo
wyznaniami miłości i "jeszcze możesz do mnie wrócić" przy co drugiej. Ale
ostatnio słabo mi to nieprzejmowanie wychodzi.
Od momentu rozstania nagle bardzo zaczął zabiegać o córkę (od 4 miesięcy),
ona ma prawie trzy latka, a ja chwilami poczucie, że tatuś ją
zupełnie "zabajerował" i ona woli przebywać z nim - pozwala jej na kompletnie
wszystko, nikomu nie daje jej skarcić czy zwrócić uwagi. Jeśli nie chce
kapci - nie musi, nie je dziś obiadu - może zamiast tego zjeść słodycze, nie
musi myć się u taty, wejść może wszędzie, gdzie chce. Mała siedzi z nim u
jego rodziców 2-3 razy w tygodniu po kilka godzin, czasem nocuje. Zaczyna
dołować mnie to, że kiedy po nią przychodzę (eks nie odwiezie jej do mnie, bo
jak twierdzi ona odmawia) ona krzyczy, że chce zostać u tatusia.
Eks nagrywa to jako dowód dla sądu.
Do tego usłyszałam ostatnio, że skoro rozbiłam mu rodzinę, to nie rozbiję
świąt wigilii, wobec czego córka spędzi je wyłącznie z nim (przez ostatnie
trzy lata byliśmy na kolacjach u obu rodziców). A że dla niego jest rzeczą
normalną, że w Wigilię można komuś urządzić szarpaninę (jak np. swojej mamie
rok temu), boję się przebiegu tych świąt.
Najbardziej zależy mi, żeby te nasze stosunki układały się na tyle poprawnie,
żeby córa nie cierpiała, ale po tym ostatnim ręce mi opadają, smutno mi a
cholernie zarazem zaczynam się wkurzać.
Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: upadam na duchu 13.12.04, 23:51
      Wiem co przeżywasz, choć jest to juz za mna.
      Nie bede Ci mówić, bajeczek w stylu "nie przejmuj się", ale powiem ci, że
      emocje z czasem sie uspokajają. Co prawda te zblizajace sie swięta moga być
      jednymi z najtrudniejszych w Twoim zyciu, ale miną. Zucze Ci abyś je jednak
      spokojnie spedziła. Może Twojego ex oswieci jeszcze, że nie można "grać"
      uczuciami dziecka. Przekupywac je, ale z czasem wszystko sie uspokoi. w takich
      chwilach, to ja sie modliłam, aby zanalazł sobie kogos i odpierwiastkował sie
      ode mnie....
      • tygrysica_krakow Re: upadam na duchu 14.12.04, 09:25
        Nimi - na prawdę bardzo Ci współczuję. Na pocieszenie mogę powiedzieć Ci
        jedynie to, że mój eks po rozstaniu szalał podobnie jak Twój i u niego również
        słowa nienawiści przeplatały się ze słowami miłości. Również wykorzystywal
        dziecko by mną manipulować ale ja robiłam wszystko by nasze wzajemne kontakty
        ograniczyć niemal do zera ( dziecko mógł widywac kiedy chciał). Gdy zrozumiał,
        że jego zachowanie mnie "nie rusza" zniknął. Pojawił się ponownie gdy na
        rozprawie o ograniczenie mu praw rodzicielskich sąd wyznaczył kontakty - znowu
        próbował swoich gierek ale ja zastosowałam starą wypróbowaną technikę olewania
        i znowu zniknął.
        Teraz mam rozprawę odwoławczą i w zwiążku z tym mam do Ciebie pytanie. Dlaczego
        Wasza sprawa trafiła do RODK ?? Ktos z Was o to wniósl czy zdecydował tak sąd -
        jeśli tak to na jakiej postawie. ( Nie chcę by moja sprawa trafiła do RODK
        słyaszłam o tym kilka nieprzyjemnych rzeczy - nie wiem czy były prawdziwe )
        • nimi Re: upadam na duchu 14.12.04, 09:48
          Sprawa trafiła do rodk, bo sama o to zawnioskowałam.Sędzia na rozprawie
          odradzał to delikatnie, mówiąc że najpierw trzeba spróbować mediacji i
          polubownego dogadania się, że będziemy musieli pokryć koszty (1000zł). My
          mediacje (nieudane oczywiście) mamy za sobą, polubownie nie możemy się dogadać,
          a rodk był dla mnie jedynym rozwiązaniem - innego po prostu nie widzę, nie znam.
          Chwilami zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam mówiąc w sądzie (odpowiadając na
          pytania sędziego, czy eks kocha córkę i czy kontakt nie szkodzi dziecku), że
          eks kocha małą i że kontakt z ojcem nie jest dla niej szkodliwy, ale czy na
          podstawie tego, co wyczynia można już to zakwalifikować jako szkodliwość? Sama
          już nie wiem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka