witam wszystkie samotne mamy

Ja jestem sama... hmmm... wlasciwie od poczatku poczatkow...
2 lata temu wyjechalam na wakacje do USA, bylam wtedy na 3 roku studiow.
Mialam w Stanach znajomego (poznalam go rok wczesniej - rodowity Amerykanin).
Stalo sie. Po powrocie do Polski okazalo sie ze jestem w ciazy (chociaz niby
nie bylo na to szans, jak to sie moglo stac?). Przezylam szok, przezylam
koszmar, znienawidzilam siebie, znienawidzilam dziecko i oczywiscie Jego.
Cala ciaze ukrywalam (mimo ze czulam niechec do brzuszka nie zdecydowalam sie
na aborcje), a po porodzie mialam oddac dziecko do adopcji.
No i wszystko szlo niby wg "planu", zaczelam rodzic, pojechalam do szpitala,
no i... zostawilam dziecko w szpitalu.
To co ze mna sie dzialo przez kolejne 10 dni, to trudno opisac, wszedzie
slyszalam swoje dziecko, wszedzie je widzialam. Zalamalam sie - poszlam do
szpitala zeby je zobaczyc. Mam corke, sliczna corke.
Pojechalam do moich rodzicow, tak potwornie sie balam tego ze mnie odrzuca,
ze nie beda chcieli mi pomoc, wiec postanowilam ze...
Powiedzialam ze urodzilam dziecko, powiedzialam ze chcialam je oddac do
adopcji, powiedzialam ze ojciec dziecka mnie przymusil do seksu, ze ja tego
nie chcialam. Boze jak ja sie balam. Jakim ja potwornym tchorzem sie okazalam.
Na szczescie rodzice nie pytali, pomogli mi i dalej pomagaja.
A ja mam wyrzuty sumienia - moja nienawisc do ojca mojej Malej znikla, dreczy
mnie to ze nie potrafilam przyznac sie do wszystkiego, ze... to trudno opisac.
On do mnie zadzwonil zeszlego lata, bo dowiedzial sie o tym ze urodzilam
dziecko od jednego z naszych wspolnych znajomych, a ja... ja mu powiedzialam
zeby do mnie nie dzwonil ze to nie jest jego dziecko. Znowu sie przerazilam,
chcialam zapomniec o przeszlosci, chcialam zapomniec o tym koszmarze, ktory
przezywalam bedac w ciazy sama ze swoimi myslami.
A teraz... wyslalam do niego list. Powiedzialam mu prawde, powiedzialam mu
wszystko, powiedzialam tez dlaczego wczesniej mu sklamalam. Napisalam ze nie
chce od niego niczego, ale chce tylko zeby wiedzial o tym ze ma corke. I ze
jezeli nie chce nas znac, to do niczego nie bede go zmuszac.
A teraz boje sie spojrzec w poczte. Znowu sie boje.
Dziewczyny, pomozcie jakos uporac sie po raz kolejny z tym moim
tchorzostwem...
czy ktoras z was ukryla przed ojcem dziecka fakt narodzin maluszka? Czy tylko
ja jestem takim... tchorzem...?