Dodaj do ulubionych

Nie mam już siły

17.05.05, 09:40
Muszę się wygadać, bo mam wraźenie, że ból i złośc zjedzą mnie od środka.
Pewnie nie pamiętacie już mojego listu sprzed wielu miesięcy, ktory zresztą
kikla osób wzięło za nie udany debiut literacki. jak ja bym chciała żeby była
to prawda.
Mój mąż od dwóch lat ma kochankę. W zasadzie nie wiem, co w niej widzi. Baba
brzydka, 10 lat starsza ode mnie. Ale podobno bogini seksu, dała mu włóżku
to, czego nawet pewnie prostytutka by nie zrobiła. Poza tym zaradna. Nie
wiem, czy mężatka czy w końcu rozwódka bo raz mi mówią tak, a raz siak. W
każdym razie z Warszawy ( my mieszkamy 100 km dalej ), ma własne lokum,
stałego kochanka ( albo męża ) i 14- letnia ćórkę. Oboje utrzymują że nie
widzieli się od czerwca zeszłego roku z różnych tam względów.
Dowiedziałam się w zasadzie przypadkowo. Moje małżeństwo waliło się, a ja
zaabsorbowana nowonarodzonym dzieckiem nic nie widziałam, W każdym razie
chciałam, żeby mąż zerwał z nią natychmiast. Wszelki kontakt. I tak się łudze
już 10 miesięcy. Co miesiąc okazuje się, że się kontaktują. A to jakiś sms, a
to coś...
Próbowałam się zmienić. Mniej krzyczeć, więcej się z nim kochać. Ale
niestety, nie jestem boginią seksu i do pewnych rzeczy nie mogę i już!
To horror. Baba wysyła do mnie sms a potem dzwoni do niego czy dostałam!
Dzwoni w nocy ( do mnie ) przeklina albo usiłuje się ze mną przyjaźnic. I nie
pomaga tłumaczenie, że bawi się brzydko, że przecież my mamy dziecko! Dziecko
które potrzebuje tatusia i ktore tatuś bardzo kocha, to chyba jedyna
przyczyna, ktora go jeszcze ze mną trzyma.
Mąż mi obiecuje, że jak między mani zacznie się ukladać, to z mnią zerwie, a
na razie musi mieć koło ratunkowe. A ja mam się starać, skoro mi zależy, to
ona daje mi szanse...
Ona ostatnio mi napisała, że musiała zmienić nr tel swojemu dz\iecku, bo
jakoby do neigo wydzwaniam i że mnie obardzy kosztami a mój mąż w poczuciu
sprawiedliwości na pewno to zaakceptuje! No, przynajmniej powiedział, że nie
zapłaci. Ale wysłała mi też sms, że on ją kocha i chce być z nią. I mój nie
zaprzeczył. Powiedział, że ona ma mu znaleść pracę w wawie, a on z dnia na
dzień wszystko tutaj rzuci i wyprowadzi sie do niej. na tp ja jak zwykle w
płacz. Po jakimś czasie zaczął mnie przytulać, że dobrze, że spróbujemy
jeszcze raz, że przecież jeszcze się nie wyprowadza...
Ja mu tłumaczę: ja nie mam gdzie wracać. Bo nie mam. mama mnie nie weźmie,
już mi powiedziała, choć wie, jaka jest sytuacja. On mi proponuje 300 zł
alimentów na synka , bo na pasożyta ( czyli na mnie ) dawał nie będzie. 300
to na połowę czynszu. Nie mogę wrócić do pracy. Jestem na nie płatnych
wychowawczym. Synek ma ponad 2 lata i nie mówi nic, ma głuchotę
pzrewodzeniowo- czuciową odbiorczą ( jest w trakcie diagnostyki ) nie je sam,
nie korzysta z nocnika. wydaje sie troche opóźniony w rozwoju. stoi
szkalanka. Synek ma w dłoni butelke i chce zeby mu nalać. I nie rozumie, że
trzeba podać szklankę.
A jednak jestem z nim. To idiotyczne, ale kocham męża. I wierzę,że się
opamięta. Chcę ratować ten związek. Bardzo chcę. Prosze, nie piszcze mi, jaką
jestem kretynką...
Obserwuj wątek
    • kaja2071 Re: Nie mam już siły 17.05.05, 10:39
      nie napisze ci ze jestes kretynka, tylko zadam jedno pytanie? Czy warto? Meczysz sie juz tyle czasu, w imie czego?Milosci?Milosc jest spelniona i piekny wtedy gdy jest odwzajemniona.Z tego co zrozumialam to meczysz sie juz spory kawalek czasu.Pomysl czy nie lepiej byloby ci bez niego
    • sheilla Re: Nie mam już siły 17.05.05, 18:12
      magdalenkaaa78 napisała:

      >
      > Mąż mi obiecuje, że jak między mani zacznie się ukladać, to z mnią zerwie

      Super! nic dodac nic ując...
    • mami-ma Re: Nie mam już siły 17.05.05, 18:43
      NIe masz sily z nim byc , a moze masz sile zeby odejsc?
      To jest chore, on Tobą manipuluje , bo wie ze i tak nic nie mozesz zrobic.ale
      zawsze jest jakies wyjscie.
      Nie mozesz zgadzać sie na taki uklad.
    • martalik Re: Nie mam już siły 17.05.05, 19:20
      Bardzo Ci współczuję i róownie mocno rozumiem.Byłam w nieco podobnej sytuacji-
      mój ex nie miał kochanki ale był alkocholikiem-mówił to samo co Twój M.-to ja
      się miałam poprawić i zmienić aby przestał pić. Wielka bzdura.Mimo to ogromnie
      cięzko było mi odejśc. To sie nazywa uzaleznienie od partnera. Aby odejść
      poszłam na terapię. Nie żałuję, odwrotnie po rozstaniu wreszcie żyję .Życzę Ci
      abyś odnalazła siebie - to trwa, jest trudne , ale jaka ulga!Jeśli nie
      popracujesz nad sobą czeka Cię prawdopodobnie wiele lat rozpaczy i
      upokorzeń.Trzymam kciuki i pozdrawiam Cię serdecznie.
    • natasza39 Re: Nie mam już siły 17.05.05, 23:49
      Nie powiem, że jestes kretynką. I nikt tak chyba nie powie. Ale ty nie mów, że
      go kochasz, bo nie mozna kochac kogoś kto tak postępuje.
      Myślę, że masz wszelkie szanse na to, aby otrzymać rozwód z orzeczeniem jego
      winy.
      Oczywiście musisz zebrac dowody. Pomocne w tym będą jej sms-y. Sama daje Ci
      dowód do ręki.
      Jesli rozwód będzie z jego winy, to przy chorym dziecku masz pełne prawo do
      alimentów na siebie i widzimisie "pana i władcy" nie ma tu żadnego znaczenia.

      I co to wogóle za gatki, że to Ty sie masz starac i zmieniać?
      Prawdziwe małżenstwo to partnerstwo, a nie zmienianie na siłe jedenj ze stron,
      aby ta druga czuła się ok.
      Jesli dla twojego męża liczy się tylko to co partnerka robi w łózku to jest nic
      niewartym gnojem. A dla gnoja bedziesz się zmieniać? No chyba nie.
      W tej chwili trzyma Cie przy nim raczej strach przed niepewna sytuacja
      ekonomiczną po jego odejsciu a nie miłosc.
      Założe się o każdą sumę pieniędzy, że gdybyś miała oparcie w swojej rodzinie,
      to juz dawno odeszłabyś od niego.
      Ale stare przysłowie mówi: "Umiesz liczyć licz na siebie"
      Niestety, dziewczyno, wóz albo przewóz! Tak nie można zyć inaczej, bo
      zwariujesz.
      I mam nadzieję, że Twój synek jednak wyzdrowieje, czego Ci z calego serca zycze.
      I wobec choroby dziecka nic nie jest wazne. Nie psuj sobie zdrowia jej sms-
      ami!
    • kini_m Re: Nie mam już siły 18.05.05, 01:28
      Jeśli próbowałaś dla niego tyle robić ile piszesz to wg mnie znaczy że jestes
      w nim zakochana (a nie kochasz - bo w kochaniu jest wzajemność, czyli że daję i
      też chcę coś dostać). Pozwoliłaś sobie na zaślepienie, bezgraniczne oddanie bez
      wzajemności, bez stawiania i realizacji wspólnych celów.
      Nie zmierzam wcale do negatywnej oceny, czy wasz związek ma szanse czy ich nie
      ma.
      Ale jeśli nie wprowadzisz wzajemności, to wtedy napewno się rozpadniecie.
      Bez wymagania wzajemności on się napewno nie opamięta.
      Facet nieraz nie widzi co dla niego robisz. Więc mu się głośno pochwal -
      zrobiłam dla Ciebie to, to, i to. A ty co dla mnie zrobisz?
      To że ty jesteś na wychowawczym to go nie zwalnia od wywiązywania sie z
      ojcostwa, aktywnym dbaniu o zdrowie dziecka.
      Co do seksu - no to przecież istnieją psychologowie seksuolodzy, którzy
      pomagają przebrnąć różnice między dwojgiem.
      Tutaj zapytaj spacjalisty, a nie laików.
      Jeśli chcesz ratowac coś co wygląda trudno to Cie podziwiam.
      Słuchaj - to że tamta ma starsze dziecko na pierwszy rzut oka wydaje się
      korzystniejsze dla faceta - bo to juz prawie odchowane dziecko.
      Ale dopiero przy małym dziecku człowiek (tez facet) może zobaczyć, doświadczyć
      ile może znaczyc dla drugiej istoty - ale wtedy gdy jest dobrze wdrożony w
      życie takiego dzieciątka. To może byc dobry atut dla dowartościowania się
      każdego człowieka, tylko to rzetelnie wykorzystać.
      Wymagaj od męża aby pomagał jak najwięcej przy synku, czasem człowiek docenia
      dopiero gdy zobaczy wyniki swojej pracy.
      Pozdrawiam
    • mamajulitki Re: Nie mam już siły 18.05.05, 10:38
      ja z innej beczki, co do choroby twojego dziecka, moze zrob badania na
      pasozyty, lambie, grzyby i bakterie ale kompleksowe, nawet kilka razy, zajrzyj
      na forum alergie, poczytasz o tym wiecej, te stworzenia daja rozne objawy,
      nawet autyzm a lekarze nie zwracaja na to uwagi
    • magdalenkaaa78 Re: Nie mam już siły 18.05.05, 10:59
      Ha, jeśli chodzi o moje szczęście to zwiedziliśmy już szereg gabinetóe
      lekarskich od naurologa poczynając po logopede kończąc. W każdym okazywało się,
      że jest wszystko w porządku i nie ma powodow do obaw. Dopiero badania słuchu
      ujawniły, że w jednym uszku nic nie słychać a w drugim w dolnej granicy normysad(
      A co mojego męża to oczywiście macie rację. Chyba z natury jestem bluszczowata
      i potrzebuję opieki, zresztą, nigdy nie musiałam sobie radzić samasad( Wychodzą
      błędy młodości, kiedy nikt nie nauczył mnie odpowiedzialności. Zastanawiałam
      się nad rozwodem, myślę, że każda by się zastanawiała. I tu kieruje mną
      straszny pragmatyzm i strach. W Siedlcach wynajmujemy wielkie trzypokojowe
      mieszkanie. Nie martwię się, że mi na coś nie starczy , choć nie mogę
      powiedzieć, że wchodzę do sklepu i bezmyślnie wydaję pieniądze.Mam na leki, na
      jedne spodnie w miesiącu, na zupkę ze słoiczka. Wbrew pozorom to bardzo, bardzo
      dużo znaczy. Gdzie ja pójdę jak on mi da 300 zł? Znając realia, nawet jeśli
      wystąpię o rozwód z jego winy to sąd nie zasądzi alimentów na mnie. Mogę oddać
      synka do przedszkola integracyjnego a sama poszukać pracy w sklepie, kiedyś
      pracowałam w McDonaldzie... Jestem z zawodu polonistą a w Siedlcach nie ma
      szansy na pracę w szkole, nawet się dowiadywałam. Ale do sklepu pewnie jakoś
      bym się dostała. Co prawda sklepy są dłużej czynne niż żłobek czy przedszkole i
      do tego w soboty i niedziele, ale... Jak widać to pewnie moja fanaberia że nie
      idę do pracy. Nie pracowałam zresztą od początku małżeństwa, nie było takiej
      potrzeby, zatrudniłam się dopiero wciąży i znajomych dla papierka i na pewno
      nie będę mogła tam pójść pracować.
      Zresztą, sprawy w sądzie z orzekaniem o winie ciągną się więc zanim ja dostanę
      jakiekolwiek alimenty... To mnie przytłacza.
      Co do mojego męża to w razie rozwodu chce mi zabrać synka. Ostatnio bardzo się
      ze sobią zżyli i o ile kiedyś Kubuś był '"tym dzieckiem" i "problemem" o tyle
      teraz tatuś kocha Kubusia, martwi się o niego, bawi się z nim, karmi, pluska w
      wanience, nawet chodzi na spacerki. wszyscy znajomi mi mówią, że to Kubuś to
      jeden z głównych tematów tausia. I dobrze. Dobrze, że Kubuś ma dobrego tatusia.
      Podobno owa pani chętnie by widziała mojego męża w roli swojego konkubenta
      razem z moim synkiem. pani owa pracuje, nieźle zarabia, ma własnościowe
      mieszkanie w Warszawie. A mój mąż twierdzi, ze jest w stanie w sądzie
      udowowdnic, że zapewni Kubusiowi dużo lepsze warunki niż ja i że go bardzo
      kocha. Tylko że ja za nic Kuby nie oddam. Moze w takiej sytuacji nawet
      powinnam , ale ja żyć bez niego nie umiem i powiem tak egzaltowanie, że serce
      by umarło...
      • kkokos Re: Nie mam już siły 18.05.05, 11:28
        >>Podobno owa pani chętnie by widziała mojego męża w roli swojego konkubenta
        > razem z moim synkiem.

        buahahahaha! dawno się tak nie uśmiałam.
        nie wierz w to, kochana. Po co dobrze ustawionej, nieźle zarabiającej kobiecie
        z 14-letnim, a więc odchowanym dzieckiem, z facetem na przychodne (bo w wielką
        miłość jakoś nie wierzę) - dwulatek wymagający więcej uwagi niż przeciętny???
        • magdalenkaaa78 Re: Nie mam już siły 18.05.05, 11:58
          A ja wierzę. Wydaje mi się, że baba ma nieźle narąbane pod sufitem a poza tym
          podobno go kocha. A jak się kocha... A z bardziej pragmatycznego punktu
          widzenia : oddadzą Kubę do przedszkola integracyjnego albo zatrudią
          pełnoetatową nianię i dziecko za specjalnie w drogę wchodzić jej nie będzie.
          Zresztą, może ona nie zdaje sobie już sprawy jak to jest z małym dzieckiem.
          • kini_m Re: Nie mam już siły 19.05.05, 01:43
            Przeczytałem Twój opis na
            "Dobry Boże...nie powinnam Cię do tego mieszać..."
            i jestem ciekaw czy nadal dajesz sobie ewentualność ratowania małżeństwa?

            Będę zmierzał do weryfikacji pozytywnej, abyś jeśli chcesz, miała możliwy inny
            punkt widzenia. Więc czy coskolwiek pozytywnego widać? Ja widzę dwie rzeczy.
            1. Ma kochankę - a mimo to nie odchodzi od rodziny.
            2. Ma nietypowe potrzeby seksualne (delikatnie mówiąc) - a mimo to nie zrzuca
            ich zaspokajania na Ciebie.
            Dopiero te dwie rzeczy (dwa posty) razem otwierają trochę przejrzystości.
            Bo co tu pozytywnego?
            Ano to, że on zdaje sobie sprawę (wstydzi się?) ze swoich odchyleń od normy i
            nie chce w bezpośredni sposób nikogo nimi krzywdzić, poza ewentualną osobą
            która z góry to przyjmie (ogłoszenie).
            Stąd jasna treść jego ogłoszenia (seksualnego) w internecie.
            Dobre jest to że swoich potrzeb nie zamierza wyładowywać na partnerze bez
            uprzedzenia go - a to znaczyłoby że pomimo swej spacyfiki umie drugą osobę
            traktować jak najbardziej podmiotowo.
            Jeśli dobrze rozumiem - to swoją specyfiką seksualną nie chce nawet krzywdzic
            kochanki, od której zapewne nie dostał przyzwolenia na takie praktyki seksualne
            (dlatego dalej szuka partnerów przez internet).

            To może być punkt zaczepienia do odbudowy normalności, jeśli nie chcesz widzieć
            w nim tylko psychola (ja nie chcę).
            Jego ogłoszenie, bądź co bądź szczere, można też odebrać jako sygnał:
            "jestem chory, wiem to, niech mi ktoś pomoże, ale inaczej niż krytyką lub
            pomijaniem mnie".
            Napewno jednak potrzebna będzie pomoc kogos fachowego - tak jak poprzednio
            pisałem seksuologa. Może najpierw sama się do niego wybierz, opowiedz sytuację,
            spytaj jak zacząć mówić o tej kwesti. (Ewentualnie później też korzystać z
            terapi - bo takie problemy zazwyczaj mają podkład w wychowaniu w dzieciństwie.)

            No, jeśli jedynym powodem rozpadu małżeństa, przekreślenia przyszłości dziecka,
            miałoby być nietypowa potrzeba seksualna...
            (na co wskazują dwie rzeczy: kochanka też nie wystarcza bo nie zaspokaja więc
            szuka dalej, a innych poważnych problemów nie sygnalizujesz)
            ... to faktycznie szkoda by było nie spróbować tego naprawić.
            Spróbować warto.
            Pozdrawiam.

            PS: Naprawdę nie licz na swoje (lub innych laików) pomysły, bez specjalistów.
            Bo inaczej Twoje pomysły będa trafiały jak kulą w płot. Tak jak właśnie piszesz
            ("Próbowałam się zmienić. Mniej krzyczeć, więcej się z nim kochać.")
            Tu potrzebna jest profesjonalna diagnoza.
            Inaczej się tylko zamęczysz w coraz kolejnych chybionych pomysłach, aż w końcu
            go znienawidzisz (z krzywdą dla dziecka).
            • kkokos oj, kini.... 19.05.05, 10:51
              dla mnie tam oba punkty, które dla ciebie przemawiają na jego korzyść,
              przemawiają przeciwko niemu.
              > 1. Ma kochankę - a mimo to nie odchodzi od rodziny.
              no dupek, no wozi się w tę i wewtę, bo tak mu wygodniej i tyle. albo sam nie
              wie, czego chce. nie podejmuje decyzji, bo dupek. zero pocucia
              odpowiedzialności, chorągiewka na wietrze. Co to znaczy "nie odchodzi od
              rodziny" - i tak ją rozwalił, ani rodzina nie funkcjonuje normalnie, ani
              autorka postu nie funkcjonuje normalnie. I jeszcze zawraca tyłek jakiejś innej
              babie, że dla niej opuści żonę. Nie żebym tej babie współczuła w tym momencie,
              jej zachowania opisane w tym wątku mojej sympatii do niem nie budzą - ale
              faktem jest, że facet coś jej obiecywał i nie dotrzymuje (nie wiemy, jak jej
              sytuację przedstawiał, gdy się poznali). A jeśli uznać babona za harpię, co go
              uwodzi, to facet także na dupka wychodzi (sorry za rymsmile, że daje sobą dwa lata
              manipulować.
              2. Czy powyższe traci swoje znaczenie, jeśli poznamy preferencje seksualne
              faceta? Zgodnie z twoją teorią - on "chory, zdaje sobie z tego sprawę, woła o
              pomoc, nie chce nikogo skrzywdzić". Ładne mi nie krzywdzi - co z tego, że nie
              leje pasem... Dorosły, raczej inteligentny (w każdym razie autorka postu nie
              jest dziewczęciem z nieskończoną podstawówką, więc i męża ma podobnego
              zapewne), wie, gdzie szukać pomocy i raczej zdaje sobie sprawę, iż nie uzyska
              jej od żony. a że się wstydzi? nie może się przełamać, by pójść do seksuologa?
              rozumiem, że to może być straszny problem. ale dlatego, że on się przełamać nie
              może, to ta żona z dzieckiem mają tak dalej żyć jak żyją???? To ma być
              usprawiedliwienie dla takiego traktowania: dziś jestem, jutro mnie nie ma,
              pojutrze może znowu spróbujemy być razem, a w ogóle to ty mi się w łóżku
              przestałaś podobać.... ???????

              >>>>No, jeśli jedynym powodem rozpadu małżeństa, przekreślenia przyszłości
              dziecka, miałoby być nietypowa potrzeba seksualna...

              no nie, kini, jak widać nie jedynym, jak widać cały zespół zachowań tego pana.
              Jak to cudownie mieć na co zwalić swój dupkowaty charakter: "nie moja wina,
              jestem chory"... uuuch..
              • kini_m Re: oj, kini.... 20.05.05, 02:43
                Kkokos napisałaś:
                > rozumiem, że to może być straszny problem. ale dlatego, że on się przełamać
                > nie może, to ta żona z dzieckiem mają tak dalej żyć jak żyją????
                No właśnie - jeśli masz bagno, to zawsze masz dwa wyjścia:
                - osuszyć je
                - spłynąć najbliższym odpływem
                Co wybierzesz, to Twoja decyzja.
                (Są też tacy którym odpowiada bagno i wcale tego nie krytykuję.)
    • aqua696 Re: Nie mam już siły 20.05.05, 17:40
      Najopiewr komisja o niepelnopsrawnosci synka do pediatry po dokumenty skladasz
      jak tylko dostaniesz papaier do sadu o alimenty na dziecko no i ciebie bo
      niemozesz pracowac a potem rozwod,
      jesli chce byc z wami to obudzi sie przed sprawa alimentacyjna, ale tylko na
      sisanyc zasadach zlamianie rowna sie rozwod-separacja separecje dostaniesz
      szbciej,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka