Witajcie,
No jak to napisala Nalkowska bodajze "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Tu by bardziej pasowalo

amodzielna matka samodzielnej matce zgotowala ten los
Z mezem bylo cienko, potem chwile lepiej, potem znowu niedobrze, potem mu uleglam i zaszlam w ciaze. Nie, nie. Nie zlapalam go na nia. Wiedzial czym to sie moze skonczyc. Przedtem dowiedzialam sie ze "rozmawia" sobie na GG z jakas samodzielna w trakcie rozwodu i raz do niej pojechal "na kawe".
Gdy okazalo sie, ze jestem w ciazy bardzo sie cieszyl i mial tamtej samodzielnej powiedziec jak sprawa wyglada. Oczywiscie uslyszlaam rowniez jak to on bardzo mnie kocha i inne idiotyzmy. Po 7 tyg okazalo sie ze to ciaza pozamaciczna. Zabieg. W szpitalu przypadkiem wyszlo ze ma w tel zdjecia tamtej. Awantura, bo obiecal wiecej nie klamac a sklamal. Gdy wrocilam ze szpitala ani razu mnie nie przytulil, nie kazal mi mowic ani nawet myslec o tym co sie stalo. Potem pojechal w dluga. I na tym sie skonczyla 5 tygodniowa sielanka. Pewnie wrocil do tamtej, bo na zeszly weekend "mial inne plany" i nie mogl przyjechac do dziecka, ktore go wola, szuka i teskni za nim.
I wiecie co? Zastanawam sie, czy tamta samodzielna poznala prawde? Czy dowiedziala sie o ciazy? Jesli powiedzial jej prawde to czy nie miala zadnych oporow?
Pozdrawiam