agamagda
11.10.05, 15:00
Twoje wypowiedzi na tym forum są uciążliwe niczym brzęczenie komara, a twoje
posty można porównać do kąśnięć tego owada - nieprzyjemne, ale w sumie bez
znaczenia. Niemniej ostatnio twoje brzęczenie staje się coraz bardziej
napastliwe i i nieprzyjemne i ...denerwujące. Oczywiście, post, w którym
stwierdzasz, że twoje wypowiedzi są zbyt mądre żeby je zrozumieć i to jak
prosisz Pelagę - samodzielną mamę, Ty, który nie jesteś samodzielną mamą żeby
opuściła to forum wywołały salwę śmiechu, ale... no właśnie. Jak długo facet,
alimenciarz, nie chcący po prostu wykonywać swojego zobowiązania wobec
dziecka i budujący górnolotne teorię do zwykłego skąpstwa może śmieszyć -
Jakiś czas, owszem, człowiek zawsze się zastanawia, jaki znowuż to sztandar
taka jednostka wyciągnie: Miłość? Była, utrudnianie kontaktów? Zaliczone,
Matka dziwka? Odhaczone - ok. co dalej??
No i nagle z niejakim przerażeniem stwierdziłam, że Ty chyba wierzysz w to,
co piszesz! To znaczy, twój wątek o oddaniu dzieci i te bzdury o za wysokich
alimentach i wacikach to NIE BYŁA PROWOKACJA. Ty naprawdę sądzisz, że dziecko
to worek kartofli, którym się przerzuca, ze poczucie stabilności,
bezpieczeństwa dziecka to bzdety.
Czy Ty nadal nie rozumiesz, dlaczego nie masz opieki nad Adrianem (nie
POBYTU), że opiekę się przyznaje biorą pod uwagę dobro dziecka? Nie dobro
TATUSIA, który jako argument podaje "bo ja tak chcem" "bo ja go kocham". -
zresztą nie neguję Twojej miłości do syna. - cokolwiek miałoby to znaczyć,
ale to jeszcze nie znaczy ze jesteś dobrym Ojcem. Miłość to uczucie
subiektywne i pewnie ty go kochasz, ale o miłości do dziecka, to też
obowiązki i tez odpowiedzialność.. Jesteś toksyczny dla syna. Brak Ci
elementarnych zasad, dających gwarancje prawidłowego wychowania dziecka. Co
więcej wyraźnie uznano, że mama Adriana, mimo co o niej piszesz daje lepsze
gwarancje niż Ty. Nie rozumiesz, na czym polega rola rodzica i co to znaczy
wychowanie dziecka.
Do dobrego wychowania potrzebne są pieniądze i czas. Nikt mnie nie przekona,
że można dobrze wychować dziecko tylko go "kochając", bez płacenia
przyzwoitych alimentów, bądź płacić wysokie alimenty nie mając kontaktu lub
mając kontakt sporadyczny.
Mam takie trzy pytania.
Po pierwsze. Chciałabym wiedzieć, jaki jest cel twojego pisania tutaj?
Udowodnienie, że byłbyś lepszym rodzicem niż mama Adriana? Nie nas musisz o
tym przekonać, a sąd. Mnie (i pewnie nie tylko) nie przekonałeś.
Po drugie. Czy naprawdę chcesz udowodnić swoimi wypowiedziami, że 150 zł
alimentów, wypełniasz wystarczająco swój obowiązek alimentacyjny? Mogę
zrozumieć ze może to być 20% twoich miesięcznych dochodów i jest to znaczna
suma w twoim budżecie, ale nie zmienia to faktu, ze jest to mała kwota. Po
prostu. Nikt nie rzuci w ciebie kamieniem ze nie umiesz więcej zarobić. Ale
znaj swoje miejsce. I nie czepiaj się i nie udowadniaj, ze jest to dużo.
Po trzecie, dlaczego uważasz, że byłbyś lepszym opiekunem niż matka Adriana?
Bo pomimo licznych postów ani razu nie znalazłam niczego, co mógłbyś jej
zarzucić (to że zapomniała zapłacić te 8 zł - 5 % alimentów - za książkę do
religii to chyba trochę za mało).
Z góry dziękuję za odpowiedz na pytania.
PS. Żebyś mógł mi odpowiedzieć na pytania bez zbędnych dywagacji, chcę od
razu uprzedzić że nie brakuje mi chłopa (aczkolwiek nie wiem, jaki to ma
związek z tematem, ale zawsze mi odpowiadasz, ze jestem sfrustrowana) mam
męża, wykształconego, przystojnego, wysokiego faceta, któremu nic nie
brakuje. Ponadto nie utrzymuję się z alimentów, które są bardzo wysokie i
dawane bez żadnych oporów przez byłego męża (ON nie ma problemu z płaceniem
swoich zobowiązań wobec dziecka, więc daruj sobie również TY - to jego
pieniądze i decyzja). Nadto osobiście zarabiam tyle, że wchodzę w trzeci próg
podatkowy w tym miesiącu - wiec Ty ze swoich podatków też mnie nie
utrzymujesz.
Ponieważ wyjaśniliśmy te kwestie (nie mające absolutnie żadnego związku z
tematem, ale są to zawsze twoje argumenty) proszę o odpowiedz na pytania
zawarte powyżej.
Aga