Dodaj do ulubionych

Wyprowadziłam się...

30.01.06, 08:37
Dostałam wymówienie do pon.Jakby to było jego mieszkanie.Razem żeśmy
wynajmowali a ja z tymi wszystkimi rzeczami, z dzieckiem musiałam w ciagu
2dni się wyprowadzić. Chciałam wynająć mieszkanie-to nie dał mi nawet
tygodnia na wyprowadzenie.Tylko już, teraz bo inaczej miał mi wyp...moje
rzeczy za drzwi.
Jest chyba niezrównoważony psych.
A jak ja sie pakowałam to z pretensją dlaczego mu obiadu nie
ugotowałam!!!!!!!! Tylko się zaśmiałam.
Wróciłam do mamy. Jest mi z tego powodu bardzo źle...Wiem że dobrze że wogóle
miałam gdzie ale...znów pod jej dyktando,a ja juz się całkowicie
usamodzielniłam...Jest mi z tego powodu baaaardzo źle sad Spać nie mogę, jeść
nie mogę.
W ciagu miesiaca chcę się wyprowadzić,cos wynajć,będę musiała dać
sobieradę.Sama i nie wiem jak to zrobie ale muszę...
I tak bardzo tęsknię juz za naszym kotem sad a nie mogłam go wziąść bo mama
kotom mówi NIE no i siostra uczulona! A ja za nim baaaardzo tęsknię.
Jest mi źle, mam doła sad((
Córce wytłumaczyłam: mama i tata bardzi cie kochaja ale nie możemy byc razem
bo sie kłócimy itd.
Ona chce mieszkac u babci.Bo ma towarzystwo ukochanego dziadka, duuuużo
bajek. Ale tak mi źle że nie mamy swoje prawdziwego kąta, tylko
przemieszczamy się z kąta na kąt..
buuuuuuu..sad((((
Stałam się już w 200% jedna z WAs.
Obserwuj wątek
    • iziula1 Re: Wyprowadziłam się... 30.01.06, 11:06
      Faktycznie, obiad mogłas ugotować!!!smile
      Myśle,że dobrze się stało z wyprowadzka. Dzis jest Ci trudniej ale przynajmniej
      nie masz złudzeń z jakim człowiekiem masz do czynienia. To pozbawi Cie
      naiwności w dalszych działaniach.
      Pozdrawiam i zycze szybkiego powrotu do "normalności" i usamodzielnienia sie.
      Iza
      • m.nikla Re: Wyprowadziłam się... 30.01.06, 20:59
        A TERAZ TO MOZE BYC TYLKO LEPIEJ!!!
        Dasz RADE!! WYJDZIESZ NA prosta smile
        *********************************************
        I tym obiadem- to dobre hehehe smile
        trzymaj się smile
      • kini_m Re: Wyprowadziłam się... 31.01.06, 17:48
        iziula1 napisała:
        > Faktycznie, obiad mogłas ugotować!!!smile
        hmmm.... najlepiej pełen gar zupy, tak żeby na tydzień przynajmniej mu
        starczyłosad
        Witaj w klubie przegonionychuncertain
        Zdaję sobie sprawę, że stracić ulubione zwierzątko może być smutno nawet
        dorosłemu. Ale jeśli na świat rodzinny patrzysz przez pryzmat czworonoznego
        przyjaciela to..... no nie wiem, nie wiem.
        Oneway nie pogłaskała Cię po główce, ale z punktu widzenia przyszłości dziecka
        jej słowa mogą być brutalnie trzeźwe.
    • labomba666 Re: Wyprowadziłam się... 30.01.06, 21:28
      Nie znam sprawy i nie wiem, co zamierzacie dalej ze sobą robić. Obawiam się
      tylko, że Twój facet może wykorzystać fakt wyprowadzenia się przeciwko Tobie.

      LaBomba
    • oneway9 Re: Wyprowadziłam się... 31.01.06, 15:15
      cos ty kobieto zrobila?! myslisz ze jak powiedzialas dziecku te formulke i ma
      dziadka to jest ok?! doprowadzilas chlopa do ostatecznosci, za kotem tesknisz a
      za nim nie? ten ironiczny usmiech na jego pytanie o obiad chyba szybko zszedl
      ci z twarzy, przespij sie, przypomnij sobie co mu powiedzialas a domyslam sie
      ze sporo i idz do niego bo bedac u mamusi zatrzasnelas drzwi przed nim. to ze
      sie klocicie znaczy ze ty tez pyszczysz, facet spytal o obiad bo do konca nie
      wierzy w twoja wyprowadzke i dlatego tez cie popedzal. gdyby na zimno to
      skalkulowal to dal by ci czas na znalezienie mieszkania.przygladz piorka,
      podwin ogon, przypomnij sobie co przysiegalas i co w nim pokochalas, stan w
      drzwiach i powiedz ze ci glupio i chcesz porozmawiac. tylko tak wygrasz
      naprawde.
      • lilith76 Re: Wyprowadziłam się... 31.01.06, 16:35
        w oparciu o informacje wyniesione tylko z początku wątku rada oneway9 jest
        najbardziej absurdalną jaką ostatnio udało mi się przeczytać.
        jesteś spokrewniona z kinim?
      • m.nikla Re: Wyprowadziłam się... 31.01.06, 18:38
        oneway Ty chyba jesteś nienormalna...co Ty za bzdury piszesz???
        • oneway9 Re: Wyprowadziłam się... 01.02.06, 14:37
          po pierwsze przyjmuje byc moze bledne zalozenie, ze to dziecko nie jest
          wynikiem wpadki po pijaku z pierwszym z brzegu, ani gwaltu, ale powstalo z kims
          kogo sie kochalo, troche choc znalo i chcialo miec wlasnie z nim. jestem
          cholernie cieta na takie przypadki bo jesli osoba ma sie za normalna to takich
          rzeczy jak dzieci nie funduje temu swiatu i sobie bezmyslnie. A nawet jesli sie
          przydazy to ma na tyle odwagi gdzies tam w sobie, ze nie wini chlopa i swiata a
          siebie.
          i powtarzam - widzialy galy co braly!! do cholery to nie jest piaskownica -
          biore zabawki i spadam, tylko dorosle zycie, w ktorym za to niedorosle czyli
          dzicko ponosi sie odpowiedzialnosc; i co mu powiesz ze jego ojciec byl idiota?
          to dlaczego z nim bylas bo bylam glupia, lub inne madrosci z poradnikow?
          • lilith76 Re: Wyprowadziłam się... 01.02.06, 15:15
            A nawet jesli sie
            >
            > przydazy to ma na tyle odwagi gdzies tam w sobie, ze nie wini chlopa i swiata
            a
            >
            > siebie.

            analogicznie tyczy się to mężczyzny. jeśli ten infantylnie wywala matkę swojego
            dziecka i dziecko ze wspólnie wynajmowanego mieszkania, to powinien umieć
            ponieść konsekwencje chlapania językiem.
            dlaczego tylko kobieta ma naprawiać związek???
            dlaczego zakładasz, że to ona doprowadziła do jego rozpadu???
            jeśli szczęśliwe dzieciństwo to widywanie jak tatuś "wypie.." mnie i mamusię
            z domku co jakiś czas, to ja dziękuję za takie szczęście.
    • karolcia801 ech dziewczyny... 01.02.06, 09:16
      Napisałam post bo wtedy czułam sie przygnebiona. Ale teraz jest ok, no może
      prawie.
      Wiem że dobrze zrobiłam. Nie chcę żyć w rodzinie gdzie nie ma szacunku,
      partnerstwa, zrozumienia i gdzie nie mozna się dogadac w każdej kwestii. Nie
      chcę by w takiej rodzinie dorastała córka...
      jestem spokojniesza, nie denerwuje się.
      Naszczęście nie mamy slubu więc nic mu nie przysiegałam.
      Uczucie które było już się skończyło.
      Lepiej sie dogadamy będąc oddzielnie.
      Pseudo rodzina to nie rodzina.
      • kini_m Re: ech dziewczyny... 01.02.06, 15:20
        Karolcia, bez długiego gadania to od siebie sugerowałbym to co napisała
        virtual_moth:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=35239133&a=35307407
        i jej inne wpisy.
        Co prawda tam sytuacja inna, ale zasady co do dziecka pozostają te same.
      • maria_rosa Re: karolcia 01.02.06, 16:20
        Nie no, Karolcia uważam,że naprawdę przegięłaś.
        Wyprowadzka wyprowadzką, ale żeby obiadu nie zrobić.
        Bezpowrotnie straciłam szacunek do ciebie, ponadto nie rozumiem jak mogłas sie
        tak egoistycznie zachować. Szoksmile)))))))

        A tak poważnie...uważam,zę postąpilaś słusznie.
        Napewno sobie poradzisz>Najważniejsze to spokój twój i dziecka.

        pozdrawiam serdecznie,
        • mmaggz Re: karolcia 01.02.06, 19:58
          ja też w 100% popieram. Ja przez 2 lata robilam wszystko zeby dotrzymac
          przysiegi, zapewnic dzieciom rodzine, i holdowalam innym slogankom o tym co
          powinna kobieta dla dobra dzieci. Dzis wiem to jedna wielka bzdura. Nie dosc ze
          nie moglam dogadac sie z ekksem na kazdy elementarny temat z zycia malzenskiego
          ( od fiansow po podzial domowyh obowiazkó), to biorąc w końcu wszystko na
          siebie w podziece sukcesywnie obrywalam w momentach wyrazania dezaprobaty. Ja z
          kultura on z kur.... Taaa dziewczyno, nic tylko podkulic ogon i isc z nim
          pertraktowac....
          Oneway puknij sie w glowe tylko wystarczajaco mocno, żeby podobne bzdury ci do
          glowy juz nigdy więcej nie przyszły.
          • mmaggz Re: karolcia 01.02.06, 20:00
            A i jeszcze jedno, Jak mogłaś obiadu nie ugotować?!!!!!
            Mam nadzieję że chociaż koszule wyprasowalaś. ahahahahaha
            pozdrawiam
            p.s. Jakbyś chciala pogadać w momentach doła to chetna jesem. Też mnie czasem
            przygnebia powrot do domu rodziców. Wiem co czujesz,smile)
            • madzia.adams Re: karolcia 01.02.06, 22:36
              Zgadzam się z oneway9. Łatwo jest w trudnym momencie podjąć decyzje że to
              koniec związku. Ja też byłam taka sprytna. Bo piękne uczucie przeminęło?
              Uniesienia prawie zawsze przemijają. Mało jest par na świecie, które kochają
              się do grobowej deski. I co teraz, nowy facet? A jaki on ma być? Lepszy dla
              kobiety czy dobry dla dziecka? Nie łudźmy się że "stary" tata będzie przy
              dziecku w trudnych chwilach - ja już to wiem, choroba, problemy w przedszkolu -
              wszystko na moich barkach. A "nowy" tata pokocha dziecko? Faceci nie są do tego
              tacy skorzy sad. Myśle że trzeba próbować się dogadywać, wyjaśniać i odbudowywać
              związek. Ja też nie umiałam powiedzieć: porozmawiajmy. tylko strugałam obrazoną
              damę. A wina nigdy nie jest po jednej stronie.
              • karolcia801 Re: karolcia 02.02.06, 09:31
                sorry ale to nie ja strugałam obrażoną damę. Proponowałam rozmowę ale dla niego
                to zawsze najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu to tekst typu "no to sie
                wyprowadź" ja zawsze zaciskałam zęby i przemilczałam.Potem niby było ok.
                Dodam że jak urodziłam córke to nie mieszkalismy razem, niechciał sie
                wprowadzić wolał byc docjodzącym tatusiem.Dopiero jak córka skonczyła 2lata i
                znajomi mieli mieszkanie to zamieszkalismy razem. Wyprowadził sie po 3
                miesiącach zostawiając mnie bez kasy bez niczego.W wynajmowanym mieszkaniu
                przetrwałam tylko jeszcze 3 moiesiace. Groził mi, wyklinał mnie i moja rodzine
                itd. Jak emocje opadły do córke zabierał na wekendy raz na miesiac.
                Potem po 6miesiacach dałam jeszcze 1 szanse.Przychodził,przepraszał,
                zapewniał.dałam szanse bo właśnie dla dobra dziecka...no i widac żę mimo
                swojego wieku jest niedojrzały emocjonalnie, nie wie co to kompromis, nie chce
                rozmawiać, tylko to on przed problemami zawsze uciekał.
                Koniec, nie można tak dziecka wychowywać-raz tatus jest, raz go nie ma,raz jest
                raz nie. Oczywiscie najlepiej jest gdy rodzice są pod jednym dachem..ale nie w
                sytuacji gdy sie kłócą, nieszanuja..bo to wcale nie jest już dla dobra dziecka.
                Dziecko też może się dobrze rozwijać emocjonalnie jak rodzice nie sa ze
                soba.Oby tylko się umieli dogadać i dbali o dziecko.
                A o innym tatusiu nawet nie myslę. Mam na przyszłośc inne plany..
                Pozdrawiam i życze miłego dnia
                • kini_m Re: karolcia 02.02.06, 11:53
                  Karolcia, nikt z nas nie będzie nigdy do końca wiedział jaka jest sytuacja u
                  ciebie. Napewno należy Ci się wsparcie bo niewątpliwie jesteś w trudnej
                  sytuacji.
                  Niektórzy tutaj (stety/niestety też ja) biorą jednak pod uwagę, że wina niemal
                  zawsze leży po obu stronach. A jeśli to trudne do przyjęcia i przyznania to
                  wtedy jest sytuacja, jak to sama nazwałaś: "obrażoną damę". Nikt nie podważa,
                  że Twój facet zachował się nie tak, jak można by od niego oczekiwać.
                  Chodzi o dostrzeżenie drugiej strony medalu, której Tobie jako osobie
                  cierpiącej trudno odwrócić i dostrzec.
                  Słowa które napisałaś można różnie odczytać, choć wszyscy życzymy Ci jak
                  najszybszego powrotu do normalności.
                  Wiesz... ja tez pod swoim adresem słysze i słyszałem podobne słowa jakie Ty
                  piszesz, więc wytłumaczę Ci:
                  > Proponowałam rozmowę
                  (...a faktycznie to było ciągłe stawianie żądań)
                  > ja zawsze zaciskałam zęby i przemilczałam.
                  (...a faktycznie to okresy przemilczeń - były suto okraszane wyzwiskami i
                  obelgami w moję stronę)
                  > Dodam że jak urodziłam córke to nie mieszkalismy razem, niechciał sie
                  > wprowadzić wolał byc docjodzącym tatusiem.
                  (...a faktycznie to nie zgodziłem się na zamieszkanie u agresywnych teściów gdy
                  ona chciała tam wrócić po porodzie, przy czym uprzedziłem ją zawczasu o tym i
                  to był jej wybór)
                  > Potem po 6miesiacach dałam jeszcze 1 szanse.
                  (...dziś ona twierdzi że nie skorzystałem z żadnej szansy, mimo spełniałem jej
                  kolejne żądania, zmieniając i rezygnując w życiu z coraz to kolejnych rzeczy)
                  > nie wie co to kompromis, nie chce rozmawiać,
                  (...mimo że przez kilka miesięcy namawiałem do pomocy psychologa i mediacji, to
                  dzisiaj też słyszę - że nie byłem zdolny do żadnego kompromisu)
                  > jest niedojrzały emocjonalnie, tylko to on przed problemami zawsze uciekał.
                  (...ja też się dzisiaj dowiaduję, że nie podjąłem terapi u psychiatry którą
                  miałem rzekomo przepisaną)
                  > Oczywiscie najlepiej jest gdy rodzice są pod jednym dachem..ale nie w
                  > sytuacji gdy sie kłócą, nieszanuja..bo to wcale nie jest już dla dobra
                  > dziecka.
                  (...jak pisałem wyżej: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                  f=571&w=35239133&a=35307407)
                  > Koniec, nie można tak dziecka wychowywać-raz tatus jest, raz go nie ma
                  (...odejściem wcale tego zmieniasz dla dziecka, po rozejściu tym bardziej
                  będzie dla dziecka: raz jest, raz go nie ma)
                  > Przychodził,przepraszał,
                  (...też przepraszałem, bo to słowo nie jest mi obce i umiem go używać, w
                  przeciwieństwie do drugiej strony.)
                  > wyklinał moja rodzine
                  (...i owszem krytykowałem jej stosunki rodzinne i do dziś uważam że są one tam
                  toksyczne. Miłość wcale nie oznacza że rezygnujemy z prawa do krytyki, kto tego
                  nie zrozumie - nie umie dojrzale kochać.)

                  Karolcia, może opisujesz dokładnie prawdę.
                  A może trzeba przyjąć rezerwę na Twoje słowa tak jak to opisałem przykładowo w
                  nawiasach, po swoim doświadczeniu słysząc podobne słowa.
                  Nie przesądzam niczego, pozwolę sobie spojrzeć z dystansem.

                  Osobiście myślę, że jesli on umiał przepraszać (co potwierdzasz) to jest to
                  sprzeczne z tym co dalej piszesz ("nie wie co to kompromis, nie chce
                  rozmawiać").
                  Myślę też że jesteś bardzo związana ze swoim rodzicami i stosunek do nich jest
                  blokada dla waszego związku. (Może czas poważniej zerwać więzy z rodzicami?)
                  A jeśli on umie przepraszać.... to czy ty naprawdę jesteś tak całkiem bez winy
                  za tę sytuację (czyżby święta?), bo nigdzie nie widzę abyś się do jakiegos
                  negatywnego udziału przyznała. Jeśli w waszym związku tylko on umie
                  przepraszać - to nie świadczy o tym, kto ma więcej winy (sugarujesz że on), ale
                  może świadczyć o tym, kto jest bardziej dojrzały do uznawania swego udziału w
                  tej sytuacji (stety/niestety ale - on).
                  Pozdrawiam
                  Wybierz najlepszą drogę na jaką Cię stać.
                  • karolcia801 zamykam wątek 02.02.06, 12:26
                    No cóż..ciekawe teorie...szczególnie "agresywni teśćie" i "przy czym
                    uprzedziłem ją zawczasu o tym i to był jej wybór" hehe... i te "spełniałem jej
                    żądania"..
                    No ale dzieki za słowa, chociaż z nimi sie niezgodzę...
                    Dziekuję wszystkim za opinie.

                    Zamykam wątek.
                    Pozdrawiam
                    • lilith76 Re: zamykam wątek 02.02.06, 13:07
                      kini_m nie potrafi dać komuś rady, bez oderwania się od własnych przeżyć.
                      na wszystkie historie przykleja klisze ze swojego życia i wydłubuje pasujące mu
                      fragmenty. nawet przy najbardziej absurdalnych analogiach.
                      • kini_m Re: zamykam wątek 02.02.06, 13:18
                        Nie przyklejam, tylko z ostrożnością podchodze do każdej indywidualnej
                        sytuacji. Właśnie po to aby w lini prostej nie dostrzegać po drugiej stronie
                        klona własnej exi, ale też aby nie zapominać o innych prawach rządzących
                        światem. Każdy posiada w pierwszej kolejności swoje doświadczenie, na to się
                        powołuje i to właśnie tworzy wachlarz opini. Poza tym każda opinia jest -
                        osobista i nic nie przesądzająca. I tak należy podchodzić do forum.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka