Dodaj do ulubionych

Kocham go co robc??

14.02.06, 22:40
zaczne tak odszedł odemnie 2 mies temu powiedział ze mnie juz nie kocha bo
pokochał inna ma 20 lat ,ja 28 wiem zrobił najgorsze świństwo mi i niunia ale
ja go nadal kocham jest mi strasznie trudno jak przychodzi do małej nie umiem
go olac i traktowa c obojętnie jest mi strasznie ciezko z tym ze ja juz nic
dla niego nie znacze powiedzcie czy mam sie nadal łudzic ze jednak bedzie
chciał do nas wrócic czy sobie odpuścić bylismu ze sobą 13 lat po ślubie 5
Obserwuj wątek
    • narsen Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 00:36
      Daj sobie spokój. Nic na siłę. Uszanuj siebie samą i zadbaj o dziecko. A o nim
      zapomnij - ten facet nie jest już częścią Twojego życia. I nie będzie.
      • labomba666 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 08:49
        > Daj sobie spokój. Nic na siłę. Uszanuj siebie samą i zadbaj o dziecko. A o nim
        > zapomnij - ten facet nie jest już częścią Twojego życia. I nie będzie.

        Takie porady, to daje się koleżance w liceum, a nie komuś, kto jest w związku 13
        lat, a od 5-ci zalegalizowanym. O drobnym szczególe, jak dziecko nie wspomnę.

        Do Autorki wątku: poczekaj w spokoju na dalsze wydarzenia. Nie naciskaj
        specjalnie, jak jest mądry, to wróci, jak nie, to jeb.. go pies.
        Oczywiście uświadom go, że nadal jesteście rodziną i pewne zobowiązania na nim
        ciążą. Jeśli nie będzie się poczuwał, to sprawa do sądu o zabezpieczenie
        finansowe rodziny.

        LaBomba
        • berkot Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 17:50
          labomba666 napisał:
          ...> Oczywiście uświadom go, że nadal jesteście rodziną i pewne zobowiązania na
          nim ciążą. Jeśli nie będzie się poczuwał, to sprawa do sądu o zabezpieczenie
          > finansowe rodziny.

          *czasem świadomośc, że trzeba pieniędzmi dzielić sie jeszcze z dzieckiem, i to
          na ładnych pare lat, uświadamia nowej wybrance, ze może jej ukochany szwankuje
          na jedną kieszeń....
          I kolejne może - po kalkulacjach, 20-ka rzuci męża, albo mąż rzuci 20-kę.
          pozdr.
          berkot
    • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 09:39
      julka9913 napisała:
      > jest mi strasznie ciezko z tym ze ja juz nic
      > dla niego nie znacze
      Faceci to tez nieco skomplikowane maszyny. Nie wszystko zawsze jest takie
      jednoznaczne, że już nic nie znaczysz. Może to nie jest tak do końca.

      > powiedzcie czy mam sie nadal łudzic ze jednak bedzie
      > chciał do nas wrócic czy sobie odpuścić bylismu ze sobą 13 lat po ślubie 5
      Nie, nie masz się łudzić.
      Masz zawalczyć, a nie patrzeć jak Ci ucieka Twoja miłość.
      Znam przypadek gdy nawet po rozstaniu, dziewczyna gdy się dowiedziała że jej
      expartner ma nową - odszukała nexię i ją wygryzła.
      Nie daj się jakiejś siksie. Wyrzuć ją z Waszego życia, nawet mimo że mąż się
      wyprowadził.
      • julka9913 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 09:58
        ale jak mam o niego walczyc
        • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 11:51
          Tak myślę, że odszukać tę siksę (jakkolwiek - przez jego znajomych,
          telefonicznie) i STANOWCZO wyperswadować jej z głowy obecność w Waszym życiu.
          Pokazać jej że Ty też masz pazurki. A jak nie wiesz co powiedzieć, to weź na
          rozmowę z nią jakieś narzędzie (byle nie ostre). Jeśli myśli że tak można komuś
          rozbić rodzinę, to niech sp.....a gdzie raki zimują. Odpowiednie słowa napewno
          znajdziesz, a jeśli zabraknie słów to przetłumacz to ręcznie.
          Niech schowa głowę w piasek, a wtedy i do męża coś dotrze.
          • pesher Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 12:15
            kini_m napisał:

            Odpowiednie słowa napewno
            > znajdziesz, a jeśli zabraknie słów to przetłumacz to ręcznie.

            Najlepiej na ringu z kisielem i niech ktos robi zdjecia..

            Kini, zacznij dawac sensowne rady, dobrze?? Bo jak na razie namawiasz do
            glupoty, byc moze jednej z wiekszych w jej zyciu. Mam na mysli RECZNE
            TLUMACZENIE komukolwiek czegokolwiek.
            • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 12:29
              pesher napisała:
              > Kini, zacznij dawac sensowne rady, dobrze?? Bo jak na razie namawiasz do
              > glupoty, byc moze jednej z wiekszych w jej zyciu.

              Głupotą raczej nazwałbym sugerowanie aby Julka nic nie zrobiła, i darmo oddała
              swoją rodzinę.
              • pesher Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 13:19
                Nie sugeruje, zeby NIC nie robila, jedynie pokazuje bezsens Twojej rady, aby
                wytlumaczyc komus recznie cokolwiek czy uciekac sie do argumentow fizycznych.
                Bo to jest przemoc. A osoba, ktora doznala na wlasnej skorze przemocy
                fizycznej, tak jak PODOBNO Ty, NIGDY nie sugerowalaby czegos takiego. Sklonna
                jestem raczej sadzic, ze to jednak TY byles przemocowcem.
              • lilith76 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 13:27
                kini_m, jeśli według tego schematu walczyłeś o swój związek, to się nie dziwię,
                że się barykadują przed tobą...
    • stokrotka19741 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 11:44

    • a1ngela Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 12:24
      Ja bym podeszla od strony zazdrosci
      Wypindrowala bym sie i umowila ze znajomym jakos tak zeby na niego wpasc
      Niech widzi jaka jestes super...i ze na ciebie leca inni
      Jak go zazdrosc nie ruszy... to wtedy nie wiem co.. .chyba klops

      hehe
      jak odwiedzi mala to go przywiaz do kaloryfera
    • damabiah Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 12:30
      Moja Droga,
      nie sądzę aby był sens rozmowy z ta 20-stką, jeżeli ona zniknie zawsze może pojawić się inna. Jesteście jak sama mówiłaś bardzo długo ze sobą, byc może to jakiś przejściowy kryzys, może on musi na nowo odkryć Ciebie. Zawsze może też być tak że naprawde wszystko się wypaliło. Co do walki o niego i łudzenia się, to pomyśl czy stać Ciebie na te wszystkie rozterki, czy wytrzymasz czy nie zapadniesz się. Wiesz, byc może minie Ci szybciej niż się spodziewasz, może to poprostu strach i przyzwyczajenie nie pozwala Ci odpuścić sobie tego uczucia. Wiem że łatwo mówić tak komuś obcemu, ale wierzę że każdy tu chcę Ci pomóc i doradzić jak najlepiej umie. Mam nadzieje że wszystko ułoży się jak najlepiej dla Ciebie.
      Sciskam i pozdrawiam Kasia.
      • mrs_ka Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 13:52
        Wydaje mi się, (ale tylko wydaje), że nie walczyłabym. Jednak 13 lat do czegoś
        obliguje, może do drugiej szansy? Może do wiekszej wyrozumiałości? Nie masz
        oczywiście takiego obowiązku, ale sądzę, że masz wiele danych po temu, aby
        jednak o męża zawalczyć.
        Mało prawdopodobna jest dla mnie trwałośc związku dwudziestolatki i mężczyzny,
        który ma za sobą kilkanaście lat konkubinatu + małżeństwa.
        Sądzę, że prędzej czy później to się rozwali, a mąz do Ciebie wróci. Nie wróci,
        jesli postawisz teraz sprawę na ostrzu noża i sprowokujesz go do ostatecznych
        działań typu rozwód.
        Co więc robić?
        Myslę, że trzy rzeczy równoczesnie:
        1. zachować klasę wobec męza. NIe krzyczeć, nie wkurzać się, emanować spokojem i
        wielkodusznością. Ilekroć przyjdzie do córki wyglądać atrakcyjnie, tryskać
        humorem i inteligencją- masz sprawiać wrażenie, że Jesteś kobietą wyjątkową,
        przekonaną o własnej wartości, że nic Cię nie złamie i że świetnie sobie
        radzisz. Metody bluszcza i załamanego kotka odpadają tu absolutnie. NIe
        zaszkodzi dawać niewiernemu jakąs strawę podczas wizyt, bo 20latki gotować nie
        umieją, a poza tym najczęściej nie dysponują jeszcze własną kuchnią.

        2. Skupić się na sobie. POdnieś kwalifikacje, zapisz się na kurs, zrób wszystko,
        aby to, co napisałam w pierwszym punkcie stało się rzeczywistością. MOże
        Dojrzewalnia Róż? MOże jakieś fajne warsztaty dla kobiet? Coś dla ducha, coś dla
        ciała, powinnaś sie teraz porozpieszczać, skoro życie Cię nie pieści. POlecam
        wszelkie baseny, sauny, jogi oraz warsztaty psychologiczne, rękodzielnicze-
        wszystko to, co daje drobne radości. Zadzwoń do dawno niewidzianych
        przyjaciółek, zrób sobie imprezę w większym gronie, poczytaj ksiązki, które
        wibrują pozytywniewink Skontaktuj się też ze wspólnymi znajomymi, którzy będą
        mogli zyczliwie donieść niewiernemu, jak świetnie sobie radzisz i jak kwitniesz.

        3. Ostatni punkt to niezasypianie gruszek w popiele czyli kontakt z siksą. Po
        pierwsze odpada siłowe wybijanie jej z głowy faceta, ale za to jak najbardziej
        wchodzi w grę uświadomienie jej przepaści, jaka was dzieli. Potraktuj ją
        antarktycznym chłodem, opowiedz o Waszej miłości i o tym, że mąz do Ciebie
        zawsze wraca. Nie skąp szczegółów erotycznych i wszystkich takich, o których
        Wiesz, że spowodują jej zazdrość i frustrację, z którymi sobie nie poradzi, bo
        20 lat to czas egzaltacji i leczenia się z kompleksów. O to własnie chodzi.
        Wyjdź z założenia, że Ty wiesz, że ich romans potrwa chwilę i spokojnie sobie
        poczekasz na finał, a przy okazji podziel się z gó..arą refleksjami na temat
        moralności, wdawania się w romans z żonatymi itd. Masz wyjść na damę, która
        wbije ją obcasem w ziemię i zmiażdży swoim chłodem oraz intelektem. Siksa ma się
        poczuć przy Tobie mała, a jej poczucie triumfu i pewności ma zlecieć na łeb i
        szyję. Kropla drązy skałę, a zasianie wątpliwości w duszy tak młodej osoby jest
        na ogół równią pochyłą dla jej związku, bo zwiększy roszczeniowość i zaborczość
        wobec partnera, a partner szybko się tego przestraszy i odejdzie.

        To są wszystko dość niskie zagrywki pochodzące z kanonu "kobiece sztuczki". NIe
        lubię ich stosować, ale są skuteczne.
        Korzyści masz takie, że a) nie stracisz do siebei szacunku b) szanse na
        odzyskanie męza wzrosną c) nawet jak nie wróci do Ciebie to przynajmniej Ty coś
        zyskasz na każdym polu

        Ludzi pociąga siła i niezłomność, natomiast żale i jęczenie odstręczają.
        20letnia siksa szybko zacznie żądać coraz więcej: więcej czasu, więcej rozmów,
        więcej czegośtam. Ma 20 lat, więc niedostępne jest jej całe życiowe
        doświadczenie, którym Ty dysponujesz. I to jest właśnie Twoja przewaga. Twój mąż
        prędzej czy później zmęczy się jej niedojrzałością, niecierpliwością i ciągłymi
        żądaniami. I to będzie własnie ten moment, kiedy spróbuje się do Ciebie ponownie
        zbliżyć, jeżeli wytrwasz przy punkcie 1 i 2.
        Co Ty wtedy zrobisz- Twoja sprawa.
        Życzę Ci powodzenia, które rozumiem tu jako wewnętrzny spokój i odnalezienie
        swojego miejsca. Czy z mężem u boku czy nie, to nieistotne.

        pzdr
        a.
        • lilith76 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 16:15
          > 3. Ostatni punkt to niezasypianie gruszek w popiele czyli kontakt z siksą. Po
          > pierwsze odpada siłowe wybijanie jej z głowy faceta, ale za to jak najbardziej
          > wchodzi w grę uświadomienie jej przepaści, jaka was dzieli. Potraktuj ją
          > antarktycznym chłodem, opowiedz o Waszej miłości i o tym, że mąz do Ciebie
          > zawsze wraca. Nie skąp szczegółów erotycznych i wszystkich takich, o których
          > Wiesz, że spowodują jej zazdrość i frustrację, z którymi sobie nie poradzi, bo
          > 20 lat to czas egzaltacji i leczenia się z kompleksów. O to własnie chodzi.
          > Wyjdź z założenia, że Ty wiesz, że ich romans potrwa chwilę i spokojnie sobie
          > poczekasz na finał, a przy okazji podziel się z gó..arą refleksjami na temat
          > moralności, wdawania się w romans z żonatymi itd


          czasy się zmieniają, młodzież też. może się okazać, że siksa zabije ją
          śmiechem. dodatkowe upokorzenie.
          • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 16:51
            lilith76 napisała:
            > czasy się zmieniają, młodzież też. może się okazać, że siksa zabije ją
            > śmiechem. dodatkowe upokorzenie.

            To co teraz napiszę, może zabrzmieć dziwnie, ale:
            Lilith, sugestią dla Juli nie jest aby walczyła o tę godność na wierzchu.
            Ale by spróbowała powalczyć o rodzinę. (Czasem nie można dać się przestraszyć,
            że się wyjdzie nie tak jak trzeba.)
            Myślę że najgorsze jest bierne pozostawienie sprawy (bo to... i tamto.... a
            owamto).
            Osobiście dla mnie - mniejszą godnością byłoby oddanie sprawy darmo, zamiast
            podjęcie jakiejkolwiek próby choćby z narażeniem że coś pójdzie nie tak.
            Nie można w ten sposób zabijać nadziei. Podjęcie starań - to jest prawdziwa
            chluba.
            • stokrotka19741 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 17:00
              Kini, nie wiem czy zastanowiłeś się kiedyś, jak ważna jest kwestia godnosci w
              związku?
              Pomijam celowo fakt, że facet podjął decyzję, bo powiedział Juli, że jej nie
              kocha i odszedł do innej kobiety.
              • mrs_ka Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 17:50
                Zabije smiechem...hmm... Zabijanie śmiechem da się bardzo łatwo sparowac, o ile
                ktoś to umie robić, ale nieistotne.
                Pytanie zasadnicze brzmi: czy autorce zalezy na odzyskaniu męza i na ile zależy?
                Ja w swoich postach w tym wątku wolałabym uciekać od rozważań nad gnodnością
                itd., bo mam poczucie, że autorce chodzi jednak o rady praktyczne.
                Teoria teorią, tez jestem w tym świetnawink, ale praktyka jest taka, że w miłości
                i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone i choć brzmi to obrzydliwie od strony
                moralnej, to praktyka wygrywa. Chyba wszyscy to dostrzegamy lub choć raz się
                spotkaliśmy z taką sytuacją.
                MOje rady są przeznaczone dla osoby zdesperowanej i zdeterminowanej. Oznacza to,
                że każdą z tych własnych rad jestem w stanie skontrować, ale nie chodzi tu
                przecież o zabawy intelektualne, a o to, że dziewczyna chce tego męża odzyskać.
                I ja to, w świetle tych 13tu lat i wspólnego dziecka, jestem w stanie zrozumieć.
                Uważam też, że ma prawo walczyć i próbować. To jest Jej małżeństwo.

                Tak więc analizowanie tych metod to jedna sprawa, a ich wdrażanie i cel to
                sprawa druga. Pozwolicie, że analizować nei będę.
                Uważam, że uderzenie do rodziców siksy jest także dobrym pomysłem.
                Pytanie tylko, jakie granice sobie wyznacza autorka- czy zamierza raczej
                spokojnie czekać na rozwój wydarzeń, czy też chce się w nie aktywnie włączyć. To
                jest jednak już Jej sprawa.

                Zresztą, słuchajcie: godność... Poanalizuję sobie troszeczkę jednakwink O jakiej
                godności, jakiej jej odmianie mówimy w przypadku zdrady, która sama w sobie jest
                upokorzeniem? To jest naprawdę relatywne. Jeden poczuje się odarty z godności,
                kiedy o takiego męża zawalczy, a drugi nie będzie mógł spojrzeć w lustro, bo
                jego godność ucierpi na oddaniu sprawy walkowerem.
                To są indywidualne sprawy.
                Uważam, że autorka powinna robić tak, jak czuje i jeśli Ona sama daje sobie
                przyzwolenie na rozmowy z siksą czy jej rodzicami, to ja tego nie ocenię i nie
                potępię.

                a.
              • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 18:35
                stokrotka19741 napisała:
                > Kini, nie wiem czy zastanowiłeś się kiedyś, jak ważna jest kwestia godnosci w
                > związku?
                Stokrotko, a ja zaś nie wiem czy zastanowiłaś się kiedyś, jak ważne może być
                czasem schowanie swojej godności w kieszeń i pomyślenie innym sposobem.
                Zresztą tak jak pisze Mrs_Ka tu wiele rzeczy jest relatywnych, i każdy z nas to
                nieco inaczej odbiera. I zgadzam się że Juli potrzebne są konkretne rady: co i
                jak, a nie rozważania filozoficzne.
    • pesher Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 13:35
      Byliscie ze soba 13 lat. To kawal czasu. Znasz swojego meza jak zadna inna na
      swiecie. Wiesz co lubi, co go kreci, czego nie lubi, co go zniesmacza.
      Widzialas go w roznych sytuacjach zyciowych, wiedzialas jego reakcje na rozne
      sytuacje. Wykorzystaj te wiedze... Jako osoba postronna, ktora nie zna Twojego
      meza moge duzo radzic, ale czy to bedzie adekwatne do wlasnie tego faceta? Do
      wlasnie te sytuacji?? Ty wiesz najlepiej, jak dzialac teraz, tylko musisz
      spokojnie pomyslecsmile No i zaplanowacsmilesmilesmile Tylko, bardzo Cie prosze, unikaj
      konfrontacji z ta malolata!! To jest po prostu bez sensu.. Mozesz na tym za
      duzo stracic a nic nie zyskasz. Jezeli dziewcze wie, ze jej nowy "chlopak" ma
      rodzine i jej to nie przeszkadza, to co wskorasz? Nic.

      Ja nie walczylam. Dogadalismy sie o do rozwodu, sad to klepnal, oboje bylismy
      zadowoleni. Tylko, ze u mnie nie bylo juz tej plomiennej milosci. Owszem,
      szanowalam, ufalam, podziwialam faceta. Jednak fakt, ze zwiazal sie z inna
      kobieta jakos zniszczyl i szcunek i zaufanie i podziw do mojego wtedy jeszcze
      meza. Nie musialam uslyszec, ze kocha tamta a mnie nie. Ja to po prostu
      wiedzialam. Bo znalam go na wylot. A lzawych come backow zakonczonych happy
      endem nie chcialam i w nie nie wierzylam. I nadal nie wierze.
      • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 13:59
        pesher napisała:
        > No i zaplanowacsmilesmilesmile Tylko, bardzo Cie prosze, unikaj
        > konfrontacji z ta malolata!! To jest po prostu bez sensu.. Mozesz na tym za
        > duzo stracic a nic nie zyskasz.
        Nie rozumiem co może stracić? Co tu jest bezsensu? Może jaśniej.
        Ja po prostu znam koleżankę która tak powalczyła o exa i zrobiła to skutecznie.
        Poszła po lini kochanki, a nie męża - mąż oprzytomniał gdy zobaczył jej
        zazdrość.

        Drogie Pesher i Lilith - o przemocy mówimy gdy jest wykorzystywana
        uprzywilejowana pozycja (to zasadniczy warunek) w sposób krzywdzący inną osobę.
        Niestety związek małżeński trudno tu nazwać uprzywilejowaniem które można by tu
        wykorzystać krzywdząco.
        A jakoś nie do końca wierzę w historie tak jak Małgosia z Elką pogadały sobie
        w "M jak M". Czasem trzeba zawalczyć, a nie tylko słodzić słówkami.
        Bo to jednak nadal mąż Juli, i ma moralne prawo spróbować wydrzeć go jakiejś
        latawicy.
        • agamagda Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 14:41
          A ja bym jak radzi kini tupnęła nogą, nakrzyczałą na siksę, żeby sobie poszłą
          bo jest siksą, a meżowi kazała w trymiga wrócić do domu i mnie kochać.
          Na 100% by poskutkowałosmile))
          Powodzenia w działaniusmile)

          PS A tak naprawdę bym nie walczyła, i przestałabym się łudzić, że jest to facet
          z którym będę do końca życia.
          Zastanów się dlaczego chcesz żeby wrócił, przeanalizuj, możesz dokonać
          ciekawych odkryć.
          Zdrada, mimo że wg mnie jest najwiekszą podłością, na ogół pojawia się z
          jakiegoś powodu.
          A jakby wrócił jak wyglądałoby wasze życie? Zapomniałabyś po prostu skok w bok,
          czy cały czas gdzies wewnatrz siedziałby chochlik który mówiu co on teraz robi
          z kim jest?
          • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 14:51
            agamagda napisała:
            > A jakby wrócił jak wyglądałoby wasze życie?
            > Zapomniałabyś po prostu skok w bok?
            Zapomnieć? Nie, to raczej niemożliwe.
            Przebaczyć? Nie ma tekiej rzeczy, kórej nie dałoby się przebaczyć?
            To dwie różne sprawy.

            Ale to co napisałaś jest ważne ("Zdrada, mimo że wg mnie jest najwiekszą
            podłością, na ogół pojawia się z jakiegoś powodu.") - ten powód i to co z nim
            się zrobi? Myślę że to bardzo ważne.
            • mrs_ka Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 15:35
              AgaMagda, masz 100% racji, tyle że co z tego? Mam tu na myśli to, że widząc
              "powód" nasuwają nam się przeróżne skojarzenia: może rutyna, może za mało seksu,
              może żona/mąż jest oziębła, może nie ma tam szacunku, może ktoś komuś zrobił
              wielkie świństwo wchodząc z butami w jakąś świętą strefę i od tego czasu czai
              się tam poczucie strasznej krzywdy?
              Wszystko to prawda, ale "powód" może być też taki, że mezczyzna uważa siebie za
              niezdolnego do monogamii. Uważa- a nie: jest. To różnica. Albo taki, że zdrada
              jest dopiero wtedy, gdy pojawia się miłośc, a dopóki jej nie ma można młócić na
              boku. W tym sensie seks z prostytutką nie jest zdradą.
              A tak poza wszystkim to czy nie widzicie, że ludzie na ogół są naprawdę głupi? W
              sensie niezdolni do jakiejś głębszej analizy. Jest chętna dupa- to się bierze i
              nie wnika w wyższą filozofię. To brutalne, ale prawdziwe niestety.

              a.
        • pesher Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 15:19
          kini_m napisał:


          > Nie rozumiem co może stracić? Co tu jest bezsensu? Może jaśniej.

          Chociazby poczucie godnosci. Wiesz, nic tak nie dziala na zejscie poczucia
          wlasnej godnosci ponizej 0 jak targanie sie za wlosy z jakas malolata, na ktora
          polecial teoretycznie moj facet. I jakby tu... Dzisiejsza mlodziez jest juz
          inna. Ma troszku przewartosciowany swiat. Tam rzadzi banknot stuzlotowy i
          levisy orginalki. Wazniejszy jest makijaz niz piatka z historii. Co tam
          rozbicie czyjejs rodziny, wazne, zeby MI bylo dobrze. Dziecko? Jakie dziecko?!
          Niestety ten typ dwudziestolatek lecacy na starszych, najczesciej ustawionych
          finansowo facetow juz tak ma. Zero skrupolow, zero wrazliwosci, za to na maxa
          egoizmu i wygodnictwa. I co, wysylasz dziewczyne na konfrontacje z takim kims??
          Gratuluje pomyslu. To, ze jakas twoja znajoma tak zawalczyla nie jest dla mnie
          potwierdzeniem skutecznej drogi. Widac jej facetowi imponuje takie zachowanie.
          Dla mnie jest ono... hmmmm... dziwne i ponizej krytyki. "jak go nie zostawisz
          to..." No wlasnie, co? Wleje Ci? Kudly powyrywam? Nasle ruskich? Zabije? Nie
          moj styl, nie moje klimaty, nawet nie wiem, czym mialabym grozic. O uderzeniu w
          ogole nie chce myslec..


          > Bo to jednak nadal mąż Juli, i ma moralne prawo spróbować wydrzeć go jakiejś
          > latawicy.

          Stosujac przemoc fizyczna wobec innej osoby???????????????? Lecz sie Kini_m,
          lecz. Jakby Ci tu powiedziec: Jest w KK artykul mowiacy o nietykalnosci
          fizycznej. Ty namawiasz dziewczyne do naruszenia nietykalnosci fizycznej innej
          osoby i jeszcze mowisz, ze ma do tego moralne prawo. Brzydze sie takimi ludzmi
          jak ty. Nikt nie ma prawa uderzyc innej osoby. Niezaleznie, co osoba ta
          zrobila, kim jest i w jakim jest wieku. Nawet jezeli jest to kochanka mojego
          meza czy kochanek twojej zony.

          Po tych twoich postach wierze, ze jestes przemocowcem. I wierze, ze to, co
          pisala o tobie twoja ex na tym forum to prawda.
          • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 16:38
            Pesher, wyloozooj.
            Już Ci podałem definicję przemocy. (Jeśli jesteś taką tropicielką przemocy to
            powinnaś dostrzec niemało jej używania na tym forum - a zwłaszcza u exi.)
            Chciałbym też z chęcią zobaczyć że Ty nigdy w życiu nie używałaś jakiejkolwiek
            przemocy (psychicznej, fizycznej, ekonomicznej). Zapewne nawet nie zdajesz
            sobie jak wiele z naszych zachowań można zdefiniować jako przemocowe (np.
            lamentowanie też jest przemocą).
            Po Twoich postach wnoszę że stosowałaś przemoc, bo zaciętość z jaką piszesz
            zazwyczaj nie kończy się na stukaniu w klawiaturę, a błyskawiczność w
            wyciaganiu negatywnych wniosków zazwyczaj pociąga błyskawiczne nieprzewidywalne
            działania. Ale pozwolisz, że nie będę sie dalej przepychał na ten teamt.

            Wiem jaka jest dzisiejsza młodzież, bo pracuję z młodzieżą i zwracam uwagę jak
            się zmienia na przestrzeni czasów.
            Ale wiem też, że młode dziewczyny lecą na starszych gości od zawsze - to akurat
            nie jest znak tylko naszych czasów. (To wynika z naturalnego poszukiwania przez
            kobietę partnera dającego zabezpieczenie i tego nie zmieniają nawet czasy
            emancypacji.)

            mrs_ka napisała:
            > A tak poza wszystkim to czy nie widzicie, że ludzie na ogół są naprawdę
            > głupi? W sensie niezdolni do jakiejś głębszej analizy.
            Oczywiście. Każdy z nas kiedyś czegoś nie dość wystarczająco przeanalizował i
            wylądował tu gdzie wylądował.
            • pesher Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 18:55
              kini_m napisał:

              > Już Ci podałem definicję przemocy.

              Juz mi podales SWOJA definicje przemocy. A to zasadnicza roznica.


              > Chciałbym też z chęcią zobaczyć że Ty nigdy w życiu nie używałaś
              jakiejkolwiek
              > przemocy (psychicznej, fizycznej, ekonomicznej).

              No widzisz, nie uzywalam sadsad Dlatego pewnie taka "niewyrzyta" jestem teraz na
              forum. Uzycie jakiejkolwiek przemocy swiadczyloby niezbyt ladnie o mnie, nie
              znizam sie ponizej pewnego poziomu.

              > Po Twoich postach wnoszę że stosowałaś przemoc,(...), a błyskawiczność w
              > wyciaganiu negatywnych wniosków zazwyczaj pociąga błyskawiczne
              nieprzewidywalne
              >
              > działania.

              W twoim przypadku raczej nie sa to "blyskawiczne" osady. Wybacz, jezeli ktos
              daje rade, zeby uzyc argumentow recznych w rozmowie z kimkolwiek, a pozniej
              stwierdza, ze ma ku temu MORALNE prawo, to ja sie pytam: co ty wiesz w takim
              razie o moralnosci. Bo o rekoczynach zdaje sie, ze duzo wiesz. Moich profili
              psychologicznych mozesz robic skolko ugodno. Sa tak samo trafne jak twoje
              wynurzenia pseudo filozoficzno-psychologiczne.

              Dla mnie EOT Kini_m. Podtrzymuje: lecz sie chlopie.
              • kini_m Pesher, właśnie zademonstrowałaś zach. przemocowe 15.02.06, 19:49
                pesher napisała:
                > > Już Ci podałem definicję przemocy.
                > Juz mi podales SWOJA definicje przemocy. A to zasadnicza roznica.
                Niestety podałem Ci najkrótsza definicję przemocy używaną przez terapeutów.
                (Więc nie tylko swoją.)

                > > Chciałbym też z chęcią zobaczyć że Ty nigdy w życiu nie używałaś
                > > jakiejkolwiek przemocy (psychicznej, fizycznej, ekonomicznej).
                > No widzisz, nie uzywalam sadsad Dlatego pewnie taka "niewyrzyta" jestem teraz
                > na forum. Uzycie jakiejkolwiek przemocy swiadczyloby niezbyt ladnie o mnie,
                > nie znizam sie ponizej pewnego poziomu.
                No i połknęłaś haczyk.
                To było pytanie na zasadzie: "niech pierwszy rzuci kamieniem..."
                Wykazałaś się po prostu nieświadomością, a to niestety świadczy że...

                > > Po Twoich postach wnoszę że stosowałaś przemoc,(...), a błyskawiczność w
                > > wyciaganiu negatywnych wniosków zazwyczaj pociąga błyskawiczne
                > > nieprzewidywalne działania.
                > Wybacz, jezeli ktos daje rade, zeby uzyc argumentow recznych w rozmowie z
                > kimkolwiek, a pozniej stwierdza, ze ma ku temu MORALNE prawo, to ja sie
                > pytam: co ty wiesz w takim razie o moralnosci.
                Rękoczynem jest równie dobrze gestykulacja jak i wylanie na kogoś kieliszka
                koniaku. I specjalnie nie napisałem jakiego rękoczynu użyć. A Ty dopisałaś
                rodzaje rękoczynów, które zapewne sama stosowałaś. Ale nie będę ich tu po Tobie
                powtarzał.

                > Podtrzymuje: lecz sie chlopie.
                I to jest właśnie przykład zachowania przemocowego.
                Jeśli nie wierzysz to sugeruję zajrzeć na:
                www.niebieskalinia.pl/new_pages.php?new_pagesid=33
                gdzie znajdziesz że forma wmawiania choroby jest zachowaniem przemocowym.
                (Aha, jeśli dobrze rozpoznaję uczestniczysz w forum kobiet stosujących przemoc
                czyli "Przemoc w ...").
                Więc skończ już temat przemocy, bo z takim "ziółkiem" jak Ty żyłem kawałek
                czasu i wyczuwam smród na odległość.
                Do widzenia i nie zaśmiecaj dalej wątku Julki.
    • astreja Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 16:22
      umm.. a może weź dziecko pod pache i do jej rodziców się przejdź?

      ale nie wiem czy tym sposobem mąż jeszcze bardziej nie będzie przeciwko niej?
    • anna_maria Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 19:57
      Ja czegos nie rozumiem, masz 28 lat, od 13 lat jesteś z facetem ?, znaczy
      związałaś się z nim w wieku 15 lat ? A ile on ma lat ? Może to kryzys wieku
      sredniego ?
      • agamagda Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 20:11
        To samo liczyłam , ale ona po prostu nie postawiła przecinka tam gdzie trzeba:-
        )))
        • anna_maria Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 20:20
          pokochał inna ma 20 lat ,ja 28

          to chyba jednak nie kwestia przecinka ?
          • agamagda Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 20:52
            odpuścić bylismu ze sobą 13 lat po ślubie 5

            Pewnie poznali się pod koniec gimnazjum, noo jak ona miała 15 lat, a pobrali
            się jak miała 23
            • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 20:58
              wtedy nie było jeszcze gimnazjów (weszły dopieo w `98 - cztery reformy Buzka)
              • stokrotka19741 Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 21:24
                Oj, kini, kini, gdyby były gimnazja w 98 to pewnie dziś mąż Julki by nie
                zdradziłsmile))) Po to reformę wprowdzili smile))
                • kini_m Re: Kocham go co robc?? 15.02.06, 22:06
                  Refoma była do bani z punktu widzenia rozwoju uczniów. Miała jedynie
                  uzasadninie ekonomiczne.
    • dafni82 Uwiedz go na nowo!!! 16.02.06, 12:11

      1. Na pewno warto jeszcze powalczyć! Byliście ze sobą bardzo długo... Pamiętaj
      że wina za rozpad związku nigdy nie leży całkowicie po jednaj stronie ;-(
      dlatego jeśli kogoś kochamy warto walczyć!!!

      2. Na pewno nie warto się narzucać. Nie płacz przy mężu, nie proś go aby do
      ciebie wrócił, nie rób smutnych aluzji. A tym bardziej nie uganiaj się za jego
      nową. Takie zagrywki sprawią że jeszcze szybciej się z tobą rozwiedzie wink

      3. Kiedy mąż cię odwiedza, bądź wesoła, uśmiechaj się. Zmień coś w swoim
      wyglądzie- fryzurę, tak żeby zauważył zmianę. Pamiętaj o makijażu. Postaraj się
      zrobić atut ze swojego wieku. Postaraj się udawać że nie ma żadnego problemu, że
      jesteś szczęśliwą samotną kobietą.

      4. Zazdrość!!! To największy sprzymierzeńca kobiet przy uwodzeniu mężczyzn.
      Możesz poprosić męża o opiekę nad dzieckiem bo ty się umówiłaś. Kiedy spyta z
      kim zbagatelizuj sprawę "A wiesz nikt ważny" (nie zapominając o emanującej z
      wnętrza radości i uśmiechu na twarzy. Kiedy mąż jest u ciebie w domu i zajmuje
      się małą, wejdź na gg i poflirtuj sobie z kimś "skoro teraz zajmujesz się małą
      to ja nie będę ci przeszkadzać i posiedzę sobie na gg. Pewnie potrzebujecie
      prywatności.". Umów się ze znajomą żeby ci wysyłała sms w czasie waszych
      spotkań. Odbieraj je z radością.

      5. Pokaż mu jak bardzo się zmieniłaś nie tylko fizycznie. Na pewno były rzeczy
      które twojemu mężowi nie pasowały w tobie (nikt nie jest idealny wink Jeśli byłaś
      typem zrzędy to teraz pokaż się od tej optymistycznej strony.

      6. Dobrze rozegraj "poważne rozmowy". Pamiętaj przy nich że już nie jesteście
      razem. Zachowuj się tak jakbyś pogodziła się z faktem że nie jesteście już ze
      sobą i na nowo zaczęła żyć. Pochwal go za to że tak często odwiedza dziecko
      (nawet jeśli to nie prawda) Powiedz mu jak bardzo ważny jest w życiu waszego
      dziecka np. " Ala uwielbia jak ją odwiedzasz, cieszę się że pomimo naszego
      rozstania udaje ci poświęcać jej tyle czasu". Nie atakuj go nigdy, bo to daje
      odwrotny skutek.

      PS może kupisz sobie jakąś książke o uwodzeniu?

    • lilith76 Re: Kocham go co robc?? 16.02.06, 14:40
      skoro w młodości się nie wyszalał (jesteście ze sobą niemal od momentu wejścia
      w wiek dojrzewania), to nie dziwne, że teraz mu odbija. musi nadrobić to z
      nawiązką...
      • julka9913 Re: Kocham go co robc?? 19.02.06, 11:21
        ??????
        • kini_m Re: Kocham go co robc?? 19.02.06, 12:08
          > ??????
          Człowiek to nie stal. Do życia, do szczęśliwego funkcjonowania potrzebuje
          nowych doznań, przeżyć.
          Kiedyś było inaczej. Kiedyś zasady moralne były sztywniejsze.
          Dzisiaj ludzie dobierają sobie zasady moralne wg własnego uznania.
          Dobór, a właściwie rozluźnienie zasad moralnych postępuje za rozluźnieniem
          obyczjowości.
          (Może to niezbyt miły przykład ale: Dzisiaj uderzoną przez mężczyznę kobietę
          nic nie trzyma w związku, zamiast przypomnieć sobie że 3 sek. wcześniej ona mu
          przywaliła i wyciągnąć z tego wnioski - zamiast walczyć o związek, woli walczyć
          tylko o swoje prawa. A to czasem bywa sprzeczne.
          Tak na boku, to bulwersuje mnie to, że do tego zachęca także duża część
          terapetów:
          zamiast - walczcie o swój związek,
          mówią - zasługujesz na lepszego (czyt: innego) partnera.)

          Każde chce swojego, bo przecież świat daje do tego prawo. Taka sytuacja stawia
          przed partenerm coraz większe wymagania. Tym większe - im słabsze partner ma
          podstawy moralne, wychowawcze, religijne. (Często po obu stronach.)

          Kiedyś partnerzy/ki trwali w nieszczęśliwch związkach.
          Dziś, poszukując szczęścia w swoich potrzebach, uwalniają się ze związków.
          To jest problem, ale to nie musi być "wyrok".
          Czy wyciągniesz z tego wniosek konstruktuwny czy destryktywny - to już będzie
          kwestia Twoich intencji.
          • floric kini 19.02.06, 13:38
            Ty chyba nie lapiesz "subtelnej" różnicy między nagadać komuś a obić mu ryja.
            Nie podobasz mi się. Nie lubie damskich bokserów, z resztą żadnych takich nie
            lubie.
            • kini_m floric 19.02.06, 14:11
              Jasne, że chciałbym aby świat był pozbawiony agresji, atakowania z użyciem siły
              fizycznej, i atakowania też bez użycia siły.
              Ale to - że jest to model idealny, nie zwalnia też od wyważenia pewnych spraw,
              liczenia się z ich "ciężarem gatunkowym". Wszyscy lubią chełpić się modelem
              idealnego świata, ale nikt (bardzo rzadko kto) nie umie się przyznać że takiej
              siły używa.
              Nie użyłeś nigdy siły? Odpowiedz sobie szczerze na to pytanie, sobie - nie
              mnie. Lepiej nie odpowiadaj na to pytanie publicznie - bo z góry mówię, że na
              forum do każdej wypowiedzi podchodzę z dystansem.
              Floric, ty też chyba nie łapiesz subtelnej różnicy pomiędzy spoliczkowaniem a
              damskim boksem. I to czego najbardziej nie cierpię - to wrzucanie z góry
              wszelkich rzeczy do jednego worka. (Ale nie staraj w moich słowach jednocześnie
              dopatrywać usprawiedliwiania tego - nie o to mi chodzi.)
              Z góry wiem że 100% osób uzna każde użycie siły za boks (damski czy męski), ale
              niestety moja świadomość o świecie wskazuje że spośród tych 100% ludzi to
              jednak 99% użyło kiedyś tej siły.
              Wiesz możemy dyskutować o wyidealizowanym świecie, z poziomu dulszczyzny - ale
              to świadczy jedynie o tym, że każdy chce się wybielać. A jakoś takie postawy
              mnie nie pasjonują.

              Moje słowa nie znaczą także, że do tego ideału nie mamy dążyć. Ale byśmy mówili
              zdając sobie sprawę, że to my tworzymy świat takim jaki jest - a nie wyłącznie
              ta druga strona.
              I że świat składa się jeszcze z czegoś więcej niż wyłącznie rozliczanie i tzw.
              sprawiedliwość. Bo jakoś tak często bywa, że ci którzy głośno krzyczą o
              sprawiedliwości - często jej sami urągali. Floric wybacz, ale z pewnymi
              naiwnościami trudno mi polemizować.
              • floric Re: floric 19.02.06, 14:21
                Floric, ty tez chyba nie lapiesz subtelnej róznicy pomiedzy spoliczkowaniem a
                damskim boksem.

                przecierz mowie: "obić ryja", mam ci to narysować żebyś zrozumial.

                że ciebie ojciec, czy matka bili nie znaczy, że WSZYSCY się tluką po mordach.

                lecz się chlopie. jesli się ostro za siebie weźmisz; psycholog, psychiatra,
                terapia, leki, itd. to może jeszcze coś z ciebie będzie.
                • mrs_ka Re: floric 19.02.06, 14:46
                  jasne, wszyscy chleją, wszyscy biją i wszyscy się puszczają, a jeśli mówią, że
                  tego nie robią to są hipokrytami.
                  Wyluzuj Floric, logika Kiniego nie ma początku ani końca albowiem jest bezdenna.
                  Tak jak czarna rozpacz, która mnie ogarnia po czytaniu tych pereł intelektu.
                  W gruncie rzeczy chodzi o rozszerzanie skali. Kini ją sobie rozciąga niczym gumę
                  od gaci i na tej zasadzie gó.. staje się tortem.
                  Kobieta, która uderzyła psa stoi w jednym rzędzie z facetem z wyrokiem za
                  znęcanie się. W końcu jedno i drugie użyło przemocy, prawda? To tylko kwestia
                  elastyczności interpretacji. Jak widzimy: ta elastyczność ma w tym przypadku
                  właściwości lateksu.
                  Puściłeś kiedyś sms'a do koleżanki z tekstem "ładnie dziś wyglądasz"? Jesli tak
                  to nic Cię w gruncie rzeczy nie różni od męzczyzny, który oprócz żony obrabia na
                  boku dwie kochanki. To też zdrada, tylko że psychiczna, wolicjonalna, fafa
                  rafa, trzeba by zresztą spytać kolegi Kiniego o dokładną definicję, bo on ją już
                  sobie obcykał w duchu relatywizmu.
                  Jednym słowem: wszyscy grzeszymy i wszyscy mamy dupę za plecami. Ci, którzy tego
                  nie robią nie mieszczą się w świecie by Kini_m, bo w tym świecie jesteś albo
                  uczciwym sukinsynem albo hipokrytą. Opcji: nie zdradzam, nie biję, nie piję nie
                  przewidziano.
                  Jak to było? Mierzymy ludzi swoją miarą czy jakoś tak...

                  a.
                  • kini_m Re: floric 19.02.06, 16:08
                    floric napisał:
                    > przecierz mowie: "obić ryja", mam ci to narysować żebyś zrozumial.
                    > że ciebie ojciec, czy matka bili nie znaczy, że WSZYSCY się tluką po mordach.
                    Floric, zaczynasz się robić agresywny. To wskazywałoby że jesteś jak
                    najbardziej skłonny do przekraczania granicy stosowania przemocy.

                    > lecz się chlopie. jesli się ostro za siebie weźmisz; psycholog, psychiatra,
                    > terapia, leki, itd. to może jeszcze coś z ciebie będzie.
                    I to jest właśnie przykład zachowania przemocowego.
                    Jeśli nie wierzysz to sugeruję zajrzeć na:
                    www.niebieskalinia.pl/new_pages.php?new_pagesid=33
                    Gdzie znajdziesz że forma wmawiania choroby jest zachowaniem przemocowym.
                    (Nawiasem mówiąc to chyba słabo czytasz wątek, bo kilka wpisów wyżej juz to
                    samo musiałem wytknąć innej forumowiczce. Przemocowcu.)

                    mrs_ka napisała:
                    > jasne, wszyscy chleją, wszyscy biją i wszyscy się puszczają, a jeśli mówią,
                    > że tego nie robią to są hipokrytami.
                    > Wyluzuj Floric, logika Kiniego nie ma początku ani końca
                    Zmieniam zdanie - zaczynają mnie pasjonować ludzie którzy rzucają w innych,
                    myśląc że są bez winy (no... że może co najwyżej rzadko kiedy coś im się
                    wymskneło nieparlamentarnego).

                    > W gruncie rzeczy chodzi o rozszerzanie skali. Kini ją sobie rozciąga niczym
                    > gumę od gaci i na tej zasadzie gó.. staje się tortem.
                    Widzisz, no i nie umiesz czytać choćbym pisał wielką czcionką. Jeśli piszę że
                    czegoś nie usprawiedliwiam - to Ty (wy) nadal to w ten sposób traktujesz.
                    Cóż... podziwiam rozważania prowadzone zza kryształowej szyby.

                    > Kobieta, która uderzyła psa stoi w jednym rzędzie z facetem z wyrokiem za
                    > znęcanie się. W końcu jedno i drugie użyło przemocy, prawda?
                    Na szczęście za znęcanie nad zwierzętami też już są odpowiednie pargrafy.
                    Ale kolejny raz udowadniasz, że nie umiesz czytać tego co piszę - bo pisałem o
                    niewrzucaniu różnych rzeczy do jednego wora.

                    > bo on ją już sobie obcykał w duchu relatywizmu
                    Hmm... pseudoerudyci zwracają uwagę na relatywizm gdy brakuje argumentów.
                    A kiedyś miałem okazję rozmawiać z terapuetą, który relatywizm uważał także za
                    potrzebną umiejetność.
                    Wybacz Anka, ale nieco trącisz... gdy brakuje Ci argumentów.

                    Więc jeszcze raz przeczytajcie ze zrozumieniem to co napisałem, a nie po
                    łebkach wybierając sobie to co wolicie, żeby innych zmieszać z błotem a siebie
                    wybielać. To takie dziś popularne...
                    Coś mi się zdaje, że co po niektórzy z Was w niewygodnym rozmówcy - starają się
                    dopatrzeć cień exa. Inaczej nie umiem wytłumaczyć sobie Waszej agresji.
                    [Wolicjonalny - psych; odnoszący się do woli, zależny od woli; woluntarny,
                    wolitywny.] Aż do słownika musiałem spojrzeć, brrr... chłodno się tu robi od
                    takich erudytów.

                    Aha... no i na koniec jeśli już wszystko rozptrywać bez roziągliwej gumy i z
                    punktu widzenia jednostki: Czy jeśli miałem wyrywane kudły z głowy, byłem
                    wielokrotnie wyzywany (naparaaaaawdę gęsto), skopany nawet w miejscach
                    publicznych - to czy powinienem zgłosić właściwym służbom używanie przemocy?
                    (od razu zaznaczam aby nie pytać o ilość - bo to zawsze subiektywne)
                    • floric Re: floric 19.02.06, 16:18
                      > I to jest właśnie przykład zachowania przemocowego.

                      Nic nie kumasz chlopie, ja jestem jak najpardziej za zastosowaniem przemocy
                      wobec Ciebie. Powienienes zostac skierowany na przymusowe leczeine psychiatryczne.
                      • kini_m Re: floric 19.02.06, 16:27
                        Floric, nie watpię że styl wypowiedzi uprawiany przez Ciebie zyskuje dziś coraz
                        bardziej na popularności.
                        Vide Kaczorki, naprawa państwa, IV RP, "spieprzaj dziadu".
                        • kini_m Re: floric 19.02.06, 16:29
                          "My dobrzy - oni źli, ich leczyć."
                          Rzyczę najleprzego.
                          • floric Re: floric 19.02.06, 17:25

                            > "My dobrzy - oni źli, ich leczyć."

                            nie oni, tylko TY
                            nie zly, tylko chory i niebezpieczny dla otoczenia
                            • kini_m Re: floric 19.02.06, 18:06
                              floric napisał:
                              > nie oni, tylko TY
                              > nie zly, tylko chory i niebezpieczny dla otoczenia
                              Ooo! Czyżbyś znał tylko jedną taką osobę zasługującą na taką Twoją ocenę???
                              Emocje już przeleciały???
                              Więc do argumentów proszę, przemocowcu.
                              • floric Re: floric 19.02.06, 18:23
                                > Więc do argumentów

                                po argumenty radzę się udać do profesjonalisty w realu. od razu w kaftan nie
                                ubierają.

                                dyskutować z tobą nie będę, ponieważ dyskusja z chorym czlowiekiem jest
                                bezcelowa. naprawdę dziwię się, że admini portalu tolerują wpisy nawolujące
                                do mordobicia.

                                a twoje "filozoficzne" podejscie do okladania po ryju i kreowanie sie na
                                "inteligencika" jest po prostu odrazające. rzyg rzyg rzyg.
                                • kini_m Re: floric 19.02.06, 18:37
                                  Wiesz Floric....
                                  Już poprzednio pisałem - czytaj ze zrozumieniem to co ja piszę.
                                  Ale Ty z uporem maniaka starasz się dopatrzeć, rzeczy których nie napisałem.
                                  "Podziwiam" ludzi którzy mają tak bujną fantazję.
                                  Czy Twojej partnerce też tak dopowiadałeś treści, których ona nie wypowiedziała?
                                  Więc wnioski chcąc - nie chcąc nasuwają się same.

                                  floric napisał:
                                  > dyskutować z tobą nie będę
                                  Więc mam nadzieję że dotrzymasz słowa. I to kończy dyskusję.
                    • mrs_ka Re: floric 19.02.06, 22:17
                      Kini, ja nie wiem, co Ty bierzesz, ale to musi być cholernie mocne świństwowink

                      a.
                      • kini_m Re: floric 19.02.06, 23:56
                        Anka, (sory za nieparlamentarne słówko, ale...)
                        nie odszczekałaś jeszcze nieprawdy, którą kiedyś o mnie pisałaś.
                        Pamiętam... ale też wybaczam (czyli że jak będziesz dyskutowała na poziomie, to
                        nie będę się na Ciebie obrażał).
                        Ale jak mocne świństwo Ty bierzesz, które działa na Twoja wyobraźnię, robi Ci
                        dziury w pamięci, i powoduje że piszesz co ślina na jęzor przyniesie - to ja
                        sam też nie wiem.
                        Pamiętam jednak, że gdy zwracałem Ci na to uwagę - to zwykła przyzwoitość była
                        dla Ciebie obca. Wszystko wskazuje jednak na to, że należysz do tej części osób
                        które wolą atakować osobę, niż konkretne argumenty. Ale pozwolisz, że nie będę
                        dłużej schodził do poziomu Twojej retoryki.
                        _________________
                        Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                        nauczyć się kłamać.
                        • mrs_ka Re: floric 20.02.06, 00:41
                          Że co, przepraszam? Miałam odszczekac jakieś kłamstwo?
                          Umówmy się, Kini, że ja zdanie na Twój temat mam ugruntowane od dawna. Zgodnie
                          z Twoją szeroką definicją przemocy, przemocą wirtualną jest natręctwo i
                          każdorazowe robienie wiwisekcji na swoim związku oraz podsuwanie szczątków
                          powyższego związku każdemu userowi. Czy tego chce, czy nie. A można to spotkac
                          w KAŻDYM Twoim poście. To tak gwoli przemocy, która najwyraźniej stanowi Twoją
                          obsesję.

                          Konkretne argumenty dawałam Ci przez długi czas. Ich efekt sprowadzę do
                          kolokwializmu: było to uderzanie grochem o ścianę, głosem wołającego na puszczy,
                          biciem głową w mur- wybierz sobie najstosowniejszy związek frazeologiczny.

                          W takich sytuacjach można zastosować trzy wyjścia:
                          1. Ignorować. NIe zawsze mogę Cię zignorować, bowiem czasem bzdury Twojego
                          autorstwa (jak przesuwanie granicy przemocy czy pisanie o zdradzie w pamiętnym
                          wątku) są szkodliwe społecznie. I wybacz, ale nie jestem wobec tego obojętna, bo
                          patrz wyżej.

                          2. Wdawać się w dyskusję na poziomie. Niby fajne, ale z Tobą to nie działa, bo
                          generuje kolejne tasiemcowe posty z leit motivem "moja była pani- przemoc-
                          urzekła mnie twoja historia", a to wszystko w aurze wykładu ex cathedra.

                          3. Trywializowac problem i jego autora, co jest metodą najskuteczniejszą w Twoim
                          przypadku.

                          Czy przykro mi, że zniżam się do takiego poziomu? Tak, jest mi przykro. Obawiam
                          się jednak, że dopóki nie zdecydujesz się na leczenie ta sytuacja się nie
                          zmieni. W Twoim interesie jest ułożenie swojego życia psychicznego, bo jestem
                          jedną z setek osób, które wyraźnie Ci mówią "Kini, lecz się". Albo my
                          zwariowaliśmy, albo Ty. Tertium non datur.
                          Możesz też zrezygnować z pisania na tym forum, ale to złudna nadzieja, więc
                          nawet Cię o to nie proszę.
                          a.
                          • kini_m Re: floric 20.02.06, 01:20
                            mrs_ka napisała:
                            > Czy przykro mi, że zniżam się do takiego poziomu? Tak, jest mi przykro.
                            > Obawiam się jednak, że dopóki nie zdecydujesz się na leczenie ta sytuacja się
                            > nie zmieni.
                            Buhahahahaha, ale fajne... to inni by się mieli leczyć, abyś Ty nie nawiązywała
                            do ich poziomu. Dobre! Wysmienite! Delicious!

                            > W Twoim interesie jest ułożenie swojego życia psychicznego, bo jestem
                            > jedną z setek osób, które wyraźnie Ci mówią "Kini, lecz się". Albo my
                            > zwariowaliśmy, albo Ty. Tertium non datur.
                            Jak na razie na Liście obecności jest 57 osób. Odliczając że większość umie
                            panować nad swoimi wypowiedziami lepiej niż Ty - to coś Ci się mnoży w oczach,
                            jeśli widzisz setki osób. Wytrzeźwiej - moja sugestia.

                            > W takich sytuacjach można zastosować trzy wyjścia:
                            > 1. Ignorować. NIe zawsze mogę Cię zignorować, bowiem czasem bzdury Twojego...
                            Jako że mam bardziej zrównoważone życie psychiczne - to jednak spróbuję Cie
                            ignorować (czego Ty sama nie umiesz), a przynajmniej nie przebiję Cię tym razem
                            w długości postu.
                            _________________
                            Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                            nauczyć się kłamać.
                            • mrs_ka Re: floric 20.02.06, 13:26
                              I tu przydałaby się emota "walić głową w mur".
                              Ale w sumie nie czuję się zaskoczona, o nie.

                              Mam tylko jedną, małą prośbę: jesli Cię kiedyś życie przyciśnie, Kini, to daj
                              znać na forum: zrobimy zrzutkę. Sama dołożę parę groszy aby tylko mieć pewność,
                              że z powodów finansowych nie zdecydujesz się oddać swojego nasienia do
                              prywatnego banku spermy, bo tego ani żadna matka, ani żadne dziecko, ani przede
                              wszystkim ten biedny kraj nie zniesie.

                              a.
                              • kini_m Re: floric 20.02.06, 15:31
                                jw. Ignoruję i życzę przyjemnej twórczości.
                                _________________
                                Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                                nauczyć się kłamać.
                • kini_m Re: floric 19.02.06, 18:39
                  floric napisał:
                  > przecierz mowie: "obić ryja", mam ci to narysować żebyś zrozumial.
                  > że ciebie ojciec, czy matka bili nie znaczy, że WSZYSCY się tluką po mordach.
                  Czyżbym natknął na czuły punkt?
                  • floric przypis 19.02.06, 18:54
                    otwórz sobie slownik na stronie z terminem: projekcja
                    • kini_m Re: przypis 19.02.06, 19:00
                      Ja też już Cię odesłałem na właściwe strony (wystarczy kliknięcie).
                      Szkoda że nie skorzystałeś.
        • lilith76 Re: Kocham go co robc?? 20.02.06, 13:16
          julka9913 napisała:

          > ??????

          to pewnie do mojej wypowiedzi i może przebijesz się do tych wyjaśnień smile

          może błędnie założyłam, że twój mąż jest twoim rówieśnikiem lub zbliżony
          wiekiem. masz 28 lat, 13 w związku, czyli weszłaś w ten związek w wieku 15 lat.
          wśród moich znajomych, którzy znaleźli szczęśliwą i spełnioną miłość w wieku
          nastu lat, 99% nie jest już z tą osobą związana. związki rozpadły się po maks 7-
          8 latach. oczywiście znam pary, które nadal - szczęśliwe - są. jednak istnieje
          ryzyko, że taka osoba po kilku latach, będąc w wieku np. 25 lat nagle poczuje
          się stara, poczuje potrzebę "poznawania świata", zaczynania wszystkiego od
          nowa - głupio stwierdzę, że częściej dopadnie to faceta.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka