julia822
04.06.06, 12:54
moja sytuacja:
moj synek ma pol roku ,jestem sama od drugiego miesiaca ciazy (mimo ze
planowanowalismy slub a moj facet bardzo chcial dziecko-strasznie na to
nalegal)od momentu rozstania nie mialam z nim zadnego kontaktu(dwa razy udalo
mi sie przypadkiem porozmawiac z nim przez tel)kiedy rodził sie maly
poinformowalam go o tym-on powiedzial tylko zebym dala znac jak porod sie
skonczy-kiedy po wszystkim dzwonilam do niego wylaczyl tel .zmienil numer i
adres zamieszkania nie mam z nim zadnego kontaktu ,nie widzial dziecka-ani
razu nawet nie zadzwonil zeby sie dowiedziec co sie z nim dzieje
ja nie pracuje poza pomoca z opieki spolecznej(ok.200 zl)nie mam zadnych
dochodow -mieszkam u rodzicow
mimo wszystko dalam mu pol roku na to zeby"sie opamietał" cierpliwie czekalam
jednak nic to nie dalo
teraz koniec -postanowilam isc do sadu
wiem ze on nie bedzie odbieral wezwan i nie bedzie przyjezdzal na sprawy-
(jedyny pewny adres jaki znam to miejsce jego pracy)dziecko jest nie uznane-
wiec co sie dzieje w takiej sytuacji???
przeciez nie mozna tego załatwic zaocznie!!!
na jakiej zasadzie sad ustala jego dochody?z urzedu skarbowego?czy tyle ile
on poda?
czy w takiej sytuacji powinnam wystapic o odebranie mu praw do dziecka?czy to
ze ma nas gdzies-to wystarczajacy argument dla sadu aby to zrobic?
o jaka kwote alimentow powinnam wystapic?nie mam pojecia ile on teraz zarabia
(wiem tylko ze jego dochod za 2004 rok to prawie 100 tysiecy,ale to stare
dane)
i jeszcze jedna bardzo osobista kwestia:
boje sie ze jak pojde do sadu-on potraktuje to jak atak(taki ma charakter)
zacznie ze mna walczyc na "smierc i zycie" i boje sie ze przez to jeszcze
bardziej odwroci sie od dziecka-nie bedzie juz zadnych szans na pozytywny
uklad miedzy nimi
moze moje pytania wydadza sie wam banalne,ale ja naprawde bardzo potrzebuje
rady!!!-i prosze o pomoc
bede bardzo wdzieczna za kazda odpowiedz
pozdrawiam
Julia