skopałam sobie zycie

06.06.06, 11:16
Witajcie dziewczyny, mam trzydziestkę na karku i chyba siano zamiast mózgu.
Spotykam się od kilku lat z przystojnym, inteligentnym ale raczej chłodnym
emocjonalnie facetem. Od pewnego czasu jednak zaczęło mi brakować ognia,
ciepła i spontaniczności w naszym związku, a on chyba jednak jest
niereformowalny. I... skopałam sobie zycie: na wieczorze panieńskim koleżanki,
jej przyjaciółki wynajęły striptizera, miałyśmy wszystkie mocno w czubie, ale
to ja, świezo po kłótni ze swoim mężczyzną, poderwałam go sobie na jedną noc.
Było super, tylko nikt w amoku nie pomyslał o zabezpieczeniu. Dzis rano
zrobiłam sobie test ciążowy. Wyszedł pozytywnie... I nie jest to dziecko
mojego faceta. Wpadłam jak głupia. Nie wiem co zrobić. Szukać ojca?
    • agamagda Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 12:16
      Nie wiem co Ci poradzić.
      Czasami życie sie komplikuje.
      Ale życzę Ci dużo siły w podejmowaniu decyzji i szukaniu najkorzystniejszego
      rozwiązania.

      Serdecznie pozdrawiam
      Agamagda
    • lilith76 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 12:54
      jesteś na 100% pewna kto jest/nie jest ojcem dziecka?
      w sumie, striptizer też nie wykazał się wybitną inteligencją, więc dlaczego ma
      mu ta głupota ujść na sucho???

      ciężko radzić
    • lakie Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 13:07
      oj na prawdę cięzka sytuacja. jak jsteś pewna że ojcem jest ten striptizer to pewnie koleżanka która organizowała imprezę ma jakieś namiary na tego faceta/instytucję zatrudniajacą go wink
      Ech i nasunęła mi się taka refleksja po moich ostatnich doświadczeniach życiowych, że chyba wolałabym mieć dziecko ze striptizerem który by nie wiedział że ono jest niż użerać się z mężem o dziecko, jak to ma miejsce w tej chwili u mnie. No to spojrzenie to pewnie kwestia mojego rozgoryczenia. W każdym razie trzymaj się.

      Kasia
    • md0512 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 13:10
      Heh, trudna sytuacja...
      Nie chcę Cię bardziej przybijać, ale zrób jeszcze jeden test - na obecność wirusa HIV (tylko za jakieś 3 - 4 miesiące, żeby pominąć okienko serologiczne).
      • czerwone_korale Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 13:22
        jesteś pewne że to ten pan jest ojcem?
    • kingkong22 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 13:45
      Wiem co czujesz.BYłam w zbliżonej sytuacji.Zaszłam w ciążę jako mężatka.Tatusiem
      dziecka jest mężczyzna, z którym się wtedy spotykałam i który na wiadomość o tym
      od razu się na mnie wypiął.Myślałam, że mi się świat zawali.Ale on stoi i życie
      toczy się dalej.Jestem teraz mamą samodzielnie wychowującą trójkę dzieci(2 z
      małżeństwa).Z eksem mam rewelacyjne kontakty, z ojcem trzeciego dzieciątka
      żadnych, choć płaci na dziecię alimenty bez sprawy sądowej.
      Nie wiem, czy na Twoim miejscu mówiłabym coś ojcu dziecka- wcale się nie znacie,
      może nie uwierzyć.Nie próbowałabym też ściemniać, że ojcem dziecka jest Twój
      partner- sumienie na dłuższą metę może nie pozwolić.Życzę jednak podjęcia
      trafnej decyzji, choć musi być cholernie ciężko.
      Siły i rozwagi.
    • malakoteczka Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 15:34
      wiem ze to co teraz napisze wyda sie byc moze innym dziewczynom zle i
      straszne,. ale ja na twoim miescu juz bardziej nie komplikowlabym zycia sobie i
      dziecku. po prostu powiedz facetowi z ktorym jestes ze to jego, nie musi
      wiedziec o twojej zdradzie. lepsze to dla dziecka niz ojciec z ktorym bylas
      pare godzin. i zrob test na hiv. ale jak uwazasz. ja bym tak postapila.
      • asiouek Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 15:55
        tak, tyle że fakt, że to nie tata może wyjść przy okazji potrzeby przetoczenia
        krwi, np. po wypadku. Wtedy to dopiero by były komplikacje - po kilku,
        kilkunastu latach...
      • balladynka Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 15:57
        malakoteczka napisała:

        > wiem ze to co teraz napisze wyda sie byc moze innym dziewczynom zle i
        > straszne,. ale ja na twoim miescu juz bardziej nie komplikowlabym zycia sobie
        i
        >
        > dziecku. po prostu powiedz facetowi z ktorym jestes ze to jego, nie musi
        > wiedziec o twojej zdradzie. lepsze to dla dziecka niz ojciec z ktorym bylas
        > pare godzin. i zrob test na hiv. ale jak uwazasz. ja bym tak postapila.

        Z tym testem na HIV to koniecznie. Tylko może zanim pójdzie teraz do łóżka ze
        swoim facetem i sprawi Bogu ducha winnemu człowiekowi jeszcze jeden prezent na
        całe życie. Sytuacji to wspólczuje autorce wątku ale takie rady jak twoja to
        przyprawiają mnie o mdłości.
      • jowita771 Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 12:23
        dla dziecka, dla niej, a może pomyśleć tez o facecie (mam na mysli partnera,
        nie striptizera)? to nie w porządku okłamać tak kogoś, on ma prawo wiedziec,
        może jej wybaczy (zdarza się), a może odejdzei, ma do tego prawo.
      • zonka77 Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 13:15
        Taaaak - cudowne rozwiązanie. Cale życie na kłamstwie sobie zbudować. Na
        obrzydliwym kłamstwie. Wmanewrować Bogu ducha winnego faceta. super pomysł po
        prostu uncertain
        • zonka77 Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 13:16
          to do malejkoteczki było
    • pelagaa Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 18:40
      Moze to brutlane i okropne, co napisze, ale ja nie urodzilabym takiego dziecka
      raczej. To bylaby zapewne najtrudniejsza decyzja w moim zyciu.
      Aczkolwiek nie namawiam.
    • jula55 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 19:02
      A nie mozesz usunac?
      • virtual_moth Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 19:29
        jula55 napisała:

        > A nie mozesz usunac?

        Heh, szczyt finezji i taktu
        • mrs_ka Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 21:17
          To nie jest finezyjne pytanie, ale nie wiem, jak finezyjnie zapytać o możliwość
          aborcji. Jestem wprawdzie jej przeciwniczką, ale to nie jest moje życie i moja
          decyzja.
          IMHO jedyne wyjścia, jakie tu widzę, to:
          Najpierw zastanowić się porzadnie nad swoim związkiem i zdecydować, czy jest
          wart pozostania i walki, czy też był to ostatni dzwonek na odejście i:
          a) jeśli to faktycznie ostatni dzwonek to odejść i zyć z dumnie uniesioną głową
          jako samotna matka (kogoś to pociąga? Las rąk widzę). Z niezłomnymi zasadami
          wprawdzie, ale też z zadkiem wystawionym na kopy od życia, których będzie sporo,
          oj sporo.
          b) jeśli jest wart pozostania i walki, to odbyć boleśnie szczerą rozmowę z
          partnerem włącznie z analizą tego, co do tej zdrady doprowadziło. I pozostawić
          mu decyzję, czy dziecko uzna, czy tez będzie chciał je tylko wspólnie wychowywać
          (tzn. to nie jest "tylko", ale skrót jest chyba jasny)
          c) zdecydować się na aborcję

          Nie wiem, kim jesteś; nie wiem, co chcesz zrobić- to jest Twoje życie, postąp
          najsłuszniej jak umiesz. Gdybym miała doradzać komuś bliskiemu namawiałabym na
          urodzenie tego dziecka, bo tak dyktują mi zasady, w które wierzę. Ale ja nie
          wezmę odpowiedzialności za konkretnie Twoje życie, za cięzkie chwile, które
          przezyjesz jako samodzielna matka z potępieniem otoczenia włącznie. Większość
          dziewczyn tutaj ma dzieci z jakichś związków i to w pewien sposób łagodzi
          konsekwencje. Ty Jesteś w ciązy ze striptizerem, którego na oczy nie zobaczysz,
          a jeśli zobaczysz to na sprawie o ojcostwo i potem- alimentacyjnej.
          Jeżeli Jesteś dobrze sytuowana i masz możliwość utrzymania się, być może jest to
          kolejny argument za dzieckiem.


          a.
          • ewcia273 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 21:31
            Dlaczego od razu usunąć??
            Dziecko niczemu winne ,na świat się samo nie prosiło.
            Trzeba na spokojnie przemyśleć, rozważyć .Na pewno jest wyjście z tej sytuacji
            i na pewno ktoś na tym ucierpi.
            Ale trzeba ponosić konsekwencje chwili uniesienia.
            • jula55 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 22:58
              Jakie dziecko? Na razie to tylko zlepek kilku komorek. Dzieckiem to cos sie
              dopiero stanie i warto przemyslec, czy w imie ochrony zycia poczetego spaprac
              zycie kilku osobom.
            • mrs_ka Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 02:30
              Błagam, tylko bez wchodzenia w istotę aborcji.
              Jak pomyślę, to na temat aborcji spłodziłam coś na kształt "w poszukiwaniu
              straconego czasu", jeśli o ilość stron chodzi. Mnie naprawdę nie musisz
              informowac, że "dziecko nie jest niczemu winne"smile Ja to wiemsmile

              Poza tym wcale nie "od razu usunąć", bo była to refleksja trzeciawink
              Naprawdę, jesteśmy duzymi dziewczynkami i chyba możemy sobie jasno powiedzieć,
              że podziemie aborcyjne w tym kraju istnieje, więc popyt jest. I nawet jeśli
              ktoś nigdy w życiu, w ogóle i broń cię Panie Boże, to jest to jedna z opcji.
              Może obrzydliwa i tak dalej, ale ta opcja istnieje. A skoro istnieje to o niej
              piszę, w końcu nie jestem hipokrytką.

              Jeśli chcesz znać moje zdanie na temat aborcji (choć nie przypuszczam, aby Cię
              to interesowałowink ) to jestem przeciw. Ale jestem równocześnie za legalizacją
              aborcji, zresztą w ogóle nie o tym gadamy, tylko o sytuacji bohaterki.

              Ja sytuacji bohaterki nie znam poza kilkoma zdaniami, które o sobie skreśliła.
              Nie mam pojęcia, ile ma lat, czy pracuje i jakie ma układy z rodzicami (jesli
              jest bezrobotna lub studiuje to ten aspekt staje się nagle bardzo ważny,
              Przyznasz). Nie wiem o niej nic.
              Umówmy się, że inna jest sytuacja kobiety, która zaszła w zupełnie niepożądaną
              ciążę, ALE pracuje, ma mieszkanie, ma jakąś stabilizację. Straci związek? No
              cóż, trudno, za błędy trzeba płacić, jak sama zauwazyłaś. Przynajmniej jednak na
              to dziecko zarobi, da mu dach nad głową i finalnie może stwierdzić, że było to
              wielkie szczęście w nieszczęściu.

              Natomiast przyznam się szczerze, że NIE WIEM, co powinnam poradzić osobie, która
              nie pracuje, nie ma mieszkania, nie ma szans na stworzenie domu z ojcem dziecka,
              nie ma perspektyw na pracę (to wazne), ale za to jest w ciązy ze striptizerem.
              Zakładając, że oddaje to sytuację autorki postu.
              Zwyczajnie tego nie wiem, a ponieważ jestem dużą dziewczynką to wiem też, że
              nalezy bardzo uważać ze słowami w takiej sytuacji.
              Bo ani ja nie przezyję za nią potencjalnego syndromu postaborcyjnego, ani nie
              będę wychowywać samotnie dziecka, którego sytuacja już na starcie jest- nie
              oszukujmy się- kiepska.

              Dlatego będę ostatnią osobą, która napisze "urodź, urodź, dziecko jest cudem".
              Owszem, jest. Ale proza życia też istnieje, bywa brutalna i nie ma chyba na tym
              forum osoby, która by tego nie doświadczyła.
              Nie napiszę też "wyskrob się, to tylko zlepek komórek"- może tak, może nie, ten
              "zlepek komórek" można opłakiwać do końca swojego życia.
              Sytuacja jest skomplikowana i tylko sama autorka może podejmować tu decyzje. Ja
              piszę o możliwościach.

              Najwazniejsze jest jednak to- i do tego zmierzałam w swoim poprzednim poście- że
              ani ja, ani Ty, ani Kasia, nie weźmiemy odpowiedzialności za cudze życie.
              Głosić natchnione idee jest doprawdy łatwo. Zarówno przekonując kogoś o cudzie
              życia, jak i skłaniajac do myślenia w kategorii zlepku komórek.
              Ale to nie będzie nasz ból, nasza krzywda, nasze wybory, nasze pieniądze, nasz
              czas, nasze problemy.
              Jeżeli- odpukać- dziecko urodzi się chore lub -odpukać- autorka znajdzie się w
              nędzy lub -odpukać- do końca życia będzie sobie wypominać aborcję, ani ja, ani
              Ty nie przyjedziemy do niej, nie poklepiemy po plecach, nie zapłacimy czynszu i
              nie kupimy leków.
              Dlatego nie poczuwam sie do dawania żadnych rad, bo to nie moje plecy ucierpią.
              A mam pełną świadomośc, że w tej sytuacji spadanie na cztery łapy może potrwać
              długo i być spadaniem przez kolczasty żywopłot.

              a.
              • mrs_ka Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 02:38
                o pardon, Dardanella pisze, że ma trzydziestkę na karku. Zatem bezrobotną
                studentką raczej nie jest. Może poczekamy, aż sama się wypowie na temat tych
                wszystkich opinii, któe tu wysmażyłyśmy?

                a.
          • iludien Re: skopałam sobie zycie 09.06.06, 08:51
            > za cięzkie chwile, które
            > przezyjesz jako samodzielna matka z potępieniem otoczenia włącznie.

            potępieniem otoczenia?
            bez przesady.
            to chyba w sytuacji, gdy mieszka się na "głębokiej prowincji", gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą.
    • lilianka1999 Re: skopałam sobie zycie 06.06.06, 22:08
      Dardannello, życie nigdy nie jest skopane przez drugiego człowieka, w tym
      wypadku przez Twoje dziecko.
      Życie się po prostu potoczy inaczej niż zaplanowałaś, ale to wcale nie znaczy
      że gorzej.
      Moze będzie trudniej.
      Trzymaj się, jakokolwiek decyzję nie podejmiesz, będzie ona dobra, tyle, ze
      przemyśl ją dokładnie.

      PS, pomyśl też moze o oddaniu dziecka do adopcji, zamiast aborcji.
      • okruszek100 Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 02:52
        ja urodzilam, nie mam kontaktu z ojcem dziecka.Ale deczyja o jego urodzeniu byla najlepsza w moim zyciu- mimo ze jestem sama.Wspomniane potepienie otoczenia jakos mnie omija kolem, kazdy widzi ze kocham mala i tyle
    • mammouna o ku..nsssa ;/ 07.06.06, 10:31
      ......
      • julia.68 podsumowanie 07.06.06, 13:10
        Albo bohaterka wybrała trzecie wyjscie i nie ma tu co szukać, albo to żart był.
        Ze striptizerem? Przecież to zawodowiec, bez prezerwatywy?
    • dardanella Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 17:27
      Dziękuję za wsparcie. Bałam sie, ze zostane z tym sama, tym bardziej, ze mój
      facet nie kocha mnie na tyle, by zająć sie cudzym dzieckiem. Musze zebrac siły i
      pomysleć, co dalej. Nie jestem bezrobotna, a naukę skończyłam dobrych pare lat
      temu. Na razie nie boję się o swoja sytuację zawodową (mam jeszcze pare miesięcy
      na zastanowienie). Jesli sie zdecyduję na to dziecko, to zwiazek chyba bedę
      musiała sobie odpuścić.
      • marcepanna Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 17:42
        Radze sie skontaktowac z zawodowcem bez gumki, niech da na zabieg, a zwiazku
        bym nie odpuscila wcale
        Rozmawialas z zawodowcem? Co on na to?
        • marcepanna Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 17:45
          Moja kolezanka zaszla w ciaze z przypadkowym facetem i facet zostal z nia, sa
          razem do dzisiaj
          • konkubinka Re: skopałam sobie zycie 07.06.06, 18:23
            moja najblizsza przyjaciolka poderwala striptisera Araba, na wczasach.Wlasnie
            sie pobieraja.Do jego kraju zamierzaja wrocic na starosc.A zaczelo sie tez
            strasznie nieodpowiedzialnie.
            Moze sprobuj sie z nim spotkac i niekoniecznie mowic odrazu czemu.Moze cos sie
            jeszcze z tego wykluje...tzn w kwestii uczuc bo i tak juz cos innego sie wyklulo .
    • berek_76 Re: skopałam sobie zycie 09.06.06, 11:55
      Dłuuuugo się zastanawiałam, bo sytuacja karkołomna...

      Nie powiem Ci, co masz robić, bo to Twoje życie. Powiem Ci, co ja bym zrobiła,
      gdybym to była ja.

      Uważam, że każdy z facetów ma prawo wiedzieć o dziecku. Striptizer - bo chce
      czy nie chce, i czy Ty tego chcesz, czy nie, będzie ojcem ( o ile dziecko
      urodzisz). Jeśli urodzisz jego dziecko, raczej powinien wiedzieć, że ono jest.
      Twój facet - bo nie umiem sobie wyobrazić, co bym czuła, gdyby to mój partner
      ukrył przede mną, że ma dziecko z kim innym.

      W pierwszej kolejności, po paru tysiącach głębokich oddechów i wizycie u
      mądrego psychologa, porozmawiałabym z partnerem. I równocześnie zastanawiałabym
      się nad kwestią - urodzić czy nie. Tzn. ja bym urodziła, ale rozumiem, że Ty
      możesz brać pod uwagę aborcję. O tym też poinformowałabym partnera. Nie dla
      szantażu, tylko z powodu czasu - bo ucieka.

      Zależnie od tedyzji partnera i swoich przemyśleń, podjęłabym decyzję o
      urodzeniu dziecka wink JA bym urodziła - ale ja mam dwójkę dzieci i już wiem, jak
      to jest smile I byłabym mamą tego dziecka, nie zwracając uwagi na to, kto jest
      ojcem. Natomiast starałabym się zadbać, żeby ten, kto ma szansę być ojcem, mógł
      z tej szansy skorzystać. Dlatego jeśli partner wyraziłby chęć zajmowania się
      dzieckiem, nie usiłowałabym chyba na siłę "uojcowić" striptizera, chociaż
      uważam, że powinien wiedzieć, że ojcem będzie, jak również dziecko IMHO powinno
      wiedzieć, czyim jest dzieckiem. Ale to już, w razioe czego, byłaby rzecz do
      zadecydowania wspólnie z partnerem... No, ja nie lubię budowania na kłamstwie,
      a ryzyko wyjścia na jaw w dramatycznej sytuacji kiedyś jest niestety realne.

      Gdybyś pytała mnie o radę, powiedziąłabym - urodzić. Masz pracę, zdrowie,
      samotne macierzyństwo nie jest żądną katastrofą. Warto tylko nie patrzeć na
      sprawę prze4z pryzmat "spaprania SOBIE życia". Tu są cztery osoby zaangażowane
      w sprawę - Ty, dziecko, jego ojciec i Twój partner. Wszyscy macie względem
      siebie jakieś zobowiązania, względem dziecka... Trudno to będzie poskładać. Ale
      nikt nam nie obiecywał, ze będzie łatwo.

      Nie staraj się robić tak, żeby bło łatwo. Staraj się robić tak, żeby było
      dobrze. jesli będziesz potrzebowała pomocy - pisz. Może być na priva.

      Nic sobie nie skopałaś. Stowrzyłaś nowe życie. W okolicznościach niewygodnych,
      ale jednak jest to akt twórczy smile potraktuj to jako start do zupełnie nowej
      przyszłości. Trzymam za Ciebie kciuki.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • zonka77 Re: skopałam sobie zycie 14.06.06, 16:33
        dardanella
        mam nadzieję że udało ci się lub uda poradzić z tym tak żebyś całe życie nie
        żałowała.
        Chciałabym Ci tylko powiedzieć że posiadanie dziecka (zwlaszcza samodzielne)
        wcale nie musi oznaczać "skopanie życia" a właśnie może okazać się czymś
        wspaniałym choć trudnym.
        Z mojego punktu widzenia jako osoby wierzącej wybór byłby prawdopodobnie jeden -
        urodzić i wziąść odpowiedzialność za swoje czyny.
        Ale nawet ja napiszę "prawdopodobnie" bo po prostu na 100% wiedziałabym dopiero
        znajdując się w takiej sytuacji.
        Napewno przed podjęciem decyzji bezwzględnie poinformowałabym ojca dziecka i z
        nim porozmawiała. Ma prawo wiedzieć, ma obowiązek pomóc (choćby finansowo)
        Porozmawiałabym też z partnerem. Nie bardzo rozumiem to co piszesz "nie kocha
        mnie na tyle" wiesz że Ciebie nie kocha za bardzo i z nim jesteś? Wiesz co, jak
        ktoś bardzo kocha to dużo rzeczy przezyje a jak nie kocha - to po co tracić z
        nim czas?
        A co z Twoją miłością do niego? Jakaż to miłość skoro "na złość" facetowi
        idziesz z innym do łóżka...
        Jakoś mi się wydaje że ta wasza miłość trochę marna jest. A dzidziuś się na
        świat sam nie zaprosił...więc myślę że odpowiedzialność powinnaś wziąść ty i
        ojciec dziecka.
        no i Tak - może być tak że ojciec się wypnie sad
        i Tak - pewnie partner odejdzie
        Pytanie czy dasz radę sama - psychicznie, fizycznie - finansowo.
        Daj znać jeśli tu zaglądasz i zechcesz się podzielić - co postanowiłaś.


        • zonka77 Re: skopałam sobie zycie 14.06.06, 16:42
          nie jestem samodzielną mamą więc nie chcę żeby ktoś zarzucił mi że nie wiem jak
          to jest. Poza poznanymi na forach mamami samodzielnie wychowującymi znam w realu
          i takie które od początku były same a ich dzieci to owoc króciutkich związków na
          studiach (dwie koleżanki z roku mają dzieciaczki z takich przelotnych związków -
          obie mają się świetnie, jedna ma męża (nie ojca dzicka - poznali się później a
          druga ma partnera i drugie dziecko - wszystko się poukłaało)i takie które
          zostały same po dłuższym lub krótszym małżeństwie. Właściwie to wszystkie radzą
          sobie dobrze, układają życie. Żadna nie żałuje że ma dzieci smileŻadna nie mówi że
          ma skopane zycie.
          • azoorek Re: skopałam sobie zycie 17.06.06, 22:15
            mam znajomego w podobnej sytuacji- przelotna znajomosc na wyjezdzie.
            Postanowili sprobowac byc razem i zobaczyc co z tego wyjdzie.
    • september_77 Re: skopałam sobie zycie 18.06.06, 08:56
      Powiem Ci co ja bym zrobiła - urodziła dzidzię, powiedziała prawdę swojemu
      facetowi i poszukała ojca dziecka i też mu powiedziała prawdę. Co faceci
      zrobią - nie wiem, różnie bywa, ale Ty będziesz miała swój skarbsmile)) I uwierz
      mi - nie skopałaś sobie życia!!! Będzie dobrze, wiem z doświadczenia...wink))
    • viwka Re: skopałam sobie zycie 19.06.06, 08:58
      Generalnie mam dziecko "zrobione ma mieście" .. wink czyli : zero kontaktu z
      "ojcem biol" zero kontaktu ze wspólnymi znajomymi..Oczywiście on wie o tym,
      "rozstaliśmy" sie w 5tym miesiącu ciąży, ale nawet nie zadzwonił czy urodziłam..
      Wiesz, co.. jek byłam w ciązy wrócił do mnie mój były chłopak pomimo ze
      urodziłam dziecko innego faceta ... różnie sie układa, natomiast jedno jest dla
      mnie ważna : prawda.Moje dziecko też ją pozna.
      I sądze ze niedługo... Jestem w ciąży z mężem -a jego tatą /tym co wychowuje i
      kocha,nie tym co "zrobi"/ wiec lada chwila spyta mnie o początek swojego bycia u
      mnie w brzuszku..
Pełna wersja