Dodaj do ulubionych

zostane sama....

13.08.06, 14:16
hej
jak sobie z tym poradzic?
Musze byc silna dla corki ale nie daje rady!!!!
Obserwuj wątek
    • magda336 Re: zostane sama.... 13.08.06, 15:41
      Dasz radę, będzie na początku ciężko, musi być ,choć to zależy jak byłaś blisko
      związana z ojcem dziecka, ale dziecko daje siłe nieprawdopodobną. Ja na
      początku przeżyłam załamanie, potem się podniosłam jest ciężko ale w ogóle jest
      ciężko samemu, szczególnie jak się nie ma pomocy rodziców, ale warto się
      trzymać. powodzenia pisz jak będzie ci bardzo źle.
      • majka035 Re: zostane sama.... 13.08.06, 19:18
        W czwartek moja pierwsza rozprawa, pewnie nie ostatnia, bo mąż mi to obiecał.
        Nie mam z nikąd pomocy. Jestem kompletnie sama z córką. Jak sobie dam radę? Nie
        wiem? Czas pokaże.
        • azb11 Re: zostane sama.... 14.08.06, 15:37
          Dacie radę. Na pewno. Mimo ze trudno w to dziś uwierzyć. Mój świat runął poł
          roku temu. Dziś jestem szczęśliwa i moje dzieci tez. Przeszliśmy razem piekło
          ale to juz było i nie wróci.Teraz będzie tylko lepiej i Was po okresie "żałoby"
          zaswieci słoneczko.
    • sarexas Re: zostane sama.... 14.08.06, 16:42
      wiem...
      ja w zasadzie jestem jeszcze przed rozwodem, przed uregulowaniem kontaktów -
      czego sie strasznie boję. Nie jestem z mężem już 1,5 roku.
      Nawet teraz są jeszcze takie momenty, że żałuję, nachodza mnie myśli a może
      trzeba było spróbowac n-ty raz?
      Psycholog mi odpowiedziała - jeszcze w trakcie samej rozprawy będę żałować,
      płakać, ale czas leczy rany a MY MUSIMY BYĆ SILNE BO MAMY WSPANIAŁE POCIECHY I
      MUSIMY JE WYCHOWAĆ. Bo tym gadom właśnie o to chodzi, żebysmy się załamały!!!
      i jeszcze wzięli by nam nasze skarby. Ja już sama tracę nadzieję, że kiedyś
      spotkam kogoś i ułożę sobie życie jak byśmy sobie tego wszystkie życzyły,
      ALE....
      wspierajmy się
      • helga1970 Re: zostane sama.... 14.08.06, 18:48
        hej dziewczyny
        ja odeszlam od meza jak corka miala 4 lata. Bylismy razem 10lat.
        bardzo kochalam meza ale zaczelo sie z nim zle dziac i zaczal mnie bic. jak sie
        pozniej okazalo bral amfetamine. Rozwiodlam sie szybko bez orzekania o winie.
        poniewaz stracilam prace i mieszkalam u jednej pani rzeczy umowolam sie z mezem
        zawiozlam do niego i w zamian za nieplacone alimenty mial mi je przetrzymac.
        Nigdy nic nie odzyskalam. Wyszlam z tego malzenstwa tak jak stalam. znajomi
        dawali mi ubrania dla mnie i corki. Rok po rozwodzie byl pieklem. tułałysmy sie
        po znajomych, rodzina nie chciala mi pomoc ( mieszka w innym miescie).Milam
        kompletna blokade na facetow. za duzo byloby pisania zeby opisac jak to sie
        stalo, ze dzisiaj mam troje dzieci, bardzo fajnego meza i piekne duze mieszkanie
        ( ktore splacamy ale na szczescie juz konczymy) Dziewczyny - musicie uwierzyc
        ze bedzie juz tylko lepiej. ja tez czulam sie jak sierota. Straszne uczucie, ze
        nikt nie interesuje sie Toba i Twoim dzieckiem. tak naprawderozwazalam nawet
        żlobek tygodniowy. byle uwolnic sie i nie bac. jezeli ktoras z was ma bardzo
        zla sytuacje i nie wie jak z niej wybrnac moze do mnie napisac na maila
        gazetowego. moze wspolnie cos wymyslimy.
    • cyganka0 Re: zostane sama.... 14.08.06, 21:26
      ja rowniez zostane sama.. Wnosze o rozwod. Maz mnie wywalil z 3 miesiecznym
      synkiem z domu dlatego ze moi rodzice kupili mieszkanie, ale on nie figuruje
      jako wlasciciel. Dodam ze ja w ciazy pracowalam po 12 godz a on czekal na
      prace "dyrektora". Mam dosc, siedze u rodzicow i dopiero teraz poznaje jakiego
      zawistnego mialam meza. I juz mi zapowiedizal, ze nie zgadza sie na rozwod
      tylko bedizemy przechodzic pieklo.
      • maszka6 Re: zostane sama.... 16.08.06, 11:22
        Mam podobną sytuację. Nie wiem czy to lepiej czy gorzej, ale nie jestem
        mężatką. Po 3 latach związku wreszcie zaszlam w ciążę (dodam, że oboje bardzo
        na to czeklaiśmy). Mój fantastyczny facet, ni z tą ni z owąd, oświadczył wtedy,
        że nie chce tego dziecka, nienawidzi mnie i nie chce mnie znać. Mieszkam z
        rodziną, która jest wręcz oburzona i zamiast pomocy dostaję wyłącznie krytykę i
        niezadowolenie (jestem po 30 a traktują mnie teraz jak nieodpowiedzialną
        gó..arę). W porównaniu z Wami miałam niewielki staż, ale strasznie się boję.
        Byłam pewna, że moje dziecko będzie miało pełną, szczęśliwą rodzinę. Nie wiem
        jak sobie poradzę z noworodkiem bo tak na prawdę moge liczyć wyłącznie na
        siebie. Mój były już facet dręczy mnie psychicznie, to nie wpływa dobrze na
        dziecko i nie wiem czy dać sobie spokój czy walczyć o to żeby moje dziecko
        wiedziało kto to jest tatuś. Ale czy to ma sens???
        Napiszcie czy dawałyscie sobie radę ze zwykłymi czynnościami kiedy byłyście
        wyłącznie same z dzieckiem. Jak się z tego otrząsnąć? Na prawdę bardzo mi na
        nim zależało i nagle taki nokaut. Na dzień dzisiejszy nie wiem jak sobie z tym
        poradzić.
        • helga1970 Re: zostane sama.... 16.08.06, 12:35
          ale co mu odbiło?
        • nangaparbat3 Re: zostane sama.... 31.08.06, 14:32
          Na pewno walcz o forsę, bo ta sie zawsze przyda.
          • kini_m Re: zostane sama.... 31.08.06, 15:36
            nangaparbat3 napisała:
            > Na pewno walcz o forsę, bo ta sie zawsze przyda.

            Tiaaa.... forsa się przyda dziecku bardziej niż ojciec.
            Niektórym to za Chiny nie przemówi...
            • nangaparbat3 Re: zostane sama.... 31.08.06, 16:03
              kini_m napisał:

              > nangaparbat3 napisała:
              > > Na pewno walcz o forsę, bo ta sie zawsze przyda.
              >
              > Tiaaa.... forsa się przyda dziecku bardziej niż ojciec.

              Ojciec sie wypiał.
              A dziecko musi jeść.
              Czepiasz się.
              • kini_m Re: zostane sama.... 31.08.06, 16:28
                nangaparbat3 napisała:
                > Ojciec sie wypiał.
                > A dziecko musi jeść.
                > Czepiasz się.

                Tak. Wyjątkowo się czepiam.
                Bo należy pomóc zrozumieć Monsyl że gdy zaczynają się kłopoty finansowe i z
                zamieszkaniem u rodziców - to należy się dogadać, a czasem może i ugiąć. A nie
                dać popalić przez to facetowi tak że usuwa się z domu i przez to rozwalać
                rodzinę.
                Zaś Ty jeszcze podkręcasz atmosferę konfliktu.
                Dla przypomnienia - w konflikcie zawsze będzie jej o wiele trudniej uzyskać
                pieniądze na dziecko, niż w dogadywaniu się.
                DOgadywanie zawsze i wszędzie się opłaca. Ale jeśli wolisz burzę emocji.... e
                tam, to nie moje życie. Ja zbawiał nie będę.
                • nangaparbat3 Re: zostane sama.... 31.08.06, 16:59
                  Mój post był odpowiedzia na post Maszki, która pisze tak:
                  Mój fantastyczny facet, ni z tą ni z owąd, oświadczył wtedy,
                  że nie chce tego dziecka, nienawidzi mnie i nie chce mnie znać. Mieszkam z
                  rodziną, która jest wręcz oburzona i zamiast pomocy dostaję wyłącznie krytykę i
                  niezadowolenie (jestem po 30 a traktują mnie teraz jak nieodpowiedzialną
                  gó..arę). W porównaniu z Wami miałam niewielki staż, ale strasznie się boję.
                  Byłam pewna, że moje dziecko będzie miało pełną, szczęśliwą rodzinę. Nie wiem
                  jak sobie poradzę z noworodkiem bo tak na prawdę moge liczyć wyłącznie na
                  siebie. Mój były już facet dręczy mnie psychicznie, to nie wpływa dobrze na
                  dziecko i nie wiem czy dać sobie spokój czy walczyć o to żeby moje dziecko
                  wiedziało kto to jest tatuś. Ale czy to ma sens???

                  Pomyslałam, ze nie wiem, czy ma walczyć o to, by ten facet interesował się
                  dzieckiem. O to zreszta trudno walczyć.
                  Natomiast wiem, ze aby wychować dziecko, niezbedne są pieniądze, a te mozna
                  wywalczyć.

                  Sama zawsze jestem za dogadywaniem się, możesz sobie poczytać na "Rozwód i co
                  dalej".
                  • kini_m Re: zostane sama.... 31.08.06, 18:21
                    Nangaparbat, więc się rozminęliśmy. Przepraszam, ale nie byo to wyraźnie
                    widoczne w Twoim poście.

                    A w sytuacji Maszki...
                    Tak naprawdę z opisu nie wiemy co i jak właściwie zaszło pomiędzy nią a jej
                    partnerem. Jej post jest bardzo subiektywny. Więc nie wynika z tego że
                    możliwości porozumienia zostały wyczerpane. Albo czy w ogóle zostały poważnie
                    podjęte.
                    Przypomina mi to oskarżenia pod moim adresem, które choćbym jak się starał to
                    jednak z każdym dniem rosły. (Szkoda miejsca na wyjaśnianie.) Więc wnioski
                    odnośnie możliwości porozumienia z tych faktów jakie widzę, są podobne:
                    Jeszcze nie wszystko stracone - jeśli stać będzie Ciebie, Maszka na uspokojenie
                    emocji i próbę wspólnego rozwiązaniu problemu.

                    Dla porównania przypomnę że mnie exia opisywała jako: "Największy problem:
                    agresywny były partner, który przypomniał sobie o dziecku kiedy od niego
                    uciekłam."
                    -Kilka osób w to uwierzyło. Na siłę upartych prostował nie będę, a nieprawdę
                    najlepiej zwalczać odcięciem się od niej. Siła spokoju.
                    • pesher Re: zostane sama.... 31.08.06, 20:06
                      Kini,
                      Jak chcesz komus pomoc piszac posta, to pisz, a nie ciagle bumerangujesz do
                      swojej sytuacji i do swojej exi. Twoja sytuacja nie pomoze ani Maszce, ani
                      Mosyl ani nikomu innemu. Rozumiem, ze pisze sie zwykle przez pryzmat swoich
                      doswiadczen, ale w kolko pisac o sobie?? Zaloz oddzielny watek i tam bumeranguj
                      do woli, tu, w tym konkretnym watku, nie Ty jestes pierwszoplanowy. Capito?

                      PS. No i przestan stawiac sie ciagle w roli ofiary.. Ilez mozna? Trza twardym
                      byc, nie mientkim.
                      • kini_m Re: zostane sama.... 31.08.06, 20:18
                        Pesher... pewnie masz rację, pewnie wszyscy macie rację, pewnie...
                        Nie chce mi się. Mam doła. Sorki. Dziś już za wiele nie napiszę mundrego. Nie
                        umiem być twardy, sory. Jest tu kto? Odpadam. sad
                        sorki za śmiecenie na wątku, nic się nie klei........
                        • pesher Re: zostane sama.... 31.08.06, 20:32
                          Kazdy ma chwile zwatpienia i dola. Ale trzeba umiec sie pozbierac do kupy. Co
                          to znaczy, ze nie umiesz byc twardy? Ty NIE MUSISZ byc twardy, mozesz sobie
                          pozwolic na totalna rozsypke i trwanie w takim stanie. Mozesz sobie pozwolic na
                          bycie ofiara. I korzystasz z tego. Jak Ci tak pasuje to mnie to ryba. Ale
                          wiesz, to jest chodzenie na latwizne. Bo przeciez trudniej pozbierac sie do
                          kupy, pogodzic sie z przeszloscia i wyciagnac wnioski na przyszlosc i.. po
                          prostu ZYC. A nie wegetowac trzymany mniej wiecej w pionie jakas glupia wojenka
                          z calym swiatem.

                          Wez Ty sie w koncu pozbieraj i zrob cos ze soba. Nie umiesz sam? Popros
                          specjalisty.

                          No slow mi brak... Mi by bylo szkoda straconych lat na takie cos, ale jak
                          pisalam: Jak kto lubi.
                          • kini_m Re: zostane sama.... 31.08.06, 21:26
                            pesher napisała:
                            > Bo przeciez trudniej pozbierac sie do kupy, pogodzic sie z przeszloscia i
                            > wyciagnac wnioski na przyszlosc i.. po prostu ZYC.
                            Za exią nie tęskno mi. Chyba bym się przetraszył gdybym zobaczył tę osobę na
                            ulicy, które zniszczyła mi marzenia.
                            Wnioski.... są okrutne (dwa):
                            - nigdy więcej dziewczyny przywiązanej do rodziców,
                            - jeśli ktoś jest bardzo miły ale ma problemy żeby rozmawiać na każdy temat to
                            nic z tego,
                            O kurde chyba się za bardzo rozgaduję...

                            > A nie wegetowac trzymany mniej wiecej w pionie jakas glupia wojenka
                            > z calym swiatem.
                            Chyba pozostanie mi ZBOWiD.
                            A wiesz jak to przesrane być niedostosowanym do reszty buntownikiem. Pewnie i
                            tak widać...

                            > i zrob cos ze soba. Nie umiesz sam? Popros specjalisty.
                            Nie strasz.
                            • pesher Re: zostane sama.... 31.08.06, 22:39
                              A wiesz co Kini,
                              Jak czytam Takie Twoje posty to nie wiem czy mi Ciebie zal czy mnie po prostu
                              wqrzaszbig_grin A ze nie za bardzo rozczulam sie nad ludzmi, ktorzy sami sie nad soba
                              rozczulaja, wiec jak myslisz?
                              Ile to juz trwa? Rok? Dwa lata? Czy dluzej? Pytam jeszcze raz: nie szkoda Ci
                              zycia, zdrowia?
                              • kini_m Re: zostane sama.... 31.08.06, 23:14
                                szkoda zdrowia...
                                A po co komu moje zdrowie, gdy najukochańsza za wysokim ogrodzeniem?
                                Co... może mam sobie nowego bachora zrobić?
                                I stworzyć nowy cel. Sorki, ale h...em majtać nie umiem żeby wymyślać sobie
                                nowe cele.
                                Zdrowie... chyba jeno po to żeby kolejny raz znosić w sądzie upokorzenia od exi
                                i teściowej. Bo tam trzeba się trzymać, żeby nie nawymyślać organowi który
                                powinien swymi kompetencjami dbać o dobro dziecka. Jak widać ojciec nie zalicza
                                się do dobra dziecka. (Odrzucony wniosek o zabezpieczenie kontaktów, wskazanie
                                drogi poprzez karanie matki za niegzekwowanie poprzedniego orzeczenia - Co ja
                                jestem? Mściciel jakiś żeby ją karać? Jeśli na tym ma polegać branie się w
                                garść to czego ja mam córkę nauczyć w przyszłości?)
                                • pesher Re: zostane sama.... 01.09.06, 09:51
                                  Jezeli zyjesz chwila obecna i przeszloscia to masz racje. Jezeli jednak
                                  bedziesz potrafil sobie uzmyslowic, ze nadejdzie taki czas, ze dziecko zacznie
                                  samo podejmowac decyzje - to wybacz, zycie i zdrowie sie przydadza. Ale jak
                                  powtarzala kilka razy - sam o tym decydujesz. I jak dla mnie EOT. Szkoda mi
                                  strzepic klawiatury na faceta, ktory nie widzi nic pozytywnego w zyciu i nie
                                  umie wybiec mysla dalej, jak do nastepnej sprawy sadowej.
                                  • kini_m Re: zostane sama.... 01.09.06, 12:16
                                    Przepraszam Pesher, że tak to ujmę, ale nie wiem jakim innym sposobem...
                                    Jeśli porwą Tobie dziecko, uniemożliwią kładzenie go spać (a widziałaś że przez
                                    porywacza było uderzane przed snem), czytania mu bajki na dobranoc...
                                    To czym byś żyła...?
                                    I to że dzieje się tak w niejednym przypadku w niczym nie ułatwia.
                                    Owszem, jakoś funkcjonuję. Jakoś....
                                    Ale mam dość stereotypu faceta-macho który w każdej sytuacji bierze się w
                                    garść. Ja też jestem normalnym człowiekiem.
                                    • pesher Re: zostane sama.... 01.09.06, 13:14
                                      Oj Kini, nie dramatyzuj. Nikt Ci dziecka nie porwal. Jest ze SWOJA matka. Tak
                                      jak ja ponosze konsekwencje wyboru ojca mojego dziecka tak i Ty ponosisz
                                      konsekwencje wyboru matki dla swojego dziecka. Oczywiscie konsekwencje
                                      psychiczne. (Dziecko i jego uczucia celowo odsuwam na bok, rozmawiamy teraz o
                                      znajdowaniu sie osob doroslych po pewnych przejsciach). A poza tym NORMALNY
                                      czlowiek potrafi po pewnym czasie pozbierac sie. Wybacz, ale u Ciebie to tra
                                      stanowczo za dlugo. Dlatego napisalam, ze jezeli nie radzisz sobie z sytuacja
                                      sam, popros kogos o pomoc. Dokladnie mam na mysli psychoterapie. Ale zaczynam
                                      sadzic, ze delektujesz sie tym stanem i sprawia Ci on swojego rodzaju
                                      masochistyczna satysfakcje, czego juz nie rozumiem. Jestem inaczej
                                      skonstruowana psychicznie i instynktownie daze do samonaprawy. Ty - do
                                      autodestrukcji. A to juz normalne nie jest, wybacz.
                                      • kini_m Re: zostane sama.... 01.09.06, 16:25
                                        Wybaczam...
                                        Zwłaszcza że wątpię czy jest coś takiego jak NORMALNY człowiek, ale rozumiem
                                        Twoje spojrzenie.
                                        Nie wiem... może mam teraz gorsze dni i tyle.
                                        Ale z pewnymi rzeczami - w których zabrania mi się obdarzać ukochane dziecko i
                                        ono na to czeka - się nie zgodzę bez względu na upływ czasu. To boli.

                                        Specjaliści...? A daj spokój. Po tych co napotkałem gdy próbowałem ocalić
                                        rodzinę (3 psychologów) i jeszcze po rozpadzie (2 terapeutów) - co poniektórym
                                        im samym przydałby się specjalista. Wiem... wiem co pomyślisz. Ale słowa które
                                        słyszałem do nikąd nie prowadziły, brak koncepcji, warsztatu pracy. Ci
                                        psychologowie/terapeuci mam wrażenie że raczej spełniają własne ambicje.
                                        Zresztą widać po exi - ona zdaje się uczęszcza na terapię dla DDA, co wcale nie
                                        poprawia sytuacji naszej córki. Sory za ten bumerang - ale chyba to dobry
                                        przykład ile wnoszą specjaliści.
                                        • pesher Re: zostane sama.... 01.09.06, 22:27
                                          Kini,
                                          Kazdego czlowieka cos boli. Jak myslisz, ja nie mam zadnych ran z ktorymi musze
                                          zyc? Mam, ale wlasnie chodzi o to, ze MUSZE ZYC. Chociaz nie, nie muszesmile Ja
                                          chce zyc. A zeby sie nie zadreczac, musialam sobie dac rade z tymi ranami.
                                          Trwalo to troche, poltora roku, az w koncu zamknelam wszystko. Tez mam gorsze
                                          dni, ba, kazdy je ma. Wlasnie teraz przechodze bardzo zly okres. Wali mi sie
                                          wszystko na leb i ja juz fizycznie nie daje rady, nie mowiac o psychice. Co by
                                          bylo, gdybym jeszcze nie zamknela przeszlosci? Nie udzwignelabym tego
                                          wszystkiego..! Nie mialabym zadnych szans. Chciaz nawet teraz mam ciche
                                          marzenia o tygodniowym pobycie w ekskluzywnej izolatce wylozonej poduszkami od
                                          podlogi do sufitu na Srebrzyskubig_grin Ale ja wiem, ze musze byc silna. Nie tylko
                                          dla dziecka, jak sie czesto slyszy, bo moim dzieckiem ma sie kto zajac jakby
                                          mnie szlag trafil albo trafilabym do "uzdrowiska" na dluzej. Musze byc silna
                                          dla siebie, bo jeszcze tyle mnie czeka, tyle mam do zrobienia! Szkoda, ze nie
                                          umiesz sporzec na zycie w ten sposob, szkoda, ze nie umiesz cieszyc sie tym, co
                                          masz, a jedynie zadreczasz sie tym, co CZASOWO straciles.
                                          • kini_m Re: zostane sama.... 02.09.06, 00:51
                                            Pesher, czy Ty musisz mieć zawsze ostatnie zdanie?
                                            Jak umiesz sobie radzić to chyba dobrze....
                                            Coś straciłem CZASOWO... 3,5roku patrzenia jak zaczyna walić się nasza rodzina
                                            i prób odwlekania nieuchronnego, 2 lata rozłąki z córką i dreptania w sądzie, i
                                            będzie jeszcze kolejny z rok tego. Wiesz... tak, szukam jakichś sukcesów żeby
                                            gdzieś znaleźć radość. Odwaliliśmy w te wakacje kawał roboty w ratowaniu
                                            zabytków (zabytkowe stare cmentarze w górach) i wtedy gdy zobaczyłem
                                            dziewczynkę podobną do córki to pękłem. Do końca dnia nie mogłem nic przełknąć.
                                            Wróciłem z wakacji żeby przyjehać do sądu - 3 sprawy w ciągu tygodnia od
                                            teściowej i exi. Sama "słodycz". Jak to zamknąć za sobą??? Czy ja jestem jakiś
                                            pi.....ony Hiob? Wyjechałem jeszcze na tydzień żeby zmęczyć się czystym
                                            wysiłkiem, zedrzeć buty na ściankach. I nadal nie umiem się wbić w tego
                                            matrixa. Cały czas się boję, że nawet sąd mnie zredukuje do wymiaru wujka u
                                            własnego dziecka. Ale nie chcę myśleć tak jadowito o sądach jak inni walczący
                                            T, choć trudno już się przed tym bronić. Wiem... ja cały czas w kółko o tym
                                            samym.
                                            Pesher, jesteś wspaniała. Ty umiesz.
                                            Łatwiej by było gdybym urodził się ostatnim h....em. To by córka od urodzenia
                                            była przyzwyczajona do braku ojca. A tak połowa jej malutkiego życia przy boku
                                            taty, a druga połowa przy nie wiadomo jakich wymysłach matki czemu to nie może
                                            pójść do taty i z nim być.
                                            Teraz niedługo drugi raz do RODK który znowu przyklepie stanowisko matki
                                            (teoretyczne jej stanowisko o widzeniach co 2 tyg) i dalej nie zobaczę córki.
                                            I co ja za to mogę że nie umiem inaczej, jak o córce....
                                            Jak nie mogę istnieć dla niej, to po jaką cholerę po coś innego?
    • monsyl26 Re: zostane sama.... 16.08.06, 13:01
      Witajcie
      ja tez nie jest po slubie..bogu dzieki.Nie musze przynajmniej po sadach chodzic.
      Mojemu tez odbilo....dziecko bylo zaplanowane,na poczatku bylo wszystko ok.
      Do momentu kiedy komornik nie zajal mu wyplaty(jego mama zadluzyla mieszknie i
      jemu potracaja z wyplaty)dostaje 600zl miesiecznie.On pracuje cale
      tygodnie,swieta,soboty,niedziele.Wogole nie ma go w domu.To mi sie wydaje jeden
      problem a drugi to ten,ze nie chce mieszkac z moimi rodzicami.
      Ja sie martwie oto,ze nie bede miala co dac dziecku jesc,oplacic rachunki itp.
      Moze czasem marudze ale to chyba normalne.On zawsze mowi,ze w kolko gadam to
      samo i juz ma mnie dosc.
      Teraz wyjechal do swojej rodziny nie ma go juz chyba 3 tydzien....w tym czasie
      moje dziecko zachorowalo a on nawet nie ma zamiaru wracac.Nie rozumie go
      wogole.A Wy?
      Nie wiem tez czy kogos nie ma.wypiera sie ale czy mu wierzyc???
      Jest jak jest ale ja go chyba kocham.....albo to przyzwyczajenie....sama nie
      wiem.

      Jestem w wielkiej kropce.nie wiem co mam robic.Czasem mam dosc ale boje sie
      zakonczyc ten zwiazek.....a moze juz go nie ma!!!!


      • kini_m Re: zostane sama.... 30.08.06, 17:29
        monsyl26 napisała:
        > Mojemu tez odbilo....dziecko bylo zaplanowane,na poczatku bylo wszystko ok.
        > Do momentu kiedy komornik nie zajal mu wyplaty(jego mama zadluzyla mieszknie
        > i jemu potracaja z wyplaty)dostaje 600zl miesiecznie.On pracuje cale
        > tygodnie,swieta,soboty,niedziele.Wogole nie ma go w domu.To mi sie wydaje
        > jeden problem a drugi to ten,ze nie chce mieszkac z moimi rodzicami.
        > Ja sie martwie oto,ze nie bede miala co dac dziecku jesc,oplacic rachunki itp.
        > Moze czasem marudze ale to chyba normalne.On zawsze mowi,ze w kolko gadam to
        > samo i juz ma mnie dosc.

        Ojeju Monsyl, czyżby poszło o brak pieniędzy i o mieszkanie z rodzicami.
        Może spróbuj się przełamać. Bo to nie są rzeczy o które warto rozbijać rodzinę,
        nadwyrężać nerwy marudzeniem. (Choć czasem trudno inaczej.)
        Gdy trudno o pieniądze to po prostu trzeba przetrzymać trudny okres.
        ... nie pozwól aby strach wyeliminował cię z dalszej gry ...
    • lucynkkaa Re: zostane sama.... 16.08.06, 15:36
      ja tez jestem sama od jakiegos juz czasu i radze sobie smile
      • plochaczek Re: zostane sama.... 16.08.06, 16:22
        Wkraczam właśnie w ósmy miesiąc ciąży... Mąż zostawił mnie już w piątym..
        Przeniosłam się do rodzinnego miasta, nie miałam tam nikogo prócz znajomych,
        rozwód wkrótce na życzenie "męża".. Ślub wzięliśmy zaledwie rok temu, w czerwcu.
        Sama wychowywałam się bez ojca. Historia lubi się powtarzać. Dla mnie to
        tragiczna porażka, byłam głupia, naiwna..."wybrałam" sobie zupełnie nie
        odpowiedniego i nieodpowiedzialnego człowieka.Bardzo to boli.. i boję się o
        przyszłość mego synka. Nie wiem jak to będzie wszystko wyglądało.. Jakto sie na
        nim odbije. "Mąż" nie interesował się ciążą, nie interesuje się nadal.
        Zafundował mi w trakcie ciąży wiele łez i nerwów. Mam tu rodzinę na którą na
        szczęście mogę liczyć. Ale to nie to samo co dobry mąż i tatuś. Mam tak wiele
        obaw. Staram się mysleć pozytywnie ale to dość trudne. W trakcie urlopu
        wychowawczego bedę szukać nowej pracy, nie wyobrażam sobie powrotu do starej
        gdzie pracowalibyśmy nadal razem.. Dziecka nie żałuję, bardzo go pragnęłam i nie
        mogę sie już doczekac rozwiązania. Tylko boje sie co mu powiem jak zapyta o
        tatę.. Prawda jest najlepsza, mam nadzieję że zrozumie. Za pół roku skończę 30
        lat. Podobno życie zaczyna się po trzydziestce! Oby...
    • moni3333 Re: zostane sama.... 27.08.06, 20:05
      Moj maz wyproadzil sie 2 miesiace temu. Ale wlasciwie od kilku lat bylam sama
      nie interesowal sie mna. nauczylam sie wszystko robic sama a teraz dopiero moge
      prosic o pomoc sasiada lub tate zeby mi np cos naprawili (wczesniej wstydzilam
      sie bo moj lezal na kanapie i odpoczywal po pracy!). Niestety drecza mnie mysli
      ze juz zawsze bede sama a mam dopiero 33 lata, ale coz moze ktos nas jeszcze
      pokocha . staram sie nie tracic nadzieji.
      Musimy byc dzielne dla naszych dzieci! Staram sie nie myslec o nim, kupilam
      ksiazke do nauki wloskiego w 4 tyg., robie bizuterie z koralikow albo szaliki
      na szydelku (!!!??? po co?)
    • megan26 Re: zostane sama.... 30.08.06, 15:45
      ja też czsami myślę że nie dam rady ale chyba trzeba sie starać bo mamy coś co
      jest najcenniejsze na ś wiecie czyli dziecko
    • luna67 Re: zostane sama.... 30.08.06, 22:15
      Dziewczyny prawie sie rozplakalam czytajac was, bylam w podobnej sytuacji z
      trojka dzieci po 17 latach malzenstwa, mialam wtedy 33 lata, a bylo to 5 lat
      temu. Cierpialam bardzo, bez pracy, bez rodziny, dzieki Bogu, ze mam wspaniala
      Ex tesciowa z ktora do dzisiaj mam bardzo dobry kontakt.
      Na poczadku bylam zalamana, pomimo, ze to ja zarzadalam rozwodu, uzalalam sie
      nad soba, balam sie samotnosci (pomimo, ze jestem atrakcyjna kobieta), ale po
      pewnym czasie jak zaloba po mezu zbladla, podnioslam sie, pogrzebalam
      wspomnienia i zabralam sie za moje zycie. Obrocilam je do gory nogami, domowa
      kuchta przepoczwazyla sie w atrakcyjna kobiete z duzymi perspektywami zawodowymi
      na ktore ciezko pracowala. Po roku poznalam wspanialego mezczyzne (naprawde
      wysnionego, mozecie mi wiezyc czy nie) z ktorym jestem bardzo sczczesliwa, za
      ktorego oddalabym zycie a on za mnie.
      Jak was czytam to widze, ze jestescie jeszcze takie mlode, zycie przed wami.
      Nic nie dzieje sie bez przyczyny, jakby moje malzenstwo sie nie rozwalilo, to
      bym mojego aniola nigdy nie poznalawink, kiedys musze zaniesc kwiaty bylej
      kochance mojego EXsmile)))

      Zycze wam wszystkim wszystkiego naj..., najlepszego, i glowa do gory, badzcie
      dzielne dla waszych dzieci bo to najwiekszy skarb.
      • bsl jakbym czytała siebie :) 31.08.06, 17:37

    • monsyl26 Re: zostane sama.... 31.08.06, 12:40
      Witajcie
      Hmmmm...nie wiem co napisac.Ostatnio sie troche poklocilismy.Nie wraca do domu
      juz 2 dzien.Czasem napisze sms,ale.....
      Dzis mu napisalam,zeby sie zastanowil czy chce byc z Nami jak nie to trudno i
      trzeba sobie ulozyc zycie na nowo.Nie chce tego ale nie bede go zmuszac do
      niczego i nie chce sie denerwowac kazdego dnia.
      Trudno musze to jakos przezyc.Bedzie ciezko to wiem.
      Czytam na forum i widze,jak duzo kobiet daje sobie rade bedac tylko z dziecmi.
      Wiec ja tez musze dac sobie rade.
      Alez jestem madra jak to pisze.Gorzej bedzie jak naprawde zostane sama.

      trzymajcie kciuki
      Pozdrawiam
      • helga1970 Re: zostane sama.... 31.08.06, 21:31
        ale kochana poradzisz sobie
        naprwade najgorzej to niesc taki balast na plecqach
        • magda8222 Re: zostane sama.... 31.08.06, 23:41
          Była miłość, było szczęście, były nadzieje, bo była rodzina, nagle facet
          zostawia dla innej kobiete z dzieckiem, kobiete której kiedyś obiecywał i
          przysięgał przed ołtażem, bądź sama kobieta odchodzi bo ma dość bycia ofiarą,
          dochodzi do wniosku że dla dziecka jednak lepiej jest gdy nie słyszy wulgarnych
          słów i nie widzi jak tatuś bije mamusie, lepiej jest mieć jedno z rodziców ale
          niech widzi radość na jego twarzy, dlatego dobrze robicie że odchodzicie albo
          że on odchodzi, lepiej nie męczyć się w związku gdzie jest przemoc fizyczna i
          psychiczna, kobiety są wrażliwsze od mężczyzn moim zdaniem, a oni wiedzą
          dokładnie jak to wykorzystać, także trzymajcie się dziewczyny, będzie już tylko
          lepiej, przecież muszą być na tym świecie jacyć fajni faceci, którzy potrafią
          kochać i wspierać nas, tak jak na to zasługujemy, pomyślcie że zawsze mogło być
          gorzej, mąż mógł się okazać psychopatą, mógł zostawić was, nie intresować się
          dzieckiem a po jakimś czasie próbować je odebrać wszelkimi dosłownie sposobami,
          a tak naprawde mogło mu chodzić tylko o zniszczenie swojej żony, dla której
          dziecko jest wszystkim więc najłatwiej je właśnie wykorzystać, kobiety takie
          nie mają spokoju przez długie lata, nie macie pojęcia jacy mężczyźni potrafią
          być wyrachowani i podli, a najgorsze że z zimną krwią wykorzystują do swoich
          rozgrywek niewinne dziecko, bo wiedzą że matke to najbardziej zaboli, także
          cieszcie się że wasi mężowie czy też jedynie ojcowie waszych dzieci zapomnieli
          o was, to straszne co pisze ale taka prawda, ja nie miałam tyle szczęścia... i
          pewnie spokoju też jeszcze długo nie zaznamy z moją córeczką sad
          A miało być tak pięknie... crying
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka