Dodaj do ulubionych

spotkania z tatą

IP: *.* 22.06.02, 22:20
Nie jestem samotną matką (jeszcze), ale jestem ponad trzydziestoletnim dzieckiem, które było wychowywane tylko przez matkę.Dziewczyny! Proszę Was nie stwarzajcie problemów z odwiedzinami ojców. Dzieciom jest to bardzo potrzebne. Może nie wszystkim (moja siostra sobie z tym poradziła, ja do tej pory potrafię wpadać w depresję, że tata się z nami nigdy nie spotykał, że mam tylko jedno wspomnienie z nim związane, bo miałam dwa lata gdy nas zostawił). Zdaję sobie sprawę, że jest to trudne, ale pamiętajcie o dzieciach, obserwujcie je i próbujcie zrozumieć. Tyle rzeczy chciałabym Wam napisać i nie potrafię, ale jeśli macie jakieś pytania, to służę radą, lub podpowiedzią. Najważniejsze, żebyście były szczęśliwymi matkami (ja niestety takiej nie miałam)Gocha
Obserwuj wątek
    • Gość: Ika Re: spotkania z tatą IP: *.* 22.06.02, 22:38
      Gosiu...Tu raczej żadna nie odmawia tego kontaktu. Tu na ogół ojcowie się wypinają na własne dziecko. I najwyżej MÓWIĄ (ale tylko mówią), że oni to by chcieli......Pozdrawiam :)
    • Gość: bridgett Re: spotkania z tatą IP: *.* 23.06.02, 15:03
      Cześć Gosiu,serdeczne dzięki za Twój post. Odczucia osoby, która kiedyś była w położeniu naszych dzieci jest cenne, przynajmniej dla mnie. Gosiu, mnie interesuje ten aspekt bycia szczęśliwą bądź nieszczęśliwą matką. Jeśli nie uda mi się być sczęśliwą matką, to co jest w tym trudne dla dziecka, czy mogę sama uniknąć jakichś zachowań wobec dziecka, a może to tylko subiektywne odczucie dziecka? Dlaczego uważałaś, że Twoja Mama nie jest szczęśliwa? Ja w sumie mmimo rozwodu i tego, że jestem na razie bez partnera uważam się za dość szczęśliwą osobę, mimo okresowych dołków czy róznych problemów. Ale może moje dziecko tak nie uważa??Jak byś mogła napisać parę słów na ten temat?Pozdrawiam serdecznieMonikaS
      • Gość: mala-gocha Re: spotkania z tatą IP: *.* 23.06.02, 21:19
        Moja mama zawsze narzekała na swój los. Nie pogodziła się z odejściem ojca. Było jej bardzo ciężko (co dobrze z siostrą rozumiałyśmy) i cały czas o tym mówiła. Nie zauważała dobrych stron samodzielnego wychowywania dzieci, nigdy o tym nie mówiła. Poświęciła się dla nas, ale też zawsze nam to wypomina. Teraz niestety wtrąca się w nasze małżeństwa i w sposoby wychowywania naszych dzieci. Nie rozumie, że małżeństwo to kompromis. Nie zawsze zgadzam się z tym jak postępuje mój mąż z dziećmi, ale to wcale dla mnie nie znaczy, że tak nie można wychowywać. Dla niej jest to nie do przyjęcia, że na to pozwalam (a niby co mam zrobić rozwieść się, bo np. zbyt długo byli na spacerze?)I jeszcze jedno, mama zawsze uważała, że nie powinna się z nikim łączyć ze względu na nas. Nigdy nie zdawała sobie sprawy, nie zauważyła, ani przez myśl jej nie przeszło, że ja potrzebuję ojca (niekoniecznie biologicznego). Tu wracam do jej poświęcenia i pretensji, że teraz tak mało czasu jej poświęcamy, "a przecież ona..."A tak naprawdę, to ja chyba zawsze potrzebowałam pomocy psychologa, bo zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy wyolbrzymiam.PozdrawiamJeśli ktoś chce, to można do mnie też pisać na adres mailowy
    • Gość: MartusiaBe Re: spotkania z tatą IP: *.* 24.06.02, 12:24
      Gocha,Większość z nas naprawdę nie utrudnia kontaktów. Ja ojca mojego dziecka ozłociłabym gdyby zechciał spotykać się z naszym dzieckiem. Ale nie mam też zamiaru błagać Go o to - nie to nie. Przykro mi, iż masz takie złe wspomnnienia. Wiesz ale może Twoja Mama wyjątkowo to przeżyła. Znam sporo z nas samotnych matek i jesteśmy nieco inne. Nie należymy do grona płaczących i smętnych. Ja przynajmniej wciąż widzę sporo wspaniałych chwil do przeżycia i cieszę się wieloma drobiazgami. Tą radością mam zamiar zawsze dzielić się z moim dzieckiem i dziećmi mojego dziecka :).To dobrze, że napisałaś - przypominasz nam o tym , iż dziecka nie warto obarczać naszym rozgoryczeniem lub nienawiścią (którą sporo z nas odczuwa w stos. do tatuniów). Nie jestem psychologiem ale może porozmawiaj ze swoją Mamą prawdopodobnie wielu Twoich uczuć jest zupełnie nie swiadoma a szczera rozmowa może wiele ułatwić. Trzymaj się cieplutko
      • Gość: lena28 Re: spotkania z tatą IP: *.* 25.06.02, 08:09
        Do MartusiaBeZ jednej strony piszesz, że ozłociłabyś ojca swego dziecka gdyby się z nim spotykał a z drugiej strony piszesz, że nie będziesz go o to błagała. Może zamiast błagać lepiej byłoby porozmawiać z nim? Może problem nie jest w ojcu dziecka tylko w Tobie? Sama piszesz cyt.: „przypominasz nam o tym , iż dziecka nie warto obarczać naszym rozgoryczeniem lub nienawiścią (którą sporo z nas odczuwa w stos. do tatuniów)”. Wynika z tego, że to właśnie między innymi Twoja nienawiść do ojca dziecka powoduje problemy ze spotkaniami. Powinnaś baczniej sobie się przyjrzeć nim zaczniesz innych osądzać.
        • Gość: MartusiaBe Re: spotkania z tatą IP: *.* 25.06.02, 08:34
          Jestem daleka od oceniania kogoklowiek. Ocenę pozostawiam ludziom bardziej do tego chętnym. A co według Ciebie powinnam zrobić - uklęknąć przed nim i go o to prosić?. Skoro tyle razy próbowałam z nim o tym rozmawiać i tłumaczyłam Mu, że krzywdzi nasze dziecko, płakałam, itd i nic. To co? A i wiesz ja Go nienienawidzę - ten etap mam jeszcze przed sobą ja go wciąż kocham bez wzgl. na wzgląd. Znienawidzę Go dopiero na rozprawie sądowej. Nie oceniaj innych i ich uczuć skoro ich nie znasz :). Napisałam, iż sporo z nas nienawidzi bo parę samotnych mateczek znam... nie mówiłam jeszcze o sobie - skąd ten wniosek :)?
        • Gość: bridgett Re: spotkania z tatą - dp leny28 IP: *.* 25.06.02, 18:21
          Cześć,wiesz, do małżeństwa i też do dbania o dziecko potrzeba dwojga a przede wszystkim chęci z obu stron, a nie tylko z jednej. Oboje partnerzy są odpowiedzialni za swoje małżeństwo (to w odniesieniu do innego Twojego postu) i jakieś dziecinne granie na nerwach temu drugiemu, bo "mi jest źle i nie mam ochoty na rozmowy i starania" to niedojrzałość i nieodpowiedzialność. To amo dotyczy dziecka. Oboje partnerzy są rodzicami, niezależnie od tego czy są razem czy nie, i oboje powinni się poczuwać do odpowiedzialności za swoje dziecko - czyli do zainteresowania nim, dbania o nie, obdarowywania miłościa itp, itd. I wyobraź sobie, że nie zawsze można się dogadać. Czasami potrzeba na to więcej czasu, czasami dojrzałości. Błaganie tatusia o spotkania z dzieckiem to tylko fundowanie dziecku niepotrzebnych złudzeń. Kochający ojciec będzie odwiedzał swoje dziecko, niezależnie od tego, czy jego partnerka patrzy na niego koso czy łaskawym okiem. Wszystko inne to wymówki tatusia.A tak w ogóle to witaj na forum. MonikaS
          • Gość: MartusiaBe Re: spotkania z tatą - do Bridgett IP: *.* 26.06.02, 10:00
            Oboje rodzice są...Dzięki za te słowa. Po poście Leny całą noc nie przespałam - doszukiwałam się swojej winy. Obwiniałam za każde przykre słowo wobec Niego. Ale o 5.00 doszłam do wniosku, że nie ma mojej winy. Odrzucił i moją miłość i moją przyjaźń i nasze dziecko. Nie mam czego w sobie doszukiwać po prostu nie chciał i tyle i nic by nie pomogło. Każdy mężczyzna wie ze tak naprawdę niewiele trzeba byśmy z nimi były :0 zwłaszcza gdy kochamy - On po prostu nie chce mieć dodatkowych komplikacji - naszego dziecka. I wiecie co - myślałam, że to wszystko już jest za mną , że przezyłam, ale widzę iż przed nami ( mną i maleństwem ) jeszcze długa droga. Pewnie, w niektórych sytuacjach mogłam postąpić inaczej. Wiem, że się wahał mogłam coś wtedy zrobić ale bałam się, że za jakiś czas i tak odejdzie lub inaczej skrzywdzi. POnadto prawdopodobnie nie jest łatwo ze mną być jestem wymagająca i kieruję się często fałszywym poczuciem godności. Ale nikt nie jest idealny. A bycie ze mną i widywanie dziecka to dwie różne sprawy!!! Nie musi być ze mną , ale odrzucać własne dziecko ... I wiem, że jeżeli tylko będzie chciał zobaczyć dziecko to Mu na to pozwolę zawsze i nie spojrzę krzywym okiem i odzyskam wiarę w ludzi.Częściowo zagojone rany ponownie bolą jak diabli a mi się chce wyć. Ale mam dla kogo żyć i cieszyć się naszym malutkim światkiem . Zyciem matki która wciąż wierzy, że będzie dobrze Jej dziecku, że juz jutro świat odzyska barwy przecież jest tyle fajnych rzeczy na świecie.Nawet jeżeli tata mojego dziecka nie chce znać własnego dziecka to wiem, że mam tyle do zaoferowania, iż dziecko to będzie szczęśliwe. A jestem winna tylko temu że Go pokochałam zaufałam dopuściłam do swojego życia ale i tak ponownie zrobiłabym to samo bo było warto bo mam wspaniałe wspomnienia i wspaniały owoc naszej miłości . Zresztą sama już nic nie wiem . Jestem lekko zagubiona :(
    • Gość: Scully Re: spotkania z tatą IP: *.* 24.06.02, 17:08
      Witam, mysle, ze uwagi osoby doroslej, ktora przezyla brak ojca jako dziecko sa bardzo cenne i czytalam je z duzym zainteresowaniem. nie moge sie jednak oprzec wrazeniu, ze twoj problem dotyczy matki, ktora cale zycie narzekala na brak ojca i obarczala was-dzieci odpowiedzialnoscia za niemoznosc zwiazania sie z innym mezczyna. na pewno matka nie zastapi dziecku ojca ale na pewno moze byc szczesliwa bedac samotna i ofiarowac to szcescie dziecku - zfrustrowana matka, zarowno z mezem jak i bez niego nie jest w stanie ofiarowac niczego.pozdrawiam
      • Gość: eBeata Re: spotkania z tatą IP: *.* 22.07.02, 09:09
        A o co ja mam żal do mamy? Rodzice rozwiedli się gdy miałam lat kilkanaście, z ojcem nadal się widywałam. Więc aż tak bardzo mi jego nie brakowało. Mama nie związała sie z nikim po raz drugi. Nie o to mam żal, ale o to, że podczas rozmów powtarzała, ze niechce z nikim się wiązać, nie potrzebuje mężczyzny w domu, jest jej dobrze tak jak jest po co nowe problemy itp. I w ten sposób podświadomie przekazała mi, że mężczyzna wcale nie jest tak bardzo niezbędny. Że samej kobiecie jest lepiej, wygodniej. Nie mówiła nigdy o dobrych stronach bycia z mężczyzną. Jestem wykształcona, samodzielna i spaczona. Co jeszcze. Urodziła mnie gdy miała 20 lat. Opierając się o własny przykład powtarzała, że ze ślubem nie należy się śpieszyć, lepiej sobie "pożyć" póki człowiek młody. Tak jakby ślub był jednoznaczny z urodzeniem dzieci i niemożnością "życia". Może dlatego do tej pory odczuwam strach przed słowem ślub?To są moje uwagi i piszę je abyście dziewczyny nie spaczyły swoich dzieciaków. Jej, jak trudne jest wychowywanie naszych maluchów, gdy życie rodziców nie było "książkowe". Mamy tyle naleciałości, jak je rozpoznać? Jak nie przekazać dziecku? Uff...Pozdrawiam was mocno.BeataCo jeszcze. Mama nigdy nie powiedziała złego słowa o tacie /chociaż powody były/. Prawdę poznałam jako osoba dorosła. Z perspektywy czasu sądzę, że dobrze zrobiła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka