uzurpatorka1
10.05.07, 19:30
Oto ja: mama samodzielna. 26 lat, 7 miesieczne dziecko. Niezamezna,
nierozwodka, panna. Wykształcona, pracujaca. Utrzymujaca sie sama.
Z tatą dziecka byłam 4 lata. Rozeszlismy sie 5 miesięcy temu.
Tata z klasą. Facet wykształcony, facet po 2 kierunkach, facet od mamy
starszy. Facet dobrze zarabiający. 'Dzentelmen'. Dbajacy o dom i rodzine.
Odpowiedzialny.
Dziecko-wpadka. Cholerna wpadka. Przestalam lykac pigulki. Mialam miesiac
przerwy od antykoncepcji..
Nasz zwiazek byl zwiazkiem z zalozenia niezozbowiazującym. Nie byl 'luźny'.
Bylo wygodnie, milo. Żadne tam sluby, chociaz bylam 'dumna', ze niby tak 'bez
przymusu', a dlugo jednak.
Ciąża mnie podlamala. Mialam jakies zapasci psychiczne. Ten stan, to nie dla
mnie. Cala radosc istnienia ze mnie uszła. Ten moj 'frywolizm',
spontaniczność, przedsiebiorczosc, zaradność, planowanie. Wszystko, za co
siebie szanowalam. Przestalam byc dumna. Z siebie.
Nasz styl zycia nie pasowal do tego, by stac sie rodzina. Moglismy jakos
udawać, bawic sie w dom, byc kulturani i mili. Ale to nie my.
Bylam ciagle zmeczona, nie wchodzilam w ubrania, bez kontaktu z ludzmi.
Przestalam czuc sie zadbana. Mialam wrazenie, ze wszyscy mnie wyprzedzaja, a
ja stoje w miesjcu i nic ode mnie nie zalezy. Dni sie repetowaly. A
moze 'ripitowaly'. Mama pelna para.
Jakos nam nie pasowało. Nie mieskzalismy nigdy wspolnie. Ja mialam
miekszanie, ale chcialam byc w nim sama.
Decyzja o rozstaniu okazala sie 'lekką'
Jestlepiej: wielki powrot do pracy, aktywne spedzanie czasu, super-
porozumienie z eksem, genialne dogranie sie. Eks nie placi alimnetow-ale dla
dobra dziecka przyszlosci zgodzil sie na zasadzenie alimnetow w kwocie
1000zl, ktorych nie egzekwuje. Sa na papierze i w razie czego-moge oddac
tytul do komornia. Skoro sie zgodzil na taki uklad-pewnie nigdy nie bede
musiala..
Zabiera dziecko do siebie, dzieckiem sie swietnie zajmuje, dziecko go bardzo
lubi. Jego rodzina bardzo MI pomoga-moja zawiodła

Nie mam problemu z
opiekunka-bo jest jego mama, nie mam problemu z zakupami, bo on je zrobi-
wystarczy wyslac smsa. Zabiera dziecko na weekendy. Potrafi przyjechac
raniutko-o 5 i dziecko zabrać, zebym ja mogla spac!(sytuacja kryzysowa).
O pieniadzach nie rozmawiamy. Pieniedzy na dziecko nie daje-wszystko czego
dziecku potrzeba kupuje sam. Wczoraj dziecko dostalo kamere z lustrzanka, o 2
dni wczesniej zaproponowanalm mu, zebysmy sie zlozyli i ja kupili, bo fajnie
byloby ją uwieczic. Po prostu na to przystał.
Gdy jestem przmeczona, chce gdzies wyjsc, dziecko jest marudne, w kazdej
chwili przyjedzie-dziecko zabierze do siebie, do swojej mamy. Wszystko mozna
z nim uzgodnić, prawe nigdy sie nie klocilismy. Jesli chodzi o dziecko-
wszystko zalatwiamy na drodze dialogu, zawsze 'dla jego dobra'.
Ale byc razem nie mozemy!!