Dobro dzieci ponad wszystko??

04.04.08, 17:02
Nie dogaduje się zupełnie z moim mezem. Prawde mówiąc to ciagle sie kłocimy, mąz wogole nie przyklada sie do domowych obowiazków, ciągle wychodzi z kolegami na piwo i mecze. Ja siedze sama z dziecmi. Czesto jest dla mnie chamski i niemiły, co jakis czas uciekam ze starsza córka do mamy. Problem jest w tym ze maz nie chce mi oddac młodszego dziecka (synek ma 3tyg.), a wiem ze on sie nim nie bedzie umiał zając wiec wracam.... Nie mam juz siły... Stracilam nadzieje ze uda sie cokolwiek wyprostowac.
11.05.2005 Emilia
14.03.2008 Maksymilian Achilles
    • bsl Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 17:20
      bedę czepialska
      uciekasz z ze starsza corką , zostawiasz 3 tyg dziecko ?
      twój mąz nie pracuje ? nie mozesz zabrac dzieci i isc do mamy w
      czasie kiedy jest w pracy ?
      • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 17:29
        tak, zostawilam je 2 razy na ok 2-3godz. nie moglam wytrzymac i wracałam. Wiem ze okropna ze mnie matka, ale juz poprostu nie mogłam zniesc tych kłotni...
        Boje sie zabrac dziecko bez jego wiedzy, bo maz jest strasznie nerwowym i narwanym człowiekiem...
        • bsl Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 17:31
          ja cię nie osądzam , tylko pytam
          a co Ci zrobi jak sie wyprowadzisz z dziecmi do mamy ?
          • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 17:32
            przyjdzie, bedzie sie awanturował, bedzie chciał zabrac dziecko siłą
            • kicia031 Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 21:45
              To wezwiesz policje.

              Czy maz stosuje wobec ciebie przemoc?
              • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 22:00
                Wobec mnie nie, ale czesto w furii uderza piesciami o sciany, drzwi itp. rzuca przedmiotami, kopie w co popadnie....
                • bsl Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 04.04.08, 23:39
                  to uciekaj, zanim albo Tobie albo dzieciom stanie sie krzywda !!!!
                  • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 07:51
                    Będę wredna (żeby ie było że piszę tylko wątki o "motylkach")

                    Wytłumacz mi ale tak łopatologicznie bo nie rozumiem
                    GDZIE TU JEST DOBRO DZIECI???????? W którym miejscu? W tym, kiedy
                    widzą ojca furiata i się go boją, czy w tym, kiedy uciekasz z córka
                    do matki? Ach, a może w tym, kiedy córeczka widzi Cię znerwicowaną,
                    a Maluszek do takiej Ciebie się przytula i wyczuwa Twój nastrój, jak
                    barometr. Tak, faktycznie, na pewno wtedy czują się dobrze. Raj
                    normalnie. A już szczytem marzeń dla 3 latki jest widzieć jak tatuś
                    rzuca pod domu czym popadnie i wali pięściami w ścianę.
                    Wybacz, jest mi bardzo przykro, że tak Ci się w życiu dzieje ale
                    z całym szacunkiem Twoje zachowanie jest głupie i nieodpowiedzialne.
                    Zostań z nim, pewnie tylko potem nie zdziw się jak pięść zamiast na
                    ścianie, wyląduje na Twoim nosie. I rozumiem też będziesz to znosić
                    dla "dobra dzieci".
                    Zamiast wziąć tyłek i dzieci w garść, przenieść się na trochę do
                    matki, jak przyjdzie, wezwać policje i złożyć doniesienie, i
                    zapewnić dzieciom NORMALNE warunki życia i rozwoju.
                    Boszzz nigdy tego nie pojmę może chlać, może lać, może mieć
                    wszystko na około w d...pie, ale żeby był.
                    Wrrrrrrr

                    Wkurza mnie coś takiego niezmiernie, ale z całego serca życzę Ci
                    samozaparcia i odwagi. Bo właśnie tego Ci brakuje.

                    Pozdrawiam serdecznie.
                  • braktalentu Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 08:31
                    Czy wezwanie policji przyniesie jakiś skutek? I co dalej? Bo,
                    oczywiście macie rację. Na miejscu autorki, ja też zabrałabym dzieci
                    i uciekła natychmiast. Ale poza ograniczeniami natury psychicznej
                    (uwolnienie się od prześladowcy) bałabym się tego co dalej w sensie
                    formalnym. Tzn. autorka z dziećmi do matki. Przyjeźdża mąż i ojciec
                    i informuje, że przyjechał po synka. Nawet jeżeli wezwana policja
                    stwierdzi, że krzyczy, to nadal pozostaje ojcem, który przyjechał po
                    swoje UPROWADZONE przez matkę dzieci. Wyobraźmy sobie sytuację
                    odwrotną. Ubliżająca mężowi, nie panująca nad emocjami matka
                    doprowadza ojca, do ucieczki z dziećmi. Czy sądziecie, że
                    jakakolwiek policja stanie po stronie rodzica-uciekiniera, gdy to
                    drugie "doprowadzone do skrajnej rozpaczy" urządzi scenę pod
                    drzwiami?

                    Jak to działa? Co po przyjeździe policji? Czy policjanci mogą
                    stwierdzić na miejscu, że ojciec stanowi zagrożenie dla dzieci i
                    pozwolić im pozostać z matką?

                    Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dziewczyna powinna wiać gdzie
                    pieprz rośnie, ale fajnie, żeby zabrała się za to z głową.
                    Czy ktoś, kto ma taką ucieczkę od tyrana za sobą, mógłby przybliżyć
                    sprawę od strony "proceduralnej". Łatwiej podjąć decyzję, gdy
                    człowiek wie na czym mniej więcej stoi.
                    • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 08:41
                      Upieram się jednak przy tym, że nie należy bać sie na zapas. Co
                      będzie gdy.... A może nie będzie? I nie ma co się zastanawiać nad
                      sytuacją odwrotną, bo taka tu nie istnieje.

                      Czy policjanci mogą
                      > stwierdzić na miejscu, że ojciec stanowi zagrożenie dla dzieci i
                      > pozwolić im pozostać z matką?

                      Ojciec jest niebezpiecznym furiatem i żadna policja nie weźmie 3 tyg
                      dziecka i nie poda awanturującemu się ojcu na ręce "Masz biedny
                      poszkodowany Ojcze, wydzierający się pod drzwiami swojego
                      dzidziusia". No proszę Cię, może mamy mało myślącą władzę, ale bez
                      przesady. Zakładam, że i w nich drzemią pokłady ogólnie rozumianej
                      wyobraźni.
                      Co do ograniczen "natury psychcznej" - pominę milczeniem. No może
                      po swojemu powiem, że potem są wielkie programy w telewizji, że
                      pobił, że zabił a miało być tak pięknie.
                      Na mijescu autorki zwiewałabyć - ja też, że nie zastanawiałabym
                      się nad tym ani chwili dłużej.

                      >> Łatwiej podjąć decyzję, gdy
                      > człowiek wie na czym mniej więcej stoi

                      Pewnie, że łatwiej ale nikt nigdy nikomu nie obiecywał, że będzie
                      łatwo. I tu owo DOBRO DZIECI jest najważniejsze.

                      No smile)
                      • braktalentu Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 09:32
                        > Upieram się jednak przy tym, że nie należy bać sie na zapas. Co
                        będzie gdy.... A może nie będzie?

                        Autorka postu, bądź, co bądź zna swojego męża lepiej niż my i
                        zakłada, że jednak, "coś będzie". Spodziewa się, że ojciec po
                        dziecko przyjedzie i będzie je usiłował odebrać w ten lub inny
                        sposób.

                        Ojciec jest niebezpiecznym furiatem i żadna policja nie weźmie 3 tyg
                        > dziecka i nie poda awanturującemu się ojcu na ręce "Masz biedny
                        > poszkodowany Ojcze, wydzierający się pod drzwiami swojego
                        > dzidziusia". No proszę Cię, może mamy mało myślącą władzę, ale bez
                        > przesady. Zakładam, że i w nich drzemią pokłady ogólnie rozumianej
                        > wyobraźni.


                        I tu się różnimy. Ja zakładam, że w przypadku policji przepisy mają
                        większe zastosowanie niż zdrowy rozsądek. Ojciec może być furiat,
                        ale to nie znaczy, że idiota. Wystarczy, że sam przyjedzie z policją
                        po swoje dziecko, a frustrację wyładuje po odjeździe mundurowych,
                        już z dzidziusiem w ręku.
                        A może mogą zabrać dzieci do placówki opiekuńczo wychowawczej?

                        > Na mijescu autorki zwiewałabyć - ja też, że nie zastanawiałabym
                        się nad tym ani chwili dłużej.
                        Pewnie, że łatwiej ale nikt nigdy nikomu nie obiecywał, że będzie
                        > łatwo. I tu owo DOBRO DZIECI jest najważniejsze.

                        A ja postarałabym się najpierw dowiedzieć jak mogę ochronić siebie
                        i dzieci SKUTECZNIE, po to, żeby nie narazić ich na kolejne stresy.
                        Żywię głębokie przkonanie, że najlepiej o dobro dzieci zadba matka
                        myśląca w perspektywie dłuższej niż najbliższe 24 godziny.



                        • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 09:38
                          oczywiście masz racjesmile

                          acz mało perspektywiczne było zachodzić w drugą ciąże z takim
                          gagatkiem. Ale to juz inna historia.
                        • braktalentu Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 10:14
                          Dodajmy to tego jeszcze, jak łatwo z przerażonej kobiety zrobić
                          wariatkę.

                          Ojciec: Panowie, żona mi kolejny raz z domu uciekła. Do tej pory,
                          zostawiała synka i wracała po kilku godzinach, ale dwa dni temu
                          zabrała dwoje dzieci i chyba ukrywa się u matki. Proszę, pomóżcie.
                          Kobieta w połogu, hormony Jej szaleją. Może to depresja poporodowa.
                          Jak nie chce wracać do domu, to trudno, ja poczekam, ale żeby
                          dzieciom czego w tym stanie nie zrobiła. Najbardziej boję się o
                          malucha, bo Ona Go chyba odrzuca. Do tej pory jak uciekała to bez
                          Niego.

                          Policja: Czy Pani czuje się zagrożona przez męża
                          Matka: Tak
                          Policja: A dlaczego?
                          Matka: "bo mi w domu nie pomaga, chodzi z kolgami na piwo i na
                          mecze, urządza awantury i wyzywa mnie przy dzieciach"
                          Policja: Uderzył Panią?
                          Matka: Nie, kopnął w szafkę i walił pięściami w ściany
                          Ojciec: Wróciłem po 10 godzinach z pracy. W domu jak zwykle chlew.
                          Zapytałem o obiad. Żona zaczęła krzyczeć, że nie ma siły, że Jej nie
                          pomagam, że jestem furiat. Faktycznie, nazwałem ją leniwą, głupią
                          krową. Może nawet rzuciłem więcej mięsa. Potem trasnąłem drzwiami od
                          lodówki, walnąłem pięścią w ścianę i poszedłem na obiad do baru
                          mlecznego. Jak wróciłem kobity i dzieci nie było. Szukałem Jej u
                          matki, ale powiedziała, żebym sobie poszedł, bo dzieci i tak nie
                          zobaczę. Nie wiem, co robić. To chyba jednak depresja poporodowa? A
                          jeżeli skrzywdzi dzieci?

                          • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 10:21
                            Kurcze, masz talent smile)

                            Jak dobry serial obyczajowy smile) Ale tu dość optymistycznie
                            zakładasz, że owy "wzór męża" odznacza się inteligencja tongue_outP
    • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 11:39
      Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Tz. to nie jest tak ze maz cały czas chodzi i napieprza w sciane, tak jest jak sie kłocimy... Chodzi głownie o to ze ja nie czuje sie przy nim szczesliwa... Tylko nie wiem czy swoje szczescie powinnam nadkladac nad dobro rodziny i odejsc czy ratowac to małzenstwo. Na mame raczej liczyc nie moge. Gdybym zabrala dzieci to maz załozy mi sprawe o opieke nad Synem, ja nie mam ciekawej przeszłosci. Leczylam się psychiatrycznie przez 1,5roku, kiedys (kiedy bylam nastolatka) mialam konflikt z prawem, to wszystko jest juz za mna ale maz napewno wyciagnie takie rzeczy w sadzie i moga na tej podstawie ograniczyc mi prawa do dziecka....
      • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 11:41
        Tylko nie wiem czy swoje szczescie powinnam na
        > dkladac nad dobro rodziny i odejsc czy ratowac to małzenstwo.


        Błagam, powiedz mi gdzie widzisz owo "dobro rodziny"?
        • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 11:43
          wszyscy mi mowia ze dzieci powinny wychowywac się w pełnej rodzinie czyli przy mamie i tacie, wiem ze napewno nie w takiej atmosferze jak my im fundujemy w naszym domu, ale gdybym ja ustapila, siedzial cicho, nie narzekala ze maz wychodzi, pije itp, to nie bylo by tych kłotni...
          • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 11:46
            moniczkalovemax napisała:

            > wszyscy mi mowia ze dzieci powinny wychowywac się w pełnej
            rodzinie czyli przy
            > mamie i tacie, wiem ze napewno nie w takiej atmosferze jak my im
            fundujemy w na
            > szym domu, ale gdybym ja ustapila, siedzial cicho, nie narzekala
            ze maz wychodz
            > i, pije itp, to nie bylo by tych kłotni...

            ale teraz to żartujesz, prawda???

            może jeszcze wejdziesz pod stół, kiedy Pan wraca do domu?

            Moje dziecko ma pełna rodzine a "gadżet" w postaci ojca durnia
            jest nieobecny
      • braktalentu Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 11:57
        Przemyśl, mimo szalonej burzy jaka tu się za chwilę rozpęta i mimo
        padających oskarżeń "wyrodna matka", itp., czy w razie rozstania nie
        mogłabyś być rodzicem weekendowym. Tzn. czy dzieci nie mogłyby
        zostać pod opieką ojca i spotykać się z Tobą możliwie często.

        Zasstanów się też, czy na pewno pomoc z zewnątrz (terapia) nie
        mogłaby pomóc posklejać do kupy Twojej rodziny. Albo zdecydowałaś
        się na drugie dziecko z nieodpowiednim facetem, albo jeszcze 9
        miesięcy temu nie było źle. Może to chwilowy kryzys związany z
        pojawieniem się nowego członka rodziny? Może jesteś przytłoczona
        ogromem obowiązków, zmęczona w połogu i do tego ten ..., który
        zachowuje się tak jakby nie widział, że potrzebujesz pomocy. Ano,
        większość z nich "nie widzi" i kiedy na skarju wybuchu zaczynamy
        artykułować potrzeby dochodzi do awantur, płaczu i żal narasta.

        I najważniejsze: czy Ty czujesz się zagrożona? Czy obawiasz się, że
        On w trakcie kłótni uderzy nie ścianę, a Ciebie? Czy groził Ci, że
        to zrobi?
        Jeżeli tak, to może lepiej, żebyś jednak wyprowadziła się do mamy i
        na odległość podjęła kroki naprawcze, jakiekolwiek by one nie były.

        I tak, ze zwykłego, babskiego wścibstwa: dlaczego uwaga ojca skupia
        się tylko na synku? A co z córką?

    • kajda28 Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 13:57
      to i ja się przyczepię. Dlaczego nie dzwonisz na policję jak wali w ściany?
      Kłótnia nie oznacza walenia ściany. Nie może tego robić, tak Cię zastrasza,
      ciebie i dzieci. Nie mówiąc o tym nikomu, nie zgłaszając to dzielnicowemu nie
      dziw się że później nikt nie potraktuje Cię poważnie, twoich obaw. On nie ma
      prawa budzić Cię w nocy, jeżeli ty tego sobie nie życzysz, nie ma prawa Ci
      grozić że coś ci zrobi, to jest Twój dom, dom w którym są małe dzieci tam musi
      być bezpiecznie- i ty o to musisz walczyć. Masz nawet prawo nie wpuścić go do
      domu jak jest pijany - bo jest agresorem, bo budzi dzieci, bo ty nie możesz
      wypocząć a musisz być wypoczęta bo opiekujesz się dziećmi. Ale to nie od razu,
      to musi być konsekwentnie po kolei robione. I tylko takie postępowanie może się
      przyczynić aby on w końcu zrozumiała i zaczął się zachowywać jak prawdziwy mąż i
      tata- i takie postępowanie jest dla dobra dzieci. Nie możesz uciekać z domu- to
      tylko w ostateczność, dzwoń na policję powiedz im że cały dzień opiekujesz się
      dziećmi i nie masz ochoty aby mąż przychodził krzyczał ubliżał ci i pokazywał
      swoją fizyczną siłę bo ty się zaczynasz go bać (to jest ważne- musisz mówić że
      go się boisz). może nie od razu pomoże, ale lepsze to niż pozwalanie na to
      wszystko, i nic nie robienie.
      • braktalentu Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 15:13
        amen
        • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 15:58
          Najbardziej sie boje tego, ze gdy wyprowadze sie z dziecmi (tz. wezme dzieci gdy go nie bedzie w domu) to wtedy zacznie się walka "na noże", on jest na tyle zacięty ze wiem, ze bedzie wystawal pod domem mojej mamy, nachodził nas. Wtedy co, mam wogole z domu nie wychodzic bojac sie ze zabierze mi dziecko siłą, myslalam raczej o terapii małzenskiej, moze wszystko uda sie jakos posklejac, bo przeciez odejsc jest najłatwiej.....
          • burza4 Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 16:16
            terapia pomoże, jeśli druga strona do niej dojrzeje, a jakoś
            niekoniecznie na to wygląda. Po drugie - wiara w terapię może być
            złudną nadzieją. Terapia nie polega na tym, że psycholog was
            wyslucha i powie mu "proszę pana, tak nie można, pan źle robi, musi
            pan koniecznie zmienić swoje postępowanie". Rozmowa jest prowadzona
            w taki sposób, żeby do kazdego z was dotarło co robi nie tak, ale
            wnioski trzeba wyciągnąć z rozmowy samemu, trzeba chcieć to usłyszeć
            i samemu chcieć coś zmienić.

            jesteś swieżo po porodzie, hormony buzują, facet tego nie rozumie -
            całego przemęczenia, twoich i dzieci potrzeb. Może nie potraficie ze
            sobą rozmawiać, może wszystko co mówisz brzmi jak pretensja?

            żeby nie było - możesz mieć świętą rację, ale rzecz w tym, żeby to
            co mówisz DOTARŁO, a nie żebyś wyrzuciła z siebie frustrację. Bardzo
            ciężko jest mówić spokojnie, bez wyrzutów kiedy człowieka przepelnia
            gorycz. Ale może warto spróbować? usiąść i powiedzieć nie że "znowu
            wychodzisz, znowu tylko wódka i koledzy" a "potrzebuję cię"?
            może powiedzieć "słuchaj, pogubiliśmy się, nie możemy się dogadać,
            czuję się tak, jakbym była dla ciebie wrogiem a nie żoną, co takiego
            się dzieje, że uciekasz z domu?" - i SPOKOJNIE, nie przerywając
            wysłuchać tego co on ma do powiedzenia, nawet jeśli będzie chrzanił
            farmazony. Jak skończy - powiedzieć swoje, że jest ci cięzko, że
            dzieci go potrzebują, że ty go potrzebujesz. Że skoro nie możecie
            się porozumieć - chciałabyś iść do poradni małżeńskiej, bo chcesz
            żeby bylo lepiej.

            jeśli cię wyśmieje, jeśli nic to nie da - wówczas faktycznie trzeba
            będzie zastanowić się nad rozstaniem. Warto porozmawiać z
            dzielnicowym o tym jak reagować w sytuacji awantury. Są telefony
            zaufania, może warto skorzystać z ich porad?
          • ca.melia Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 17:39
            bo prz
            > eciez odejsc jest najłatwiej.....

            I tu się mylisz. Najtrudniej jest odejść. A Ty jesteś tego żywym
            dowodem.
            Próbuj walczyć ale tylko wtedy, jesli faktycznie widzisz w tym
            sens a nie ze strachu.
            • kajda28 Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 18:12
              > bo prz
              > > eciez odejsc jest najłatwiej.....

              jakby było najłatwiej już dawno byś odeszła. Jest cholernie trudno odejść, stąd
              wszystkie twoje wątpliwość. Jak odejdziesz będzie ci o wiele trudniej, kiedy
              jemu będzie o wiele łatwiej- żadnych obowiązków, nic- wszystko spadnie na
              ciebie. Ale i sama jestem przykładem i znam dużo kobiet które po rozwodzie ledwo
              wiążąc koniec z końcem są szczęśliwe, spokojne, bezpieczne- i nigdy nie żałowały
              swojej decyzji o odejściu, nigdy by nie wróciły do tego.
              Pierwsze co musisz zrobić- iść do dzielnicowego i jemu wszystko powiedzieć, jak
              on zareaguje, żeby wiedział że nie dzieje się dobrze.
              To jest twoje życie musisz w końcu zacząć żyć i decydować o nim, o tym w jakiej
              atmosferze żyją twoje dzieci. Jeżeli im się stanie krzywda, jeżeli one słuchają
              waszych kłótni to też jest twoja wina, bo nie robisz nic aby to zakończyć. Nie
              wiem jakie było twoje dzieciństwo ale ja mojej mamie na słowo "odejść
              najłatwiej" czy że dla "dobra dzieci" mam wytrzymać przypomniałabym jaki ona mi
              stworzyła dom, i pomimo tego że to ojciec pił ale to ona na to wszystko biernie
              pozwalała , nic nie robiąc, nie odchodząc od niego- chociaż wiedziała że ja
              (jako dziecko) nie chciałam żyć w takim domu....
              jak chcesz aby twoje dzieci były szczęśliwe walcz o to, to zależy tylko od ciebie.
              • moniczkalovemax Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 18:43
                Mąż jest jeszcze bardzo młody, moze pojawienie sie drugiego dziecko poprostu go "przygniotło", nie wiem.. Ja jestem sie w stanie poswiecic, tylko zeby to nie było bledne kolo.
                • kajda28 Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 05.04.08, 18:55
                  ja rozumiem Ciebie, wiem że to nie jest wszystko łatwe, ale jeżeli teraz nie
                  zrobisz czegoś , czegoś co nim strząśnie to uwierz będzie tylko gorzej. Ty też
                  masz prawo czuć się przytłoczona, zmęczona- to są wasze dzieci. Nie wiem
                  dlaczego jak wychodzisz nie daje ci dziecka, czy dlatego że chce być dla niego
                  tatem, czy dlatego abyś mu nie mogła zarzucić że się nim nie zajmuje, albo żeby
                  on miał podkładkę że jesteś nie zrównoważona i zostawiasz z nim na parę godzi
                  tak małe dziecko (to oczywiście typowa i głupia złośliwość), albo może się bać
                  że nie wrócisz... . Zaproponuj wizytę u psychologa (tak jak pisałaś) macie
                  dwójkę dzieci, masz o co walczyć, ale walczyć a nie tylko czekać na to co on
                  zrobi. I to obydwoje musicie walczyć o waszą rodzinę, jedna osoba tu nic nie
                  zdziała.
      • jogo2 Re: wzywanie policji gdy 05.04.08, 22:01
        mąż wali w ściany.

        Sorry, ale bez świadków jego zachowania to może sobie wzywać policję do
        upojenia. Ja miałam taki epizod, że moim sąsiadom nie podobało się, że dziecko
        moje wówczas 1,5 roku nie jest cicho. Sąsiad postanowił mnie nauczyć rozumu i po
        21.00 zaczął rzucać meblami o podłogę. Wezwałam policję. Opowiedziałam im to.
        Nie mogli w to uwierzyć. Poszli na górę, bo przecież nie mieli czasu siedzieć u
        mnie i nasłuchiwać, a zresztą ich przyjazd był widoczny, więc na ten czas sąsiad
        ucichł. Policji sąsiad wytłumaczył, że mam przywidzenia. Jak policja pojechała
        to jeszcze nie ruszyli spod bloku, a on zaczął jeszcze gorzej. Ja znowu do nich
        dzwonię, a oni mi na to, że już byli i nic więcej nie mogą zrobić.

        Kropka.
        Piszę to tylko po to, że na zachowanie męża dziewczyna musi mieć świadków, albo
        osobę, która jest jej tak bliska, że wszystko potwierdzi nawet jak tam nie była,
        chyba że na błękitnej linii mają lepsze pomysły.
        • kajda28 Re: wzywanie policji gdy 05.04.08, 22:38
          no chyba że mąz jest pod wpływem alkoholu to nie trzeba mieć świadków. Może
          porozmawiać z sąsiadami może ktoś zgodzi się zeznać że słyszał walenie w ścianę.
          Dlatego radzę iść najpierw do dzielnicowego i co on powie. Robić cokolwiek,
          najgorsze jest nic nie robienie. nawet jak wezwie policję i ci nie będą mieli
          podstaw do wypisania niebieskiej karty, to jednak będzie pozostawiony ślad że
          była interwencja, notatka służbowa. Nie wiem, nie byłam w takiej sytuacji, albo
          godziłam się na zachowanie męża, albo nie, ja zadzwoniłam raz na policję, jak
          przyjechali on już spał , nawet go nie obudzili, poprosiłam tylko aby poczekali
          żebym sie mogła spakować i już nie wróciłam do tego mieszkania, nie wróciłam do
          męża. PO wypisała tylko niebieską kartę a ja za 2 dni złożyłam doniesienie o
          znęcanie się fizyczne (nigdy mnie nie uderzył, raz mnie popchnął ) i psychiczne
          (np. budził mnie w nocy i chciał gadać, godzić się itp. ) a i były jeszcze
          groźby karalne na to miałam świadka. Dużo łatwiej jest robić takie rzeczy jak
          jest się pewnym swojej decyzji, decyzji odejścia- ale wierzcie gdyby wtedy się
          otrząsnął, to pewnie bym wróciła do niego. Ale też nie od razu, po roku i nie
          wycofałabym żadnej sprawy. Niestety on już wtedy poszedł na dno sad mam szczęście
          że mnie nie pociągnął . to nie jest łatwe, ale nikt nie obiecywał że życie jest
          łatwe, proste i przyjemne...
          • jogo2 Re: wzywanie policji gdy 06.04.08, 23:52
            Ja tego nie napisałam, żeby autorkę wątku zniechęcać. Też uważam, że nie ma co
            dłużej tkwić w sytuacji, jaka jest.
    • lysa.spiewaczka Re: Dobro dzieci ponad wszystko?? 07.04.08, 09:36
      Twierdzisz ze leczylas sie kiedys psychiatrycznie, ze mialas
      konflikt z prawem i ze w oczach sadu dyskwalifikuje Cie to jako
      matke...
      Czy z Twoim zdrowiem juz wszystko w porzadku?Masz na to dokumenty?
      Czy chodzisz na jakies kontrolne wizyty?
      Czy ojciec dziecka pracuje?Czy niemowlaczkowi moze zapewnic opiekę?
      Czy ty pracujesz <pomijajac fakt ze jesli tak to pewnie teraz jestes
      na macierzynskim>
      Idz na komisariat i spytaj, co masz robic gdy sytuacja sie
      powtórzy...
      "Najpiekniejszy" scenariusz - ty wzywasz policje, bo on sie
      awanturuje i grozi Ci a jest pod wplywem alkoholu <wlasnie wrocil z
      baru>, w domu malutkie dzieciatko wlasnie wrzeszczy w niebogłosy
      wybudzone przez tate...i wtedy wkracza policja - bierze Pana na
      alkomat.
      Raz, drugi, trzeci...i masz juz prawie swiety spokoj.
      Najtrudniejszy jest pierwszy krok...a potem dostaje sie takiego
      powera, ze samo idzie z górki.
      I nie słuchaj tego co on mówi - ze zrobi z Ciebie wariatke, że
      dzieci Ci odbierze, że pojdziesz do wiezienia...kazdy tak mowi.
      Jesli sumeinie masz czyste to nikt krzywdy Ci nie zrobi.
      Droga jest przez męki i po wybojach.
      Ale da sie.I chyba to jest wlasnie to "dobro dzieci ponad wszystko".
Pełna wersja