No, to będzie już koniec mojej przygody z laktatorem. Wreszcie na suszarce do
naczyń będzie można znaleźć coś poza membrankami, zaworkami itp.
To jest ta dobra strona...
Moja Mała ma prawie 10 m-cy. Karmiłam tylko piersią przez pierwsze 2,5, potem
byłam w szpitalu i brałam leki, przez które nie mogłam karmić przez tydzień, w
efekcie Maleńka przeszła na karmienie mieszane, a ja na laktator + 1-2
karmienia/dobę z piersi aż do 7m-ca.
Bywało różnie - znacie to

Lepiej, gdy miałam złudzenia, że uda mi się
odbudować laktację tak, by nie używać w ogóle mm. (a nie byłam w stanie
ściągać więcej niż 3-4, a potem już tylko 2 razy na dobę). I gorzej, gdy
realistycznie stwierdzałam, że ciągle jestem na poziomie 200-350 ml/dobę...
Ostatnie 2 miesiące to był w sumie spokojny czas, gdy Mała dostawała butelkę
ode mnie na kolację, a reszta to stałe pokarmy i mm.
Ale już mam dość. Tym bardziej, że powoli, ale systematycznie ilość mleka
spada, a ja nie mam już siły pilnować picia wystarczająco dużo płynów, mycia
laktatora itp.
Napiszecie może, że i tak nieźle, ale ja zostaję z naprawdę dużym żalem. Nie
do siebie, czy losu, po prostu żalem, że nie karmię piersią i że nie karmię
dłużej.
Dziś pewnie jedno z ostatnich ściągań... (3 dni temu - 100ml, przedwczoraj -
60, wczoraj - 50...)
Wpadnę tu czasem do Was.
Trzymajcie się, Dzielne Mamy!
Dużo wsparcia tu od Was dostałam

)) Dzięki!