Dziewczyny moje dzieci mają 3,5 miesiąca, do tej pory ściągalam dla nich mleko ok 6/7 razy dziennie - w dzień co 3-4 godziny, w nocy najdłuższa przerwa do 6 h (zwykle 5). Mojego mleka niestety nie wystarczalo dla dwójki, dlatego od początku są dokarmiani MM. Mam jednak spory problem z wyjściem z domu choćby na spacer, bo nie mogę się oddalić, bo max co 4 godziny muszę ściągać mleko - inaczej piersi mam jak kamienie, robią mi się zastoje i mam potem spory problem ze ścągnięciem - muszę małego w nocy przystawić, żeby choć troche pociągnął, a to trwa i trwa....
Troche mi to utrudnia życie, bo jestem 'uwiązana' i zamiast siedzieć z dziećmi w parku, latam między parkiem a domem, a w domu dzieci mi się budzą i znów jest ryk. Mąż namawia mnie bym przestała karmić, tym bardziej, że dzieci mają podejrzenie skazy bialkowej (szorstka skóra na całym cielem częste wzdęcia i problemy z wypróżnieniami), a ja całkiem odstawić białka nie mogę, bo jestem już sucha jak wiór, ważę już kilka kg mniej niż przed ciążą

Poki co odstawilam mleko i jogurty, a MM dajemy w wersji HA.
Co tu zrobić? Da radę sciągać nieregularnie i nie stracić laktacji? Może sciągać 4-5 razy na dobę, np. co 5-6 godzin, tylko co wtedy z tymi zastojami, jak sobie poradzić?