Postanowiłam napisać do Was o moim problemie, bo może któraś z Was też to przerabiała... a ja już nie wiem co robić.
Moje dziecko ma dopiero 7 dni. Wszystko zaczęło się już w szpitalu... inne dzieci były spokojne a moja Ola krzyczała cały czas w niebo głosy. Był to tak przeraźliwy krzyk, że ja płakałam razem z nią i nie wiedziałam co robić. Nosiłam ją do lekarzy, mówili, że zdrowa, kazałam zbadać brzuszek bo wydawało mi się, że może ją boli (zginała i prostowała nóżki, odginała się do tyłu), ale też nic nie wykryli.
Po powrocie do domu syt się nie zmieniła. Moje dziecko jak nie zaśnie twardo i śpi to krzyczy aż się cały blok trzęsie! Nie ma chwili, żeby ona poleżała spokojnie bez płaczu nie śpiąc z otwartymi oczkami. Albo śpi albo płacze zaciskając oczka. Staramy się jak możemy, kochamy ją bardzo, dużo tulimy, mówimy do niej. Poszłam do apteki, żeby coś może na gazy jej kpić, farmaceutka poleciła pić napar z kopru a potem karmić dziecko swoim mlekiem. Ale też nie pomogło. Podczas kąpieli - krzyk jakby dziecko zarzynali, podczas zmiany pieluchy tak samo. Troszkę ma czerwonawą pupę, pomyśleliśmy, że to odparzenia. Ogólnie najpierw stosowaliśmy linomag z tlenkiem cynku, potem jakiś puder, potem zwykły (zielony) linomag, a teraz się na sudokrem przerzuciliśmy i ciągle nic. Syt się nie zmienia, pupa lekko czerwona a dziecko krzyczy.
Jest to dla mnie strasznie przykre, że nie mogę popatrzeć na moje dziecko jak leży spokojnie z otwartymi oczkami

nie wiem czy coś ją boli, czy taki już jej po prostu urok?

Już nie wiemy co mamy robić. Najlepiej się uspokaja na rękach z twarzyczką na ramieniu i bujając. Ale są momenty, że nic nie jest w stanie jej uspokoić. Jak tylko się przebudzi, nie zdąży oczu otworzyć, a już krzyczy...
Przez ten tydzień poleżała spokojnie może z 5 min (zbierając wszystkie krótkie momenty) to chyba nie jest normalne

Mówię sobie, że to niemowlę, więc ma prawo. Ale jak patrzę na niemowlaki moich znajomych (młodsze o 2 tyg) to mi żal, że moja mała nie potrafi tak spokojnie leżeć i "rozglądać się".
Proszę niech wypowiedzą się mamy, które mogą podejrzewać o co chodzi? Czy dziecko takie nieszczęśliwe? Czy faktycznie ją coś boli? Czy tak już ma i już... a jeśli tak to kiedy to może minąć, bo to aż strach będzie z nią gdziekolwiek wyjść, na spacer, do sklepu... nawet na klatkę schodową bo wszystkich sąsiadów od razu postawi na nogi.
Moim największym marzeniem jest, żeby moje dziecko było spokojniejsze, szczęśliwe, żeby potrafiło spokojnie leżeć bez ciągłego tak przeraźliwego krzyku

Pomóżcie

jestem załamana.