corka ma juz 14m. W nocy nieraz sie przebudza z placzem, utulic moze tylko mama. Dzis noc byla z tych gorszych. No i jak mnei wybudzila, utulalam, to cos mnie brzuch rozbolal i MUSIALAM isc do kibelka, no nei bylo rady. Zbudzilam tatusia, odlozylam dziecko jeszcze sie wiercace i polecialam. Corka dostala beze mnei takich spazmow .... ludzie jak ona wyla

Maz probowal utulic, potem zapalil swiatlo zeby ja rozbudzic, zeby zobaczyla, ze jest w domu, z tata. Histeria straszna. dlawila sie, zwymiotowala od placzu. Trwalo to wszytko krotko, jak tylko ja wzielam na rece to sie uspokoila, lapala jeszcze oddech przez jakis czas, ale zasnela u mnie na rekach.
I sie przestraszylam... co by bylo gdybym sie rozchorowala i musiala spedzic noc w szpitalu ( tfu! tfu! tfu!). Ja ja tyle nosze i tule, ze jest ode mnie totalnie uzalezniona emocjonalnie.
Tata jest super na dobry humor, ale do spania, pocieszania etc jestem ja i tylko ja.
Co robic? Ile taka sytuacja jeszcze potrwa? Probowac zeby maz ja czasem pocieszal? A co jesli ona bedzie plakac, nie bedzie chciala taty? Wraca do mnie, zeby jeszcze wiekszego ryku nie bylo, czy to przetrzymac?
Pomocy specjalistki. Mam nadzieje, ze poki z tego nie wyrosnie, to zawsze bede mogla przy niej byc, ale bezpieczniej bym sie czula, gdyby byla troche bardziej przygotowana na jakas moja nieobecnosc